Diamentowa Droga -> Nr 46 -> Czy buddyzm tybetański może coś dać zachodowi?
Na podstawie: Dharma Dhrishti Journal
_________
Dzongsar Khjentse Rinpocze na łamach Dharma Dhrishti Journal komentuje artykuł „Czy buddyzm tybetański może coś dać Zachodowi“. Jak przyznaje Rinpocze, lektura wywołała w nim reakcję obronną. Wczytując się jednak w tekst listu okazało się, że wnosi on ciekawe spostrzeżenia.
Dzongsar Khjentse Rinpocze na łamach Dharma Dhrishti Journal komentuje artykuł „Czy buddyzm tybetański może coś dać Zachodowi“. Jak przyznaje Rinpocze, lektura wywołała w nim reakcję obronną. Wczytując się jednak w tekst listu okazało się, że wnosi on ciekawe spostrzeżenia.
Dzongsar rozpoczyna swój artykuł przywołując słowa Buddy, który nawoływał do sprawdzania jego nauk, a nie podążania za nimi na ślepo. Dotyczy to w dużym stopniu tybetańskich lamów, udzielających nauk na Zachodzie. Bardzo często nie potrafią oni oddzielić prawdziwego buddyzmu od kultury tybetańskiej, karmiąc swoich uczniów egzotyką, typu tańce lamów czy sypanie mandali z piasku. W tym samym czasie postrzegają swych zachodnich uczniów jako osoby niezdolne do pojęcia i praktykowania buddyzmu. Autorka przywołana przez Dzongsara zarzuca niektórym tybetańskim lamom, że od lat zjednują sobie miłość i uznanie Zachodu nosząc etykietkę „gatunek zagrożony“. W połączeniu z głęboką miłością Buddy oraz łagodnością i poczuciem humoru umożliwia ona rozprzestrzenianie ich sławy. Ale co z buddyzmem?
Buddyzm przekazywany zachodnim uczniom przez niektórych lamów zdaje się nie różnić od buddyzmu, który ci sami lamowie przekazywali niepiśmiennym Tybetańczykom. Jest to oczywistym błędem, nie należy się jednak dziwić, skoro wielu z lamów nawet mieszkając na Zachodzie nie próbuje przyswajać sobie naszej kultury i zachodniego stylu myślenia. Widać tu też ciekawą dychotomię. Tybetańczycy bardzo często określają nas jako materialistów, tymczasem pościg za bogactwem można bez najmniejszego problemu zobaczyć u nich samych. Wielkie tybetańskie osady potrafią konkurować ze sobą o wszystko, począwszy od tego, która z nich ma większy klasztor, czy lepsze samochody. Niektórzy z wielkich lamów, gdyby sprzedali komplety swej złotej i srebrnej zastawy stołowej mogliby z powodzeniem wykarmić setki głodujących Etiopczyków przez wiele dni.
Czy buddyzm może w ogóle działać na „barbarzyńskim” Zachodzie? pyta Rinpocze i zaraz później odpowiada: „Oczywiście tak, skoro udało się to zrobić w barbarzyńskim Tybecie wieków średnich. Przykład ten pokazuje, iż pomimo odmiennych osobowości oraz różnych kultur, buddyzm może z powodzeniem funkcjonować w wielu różnych społeczeństwach, niezależnie od płci, narodowości czy zaplecza kulturowego“. Musimy tylko pamiętać, iż nie wydarzy się to od razu i potrzeba do tego lat pracy, tak jak w Tybecie. Tam kolejne pokolenia z odwagą i oddaniem praktykowały i utrwalały buddyzm. Nie powinniśmy oczekiwać, że tu wydarzy się to od razu.
Opracowanie: Kuba Babij