DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 48 -> Ścieżka oddania

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Ścieżka oddania

Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert
_________

Część I

Bartołty, wrzesień 2010­

Maggie: Po raz pierwszy razem z moim bratem Tomkiem udzielamy nauk i jest to naprawdę bardzo wzruszające, że jesteśmy w tak pięknym miejscu, o którym słyszeliśmy tyle dobrego, i że możemy podzielić się naszymi doświadczeniami w dharmie. Bardzo się z tego cieszę i jest mi miło, że tylu was tutaj jest, że są przyjaciele, rodzina. Chyba nie można sobie wymarzyć lepszej sytuacji.


Lobpyn Tseczu Rinpocze był wyjątkowym nauczycielem. Nawiasem mówiąc, niesłychane jest to, że po urodzeniu nie został rozpoznany jako tulku! Ani jako nauczyciel. Rinpocze urodził się Bhutanie, w przepięknym miejscu niedaleko klasztoru Punaka. Wielu z was było ze mną w Bhutanie, więc chyba pamiętacie to przepiękne, bajeczne miejsce 0– maleńką wioskę o nazwie Nobugang, czyli Klejnotowe Miejsce. Z jego narodzinami wiąże się ciekawa opowieść. Matka Rinpocze nie mogła donosić żadnej ciąży do końca, była cztery razy ciężarna, ale zawsze kończyło się to poronieniem. I wówczas w ogromnym klasztorze Punaka, który jest jednym z największych klasztorów-fortec w Bhutanie i siedzibą zimową głównych mistrzów buddyzmu, jeden z lamów doradził jej, aby podczas kolejnej ciąży położyła przy wejściu do klasztoru ubranka przyszłego dziecka w taki sposób, żeby musiał na nie nadepnąć każdy lama czy mnich, który przechodzi przez próg tego klasztoru. Tak też zrobiła i kiedy Rinpocze się urodził, natychmiast ubrała go w te ubranka, które przez dziewięć miesięcy były deptane przez wszystkich lamów. Dlatego jego pierwsze imię brzmiało Siapci Dordże. Siapci znaczy „ten, który chodzi po śladach stóp pozostawionych przez lamę”. Czyli pierwsze imię Rinpocze brzmiało Diamentowa Stopa.

Lama, który udzielił tej dobrej porady, widząc jak Rinpocze zdrowo się rozwija i rośnie, zdał sobie sprawę, że dziecko to urodziło się w bardzo szczególnym dniu. Akurat tego dnia ów lama, który był zarazem wujkiem Rinpocze, przygotowywał wystawną pudżę dla całego klasztoru Punaka. Była to ceremonia z okazji dnia Guru Rinpocze, dziesiątego dnia każdego kalendarzowego miesiąca. Tego dnia przypadał również dzień Labab Duczien, jedno z czterech najważniejszych świąt wszystkich buddystów. Jest to dzień, w którym Budda Siakjamuni po osiągnięciu oświecenia, udał się do Krainy 33 Bogów – Indralok – w której panował bóg Indra. Do tego nieba udała się wcześniej matka Buddy – Maja. Po siedmiu dniach od narodzin Buddy jego matka zmarła, a wychowywaniem chłopca zajmowała się ciotka. Maja była szczególną kobietą i dlatego po śmierci przeniosła się do boskiej krainy, a kiedy Budda się tam znalazł, udzielił nauk zgromadzonym tam bogom oraz swojej matce, po czym zdecydował się wrócić do naszego świata i ten dzień nazwano świętem Labab Duczien. W związku z tym odkryciem wujek zdecydował się zmienić imię Rinpocze na Tseczu. Tse oznacza datę, a czu – dziesięć. Czyli w wolnym tłumaczeniu: „Ten, który urodził się dziesiątego dnia”.

Rinpocze żył w Nobugang w dobrobycie. Jego życie było bardzo szczęśliwe, miał kilkoro rodzeństwa, jego ojciec był wójtem, a mama piękną, bardzo zaradną kobietą. Cieszyli się ogromnym szacunkiem i byli bardzo związani z dharmą. Rinpocze jako malutki chłopiec był wyjątkowy, miał wspaniałe właściwości. W tych czasach istniały dwie najwyższe władze w Bhutanie – władza „kościelna”, czyli duchowa władza mnichów, i władza królewska, która miała swoją armię. Kiedy wszyscy dowiedzieli się o wspaniałych właściwościach syna wójta wioski, do jego domu przybyła delegacja wojskowa armii bhutańskiej i poprosiła rodziców Rinpocze, aby oddali chłopca do wojska. Mama była osobą bardzo oddaną dharmie, w ciągu całego życia zrobiła ponad tysiąc niungne. Jak wiecie, jedno niungne trwa dwie doby, więc wyobraźcie sobie, ile czasu poświęcała na praktykę formalną, mając tyle dzieci. Szybko więc zdecydowała się oddać małego Tseczu do klasztoru, ponieważ chciała, żeby poświęcił się dharmie, a nie karierze wojskowej. I w ten sposób Rinpocze w wielkim klasztorze-fortecy w Punaka złożył ślubowania nowicjusza.

Nie był to wcale smutny moment. Klasztor znajduje siętak blisko jego rodzinnej wioski, że Rinpocze biegał z domu do klasztoru i z klasztoru do domu. Były to bardzo szczęśliwe lata w jego życiu, ale dobiegły końca, gdy do Bhutanu, podobnie jak w Europie setki lat temu, przybyła zaraza, która spowodowała w okolicy Punaka śmierć tysięcy ludzi. W przeciągu kilku dni zmarło dwadzieścia jeden osób z najbliższej rodziny Rinpocze. Zmarło jego rodzeństwo, ojciec i wujkowie. W związku z tym, że ojciec był wójtem, matka uważała, że swojej rodzinie powinna urządzić jak najbardziej uroczyste pogrzeby. W tym rejonie jest bardzo dużo lasów, więc zwłoki się paliło. Drewno jest tam bardzo drogie, dlatego rodzina oddała wszystkie swoje zasoby na te okazałe ceremonie pogrzebowe.

W ciągu dwóch tygodni zmieniło się całe ich życie. Nie mieli żadnej opieki, ponadto matka nie miała środków do utrzymania trójki dzieci, która została przy życiu. W tym czasie jeden z najbardziej uzdolnionych bhutańskich mistrzów medytacji przebywał w Katmandu. Był on również wujem Rinpocze, bratem jego ojca. Był tak zdolny i obiecujący, że wszyscy lamowie szkoły Drukpa Kagyu wiązali z nim ogromne nadzieje. Od kilkuset lat głowa szkoły Drukpa Kagyu jest wybierana w wyborach demokratycznych. Może być wielkim tulku, ale niekoniecznie, może też być lamą, który wykazał się tak wielkim urzeczywistnieniem, że zostaje wybrany spośród innych lamów jako ich przywódca duchowy czy też przywódca Drukpa Kagyu w Bhutanie.

Wuj-lama miał brata, z którym rozpoczął swoją drogę duchową. Jako mali chłopcy poszli do klasztoru, ukończyli wszystkie możliwe szedry, czyli szkoły, w których programie jest cały zestaw nauk buddyjskich, razem też medytowali. I tenże wujek, który potem wyjechał do Katmandu, był niesłychanie przywiązany do swojego starszego brata. Po jego śmierci przeżył ogromny szok. Mimo wykształcenia, odbycia trzyletniego odosobnienia i rozległej wiedzy o dharmie nie był w stanie uspokoić cierpienia po stracie brata. Zrozumiał wtedy, że te wszystkie szkoły, które ukończył, wszystkie nauki i cała „kariera” duchowa, która była przed nim, są nic nie warte i jedyne, co chce robić, to usiąść i medytować, bo najważniejsza w życiu jest praktyka. W tym samym czasie okazało się, że najsłynniejsza stupa na świecie – Swajambu – jest w żałosnym stanie. Jak wiecie, Nepal jest krajem głównie hinduistycznym, nie było specjalistów buddyjskich, którzy potrafiliby odnowić tę stupę. Król doliny Katmandu poprosił swojego kolegę, króla Bhutanu, o przysłanie jakiegoś eksperta od stup, który podjąłby się odrestaurowania Swajambu. I właśnie ten wujek – Szierab Dordże Rinpocze – został wysłany do Katmandu. Zdecydował się pojechać, ponieważ uznał to za wspaniałą okazję do pracy i medytacji. Trzy miesiące w roku spędzał na odbudowie stupy Swajambu, a przez pozostałe 9 miesięcy medytował w jaskiniach, w których medytowali jego wielcy poprzednicy, mistrzowie tacy jak Guru Rinpocze czy Milarepa.

Matka Tseczu zdecydowała się więc zabrać dzieci i piechotą przejść przez Himalaje. Nie było wówczas drogi bezpośredniej z Bhutanu do Nepalu, szli więc przez Tybet. Piesza podróż trwała około trzech miesięcy. Szli za dnia, spali tam, gdzie ich noc zastała. Jedynym sposobem zdobycia pożywienia było żebranie. Rinpocze powiedział mi, że nie jest tak łatwo dostać coś do jedzenia od Tybetańczyków, chociaż jałmużna nie jest wśród buddystów czymś negatywnym. Chętnie się dzielą, mnisi, spośród których wielu żebrze, żeby mieć jak najwięcej czasu na medytację. Szczególną rzecz opowiedziała mi siostra Tseczu, która była wtedy maleńką dziewczynką i Rinpocze niósł ją na plecach. Jednego dnia to mama wieczorem prosiła o jedzenie, kolejnego dnia Rinpocze, potem ktoś inny z rodziny – takie mieli dyżury. Gdy przychodziła kolej Tseczu, zawsze dostawali lepsze jedzenie. Do tsampy dostawali trochę tłuszczu albo nawet kawałeczek suszonego mięsa z jaka. Jeśli ktoś inny prosił o jedzenie, zawsze była to tylko prażona mąka z herbatą. Gdy doszli do Nepalu, znaleźli się w górach, w których przebywał Szierab Dordże Rinpocze. Tseczu rozpoczął swoją praktykę natychmiast, został uczniem wujka i miał niesłychane szczęście, że mógł praktykować tak, jak przed laty praktykowali uczniowie ze swoimi mistrzami. Była to szansa odebrania przekazu bezpośredniego, prosto od nauczyciela. Szierab Dordże w ciągu dnia udzielał nauk w jaskini, a w nocy Tseczu szedł do innej jaskini, żeby w samotności medytować. W tym czasie jego matka, ciotki i wujkowie chodzili po okolicznych wioskach, prosząc o jedzenie. Wujek z czasem doszedł do wniosku, że to jest strata czasu i powinni medytować, jedząc to, co daje im natura. Całymi tygodniami odżywiali się zatem liśćmi lub tym, co udało się uzbierać. Te pierwsze lata edukacji w dharmie były dla Tseczu Rinpocze bardzo surowe, ale jego oddanie dla wujka było tak ogromne, że nic innego nie chciał robić, tylko słuchać wskazówek swojego nauczyciela. Kiedyś Rinpocze opowiadał mi, że już jako młody chłopak robił z wujem pewne praktyki związane z przepływem energii w kanałach. Całymi dniami przyjmowali jedynie małą łyżeczkę wody i troszkę sproszkowanego kamienia. Praktyki te do minimum zmniejszały potrzeby organizmu, natomiast cała energia kierowana była na medytację.

Lobpyn Tseczu Rinpocze miał tak ogromne oddanie dla swojego wujka, że chciał być taki jak on. Zapragnął zdobyć takie samo wykształcenie jak wujek i... uciekł. Tak, to były takie rewolucyjne lata, że przeciwstawił się wujkowi i zostawił go. Wrócił piechotą do Bhutanu, do Bumtangu, i poszedł do szedry. Po pięciu latach szedry Tarpa Ling w tradycji Ningma stwierdził, że to był błąd, i wrócił do wujka w góry. Szierab Dordże przez te pięć lat bardzo często pisał do niego i prosił, żeby wracał, ale dopiero po tym czasie Rinpocze zrozumiał, że to był błąd. Wrócił do swojego nauczyciela i pozostał z nim aż do jego śmierci. Nie opuścił go już na krok, we wszystkim mu towarzyszył, bo wujek był jego największym mistrzem, ciągle niedoścignionym.

Kiedyś Rinpocze opowiedział mi, że chciał zawsze sprawić przyjemność Szierabowi Dordże, wszystkie jego polecenia wykonać perfekcyjnie, ale miał wrażenie, że wujek jest ciągle niezadowolony, dlatego zawsze poucza go albo zwraca mu uwagę. Sprawiało mu to przykrość, ponieważ miał wrażenie, że nie jest w stanie usatysfakcjonować swojego nauczyciela. Dopiero z czasem, wiele lat po śmierci Szieraba Dordże, kiedy już sam miał doświadczenie w medytacji, zdał sobie sprawę, że jego wujek przez te lata nie powiedział ani jednego słowa, które nie byłoby nauką. Rinpocze nie potrafił go zrozumieć, bo jeszcze nie pojmował, jak bardzo głębokie, jak wielopoziomowe są te nauki. Kiedy to zrozumiał, poczuł ogromną wdzięczność wobec swego mistrza.

Kiedy Tseczu miał swój „okres buntu” i przebywał w szedrze w Bumtangu, poznał tam swojego drugiego wielkiego nauczyciela, XVI Karmapę. Karmapa przybył z Tybetu do Bhutanu po raz pierwszy w swojej 16. inkarnacji, mając zaledwie 17 lat, na zaproszenie rodziny królewskiej. Ich spotkanie odbyło się w wyjątkowych okolicznościach, jak zresztą zawsze w życiu Tseczu Rinpocze, w którym było mnóstwo niezwykłych okoliczności. Siostra króla Bhutanu była jedną z głównych uczennic XVI Karmapy. Wprawdzie Bhutan jest zdominowany przez Drukpa Kagyu, ale ona akurat praktykowała w szkole Karma Kagyu. Nawet zmarła przy Karmapie w Rumteku. Ona właśnie była sponsorką Lobpyna Tseczu Rinpocze, kiedy uczył się w szedrze. Generalnie wszystkie szedry i klasztory Drukpa Kagyu są sponsorowane przez rząd, ale te należące do Ningma mają sponsorów prywatnych. Gdy Karmapa przyjechał, siostra króla poznała go z Lobpynem Tseczu Rinpocze. Tak zaczęła się ich wielka przyjaźń, ponieważ obaj byli wówczas młodymi mężczyznami; Rinpocze był o siedem lat starszy. Był to również początek związku nauczyciela i ucznia, początek współpracy, która trwała do końca życia XVI Karmapy. Po jego śmierci Lobpyn Tseczu Rinpocze pomagał dalej – Szamarowi Rinpocze, Lamie Ole, całej linii Karma Kagyu. Bo chociaż Rinpocze należał do szkoły Drugpa Kagyu, całkowicie oddał się pracy na rzecz szkoły Karma Kagyu. Ostatni telefon, jaki wykonał na kilka dni przed śmiercią, póki mógł jeszcze mówić, był do Szamara Rinpocze. Chciał się jeszcze dowiedzieć, jak wygląda sprawa Rumteku i utrzymania linii Karma Kagyu.

Kiedy Rinpocze powrócił z szedry do swojego wujka, podglądał, jak Szierab Dordże Rinpocze udziela nauk mniejszościom buddyjskim. Szerpowie, Tamangowie, Gurung, Gurkowie, Newari – to są wszystko mniejszości w Nepalu, które w tamtych czasach nie miały swoich lamów, bo lamowie tybetańscy jeszcze nie przekroczyli granicy. Tybet nie był wtedy jeszcze zajęty przez Chińczyków. Śmierć wujka była dla naszego Rinpocze ogromnym szokiem. Chciał utrzymać wszystko, co wiązało się z jego nauczycielem, przy życiu. Postanowił nawet ciało Szieraba Dordże zachować w jak najlepszym stanie tak długo, jak się da. Przez pół roku nic innego nie robił tylko pilnował ciała. Znalazł sponsora, który raz na tydzień dostarczał mu soli, która w tamtym rejonie świata jest bardzo cenna. Tą solą co tydzień nacierał ciało wujka, żeby je zakonserwować. Zupełnie zapomniał o sobie samym, nie obcinał włosów, nie jadł, nie golił się, bo jego największą troską było utrzymać ciało swojego nauczyciela. Po pół roku stało się to niemożliwe. Przyszły monsuny, wysokie temperatury. Rinpocze zdecydował się wówczas zamknąć ten etap życia. Urządził ceremonię kremacyjną i zdecydował, że najlepszym sposobem utrzymywania związku z nauczycielem jest kontynuowanie jego pracy. W ten oto sposób Rinpocze zaczął udzielać nauk mniejszościom buddyjskim w Nepalu i budować stupy. Całą swoją imponującą wiedzę o budowie stup, ich wypełnianiu i inauguracji otrzymał od swojego wujka, który przez dwanaście lat odnawiał najwspanialszą, najbardziej imponującą, najbardziej błogosławioną – czy też błogosławiącą nas – stupę Swajambu. Rinpocze miał również doświadczenie w chodzeniu po Himalajach, więc zaczął budować mosty wiszące, bo wiedział jak bardzo ułatwi to życie ludziom. Budował stupy w miejscach niebezpiecznych, żeby chroniły ludzi i dawały ich umysłom dobre wrażenia, kiedy wędrują po Himalajach. Zaczął organizować pierwsze kongresy i społeczności buddyjskie. To była imponująca aktywność, która dawała wspaniałe rezultaty. Ludzie zaczęli do niego przychodzić i prosili na przykład o załatwienie miejsca w szkole buddyjskiej dla dziecka, bo jeżeli się nie było mnichem, nie można było zdobyć wykształcenia buddyjskiego. Rinpocze założył więc szkołę dla sierot buddyjskich, która istnieje do dzisiaj. Założył też pierwsze kliniki dla dzieci i zaczął formalne rozmowy z rządem nepalskim, żeby ten uznał buddyjskie mniejszości w Nepalu, bo dotąd nie miały one żadnych praw. Szerpowie na przykład nie byli świadomi, że mogą mieć dokumenty, że mogą głosować, że są obywatelami Nepalu. Rinpocze ich uświadamiał.

Pomagał tylu ludziom na tak wielu frontach, że z czasem przestali się do niego zwracać „Tseczu”, a zaczęli mówić „Rinpocze”, czyli w najpiękniejszy sposób – Rinpocze, znaczy Szlachetny Klejnot. Działał dla dobra innych istot zupełnie spontanicznie i bez wysiłku. Robił to, co było akurat potrzebne: pomagał materialnie, udzielał nauk, organizował pogrzeby, kremacje, śluby, rozwody, dokumenty. Kiedy po zajęciu Tybetu przybyli wszyscy wielcy Tybetańczycy, znani wam mistrzowie, Rinpocze załatwił im nepalskie paszporty. Miał dobre stosunki z rządem nepalskim i z królem Nepalu. Jeśli widzieliście stare zdjęcia stup Swajambu i Bodnath, to wiecie, że wokół nich były kiedyś pola ryżowe. Rinpocze poprosił, aby te ziemie podzielić i oddać lamom z Tybetu, którzy w pobliżu tych największych pól mocy, jakimi są stupy, założyli klasztory, sklepiki, zbudowali domy i tak rozpoczęli nowe życie w Nepalu. Rinpocze był świadomy, jak bardzo ważny jest Nepal. Budda Siakjamuni urodził się w Nepalu! Rinpocze powiedział mi, że określenie „indyjski książę Sidharta Gautama” jest historycznym błędem, bo Kapilavastu nie należało do Indii. Było księstwem niepodległym, a potem przeszło pod władzę Nepalu. Więc Sidharta był Nepalczykiem, a nie indyjskim księciem.

Rinpocze doprowadził do wybudowania pierwszej drogi między Katmandu i Lumbini. Jeszcze jakieś trzydzieści lat temu nie można się było dostać samochodem do Lumbini! Inni lamowie poprosili, aby podzielono ziemie i pozwolono na wybudowanie tam klasztorów wszystkich szkół. Dlatego są tam klasztory tradycji Terawada, Mahajana, Wadżrajana, Zen z Japonii i Korei. Rinpocze był inicjatorem tego wszystkiego. Guru Rinpocze medytował w jaskiniach górskich nepalskiej części Himalajów. W Parping urzeczywistnił nauki mahamudry, a w Maratika razem z księżniczką Mandarawą otrzymał inicjację długiego życia bezpośrednio od Buddy Długiego Życia i urzeczywistnił ją. Dlatego mówi się, że panował nad życiem i mógł je przedłużać tak długo, jak chciał. Mówi się też, że nigdy w rzeczywistości nie umarł i każdy, kto ma oddanie, może się z nim spotkać. Również Milarepa był w Nepalu, podobnie Tilopa, Naropa, Nagardżuna... Paszupatinath jest miejscem bardzo silnie naznaczonym przez wadżrajanę. Rinpocze zatem bardzo inspirował Nepal pod względem dharmy. Z nikomu nieznanego chłopca, który przybył z matką na piechotę przez Himalaje, dźwigając swoją małą siostrzyczkę na plecach, stał się najbardziej wpływowym człowiekiem w Nepalu. Jego inspiracją, motorem rozwoju i pracy był jego wujek Szierab Dordże. Kiedy podróżowaliśmy po świecie, jednego dnia, który przypadał na czerwiec albo lipiec, Rinpocze zawsze mówił: „Potrzebuję pół dnia dla siebie”. I tego dnia robił specjalną pudżę dla swojego wujka. Nigdy nie zapomniał o rocznicy jego śmierci, choć minęło już pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat. I zawsze mówił, że wszystko zawdzięcza swoim nauczycielom – wujkowi i XVI Karmapie. To dzięki nim stał się tak aktywny w dolinie Katmandu. Został prezesem Stowarzyszenia Buddystów na Himalaje, a nawet został delegatem do Chin na rozmowy z Mao Tse Tungiem w sprawie ewentualnej autonomii dla Tybetu. I chociaż to wszystko opowiadam wam tak jednym tchem, Rinpocze nie mówił o tym w ten sposób. Był bardzo skromny, więc wszystkie te rzeczy opowiadał na przestrzeni wielu lat, przy jakiejś okazji. Kiedy dowiedziałam się o tym wyjeździe do Chin, byłam zaskoczona i zapytałam, o czym Rinpocze z Mao Tse Tungiem rozmawiał, bo to przecież niesłychane. A Rinpocze powiedział, że on nic nie powiedział, tylko Mao Tse Tung trzy godziny na niego krzyczał; mniej więcej tak ta jego misja wyglądała. Ale tak naprawdę Rinpocze żartował z tym krzykiem, bo tak brzmi język chiński, jakby się krzyczało. Mao Tse Tung na niego nie krzyczał, ale na pewno był pewien tego, co ma do powiedzenia, więc Rinpocze wrócił do Nepalu.

Szeroka aktywność i właściwości Rinpocze jako nauczyciela zapewniły mu taki szacunek, że nawet król Nepalu, ten, który został zamordowany w tragicznych okolicznościach, miał do niego ogromne zaufanie. A król Nepalu, który jest krajem hinduistycznym, jest zawsze uważany za reinkarnację Wisznu. I ta inkarnacja zgłaszała się do Rinpocze o porady, co było największym sekretem, ponieważ Wisznu jest nie tylko wielkim bogiem, ale do tego absolutnie wszechwiedzącym. Równość, z jaką Rinpocze traktował wszystkich ludzi, była dowodem jego niesłychanych właściwości jako wielkiego nauczyciela. Miał miłość i współczucie dla wszystkich, czy to byli żebracy, ministrowie, piękne kobiety, mnisi, czy lamowie, wszystkich traktował równo, nie wyróżniał nikogo. I to naprawdę było spontaniczne, nie wkładał w to wysiłku. Nie siedział w nocy i nie zastanawiał się, jak ma pomóc danej osobie, tylko zupełnie naturalnie pojawiały się sprzyjające okoliczności, ludzie, sytuacje, jakiś telefon, dzięki czemu on natychmiast mógł odpowiednio ukierunkować kogoś lub też znaleźć odpowiedź na pytanie, czy dać komuś dokładnie to, czego ta osoba potrzebowała. Rinpocze miał też umiejętność oczarowywania ludzi. Nie musiał wiele mówić, a wszyscy i tak padali mu do stóp i robili to, czego sobie życzył. Tutaj nie muszę już wspominać o Azji, bo sami byliście wielokrotnie świadkami tego. Często pokazuję film z naszej pierwszej podróży do Ameryki Południowej, kiedy w samolocie cała załoga przyjęła schronienie, w ogóle nie mając pojęcia, co to takiego jest. Po prostu chcieli mieć cokolwiek od tego „świętego”. Znacie też historię burmistrza Benalmadeny, który po spotkaniu z Rinpocze powiedział, że on też chce mieć stupę, tak był zafascynowany, chociaż jest starym, makiawelicznym lisem politycznym. Przepraszam, że tak mówię, ale tacy są politycy, mają pewne konkretne właściwości...

Absolutnie wszyscy odczuwali właściwości Rinpocze jako doskonałego nauczyciela. I tak oto Tseczu, chłopak z bhutańskiej wioski, stał się jednym z najsłynniejszych ludzi w Himalajach, który, jak to jest w jego biografii napisane, pociągał za wszystkie sznurki, a sam nie miał własnego klasztoru. Mieszkał w wynajętym mieszkanku. I to właśnie w tym mieszkaniu pewnego dnia pojawili się Lama Ole i Hannah. Właścicielką mieszkania Rinpocze była Budda Lakszmi, Rinpocze płacił jej czynsz, ale oczywiście ona i jej mąż zostali natychmiast jego uczniami, więc już nie musiał płacić tego czynszu... Mąż Buddy Lakszmi był sekretarzem króla Katmandu z dynastii Rana, czyli bardzo wpływowym człowiekiem, dlatego również Budda Lakszmi miała wiele znajomości. Wyszła za mąż mając czternaście lat. Była piękną, młodą dziewczyną, typem bardzo jogicznym, szalonym. Wiecie na pewno, kim ona jest, dzięki książce Lamy Ole „Moja droga do lamów” i „Buddowie dachu świata”. Miała ogromne oddanie wobec Lobpyna Tseczu Rinpocze, podobnie jak jej mąż. Właśnie oni zorganizowali pierwszy pobyt XVI Karmapy w Katmandu. Tak działała cała sieć związków, które Rinpocze tworzył przez całe życie. Kiedy więc Rinpocze zaprosił Karmapę do Nepalu, pierwsza ceremonia Czarnej Korony w Katmandu odbyła się w domu Buddy Lakszmi. Ole i Hannah poznali Buddę Lakszmi, gdy przybyli do Nepalu. Na początku myśleli, że skoro tak się nazywa, to jest wysoko zrealizowana, ma ogromny związek z buddą. Ale Budda Lakszmi powiedziała: „Poznam was z kimś, kto naprawdę jest niezwykłym nauczycielem”. Miała oczywiście na myśli Lobpyna Tseczu. I przyprowadziła ich do swojego domu. Do dzisiaj żyją osoby, które znajdowały się wtedy w tym pokoju. Był tam na przykład mały chłopiec, który potem został jednym z dyrektorów hotelu Jaken Yeti. Opowiedział mi historię tego spotkania, nie wiedząc w ogóle, że jest książka i ja o tym wszystkim wiem. Gdy weszli Hannah i Ole, Rinpocze od razu rozpoznał ich wielki potencjał. W pokoju nie było dobrego tłumacza, a Rinpocze dawał najwyższe nauki. Nie mogąc się porozumieć z Hannah i Ole, rozpuścił swoje ciało w przestrzeń i ponownie wrócił do swojej formy. Ole i Hannah zobaczyli to i byli tak dogłębnie poruszeni, że od tego czasu treścią ich życia stało się poszukiwanie takiej mocy umysłu. W ten oto sposób Rinpocze bez słów udzielił najwyższej nauki. Ole z wdzięczności zdjął z ręki swój zegarek Omega i podarował go Rinpocze. Tseczu podarował go mężowi Buddy Lakszmi, który przekazał go swojemu synowi, ten – swojemu synowi i zegarek do dzisiaj jest w obiegu. Hannah również podarowała coś Rinpocze – miała po swojej mamie dwie złote bransoletki. Zdjęła je z ręki i oddała. Te bransoletki Rinpocze zatrzymał. W 1997 roku, kiedy wszyscy lamowie tybetańscy mieli już swoje klasztory wokół Swajambu i Bodnath, nasz Rinpocze w wieku 80 lat inaugurował swój pierwszy klasztor. W tym klasztorze, na głównym ołtarzu, są przepiękne statuy zrobione przez buddyjskich mistrzów z Bhutanu. Żeby „uaktywnić” posągi, jak wiecie, trzeba je wypełnić. Wkłada się do nich zwoje z mnóstwem mantr, różne cenne przedmioty, to, co jest dla ludzi najbardziej wartościowe. Składa się jakby dary dla buddów. Rinpocze dwie bransoletki od Hannah włożył przy mnie jako wypełnienie do jednego z tych wielkich posągów. To było jakby przypieczętowanie tego związku, który rozpoczął się w momencie wejścia Ole i Hannah do pokoju Rinpocze, który rozpuścił się w przestrzeń, a oni dalimu z wdzięczności to, co mieli najwartościowszego.

Lobpyn Tseczu Rinpocze miał wielu uczniów w Himalajach, miał też związek z XVI Karmapą, ale z przybyciem Ole i Hannah rozpoczął się dla niego nowy związek – z ludźmi Zachodu. Do tej pory nie miał uczniów z Zachodu. Sam był bardzo zdziwiony tą dwójką młodych ludzi, którzy przybyli z tak daleka i do niego trafili. Opowiadał Karmapie o nich. Znacie również opowieść o ich spotkaniu z Karmapą, ze stupą Swajambu w tle. Widzicie, jak ważną rolę odgrywają pola mocy. Co w ogóle oznacza pole mocy? Stupa Swajambu spowodowała, że Szierab Dordże Rinpocze, a potem Lobpyn Tseczu Rinpocze przybyli do Nepalu. Dzięki niej również Lama Ole spotkał naszego Rinpocze i Karmapę. Od tego spotkania na szczycie stupy zaczyna się nowy okres, kiedy zainspirowani osobą Karmapy Lama Ole i Hannah zostali jego uczniami. Do śmierci Karmapy każdą chwilę spędzali z nim, uczyli się od niego, podążali za jego naukami i wskazówkami. Po jego śmierci kontynuowali pracę, już jako nauczyciele. Tak samo jak Rinpocze był najpierw uczniem, a potem został wielkim nauczycielem, również Lama Ole był uczniem i stał się nauczycielem, by kontynuować aktywność swojego mistrza XVI Karmapy.

Dodam jeszcze na koniec, że nigdy nie wiadomo, kto jest wysoką inkarnacją. To, że wielcy nauczyciele nie mają historii swoich inkarnacji opisanej w książce, nie znaczy, że nie są wielkimi tulku. Lobpyn Tseczu Rinpocze mówił, że prestiżowy tytuł bywa nawet przeszkodą, bo czasami łatwiej pracować będąc mało znaną osobą. Opowiedział mi historię o tym, jak jechał z XVI Karmapą pociągiem przez Indie. Pielgrzymka trwała ponad miesiąc, pociąg był specjalny, rządowy, zapewniła go Indira Gandhi. Karmapa zaprosił największych lamów Karma Kagyu, a Lobpyn Tseczu na jego wyraźne życzenie siedział z nim całymi dniami w przedziale. Któregoś dnia Karmapa powiedział Lobpynowi, bo tak go nazywał i również tak go nazywa do dzisiaj Szamar , że ogłosi publicznie, czyją w rzeczywistości jest on reinkarnacją. Rinpocze powiedział mi, że był to trzeci raz, kiedy Karmapa mu to zaproponował, ale poprosił Karmapę, żeby tego nie robił. Nie chciał nawet sam o tym słyszeć, wolał, żeby wszystko zostało tak, jak było. Jego aktywność, właściwości jako nauczyciela, skuteczność, a chyba głównie to, że całe swoje życie poświęcił dla dobra istot, a nie dla siebie samego, świadczyły o tym, że był wielkim mistrzem.

Starałam się przez tę opowieść o Rinpocze powiedzieć, jak wielkie było jego oddanie dla nauczycieli i jak wiele można zdziałać w ciągu jednego życia dzięki takiemu oddaniu, wspartemu praktyką i aktywnością.
Kiedy Rinpocze był bardzo chory i byliśmy w Bangkoku w szpitalu, cztery królowe z Bhutanu, których był wujkiem, były bardzo zaniepokojone jego zdrowiem. Nie bardzo rozumiały, dlaczego Rinpocze w tym wieku podróżuje, zamiast zamieszkać w pięknym domu wybudowanym dla niego w pięknym miejscu. Chciały, żeby osiadł tam i spędził swoje ostatnie lata w odosobnieniu, a one by go odwiedzały i przynosiły mu momo. A tymczasem Rinpocze ciągle mówił: „Jadę do Ameryki”, „Jadę do Australii”... Prosiły go: „Wujku, asiang, prosimy, musisz przestać podróżować. Przyjedź do Buthanu, osiądź u nas i spędź ostatnie lata swojego życia na medytacji. Chcemy, żebyś długo żył. Tu jest twoja rodzina, wszystko ci zapewnimy”. Rinpocze powiedział mi, że dzwoniły do niego i że po wyjeździe z Bangkoku spakuje się i wróci do Buthanu. I że moje życie się radykalnie zmieni. Przestaniemy podróżować i muszę coś zmienić. Powiedziałam tylko: „Dobrze”. Rinpocze dodał jeszcze: „Prawdopodobnie nie zobaczymy się już wiele razy w życiu, ponieważ do Buthanu jest trudno wjechać, więc może jeszcze jedno albo dwa spotkania przed nami”. Pomyślałam, że niech się dzieje cokolwiek, ale dobrze jest wiedzieć, że istnieje taka osoba jak Rinpocze na tym świecie, tak wspaniały człowiek. To jest wystarczająco wielką inspiracją, więc zgodziłam się na wszystko. Na to Rinpocze roześmiał się i powiedział: „Jak znowu zadzwonią, to powiemy: laso, laso, laso (tak, zgadzam się, rozumiem), a i tak będziemy podróżować. Ale trzeba mówić laso, laso, laso, bo to chcą usłyszeć. Jeżeli gdzieś osiądę i nic nie będę robił, moje życie straci znaczenie. Dopóki jestem przy życiu, będę podróżował i będę dalej robił wszystko dla dobra innych. A jak nie będę w stanie dłużej tego robić, to po prostu umrę”.

Tyle chciałam powiedzieć o właściwościach doskonałego nauczyciela, który tak bardzo był związany z nami i z naszą linią przekazu, z XVI Karmapą, z XVII Karmapą, z Lamą Ole. Jeszcze nawiązując do Lamy Ole, do tego, że kiedyś był uczniem, a teraz jest nauczycielem – myślę, że każdy może stać się wielkim nauczycielem. Tseczu Rinpocze przekazał taką naukę swoim własnym życiem, bo był tylko małym chłopcem, który na piechotę przeszedł góry. Tutaj, w Bartołtach, wy też przechodzicie swoje Himalaje.

Opracowanie: Wojtek Suleżycki, Bożena Pasławska, Mira Starobrzańska, Radek Held, Eliza Vaidyan, Wojtek Wilczewski

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 Działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Nauczyciel jest podstawą wszystkiego - Lama Ole Nydahl | Oświecona odwaga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pytania i odpowiedzi - Fragment nowej książki Lamy Ole | Esencja praktyki - Hannah Nydahl | Była otwartością przestrzeni - Wywiad z Tomkiem Lehnertem o Hannah Nydahl | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | O nas - Lama Ole Nydahl | Przyjaźń jest podstawą całego naszego szczęścia - 17 Karmapa Trinlej Taje Dordże | III Karmapa Rangdziung Dordże - nauczyciel czystego poglądu - Manfred Segers | W 21 słowach o Buddyzmie Diamentowej Drogi - Wolfgang Poier | Damaru - budzi(k) ze snu niewiedzy - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | O Stupie Kalaczakry w Berchen Ling - Rozmawiamy z Lamą Ole Nydahlem | Tu świat spotyka się z oświeceniem - Lama Ole | Wydarzyło się właśnie coś wspaniałego - Lama Czogdrup Dordże i Lama Ole | To jest jak medytacja - Piotr Kaczmarek | Z 17 Karmapą w Rosji - Caty Hartung | O dzieciach i buddyjskim życiu rodzinnym - Z rodzicami rozmawiała Ofelia Cybula | Cytat - Lama Ole Nydahl | Europe center - Hubert Bramowicz | Brno - Markéta Blažejovská | Wiedeń - Wywiad z Anną Potyką | Zawsze nam się udaje - Wywiad z Lamą Ole o Valhalli | Nagodzice 2010 - Eskadra Nagodzice. | Cytat dnia | Zabujani w Zagórzanach - Zespół Zagórzan | O Zagórzanach - Lama Ole | Kraków - Krakowska sanga | Kalisz |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: