DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 48 -> Pytania i odpowiedzi

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Pytania i odpowiedzi

Fragment nowej książki Lamy Ole
_________


Lamo Ole, powiedziałeś kiedyś, że istnieje praktyka mahamudry, którą opisałeś jako medytację „bez obiektu”. W medytacji na XVI Karmapę – w momencie kiedy trzy światła wpływają do nas – opis mówi, że otrzymujemy wtedy stan esencji Wielkiej Pieczęci. Jednocześnie towarzyszy temu jednak obiekt – trzy światła. Gdzie tkwi różnica? Co oznaczają słowa z tekstu medytacji?

Lama Ole: Żadna nauka nie jest tak naprawdę rzeczą samą w sobie – wszystkie wyjaśnienia i opisy wskazują jedynie na różne aspekty jakiegoś zjawiska, ale nie są nim samym. Nawet Budda nie może dodać prawdy do naszego umysłu, może jedynie pomóc nam usunąć zasłony uniemożliwiające jej zobaczenie. Mahamudra to trzy rzeczy: podstawa, czyli fakt, że każdy ma naturę buddy, droga czyli metody, których używamy i wreszcie cel, czyli doświadczenie jedności przedmiotu, podmiotu i działania. To wszystko to różne aspekty tej samej rzeczy, ponieważ zrozumienie jedności jest już obecne. Możemy zbliżyć się do tego wglądu przy pomocy form lub bez nich. Trzy pojedyncze światła przychodzące po kolei to błogosławieństwo dla naszego ciała, mowy i umysłu, natomiast kolejna faza – kiedy wszystkie one płyną do nas jednocześnie – oznacza, że jesteśmy świadomi, chociaż nie jesteśmy świadomi jakiejś pojedynczej rzeczy, na której właśnie się skoncentrowaliśmy. Po prostu jesteśmy świadomi całego obszaru. I kiedy nasz umysł spoczywa w tym stanie, doświadczenie wyłania się samo z siebie. Przypomina to łaskotanie niedźwiedzia, który za chwilę coś z tego powodu zrobi. Na przykład, kiedy medytujemy na Kochające Oczy, Karmapę, Diamentowy Umysł lub inną formę, albo próbujemy mieć ogólne odczucie lub doświadczenie obecności któregoś z tych pól energii, albo – jeśli nasz umysł pracuje z obrazami – pozwalamy, by powstał w nim ich obraz. To na czym się koncentrujemy nazywa się po tybetańsku damtsigpa. Projektujemy wtedy coś na zewnątrz. Wtedy w przestrzeni aktywizuje się zawarty w niej ponadczasowy aspekt oświecenia, czyli jesziepa. W ten sposób przychodzi błogosławieństwo.

Z formą czy bez formy, projektujemy po prostu otwartość na zewnątrz, co sprawia że budzi się ostateczna, rzeczywista otwartość, którą otrzymujemy „z powrotem” jako błogosławieństwo i wgląd. Można też powiedzieć, że przyciskamy w ten sposób pewne guziki w swej podświadomości, co umożliwia nam urzeczywistnienie określonej właściwości oświecenia na zewnątrz i wewnątrz w tym samym czasie. Cokolwiek robicie to nie jest mahamudra; mahamudra to rezultat, który wyłania się spoza pojawiających się myśli, czy też czegokolwiek innego, czym właśnie jesteście zajęci – wyłania się z waszej otwartości i zaangażowania. To co robicie to nie Wielka Pieczęć, lecz proces otwierania się na doświadczenie prawdy, która istnieje poza waszym działaniem. Koncentrowanie się na trzech światłach łamie jednocześnie nasze koncepcje, zmusza nas do zaufania przestrzeni takiej jaką jest, poza zwyczajnym, pełnym lgnięcia umysłem. W ten sam sposób, jeśli to sama świadomość – a nie to co się w jej przestrzeni pojawia – jest bramą, która was otwiera, kiedy zbliżycie się do doświadczenia umysłu, nadal będziecie prawdopodobnie oddychać, odczuwać swoje ciało, obserwować pojawiające się myśli itd., ale to wszystko nie będzie już po prostu takie ważne. Można tu przytoczyć pełną znaczenia radę, której Milarepa udzielił 900 lat temu w pobliżu Mount Everestu jednej ze swoich uczennic. Z jednej strony kobiety posiadają głębsze uczucia niż mężczyźni, łatwiej rozwijają oddanie (przynajmniej jeśli nauczyciel jest mężczyzną) i rozwijają niesamowite ludzkie właściwości jako matki i partnerki; są po prostu wspaniałymi istotami. Z drugiej strony jednak prawdopodobnie zauważyliście, że mężczyźni są ogólnie szczęśliwsi – jest tak dlatego, że łatwiej zapominają oni o rzeczach, podczas gdy kobiety lepiej o nich pamiętają. Dlatego kiedy przychodziły do niego jego uczennice i mówiły na przykład: „Oh, moje myśli, moje uczucia, moje wspomnienia…”, jogin odpowiadał: „Jeśli dostrzegasz głębię oceanu, dlaczego martwisz się falami; jeśli możesz być świadoma przytomności i mocy swego umysłu, jak mogą ci przeszkadzać myśli i uczucia, które pojawiają się i znikają?”. Uważam, że to bardzo wyzwalający pogląd. Jeśli będziemy się do tego stosować w medytacji – w nyndro czy w jakiejś innej – powinniśmy być może zaopatrzyć się przed nią w kawałek papieru i długopis, ponieważ jeśli przypomnimy sobie o czymś ważnym, będziemy mogli to szybko zanotować – np. „zadzwonić do szefa” albo „schować pieniądze” – i wrócić do praktyki. Oczywiście zupełnie nieistotnym myślom pozwalamy po prostu odejść. O to tutaj naprawdę chodzi – przez resztę czasu w medytacji pozwalamy po prostu, by rzeczy swobodnie przepływały. Staramy się być rzeczywiście rozluźnieni, tak jak po całym dniu pracy, w czasie którego daliśmy z siebie wszystko. Wówczas myśli przypominają odgłosy bawiących się dzieci – reagujemy tylko wtedy, gdy dzieje się coś naprawdę ważnego. Najwyższy poziom koncentracji często można poczuć w ciele – sam odbieram to wrażenie płomieni unoszących się w górę w brzuchu, inni doświadczają ucisku, mrowienia czy też podmuchu wiatru na szczycie głowy, tak jakby robili poła. To budzi się oś energii w ciele. Wszystkie te rzeczy nie mają jednak same w sobie znaczenia. Są jak kroki na ścieżce koncentracji albo po prostu stanowią sposoby reakcji naszego ciała.

Powiedziałeś w Berlinie, że faza mantry również należy do fazy stopienia…

Lama Ole: To jest pytanie o to, czego chcesz, jak to czujesz. Mamy różne poglądy na temat stanu prawdy, stanu radości i stanu aktywnego współczucia. Niektóre szkoły buddyjskie mówią o zasadzie świadomości już przy stanie prawdy – nie jest to tylko potencjał, ale również świadomość, zdolność do wiedzenia i rozumienia – podczas gdy inne wspominają o niej dopiero w kontekście stanu radości. Właściwie oba podejścia są dobre, zależy to od twego wewnętrznego stanu. Jeśli stajesz się nieoddzielny od lamy już w chwili, w której pojawia się mantra, jeśli jest ona dla ciebie naturalną wibracją nauczyciela – nie czymś, czego używasz, aby dojść do pewnego poziomu, ale naturalnym wyrażeniem się tego poziomu – wtedy jest to aspekt stopienia się. Stanowisz jedność z nauczycielem, gdyż mantra jest jego mową. Jeśli doświadczasz tego natomiast raczej jako metody pozwalającej ci osiągnąć poziom jedności, wówczas jest to jeszcze faza budowania. To wszystko zależy od głębi twojej medytacji, od tego, jak dobrze jesteś z nią zaznajomiony. Jeśli to nowa mantra, której się uczysz, wtedy będzie to faza budowania, ponieważ będziesz myślał. Ale jeśli wraz z „Karmapa Czienno” przychodzi stopienie z Karmapą, ponieważ mantra jest nieoddzielna od tego stanu, wtedy jest to faza stopienia. Wszystko, co wydarza się spontanicznie i bezwysił-kowo, jest fazą przebywania w jakimś stanie, to natomiast, nad czym nadal musisz pracować, jest podstawą do osiągnięcia tego stanu. Ningmapowie mówią o prawdzie stanu prawdy – wyraża go całkowicie naga forma zwana po tybetańsku Kuntu Zangpo, a w sanskrycie Samantabhadra – my natomiast mamy Dordże Czang w szatach i z ozdobami, ponieważ uważamy, że prawda jest zawsze nieoddzielna od radości. Możecie myśleć o nauce Buddy jak o ciastku – niezależnie od tego, jak je pokroimy, i tak jest dobre. Koncepcje i pojęcia są tylko pożytecznymi przewodnikami – nie powinniśmy przy ich pomocy szufladkować rzeczy.

Na czym szczególnie powinniśmy się koncentrować, gdy medytujemy na XVI Karmapę lub gdy powtarzamy mantrę Karmapa Czienno?

Lama Ole: Cieszcie się jednością przestrzeni i dźwięku. Żadnych myśli, proszę. Pozwólcie, aby Karmapa Czienno było naturalną wibracją przestrzeni – powtarzając ją nie twórzcie żadnych koncepcji. Dlatego właśnie dobrze jest medytować z innymi – razem łatwiej jest dotrzeć do tego oceanu. Mantra to nierozdzielność przestrzeni i dźwięku. Na głębokim, wewnętrznym poziomie wiemy, że mantra ta oznacza: „Aktywności wszystkich Buddów działaj przeze mnie, stań się ze mną jednym”, ale w czasie medytacji to nie jest ważne. Gdy medytujecie, dźwięk i przestrzeń są od siebie nieoddzielne. Nie psujcie niczym tego spontanicznego stanu.

Czym mahamudra różni się od fazy rozpuszczenia?

Lama Ole: Jeśli spoczywasz w naturze umysłu niezależnie od tego, co się wydarza, oba aspekty – faza budowania i faza rozpuszczenia – są Wielką Pieczęcią. Jeśli nie znasz natury swego umysłu, wszystko jest krokiem na ścieżce.

Czy możemy mieć otwarte oczy w czasie fazy rozpuszczenia na końcu medytacji?

Lama Ole: Tak, możecie. Większość z nas odczuwa napięcie w oczach – nie śpimy wystarczająco długo, przez cały czas patrzymy na różne światła, prowadząc samochód musimy w porę dostrzec radiowóz na drodze i być świadomi wielu innych spraw. Zwykle więc, kiedy możemy zamknąć na chwilę oczy, jesteśmy naprawdę szczęśliwi – szczególnie dotyczy to z pewnością naszych informatyków i innych komputerowych bohaterów. Można zrozumieć przestrzenną naturę umysłu zarówno z zamkniętymi oczami, jak też z otwartymi. Ale tylko z otwartymi można zrozumieć jego naturę przytomności. Jest tak dlatego, że umysł i ciało są na tyle silnie ze sobą zespolone, że jeśli tylko jakiś ważny zmysł ciała jest zablokowany, umysłowi trudno jest rozwinąć pełne właściwości. Gdy będziecie oświeceni, będziecie mieli w medytacji oczy otwarte, ponieważ zdolność umysłu do pracowania przez nie jest niezwykle ważna.

Który aspekt naszej buddyjskiej praktyki jest najważniejszy?

Lama Ole: Jesteśmy linią Diamentowej Drogi i dlatego najważniejsza jest dla nas identyfikacja z oświeceniem. Oznacza to, że nie powinniśmy oddzielać od siebie medytacji i codziennych aktywności – utrzymywać pełen nadmiar i radość czystego poglądu tak dobrze, jak tylko potrafimy we wszystkich życiowych sytuacjach. Nie oznacza to bycie niepraktycznym lub przeczulonym, ponieważ mądrość ciała i mądrość mowy budzą się same, gdy jest to konieczne. Pracują one zresztą najlepiej bez sztywnych poglądów.

Co jest takiego szczególnego w praktyce nyndro i dlaczego jest ona dla nas tak istotna?

Lama Ole: Samo słowo nyndro oznacza „krok przygotowawczy”. Nyndro po prostu przygotowuje nas do praktyki bardziej bezpośrednich metod Diamentowej Drogi, na które przychodzi kolej później. Bez nyndro można wykonywać medytacje uspokajające umysł czy też różne rodzaje Guru Jogi oparte na oddaniu, ale w przypadku Sześciu Jog Naropy niezbędne jest wcześniejsze oczyszczenie wewnętrznych kanałów energii, a to właśnie daje praktykowanie nyndro.

Dlaczego medytacja na XVI Karmapę jest naszą główną praktyką?

Lama Ole: Ponieważ był wielkim człowiekiem – błogosławieństwem samym w sobie, źródłem z którego wypływa wszystko co dobre. Był zupełnie wyjątkowy. Spełniał każde życzenie. Czegokolwiek dotknął, działało. Jego śmiech można było usłyszeć pięć domów dalej, a cokolwiek mówił, wydarzało się. W Kolorado, na 15 miesięcy przed śmiercią, powiedział Hannah i mnie dokładnie, kiedy umrze. Poprosił nas, żebyśmy przybyli do Sikkimu wraz z przyjaciółmi 1 listopada następnego roku. Odszedł 5 listopada w Stanach Zjednoczonych. Po tym, jak jego ciało zostało po czterech dniach przewiezione do Sikkimu, wydarzyła się tam cała seria cudów – najpierw zmniejszyło się ono do rozmiarów małego dziecka, potem w czasie kremacji, która odbyła się 20 grudnia, serce Karmapy wytoczyło się ze stupy w stronę jego uczniów itd. Opisuję do wszystko szczegółowo w książce „Dosiadając tygrysa”.

Na ile ważna jest wiedza?

Lama Ole: Każdy powinien posiadać podstawową wiedzę. XVI Karmapa Rangdziung Rigpe Dordże oraz obecny XVII Karmapa Taje Dordże, chcą i oczekują tego. Powinniśmy wszyscy posiadać tak dużo podstawowej wiedzy, żebyśmy byli w stanie udzielać krótkich wyjaśnień – robić tzw. „dziesięciominutówki” – na kilka istotnych, podstawowych buddyjskich tematów. Jesteśmy to winni światu. W życiu wielu ludzi będziemy być może pierwszą osobą reprezentującą buddyzm i jeśli nie odpowiemy sensownie na ich najprostsze pytania, pomyślą: „O, buddyzm jest taką samą religią wiary, jak wszystkie inne”. A tym przecież właśnie nie jesteśmy. Powinniśmy więc zdobywać podstawową wiedzę, następnie zadawać pytania i uzyskiwać na nie odpowiedzi i wreszcie integrować to zrozumienie w proces rozwoju i osiągania dojrzałości poprzez medytację. Na pewno nikt z nas nie powinien w rozmowie o buddyzmie po prostu zamykać rozkosznie oczu i mówić: „Om, guru jest wspaniały”. Zamiast tego – szczególnie jako praktykujący Diamentową Drogę – powinniśmy być w stanie jasno, rozsądnie i niedogmatycznie odpowiadać na ważne dla innych pytania. Tak więc poznawajcie dharmę. Będąc człowiekiem Zachodu, który uczył się od najlepszych tybetańskich joginów od późnych lat sześćdziesiątych aż do teraz, piszę swoje książki w taki sposób, aby były łatwe do zrozumienia dla nowoczesnych ludzi. Zależy mi na tym, by poznali porywający buddyzm Diamentowej Drogi, gdyż dzięki temu będą w stanie połączyć to, co najlepsze ze swego dotychczasowego życia i poglądu z ponadczasową mądrością nauk Buddy. Ponieważ świat przez cały czas stara się nas pożreć, powinniśmy odświeżać umysł czytając je od czasu do czasu.

Jak pracować z silnym poczuciem ego?

Lama Ole: Stopniowo usuwaj ziemię spod jego korzeni. Jeżeli to poczucie ego wyraża się jako duma, na twoim miejscu stałbym się dumny z powodu doskonałych właściwości wszystkich ludzi. Ciągle spotykamy tak wielu z nich i wszyscy są w jakiś sposób szczególni. Więc bądź dumny z każdego człowieka. Jeśli twoje poczucie „ja” jest silniej związane z przywiązaniem, wówczas życz wszystkim innym tego całego szczęścia, którego pragniesz dla siebie. W przypadku gdy twoje lgnięcie do „ja” wyraża się głównie jako gniew, pomyśl jak bardzo ludzie cierpią, gdy stają się chorzy, starzeją się i w końcu umierają – przekształć w ten sposób gniew we współczucie. Używaj energii, używaj uczuć. Istnieje wiele sposobów. Naucz się ich w ośrodku. Posmaruj lgnięcie do „ja” mantrą „OM MANI PEME HUNG” – sprawi ona, że będzie się ono z ciebie ześlizgiwało. Muszę ci powiedzieć, że w tym miejscu, w którym masz teraz największy problem, uzyskasz największą moc w przyszłości. Wiele nieczystości oznacza wiele nawozu. Tak naprawdę, jeżeli masz niewiele uczuć, to możesz z powodzeniem korzystać z metod therawady. Jeżeli masz ich trochę więcej, to będziesz zręczny w mahajanie – ścieżce logiki, myśli i filozofii. Lecz jeżeli pragniesz rozwijać się zgodnie z Diamentową Drogą – ścieżką całkowitej transformacji – twoim surowcem będą silne uczucia.

Co to oznacza, że formy medytacyjne symbolizują zwykłe uczucia wyniesione na poziom ponadosobisty. Jaka jest relacja pomiędzy formami medytacyjnymi, a przeszkadzającymi uczuciami?

Lama Ole: Podświadome wrażenia są bardzo silne. Prawdopodobnie zauważyliście, że ludzie, którzy żyją w nieprzyjemnym otoczeniu, np. w gettach, mają więcej problemów i przeżywają więcej trudnych sytuacji niż ci, którzy żyją w normalnych warunkach. Mimo że otoczenie jest tylko jednym z warunków, wzory osobowości, które naśladujemy są bardzo istotne. Jeżeli w gettach uda nam się sprawić, by młodzież naśladowała raczej znanych baseballistów czy piłkarzy zamiast gangsterów, to będzie to duży sukces, ponieważ dzięki temu unikną więzienia. To oznacza to, że to, na czym koncentrujemy umysł będzie wpływało na nas na wew-nętrznym poziomie. Na całym świecie, niezależnie od tego czy jest to Grenlandia czy Kongo, ludzie posługują się językiem ciała. Gesty wyrażające dawanie czy chronienie są uniwersalne, wszędzie wyglądają tak samo. Jeżeli umysł doświadcza pewnych wrażeń, ciało wyrazi je w określony sposób. Jeżeli zobaczymy konkretne sposoby działania i gesty na zewnątrz, wówczas na zasadzie sprzężenia zwrotnego te właściwości obudzą się również wewnątrz nas. Stopniowo staną się przyzwyczajeniami, które będą na nas rzeczywiście wpływały. Poszczególne kolory mają wpływ na różne ośrodki energii w naszym ciele, a atrybuty, które buddowie trzymają w rękach, uspokajają, wzbogacają, fascynują lub chronią. Jeżeli wyobrażamy sobie te formy na zewnętrznym poziomie, stapiamy się z nimi, następnie spoczywamy w tym stanie, a potem z powrotem się z niego wyłaniamy, to wszystko będzie na nas oddziaływało, będzie pozostawiało wrażenia w naszym umyśle. Jest to bardzo skuteczne.

Czy musimy rzeczywiście powtarzać dużo mantr, żeby coś zmienić w swoim umyśle?

Lama Ole: To zależy od tego, jak dojrzały jest ten proces. Jeżeli wytworzyłeś w swym umyśle wiele przestrzeni i bogactwa w poprzednich żywotach, bardzo łatwo będzie ci się uczyć. Wystarczy, że coś usłyszysz i od razu to urzeczywistnisz. Z drugiej strony, jeżeli mamy w umyśle mnóstwo ciężkich nawyków, to musimy wykonać dużo ciężkiej pracy, czyli powtórzyć dużo mantr.

Na czym polega różnica pomiędzy medytacją a kontemplacją?

Lama Ole: W buddyzmie tak wiele nie kontemplujemy. Kontemplacja polega na „wciskaniu” wielu rzeczy do umysłu i nadawaniu im określonego kierunku. Medytacja oznacza doprowadzenie umysłu do wolnego od wysiłku i spontanicznego stanu, w którym doświadcza on swej własnej mądrości. Nawet jeżeli medytacja używa form, dźwięków, czy opisów, nie polega ona na ukierunkowywaniu umysłu w jakąkolwiek stronę, czy też na „wkładaniu” czegoś do niego. Działa ona raczej jak hak, który chwyta to, co jest zawarte w umyśle i w sposób spontaniczny to ukazuje. „Spontaniczność” i „brak wysiłku” to dwa słowa-klucze, jeżeli chodzi o medytację. Medytacja to po prostu spoczywanie w danej chwili, w tym co się wydarza.

Co to znaczy, że powinniśmy postrzegać samego siebie jako buddę? Jaki to ma cel? Jak to funkcjonuje?

Lama Ole: Chodzi o to, by dotrzeć do poziomu, na którym jest się w stanie doświadczać wszystkiego jako całkowicie czystego i doskonałego. Jeżeli na przykład najpierw wyobrażasz sobie jakąś oświeconą formę energii, taką jak Kochające Oczy, czy też Diamentowy Umysł, wówczas być może z jednej strony ów pierwszy krok jest łatwiejszy, ponieważ formy te nie mają np. zadartego nosa ani krzywych nóg, nie są ani za grube, ani za chude i nie chodzą do toalety. Dlatego dosyć łatwo jest postrzegać je jako doskonałe. Jednocześnie będziesz wtedy musiał wykonać olbrzymi skok, żeby znaleźć się na poziomie doświadczania czystości wszystkich istot i zjawisk. Z drugiej strony, jeżeli potrafisz postrzegać jako czystą twoją własną formę lub też formę twojego nauczyciela, wtedy skok na poziom, na którym będziesz w stanie doświadczać wszystkiego i wszystkich w całkowicie czysty sposób, będzie naprawdę niewielki. W im większym stopniu jesteś więc w stanie doświadczać tego, co się wydarza jako interesującego i czystego, tym bliżej jesteś celu. Lama jest źródłem wszystkich rzeczy. Wszystkie jidamy wyłaniają się z jego serca. Jeżeli potrafisz widzieć swojego nauczyciela w jego ludzkiej formie lub też siebie samego w twojej ludzkiej formie jako coś doskonałego, to jest to bardzo dobre. Jak zwykle mądre jest raz to, raz tamto. Bogactwo buddyzmu tybetańskiego polega między innymi na tym, że nie musimy w nim poprzestawać na jakiejś jednej rzeczy. Czasami przeżywasz samego siebie jako formę buddy, która najbardziej ci odpowiada, a czasami twoje własne ciało jest przejrzyste, jest formą ze światła. Nie są to dwie, różne od siebie rzeczy.

Co sprawia, że człowiek zachowuje się w podobny sposób w różnych sytuacjach i co sprawia, że różni ludzie zachowują się w różny sposób w takich samych sytuacjach?

Lama Ole: Chodzi tu o wybór, który masz. Im silniejsza jest nasza iluzja ego, w tym większym stopniu przypominamy człowieka, który ma tylko jeden krawat. To oznacza że w różnych sytuacjach zachowujemy się zawsze w ten sam sposób. Im bardziej rozwijamy swój umysł, tym bardziej stajemy się spontaniczni i rozluźnieni na różne sposoby – im bardziej stajemy się wolni tym więcej mamy krawatów: mamy te cienkie i te grube, te w ptaki i te w kwiaty. Im większej ilości ego się pozbyliśmy, tym bardziej spontanicznie i lekko potrafimy reagować w różnych sytuacjach.

Mam wrażenie, że zgodnie z naukami buddyzmu nie możemy być szczęśliwi w życiu, lecz tylko w medytacji. Co wobec tego z sensem samego życia?

Lama Ole: Mówimy o dwóch rodzajach szczęścia – o szczęściu uwarunkowanym i nieuwarunkowanym. Pierwszy przypomina ładne obrazki przepływające po powierzchni lustra. Wiemy, że są ładne, ponieważ widzieliśmy wcześniej brzydkie. Drugi rodzaj szczęścia jest niczym blask samego zwierciadła, który nigdy się nie narodził i nigdy nie umrze. Jeżeli będziesz medytowała, z czasem również w codziennym życiu będziesz w stanie coraz stabilniej utrzymywać ową wewnętrzną radość. Rozumiesz? Nie jest to sprawa medytacji albo życia – chodzi o to, by życie stało się nieprzerwaną medytacją, by odnaleźć trwałe szczęście, którego jedynym źródłem jest umysł.

Jak nauczyć się pomagać ludziom?

Lama Ole: To przede wszystkim kwestia współczucia. Jeżeli masz dużo współczucia, wówczas zawsze będziesz starał się być tym, co jest potrzebne innym, co przyniesie im pożytek. W bardzo dużym stopniu zależy to również od tego, na ile jesteś gotów odsunąć na bok swoje własne „jazdy”, żeby zająć się potrzebami innych. Skoro pytasz o to mnie, powiem ci jak to wygląda w moim życiu. Nie muszę w ogóle myśleć o sprawach związanych ze mną samym – co czuję, jak mi się powodzi itd. Oszczędzam w ten sposób dużo czasu i mogę go wykorzystać dla przyjaciół. Im bardziej jesteś w stanie zapomnieć o sobie, tym lepiej będziesz potrafił pomagać innym. Trzeba tylko chcieć.

Czy to prawda, że za źródło silnej motywacji do szybkiego rozwoju może posłużyć owoc negatywnej karmy, tak jak to miało miejsce w przypadku Milarepy? Czy to możliwe, że nasz rozwój nie jest taki szybki dlatego, że nasze działania w poprzednich żywotach nie były aż tak silne?

Lama Ole: Nie, jeśli mamy dużo negatywnej karmy, nawet nie znajdziemy się w miejscu, w którym potencjalnie będzie nam mogła przyjść do głowy myśl o praktyce. Milarepa był wypromieniowaniem bodhisattwy o imieniu Dombi Heruka i właśnie dlatego wszystko było możliwe. Oprócz tego do oświecenia doprowadziła go nie tylko ciężka praca, ale przede wszystkim związek z Marpą i jego szczególny pogląd na rzeczy. Świat pełen jest robotników niewykwalifikowanych i chociaż wielu z nich ma pracę nie mniej ciężką niż praca Milarepy, oni tylko się starzeją, nie stając się coraz bardziej oświeceni. Ciężka praca to tylko jeden z czynników ważnych na drodze do oświecenia – innym bardzo ważnym czynnikiem jest wgląd w naturę rzeczy i związki pomiędzy nimi. Bez tego zrozumienia wasze pokłony będą jedynie przypominać zygzakowaty ruch robaka na podłodze – nie będą miały wiele sensu.

Opracowanie: Kasia Biała

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 Działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Nauczyciel jest podstawą wszystkiego - Lama Ole Nydahl | Oświecona odwaga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pytania i odpowiedzi - Fragment nowej książki Lamy Ole | Esencja praktyki - Hannah Nydahl | Była otwartością przestrzeni - Wywiad z Tomkiem Lehnertem o Hannah Nydahl | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | O nas - Lama Ole Nydahl | Przyjaźń jest podstawą całego naszego szczęścia - 17 Karmapa Trinlej Taje Dordże | III Karmapa Rangdziung Dordże - nauczyciel czystego poglądu - Manfred Segers | W 21 słowach o Buddyzmie Diamentowej Drogi - Wolfgang Poier | Damaru - budzi(k) ze snu niewiedzy - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | O Stupie Kalaczakry w Berchen Ling - Rozmawiamy z Lamą Ole Nydahlem | Tu świat spotyka się z oświeceniem - Lama Ole | Wydarzyło się właśnie coś wspaniałego - Lama Czogdrup Dordże i Lama Ole | To jest jak medytacja - Piotr Kaczmarek | Z 17 Karmapą w Rosji - Caty Hartung | O dzieciach i buddyjskim życiu rodzinnym - Z rodzicami rozmawiała Ofelia Cybula | Cytat - Lama Ole Nydahl | Europe center - Hubert Bramowicz | Brno - Markéta Blažejovská | Wiedeń - Wywiad z Anną Potyką | Zawsze nam się udaje - Wywiad z Lamą Ole o Valhalli | Nagodzice 2010 - Eskadra Nagodzice. | Cytat dnia | Zabujani w Zagórzanach - Zespół Zagórzan | O Zagórzanach - Lama Ole | Kraków - Krakowska sanga | Kalisz |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: