DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 46 -> O prawdziwym szczęściu

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

O prawdziwym szczęściu

Lama Gendyn Rinpocze
_________

Każdy, kto jest zainteresowany podążaniem duchową ścieżką, żeby dotrzeć do celu musi najpierw zbadać na czym się ona opiera, do czego zmierza i jakich metod używa. Celem buddyjskiej praktyki jest całkowite wyzwolenie się od wszelkich form cierpienia i urzeczywistnienie oświeconej natury umysłu – stanu niezmiennego, trwałego szczęścia.


Wcześniej czy później staniemy twarzą w twarz ze śmiercią. Praktykujemy nauki za życia w dużym stopniu po to, by w czasie umierania być wolnym od wszelkiego lęku. Dzięki medytacji podejdziemy do tego doświadczenia z zaufaniem – ze świadomością tego, co trzeba robić, a czego lepiej jest wtedy unikać. Będziemy zdawali sobie sprawę, w jaki sposób umysł może wykorzystać tę szczególną szansę wyzwolenia się z cyklu narodzin i śmierci. Zrozumienie to powinno być podstawą naszej codziennej praktyki przez całe życie. Absolutnie niezbędne jest wyruszenie w duchową podróż z właściwą motywacją. Na ścieżce do oświecenia nie powinno nam chodzić o uzyskanie lepszych warunków egzystencji w tym życiu. Nasza postawa musi być wolna od wszelkiej chęci zdobycia bogactwa, władzy, sławy, poważania czy jakichkolwiek innych osobistych, światowych korzyści. Kierowanie się na duchowej drodze podobnymi dążeniami jest całkowicie przeciwstawne praktykowaniu dharmy. Wszystkie dążenia, które związane są wyłącznie z tym życiem, nie przynoszą długotrwałego, ostatecznego pożytku. Naszym celem nie jest też osiągnięcie po śmierci lepszego odrodzenia – ani jako istota ludzka ciesząca się łatwym i przyjemnym życiem, ani w światach boskich, pełnych złudnego, przemijającego szczęścia. Pogoń za osobistą korzyścią nie może stanowić dla bodhisattwy satysfakcjonującej motywacji. Kiedy zwracamy się ku praktyce, naszym jedynym pragnieniem powinno być osiągnięcie ostatecznego oświecenia, ponieważ tylko ono da nam zdolność działania dla rzeczywistego pożytku wszystkich istot. W chwili śmierci będziemy musieli pozostawić za sobą wszystko, do czego jesteśmy teraz przywiązani, czego dokonaliśmy i co nagromadziliśmy. Nasz majątek, bogactwa i dobytek nie przyniosą nam najmniejszej nawet korzyści. Ci, których najbardziej kochamy, nie będą mogli nam towarzyszyć. Nie uda nam się zabrać ze sobą nawet własnego ciała! Wszystkie rodzaje szczęścia związane z tym życiem są jedynie krótkotrwałymi radościami. Nie są wystarczające jako długofalowy cel. Kiedy podążamy za przykładem Buddy, naszym jedynym rzeczywistym celem jest doświadczenie trwałego szczęścia stanu oświecenia.

Jeśli chcemy osiągnąć urzeczywistnienie natury umysłu, powinniśmy oprzeć swoje działania na pragnieniu przyniesienia trwałego pożytku innym. Dopóki kierujemy się własnymi korzyściami, dopóty będziemy zmuszeni kontynuować wędrówkę w cyklu egzystencji. Po pierwsze, musimy więc rozwinąć najwyższą aspirację – życzenie osiągnięcia oświecenia. Następnie musimy je zrealizować. Przypomina to udawanie się w podróż – jeżeli chcemy pojechać do Indii, to moment, w którym pomysł ten zostaje sformułowany, reprezentuje aspirację, a sama podróż jej zastosowanie. Głęboka aspiracja to życzenie osiągnięcia oświecenia tak szybko, jak to tylko możliwe, po to, żeby naprawdę móc pomagać istotom. Jest to pewnego rodzaju zobowiązanie, które realizujemy poprzez praktyczne wysiłki – wykonując naprawdę pozytywne działania ciała, mowy i umysłu. Nosi to nazwę „fazy przyczynowej”, ponieważ działania te prowadzą do oświecenia, którego poszukujemy. Aby rozwinąć to zrozumienie, powinniśmy zastanowić się nad kilkoma istotnymi kwestiami. Wszędzie gdzie istnieje przestrzeń, żyją istoty. Wszystkie są uwarunkowane przez własną karmę. Ich umysły zaprzątnięte są najrozmaitszymi uczuciami, które prowadzą je do doświadczania wszelkiego rodzaju cierpienia w najróżniejszych światach i okolicznościach. Wszystkie te istoty, ludzkie czy też nie, były dla siebie nawzajem ojcami i matkami niezliczoną ilość razy, w nieskończonym ciągu różnych egzystencji. Kiedy te najróżniejsze istoty były naszymi rodzicami, okazywały nam tę samą czułość, oddanie i pomoc, jakie dostaliśmy od naszych rodziców w tym życiu. Jeżeli nie będziemy umieli docenić ich prawdziwej dobroci, być może pomyślimy, że po prostu wychowali nas we własnym interesie i będziemy ich obarczać odpowiedzialnością za nasze obecne cierpienie. Jeśli zauważamy u siebie taką tendencję oznacza to, że nie mamy najmniejszego zrozumienia dla prawdziwej natury ich dobroci – dlatego powinniśmy ją sobie lepiej uzmysłowić. Owej dobroci doświadczyliśmy już w bardo, kiedy rozpaczliwie szukaliśmy możliwości odrodzenia się. Wtedy nasza matka dała nam schronienie we własnym łonie. Następnie pojawiliśmy się na świecie – nadzy, bezbronni, niezdolni zadbać o siebie i całkowicie zdani na łaskę otoczenia. To ona myła nas, karmiła, ubierała, ogrzewała i pocieszała, dając nam całą swoją miłość. Chroniła nas także przed wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwami, mogącymi zagrozić naszemu życiu. Kiedy byliśmy chorzy, zawsze robiła wszystko, co było w jej mocy, żebyśmy wrócili do zdrowia. Popełniła także wiele negatywnych działań, kierując się wyłącznie naszym dobrem. To, że teraz możemy komunikować się z innymi, chodzić, zaspakajać swoje potrzeby i prowadzić normalne życie, zawdzięczamy w pełni naszym rodzicom. Jednocześnie powinniśmy sobie rzeczywiście głęboko uświadomić, że wszystkie istoty bez wyjątku troszczyły się już o nas w ten sposób, że wszystkie były już naszymi rodzicami. Co więcej, są one dokładnie takie jak my – tak samo pragną szczęścia i próbują uchronić się przed cierpieniem. Mimo że tak bardzo chcą być szczęśliwe, nie mogą tego osiągnąć. Uwięzione przez ignorancję, nie uświadamiają sobie przyczyn szczęścia i cierpienia. Nie zdają sobie sprawy, że skoro pragną doświadczać radości, powinny zaangażować się w pozytywne działania, a jeśli chcą uniknąć cierpienia, muszą jednocześnie unikać działań negatywnych. Zaniedbując ten związek pomiędzy działaniami i ich skutkami, istoty kontynuują swą pogoń za szczęściem, wykonując negatywne działania, których jedynym rezultatem jest zawsze jeszcze więcej cierpienia. To dlatego krążą w nieskończonym cyklu egzystencji, przechodząc od jednego życia do następnego, ciągle od nowa doświadczając cierpienia w najrozmaitszych formach. Zdając sobie sprawę z tej sytuacji, formułujemy życzenie wszystkich bodhisattwów: pragniemy uwolnić wszystkie istoty z cyklu egzystencji i od wszelkiego cierpienia, którego doświadczają. Dlatego decydujemy się poświęcić całkowicie energię naszego ciała, mowy i umysłu do realizacji naszego nadrzędnego celu, którym jest wyzwolenie wszystkich istot. Naszą intencją jest zatem uwolnienie się jak najszybciej od własnego cierpienia, żebyśmy mogli oswobodzić innych od ich bólu i rozczarowań. Ten szczery i niezwykle głęboki stan umysłu nie jest tylko nic nie znaczącą formułką, którą recytujemy od czasu do czasu, lecz autentyczną motywacją, którą rozwijamy z samej głębi naszej istoty.

Praktykując dharmę, musimy nieustannie utrzymywać w umyśle to nastawienie. Jeżeli ta autentyczna motywacja przenika nasz umysł za każdym razem, kiedy słuchamy nauk, zastanawiamy się nad ich znaczeniem oraz praktykujemy je w medytacji, to na pewno podążamy ścieżką bodhisattwy prowadzącą bezpośrednio do oświecenia. Kiedy praktykujemy nauki Buddy, powinniśmy zawsze być przejrzyście świadomi tego, że chcemy doprowadzić praktykę do końca, a nie poddać się w połowie drogi. To oznacza wytrwałą pracę z umysłem, dopóki naprawdę nie osiągniemy stanu oświecenia oraz zdolności doprowadzenia wszystkich istot do tego samego poziomu. To wewnętrzne zobowiązanie wymaga olbrzymiej odwagi i determinacji. usimy wytrwać w swych wysiłkach, bez poddawania w wątpliwość zarówno własnej zdolności do osiągnięcia oświecenia, jak też umiejętności doprowadzenia wszystkich istot do tego stanu. Gdy już zdecydujemy się podążać ścieżką oświecenia, powinniśmy kultywować głębokie zaufanie. Jeżeli przez cały czas będziemy utrzymywać w umyśle czystą motywację, nasza duchowa aktywność jak również codzienne działania staną się doskonałymi środkami do osiągnięcia tego celu. Jeżeli w umyśle nieustannie zadajemy sobie pytanie, w jaki sposób możemy przynieść pożytek innym, nie będziemy musieli już się zajmować własnymi potrzebami, ponieważ nasza otwartość sprawi, że zostaną zaspokojone spontanicznie. W dodatku, dzięki stosowaniu metod służących pomaganiu innym, stopniowo sami będziemy rozwijać coraz więcej właściwości niezbędnych do realizacji naszego pełnego potencjału. To urzeczywistnienie prawdziwej natury umysłu pozwoli nam manifestować się w różnych formach i w niezliczonych sytuacjach, żeby pomagać istotom. W ten sposób stajemy się buddą posiadającym zdolność przejawiania swego urzeczywistnienia w postaci ciał i stanów przynoszących istotom określony pożytek. Możemy się zastanawiać, czy całkowite zapomnienie o własnym interesie i poświęcenie się wyłącznie dobru innych naprawdę doprowadzi nas do oświecenia. Nie powinniśmy mieć odnośnie tego żadnych wątpliwości. Doskonałym przykładem jest tu Budda Siakjamuni, który porzucił wszelkie osobiste sprawy, aby całkowicie oddać się urzeczywistnieniu oświecenia. Powiedział on kiedyś: „Ludzie dziecinni troszczą się tylko o własny pożytek i wędrują w cyklu egzystencji. Mądrzy myślą wyłącznie o tym, żeby dobrze powodziło się innym i osiągają oświecenie”. Działając w taki sam sposób jak Budda, powinniśmy porzucić wszelkie myśli o własnym zadowoleniu, wszelkie osobiste troski i poświęcić się całkowicie przynoszeniu pożytku innym. Temu celowi powinny służyć wszelkie korzystne okoliczności naszego życia, takie jak sukces lub dobra reputacja. I na odwrót, kiedy doświadczamy porażek, problemów lub przeszkód, bierzemy te trudności na siebie. W przeciwnym razie pozostaniemy niedojrzali i będziemy bez końca tkwić w niewiedzy – do tego bowiem prowadzi egocentryczne nastawienie i ignorowanie szans na pożyteczne działania przynoszące korzyść innym.

Zazwyczaj naszą jedyną troską jest bycie coraz wspanialszym, bogatszym i bardziej wpływowym. Próbujemy schwytać i skonsumować jak najwięcej przyjemnych sytuacji oraz zapisać na swoje konto jak największą liczbę różnych osiągnięć. Równocześnie usiłujemy doprowadzić do tego, żeby to inni zmagali się ze wszystkimi powstającymi trudnościami. Rezygnujemy z wszelkich okazji do działania na rzecz innych, zajęci jedynie tym, co jest pożyteczne dla nas. Jeżeli ktokolwiek staje na drodze naszym interesom, nie wahamy się go zranić lub skrzywdzić. Takie podejście służy jedynie pomnażaniu przyczyn kolejnych uwarunkowanych odrodzeń i wszelkiego związanego z nimi cierpienia. Dlatego, bez względu na to, co robimy, nasz umysł nie powinien nigdy zbłądzić z drogi swych podstawowych właściwości – kochającej dobroci i współczucia. Miłująca dobroć jest życzeniem, żeby wszystkie istoty osiągnęły stan trwałego, ostatecznego szczęścia. Współczucie to pragnienie, żeby były wolne od cierpienia i działań, które do niego prowadzą. Powinniśmy zawsze obserwować i sprawdzać to, co dzieje się w naszym umyśle – umieć uświadamiać sobie i analizować własną motywację w każdej sytuacji. Czy naszym podstawowym motywem rzeczywiście jest chęć pomagania istotom, czy też chcemy dzięki nim uzyskać osobistą satysfakcję? Musimy nieprzerwanie sprawdzać w ten sposób swój umysł – w przeciwnym wypadku istnieje ryzyko, że będziemy oszukiwać siebie samych, wierząc, że nasze nastawienie jest pozytywne, a działania pożyteczne, chociaż w rzeczywistości kierują nami egoistyczne pobudki. Gruntowne sprawdzanie swej prawdziwej motywacji, przeprowadzane z umysłem wolnym od uprzedzeń, ma podstawowe znaczenie przed podjęciem jakiegokolwiek działania. Jeżeli obserwujemy, co się wydarza, kiedy myślimy jedynie o sobie i działamy wyłącznie we własnym interesie, widzimy, że nasze działania utrzymują i wzmacniają naszą egocentryczną fiksację, która jest rdzenną przyczyną wędrówki w cyklu odrodzeń. Jeżeli nasze działania nie mają innego celu poza wzmacnianiem i utrzymywaniem tego zaślepienia, wówczas wszystko, co robimy, powoduje tylko kolejne cierpienia. Dlatego właśnie bardzo ważne jest, żebyśmy w strumieniu naszego umysłu rozwinęli mocną intencję wychwytywania i zmniejszania owego egocentrycznego lgnięcia. Jeżeli ma się to udać, powinniśmy już teraz zaangażować w pełni ciało, mowę i umysł w działania przynoszące pożytek innym.

Dobrze jest po prostu starać się uwolnić umysł od nawyku przedkładania siebie ponad innych i nigdy nikogo nie krzywdzić. Absolutnie niezbędne jest, żebyśmy z wielką starannością obserwowali umysł i nieustannie pytali sami siebie, czy rzeczywiście staramy się pomóc innym, czy też po prostu próbujemy manipulować nimi i wykorzystać ich do własnych celów. Dzięki temu, w chwili, gdy rozpoznajemy negatywny stan umysłu, możemy natychmiast coś z tym zrobić i rozwinąć altruistyczną motywację, która w rezultacie będzie coraz stabilniejsza. Jeśli jednak będziemy usiłowali pomagać innym, nie pozbywając się jednocześnie nawykowej tendencji do koncentracji na sobie, nasze wysiłki z pewnością skończą się niepowodzeniem. Dlatego tak ważne jest uwolnienie umysłu od wszelkich negatywnych przyzwyczajeń, które blokują rozwój jego kochających, altruistycznych właściwości. Współczucie nie ogranicza się wyłącznie do aspiracji. Musi przejawiać się także w działaniu. Dlatego potrzebna jest nam swego rodzaju nauka rzemiosła – ćwiczenie ciała, mowy i umysłu w wykonywaniu pozytywnych działań. Ich pozytywny rezultat powinniśmy dedykować wszystkim istotom, czyniąc życzenia, żeby dzięki temu jak najszybciej osiągnęły oświecenie. Dzięki temu nasza postawa przyniesie rzeczywiste, głębokie skutki. Rozwijając współczucie powinniśmy sobie uświadamiać, że wszystkie istoty nagromadziły w przeszłości mnóstwo skutków własnych działań – niektóre z nich były pozytywne, a inne negatywne. To z tej właśnie przyczyny doświadczają teraz, w tym życiu, wszelkich korzystnych i niekorzystnych warunków i sytuacji.

Z powodu najróżniejszych szkodliwych działań istoty przeżywają wiele różnych cierpień. Te z kolei stają się przyczyną ich kolejnych negatywnych czynów, a tym samym kolejnych przyszłych niepowodzeń. Dlatego powinniśmy – dniem i nocą – nieustannie wyrażać życzenia, aby wszystkie istoty osiągnęły pełne wyzwolenie – nie tylko od samego cierpienia, lecz także od swych nawykowych, szkodliwych tendencji. Pragniemy również pomóc istotom w rozwinięciu prawdziwie pozytywnego nastawienia umysłu, ponieważ to właśnie ono stanie się przyczyną ich przyszłego, trwałego szczęścia.

Opracowanie: Ewa Zachara

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

 | PODOBNE ARTYKUŁY: