DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 49 -> Sanga

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Sanga

Denes Andras
_________

Opole, listopad 2010

Przyjąłem schronienie piętnaście lat temu, a pięć lat temu Lama Ole poprosił mnie, żebym uczył. Piętnaście lat to nie tak dużo w praktyce buddyzmu, ale myślę, że miałem wielkie szczęście, bo od razu mogłem być bardzo aktywny. W ciągu tych lat robiliśmy wiele rzeczy w Budapeszcie i na całych Węgrzech.


Wydaje mi się, że jakiś rok po moim przyłączeniu się do sangi, kupiliśmy Becske i świetnie się tam bawiliśmy. Musieliśmy wszystko zburzyć i zbudować od początku. Naprawdę, te lata, kiedy mogliśmy razem pracować, były najlepszymi latami mojego życia. Normalni ludzie pomyśleliby, że zwariowaliśmy. Pracowaliśmy zawodowo codziennie w ciągu tygodnia, a potem jechaliśmy do Becske na weekend i pracowaliśmy za darmo od wczesnego ranka do późnego wieczora. Ewidentnie byliśmy szaleni, ale jeśli ktoś naprawdę tego posmakuje, to szybko się uzależni, ponieważ praca w sandze dla buddyzmu – nie wiem, jak to się dzieje – ale jest bardzo radosna. Co więcej, jest też pożyteczna, ponieważ kiedy ją wykonujemy, wychodzimy z kręgu, w którym tkwimy od nie mającego początku czasu. Ma prawdziwy sens. Dlatego właśnie chcę doświadczać tej radości. Prawdę mówiąc, jeśli mówimy o sandze, dobrze jest najpierw wiedzieć, że kiedy już zaczniemy wspólnie działać, będziemy mieli z tego wiele radości. Będę szczery – jeśli rozejrzymy się w społeczeństwie, to zobaczymy, że tam wszystko działa trochę inaczej. Nawet Ci, którzy mają wszystko to, co każdy chciałby mieć, są nieszczęśliwi. Szukają na to jakiegoś lekarstwa. Wkładają w życie mnóstwo energii, ale nie potrafią być szczęśliwi. Przeszkadzające uczucia zawsze sprawiają, że cierpią, a radość, której doświadczają, jest niewielka. Jeśli porównam swoje życie do ich życia, to ewidentnie widzę, że jednego dnia przeżywam więcej radości niż oni w ciągu całego roku.

Kto potrzebuje sangi? I dlaczego? Stajemy się buddystą, gdy zrozumiemy pewną rzecz. Bardzo fajnie jest przyłączyć się do przyjemnego towarzystwa i spędzać miło czas, lecz jeśli przyłączamy się do sangi, bo myślimy, że ludzie są zabawni i można się z nimi dobrze bawić, to nie jest dużo. Sanga nie jest dla nas fabryką radości, ale cennym narzędziem i to właśnie musimy zrozumieć. W tym celu trzeba uświadomić sobie kilka innych rzeczy. Najważniejszymi z nich są cztery podstawowe rozmyślania. Są nam potrzebne, by obudzić się, otworzyć oczy. To jest bardzo ważne, ponieważ dopóki nie rozumiemy, jaka jest nasza sytuacja, nie obchodzi nas sanga. Doceniamy ją w pełni, rozumiejąc, jak ważny jest nasz czas i że nasze życie ma wielkie znaczenie. Jeśli myślicie, że macie na wszystko bardzo dużo czasu, to wkrótce go stracicie, a to byłoby smutne. Musimy spełniać naraz osiemnaście warunków, żebyśmy mogli siedzieć w tej gompie. Spełnienie nawet jednego z tych warunków jest bardzo trudne, a spełnienie ich wszystkich naraz jest praktycznie niemożliwe. A my spełniamy je wszystkie jednocześnie. Jesteśmy zdrowi, urodziliśmy się w Europie. Otrzymaliśmy wykształcenie. Budda nauczał w naszych czasach i nauki te przetrwały do dziś. W naszym mieście jest grupa medytujących, jesteśmy zainteresowani buddyzmem – nie tylko zainteresowani, ale zaczęliśmy praktykować i będziemy kontynuować praktykę, dopóki nie osiągniemy wyzwolenia. Jesteśmy ludźmi. Myślę, że to już wystarczająco dużo, by zapaliło się nam w głowie światełko i byśmy zobaczyli, jak cenne jest wszystko, co teraz mamy. Istnieje sześć różnych miejsc, w których możemy się urodzić. Czy wiecie, jaki procent wszystkich istot stanowią ludzie? Nie da się tego przedstawić za pomocą liczby, bo jest ona bliska zeru. Czy wiecie, jaki procent populacji ludzkiej to osoby, które potrafią myśleć, czytać, które mogą kupić sobie jedzenie i mają jakieś mieszkanie? Pięć procent. Czy wiecie, jak wielu z tych pięciu procent spotyka się z buddyzmem i kontynuuje praktykę? Prawie zero. Zatem my jesteśmy w tym zerze. Czy wiecie jak szybko to się zmieni? Bardzo, bardzo szybko. Ja mam już 42 lata i nic nie wydarzyło się w moim życiu. Tak naprawdę dużo się wydarzyło, ale nic istotnego. Praktykuję od piętnastu lat i ciągle nic, a myślę, że nie jestem najgorszym praktykującym. Mam na myśli, że staram się i muszę powiedzieć: „Mam może jeszcze ze 20 albo 30 lat w tym życiu, więc jest dla mnie całkowicie oczywiste, że jeśli chcę być oświecony albo przynajmniej wyzwolony, to muszę coś zmienić”.

W ciągu 15 lat, na przykład, mogłem osiągnąć punkt, w którym zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, dlaczego Lama jest ważny. To nie znaczy, że zrozumiałem to całkowicie, ale czasami przychodzi mi do głowy jakaś myśl lub wgląd, że on musi być naprawdę bardzo ważny. Więc gdzie jest wyzwolenie? Praktykuję ciężko i ciągle nic się nie wydarza. Zatem definitywnie to znaczy, że muszę się zmienić. Muszę włożyć w to więcej energii. Do tej pory nie wiedziałem, jak to zrobić, ponieważ próbowałem ze wszystkich stron, z każdego kierunku. Teraz zaczynam widzieć, gdzie powinienem zainwestować tę energię i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Mam nadzieję, że nie popełniam błędu, ale jeśli patrzę na to logicznie, to musi być sanga. Tę energię muszę włożyć w sangę. Jeśli chcę osiągnąć w tym życiu wyzwolenie, nie muszę iść do lasu i medytować tam 40 lat. Nie muszę robić innych dziwnych rzeczy, ale muszę zainwestować w sangę. Możemy łatwo pomyśleć, że to jest towarzystwo, które siedzi w gompie. Jak myślicie, jaki będzie buddyzm w przyszłości? Co się stanie? Teraz siedzimy sobie tutaj, słuchamy wykładu i myślimy o jutrze, o naszej pracy, o naszym życiu. Jeśli napotkamy jakieś trudności, to zadzwonimy do Olego i dostaniemy błogosławieństwo. Wszystko jest fajne, bo jesteśmy buddystami. Mamy miłe towarzystwo, przyjemne weekendy, radosną pracę, Lamę. Mamy dużo szczęścia, nasze życie jest piękne.

Muszę w tym miejscu zapytać: czy to jest nasz cel? Pozostawanie w tym przedszkolu, bawienie się i uczucie szczęścia, kiedy przyjeżdża Lama? Pokazujemy mu, że jesteśmy naprawdę oddani oraz głęboko zrozumieliśmy buddyjską wiedzę. Robimy przed nim niezłe przedstawienie – Lama się cieszy, a kiedy odjeżdża, show się kończy i powracają kłótnie, każdy wraca do swoich trudności i przedszkole trwa dalej. Wiecie, dlaczego tak jest? Jeśli będziemy pracować tak w przyszłości, to sanga się rozpadnie, bo nadal nie jesteśmy dla siebie rodziną. Wiecie, dlaczego praktykujemy buddyzm? Dlatego, że nie mamy nic do roboty w weekendy? Albo nie mamy partnera i ośrodek jest najlepszym miejscem, w którym możemy znaleźć sobie towarzystwo? Nie, wykonujemy tę samą pracę, co Lama Ole. On pracuje dla nas pełną mocą od czterdziestu lat bez żadnych oczekiwań, bo chce nam coś pokazać. Jego życie nie jest nieograniczone. Pewnego dnia umrze i co się wtedy zmieni? Komu będziemy mogli się skarżyć? Trudno będzie już narzekać, bo nikt nie będzie chciał tego słuchać. Jeśli do tego czasu nie znajdziemy sposobu, by razem pracować, wkład Lamy Ole po prostu zniknie. Jeśli nie będziemy mieć silnej, światowej sangi, wkrótce będzie po wszystkim. Nie da się jej utrzymać przez organizację, pomysły i listy. Teraz możemy być razem tylko dlatego, że Lama Ole utrzymuje wszystko w całości. Jeśli nas opuści, a my nie będziemy się mocno przyjaźnić i nie nauczymy się, jak utrzymywać przekaz, to będziemy kontynuować każdy sobie. To nie jest łatwa szkoła, bo musimy się nauczyć, jak zrezygnować z ego. Właśnie tego się tutaj uczymy, ale podnoszę alarm, ponieważ uważam, że to ostatni dzwonek, żeby się obudzić. Ole ma już 70 lat. Prawdę mówiąc, gdy patrzę tylko na Budapeszt, to widzę, że dalej mamy różne trudności. Proste problemy, nieporozumienia, egoizm. Kiedy mówię o światowej sandze, mam na myśli Polaków, Węgrów, Meksykańczyków, Australijczyków... Wszystkie sangi. Wszyscy muszą w bardzo krótkim czasie wypracować jakiś sposób, by zostać razem. Bo jeśli w przyszłości nie będziemy się bardzo przyjaźnić i pojawią się jakieś problemy, a Olego nie będzie, to istnieje możliwość, że sanga rozpadnie się na dwie części. Potem te dwie części podzielą się na cztery i krok po kroku dojdziemy do punktu, kiedy każdy będzie siedział sam w domu i narzekał na wszystkich. Nie chcę roztaczać przed wami czarnej wizji przyszłości. Proszę, nie płaczcie, tylko obudźcie się. Naszą siłą w przyszłości będzie sanga.

Czy wiecie, jak możemy pomagać innym? To się uda tylko wtedy, gdy będziemy silni. To będzie kontynuacja pracy Olego. Oczywistym jest, że nikt z nas – albo przynajmniej nie wszyscy – osiągnęli ten sam poziom, co Ole. Można to łatwo zaobserwować. Weźmy za przykład Denesa – jak jest silny i jak wielkie wrażenie może robić? Lama Ole rozpoczął swoją pracę 40 lat temu. Na Zachodzie nie było prawie żadnego buddyzmu. Kopał doły pod baseny, żeby zarobić pieniądze i móc podróżować. Kiedy przyjeżdżał do jakiegoś miasta, sam musiał wszystko zorganizować. Musiał znaleźć tam przyjaciół i opowiedzieć im o umyśle. Musiał być naprawdę pociągający, by rozpocząć ten przekaz. A teraz, kiedy daje wykład, tysiące ludzi czeka na niego w sali i podążą za nim setki nowych osób. Teraz mamy już prawie siedemset ośrodków na całym świecie, więc jeśli porównamy jego aktywność z aktywnością Denesa, to bądźmy szczerzy... Denes przyjeżdża do Opola i na wykład przychodzi trochę ludzi. Być może pojawiają się też nowe osoby. Kiedy wyjeżdża, ludzie dyskutują. Niektórzy mówią, że wykład był dobry, być może inni uznają, że był nudny. Tak czy inaczej, nic wielkiego się nie wydarza. Denes jedzie do następnego miasta, robi to samo, ludzie słuchają wykładu i znowu nic się nie zmienia. Opowiadam o buddyzmie, bo Ole mnie o to poprosił. To już wielka odpowiedzialność. Mogę sobie wyobrazić, że Ole mi ufa, skoro mnie o to poprosił, ale ja uczę i nic się po tym nie zmienia. Jeśli porównamy moją aktywność z aktywnością Lamy, to powiedziałbym, że ja jestem dwuletnim dzieckiem, a on jest profesorem. On wie, co robić, a ja nie. Jeśli chcemy kontynuować jego pracę, to w czym tkwi nasza siła? Gdzie jest moc? Jeśli będziemy pracować w pojedynkę nic się nie wydarzy. Jeżeli miałbym pojechać do jakiegoś miasta, żeby założyć tam ośrodek, na przykład gdzieś w RPA, gdzie prawdopodobnie nie ma jeszcze żadnego buddyzmu, to jak mógłbym to zrobić? A Ole potrafił. Założył tak wszystkie ośrodki. Teraz mamy ich prawie siedemset. Ja mogę gdzieś pojechać, porozwieszać na ulicach kilka plakatów, ale nikt by i tak nie przyszedł.

Co się dzieje bez sangi możemy zobaczyć na przykładzie Transylwanii. Jest tam jeden człowiek, wygląda na to, że całkowicie oddany Lamie Ole, ale nie potrafi pracować z ludźmi. Już od 10 lat z nimi walczy. Ole wyrzucił go kiedyś przez drzwi, a on wrócił oknem. Wyrzucił go przez okno, to wrócił kominem. Nie da się go odesłać, ale nie da się również z nim pracować – jest zupełnie szalony. Nie umie pracować z sangą. Podarował dom swojej matki na ośrodek, jest tam wielka gompa i pokoje do mieszkania. Wszędzie się reklamuje. Na drzwiach wiszą piękne, lśniące tabliczki. Każdego dnia jest wspólna medytacja, którą robi sam. Właściwie nie sam, tylko razem ze swoją żoną i teściową. Jest buddystą już od 20 lat. Medytuje, godzinami potrafi mówić o buddyzmie, ma ośrodek. Ma czas, żeby się tym zajmować, ale nikt nie przychodzi. Nie ma tam mocy, nie ma błogosławieństwa – prawdziwa pustynia. Jeśli chcemy być w przyszłości pożyteczni, to w pojedynkę nam się to nie uda. Powiedziałbym, że nie jesteśmy gotowi na to, by stracić Olego. Naprawdę musimy się nauczyć, jak utrzymać sangę razem. Jak myślicie, jak to się może stać? Jak możemy to zrobić? Jak możemy sprawić, żeby sanga była silna, barwna, bardziej pociągająca? Pomalować ściany na inny kolor? Położyć nową podłogę? Ile zrobić pięter? Możecie mi to powiedzieć? Jak sprawić, żeby wszystko robiło większe wrażenie i było wygodniejsze?

Drogą do tego jest robienie wszystkiego, na co nas stać, zapomnienie o siebie, zrezygnowanie z ego. Może ludziom się wydaje, że całkowicie wystarcza, jeśli przychodzą do ośrodka i dobrze się tam bawią. Oczywiście radość, imprezy i medytacje są dobre, bo jeśli doświadczamy radości, to znaczy, że napełniamy umysł pozytywnymi wrażeniami. Ale na przyszłość to nie wystarczy. Ole zawsze nam powtarza, że dobry styl i przyjaźń są w sandze najważniejsze. Gdy myślimy, że przyjaźń wystarcza, o jakiej przyjaźni mówimy? Takiej, jaką znamy jeszcze z czasów przed buddyzmem? Każdy miał już wcześniej przyjaciół. Kiedy się spotykaliśmy, to byliśmy szczęśliwi, szliśmy do kina, potańczyć, podrywać razem dziewczyny… A kiedy nasza przyjaźń się kończyła, odwracaliśmy się do siebie plecami i szukaliśmy kogoś innego. Jeżeli zrobimy to samo w sandze, co się stanie? Jeśli przychodzimy do ośrodka, bo tam się dobrze bawimy i są fajne imprezy, to pewnego dnia się nam znudzi. Gdzie wtedy pójdziemy? Do hinduistów? Tego rodzaju przyjaźń nie zda tu egzaminu. Nasza przyjaźń musi pochodzić ze zrozumienia i z serca. Wtedy będziecie wiedzieć, czemu jesteście w ośrodku i jaki macie cel. Wtedy zrozumiecie, że przyjaźnić się oznacza odnosić się do sangi jak do klejnotu. Dlaczego sanga jest taka ważna? Nie dlatego, że Denes powiedział, iż sanga jest naszym schronieniem. Ta informacja pochodzi z buddyjskich nauk. Lama Ole na każdym wykładzie wspomina o tym, że sanga ma takie samo znaczenie jak lama, budda i dharma. To nie jest zwyczajne towarzystwo. Jeśli myślicie, że rozumiemy znaczenie sangi, to spójrzmy na nasze zachowanie. Na przykład, jak zachowujemy się w pobliżu Lamy Ole? On jest bardzo cenny i właśnie zaczynamy zdawać sobie z tego sprawę. Co robimy, kiedy do nas przyjeżdża? Na pewno możecie to sobie łatwo wyobrazić. Malujemy, budujemy, pracujemy, sprzątamy... Kiedy przyjeżdża, zakładamy nowiutkie ubranie, nakładamy makijaż, jedziemy autem do myjni, zastawiamy stoły dobrym jedzeniem. Robimy wszystko jak najlepiej, ale czy naprawdę wam się wydaje, że potrzebny jest mu cały ten cyrk? Wydaje nam się, że wtedy Lama będzie szczęśliwy, zobaczy w nas głębię i zrozumienie nauk buddyjskich. Oddanie, bo oddaliśmy auto do myjni i złożyliśmy nowy garnitur. Oczywiście nie ma w tym nic złego – problem tkwi gdzie indziej. A teraz porównajcie to zachowanie z naszym podejściem do sangi. Czy umyliśmy samochód dziś, przed przyjściem do ośrodka? Czy nałożyliśmy makijaż? Założyliśmy nowy garnitur? Czy wszystko jest doskonałe? Czy odnosimy się do sangi tak samo, jak do Lamy Ole? Nie? Dlaczego? Czy jest między nimi jakaś różnica?

Sanga jest naszym trzecim schronieniem. Trzeba to zrozumieć. Jest tak samo ważna jak lama. Przebywając z sangą, przebywacie z klejnotem. Ona jest cennym narzędziem. Jeśli nie nauczymy się, jak z niej korzystać, rozpadnie się. Ludziom czasami wydaje się, że przyłączenie się do sangi jest niemożliwe. Nie rozumiemy jej. Mamy jakieś złe doświadczenia – każdy takie ma. Dlatego wydaje nam się, że z sangą coś jest nie tak. Ale te negatywne doświadczenia nie należą do sangi, tylko do nas. Widzimy nasze ego. Zobaczcie, gniewamy się na sangę, bo daje nam informację zwrotną na temat naszych błędów. A powinniśmy być wdzięczni, że możemy je zobaczyć. Sanga jest dla nas zwierciadłem i odpowiada za pokazywanie nam naszych błędów. Jej zadaniem jest zdjąć nam klapki z oczu i pokazać, co się naprawdę dzieje, bo czasami nie widzimy, jak wielkie błędy popełniamy i potrzebujemy zwierciadła. To lustro jest bardzo przejrzyste. Możemy prezentować komuś jakiś miły obrazek nas samych, ale nikt nam nie uwierzy. To całe towarzystwo razem wybiera się do Czystej Krainy. Kieruje się w stronę oświecenia. Nikogo nie obchodzą osobiste cyrki i teatrzyki. Bardzo ważne jest zrozumienie, że sanga jest cennym narzędziem i tak musimy ją traktować. Ośrodek to nie jest fabryka radości ani nic w tym stylu. Mamy się tu nauczyć, jak zapomnieć o sobie. Przyszłość nas potrzebuje, bo to my będziemy następnym pokoleniem. Wydaje nam się, że możemy sobie pozwolić na lenistwo, ponieważ Lama wykona za nas całą pracę, ale pewnego dnia będziemy musieli dorosnąć. My będziemy musieli kontynuować jego pracę. Wszyscy w tym pokoju będą kiedyś oświeceni – to tylko kwestia czasu. Dobrze jest zdawać sobie z tego sprawę, ponieważ wtedy będziemy się starali lepiej odnosić do siebie. Powinniśmy dorosnąć. Zapomnijcie o problemach. Idźcie do ośrodka, otwórzcie się i połóżcie swoje serca na stole. Zachowujcie się tak, jakby siedziało obok was mnóstwo Lamów Ole. Nie zauważamy, że każdy w tym pokoju to taki mały Lama Ole. Na przykład Denes, może nie jest taki silny, dlatego jest małym Lamą Ole, ale robi, co może na swoim poziomie. Każdy robi to samo, co zrobiłby Lama Ole, ale żeby umieć kontynuować jego pracę, potrzebujemy setki tysięcy przyjaciół. W ośrodku każda najdrobniejsza rzecz dzieje się w zgodzie z poglądem Lamy Ole. Jeśli robicie coś tak samo, jak zrobiłby to Lama Ole, przedłużacie jego aktywność; każdy tutaj jest małym Lamą Ole. Skoro możemy widzieć Lamę na tak wysokim poziomie, czemu nie mielibyśmy nauczyć się tego samego w stosunku do siebie? Musimy zdecydować, że od jutra tak będzie. Będę szukać i znajdę Lamę Ole w każdym z przyjaciół z sangi i będę się do nich odpowiednio odnosić.

Musimy naśladować szanować przyjaciół z sangi. To byłaby moja rada na dziś. Lama Ole pracuje od 40 lat i widzi, że każdy w sandze jest promieniujący i doskonały. Proszę, zastanówcie się nad tym, co wam teraz powiem. Oczywiście, Lama mówi wszystkim, że jesteśmy jego kolegami, ale czy naprawdę nam się wydaje, że on ma chociaż jednego „kolegę”, który jest na tym samym poziomie? Pracujemy na pokładzie tego samego okrętu, ale ciągle nie jesteśmy na tym samym poziomie. Lama pracuje już od 40 lat i w dalszym ciągu nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto byłby na tym samym poziomie, co on. Chcecie go uszczęśliwić? Zapomnijcie o myciu samochodu, garniturze i remontach, a starajcie się być tacy, jak on. Zapomnijcie o sobie. Wychodźcie do ludzi z sercem na dłoni, tak jak robi to on. Lama nie ma żadnego prywatnego życia, nie ma czasu dla siebie, a kiedy z kimś rozmawia, ma oczy szeroko otwarte i koncentruje się całkowicie. Kiedy więc przyjdziecie jutro do ośrodka – skarbca pełnego diamentów – cieszcie się z tego i dajcie z siebie wszystko. Przez cały czas bądźcie otwarci na przyjaciół. Jeśli tysięczny raz pytają o to samo, to odpowiedzcie tysięczny raz i cieszcie się, że macie takie narzędzie jak sanga, bo nie każdy ma do niego dostęp. Dopóki będziemy mieć trudności w naszych małych grupach, to jak dwa miasta mają trzymać się razem? Jeśli dwa miasta nie potrafią razem pracować, to jak mają to zrobić dwa kraje? Bo tu nie chodzi tylko o wspólną pracę, ale o urzeczywistnienie umysłu, kontynuację tego zadania i zbudowanie wielkiej sangi dla nowych osób. Jeśli światowa sanga się rozpadnie, nie będziemy mieć żadnej mocy. To my musimy zbudować w sobie zaufanie i przyjaźń. Zaufanie przyjdzie, kiedy zrozumiemy, dlaczego inni praktykujący są dla nas tacy ważni. Musicie zaufać całemu towarzystwu, ponieważ ono pokaże wam wasze problemy. To jest droga poza samsarę.

Mówiąc o przyszłości, powiedziałem, że z mojego zrozumienia wynika, iż to sanga jest naszym rozwiązaniem, ponieważ wydaje mi się, że musimy wkładać w nią tysiąc razy więcej energii. Jak możemy to zrobić? Szybciej stawiać ściany albo szybciej gotować? Nie. Dobrze, jeśli jesteśmy aktywni w sandze, ale wkładać w coś tysiąckrotnie większy wysiłek znaczy zapomnieć o ego. Nie ma znaczenia, co robimy w sandze, bo nie rodzaj pracy jest najważniejszy. Za dwieście lat ten budynek zostanie sprzedany, spali się albo rozpadnie. Teraz nam się wydaje bardzo ważny, ale za dwieście lat już go nie będzie. A nasz umysł wciąż z nami będzie i jeśli do tego czasu nie osiągniemy oświecenia, to nie wiadomo, czy będziemy mieli jeszcze taką szansę. Nieważne, co tu robicie – ważne, żeby robić cokolwiek. Róbcie to najlepiej jak potraficie i zapomnijcie o sobie, kiedy będziecie to robić. Uważajcie na ego. Nie zapominajcie, dlaczego budujecie ten ośrodek. Jeśli chcecie go zbudować, ponieważ jesteście architektami, to wciąż pracuje wasze ego. Zawsze musimy pamiętać, że chcemy być oświeceni i dlatego właśnie tu jesteśmy. Czy to brzmi dramatycznie? Pytam poważnie. To jest nasz cel. Radość jest dobra, imprezy są dobre – ja sam lubię imprezy, ale musimy się obudzić, bo nikt nie wykona za nas naszej pracy. Nikt za nas nie zmieni naszego poglądu, nikt nie oczyści naszego umysłu – sami musimy to zrobić. To my musimy przychodzić do ośrodka tak często, jak to możliwe. Ludziom zawsze się wydaje, że relacje w sandze są bardzo ważne, ale rodzina jest jeszcze ważniejsza. Tu muszę powiedzieć: nie. Teraz możecie zacząć rzucać we mnie pomidorami, ale jeśli wydaje wam się, że matka jest ważniejsza od przyjaciół z sangi, to czegoś nie zrozumieliście. Nasz umysł istnieje od niemającego początku czasu. Wszyscy już kiedyś byli naszymi rodzicami. Każdy. Poprzednim razem ja byłem jej psem, a wcześniej ona była moim dziadkiem. Dziwne, nieprawdaż? Nie zdajemy sobie sprawy z tego, czym jest niemający początku czas. Nawet, kiedy zaczniemy szukać jego początku, to nigdy go nie znajdziemy, bo go zwyczajnie nie ma. Taki właśnie jest umysł. Rodzice, siostry, przyjaciele – byliśmy już we wszelkiego rodzaju sytuacjach, ale ta sytuacja jest inna. Ta sytuacja prowadzi do wyjścia z kręgu samsary. Ta przyjaźń, te relacje prowadzą dalej. To nie znaczy, że mamy teraz pójść do domu i powiedzieć matce: „Znaczysz dla mnie tyle samo, co nasz sąsiad. Moją rodziną jest sanga”. To nie jest rozwiązanie. Pomyślmy lepiej, co czujemy do naszych rodziców. Mam nadzieję, że miłość. W każdym razie powinniśmy odczuwać coś w sercu. Takie same ciepłe uczucia powinniśmy mieć w stosunku do naszych przyjaciół z ośrodka. Naprawdę musimy zbudować tutaj rodzinę – powinniśmy postrzegać naszych przyjaciół jak członków rodziny. W ten sposób będziemy mogli poradzić sobie z traumą, jaką będzie dla nas strata Lamy. Tak naprawdę to nie możemy stracić Lamy, bo zapadł nam w serce, ale czasami dobrze pomyśleć o tym, co się stanie, jeśli nie będziemy przyjaciółmi. Jeśli w domu kochacie swoich rodziców, to w ośrodku kochajcie swoich przyjaciół.

Przychodźcie tutaj jak najczęściej i pracujcie ciężko, by stać się rodziną. Najlepsze, co możemy zrobić, to rozwijać tu swoją aktywność i dobrze wykorzystać czas. Nie róbcie już w życiu głupstw. Zostawcie wszystko inne i po pracy biegnijcie do ośrodka, bo to jest nasze schronienie. Kiedy tu wchodzimy i zaczynamy pływać w błogosławieństwie, wszystko staje się jasne. Czy jest jakiś powód, żeby nie przychodzić? Przychodźcie i próbujcie zrozumieć, dlaczego to takie ważne. Przychodźcie do ośrodka i idźcie z przyjaciółmi do kina, razem ugotujcie dla przyjaciół pyszną kolację po prostu dlatego, że ich lubicie. Jedzcie razem i medytujcie razem. Wyobrażam sobie, że w każdym tygodniu coś się dzieje w ośrodku, ale to nie wystarcza. Musicie wykroczyć poza swoje ograniczenia i pomnażać swoje możliwości. Jeśli teraz jesteście bardzo aktywni, to musicie podwoić wysiłki, a jeśli jesteście podwójnie aktywni, to potrzeba robić cztery razy więcej. Dopiero wtedy coś się zmieni. Jeśli sanga śpi, to nic się nie dzieje, ale jeżeli ludzie są aktywni, to wszystko zaczyna rosnąć. Przekraczać swoje ograniczenia i zdwoić wysiłek – tak to widzę. Tego chcę w przyszłości – podwójny wysiłek, potem poczwórny i osiem, szesnaście razy większy. I tak aż do śmierci. Z pewnością nie możemy umrzeć od aktywności. Lama Ole ma 70 lat i wciąż jest aktywny. Ma dla siebie chyba ze trzy godziny dziennie – kiedy śpi – ale mogę sobie wyobrazić, że robi coś również i w tym czasie. Taki jest mój plan i moja rada dla wszystkich. Traktujcie sangę serio i używajcie tego cennego narzędzia.

Twierdzisz, że sangowicze są ważniejsi niż osoby spoza sangi?

Tak, bo potrzebujemy schronienia. Nie można przyjmować schronienia w ludziach spoza sangi, ponieważ oni mają względem nas inne zamiary. Twoi koledzy z pracy i twój szef mają inną perspektywę. A jeśli sam jesteś szefem, to jak możesz przyjąć schronienie w swoich pracownikach? Potrzebujesz zwierciadła, by zobaczyć, jak wyglądasz, a gdy jesteś szefem, to oni powiedzą ci coś innego niż w rzeczywistości, bo chcą mieć wyższą pensję. Jeśli masz kolegów w pracy, którzy mówią o tobie jakieś negatywne rzeczy i dlatego chcesz się zmienić, to nie uda ci się zmienić na lepsze, bo na przykład mówią to, by usunąć cię z twojego stanowiska. Oni mają inny punkt widzenia, więc nie możemy im zaufać. Potrzebujesz schronienia w sandze, ponieważ bezstronnie pokaże ci twoje błędy. Tu nikt nie chce twoich pieniędzy, nie chce od ciebie niczego. Wszyscy chcą być po prostu oświeceni. W ośrodku mamy wspólny cel i przyjaciele pomogą nam go osiągnąć. Na zewnątrz ludzie mają różne cele, więc nie można im zaufać. Możemy być dla nich przyjaźni i nauczyć się w stosunku do nich szczodrości na każdym poziomie, lecz nie możemy przyjąć w nich schronienia. Jeśli przyjmiesz schronienie w klubie piłkarskim, to ciężko będzie ci osiągnąć oświecenie, ponieważ oni nic o nim nie wiedzą, ale z pewnością nauczysz się dobrze grać w piłkę. Pytanie brzmi: czego chcesz? Jeżeli oświecenia, to musisz udać się w miejsce, gdzie je sprzedają, w klubie piłkarskim nikt nic o tym nie wie.

Jak wygląda sytuacja z naszymi dziećmi? Potrzebują nas i musimy coś dla nich zrobić. Jak to połączyć?

Czy mówisz, że chcesz przyjąć schronienie w dzieciach? To nie byłoby mądre. Wtedy możesz mieć jakieś oczekiwania odnośnie ich przyszłości i skończysz jak moja matka. Jak byłem mały, może spodziewała się, że będę kiedyś profesorem, ponieważ nosiłem okulary i generalnie byłem uroczym, optymistycznym dzieckiem. Pewnie uważała, że będę dobrym człowiekiem. Być może ta idea rozpuściła się w jej umyśle, gdy mając szesnaście lat trafiłem do więzienia na dwa lata i 7 miesięcy. Dzieci nie są twoim schronieniem, one są dla ciebie szansą, byś sama mogła dorosnąć. To jest szansa dla rodziców, bo w ten sposób mogą łatwo zapomnieć o sobie. Ostatecznie, ten związek i tak do niczego nie prowadzi. Jest osobisty. Jesteś ty, są dzieci i coś z nimi robisz – to dzieje się na poziomie osobistym. Nie ma innego celu jak wychować dzieci, wykarmić i to mniej więcej wszystko. A w sandze chcemy być oświeceni, dlatego cokolwiek robimy – zapominamy o sobie i budujemy sangę – zmierzamy do oświecenia. Nie chcę powiedzieć, że powinnaś oddać dzieci do opieki społecznej, bo zrozumiałaś, jak ważna jest sanga, ale być może można przenieść trochę punkt ciężkości, bo kiedy zrozumiesz nauki, będziesz najlepszą matką – nie tylko w klasie twoich dzieci, ale i w całej szkole. Wiesz, dlaczego? Ponieważ inni rodzice będą mogli dać swoim dzieciom jedzenie, kupić nowe spodnie, samochód i tak dalej. A gdy będziesz mądra, dowiesz się czegoś o umyśle i będziesz umiała zająć się agresywnym dzieckiem, to pewnego dnia będziesz mogła je nauczyć czegoś o umyśle. Chcesz je uszczęśliwić? Zapomnij o nowych spodniach i rowerze, bo pewnego dnia dziecko umrze i wszystko zacznie się od początku. Największym podarunkiem są wartości trwałe. Czyli najpierw buddyzm, a potem dziecko, bo jeśli będzie odwrotnie, to być może nie będziesz umiała dziecku nic pokazać.

Mieszkam w ośrodku i spędzam większość swojego czasu z sangą. Wychodzę stąd do pracy, potem do drugiej pracy i wygląda na to, że ciągle jestem w strumieniu błogosławieństwa. Są rzeczy, do których człowiek przywyka, ale gdy w pracy zachowuję się tak samo, jak w ośrodku, ludzie czasami dziwnie reagują. Jak sobie z tym poradzić? Poza tym ludzie spoza sangi potrzebują wsparcia i pomocy – jak nie brać ich problemów na swoje barki?

Nie jesteś bohaterem, nie musisz brać czyjegoś ciężaru na swoje barki. Sama wciąż masz problemy, więc po pierwsze musisz zrozumieć buddyjskie nauki. Nie powinnaś starać się kogoś ratować, najpierw uratuj sama siebie. Kiedy jesteś w trudnej sytuacji, zawsze przyglądaj się swojej motywacji, tej podskórnej. Myślimy, że jesteśmy bohaterami, kiedy kogoś ratujemy, a to nie prawda. Jesteśmy uczniami, uczymy się. Pracujemy nad tym, jak odsunąć ego na boczny tor. Dlatego nie doświadczyliśmy jeszcze wyzwolenia. Kiedy przydarza ci się coś trudnego, przyjrzyj się swojej motywacji, a dowiesz się, co nie działa. Nie bądź leniwa. Skoro przywykłaś do mieszkania w ośrodku, przywyknij jeszcze do trudnych sytuacji. Ciągle czekamy, aż coś się zmieni albo ktoś coś zmieni, a to my musimy być pierwsi. To ty musisz zmienić pogląd w sandze, nikt inny za ciebie tego nie zrobi. Nie jesteś plastikowym bohaterem, którego stworzyłaś na własny użytek, ale prawdziwym bohaterem. O jakim bohaterstwie mówię? O bohaterze z oświeconym umysłem – bodhisattwie. To jest bohaterstwo – zrezygnować ze swoich sztywnych poglądów, postawić innych na pierwszym miejscu i z radością pracować dla ich pożytku. Najlepsze, co możemy zrobić w sandze, to dawać z siebie wszystko. Tak zachowuje się budda. Staraj się być buddą prawdziwym, a nie plastikowym. Trzeba trochę nad tym pomyśleć, przejrzeć na oczy i pewnego dnia otworzyć serce. Jestem przekonany, że mamy najbardziej otwarte serca w całym kraju i to wystarcza, żeby mieć ośrodek. Ale jeśli chcemy mieć międzynarodowy buddyjski ośrodek, w którym wszyscy rzeczywiście się przyjaźnią, to wymaga wielkiego wysiłku. Musimy wziąć nasze ego siłą.

Opracowanie: Bartek Sobota, Ewa Iwanowska

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Nieprzerwany przekaz autentycznych nauk - Wywiad z XVII Karmapą Taje Dordże | Buddyzm na Wschodzie i na Zachodzie - Wywiad z Szamarem Rinpoche | Widzę Czystą Krainę - Pytania zadane Lamie Ole | Czas na medytację - List Noworoczny Lamy Ole | Aktywność Trzech Czasów - Karmapa Mikjo Dordże (1507 - 1554) | Cytat - Guru Rinpocze | Jesteśmy dla siebie mistrzami - Wywiad z Hannah Nydahl | Cytat - Hannah Nydahl | Schronienie - Lama Ole Nydahl | Cytat - X Karmapa Czojing Dordże | Utrzymywanie przekazu to wasz obowiązek - Lama Ole Nydahl | Budda i śmierć - Lama Ole Nydahl | Z Lamą Ole i Caty Hartung o książce Budda i śmierć - Praga 2010 | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | Dosiadając niedźwiedzia - Z organizatorami podróży zimowych po Rosji | Katłanga - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | Popycha nas cierpienie, ciągnie nas współczucie - Rozmowa z Klausem Kaltenbrunnerem | Sanga - Denes Andras | Buddyzm i edukacja - Maike i Pit Weigelt | Co, gdzie, jak w KBL | Hong Kong - 18 dni błogosławieństwa - Michał Bobrowski | Biblioteka Kagyu w Łodzi | Gdańsk | Mango | Czym jest dla Ciebie ośrodek? - Ofelia Cybula |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: