DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 48 -> Była otwartością przestrzeni

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Była otwartością przestrzeni

Wywiad z Tomkiem Lehnertem o Hannah Nydahl
_________

Przeprowadzony w Bartołtach i Zagórzanach we wrześniu 2010 przez Mirę Starobrzańską i Kasię Białą.


Jak wyglądało Twoje pierwsze spotkanie z Hannah?

Tomek: Za pierwszym razem, kiedy spotkałem Lamę Ole w Gdańsku, Hannah nie przyjechała. Choć zawsze pracowała razem z Ole, była też mostem między Wschodem, a Zachodem. Uważała, że Tybetańczycy a zwłaszcza tybetańscy lamowie, są ginącym gatunkiem, była ich strażniczką. Była matką młodszych rinpocze, z którymi jeździła, których tłumaczyła. Wprowadzała ich w zachodni świat, była ich opiekunką. Dzialtsab Rinpocze, Dziamgon Rinpocze, Szamar Rinpocze – dla nich Hannah była przewodnikiem po Zachodzie. Jej praca polegała na tym, że pół roku spędzała na Wschodzie i pół roku na Zachodzie, jeżdżąc i dbając o tę tradycyjną stronę wschodnią. Była to jej niesłychanie ważna aktywność. W związku z tym Lama Ole około pół roku jeździł sam albo z inną partnerką. Tak więc nie poznałem Hannah osobiście, ale w tym czasie, kiedy słyszeliśmy o Ole i Hannah, jeszcze ich nie znając, już mieli na nas wpływ. Kiedy Ole przyjechał, niósł ze sobą energię Hannah. Kiedy usłyszeliśmy jej imię, zobaczyliśmy zdjęcia, usłyszeliśmy o jej aktywności – była całkowicie obecna z nami w Gdańsku. Jej urzeczywistnienie przejawiało się na zewnątrz i wewnątrz. Kiedy ją poznałem, byłem oszołomiony jej pięknem, które przejawiało się we wszystkim, co robiła. Każdy gest, spojrzenie, charakter pisma, był dziełem sztuki. Kontakt z jej aktywnością – zetknięciem się z żeńską formą buddy. Kiedy ją zobaczyłem po raz pierwszy, był rok 1984; przyjechała do Polski. Potem przyjechała po raz drugi z Beru Czientse Rinpocze, dla którego tłumaczyła. Hannah miała tę niesamowitą właściwość, że umiała uczyć zarówno poprzez to, co mówiła, jak i to, czego nie powiedziała. Tak się przejawiała jej aktywność żeńska. Czyli, żeby odpowiedzieć krótko na to pytanie, nie mam żadnych wątpliwości, że właściwie poznałem Hannah w momencie, kiedy usłyszałem Olego. Byli jak dwie strony jednej monety, żeńska i męska aktywność. Czyli z chwilą, kiedy Ole się zamanifestował, również Hannah była tam obecna.

Która z jej właściwości wywarła na tobie największe wrażenie?

Tomek: Która z właściwości Hannah wywarła na mnie największe wrażenie… Ona miałatyle pięknych właściwości… Największe… Tym, co powoduje, że ktoś ma jakiś wgląd, jest też to, jak potrafi patrzeć i wpływać swoją aktywnością na przyszłość. I ja teraz, im więcej się zastanawiam, tym bardziej odnajduję tę głębię i tę wiedzę, które Hannah ze sobą niosła. I tą najważniejszą właściwością, w tej chwili, w tym okresie mojego rozwoju tutaj – bo to wszystko się zmienia, może odkryję coś jeszcze głębszego, może coś będzie miało dla mnie większe znaczenie – było to, że Hannah naprawdę była ucieleśnieniem otwartości przestrzeni. Po prostu manifestowała się i rzeczy się stwarzały same z siebie wokół niej. Hannah naprawdę była jak to jezioro, do którego zlatują się łabędzie. Być może tak to widzę, bo jest to właściwość, której może ja najbardziej potrzebuję, dlatego w tej chwili wpływa na mnie, robi na mnie tak ogromne wrażenie.

Mówiłeś, że uczyła przez to, co mówiła i przez to, czego nie mówiła, ale także zaprzyjaźniliście się przez długi czas wspólnej pracy i podróżowania, i że miałeś z nią parę takich sytuacji, w których w dosyć bezpośredni sposób łamała jakieś twoje koncepcje. Mógłbyś o tym opowiedzieć?

Tomek: Tak. Hannah była z jednej strony bardzo zachodnia, oczywiście, była produktem lat sześćdziesiątych, może lepiej powiedzieć manifestacją, bo produkt brzmi jak coca-cola czy coś takiego. Była manifestacją lat sześćdziesiątych razem z Ole. Typową manifestacją tego wielkiego ruchu, świadomości, ruchu ekspresji wolności, buntu lat sześćdziesiątych. Była ucieleśnieniem tego w tych czasach. Ale była też ucieleśnieniem pewnych właściwości tybetańskich, Wschodu. To miała w sobie również. I tak jak w Tybecie, nauczyciel sprawdzał przez trzy lata ucznia, a później uczeń sprawdzał przez trzy lata nauczyciela, potrzebowała trochę czasu, żeby nabrać… nie to, że zaufania, ale żeby wejść z kimś w głębszy związek. Nie znaczy to, że powierzchownie patrzyła na wszystkich. Ten związek na poziomie medytacji zawsze istniał w związku nauczyciela z uczniem, ale żeby osobiście kogoś traktować... Hannah była ogromnie głęboka i dlatego był to proces, który zabierał trochę czasu. Czyli Hannah jest ekspresją tej mądrości. Mądrość potrzebuje czasu. Ole jest ekspresją aktywności. Aktywność wyłania się natychmiastowo. Ale z drugiej strony Hannah w pewnych momentach, kiedy poznała kogoś lepiej, mogła wykonywać pewną aktywność, która dotykała nas do głębi. Ja przez pierwsze lata, przez pierwszych piętnaście lat byłem, muszę powiedzieć, całkowicie skupiony na Ole. Lama Ole był jeden i nie to, że nie zauważałem, oczywiście zawsze zauważałem piękną Hannah, ale dzisiaj te wszystkie momenty bardziej mnie naprawdę poruszają i wpływają na mnie, niż może wpływały na mnie w tamtych czasach. To było jak zasianie pewnych nasion. I tutaj przywołam ten moment, kiedy Hannah chyba musiała widzieć, że jestem bardzo spięty czy… jakby to powiedzieć… mam bardzo sztywne niektóre poglądy na coś i od pierwszej właściwie chwili, kiedy ją poznałem w 84 roku… Tłumaczyliśmy… Ole dawał przyrzeczenie bodhisattwy. Było to chyba w Poznaniu, już dokładnie nie pamiętam, ja z Hannah siedziałem trochę z tyłu, bo jej tam pomagałem tłumaczyć dla jakiejś małej grupy osób. I wtedy, kiedy to przyrzeczenie bodhisattwy się rozpoczęło, usiedliśmy i razem je przyjmowaliśmy. Jak Ole zaczął mówić „All buddhas and bodhisattvas…” i Hannah chciała zrobić mi… może widziała że jestem taki sztywny i mam sztywne poglądy, i tak dalej, więc kiedy Ole zaczął mówić „All buddhas and bodhisattvas…” Hannah wtedy mówiła „Yees!”. I ja nie mogłem tego zrozumieć… O co jej chodzi? Ale ona to powtórzyła kilka razy i zauważyła, że tego nie rozumiem i dopiero po wielu latach to zrozumiałem. Hannah powiedziała wtedy „Jestem!”. I było to rzeczywiście, tak jak to widzę, bezpośrednio skierowane do mnie. Ale wtedy byłem taki, że tylko Ole i wszystko buddhas, bodhasattvas i o co jej tu chodzi?

Hannah była naprawdę ucieleśnieniem ogromnego współczucia. I zawsze, w każdej chwili miała też na uwadze to żeńskie współczucie. Żeby ta aktywność, którą wykonujemy, żeby ona była też mądrością, czy łagodnością tej aktywności Olego. I czasami było to bardzo wzruszające. W tych latach, do 85 roku, kiedy wyjechałem z Polski, studiowałem anglistykę w Poznaniu. Jak Ole przyjeżdżał, zawsze tłumaczyłem go, ale nie we wszystkich miastach. Czyli byli też inni tłumacze. I wtedy w Poznaniu tłumaczyłem wieczorem wykład Olego, a wcześniej tego dnia miałem egzaminy. Ten wykład był dość długi i taki bardzo oficjalny… Siedziałem taki skupiony na Ole i nagle weszła Hannah. To już był wykład na kilkaset osób, mieliśmy już duże wykłady w Polsce. Więc nagle Hannah weszła i zrobiła taki samolot z papieru i puściła go w moją stronę. I nie wiem jak to się jej udało, ale samolot wylądował mi na kolanach. I ja myślę: „No halo, co to za zachowanie…”. Tak pomyślałem i jeszcze bardziej się chyba spiąłem. No ale po jakimś czasie nie wytrzymałem i po prostu otworzyłem ten samolot. I jak go otworzyłem, tłumacząc Olego, siedziałem po jego lewej stronie, dokładnie to pamiętam. Rozwinąłem tę kartkę papieru, a tam była… wiadomość od Hannah: „How did the exams go?” (Jak poszły ci egzaminy). A zrobiła to w taki sposób, że była to nauka na wielu poziomach. Wtedy nie byłem w stanie tego zrozumieć, oczywiście byłem bardzo wzruszony, ale dzisiaj widzę to głębiej niż wtedy. I takich momentów było bardzo wiele. Z Hannah było coś takiego, że teraz, kiedy jej nie ma, wiele sytuacji zaczyna niejako dojrzewać i zaczynam sobie je przypominać. I te sytuacje naprawdę nagle pojawiły się, gdy Marta Kessler, która robi ten film o Hannah, robiła wywiady ze mną. Nagle wieczorem, przed zaśnięciem, te sytuacje tak jaskrawo się pojawiły.

Była jeszcze trzecia sytuacja, gdzie rzeczywiście Hannah pokazała to, co zawsze było takim głównym wątkiem jej życia, od kiedy spotkali Karmapę. Było to całkowite zaufanie do Karmapy i całkowite oddanie dla pracy Olego. I do urzeczywistnienia Karmapy, do swojego nauczyciela. Było to tak inspirujące... Zapytali mnie w Rosji, jak ja mogłem sobie poradzić przez dwadzieścia lat, jeżdżąc tak non stop z Ole. Ja od razu odpowiedziałem, spontanicznie, bez myślenia: „To oddanie”. Oddanie dla nauczyciela. Tylko dzięki temu, ponieważ mój stres był ogromny… ale wszystko to mogłem zrobić i wykonać, i wszystko grało i tak dalej. Tylko dzięki oddaniu. I teraz, jak widzę z tej perspektywy, Hannah była tym przykładem niewzruszonego oddania do swojego nauczyciela, niewzruszonego oddania dla pracy dla Dharmy i niewzruszonego oddania dla pracy Olego. Jak Ole zawsze mówił, jeśli miałby coś robić, coś niebezpiecznego, nielegalnego, chciałby tylko jedną osobę mieć przy sobie i to była Hannah. I to zaufanie nie było jakieś wymuszone, wykrztuszone czy wyciśnięte, bo musimy to pokazać, ponieważ jesteśmy pod obstrzałem i wszyscy na nas patrzą. Nie, było to zaufanie, które wypływało z doświadczenia, z głębi przeżycia. I to było tak wspaniałe… tak inspirujące. I w tych momentach najtrudniejszych – oddanie dla Olego. Przykład Hannah, to niewzruszone oddanie, dzień za dniem. Hannah się nie zmieniała pod tym względem.

A czy Twoje oddanie też było zawsze niewzruszone?

Tomek: Gdy po raz pierwszy pojechaliśmy do Południowej Ameryki, nie mogłem dostać wizy do Wenezueli, ponieważ miałem paszport polski, komunistyczny. Zdecydowaliśmy, że będę jechać z cudzym paszportem i znaleźliśmy jednego kolegę w Danii – Tommy, nie Tommy nauczyciel, inny Tommy, wy go nie znacie tutaj. Tommy i Tomek, to były dwie podobne rzeczy, które nas łączyły. No i oczywiście natura buddy. Ale cała reszta była inna, a zwłaszcza wyglądaliśmy zupełnie inaczej. Tommy już stracił wszystkie swoje szlachetne włosy, które kiedyś posiadał. A to było 22 lata temu, ja miałem jeszcze bujniejszą fryzurę, więc wyglądaliśmy zupełnie inaczej. Ole zrobił wróżbę mo, którą zawsze robi i wyszła jedynka, czyli najlepszy rezultat. Mieliśmy przekroczyć sześć granic. I od tego momentu, kiedy to usłyszeli, Hannah miała takie zaufanie do mo Olego, że to było jakbyśmy z banku szwajcarskiego dostali podpis prezesa wszystkich banków szwajcarskich. Oczywiście było to niebezpieczne, nielegalne i tak dalej, ale robiliśmy to dla dharmy. Nie było nawet chwili wahania. Oczywiście ja też miałem zaufanie do Olego, ale Hannah była zawsze tą podporą dla mnie. Z chwilą, kiedy Ole zrobił to mo – temat zamknięty, nie musimy się nawet nad tym zastanawiać. Kiedy wylądowaliśmy w Caracas, ja z tym paszportem jako Tommy, wszystko już było załatwione na ten inny paszport, bilety i tak dalej. To poważna akcja, przekraczać sześć granic i to jeszcze w Ameryce Południowej. Na lotnisku, jak czekaliśmy do kontroli paszportowej, mimo całego mojego oddania, jednak poziom adrenaliny mi wzrósł. I nagle powiedzieli mi: „To ty idź pierwszy, a my będziemy cię ochraniać od tyłu”. No i tak szliśmy i nagle ktoś mnie lekko popchnął. Podskoczyłem. A to była Hannah. I zapytała: „Czy jeszcze się denerwujesz?” A ja na to: „Nie, nie, absolutnie”. A ona odpowiedziała: „No, dobrze by było trochę się podenerwować”. Czyli zrobiła tak, że cała ta sytuacja stała się… Nagle miałem pewność że wszystko będzie dobrze. I było.

Ale jeszcze chciałbym wrócić do tego, czym najbardziej Hannah była dla mnie. Jak już powiedziałem: tą otwartością, zaufaniem do przestrzeni, że w każdym momencie, cokolwiek się działo, była zawsze w środku swojej mandali. Ale druga właściwość to było to oddanie, całkowite oddanie dla swojego nauczyciela, XVI Karmapy, a potem do XVII, i całkowite oddanie dla pracy dla dharmy i całkowite oddanie, wsparcie, dla pracy Olego. Hannah nie miała absolutnie żadnych osobistych, prywatnych planów. Naprawdę nie miała. Od pierwszego dnia, gdy ją poznałem, do ostatniego dnia, kiedy byłem przy niej, kiedy umarła. Do ostatniego momentu, gdy tylko jeszcze mogła patrzeć, bo później ten rak już się przerzucił i działał też na jej wzrok, prawdopodobnie naruszał jakieś obszary w mózgu i zaczęła w ostatnich dniach tracić wzrok. Widziała, ale nie mogła już pisać. Więc do ostatniego momentu, gdy jeszcze miała władzę nad swoim wzrokiem, do ostatniego momentu pomagała, pisała Olego mejle, odpowiadała i tak dalej. Do ostatniej chwili. I było to całkowicie nieporuszone. I przez tych wiele lat, gdy byłem z Hannah… z Ole, to właśnie Hannah była zawsze dla mnie – i jest do dzisiaj – najdoskonalszym przykładem. Bo nie było to oddanie fanatyczne, było to oddanie, które pochodziło z samego przeżycia i doświadczenia, ponieważ ona wiedziała, że to jest najlepszy wybór, jakiego możemy dokonać, nie ma innego. I Hannah jest do dzisiaj tym największym… oczywiście Ole też... największym przykładem.

Czy traktujesz ją bardziej jako przyjaciela, czy bardziej jako nauczyciela?

Tomek: Kiedy jeździłem z nią, traktowałem ją bardziej jako przyjaciela. W ostatnich latach, powiedziałbym, przez ostatnich siedem, czy raczej dziesięć lat, traktowałem ją jako nauczyciela.

Co na to wpłynęło?

Tomek: W moim przypadku jest to rozwój. Proces. Jest to coś bardzo osobistego i miało to również coś wspólnego z moim życiem. Na początku zawsze traktowałem Hannah niejako jako uzupełnienie Olego. Ole oczywiście zawsze był tą centralną postacią. Ale im dłużej trwał ten rozwój, Hannah i jej funkcja nauczyciela w moim życiu i też może w życiu innych wzrastała, rozwijała się coraz bardziej. Tak najlepiej można by to ująć. Ale od początku miała tę rolę uzupełniającą, była jak druga strona monety. I rzeczywiście, stało się tak, jak się stało i my jako buddyści po prostu rozumiemy, że ciało… że wszyscy znajdziemy się w tym momencie. Ja wiem, że my mamy takie przekonanie: „No tak, ja wiem, że to się stanie, ale jeszcze nie teraz”. Ale przyjdzie ta chwila i dla niektórych, miejmy nadzieję, że przyjdzie w jak najwłaściwszym czasie, jeśli chodzi o nasz rozwój. Więc rola Hannah w moim życiu wzrastała przez cały czas, od samego początku. Dzisiaj widzę ją… jestem tak wdzięczny… przede wszystkim to, co czuję, to wdzięczność, że miałem takie ogromne szczęście, że mogłem dzielić swoje życie z tak wspaniałą osobą, jaką była Hannah.

Czy kiedykolwiek pojawiły się jakieś wątpliwości?

Tomek: Nie, absolutnie nigdy. Nigdy nie było wątpliwości, ponieważ, jak powiedziałem, Hannah była nieporuszona w swojej aktywności. Kiedy tylko usłyszałem o Hannah, nie mogło tu być wątpliwości, ponieważ jej aktywność nie pozostawiała przestrzeni na żadne wątpliwości, ona była prostolinijna, niewzruszona. Jeśli mało się Hannah za przyjaciela, za osobistego przyjaciela – nie mogła oczywiście się zaprzyjaźnić ze wszystkimi… to jest dziesięć tysięcy, czy sto tysięcy osób – a ja miałem takie szczęście, że w ostatnich latach była moim bardzo bliskim przyjacielem. To był najlepszy przyjaciel, jakiego można sobie wyobrazić.
Hannah pracowała też z ludźmi zupełnie inaczej niż Ole.

Czy mógłbyś o tym opowiedzieć, bo większość z nas nie ma takich doświadczeń?

Tomek: Hannah jako kobieta miała żeńską aktywność, zwłaszcza żeńskie mądrości. Ona przede wszystkim widziała siebie jako podporę dla pracy Olego. Potem zaczęła nauczać, pierwszy wykład dla takiej większej publiczności, był w 1993 roku w Casa Tibet w Mexico City. Czyli jej aktywność rzeczywiście była aktywnością żeńską, inspirowała wszystkich tym urzeczywistnieniem mądrości. Nie widziała, siebie na barykadzie, na froncie rozprzestrzeniania Dharmy, za to starała się, żeby buddyzm tybetański nie zniknął na Wschodzie. To była bardzo poważna część jej aktywności. A z drugiej strony to całkowite wsparcie pracy Olego. Zaczęła nauczać później, ale weszła także w tę rolę. Hannah przede wszystkim była niezwykłym przykładem, nauczała w każdym momencie swoim zachowaniem. Była to nauka we wszystkim, co robiła, tak jak u Olego. Nie było momentu, żeby Hannah usiadła i powiedziała: „No, teraz to się nudzę”. Każdy moment, gdy przejawiała się wewnątrz i na zewnątrz, był bardzo piękny, ponieważ urzeczywistnienie na zewnątrz przejawiało się w najpiękniejszym stylu. Czyli był to aspekt żeńskiej mądrości, bo Hannah niejako uzupełniała aktywność Olego. Łagodziła czasami pewne aspekty aktywności Olego. Była przez te wszystkie lata niewzruszonym, doskonałym przykładem. W każdej chwili. Była całkowicie inspirującym przykładem. Zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn.

Miała pewne regiony swojej aktywności na Zachodzie, zwłaszcza w Ameryce Południowej, gdzie rola kobiety zawsze była i jest jeszcze do dzisiaj drugorzędna,i to co się nazywa machismo jest tam bardzo mocno obecne. I Hannah była ideałem dla kobiet południowoamerykańskich. Dlatego razem z Ole zdecydowali, że wszystkie podróże do Ameryki Południowej (oprócz jednej w 1993 roku, kiedy Hannah nie mogła jechać w związku z kryzysem Karmapy), będą odbywać razem. I rzeczywiście była ideałem kobiet południowoamerykańskich, podziwiały nie tylko jej osiągnięcia, umiejętność podążania dalej i szukania ostatecznego celu ale była też ideałem, pokazującym jak kobieta może w świecie uwarunkowanym rozprzestrzeniać swoją aktywność, czy okazywać swoją mądrość. Ponieważ gdziekolwiek Hannah się pojawiła, była jak przestrzeń, wszystkich roztapiała dookoła, zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Była naprawdę wspaniałą inspiracją i przykładem dla kobiet. I było to naprawdę wzruszające, gdziekolwiek usiadła, te wszystkie kobiety zaraz ją otaczały, trzymały za ręce i „Hannah, Hannah…”. Oczywiście, miało to miejsce we wszystkich krajach, gdziekolwiek się pojawiła, ale było szczególnie widoczne w tamtej kulturze.

Mówisz, że była taką łagodną aktywnością, a wcześniej mówiłeś że była strażnikiem. Jak to jedno ma się do drugiego?

Tomek: Tak, łagodną aktywnością. No tak, kiedy kobieta się przejawia, jest łagodną aktywnością, ale kiedy w jej kręgu pojawi się jakieś zagrożenie... Hannah potrafiła być całkowicie prostolinijna i całkowicie to przeciąć, jeśli trzeba było. Jeśli ja czasami, jakby to powiedzieć… bałem się któregoś z naszych lamów, to nigdy naszych rinpocze czy Olego. Jeśli kogoś w ogóle się bałem… to Hannah. Może bałem się to nie najlepsze słowo… Po prostu wiedziałem że Hannah dokładnie wszystko wie, że miała tę intuicyjną mądrość kobiecą. Wiedziałem to dokładnie, w każdej chwili kiedy byłem z Hannah. I to, że ona rzeczywiście jako kobieta będzie ochraniać swoje dzieci, a dla Hannah jej dziecko to była praca dla dharmy. To jest to samo, co ma Ole, wszystko można było zrobić, ale kiedy chodziło o pracę dla dharmy, Hannah chroniła to w pełni. I w tym aspekcie była to jej aktywność strażnika.

Powiedziałeś, że Hannah była mostem między Wschodem a Zachodem. Co tam dokładnie robiła?

Tomek: Na Wschodzie jej rola się zmieniła. Na początku, w latach 70. i 80. Hannah była zaangażowana w tłumaczenie tekstów tybetańskich na angielski. Byłto projekt z Kalu Rinpocze. Ogromny projekt i ona była jednym z najważniejszych tłumaczy dla Kalu Rinpocze, i oczywiście z oddania dla tego wielkiego mistrza i nauczyciela zaangażowała się w ten projekt. Na Wschodzie również wszyscy najwięksi – jakby to powiedzieć – uczniowie XVI Karmapy, czyli Dzialtsab Rinpocze, Dziamgon Rinpocze i Szamar Rinpocze, korzystali z jej pracy tłumaczki we wszystkich swoich podróżach.

Dzialtsab? Masz na myśli Szieraba Dzialtsena?

Tomek: Nie, Dzialtsab Rinpocze. Było ich czterech. Szierab Dzialtsen w tym czasie jeszcze był młody i nie wykazywał dużej aktywności. Chodzi o czterech najbliższych uczniów Karmapy, którzy dostali tę funkcję, żeby rozpoznać przyszłą inkarnację Karmapy i jednym z nich był właśnie Dzialtsab Rinpocze. Hannah tłumaczyła dla niego na Wschodzie i na Zachodzie, wszystkie jego podróże w Azji południowo-wschodniej i w Europie. Czyli ta jej funkcja była niezbędna dla aktywności niektórych najwyższych lamów i dla rozprzestrzeniania przez nich dharmy. To byli między innymi Tenga Rinpocze, Dzialtsab Rinpocze, Szamar Rinpocze, Dziamgon Kongtrul Rinpocze. Była niezbędna. Z drugiej strony jej aktywność polegała na tym, że była zaangażowana w te tłumaczenia tekstów razem z Kalu Rinpocze. I z trzeciej strony była podporą dla kultury tybetańskiej, która rzeczywiście upadała. Robiła wszystko, żeby tę kulturę zachować. Kultura tybetańska jest całkowicie związana z buddyzmem, ważna dla Tybetańczyków, którzy stracili ojczyznę, którzy stracili wszystko, co mieli, którzy byli biednymi uchodźcami w Indiach, w biednym kraju. My sobie nie możemy tego wyobrazić – jakbyśmy nagle tu w Polsce stracili wszystko, wszystko zostałoby zniszczone i tylko niewielu z nas mogłaby uciec… Może byśmy siedzieli gdzieś w Albanii na jakieś górze, czy coś w tym rodzaju. Czyli Hannah o tym wiedziała i robiła wszystko, żeby zachować ten przekaz w rękach Tybetańczyków. I walczyła, była naprawdę strażnikiem. Nie pozwalała, żeby ktoś to krytykował; jeśli chodzi o Tybet i Tybetańczyków była nieporuszona. Zawsze ich wszystkich broniła. Żeby Hannah zaczęła jakiegoś Tybetańczyka krytykować, naprawdę musiał się bardzo postarać.

Jak myślisz, dlaczego tak mało nauczała na Zachodzie?

Tomek: Nauczała niewiele na Zachodzie, ponieważ, jak już wspominałem, zwłaszcza na początku widziała swoją rolę we wspieraniu, z jednej strony Tybetańczyków na Wschodzie, z drugiej – aktywności Olego. W tej roli czuła się najlepiej. Ale niejako pod naszą wielką presją zaczęła nauczać i prowadziła kursy. Ale czuła, że jej aktywność jest najważniejsza, kiedy jest tym uzupełnieniem Lamy Ole, u jego boku. Z jednej strony będąc matką dla Tybetańczyków, naprawdę całym sercem będąc z nimi, a z drugiej strony stojąc u boku Olego. Była wtedy najszczęśliwsza. To znaczy nie w takim sensie u boku, jak para nastolatków i jedziemy gdzieś na Hawaje, czy na wakacje, ale wspierając go w pełni w aktywności dla dharmy.

Byłeś w Kopenhadze przed śmiercią Hannah i spędzałeś z nią sporo czasu przed jej odejściem…

Tomek: Do końca nie wiedzieliśmy wszystkiego. Wiedzieliśmy, że Hannah jest chora, że coś z płucami i tak dalej, nie wiadomo było, czy to jest zapalenie płuc, czy jakiś grzyb. Te wszystkie badania, które robili, niczego konkretnego nie przyniosły. Aż do 29 grudnia 2006 roku. Byliśmy na kursie w Stuttgarcie i Hannah była chora, była naprawdę chora. Ostatnia podróż, poza Europę, którą odbyliśmy, był Izrael. Tam było poła niedaleko Morza Martwego, powietrze było bardzo suche, wisiał kurz w powietrzu i Hannah nie przychodziła już na sesje, cały czas była w pokoju. Ja z nią często siedziałem w tym jej pokoju. Rozwieszała mokre ręczniki czy prześcieradła, żeby choć trochę podnieść wilgotność. Wszyscy myśleli, że to jest uczulenie…, a ona była bardzo chora. Kaszlała i kaszlała, ciągle, non stop. Wszystko się jeszcze pogorszyło, kiedy wróciliśmy do Europy. Byliśmy na kursie w Stuttgarcie, ale wyniki nie przychodziły, nic nie wskazywało na raka. Plan był taki, że jedziemy dookoła świata, mieliśmy wyjeżdżać 1 stycznia. 28 grudnia uczniowie Olego – Peter i Michael, którzy byli lekarzami Hannah, dostali ostateczne wyniki z najlepszego laboratorium w Essen, w Niemczech. Wykazały one, że Hannah ma raka płuc. I przyszli przekazać jej tę wiadomość. Byliśmy tam, Caty, Ole, ja i tych dwóch lekarzy, w domu jednej z uczennic Olego, w Stuttgarcie. Lekarze Hannah powiedzieli jej, że zostały jej może dwa tygodnie życia. Może trochę więcej… trzy miesiące. To był moment ogromnego szoku. Hannah pozostała nieporuszona, nie mówię, że była obojętna, ale w każdym momencie była… to jest praktyka przez czterdzieści lat. Medytacja przez czterdzieści lat. Poprosiła tylko, że chciałaby iść z Ole na spacer. I jej życzeniem było, że chciałaby umrzeć w Danii. Podróż po świecie została oczywiście odwołana, nawet nie mogła już samolotem lecieć do Danii – jechaliśmy samochodem. I przez ostatnie trzy miesiące byliśmy w Danii. Był to oczywiście bardzo ciężki proces, bardzo ciężkie miesiące, ponieważ nie tylko wiedzieliśmy co się stanie bardzo szybko, ale widzieliśmy też jak jej funkcje fizyczne zanikają jedna po drugiej. I to działo się w ciągu trzech miesięcy. Szamar Rinpocze poprosił ją na początku, nie wiedząc jak naprawdę jest chora, żeby robiła pokłony. I robiliśmy te pokłony razem. Ja z nią robiłem, w naszej gompie w Kopenhadze. Ole też robił. I Hannah... najwięcej, ile jej się udało zrobić, to 42 czy 41. Przyszedł dzień, że nie mogła w gompie robić, to u siebie w pokoju jeszcze robiła, nawet po trzy czy cztery dziennie. Chodziliśmy na spacer… nasz ośrodek jest bardzo blisko morza. Po kilku tygodniach przyszedł dzień, w którym Hannah już nie mogła wyjść. Wyszła na chwilę i Ole ją na rękach przyniósł z powrotem.

To był bardzo ciężki proces. Ale stan jej umysłu był taki jak zawsze. Do ostatniej chwili. Oczywiście była pod wpływem leków, które jej dawali, również na uśmierzenie bólu. Bardzo dużo tych leków dostawała. Rzadko się zdarza, żeby ktoś tak po tym wszystkim był w domu, zwykle to się dzieje w warunkach szpitalnych, ale lekarze zgodzili się na to. Jej umysł się nie zmienił całkowicie do ostatniego momentu. Trzy dni przed śmiercią nawet... Ja zawsze tak drażniłem się trochę z Hannah, gdy gdzieś przyjeżdżaliśmy i chciałem coś zjeść, to mówiłem wszystkim: „Hannah jest bardzo głodna” albo „Hannah by chciała kabanosa”. No i lecieli do sklepu, kupowali. „Kabanosy, które zamówiłaś, Hannah”, a ona: „To Tomek!”. Oczywiście lekarze bardzo ją chronili, nie chcieli, żeby wchodzić do jej pokoju, ale Hannah przez ostatnie dni, pięć dni, powiedziała, żebym ja zawsze miał dostęp, kiedykolwiek chcę, mogę tam być przy niej. No i te trzy dni przed jej śmiercią, pamiętam, że biegłem, biegłem do Hannah, a ona już prawie mówić nie mogła. Ale usłyszała… i wbiegłem do jej pokoju, a ona mi powiedziała: „I know you are hungry”. Przez całe te trzy miesiące – dokładnie umarła trzy miesiące i dwa dni po tym, jak jej to przepowiedzieli – widziałem, jak zapłakała tylko raz, kiedy się żegnała ze swoim nauczycielem, Szamarem Rinpocze. Oczywiście Ole cały ten czas poświęcił Hannah, wszystkie jego programy zostały skasowane. I widziałem tylko raz, jak płakała. Kiedyś byliśmy z nią w pokoju, Ole i ja, a Rinpocze wyjeżdżał następnego dnia rano i Hannah chciała się z nim wieczorem pożegnać, ponieważ nie wiedziała czy następnego dnia rano… będzie mogła jeszcze wstać... W każdej chwili mogła odejść. I wyszła z pokoju, a Rinpocze był na pierwszym piętrze. Hannah miała ten pokój, który w Kopenhadze nazywamy pokojem Karmapy. I poszła się pożegnać z Rinpocze, była tam pół godziny. Olei ja byliśmy w jej pokoju, oglądaliśmy wiadomości. I jak wróciła, zaczęła płakać. To był tylko ten jeden raz. Do ostatniej chwili jej umysł się nie zmienił, nic a nic. Była tą otwartością do ostatniego momentu. Wszyscy, którzy przebywali obok niej, byli całkowicie zainspirowani albo… jeszcze bardziej nawet zainspirowani. Byliśmy przy jej śmierci – Ole, lekarze, Gabi, Caty, Pedro i Dorrit. I ja. I wracała, piętnaście czy szesnaście razy wracała, i to był fenomen, coś niezwykłego, żeby jeszcze może zobaczyć, czy w jakiś sposób może tutaj coś… Opuściła ciało, nie było już oddychania, nie było żadnych oznak… po minucie wracała znów i zaczynała oddychać. Ole był przy niej i robił jej poła. Do ostatniego momentu była tym samym przykładem. I oczywiście, jako buddyści wiemy, że nie umieramy – ciało umiera.

Do dzisiaj wydaje nam się, że to było za wcześnie, no ale taka jest nasza karma. Przeżywać rzeczywistość w ten sposób, żeby zetknąć się z tak wspaniałą osobą i z takim urzeczywistnieniem, to jest cudowne. Chodzi o to, że mieliśmy tę karmę, żeby była to niejako inspiracja dla naszej dalszej pracy. I tak właśnie jest. Ja, z mojego punktu widzenia, mogę tylko powiedzieć, że jestem niesamowicie wdzięczny, że mogłem się spotkać, nie tylko spotkać, ale dzielić życie z tak wspaniałą osobą, jaką była Hannah. Hannah i Ole, razem. I nie mógłbym prawdopodobnie przez te wszystkie lata jeździć z Ole przez cały czas, gdybym nie miał wsparcia, pomocy, inspiracji i przyjaźni Hannah. Hannah była naprawdę jednym z tych fundamentalnych powodów, dla których mogłem przez ponad 20 lat być non stop przy Ole. Dziękuję.

Myślę, że tu skończymy, bo co można jeszcze powiedzieć, gdy już doszliśmy do jej śmierci?

Opracowanie: Piotr Jankowski, Dominik Szweda.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 Działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Nauczyciel jest podstawą wszystkiego - Lama Ole Nydahl | Oświecona odwaga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pytania i odpowiedzi - Fragment nowej książki Lamy Ole | Esencja praktyki - Hannah Nydahl | Była otwartością przestrzeni - Wywiad z Tomkiem Lehnertem o Hannah Nydahl | Ścieżka oddania - Maggie Lehnert-Kossowski i Tomek Lehnert | O nas - Lama Ole Nydahl | Przyjaźń jest podstawą całego naszego szczęścia - 17 Karmapa Trinlej Taje Dordże | III Karmapa Rangdziung Dordże - nauczyciel czystego poglądu - Manfred Segers | W 21 słowach o Buddyzmie Diamentowej Drogi - Wolfgang Poier | Damaru - budzi(k) ze snu niewiedzy - Mira Starobrzańska | Buddyzm w dziejach świata - Anna Szymańska | O Stupie Kalaczakry w Berchen Ling - Rozmawiamy z Lamą Ole Nydahlem | Tu świat spotyka się z oświeceniem - Lama Ole | Wydarzyło się właśnie coś wspaniałego - Lama Czogdrup Dordże i Lama Ole | To jest jak medytacja - Piotr Kaczmarek | Z 17 Karmapą w Rosji - Caty Hartung | O dzieciach i buddyjskim życiu rodzinnym - Z rodzicami rozmawiała Ofelia Cybula | Cytat - Lama Ole Nydahl | Europe center - Hubert Bramowicz | Brno - Markéta Blažejovská | Wiedeń - Wywiad z Anną Potyką | Zawsze nam się udaje - Wywiad z Lamą Ole o Valhalli | Nagodzice 2010 - Eskadra Nagodzice. | Cytat dnia | Zabujani w Zagórzanach - Zespół Zagórzan | O Zagórzanach - Lama Ole | Kraków - Krakowska sanga | Kalisz |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: