DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 46 -> Karmapa w Rosji

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Karmapa w Rosji

W czerwcu 2009 r. XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże po raz pierwszy przyjechał do Rosji. Karmapa odwiedził sześć miast, spotykając się zarówno z uczniami, jak i z przedstawicielami władz. W podróży towarzyszyli mu Lama Ole Nydahl, niewielka grupa mnichów i zachodnich pomocników oraz setka rosyjskich buddystów. Alexander Kojbagarow, Piotr Kalachin, Ewgenia Polownikowa i Elena Romahina również wzięli udział w tej podróży i postanowili podzielić się swoimi wrażeniami.


Aleksander Kojbagarow: Wszyscy Rosjanie, którzy od 2000 roku odwiedzali Karmapę, zapraszali go do Rosji. Karmapa zawsze powtarzał, że przyjedzie. Gdy nadal nie przyjeżdżał, zorientowaliśmy się, że potrzebne jest oficjalne zaproszenie od władz. Pomógł nam w tym przywódca Republiki Kałmucji, Kirsan Nikołajewicz Iljumzhinow. Gdy w 2007r. rozpoczęliśmy z nim rozmowę na ten temat, od razu odpowiedział, że z przyjemnością Karmapę zaprosi oficjalnie. Oczywiście do ostatniej chwili obawialiśmy się, że coś może się nie udać. Karmapa jednak zaproszenie otrzymał i niespodziewanie dostaliśmy wiadomość, że do nas przyjedzie. I to od razu do sześciu miast. Gdyby Karmapa odwiedzał tylko jedno miasto i tak byłoby to dla nas poważne, zobowiązujące i skomplikowane wyzwanie.

Sankt Petersburg

Elena Romahina: Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, buddyści z Petersburga nie powinni byli pojawić się na lotnisku. Nikt jednak nie wspomniał o moskwianach, więc się pojawiliśmy. 40-minutowe oczekiwanie. Czas leci, emocje rosną. Na tablicy pojawia się informacja, że samolot wylądował, co znaczy, że przylecieli! W ostatniej chwili przed spotkaniem pojawiają się zabawne pytania: co z kwiatami? Mamy położyć je u nóg Karmapy, czy dać je mu do rąk? Pojawił się Daffyd, co oznacza, że już tu są! Z niewyjaśnionych przyczyn nie uzgodniliśmy wcześniej, w jaki sposób należy przywitać Karmapę. Ktoś podjął decyzję, by ustawić „korytarz z kwiatami” – więc stoimy z kwiatami przy wyjściu, witając uśmiechem każdego przechodzącego pasażera. Pojawia się Karmapa. Lama Ole i mnisi wchodzą do sali przylotów tuż za nim. Wszyscy nagle zapomnieli, kto i w jakiej kolejności powinien dawać kwiaty, co mówić i co w ogóle robić. Wszystkie zasady rozpuściły się razem z pytaniem o sposób wręczania kwiatów. Dajemy je Karmapie do rąk, on je przyjmuje i z uśmiechem patrzy każdemu w oczy. Na czele naszego chaotycznego żywego korytarza stoją Sasza Kojbagarow i Olja Safronowa z przygotowanymi dla Karmapy długimi katakami i z powitaniem: „Tak długo na ciebie czekaliśmy tu w Rosji i tak się cieszymy...” Odprowadzamy nauczycieli do autobusu. Ktoś podbiega do okna i dostaje błogosławieństwo od Karmapy.

Karmapa w Rosji

Aleksander Kojbagarow: Dołożyliśmy wszelkich starań, aby Gjalła Karmapa został przyjęty z wszystkimi honorami, odpowiednio do swojej pozycji. Wykorzystaliśmy w tym celu nasze niewielkie znajomości i nadarzające się okazje. Ogromnie chcieliśmy, aby Karmapa spotkał się z prezydentem Petersburga, więc nieustannie pisaliśmy listy do władz miasta. Po napisaniu każdego z listów czekaliśmy miesiąc, a ponieważ odpowiedź nie nadchodziła, pisaliśmy kolejny list. Prawdopodobnie władzom trudno było podjąć jakąś decyzję, ponieważ problem Tybetu ma w Rosji bolesny wydźwięk. A jednak! Gdy przyjeżdża Karmapa, zdarzają się cuda. Dzień przed przyjazdem Karmapy zadzwoniono do nas z biura prezydenta miasta. Wyjaśniono nam, że Walentina Matwienko będzie w tym czasie na zjeździe, ale jej zastępca, Aleksander Iwanowicz Wakhmistrow chciałby przyjąć Karmapę. Najpierw poinformowano nas, że wcześniej należy przyjechać po specjalne przepustki. Powiedziano nam też, że samochód nie będzie mógł wjechać do urzędowej dzielnicy, Smolny, i ostatni odcinek będziemy musieli pokonać pieszo. Dwie godziny później otrzymaliśmy drugi telefon, w którym poinformowano nas, że będziemy mogli wjechać do Smolnego i wyjaśniono, gdzie znajduje się boczna brama. Po piętnastu minutach znowu zadzwonił telefon. Tym razem dowiedzieliśmy się, że będziemy mogli wjechać przez główną bramę i że nie będziemy potrzebowali przepustek. By uniknąć korków ruszyliśmy w stronę Smolnego z wyprzedzeniem. Dzięki temu mieliśmy trochę czasu na przejażdżkę po okolicy. Karmapa został sfotografowany przy każdym ważnym miejscu (okazało się, że Karmapa lubi fotografować się przy pomnikach, nie wyłączając pomnika Lenina). Gdy my z Karmapą zwiedzaliśmy okolicę, przedstawiciele urzędu miasta ustawili się na schodach w oczekiwaniu. Zaprowadzono nas do wielkiej sali, w której pomiędzy Karmapą a urzędnikami było co najmniej piętnaście metrów odległości. Wiceprezydent miasta zaczął odczytywać powitanie. Mówił między innymi o tym, że Petersburg jest dumny z tego, iż traktuje wszystkie wyznania na równi i że nigdy nie było tu żadnych konfliktów na tle religijnym. Wkrótce tekst powitania skończył się i mówca zamilkł. Nastąpiła chwila ciszy, po czym nagle wiceprezydent zapytał: „Może czegoś potrzebujecie?” Na co Karmapa odpowiedział: „Nie. Przyszliśmy wam podziękować.” „Za co?” „Za waszą tolerancję w stosunku do religii. Moi uczniowie powiedzieli mi, że wspieracie nas i dobrze nas traktujecie.” Wiceprezydent przerwał Karmapie mówiąc: „Ogólnie rzecz biorąc, w pracy propagujemy buddyzm.” Przerwał na chwilę, po czym dodał: „Oczywiście żartuję.” Jeszcze kilka razy powtórzył, że to był żart, żeby nie było nieporozumień. Rozstaliśmy się po przyjacielsku. Nasza dobra znajoma, dyrektorka działu do spraw religii, Ljubow Aleksandrowna Musienko, cały czas się upewniała, jak odpowiednio zwrócić się do Karmapy. Zapytała też, czy mogłaby uścisnąć mu rękę. Odpowiedziałem: „Nie ma mowy, Karmapa jest mnichem.” A jednak, gdy podeszła do Karmapy, spróbowała pocałować go w policzek. Ogólnie rzecz biorąc, cały sztywny plan poległ. W tej oficjalnej sytuacji przejawiło się coś ludzkiego i żywego.

Elena Romahina: Następnego dnia obudziliśmy się, myśląc tylko o jednym: gdzie jeszcze moglibyśmy zobaczyć Karmapę? Mamy czekać aż do inicjacji? Pierwsza okazja – powitalny bankiet. Czekamy na Karmapę. Za oknem rozpościera się obłędny widok dachów Petersburga. Atmosfera napięta. Z powodu ogólnego podekscytowania pierwsze spotkanie Karmapy z sangą wypadło nieco podniośle i sztywno. Nawet Grisza Serebrjany przejawiał oznaki zdenerwowania i odczytał prezentację ośrodka petersburskiego patetycznym głosem. Nasz agent doniósł nam, że Karmapa wybiera się do datsanu (datsan – klasztor buddyjski połączony z uniwersytetem w tradycji buddyjskiej Buriacji i Mongolii – przyp. red.). Polecieliśmy tam na pełnych obrotach. Przeor i mnisi czekają na Karmapę na ganku. Brama otwiera się i wjeżdża samochód Karmapy. Wysiadają Karmapa, Lama Ole i mnisi. Witają gospodarzy. Karmapa zakłada po kolei kataki, które wyglądają tutaj nietypowo, są w stylu mongolskim – granatowe. Ciekawostką jest mozaika na ścianie przedstawiająca Białą Tarę. Karmapa zwraca na ten wizerunek szczególną uwagę, ponieważ wieczorem odbędzie się inicjacja Białej Tary. Nie wszędzie jednak możemy wejść, więc czekamy pod zamkniętymi drzwiami, za którymi odbywa się „oficjalna wizyta”. Nasze czekanie zostaje jednak hojnie wynagrodzone! Na koniec każdy z nas dostaje po kataku i uśmiechu od naszego wspaniałego nauczyciela.

Aleksander Kojbagarow: Po powitalnym bankiecie zaplanowaliśmy wizytę w datsanie. Jest to zabytkowy budynek, którego budowę rozpoczęto w 1909 roku, dokładnie 100 lat temu. Datsan należy do Tradycyjnej Sangi Rosyjskiej, organizacji religijnej, której główna siedziba znajduje się w Burjacji. Nasze relacje z lamami z datsanu zawsze były dobre. Pewnego razu miejski związek do spraw religijnych zaproponował nam przejęcie datsanu. Jednak Lama Ole powiedział nam, że powinniśmy mieć własne miejsce, w którym moglibyśmy spokojnie medytować nie wzbudzając niczyjej zazdrości i którego nikt nie będzie chciał nam odebrać. Wysłaliśmy list do urzędu miasta szczegółowo wyjaśniając, że datsan został wybudowany z funduszy zebranych przez Burjatów i Kałmuków oraz pieniędzy XIII Dalaj Lamy, że należy do tradycji Gelug i dlatego powinien im zostać zwrócony. Gdy poinformowaliśmy w datsanie o przyjeździe Karmapy, od razu oznajmiono nam, że zostanie on tam z radością przyjęty. Dodano jednak, że nie będzie otwierania bramy, którą otwiera się tylko na przyjazd Dalaj Lamy i że Karmapa przyjęty będzie w świątyni. Napomknęliśmy, że nawet brama w Smolnym stanęła dla nas otworem. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że oni sami chcieliby nam bramę otworzyć, ale stojący tam strażnik (milicjant z drogówki) na pewno da mandat i datsanowi i Karmapie. Ruszyliśmy w drogę. Przy bramie rzeczywiście stał milicjant. Postanowiliśmy, że z nim porozmawiamy, ale strażnik nagle obrócił się na pięcie i zaczął uciekać. Brama stanęła otworem i wjechaliśmy przy dźwiękach trąb z kości i gongów. Wszystko to wydarzyło się w bardzo pomyślny sposób i na najwyższym poziomie. Karmapa ma w sobie coś takiego, że w naturalny sposób traktowany jest jak król. A przy tym sam jest skromny. Ole mówi, że jedną z głównych właściwości Karmapy jest brak dumy. Jego skromność powoduje, że każde drzwi stoją przed nim otworem. Od razu też czuje się, że to on jest najważniejszy – znać to w jego wyglądzie i w sposobie mówienia. Jest urodzonym królem. Wybraliśmy się do Ermitażu, by zobaczyć przechowywane tam unikalne zabytki kultury buddyjskiej (są tam na przykład tanka i posążek X Karmapy). Karmapa przekształcił tę wizytę w błogosławieństwo. Jako że połowa posążków wypełniona była relikwiami, Karmapa brał posążki do ręki i wszystkich nimi błogosławił. Było to bardzo ekscytujące. U wyjścia podbiegła do nas energiczna starsza pani, tutejsza przewodniczka. Od razu zaczęła szczebiotać. Udzieliła nam szczegółowych informacji o przechowywanych tu tankach, posążkach, dokumentach, itd. Podeszliśmy razem z nią do tanki z dużą postacią w środku i małymi postaciami dookoła. Przewodniczka szczegółowo ją omawiała, a Karmapa stał z boku słuchając. Na koniec starsza pani dodała: „Niestety nadal nie udało nam się ustalić, jakiego Buddę ta tanka reprezentuje.” Przyglądam się, a tam centralnie Lenin. Nie odważyłem się powiedzieć tego głośno, a tu już przewodniczka pyta Karmapę: „Jaki to Budda?” Cichutko szepnąłem, tak by przewodniczka nie słyszała, „Lenin!” Na co Karmapa wybuchnął śmiechem. Reakcja Karmapy całkowicie ją zaskoczyła. Karmapa próbował się powstrzymać, ale gdy spojrzał na mnie, znowu zaczął się śmiać. Ja z jednej strony, przewodniczka z drugiej, tanka z trzeciej – ponieważ nie było gdzie się wycofać Karmapa zakrył twarz szatami. Ruszyliśmy dalej, a Karmapa starał się nie patrzeć ani na mnie, ani na przewodniczkę, żeby znowu nie zacząć się śmiać. Mieliśmy jeszcze kilka zabawnych spotkań. Sfotografowano nas na tle typowych petersburskich widoków – Wyspy Wasilewskiej, Ogrodów Letnich, Twierdzy Pietropawłowskiej. W jednym z tych miejsc podeszło do nas dwoje Chińczyków, którzy poklepali Karmapę po ramieniu i zrobili mu zdjęcie. Bardzo go to rozbawiło. Karmapa ma wyjątkowe poczucie humoru i cały czas wydawało mi się, że powstrzymuje się od ciągłych wybuchów śmiechu.

Elista

Elena Romahina: Spotkaliśmy się na lotnisku. Nasz samolot, z Petersburga do Elisty, był nieznacznie opóźniony, a my czekaliśmy na Karmapę i Olego. Gdy Karmapa przechodził przez kontrolę wszyscy, niby to przypadkiem, bacznie wszystko obserwowaliśmy. Nie chcieliśmy stracić ani jednego momentu. Gdy już samolot był w powietrzu, Karmapa wstał i ruszył w stronę kabiny pilota, a my absolutnie szczęśliwi natychmiast podążyliśmy za nim myślami. Przez chwilę Karmapa zasiadł w fotelu pilota i przejął stery! Na lotnisku w Eliście, w szczerym polu, czekano na nas w czerwonych strojach narodowych (typowy kolor azjatów) i z mocną słoną herbatą. Spotkanie Kałmucji z Karmapą! Pierwszy wywiad przeprowadzono jeszcze przy wyjściu z samolotu. Później Karmapa będzie wspominał: „Zobaczyłem miejscowe twarze, spróbowałem tutejszej herbaty. To niesamowite, jak bardzo przypominało to moje rodzinne strony.” W międzyczasie wyładowaliśmy bagaże i ruszyliśmy w stronę „stolicy szachów”. Jest to prawdziwa oaza, z małymi przytulnymi domkami, różanymi ogrodami i nawet basenami. Tylko ze stepu, który widać z okien, wieje gorący, suchy wiatr. Wciąż nie do końca było wiadomo, w których punktach programu weźmie udział przywódca Kałmucji, Kirsan Iljumzhinow. Już po północy, zaraz po przybyciu z Moskwy, Kirsan Nikołajewicz oznajmił, że nie zamierza opuścić niczego. I rzeczywiście, przez te wszystkie dni był blisko Karmapy i Lamy Ole. Rano trwały jeszcze ostatnie przygotowania do powitalnego bankietu. Giljana, z sangi z Elisty, powtarzała tekst powitania po kałmucku. Dziewczyny przygotowujące śniadanie w domku Karmapy tańczyły z radości. Poszliśmy do sali konferencyjnej na spotkanie południowych ośrodków z Karmapą. Tradycyjne ciastka, sok i oczekiwanie. Jak zwykle pojawiło się o wiele więcej ludzi, niż mogłoby się pomieścić w sali. Cisza. Karmapa wszedł z uśmiechem na ustach. Podobnie jak w Petersburgu, gdy pojawił się Karmapa, napięcie znikło. Giljana zaśpiewała improwizowaną pieśń w wymyślonym języku. Karmapa po raz kolejny zwrócił uwagę na podobieństwa między Elistą, a jego rodzinnymi stronami i podziękował za przyjazną atmosferę panującą w naszych ośrodkach. Karmapa, Lama Ole i nasi „oficjalni” przedstawiciele udali się na spotkanie z Kirsanem Iljumzhinowem. A my, już po spotkaniu, dokładnie wypytaliśmy naszych przyjaciół o wszystko, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Następnym punktem programu była wizyta przy Stupie Oświecenia, gdzie Karmapa miał pobłogosławić fundamenty nowego ośrodka buddyjskiego. Dzień był niezwykle upalny i medytujący chowali się w cieniu. Tylko jeden śmiałek chodził dookoła stupy, nie zważając na upał. Zaraz po przybyciu Karmapa i mnisi weszli do stupy i odśpiewali krótką pudżę w małym gynkangu Mahakali. Obeszliśmy stupę dwukrotnie, podążając za Lamami. Karmapa zaprosił do środka stupy Iljumzhinowa, który właśnie się pojawił. Wyglądało to tak, jakby zapraszał go do własnego domu. Dzień pełen oficjalnych wizyt dobiegł końca. Wieczorem odbył się wykład Lamy Ole. Kirsan Nikołajewicz towarzyszył Olemu wszędzie, także tym razem siedział przy nim na scenie. Myśleliśmy, że zaraz wstanie i wyjdzie, on jednak siedział do samego końca. Po wykładzie wygłosił wzruszającą mowę. O tym, że podziwia naszych wolontariuszy.

Dzień kolejny – Inicjacja Kochających Oczu. O poranku rozpoczęły się przygotowania do inicjacji. Karmapa po przebudzeniu zrobił pudżę i tak rozpoczęły się przygotowania. Dziewczyny pomagające mnichom co rusz biegały do domku Karmapy przynosząc wodę z szafranem, ryż do mandali, tsog... Ci, którzy widzieli Karmapę nie po raz pierwszy w życiu, byli w stanie jakoś się zachowywać, nie tracąc daru mowy: „To miejsce przypomina Tybet – słońce, kurz, wiatr. Wszystkie przygotowania do inicjacji dzieją się na piaszczystych, rozległych terenach. Najprawdopodobniej dojrzała nasza tybetańska karma nomadów – jesteśmy jak jogini podróżujący z VIII Karmapą” – dało się słyszeć wśród dziewcząt przygotowujących scenę na wielkim stadionie. Inicjacja Kochających Oczu była niebywale piękna. Karmapa wiele razy podkreślał, jak bardzo jest wdzięczny za to, że stworzyliśmy warunki pozwalające nam na słuchanie nauk. Zauważył też, że jest bardzo gorąco i dosłownie, gdy tylko o tym wspomniał zaraz na niebie pojawił się niewielki obłok, który zakrył słońce. Po błogosławieństwie Karmapa powiedział: „Dziś jest upalnie. Na zakończenie chciałem wam tylko powiedzieć Tashi Delek, albo Cool Tashi Delek.” Po tych słowach pogoda zaczęła się zmieniać gwałtownie. Czternastego czerwca obudził nas zimny wiatr. Wiał cały dzień wzbudzając ogromną radość. Prezent od Karmapy. Dowiedzieliśmy się też, że w tym czasie Lama Ole i Karmapa spędzili cały dzień błogosławiąc wiatraki. Wieczorem Karmapa podarował Eliście inicjację Karma Pakszi, którego historia związana jest z historią Kałmuków. Tego dnia przybyły tłumy i zarówno młodsi, jak i starsze osoby robiły pokłony na środku pola. Następnego ranka obudził nas odgłos deszczu.

Piotr Kalachin: W trakcie całej naszej podróży mogliśmy obserwować zmiany pogody. Karmapa powiedział, że są one wynikiem naszej dobrej karmy. W Eliście organizatorzy martwili się, że upały przeszkodzą w inicjacjach. Ale z przybyciem Karmapy na niebie pojawiły się obłoki i zaczął wiać przyjemny wietrzyk. Mogliśmy skupić się na inicjacji nie przejmując się pogodą. Nadal było gorąco, ale już znośnie. Wszystko odbywało się na stadionie: około dwa i pół tysiąca ludzi siedziało na murawie boiska lub na widowni. Poproszono Karmapę o deszcz, ponieważ Kałmucja jest suchym krajem a miejscowi wiedzą, że można „zamówić” pogodę u Lamy. Ostatniej nocy naprawdę zaczęło padać. Zaraz przed naszym odlotem pogoda się poprawiła, ale wkrótce znowu padało. Dostaliśmy telefon, że przez kolejne dwa dni mieli tam tropikalną ulewę.

Aleksander Kojbagarow: Po kilka dniach spędzonych w towarzystwie Karmapy i Lamy Ole, Kirsan Nikołajewicz poleciał do Moskwy i nie miał czasu, by do nas dołączyć przed naszym wyjazdem. Zostaliśmy zaproszeni na kolację do jego rodziców. W czasie kolacji zadzwonił z wyjaśnieniami, że musi lecieć do Czech, by podpisać umowę z tamtejszą firmą w sprawie kupna napędzanych wiatrakami generatorów produkujących elektryczność. Karmapa powiedział, że wiatraki rozrywają powietrzne istoty na strzępy, powodując ich śmierć w straszliwych męczarniach. Podjęto zatem decyzję, że byłoby dobrze napisać mantry na śmigłach. Okazało się, że stół miał oczy i uszy: Kirsan Nikołajewicz zadzwonił po dziesięciu minutach i powiedział, że czeska firma już wypisuje mantry. Karmapa poprosił, by zostawić go samego i wykaligrafował mantry na tę okazję. Zachowaliśmy pismo Karmapy z pomysłem wydrukowania go na koszulkach.

Piotr Kalachin: W Eliście poszliśmy do klasztoru Khurul. Kirsan Iljumzhinow oprowadzał Karmapę po wszystkich pomieszczeniach. Okolica bardzo przypominała Kham. Usłyszeliśmy, jak Karmapa mówi: „Zamykam oczy, otwieram je i myślę – czy naprawdę jestem w domu?” W trakcie wizyty u rodziców Iljumzhinowa przyniesiono do stołu zwój, który należał do dziadka i przechowywany był w rodzinie od czasów drugiej wojny światowej. Tekst zawinięto w drogi materiał. Karmapa powiedział, że jest to bardzo cenny tekst, jednej z naszych strażniczek – Białej Parasolki. Dziadek Kirsana Nikolajewicza nosił ten tekst zawsze przy sobie, nawet na polu walki podczas drugiej wojny światowej, z której, nota bene, wszyscy członkowie jego rodziny wrócili cali i zdrowi.

Moskwa

Piotr Kalachin: W Moskwie wybraliśmy się do starej fabryki win, która znajduje się dokładnie pod naszym ośrodkiem buddyjskim. Karmapie bardzo się to miejsce podobało. Zeszliśmy do piwnicy, potem weszliśmy na drugie piętro, stamtąd przez małą galerię na dach, a z dachu przez małe okno wprost do ośrodka. Ludzie czekający na Karmapę bardzo się zdziwili, widząc go wchodzącego przez okno. Nie należy zapominać, że zostaliśmy porządnie wyszkoleni w etykiecie i zasadach przed przyjazdem Karmapy: jak zwracać się do Karmapy, jak traktować mnichów, trzeba zaproponować herbatę i zawsze nalewać pełny kubek, itd. Dla wielu ludzi było to pierwsze w życiu spotkanie z Karmapą. A on wchodzi przez okno!

Aleksander Kojbagarow: Myślę, że najpiękniejszy i najbardziej reprezentatywny był hol wynajęty w Moskwie, nazywał się GCKZ Rosja i znajdował się w Łużnikach. Po przywitaniu poszliśmy wszyscy do kina na film Terminator IV. Karmapa oglądał film, podczas gdy wszyscy patrzyli cały czas na Karmapę. Podobno nie mrugnął ani razu. Film bardzo się Karmapie podobał i powiedział, że nazajutrz chciałby znowu pójść do kina. Niestety, nie mieliśmy czasu na kolejny seans filmowy. Okazało się, że ojciec menedżera restauracji, w której jedliśmy kolację, był znanym amerykańskim artystą. Przedarł się w pobliże Karmapy i zaprezentował mu swoje dzieła. Powiedział też, że czekał na tę chwilę całe życie. W ośrodku odbyła się sesja zdjęciowa Karmapy siedzącego na tronie. Zgodnie z naturą tego typu scen, Karmapa uśmiechał się tylko nieznacznie. Ostatniego dnia Karmapa spotkał się z politykami. Na spotkaniu pojawili się też dyrektorzy wszystkich stacji telewizyjnych, oligarchowie, panie z wyższych sfer. Był też reprezentant służby bezpieczeństwa.

Ewgenia Polownikowa: Siedemnasty czerwca był ostatnim dniem wizyty Karmapy w Moskwie. Zakończyły się już wszystkie głośne i tłumne wydarzenia. Dzień ten był przeznaczony na „czas wolny” i prywatne spotkania. Jednym z takich prywatnych spotkań była wizyta w klubie milionerów. Zaproszono około trzydziestu osób – przedstawicieli biznesu, rządu oraz mediów. Przybyło pięćdziesiąt. Edward Sagalajew (prezydent Narodowego Związku Mediów Radiowych i Telewizyjnych w Rosji) zjawił się jako pierwszy, dokładnie o wyznaczonym czasie. Gdy przybył Karmapa, niewielka sala wypchana była po brzegi. Karmapa mówił o dharmie przez jakieś piętnaście minut, po czym zaczęto zadawać pytania. Co ciekawe, w przeciwieństwie do pełnych pomieszania i żałosnych pytań na wykładzie w Łużnikach, tutaj większość pytań była bardzo precyzyjna. Czuło się, że przybyli chcieli zapytać Karmapę o naprawdę ważne sprawy. Trudno było przerwać tę wymianę, chociaż poproszono nas, by pilnować przebiegu spotkania i zaznaczyć, kiedy można zadać ostatnie pytanie. Zatem było wiele „ostatnich” pytań, bo za każdym razem pojawiało się kolejne bardzo ważne pytanie i wydawało nam się, że będzie to po prostu okrutne, by nie pozwolić go zadać. Karmapa też był zainteresowany pytaniami. Mimo że zgodnie z grafikiem minął już czas na spacer w stronę Kremla, Karmapa wciąż udzielał odpowiedzi. Odpowiadając na zniecierpliwione komentarze, że czas już kończyć, Caty zauważyła, że ludzie są ważniejsi. Po wykładzie zaproszono Karmapę na poczęstunek. Wcześniej oczywiście sam pomysł, żeby Karmapa i mnisi jedli w klubie spowodował wiele dyskusji: co i jak serwować? Odpowiedzialni za obsługę Lamów zgodnie stwierdzili, że ani Karmapa ani mnisi z pewnością nie będą głodni, więc nie powinno być żadnego poczęstunku! Może i nie byli głodni, ale jednak i Karmapa i mnisi zdecydowali się skorzystać z przygotowanego szwedzkiego stołu, i stali z talerzami w rękach otoczeni ludźmi. To był niezły widok! Karmapie i tak nie udało się niczego zjeść, bo co chwilę ktoś do niego podchodził z pytaniem. Karmapa odpowiadał bez pośpiechu i bardzo rzeczowo, stojąc tak z talerzem w ręku. Nie ważne, jak dziwne wydawało nam się pytanie, Karmapa każdemu udzielał potrzebnych wyjaśnień. Bez sztuczności, pustych frazesów, czy mistycznego mydlenia oczu. Sama przejrzystość i jeszcze raz przejrzystość. Już przy wyjściu Karmapa spędził sporo czasu podpisując książki, które wręczono przybyłym na spotkanie („Historia Karmapów z Tybetu”), wpisując długie dedykacje i ostrożnie literując skomplikowane rosyjskie imiona. Wycieczka na Kreml i tak się odbyła. Późnym wieczorem, w Szeremetjewie, po wspaniałej kolacji w „Pałacu Jekaterińskim” (jak wynikało z opowieści uczestników, bo mnie tam nie było) gdy współbiesiadnicy zaczęli się rozchodzić, a grupa podekscytowanych buddystów zaglądała przez szklaną ścianę oddzielającą ich od oficjalnych gości, Karmapa stał oparty o kolumnę i patrzył na zajętych bagażami, biletami i innymi sprawami ludzi, jakby z żalem. Wydawało się, że może nie chce stąd wyjechać? Trochę wcześniej tego dnia Karmapa wspomniał, że mógłby tu mieszkać. Karmapa ruszał w drogę do Irkucka. A razem z nim samolot pełen uczniów. (I ja też! Hurra!). To było ciekawe uczucie, tak przechodzić sobie kolejno koło Karmapy, siedzącego w pierwszej klasie i uśmiechającego się do każdej przechodzącej osoby. A tak poza tym, to Lama Ole podróżował w klasie ekonomicznej, po raz kolejny udowadniając, że może natychmiast zasnąć w każdej pozycji. (Pamiętam, jak kiedyś na wykładzie ktoś zapytał, jak on to robi, na co padła odpowiedź: „Po prostu nie jestem neurotyczny.”)

Irkuck

Ewgenia Polownikowa: Irkuck przywitał nas niegościnną temperaturą 2 stopni Celsjusza, deszczem, czarnymi zgliszczami drewnianych domów i surrealistycznymi reklamami w stylu „Podnośniki zawsze trzeźwe.” Podczas gdy ludzie schodzili się na wykład Lamy Ole w holu politechniki, w ośrodku odbywało się uroczyste powitanie. Wręczono Lamie Ole buriacki oszczep zrobiony z dużego drzewa palmowego, z którym miejscowi myśliwi polują na niedźwiedzie. W pewnym momencie oszczep osunął się i spadł ostrzem na Olego i Gabi. Karmapa natychmiast zareagował szybkim ochraniającym gestem. Widząc to, Andriej Hanhabajew, który jest specjalistą od sztuk walki, powiedział nam, że ruch, który wykonał Karmapa był bardzo precyzyjny i niezwykle szybki – niemal na granicy ludzkiego postrzegania. Nikomu nic się nie stało i oszczep upadł na podłogę. Dopiero przy podnoszeniu Ole skaleczył się w rękę. Powiedział nam, że to bardzo dobry znak i że ta broń powinna „poczuć smak krwi.” A Gabi dodała, że tam gdzie Lama Ole traci parę kropel krwi, zawsze pojawia się wspaniały rozwój.

Piotr Kalachin: W Irkucku, jeszcze przed oficjalnym powitaniem Karmapy, odbyła się konferencja prasowa. Zapytano na niej Karmapę, co dla niego jest szczególnie ciekawe w Rosji i co chciałby zobaczyć. Na co Karmapa odparł, że cała Rosja jest niezmiernie interesująca, w swoim rozmiarze i różnorodności kultur, ale że jak na razie nie widział tutaj śniegu. W przeciągu godziny zaczął najpierw padać deszcz, a potem śnieg. Wyjeżdżając pociągiem z Irkucka widzieliśmy leżący na polach śnieg. Zaplanowano, że w Irkucku inicjacja odbędzie się na świeżym powietrzu, na dziedzińcu ośrodka buddyjskiego. Spodziewano się pięknej upalnej pogody. I wszystko by się wydarzyło zgodnie z planem, gdyby nie nagła zmiana pogody. Na wykład Lamy Ole przyszło ponad tysiąc osób. Inicjację przeniesiono do hali.

Aleksander Kojbagarow: Trzeba było szybko przygotować halę. Ludzie byli już bardzo zmęczeni przygotowaniami do inicjacji na dziedzińcu i myśleli o odpoczynku. A tu nagle okazało się, że plany całkowicie się zmieniły, nic nie jest gotowe i trzeba wszystko zacząć od nowa. Około trzeciej rano zebrano grupy robocze. Ponieważ była to inicjacja Marpy, należało umieścić na scenie dwie mandale, główny ołtarz i dwa mniejsze ołtarze. Gabi stała na czele wszystkich przygotowań do inicjacji. Według planów o dziewiątej rano powinna się stawić dwudziestoosobowa grupa do pomocy. Ale w rzeczywistości byliśmy tylko Gabi i ja. Około dwunastej zaczęli się zjawiać pierwsi pomocnicy. Nikt nie zdołał spać dłużej niż dwie godziny. Mnisi przybyli, by udekorować ołtarze, które jeszcze nie były wybudowane. Mnisi nie mając nic innego do roboty, czekali. Po mniej więcej półtorej godzinie siedzenia na scenie, jeden z mnichów podszedł do mnie z tymi słowy: „Zostawiłem tekst w ośrodku, musimy natychmiast pójść do ośrodka i powiedzieć Karmapie, że nic nie jest gotowe.” Ruszyliśmy w te pędy do ośrodka, ale gdy tylko opuściliśmy hol, zjawił się w nim Karmapa. Gabi podbiegła do niego mówiąc: „Nic nie jest przygotowane, musimy odwołać inicjację.” Karmapa jednak odpowiedział: „Niczego nie odwołujemy, wszystko jest w doskonałym porządku”, po czym wszedł na scenę i zaczął przygotowywać się do inicjacji, bez tekstu, po który właśnie pobiegliśmy. Kolejno pojawiały się: tron, mandale, mnisi z tekstem, podczas gdy Karmapa siedział przygotowując się do inicjacji. W rezultacie wszystko znakomicie się udało.

Ewgenia Polownikowa: Gdy powiedzieliśmy Karmapie, że w holu nadal trwają pracę i że może lepiej w takim razie, żeby zacząć przygotowania do inicjacji w ośrodku, Karmapa odpowiedział, że mimo wszystko woli tam pójść. Wyobrażam sobie, że Karmapa był rozbawiony całą sytuacją. Aż tu nagle o czternastej (inicjacja miała zacząć się o piętnastej) ku przerażeniu wszystkich, którzy w ogromnym pośpiechu przygotowywali salę (na scenie, oprócz mnichów, znajdowało się około dwudziestu zabieganych ludzi) pojawił się Karmapa! Nie wyglądał na zmartwionego, wzniósł tylko brwi w zdziwieniu i z zaciekawieniem przyglądał się naszym chaotycznym ruchom. Trwało to kilka sekund, po czym Karmapa zaczął przygotowania do inicjacji. A my, wraz z nagłym przypływem adrenaliny, w pośpiechu kończyliśmy dekorować scenę. A tak przy okazji, od poprzedniego wieczoru, kiedy okazało się, że nic nie jest przygotowane – Swieta Baljajewa okazała się być u szczytu formy. Dowodziła wszystkimi, doglądając wszelkich szczegółów, wyjaśniając każdemu, co należy robić. Była po prostu przykładem bardzo efektywnej pracy (nieustającej i mimo pośpiechu – precyzyjnej). Co ciekawe, już po inicjacji Karmapa dziękował wszystkim za „dobrą organizację” – w żadnym poprzednim miejscu tego nie robił. Sama inicjacja Marpy była fascynująca. Dało się zauważyć, że Karmapa przeprowadzał inicjację nie trzymając się sztywnego schematu. Przedłużał pewne części i skracał inne, wyjaśniając wszystko dokładnie i dobrze się bawiąc. W pewnym momencie, podczas udzielania wyjaśnień, gdy Karmapa na chwilę zamilkł zastanawiając się nad użyciem odpowiedniego sformułowania, jeden z mnichów zaczął śpiewać, czując pewnie, że należy kontynuować ceremonię. Karmapa z małym uśmiechem na twarzy uniósł brwi, kiwnął głową i pozwolił wszystkiemu się wydarzać. Był jak ryba w wodzie – całkowicie rozluźniony i zadowolony. Pamiętam też jedno ze zdań Karmapy: „Samo zrozumienie, że oczyszczenie jest potrzebne, jest już oczyszczeniem.”

Ułan-Ude

Aleksander Kojbagarow: Następnie było Ułan-Ude. Wydarzenia rozwijały się bardzo szybko. Poszliśmy do datsanu Iwolgińskiego. Mieliśmy się tam spotkać z Hambo Lamą, ale był nieobecny. Najpierw wpuszczono do środka jedynie Lamę Ole i Karmapę. Powitał nas przeor datsanu i wszyscy mówili tylko po buriacku. Okazało się, że Hambo Lama jest gdzie indziej. Przy wyjściu Karmapa został zaproszony do wołgi, która zaraz potem szybko odjechała. Pośpieszyliśmy za nią i dotarliśmy do miejsca zwanego Bogatą Górą, gdzie w XV wieku stała pełna mocy stupa. W dolinie Iwolgińskiej znajdują się trzy miejsca mocy, których klasztory i stupy ujarzmiały lokalne negatywne energie. W dzisiejszych czasach corocznie odbywają się tam ofiarowania dla lokalnych energii. Przybyliśmy już po ofiarowaniach, gdy rozpoczynały się zapasy narodowe. Karmapa siedział obok Hambo Lamy. Jeden z zapaśników, mały i szczupły, stoczył już tego dnia kilka zwycięskich walk. A tu pojawił się przed nim wielki zawodnik. Hambo Lama zapytał: „Który z nich wygra?” Na co Karmapa odpowiedział: „Ten mniejszy.” Hambo Lama zaprzeczył: „Nie, on w żadnym wypadku nie wygra.” A tu mały zawodnik powalił dużego na łopatki. Hambo Lama posłał Karmapie szczególne spojrzenie, po czym zapytał: „Dlaczego Twoi uczniowie mówią, że Lama zawsze patrzy na wschód?” Karmapa w odpowiedzi zaczął mówić o czymś innym, długo i ze szczegółami. Hambo Lama zauważył: „Rozumiem, że jesteś kimś szczególnym, ponieważ wiedziałeś, kto wygra i nie odpowiedziałeś na moje pytanie.”

Ewgenia Polownikowa: Jeśli w Irkucku wydarzenia były tragikomedią z elementami przemysłowego dramatu, w Ułan-Ude zaczął się prawdziwy film akcji – ciągle gdzieś musieliśmy biec, do datsanu, z datsanu, na festiwal i zapasy, do hali, gdzie miała rozpocząć się inicjacja. Tak, miała się rozpocząć. Nikt nie wiedział, kiedy Karmapa będzie wybierał się w kolejne miejsce. Dlatego nawet, gdy szliśmy do miejscowej kafejki na posiłek, ktoś zostawał na czatach obserwując Karmapę. Pomimo że w datsanie nie było Hambo Lamy, przyjęto Karmapę z najwyższym szacunkiem. Poprowadzono Karmapę i Lamę Ole do świątyni, w której znajdowało się ciało Itigielowa. Cała reszta została na zewnątrz. Potem jednak wpuszczono wszystkich, nawet kobiety. Świadczyło to tylko o tym, że mnisi zrozumieli powagę i wyjątkowość chwili. Potem „porwano” Karmapę do Hambo Lamy. A my podążyliśmy za nim. Hambo Lama był w świetnym nastroju, żartował, nazywał Lamę Ole swoim przyjacielem, i w ogóle dobrze się bawił. Karmapa pozwalał wszystkiemu się wydarzać. Powtarzał też, że czuje się tutaj jak na swojej ojczystej ziemi, sprawiając tym przyjemność wszystkim dookoła. Na wieczorną inicjację przybyły tłumy i nie wszyscy zmieścili się w sali, wiele ludzi musiało zostać na zewnątrz i tam czekać na błogosławieństwo. A Karmapa udzielał błogosławieństwa wszystkim, nikogo nie pominął. Niektórzy zagorzali buddyści stali w kolejce po tsog nawet dwa, trzy razy, nie zważając na upomnienia.

Pociąg Irkuck – Władywostok

Aleksander Kojbagarow: Pomysł jazdy pociągiem zasugerował Lama Ole. Chciał pokazać Karmapie, jak wspaniała jest Rosja i stworzyć możliwość pobłogosławienia tego kraju. Karmapa powiedział, że India jest również ogromnym krajem, nie mniej jednak nigdy nie jechał pociągiem dłużej niż cztery godziny. Nigdy też nie podróżował z tak ogromną grupą, najwyżej z czwórką przyjaciół. Pod koniec podróży była nas ponad setka.

Ewgenia Polownikowa: Trzy dni z Karmapą w pociągu były chyba najprzyjemniejszą i relaksującą częścią całej podróży, nie mniej jednak intensywną i kształcącą. A tak poza tym, po prostu miło było przebywać w pobliżu Lamy. Mogliśmy konstruktywnie spożytkować wolny czas i dopisujący nam humor. Praca wrzała. W naszych przedziałach odbywały się spontaniczne spotkania, wywiady, dyskusje. Na kolejnych stacjach wychodziliśmy na perony razem z mnichami i z Karmapą, który albo po prostu przechadzał się, albo błogosławił wszystkich, którzy przychodzili do naszego pociągu.

Piotr Kalachin: Na stacji w Biełogorsku obudzono Karmapę o szóstej rano, by pobłogosławił czekających na peronie uczniów. Karmapa sam poprosił, by go obudzić, tak samo jak Lama Ole. Tam też Karmapa powiedział: „Jedyna rzecz, o jaką chciałbym was prosić, to abyście zachowali tę niezniszczalną przyjaźń, którą macie w sandze. To bardzo ważne.” Karmapa bardzo zmienił się od czasu swojej pierwszej wizyty na Zachodzie, kiedy wchodząc powiedział „Good afternoon.” Wydawało się, że sam fakt, że Karmapa w ogóle mówi cokolwiek po angielsku jest wspaniałym prezentem. Teraz całe wykłady Karmapa wygłasza po angielsku, a jego język jest bogaty i precyzyjny. I jeśli tylko spotkanie jest nieoficjalne, Karmapa przechodzi od razu do rzeczy i jest przy tym naturalny. Jest prawdziwym królem tybetańskich joginów. Rozmawiając ze swoimi uczniami, sporo żartuje. Bije od niego ogromna moc.

Ewgenia Polownikowa: Trzeciego dnia zasugerowano 24-godzinną medytację Diamentowego Umysłu. Rano, około dziesiątej trzydzieści Karmapa wybrał się na przechadzkę po pociągu i zatrzymał niedaleko naszego przedziału, w którym właśnie odbywało się spotkanie podróżujących nauczycieli. Na niebie widniała tęcza, pojawiała się powoli od pół godziny, ale właśnie w tym momencie była widoczna w pełni – ogromna, doskonała, od ziemi do ziemi. Ktoś zwrócił się do Karmapy: „To dlatego, że z nami tutaj jesteś.” Na co Karmapa odpowiedział: „Nie, to z powodu waszej dobrej karmy.” Wszyscy się roześmialiśmy, a Karmapa powiedział: „To prawda.” A następnie dodał: „Tęcze, jedna nad drugą, tak?” Na co odpowiedzieliśmy: „Nie, tam jest tylko jedna.” Kiedy Karmapa odszedł, pojawiła się druga tęcza i przez parę minut mieliśmy naprawdę dwie tęcze – jedną nad drugą.

Aleksander Kojbagarow: Karmapa był zafascynowany pociągiem, przechadzał się po wagonach, a za nim powoli zbierał się tłum. Czasami wychodził na peron i spacerował wzdłuż pociągu. Wszyscy intuicyjnie rozumieli, że Karmapa wyrusza na te spacery sam. Każdego wieczora Karmapa zamawiał też piwo bezalkoholowe, by brać udział w ogólnym święcie. Zapytałem go, czy lubi podróżować pociągiem, a on na to, że tak, i że chciałby podróżować nawet z większą ilością ludzi, na przykład w czasie zimowej trasy po Rosji. W przyszłym roku będzie na odosobnieniu, w związku z tym nigdzie nie będzie podróżował, ale może uda się kolejnej zimy. W czasie całej podróży odbywały się nieustanne spotkania miast z Karmapą. Karmapa praktycznie nie miał wolnego czasu. Mimo tego podróż bardzo mu się podobała i widać było, że naprawdę chce nas lepiej poznać i dowiedzieć się czegoś więcej o naszym kraju. Był wszystkim naprawdę bardzo zainteresowany.

Władywostok

Ewgenia Polownikowa: Kiedy podróż pociągiem dobiegła końca, żałowaliśmy, że nasz kraj jest taki mały. Czuliśmy niedosyt radosnego podróżowania z przyjaciółmi i Lamami. Czuliśmy też zbliżający się nieuchronnie koniec podróży Karmapy po Rosji, nie chcieliśmy opuszczać pociągu. Po ekstremalnych zmianach pogody w Irkucku i Ułan-Ude Władywostok wydawał się letniskiem: słońce, ocean, piękne dziewczyny nad brzegiem morza. Powitanie Karmapy we Władywostoku przerodziło się w prezentację ośrodków, których przedstawiciele kolejno podarowywali Karmapie swoje „osiągnięcia.” Dwaj sangowicze z Jakucka byli szczególnie zabawni – byli tak szczęśliwi, że mogą porozmawiać z Karmapą, że po słowach „Drogi Gjalła Karmapo” zamilkli i nie mogli wypowiedzieć ani słowa. Po czym zrobili osiem gwiazd i przy gromkim aplauzie zakończyli występ. Na zakończenie Karmapa powiedział kilka powitalnych słów, po czym dodał: „Wszyscy osiągniemy Oświecenie.” W tym momencie błyskawica przeszyła niebo, zagrzmiał piorun i rozpętała się burza.

Aleksander Kojbagarow: Kiedy dotarliśmy do ośrodka we Władywostoku, Karmapa poszedł na górę, do przygotowanej dla niego i dla mnichów części budynku. Z pierwszego piętra, przez okna w korytarzu widać, co dzieje się na dole. Nakrywano właśnie do stołu, wiele osób kręciło się w pobliżu, przygotowywano program. Spojrzałem w górę i zobaczyłem Karmapę obserwującego wszystko z okna. Po dziesięciu minutach spojrzałem znowu, a tam nadal Karmapa! Pomyślałem, że może czegoś potrzebuje. Pobiegłem więc do góry, a tam Karmapa z zaciekawieniem cały czas przyglądał się poczynaniom na dole. Podszedłem do niego i zapytałem: „Czy mogę w czymś pomóc. Może przynieść coś do picia lub do jedzenia?” A Karmapa nagle wybuchnął śmiechem. Do dziś nie jestem pewien, dlaczego.

Opracowanie: Ewelina Warner

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

 | PODOBNE ARTYKUŁY: