DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 48 -> Z 17 Karmapą w Rosji

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Z 17 Karmapą w Rosji

Caty Hartung
_________

W marcu 2009 roku 17 Karmapa Trinlej Taje Dordże potwierdził, że po raz pierwszy w życiu odwiedzi Rosję. Z pięćdziesięciu ośrodków Diamentowej Drogi, które Lama Ole Nydahl stworzył tam w ciągu ostatnich dwudziestu lat, wybraliśmy sześć ważnych miejsc. Wielu uczniów Gyalwa Karmapy chciało towarzyszyć mu w tej historycznej podróży, więc zabraliśmy w nią 90 osób z różnych krajów.


Podróż rozpoczęła się latem 2009 roku w Petersburgu, pierwszym ośrodku Diamentowej Drogi założonym w Rosji. Następnie udaliśmy się do Elisty, później do Moskwy, stamtąd do Irkucka – bramy Syberii i do Ułan Ude, historycznie buddyjskiego miasta. Trasa zakończyła się we Władywostoku, gdzie z naszego pięknego ośrodka rozpościera się niesamowity widok na niczym nieprzesłoniętą panoramę portu. Kiedy na lotnisku zobaczyłam Saszę, przewodniczącego buddyjskiej organizacji buddyjskiej Rosji, z katakiem, łzy napłynęły mi do oczu, a i jego oczy były wilgotne. Rzeczywiście tego dokonaliśmy: Gyalwa Karmapa wylądował w Rosji. Tysiące jego uczniów czekały na tę chwilę ponad dziewięć lat. Pierwsze dwa dni przebiegły tak, jak we wszystkich krajach świata, kiedy Karmapa odwiedza nasze ośrodki: przedstawienie kraju, historia sangi, inicjacje, błogosławieństwo, konferencje prasowe... wszystko przebiegało zgodnie z planem. Ale ostatni punkt programu był niezwykły i miał zmienić naszą całą podróż: Gyalwa Karmapa otrzymał zaproszenie do tajemnych skarbców Ermitażu. Ermitaż należy do najbardziej znaczących muzeów sztuki na świecie, a ukryte komnaty z niezliczonymi dziełami sztuki nie są dostępne dla publiczności. Przez wiele lat próbowaliśmy je obejrzeć. Gyalwa Karmapa przyjął oczywiście ten prezent i małą pięcioosobową grupką poszliśmy oglądać buddyjskie skarby. Zdawało się, że w miarę jak klucz obraca się w zamku, otwierają się nasze serca. Nagle przeżywaliśmy wszystko bez oczekiwań. Wszyscy buddowie Rosji powitali Gyalwa Karmapę. Bogactwo Ermitażu, jeżeli chodzi o sztukę buddyjską, jest niewyobrażalne. Znajduje się tam tanka, namalowana osobiście przez X Karmapę i setki posążków przedstawiających najróżniejsze aspekty buddy. Gyalwa Karmapie wolno było ich dotknąć, a nawet nas nimi pobłogosławić. Przede wszystkim jeden z posążków Milarepy zrobił na Karmapie wrażenie; później wspomniał, że był to dla niego jeden ze szczególnych momentów w Rosji. Dla mnie był to właściwy początek naszej podróży – w tym momencie mieliśmy pewność, że błogosławieństwo buddów będzie z nami. Po wizycie w Ermitażu skierowaliśmy się prosto na lotnisko – Rosja czekała na nas.

Naszym następnym celem była Elista w Kałmucji. Samolot został wyczarterowany specjalnie dla nas, a Gyalwa Karmapa i Lama Ole przeszli w samolocie wzdłuż szeregów foteli i pobłogosławili wszystkich przyjaciół. Gyalwa Karmapa został nawet zaproszony do kokpitu na start. Wszyscy cieszyliśmy się atmosferą bliskości z nauczycielami. Kałmucja jest krajem buddyjskim, w którym w pełni uznaje się nas jako religię, ponieważ istnieją dowody na to, że buddyzm Kagyu jest tam praktykowany już od 1560 roku. Dzięki temu związkowi Gyalwa Karmapa otrzymał oficjalne zaproszenie od prezydenta Kałmucji i dlatego część podróży po Rosji zorganizowana była jako wizyta dyplomatyczna. Kiedy Karmapa wysiadł z samolotu, wiceprezydent i dwie kobiety w strojach ludowych przywitali go katakami i herbatą z masłem – takiego przyjęcia nie oczekiwał. Wszystko przypominało mu rodzinny Kham we wschodnim Tybecie – twarze, krajobraz, herbata… Z eskortą policji (na każdym skrzyżowaniu salutowali policjanci, którzy dbali, by ulice dla honorowego gościa były wolne, a światła zawsze zielone) Gyalwa Karmapa przywieziony został do domu prezydenta, w którym uprzednio mieszkał też Putin.

Od razu po naszym przybyciu attache prasowy koniecznie chciał rozmawiać z organizatorami; wraz z jednym z ministrów omówiliśmy cały protokół na następny dzień. Każdy kwadrans był zaplanowany: powitanie przez prezydenta w jego biurze, przekazanie prezentów, komunikat dla prasy, odwiedzenie zbudowanej przez Lobpyna Tsechu Rinpocze stupy w Eliście, wizyta w państwowym klasztorze, jedzenie, konferencja prasowa. Po tym długim dniu jeszcze wyraźniej sobie uświadomiliśmy, dlaczego nie chcemy zajmować się polityką i raczej wolimy poświęcać czas bezpośrednim potrzebom ludzi i działać swobodnie odpowiednio do sytuacji. Gyalwa Karmapa poruszał się w całym tym korowodzie tak, jakby była to dla niego najbardziej naturalna rzecz pod słońcem. Zawsze znajdował właściwe słowa dla każdego i promieniował współczuciem i skromnością na wszystkich. Lama Ole był ciągle u jego boku i jak zwykle przejmował mikrofon, kiedy pojawiały się pytania polityczne. Obaj robili wrażenie zgranego zespołu i wszystkim nam bardzo się to podobało. Kiedy przybyliśmy do stupy w Eliście, znalazło się pięć prywatnych minut, podczas których Karmapa ku naszej radości bez prasy i protokołu mógł pobłogosławić stupę. Nikt z nas tego nie oczekiwał – tym bardziej się tym rozkoszowaliśmy.

Następnego dnia Gyalwa Karmapa miał udzielić inicjacji na stadionie piłki nożnej, w ponad czterdziestostopniowym upale, bez skrawka cienia. Omówione zostały najrozmaitsze scenariusze, jak poradzić sobie z upałem – zacząć wcześniej, zacząć później, po prostu cierpieć... Karmapa dużo słuchał i niewiele mówił. Kiedy jednak przywitał gości, zachmurzyło się, a pokrywa chmur rozproszyła się dopiero po inicjacji. Następnie, przy powitaniu prezydent poprosił Karmapę o deszcz. W rezultacie po naszym odlocie w tym suchym regionie padało przez dwa dni. Czy ta zmiana pogody była wynikiem naszych wspólnych życzeń, jak to wyraził Gyalwa Karmapa? Zostaliśmy również zaproszeni na obiad z rodziną prezydenta. Kilka lat wcześniej byli tam z wizytą Putin i Dalajlama. Matka Kirsana Iljumżynowa wiele nam opowiedziała o życiu syna i traktowała nas jak członków rodziny. Na zakończenie dała Karmapie prezent dla jego matki – szczególną potrawę – co bardzo ucieszyło Gyalwa Karmapę i po raz kolejny przypomniało mu Tybet. Po wspólnym zdjęciu odjechaliśmy, mając w bagażu jeszcze jedną rzecz, na którą należało uważać. Kiedy policja dowiozła nas bezpośrednio do samolotu, bez kontroli bagażu i przechodzenia przez wykrywacze metalu, wiedzieliśmy, że nasza wizyta była wielkim sukcesem. Nasz „szef” pokazał całe swoje mistrzostwo, zrobił na ludziach wrażenie i bez wysiłku otworzył ich serca na błogosławieństwo buddów.

Dalej polecieliśmy do Moskwy. W tym ogromnym mieście posiadamy w istocie tylko bardzo mały ośrodek, więc wszyscy mieszkaliśmy w hotelu. Wieczorem w programie były pytania i odpowiedzi. Rosjanie przygotowali pytania wcześniej, co sprawiło, że ich jakość była bardzo wysoka. Tak więc Karmapa miał okazję udzielić wspaniałych odpowiedzi na temat natury umysłu. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem tego, jak zręcznie potrafi się już wysłowić po angielsku; jasne było, że jego filozoficzne wykształcenie przynosi owoce i zbliża się ku końcowi. Ta wspaniała i interesująca sesja oraz inicjacja Diamentowego Umysłu były jedynym programem w Moskwie, mieliśmy zatem czas na zwiedzenie Kremla, gdzie Karmapie pokazano klejnoty carów. Co za bogactwo! Było to jak jedno wielkie podarowanie mandali z największymi diamentami, rubinami i innymi kosztownościami na świecie. W czasie wszystkich tych kulturalnych eskapad Gyalwa Karmapa był całkiem odprężony i otwarty. W odróżnieniu od swoich wcześniejszych wizyt w innych krajach na wszystkie propozycje odpowiadał niezmiennie: „Tak, chętnie wezmę w tym udział”. Zdaje się, że przyszedł dla niego czas odkrywania innych kultur. Był gotowy i otwarty na bogactwo tej nowej podróży, czym głęboko poruszył naszych rosyjskich przyjaciół.

Po wieczornej gali i programie artystycznym wyruszyliśmy dalej do Irkucka. Tam warunki były nieco trudniejsze – Syberia pokazała nam swoją zimną i mokrą stronę. Zaczął nawet padać śnieg – żartowaliśmy, że teraz Karmapa doświadczy też rosyjskiej zimy. Wszystkie zaplanowane wydarzenia, które zgodnie z pierwotnym planem miały odbyć się w ogrodzie ośrodka, musiały zostać przeniesione do (naprędce zorganizowanej) sali. W związku z tym nic nie było przygotowane tak jak trzeba i brakowało najrozmaitszych rzeczy do inicjacji Marpy. Chcieliśmy już zaproponować jakąś mniej skomplikowaną inicjację, ale Gyalwa Karmapa nie zamierzał rezygnować z przekazu mocy Marpy, w dodatku zażyczył sobie być w sali już na godzinę przed jej rozpoczęciem. Tam, po raz pierwszy przy takiej okazji, znalazł się w pustym właściwie pomieszczeniu. Usiadł skromnie z boku i przyglądał się, jak budowano scenę i tron. Nigdy jeszcze nie widział przygotowań przed wydarzeniami ze swoim udziałem – zawsze czekały przecież na niego tylko przepięknie udekorowane pomieszczenia z barwną sceną, ołtarzem, oprawionymi zdjęciami, kwiatami itd… Widać było, że zrobiło to na nim wrażenie – szybko dostrzegł pracę wielu rąk, która się za tym wszystkim kryje. Wieczorem ciepło dziękował wszystkim przyjaciołom biorącym udział w przygotowaniach – to również dzięki ich ochotniczej pracy, przyjaźni i radości tak wiele może się wydarzyć.

Bogatsi o kolejną porcję nowych doświadczeń pojechaliśmy dalej, do Ułan Ude w Buriacji, kolejnym buddyjskim kraju, tym razem leżącym w pobliżu Mongolii. Ułan-Ude było jednym z głównych etapów naszej podróży. Tamtejszy program obejmował wizytę u duchowego przywódcy buriackich buddystów, Hambo Lamy. Należy on do szkoły Gelugpa, a jego tytuł „hambo” pochodzi od tybetańskiego słowa określającego uczonego – „khenpo”. Lama Ole spotkał się z nim wcześniej już dwukrotnie; mają ze sobą dobry i interesujący związek. Pokazano nam klasztor. Tutaj w 1927 roku poprzedni Hambo Lama powiedział swoim uczniom, że mają odkopać jego ciało po trzydziestu latach od jego śmierci. Znaleźli je w pozycji medytacyjnej i praktycznie nienaruszone. Ponieważ jednak ówczesna sytuacja polityczna w Rosji nie pozwalała na publicznie rozgłaszanie tak sprzecznego z ideami marksizmu-leninizmu wydarzenia, mnisi pochowali ciało Hambo Lamy ponownie. Dopiero przed kilku laty wydobyto je znowu na światło dzienne. Aby uczcić Gyalwa Karmapę, pozwolono nam zobaczyć tę wyjątkową relikwię. Zazwyczaj jest to możliwe tylko przez cztery dni w roku, ale dla Karmapy drzwi otwarły się z łatwością. Gyalwa Karmapa, Lama Ole i mnisi w milczeniu pokłonili się z szacunkiem przed ciałem Hambo Lamy. Wyglądało rzeczywiście zaskakująco świeżo. Nie miało się wrażenia, że stoi się przed zwłokami – wydawało się, że można wręcz poczuć, jak lekko oddycha. Mnisi potwierdzili, że jego włosy nadal rosną. Nauki o śmierci i ponownym odrodzeniu nigdy jeszcze nie zamanifestowały się konkretniej – był to wspaniały prezent!

Zarówno to spotkanie, jak i wycieczka do Ermitażu, były dla wielu z nas najbardziej znaczącymi wydarzeniami w czasie całej podróży po Rosji. Również Gyalwa Karmapa, kiedy w Rödby zapytano go, co zrobiło na nim największe wrażenie, odparł: „Hambo Lama”. Miał jednak na myśli żyjącego Hambo Lamę, gdyż jest on dość oryginalny. Wszystko zaczęło się od standardowego zaproszenia: zazwyczaj głowa jednej buddyjskiej szkoły zaprasza najwyższego nauczyciela innej buddyjskiej szkoły do klasztoru, do własnego domu, na jakąś imprezę lub nawet do restauracji. Ale Hambo Lama zaprosił Gyalwa Karmapę na... turniej zapaśniczy! Kiedy przybyliśmy miejsce, Hambo Lama siedział w małym, otwartym namiocie. Przed nim w szeregu stali zapaśnicy, za nim goście honorowi, a wokoło okoliczna ludność. Archaiczny obraz – tak jakbyśmy przenieśli się w czasie o kilka stuleci, tylko koni brakowało. Zaprosił nas, byśmy obejrzeli z nim walki. Hambo Lama natychmiast wezwał Karmapę, by wskazał zwycięzcę. Kiedy Gyalwa Karmapa zdecydował się na mniejszego, który do tego raz już walczył, zaśmiał się tylko. Ale oczywiście okazało się, że Gyalwa Karmapa miał rację. Kiedy po pół godzinie wspomniałam o naszym napiętym programie, nasz gospodarz po prostu kazał przerwać walki, które były w pełnym toku – jak król. Przedstawił Karmapę i natychmiast przekazał mu mikrofon, aby ten spontanicznie coś powiedział. Przez cały czas dokładnie obserwował Gyalwa Karmapę, sprawdzał go i ze wszystkiego stroił sobie żarty. Tymczasem słowa Karmapy były jak zwykle po prostu pełne miłości i otwartości – w najmniejszym stopniu nie onieśmielała go ta cała, dość niecodzienna przecież, sytuacja.

Spokój i współczucie Gyalwa Karmapy wyraźnie zrobiły wrażenie na Hambo Lamie, bo w końcu zaprosił nas do swojej jurty, gdzie wszystko było już bardzo uroczyście przygotowane. Tam rozegrała się niewiarygodna scena – swoisty „pojedynek” pomiędzy Hambo Lamą i Lamą Ole. Hambo Lama zadawał prowokujące pytania, a Lama Ole błyskawiczne ripostował, przy czym zawsze zostawiał „przeciwnikowi” wystarczającą ilość przestrzeni, by ten mógł zaatakować znowu. Przypominało to taniec dwóch potężnych, rozwiniętych umysłów, które dla zabawy – swobodnie i radośnie – kontynuują duchową potyczkę. Karmapa śledził ją zafascynowany, nie wtrącał się jednak do jej przebiegu. Później powiedział nam, że wiele się z niej nauczył. Tu, w Buriacji, tak jak uprzednio w Kałmucji, na spotkania z Karmapą przyszło wielu ludzi, którzy byli wprawdzie buddystami, ale tak naprawdę wcale nie wiedzieli, co to znaczy. W ostatnich latach Lama Ole z zachodnim entuzjazmem przywrócił nieco sensu ich pustym rytuałom. Kiedy teraz zobaczyli Gyalwa Karmapę, intuicyjne wyczuli, że jest on szczególnym lamą i mimo że nie był z ich linii, chcieli natychmiast otrzymać od niego błogosławieństwo. Otoczyli go na ulicy, ściągnęli znoszone czapki i pochylili głowy. Karmapa pobłogosławił każdego z nich. Wiele z tych osób zobaczyliśmy potem na wieczornej inicjacji. W końcu rozpoczęła się najdłuższa część naszej podróży: trzydniowa jazda pociągiem do Władywostoku. Było to coś zupełnie nowego zarówno dla Gyalwa Karmapy jak i dla nas: wspólne dni w pociągu! Dołożyliśmy wielu starań, żeby przeforsować ten sposób podróżowania. Zimowa trasa z Lamą Ole to już „klasyka”. Do tej pory tysiące uczniów z całego świata przemierzyły z nim Rosję koleją transsyberyjską. Powstało tu wiele przyjaźni i wiele międzynarodowych powiązań, ważnych dla naszej aktywności. Nigdzie indziej nie można w tak krótkim czasie dowiedzieć się tak wiele o sobie i innych.

Do tego dochodzi jeszcze duża ilość czasu na medytację. Chcieliśmy, żeby Gyalwa Karmapa doświadczył tej formy podróży, tak by mógł rzeczywiście zrozumieć ten kraj, jego ogrom i sposób, w jaki podchodzi się tu do różnych rzeczy. Nigdzie nie jest to łatwiejsze niż w pociągu przemierzającym Syberię i Daleki Wschód – nie na próżno szukają w tej podróży inspiracji reżyserzy i pisarze. Postanowiliśmy w tym czasie nie robić zdjęć, żeby każdy miał więcej swobody. Wystarczył krótki komunikat i wszyscy dotrzymywaliśmy tego postanowienia. Tego typu doświadczenia sprawiły, że zaufanie Gyalwa Karmapy do nas stale rosło. Karmapa rozkoszował się jazdą od pierwszej chwili. Czasami po prostu sam przechadzał się po pociągu – czegoś takiego nigdzie indziej się nie widzi, zazwyczaj towarzyszy mu przynajmniej jeden mnich; tym razem jednak wszyscy mnisi siedzieli beztrosko przy herbacie w swoim przedziale. No bo, co by się miało stać? Trzy wagony dzieliliśmy wyłącznie z przyjaciółmi. Podczas tej jazdy Gyalwa Karmapa widział nasze normalne życie w podróży – jak jemy, rozmawiamy, medytujemy, pracujemy… Wcześniej często mu opowiadaliśmy, w jaki sposób dzielimy nasz czas, jak ludzie medytują w pociągu itd. – teraz przekonał się o tym na własne oczy i zbliżył dzięki temu do naszej pracy jak nigdy przedtem. W pociągu mieliśmy wystarczająco dużo czasu na wywiady, na kolację Karmapy sam na sam z Lamą Ole, robienie planów na przyszłość itd. Wykorzystałam ten czas na zadanie Gyalwa Karmapie wielu pytań dotyczących organizacji i na wywiad dla niemieckiego „Buddhismus Heute”. Na pewno się nie nudziliśmy. Tu rozstrzygnęło się to, że podczas inicjacji kwiaty mają zastąpić kataki, że w przyszłości zaoferujemy streaming grupom Kagyu na całym świecie, że chcemy pojechać z Karmapą w 2012 roku do USA, a w 2014 do Ameryki Południowej i że potrzebne nam byłoby archiwum ze zdjęciami Gyalwa Karmapy dostępne dla wszystkich grup. Po raz pierwszy też opowiadaliśmy mu dokładnie o Ośrodku Europejskim, głównej siedzibie Diamentowej Drogi – o tym, jak łączy on ludzi, o jego znaczeniu i pracy tam, następnych etapach i tak dalej.

W Rosji pociąg czasami zatrzymywał się na chwilę w miastach, w których uczniowie Lamy Ole wpadali na dworzec po krótkie błogosławieństwo lub na szybką medytację; przynosili nam też jedzenie. Coś takiego „lubi” wydarzać się w środku nocy. Gyalwa Karmapa również to poznał. Kiedyś mnisi nie chcieli obudzić go o piątej rano, ale Lama Ole uparł się przy tym i głośno zastukał do jego przedziału. Gyalwa Karmapa wyszedł i pobłogosławił pięciu buddystów, którzy przyszli na peron. Muszę przyznać, że nieco mnie to rozdrażniło, ale w sumie dobrze się stało – w ten sposób Karmapa bezpośrednio doświadczył tego, jak ciężko Lama Ole pracuje w podróży. Kiedy chciałam wyjaśnić Karmapie jego zachowanie, powiedział po prostu: „Cokolwiek Ole robi, zawsze znajduje się on dokładnie w samym centrum”. Otwartość Karmapy i jego zaufanie do Lamy Ole – który dawał po drodze wszystkim zainteresowanym schronienie i wyjaśniał, jak ważna jest linia przekazu i jak istotni są nauczyciele – inspirowały każdego. Kiedy uczniowie obserwowali ich bliski, pełen zaufania związek, mogli się sami bardziej otworzyć i doświadczyć dzięki temu silnego oddania.

Gyalwa Karmapa nieprzerwanie poznawał życie w Rosji i nas. Nigdy przedtem nie dzieliliśmy ze sobą nawzajem tak wiele czasu, w tak bezpośrednim kontakcie. Bliskość powstaje przecież właśnie wtedy, gdy wydarza się coś nieoczekiwanego, gdy być może pojawiają się te czy inne trudności i życie najzwyczajniej samo spontanicznie uwalnia się od gorsetu protokołu i nienaturalnego dystansu. Karmapa zobaczył bez żadnych filtrów, na czym polega praca Lamy Ole, dlaczego ludzie tak go kochają i otwierają się na niego, dlaczego on sam nigdy nie ustaje w swej aktywności i zawsze chce być z uczniami. Gyalwa Karmapa zrozumiał,że to nie przez przypadek tysiące ludzi przychodzą na jego wykłady i inicjacje, ale że za wszystkim kryje się czyjaś ogromna praca. Dobrze było obserwować liczący sobie wiele żywotów związek pomiędzy Ole i Karmapą. Tak wiele zaufania! Czasami jak ojciec z synem, potem jak nauczyciel z uczniem, uczeń z nauczycielem, przyjaciel z przyjacielem. Gyalwa Karmapa widział też, w jaki sposób wszyscy się ze sobą nawzajem obchodzimy i jak ważna jest dla nas Diamentowa Droga. Wszędzie mógł czuć naszą wdzięczność. Także my z każdą godziną poznawaliśmy go lepiej, jego gesty, mimikę i... ukryty humor, którym raz po raz nas zaskakiwał. Z czasem Karmapa stawał się coraz bardziej bezpośredni – mówił, co myśli, zadawał pytania. Był bardzo uważny, wrażliwy, troszczył się o swoich mnichów i dostrzegał też, kiedy my czegoś potrzebujemy. Z czasem mniej rzeczy wymagało omówienia, wiedzieliśmy, jaką herbatę kto lubi i która torba należy do kogo. Powoli, ale stale, zrastaliśmy się w jedną mandalę i wszyscy czuli się dobrze. Wielu uczniów Lamy Ole podróżuje z nim co roku, żeby zdobyć to doświadczenie. Gyalwa Karmapie wystarczyła krótka podróż, żeby wchłonąć cały nasz nowoczesny, zachodni styl Diamentowej Drogi. Styl, w jakim to uczynił, naprawdę robił wrażenie. Pewnego dnia jeden z rosyjskich uczniów poprosił, żebyśmy zabrali go ze sobą do przedziału Gyalwa Karmapy. Był bardzo opanowany, ale widać było po nim emocje. Następnie przez dwadzieścia minut mówił do Gyalwa Karmapy po tybetańsku. Kiedy ten odpowiedział po tybetańsku, Rosjanin poprosił go, by jednak używał angielskiego. Byliśmy zdumieni, gdy się okazało, że chłopak próbował okazać Gyalwa Karmapie swój szacunek przy pierwszym spotkaniu poprzez przywitanie go w ojczystym języku i poproszenie o nauki. Wszystkiego nauczył się na pamięć. Bardzo wszystkich nas poruszył, a Gyalwa Karmapa odpowiedział skromnie jak zawsze: „Proszę, praktykuj dalej i czekaj na mnie. Kiedy sam nauczę się więcej, dam ci nauki.”

Po trzech niezapomnianych dniach w pociągu, w ośrodku we Władywostoku wydarzyło się coś niesamowitego. Zazwyczaj ośrodki przedstawiają się bardzo podobnie: powitanie, historia, obecny program, prezenty i słowa podziękowania Karmapy. Ale we Władywostoku Karmapa pod koniec nagle i nieoczekiwanie powiedział: „Wierzę, że wszyscy wkrótce osiągniecie oświecenie”. W tym momencie na dworze rozległ się grzmot, a Gyalwa Karmapa dodał: „Widzicie?”. Wszyscy mieliśmy gęsią skórkę, a na twarzach malowała się wielka radość. Co za wyczucie chwili! Tymczasem w podróżującej grupie panował nastrój zupełnego odprężenia. W ostatni wieczór Lama Ole nie zdążył na czas przybyć na kolację, więc przedstawiłam Karmapie wszystkich przyjaciół przy stole i poprosiłam, żeby opowiedzieli o tym, co robią w ośrodku. Kolejne osoby przysuwały się coraz bliżej i opowiadały o swoim życiu; za Gyalwa Karmapą kłębił się spory tłum. Miało się wrażenie, że oto siedzą razem starzy, dobrzy przyjaciele. Wydarzyło się to zupełnie spontanicznie i zdawało się, że Karmapie wcale to nie przeszkadza. Najwyraźniej czuł się dobrze, zadawał pytania, przysłuchiwał się, śmiał się… Kiedy przyszedł Ole, wszyscy wrócili na miejsca. Nie trwało to długo, ale ten wieczór uświadomił nam bardzo wyraźnie, na co stać Gyalwa Karmapę poza protokołem. Zazwyczaj przecież jest chroniony i otacza go pewien, wynikający z szacunku, naturalny dystans. Dla nas ważne było doświadczenie, że kontakt z nim może też wyglądać inaczej. Najwyraźniej zachodni uczniowie potrzebują tej bliskości, żeby móc się otworzyć. Podróż Gyalwa Karmapy po Rosji była sukcesem pod każdym względem. To, że żyjący budda przejawia się pomiędzy ludźmi jako miły, skromny człowiek, zdaje się pasować do naszych czasów. Doświadczenie jego współczucia i miłości dla każdego, zdolności przystosowania się do każdej sytuacji, humoru oraz nowoczesnego sposobu szybkiego myślenia i działania, robiło wrażenie. Możemy się cieszyć: The future looks bright.

Opracowanie: Ewa Zachara

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 Działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Nauczyciel jest podstawą wszystkiego - Lama Ole Nydahl | Oświecona odwaga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pytania i odpowiedzi - Fragment nowej książki Lamy Ole | Esencja praktyki - Hannah Nydahl | Była otwartością przestrzeni - Wywiad z Tomkiem Lehnertem o Hannah Nydahl | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | O nas - Lama Ole Nydahl | Przyjaźń jest podstawą całego naszego szczęścia - 17 Karmapa Trinlej Taje Dordże | III Karmapa Rangdziung Dordże - nauczyciel czystego poglądu - Manfred Segers | W 21 słowach o Buddyzmie Diamentowej Drogi - Wolfgang Poier | Damaru - budzi(k) ze snu niewiedzy - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | O Stupie Kalaczakry w Berchen Ling - Rozmawiamy z Lamą Ole Nydahlem | Tu świat spotyka się z oświeceniem - Lama Ole | Wydarzyło się właśnie coś wspaniałego - Lama Czogdrup Dordże i Lama Ole | To jest jak medytacja - Piotr Kaczmarek | Z 17 Karmapą w Rosji - Caty Hartung | O dzieciach i buddyjskim życiu rodzinnym - Z rodzicami rozmawiała Ofelia Cybula | Cytat - Lama Ole Nydahl | Europe center - Hubert Bramowicz | Brno - Markéta Blažejovská | Wiedeń - Wywiad z Anną Potyką | Zawsze nam się udaje - Wywiad z Lamą Ole o Valhalli | Nagodzice 2010 - Eskadra Nagodzice. | Cytat dnia | Zabujani w Zagórzanach - Zespół Zagórzan | O Zagórzanach - Lama Ole | Kraków - Krakowska sanga | Kalisz |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: