DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 47 -> Medytacja w codziennym źyciu

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Medytacja w codziennym źyciu

Dzigme Rinpocze
_________

Dzisiaj mówić będziemy o tym, w jaki sposób można medytować w codziennym życiu. Większość z nas jest ustawicznie bardzo zajęta. Nasze życie jest w dzisiejszych czasach dosyć rozproszone. Ale jeśli ciało jest zajęte wieloma aktywnościami, nie oznacza to, że umysł nie może być pełen spokoju, że kiedy coś robimy, nie może on zachować uważności.


Istnieją co prawda również ludzie, którzy mają możliwość spędzania czasu przede wszystkim na medytacji, nie wikłając się w zwykłe aktywności i rozproszenie. Dzisiaj jednak chcemy porozmawiać o tym, jak można z powodzeniem medytować w naszym życiu codziennym. Zwykle myślimy, że medytacja oznacza posiadanie całkowicie spokojnego, wyciszonego umysłu. Można to jednak wyrazić również inaczej, można spojrzeć na to w ten sposób, że każda istota nosi w sobie ową możliwość, ów potencjał pełnego spokoju i zrównoważenia. Nie potrafimy tylko tego zrealizować, dostrzec i wykorzystać. Na przeszkodzie rozpoznaniu i wykorzystaniu tego potencjału stoją nękające nas przeszkadzające uczucia. Jeśli potrafimy przeniknąć w pełni ich naturę, to, czym rzeczywiście są, wówczas możemy urzeczywistnić ów ponadczasowy, we wszystkim obecny, doskonały stan umysłu. Powinniśmy starać się przeciąć korzeń zła. Zadaniem medytacji jest odkrycie owego korzenia wszelkich przeszkadzających uczuć, byśmy mogli zobaczyć potencjał, wszelkie możliwości doskonałego stanu naszego umysłu i uczynić je praktycznie użytecznymi. Gdy nie mamy mądrości zdolnej ów potencjał rozpoznać, żyjemy w iluzji, doświadczamy wszystkiego w zniekształcony sposób. Potencjał stanu buddy, a więc doskonałego stanu umysłu, jest już obecny. Ponieważ nie potrafimy go jednak przeżyć, mamy przez cały czas uczucie, że czegoś nam brakuje, i poszukujemy ciągle tego, co uczyniłoby nasze życie głębszym i bardziej wartościowym. To poszukiwanie jest cierpieniem, które przez cały czas ze sobą nosimy, które nam nieustannie towarzyszy. Z powodu owej niewiedzy przesłaniającej nam naturę umysłu trwamy przy wyobrażeniu jakiegoś ja i widzimy wszystko przez jego filtr. Wskutek uchwycenia się „ego” świat, w którym żyjemy, jest podzielony na dwie części; przeżywamy go jako dualistyczny. Tu mają swój początek wszystkie konflikty pomiędzy „mną” a „innymi”.

Przeżywanie owego oddzielenia siebie od innych nazywamy pomieszaniem lub splamieniem umysłu. Wyłania się ono z niewiedzy i nawykowych skłonności, które wykształciliśmy na jej fundamencie. To z kolei prowadzi ciągle od nowa do cierpienia. Przy każdej próbie odnalezienia szczęśliwego, doskonałego i radosnego stanu umysłu odnosimy niepowodzenie z powodu niewiedzy. Po prostu nie wiemy, jak tego dokonać i za każdym razem przeżywamy coraz to nowe trudności. Dzięki medytacji możliwe staje się jednak rozpoznanie przyczyn, sposobu funkcjonowania i ostatecznie natury owych przeszkadzających uczuć oraz duchowych splamień. Z pewnością wiemy już o nich niejedno, ale do tej pory – bez medytacji – nie mieliśmy możliwości wpływania na nie w chwili, kiedy już się pojawiły. Jeśli jednak coraz więcej medytujemy i coraz głębiej poznajemy ich naturę oraz prawdziwą istotę, tracą na sile i coraz lepiej nad nimi panujemy. Żyjemy, że tak powiem, pośrodku przeszkadzających uczuć; istotne jednak jest to, że nie pozwalamy im na nas wpływać i wprowadzać nas w pomieszanie. Można to zilustrować przykładem kwiatu lotosu: wyrasta on z błota, jego płatki są jednak doskonale czyste. Możemy wyobrazić sobie również inną sytuację: gdy biegnie się po błocie, natura stóp nie ulega przez to zabrudzeniu. W swojej istocie nie zmieniają się one zupełnie. Powinniśmy nauczyć się obchodzić ze swoimi przeszkadzającymi uczuciami w ten sam sposób. Gdy się pojawią, nie powinniśmy podążać za nimi, lecz w głębi pozostać niewzruszeni. Żeby nie dać się ponieść przeszkadzającym uczuciom potrzebujemy uważności, skupionej przez cały czas na tym, co się z nami dzieje, niezależnie od tego, co akurat robimy. Wówczas nie damy się ponieść emocjom, kiedy powstaną. To rzeczywiście działa.
Jak to się dzieje, zobaczyć można wyraźnie, kiedy musimy przejść jakiś kawałek drogi piechotą w Nepalu. Nepal ma złą sławę bardzo brudnego kraju, mimo to można tam chodzić, nie brudząc sobie butów. Trzeba jednak być na tyle uważnym, żeby umieć stawiać nogi tylko w czystych miejscach, tak aby buty pozostały nietknięte. Pewnego razu powiedziałem ludziom, z którymi podróżowałem przez Nepal, że potrzebujemy teraz wiele uważności, żeby się całkiem nie zabrudzić, ale oni chyba nie zrozumieli głębszego sensu tej wskazówki.

Chodzi o to, żeby w każdym momencie być w pełni świadomym tego, co się akurat wydarza, i natychmiast odkrywać „czyste miejsca”, po których można poruszać się naprzód. Kiedy zaczniemy być świadomi natury naszych przeszkadzających uczuć, kiedy zaczniemy rozpoznawać ich esencję, wtedy najpierw pomoże to nam samym, ponieważ różne sytuacje przestaną być dla nas tak osobiste i dramatyczne. To poprowadzi nas także dalej, na zewnątrz, ponieważ pojmując sposób własnego funkcjonowania zrozumiemy również, że inni znajdują się w tej samej sytuacji. Dojdziemy do tego, że będziemy mogli rzeczywiście rozwinąć współczucie, dobre życzenia i zrozumienie dla innych. Najsilniejsze pomieszanie i przeszkody pojawiają się w nas właściwie na skutek tego, że nie rozumiemy innych ludzi. Łatwo jest co prawda odkryć, kiedy pojawiają się w nas przeszkadzające uczucia, i może nawet uda nam się przed nimi obronić, ale prowadzącej do tego subtelnej, głębokiej motywacji na początku nie czujemy. Jeśli na przykład wpadamy w gniew, wówczas zawsze szukamy jego przyczyny w innych, nie widzimy, że u podstaw tego gniewu leży nasz własny błąd, własna agresja, która go wyzwala. Trzeba więc analizować sytuacje o wiele dokładniej, żeby zobaczyć je na prawdę takimi, jakie są. I znowu możemy użyć tu brudu jako przykładu. Wyobraźmy sobie, że oto przykleił nam się do butów. Jeśli jednak przyjrzymy się temu uważniej, spostrzeżemy, że to nie brud to zrobił, lecz my w niego wdepnęliśmy. W ten sam sposób powinno się również patrzeć na przeszkadzające uczucia i zrozumieć, że z pewnością coś jest ich bezpośrednią przyczyną, lecz to my sami pozwalamy im się pochłonąć, podążamy za nimi i doświadczamy później ich skutków. Brzmi to tak, jakby trzeba było przez cały czas roztrząsać, jakie to przeszkody i pomieszania stają się akurat naszym udziałem, jakbyśmy musieli stale myśleć o tym, co akurat robimy źle. W rzeczywistości jednak jest to zupełnie nieskomplikowane. Potrzebujemy dwóch warunków, żeby utrzymać wspomniane splamienia i przeszkody z dala od naszego umysłu. Pierwszym z tych warunków jest życzliwe nastawienia do innych, co oznacza, że uważamy ich za równie ważnych jak siebie samych i życzymy im wszystkiego, co najlepsze. Drugim jest nauczenie się – dzięki medytacji – dostrzegania samej natury umysłu, żeby zrozumieć, w jaki sposób powstają przeszkadzające uczucia i móc przeciąć ich korzenie. Jeśli te dwa warunki są spełnione, jeśli rozwiniemy z jednej strony życzliwość, a z drugiej moc medytacji, to z pomocą wypływających z niej uważności i mądrości będziemy mogli zwyciężyć przeszkadzające uczucia, przestaniemy padać ich ofiarą.

Pierwszą koniecznością jest więc pragnienie przynoszenia pożytku innym. Oznacza to życzenie wszystkim, aby posiedli szczęście i prowadzące do niego przyczyny. Szczęście oznacza tutaj wolność od cierpienia, gdyż kiedy cierpienie znika, niejako automatycznie pojawia się radość. Podobnie jak wkładamy wiele wysiłku w osiągnięcie własnego szczęścia, powinniśmy starać się równie intensywnie, by stało się ono także udziałem innych, żeby czuli się tak samo wspaniale i żeby powstały w nich przyczyny szczęścia. Chodzi tu więc o motywację. Skoro sami tak bardzo się staramy omijać cierpienie i wszystko, co do niego prowadzi, powinniśmy również życzyć tego samego innym i podjąć każdy możliwy wysiłek dla uwolnienia ich od cierpienia i jego przyczyn. Niełatwo jest zrozumieć głębokie znaczenie tej medytacji, niełatwo zrozumieć, jak mocno ona działa. Jeśli znajdujemy się pod wpływem przeszkadzających uczuć, na przykład pod wpływem zazdrości, prowadzi to do cierpienia, a na skutek tego z kolei popadamy łatwo we wszystkie inne rodzaje negatywnych uczuć. Powstaje wówczas na przykład gniew na tego, kto dał nam powód do owej zazdrości, chęć odwetu. Jeśli wnikamy głębiej w naturę jakiegoś przeszkadzającego uczucia i rozpoznamy je, sprawi to, że będziemy mogli uniknąć zarówno jego samego, jak też skutku, jaki ono ze sobą niesie – cierpienia. I ponieważ nie doświadczamy owego cierpienia, nie pojawią się również inne przeszkadzające uczucia. Ta postawa silnego pragnienia, żebyśmy zarówno my sami, jak też wszyscy inni mogli żyć w stanie nieprzerwanego szczęścia i pokoju bez najdrobniejszego nawet cierpienia, powstanie jednak dopiero wtedy, gdy pozbędziemy się uprzedzeń i oceniania, gdy będziemy umieli widzieć wszystkich jako równych. Bez tego równoważącego spojrzenia owo życzenie nie będzie wszechogarniające i stabilne. Jeśli jednak uda nam się owo pragnienie rozwinąć, osiągniemy całkowicie zrównoważony i rozluźniony stan umysłu. To jest to, do czego dążymy.

Łatwo przychodzi nam mówienie o tym, że powinniśmy unikać chwytania się własnego „ja” i posiadać współczucie w stosunku do innych. Bez trudności można to intelektualnie zrozumieć i można by pomyśleć, że to bardzo proste. W rzeczywistości jednak chodzi o to, byśmy potrafili naprawdę bezpośrednio i osobiście to przeżywać. Intelektualne zrozumienie powinno doprowadzić nas do punktu, w którym zaprzestaniemy wykonywania przynoszących cierpienie działań, gdzie zablokowane zostaną przyczyny negatywności. Zawsze jednak powinniśmy mieć głęboką świadomość, że nie da się tego zrobić z pomocą samych słów, lecz że trzeba to zastosować, doprowadzić do poziomu przeżycia i doświadczenia. Możemy więc rozwinąć uważność, dzięki której widzi się przejrzyście każdą sytuację, możemy właściwie zadziałać w odpowiednim momencie i kontrolować wydarzenia, żeby nie wynikły z nich jakiekolwiek negatywne skutki. Im bardziej uda się nam rozszerzyć ową uważność i ostrożność, w tym większym stopniu staną się one przyzwyczajeniem. Ono z kolei pomoże nam rozwijać się dalej krok po kroku. Pierwszą metodą jest więc rozwinięcie pożytecznego nastawienia, które pomaga doprowadzić umysł do stanu równowagi. Drugą jest natomiast sama medytacja. Medytacja oznacza bycie świadomym natury umysłu, rozwinięcie uważności, która pozwoli nam przeżywać świadomie nieprzerwany strumień doświadczeń. Pierwszą rzeczą, którą należy zrobić, żeby to osiągnąć, jest doprowadzenie umysłu do stanu spokoju. Staramy się, żeby umysł spoczywał w tym stanie i obserwował zmiany, które pojawiają się w jego sposobie funkcjonowania. Kiedy nadejdą, próbujemy go znowu uspokoić. Oznacza to, że nie pozwalamy rozpraszać się ustawicznie temu, co dzieje się w umyśle. Próbujemy doprowadzać go ciągle od nowa do stanu równowagi, w którym jest świadomy sam siebie, w którym spoczywa w sobie samym i nie jest rozproszony.

Żeby stan ten nie został naruszony i splamiony, ważne jest, żebyśmy byli wolni od oczekiwań, że wydarzy się coś przyjemnego, i lęku przed tym, co przykre. Nadzieje i strach rozpraszają umysł, powodują niepokój i niszczą równowagę. Umysł powinien spoczywać w samym centrum, poza jakimkolwiek oczekiwaniem. Medytowanie w ten sposób przynosi wiele korzyści, najistotniejsze jest jednak to, że dzięki medytacji rozpoznamy naturę własnego umysłu. Rozpoznamy, jak funkcjonuje, a to z kolei oznacza, że poznamy sami siebie, własną naturę i nauczymy się dostrzegać, w jaki sposób pojawiają się w umyśle wszelkie przeszkody. Poznamy również naturę, esencję owych przeszkadzających uczuć i będziemy mogli rozpoznać zarówno to, co w nich negatywne, jak też pewną pozytywną możliwość – ich aspekt mądrości. Rozwiniemy wgląd w to, w jak dużym stopniu inni i my sami jesteśmy odpowiedzialni za pojawianie się przeszkadzających uczuć. Jeśli nauczymy się rozumieć samych siebie i sposób funkcjonowania naszego umysłu, wówczas z łatwością przyjdzie nam zrozumienie innych: dlaczego zachowują się tak, a nie inaczej, jak przeżywają świat. Wtedy wszystko będzie właściwe.

Opracowanie: Tekst pochodzi z DD 19

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Pieśń Mahamudry - 16. Karmapa Rangdziung Rigpi Dordże | Dawać prawdziwe przykłady świętości - 16. Karmapa Rangdziung Rigpi Dordże | Zamiast ciebie są inni - 17. Karmapa Trinley Taje Dordże | Cztery podstawowe prawdy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Przekazuje nauki dla przyszłych pokoleń Tybetu - Guru Rinpocze | Cztery rodzaje bardo - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Poszukiwania Tilopy przez Narope - Życiorysy mistrzów | Pieśń o rzeczach o które chodzi - Milarepa | Kalama sutra - Budda | Reczungpa - podobny księżycowi uczeń Milarepy | Guru Joga - Ulla i Detlev Göbel we współpracy z Lamą Ole i Caty | Drukpa Kunlej błogosławi obraz | Codziennosc jogina - Lama Ole Nydahl | Poznanie umysłu jest jedynym celem - medytacja w życiu codziennym i na odosobnieniu - Lama Ole Nydahl | Pieśń Mahamudry - Gendyn Rinpocze | Jesteśmy architektami własnego życia - Dzigme Rinpocze | Medytacja w codziennym źyciu - Dzigme Rinpocze | Cieszcie się zjawiskami ale nie pozwalajcie im się schwytać - Lama Ole Nydahl | Cytat - VI Dalajlama | Sny i senne egzystencje - Lama Ole Nydahl | Współczucie może być zaraźliwe - Buddyjska przypowieść | Dakini to żeńska zasada oświecenia | Wybieram bycie szczęśliwą... | Hymn motocyklistów - Manfred Maier |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: