DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 45 -> Żeby człowiek był naprawdę szczęśliwy

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Żeby człowiek był naprawdę szczęśliwy

Lobpyn Tseczu Rinpocze
_________

Budda Siakjamuni miał dla istot nie tylko ogromne współczucie, lecz również skuteczne metody pracy z umysłem. To pozwoliło mu zawsze właściwie reagować na różne potrzeby uczniów, odpowiednio do ich możliwości. Z doskonałą zręcznością przekazał ludziom metody, dzięki którym mogą uwolnić się od cierpienia i osiągnąć oświecenie. Jego współczucie było tak wielkie, jak miłość matki do jedynego dziecka, jednak jego miłość nie ograniczała się do jednej istoty, lecz obejmowała wszystkich, nie czyniąc między nimi różnic.


Budda nauczał, opierając się na miłości i współczuciu z jednej strony, a z drugiej na zręcznych metodach prowadzenia uczniów. Pierwszy poziom nauk, które skierował do wszystkich uczniów, nazywamy Czterema Szlachetnymi Prawdami. Budda Siakjamuni nie urodził się oświecony, nie został też Buddą bez przyczyny. Już w poprzednich żywotach podążał drogą duchowego rozwoju, na której rozwinął tzw. „umysł oświecenia” – życzenie osiągnięcia oświecenia, by doprowadzić do tego stanu wszystkie istoty. Dzięki tej postawie wykonał nieskończenie wiele pozytywnych działań i oczyścił swój umysł z zasłon, zaciemnień i negatywnej karmy. W ten sposób rozwinął zdolność pełnego urzeczywistnienia swojego wewnętrznego potencjału, stanu buddy. Rozwój oświeconej postawy jest kluczową sprawą na każdym etapie buddyjskiej praktyki. Gdy słuchamy nauk, robimy pokłony, zapalamy świeczki na ołtarzu, powtarzamy mantry – zawsze powinniśmy kierować się właściwą motywacją. W tej chwili nie jesteśmy jeszcze w stanie pomóc innym w osiągnięciu stanu buddy, dlatego naszej praktyce powinno towarzyszyć życzenie rozwinięcia zdolności doprowadzenia wszystkich istot do tego stanu pełni – realizacji własnego potencjału. Budda gromadził zasługę przez nieskończenie długi czas (trzy kalpy) i oczyścił swój umysł z zaciemnień. Istnieje dokładny opis drogi, którą przemierzył. Odpowiada ona drodze opisanej w sutrach jako „dziesięć stopni bodhisattwy” oraz „pięć ścieżek”.

Dziesięć stopni bodhisattwy i pięć ścieżek są ze sobą związane – pierwszy stopień bodhisattwy osiąga się na trzeciej z pięciu ścieżek. Toteż na pierwszych dwóch ścieżkach nie jest się jeszcze na takim poziomie rozwoju, by można było mówić o poziomach bodhisattwy. Podczas pierwszej kalpy przyszły Budda praktykował „ścieżkę nagromadzenia” i „ścieżkę zastosowania”, czyli pierwsze dwie z pięciu ścieżek. Podczas drugiej kalpy przeszedł pierwszych siedem poziomów bodhisattwy, nazywanych też „nieczystymi”. W trzeciej kalpie pokonał ostatnie trzy, tzw. „czyste” poziomy (ósmy, dziewiąty i dziesiąty). Budda praktykował niezmiernie długo, musiał odrodzić się aż tysiąc razy. Pięćset razy odradzał się na tzw. „czystym” poziomie – w ludzkiej formie lub w świecie bogów. Pozostałych pięćset odrodzeń miało miejsce w innych sferach egzystencji, na przykład w świecie zwierząt. Powodem wszystkich jego odrodzeń była chęć przyniesienia pożytku innym i zgromadzenia w ten sposób zasługi. Pięćset „czystych odrodzeń” miało miejsce przede wszystkim w świecie ludzi. Przyszły Budda odradzał się na przykład jako król, nauczyciel czy artysta i dzięki możliwościom, jakie dawały mu te sytuacje, starał się czynić wiele dobrego dla innych. Był kiedyś królem kraju, w którym wybuchła groźna i niepowstrzymana epidemia. Król bardzo cierpiał, ponieważ nie potrafił pomóc swoim poddanym. Mędrzec powiedział mu jednak o mięsie pewnej ryby, które mogło uleczyć ludzi. W tym kraju jednak ryby te nie występowały, dlatego przy pełni księżyca na dachu swego pałacu król złożył „Obietnicę osobistego wyzwolenia” (skt. Pratimoksza) i wyraził życzenie, by mógł natychmiast odrodzić się w formie tejże ryby. W tym samym momencie spadł z dachu i zginął na miejscu. Kilka dni później w pobliskim jeziorze pojawiła się ryba, która potrafiła mówić ludzkim językiem i oznajmiła, że jest właśnie tą wspomnianą przez mędrca rybą i ludzie powinni zrobić leki z jej mięsa. W ten sposób powstrzymano epidemię.

Pięćset tzw. „nieczystych” odrodzeń miało miejsce w świecie cierpienia, gdzie istoty doświadczają skutków swej negatywnej karmy. Budda rozwinął już jednak wcześniej umysł oświecenia i bardzo krótko doświadczał skutków własnych negatywnych działań. W jednym z tekstów znajdujemy opis, jak to przyszły Budda odrodził się w świecie paranoi jako zwierzę pociągowe. Musiał ciągnąć wóz i był przy tym bity. Wyraził wtedy życzenie, żeby móc wziąć na siebie cierpienie swego towarzysza niedoli i w ten sposób ulżyć mu w cierpieniu. W tym samym momencie za sprawą tego silnego życzenia on i jego towarzysz zostali wyzwoleni z tej pełnej cierpienia egzystencji. W innym z poprzednich żywotów Budda był drugim z trzech synów króla kraju położonego na terenach dzisiejszego Bhaktapur w Nepalu.. Pewnego razu udali się z matką na piknik i przyszły Budda oddalił się od rodziny. Gdy las się przerzedził, zobaczył wygłodniałą tygrysicę z czterema młodymi. Tygrysica była tak osłabiona, że nie miała już pokarmu dla małych tygrysiątek, więc one również były na krawędzi śmierci. Gdy książę to zobaczył, współczucie wypełniło jego serce. Chciał nakarmić zwierzęta, ale nie było czym. W końcu postanowił nakarmić tygrysicę własnym ciałem i położył się przed nią. Ona była już jednak tak słaba, że nie potrafiła gryźć. Wówczas książę zranił się gałęzią i napoił tygrysicę swoją krwią. To ją wzmocniło na tyle, że mogła gryźć. Książę ofiarował swoje ciało i życie, by tygrysica i jej potomstwo mogły przeżyć. W ten sposób nawiązał z nimi bardzo silny związek. Przyszły Budda zrobił to z pełnym współczuciem i tak rozwiniętym umysłem oświecenia, że tygrysica zgromadziła w ten sposób bardzo niewiele negatywnej karmy. Nawiązany tym sposobem związek z bodhisattwą zaowocował tak, że ona i jej młode odrodziły się jako ludzie w czasach, gdy ich dobroczyńca został historycznym Buddą. Cała piątka została pierwszymi uczniami Buddy, oni też zostali pierwszymi mnichami. Działanie bodhisattwy wytworzyło tak silny związek, że jako Budda mógł rzeczywiście skutecznie pomóc tym pięciu zwierzętom.

Opowiadam tę historię z dwóch powodów: po pierwsze, na tym przykładzie wyraźnie widać, że stanu buddy nie osiąga się bez przyczyny. Budda zrobił bardzo wiele, często były to niezwykłe rzeczy, by osiągnąć oświecenie. Bez odpowiednich warunków urzeczywistnienie stanu buddy nie jest możliwe. Po drugie, historia ta dobrze oddaje wagę bodhiczitty – miłości i współczucia dla innych istot – która jest właściwym i jedynym powodem, dla którego oświecenie może się rozwinąć. Pierwszy cykl nauk – Cztery Szlachetne Prawdy – Budda przekazał właśnie tym pięciu pierwszym uczniom. Jeśli przyjrzymy się poziomom nauk Buddy, możemy dokonać rozróżnienia na nauki ogólne i szczególne. Dla wszystkich buddystów wspólne są Cztery Szlachetne Prawdy, które poprzez tzw. „Cztery Pieczęcie” wyrażają cztery główne buddyjskie spostrzeżenia: wszystko, co jest złożone, jest też przemijające. Wszystko, co „splamione”, jest przyczyną bólu. Wszystkie zjawiska są puste, nie mają własnej istoty. „Nirwana” jest stanem pełnej wolności. Przemijalność to fakt, że wszystko, co wynika ze złożenia się warunków, kiedyś się kończy. W kontekście ludzkiego życia znaczy to, że każdy kiedyś umrze. Żyjemy, ponieważ się urodziliśmy, a to, co się rodzi, musi umrzeć. Narodziny i śmierć są ze sobą nierozerwalnie związane. Dotyczy to nas wszystkich, królów, prezydentów, wysokich lamów, jak i żebraków, biednych i bogatych, brzydkich i pięknych. Przemijalność widzimy nawet na tej sali, najpierw była pusta, potem wszyscy weszliśmy do niej i teraz w niej siedzimy. Później rozejdziemy się do domów, a sala znów opustoszeje. Przemijalność to niepewność; nic nie jest wieczne. Wszystko, co się rodzi, umiera. To, co złożone, rozpada się na części składowe. Młodzi ludzie myślą, że będą żyć wiecznie lub przynajmniej że śmierć jest czymś odległym, bo najpierw trzeba się zestarzeć. Ale nigdy nie wiemy, kiedy umrzemy. Jutro wielu ludzi umrze i każdy z nas może być jednym z nich. Niektórzy dożywają stu lat, ale to nie jest wystarczająca pociecha – pewne jest jedynie to, że śmierć jest nieunikniona. Dotyczy to każdego bez względu na to, czy pławi się w luksusie, czy cierpi biedę. W chwili śmierci musimy zostawić wszystko, co było dla nas tak ważne za życia. Przede wszystkim dotyczy to naszego ciała, które za życia jest nam najbliższe – ciągle się o nie troszczymy i dbamy. Tak naprawdę to nie ma sensu, bo każdy przecież wie, że ludzie po śmierci nie mogą niczego ze sobą zabrać.

Jedyną rzeczą, która za nami podąży po śmierci, są wrażenia pozostawione przez nasze pozytywne i negatywne działania, czyli nasza karma. Wrażenia te towarzyszą nam automatycznie, nie musimy mówić im: „Chodźcie za mną, umieram!”. Nie możemy im też powiedzieć: „Wy zostajecie, nie idziecie za mną!”. Są jak cień towarzyszący nam za życia – zawsze z nami, niezależnie od naszej woli. Kiedy dokonujemy bilansu naszych życiowych dokonań, może się okazać, iż wykonaliśmy więcej działań przynoszących cierpienie niż tych, które prowadzą do szczęścia. Wtedy staje się jasne, jakie będzie to miało dla nas konsekwencje, ponieważ skutkiem negatywnych działań jest nic innego jak tylko cierpienie. To jest silnik napędzający koło samsary. Z drugiej strony, pozytywne działania sprawiają, że doświadczamy coraz więcej przyjemności i swobody. Zewnętrzny świat jest lustrem dla ludzkiej karmy. Gdy porównujemy Azję z Europą, widzimy, że Azja jest miejscem odrodzenia ludzi z gorszą karmą. Warunki życia oraz ciała ludzi są tam często nie najlepsze. Większość Azjatów żyje w biedzie, również w umysłach nie doświadczają żadnej radości. Tymczasem na Zachodzie warunki życia, ciała i nastroje ludzi są zwykle bardzo dobre. Jeszcze wyraźniej widać to na przykładzie zwierząt w Azji i na Zachodzie. Kto odwiedził Indie, wie, co to znaczy odrodzić się tam jako zwierzę: to skrajnie bolesne doświadczenie. Nawet zwierzęta mają na Zachodzie lepsze warunki do życia niż w Azji. Powodem różnych odrodzeń jest tylko i wyłącznie kumulacja wrażeń w umyśle danej istoty. Budda powiedział, że niewykonane działanie nie będzie miało żadnego skutku. Jednak popełniony czyn nieodmiennie doprowadzi do odpowiedniego rezultatu. Możliwych jest sześć rodzajów odrodzeń. Trzy z nich przepełnia cierpienie. Są to: stany paranoi, świat duchów i zwierząt. Trzy pozostałe uchodzą za „wyższe sfery istnienia”: świat ludzi, półbogów i bogów. W żadnej z tych sfer istoty nie doświadczają jednak prawdziwego szczęścia. Jeśli ponownie porównamy Azję z Europą, zobaczymy, że nawet na Zachodzie ludzie nie doświadczają nieuwarunkowanego szczęścia, chociaż powodzi im się lepiej niż ludziom na Wschodzie. Budda powiedział kiedyś o szczęściu w samsarze: jest go tyle, co na czubku igły. W obszarze uwarunkowanego istnienia wszystko jest przesiąknięte cierpieniem, nawet jeśli na pierwszy rzut oka coś wydaje się nam przyjemne.

Jeśli ktoś na przykład bardzo chce być bogaty, będzie ciężko pracował, żeby osiągnąć ten cel. Może nawet zgromadzi w ten sposób negatywną karmę. W pewnym momencie osiągnie swój cel i zostanie bogaczem, ale czy będzie wówczas naprawdę szczęśliwy? Zwykle ludzie czują, że nie są jeszcze wystarczająco bogaci i chcą mieć jeszcze więcej. Ponadto muszą pilnować tego, co już zgromadzili, boją się to utracić. Mają coraz więcej problemów ze swoim bogactwem. Najpierw człowiek cierpi, bo niczego nie ma, a mieć by chciał. Potem nadchodzi druga faza: człowiek do czegoś doszedł swą pracą i ma problem, ponieważ utrzymanie własnego dorobku pochłania wiele energii. Człowiek boi się, że coś się wydarzy – kryzys gospodarczy, inflacja, podatki, kradzież… – i utraci wszystko, na co tak ciężko pracował. Każdy wie z własnego doświadczenia, co znaczy taki rodzaj życia: człowiek nigdy nie jest tak naprawdę szczęśliwy.

Zindustrializowany świat Zachodu jest naprawdę fantastyczny, daje graniczące z cudem możliwości, takie jak szybkie przemieszczanie się dzięki samolotom i samochodom. Ludzie tworzący i korzystający z tak wyszukanych wynalazków dysponują wielkimi umiejętnościami dlatego może się wydawać, że będą również bardzo rozwinięci umysłowo. Jest jednak przeciwnie: wielu ludziom nie powodzi się najlepiej pod względem psychicznym. Mieszkańcy zachodnich krajów na ogół nie są szczęśliwi. Rozwój zewnętrzny nie jest tożsamy z rozwojem wewnętrznym, ze zdolnością doświadczania szczęścia i radości. Dlatego nauki Buddy są naprawdę ważne w naszym życiu. Kto je praktykuje, doświadcza coraz więcej radości i długofalowego szczęścia. Z opowieści o poprzednich żywotach Buddy wynika, że szczęśliwy umysł i radość nie pojawiają się natychmiast; strumień umysłu obciążony jest wcześniejszymi, negatywnymi działaniami. Widzimy to też na przykładzie biografii wielkich mistrzów Kagyu, takich jak Milarepa, który doświadczył wielu trudnych sytuacji. W pewnym sensie umysł szybko staje się szczęśliwy, ale jest to efekt długofalowego działania. Tak działa buddyjska praktyka. To, co spotyka nas w życiu, jest skutkiem naszych wcześniejszych czynów. Jeśli na przykład wiele zabijaliśmy, będziemy mieli krótkie życie. Jeśli biliśmy innych, będziemy często chorować, mogą też dotknąć nas choroby psychiczne. Choroby mogą mieć generalnie dwie przyczyny. Jedna z nich to karma i wówczas próby leczenia nie przynoszą spodziewanych skutków. Jedyne, co może tutaj pomóc, to praktyka, gromadzenie pozytywnych wrażeń, by oczyścić umysł z zaciemnień. Drugą przyczyną chorób są pewne zewnętrzne chorobotwórcze wpływy. Tu oczywiście kuracja medyczna ma sens, ponieważ nie ma to nic wspólnego z karmą.

Na Zachodzie ludzie mają wiele zaufania do nauk Buddy i bardzo chcą je praktykować. Rzadko spotykamy się z taką sytuacją w innych częściach świata, to jest coś wyjątkowego. Praktyka Dharmy sprawia, że w tym i kolejnych życiach doświadczamy coraz mniej cierpienia, którego miejsce z czasem całkowicie zajmuje radość i szczęście. Dzięki niej możemy mieć naprawdę dobre i szczęśliwe życie. Tak naprawdę życie jest krótkie jak sen, jeśli przyjrzymy się mu z perspektywy niezliczonych żywotów, które mamy już za sobą i które są jeszcze przed nami. Jednak w tym życiu mamy możliwość praktykowania dharmy. Oczywiście, stoimy również pośrodku życiowego nurtu i musimy pracować na swoje utrzymanie, dlatego ważne jest, by umieć łączyć praktykę z pracą zawodową. Znaczy to na przykład, że zawsze znajdujemy czas na medytację, bez względu na to, czy wykonujemy praktyki wstępne, medytujemy na jidama, czy na lamę. Musimy więc naprawdę cenić praktykę medytacji i nie stawiać sobie zbyt wygórowanych wymagań. Każdy musi kiedyś zacząć i nikt nie jest doskonały od samego początku. Na przykład na pierwszym etapie praktyki nie przeciągamy za bardzo fazy właściwej koncentracji, lecz utrzymujemy ją jedynie przez krótki czas. Gdy koncentrujemy się na aspektach jidamów, może się zdarzyć, iż umysł czasem jest przejrzysty, a czasami medytacja jest rozmyta albo jesteśmy zmęczeni. Nie powinniśmy się wtedy oceniać ani myśleć: „Dam sobie z tym wszystkim spokój, bo i tak nie podołam”. To zupełnie naturalne, że zdarzają się nam takie fazy. Powinniśmy po prostu praktykować dalej, nie myśląc o tym, że dziś medytuje się nam nadzwyczaj dobrze, ale wczoraj było całkiem beznadziejnie.

Praktyka dharmy buduje prawdziwe życiowe wartości. Można ją wykonywać we wszystkich okresach życia, ponieważ jest środkiem, który może nam pomóc przejść również przez trudniejsze doświadczenia. Kiedy ktoś na przykład nie może znaleźć pracy i nie ma również żadnych wartości w umyśle, które pomogłyby mu się odnaleźć, wówczas psychicznie będzie kręcił się w kółko. Wielu ludzi ma z tym naprawdę poważne problemy, prowadzące nawet do chorób psychicznych. Buddysta ma jednak w tej sytuacji określone wartości duchowe, do których może się odwołać, oraz konkretne środki, z których może skorzystać. Ważne jest też zrozumienie, że stan buddy nie jest nigdzie poza nami. Nie jest gdzieś daleko, lecz jest naszym potencjałem. Dotychczas nie byliśmy świadomi, że tak naprawdę jesteśmy doskonałymi buddami. Praktyki wstępne pomagają nam zgromadzić wiele pozytywnych wrażeń, zdobyć trochę przestrzeni i usunąć z umysłu tyle negatywności, żebyśmy wyraźniej ujrzeli nasz wrodzony potencjał oświecenia. Pożytek płynący z praktykowania Dharmy najlepiej widać na przykładzie ludzi starych. Ci, którzy nie praktykują, często czekają jedynie, żeby upłynął kolejny dzień. Ich życie nie ma dawnej świeżości. Nawet jedzenie już nie smakuje, gdy osiągnęło się wystarczająco sędziwy wiek. Natomiast ktoś, kto poznał dharmę, wie, że warto medytować. Jeśli nie potrafi tego robić, może całymi dniami powtarzać mantry, na przykład Om Mani Peme Hung albo Karmapa Czienno. Dzięki praktyce duchowej jego umysł stanie się radosny, czego nie doświadczą osoby, które nic nie robią. Ponadto ktoś, kto praktykuje, na starość zgromadzi w umyśle wrażenia, które pozwolą mu po śmierci doświadczyć czystych krain buddów. Chodzi bowiem o to, żeby stać się naprawdę szczęśliwym. Gdy komuś uda się rozwinąć chociaż odrobinę radości, może wtedy z powodzeniem praktykować dharmę. A gdy dobrze praktykujemy dharmę, coraz bardziej zbliżamy się do urzeczywistnienia stanu buddy.

Oczywiście buddyści również mogą się borykać z problemami psychicznymi. Istnieją dwa powody takiej sytuacji. Jeden – jak w przypadku chorób – to karmiczne uwarunkowania, czyli dojrzewające właśnie stare negatywne wrażenia karmiczne. Drugim powodem może być źle rozumiana i nieprawidłowo wykonywana medytacja uspokojenia umysłu (szine). W praktyce szine chodzi o to, by rozwinąć zdolność osadzania umysłu w sobie. Ludzie zaczynający tę praktykę oczekują jednak często, że z dnia na dzień uda im się osiągnąć spokój umysłu. Kiedy ktoś na siłę próbuje się uspokoić, pojawia się napięcie, które może wręcz wywołać problemy psychiczne. Powodem jest również to, że ludzie nie wiedzą, jak długo należy wykonywać tę praktykę. Intensywne medytacje szine praktykować można jedynie po długich przygotowaniach, po skończeniu praktyk wstępnych. Medytacje na różne aspekty stanu buddy – takie jak Wyzwolicielka, Kochające Oczy albo Czerwona Mądrość – mają za zadanie stopniowo doprowadzić umysł do miejsca, z którego można właściwie zastosować esencję praktyki. Tak zwana „praktyka na jidama” ma jeszcze jedną dodatkową zaletę: dzięki identyfikacji z jidamem otrzymujemy jego inspirację. Jest to ogromne wsparcie dla rozwoju, wzmacniające doświadczenie spokoju i przejrzystości umysłu. By osiągnąć dobre efekty, trzeba jednak w pełni rozumieć praktykę i prawidłowo ją wykonywać. Aby naprawdę dobrze się rozwijać, przede wszystkim trzeba praktykować z radosnym umysłem i z odpowiednią motywacją. Dlatego powinniście uważać i pamiętać o rozwijaniu oświeconej postawy, to znaczy posiadać umysł pełen miłości i współczucia dla innych. Używamy tutaj różnych metod treningu umysłu: medytacji na jidama lub dawania i brania. Nawiasem mówiąc, ta ostatnia jest bardzo prosta, a przynosi ogromny pożytek.

Jednak tak naprawdę najlepszym duchowym przyjacielem w praktyce są przeszkody i trudne warunki. Oczywiście, gdy ktoś ma problemy w życiu, myśli o nich, martwi się, jest przygnębiony itd. Można jednak nauczyć się obchodzić z nimi tak, by stały się częścią naszej ścieżki. Kiedy się na przykład z kimś kłócimy, to staramy się nie reagować agresywnie, lecz z miłującym nastawieniem uświadomić sobie, że nasz rozmówca zachowuje się źle, ponieważ najprawdopodobniej to my sami źle się zachowaliśmy wobec niego w przeszłości. Pamiętamy, że wiele istot z powodu swojej karmy przechodzi przez podobne trudności i wyrażamy życzenie, żeby nasza własna karma dojrzała, co pozwoli nam z nią pracować. Za sprawą takiego nastawienia trudne sytuacje staną się duchowymi przyjaciółmi i będziemy mogli użyć ich w pracy z umysłem. Budda Siakjamuni powiedział kiedyś, że stany paranoi są nauczycielami wszystkich buddów. Brzmi to dość osobliwie, a oznacza, że Budda został buddą właśnie dzięki uświadomieniu sobie tego, jak wiele cierpienia doświadczają istoty w światach paranoi. To zrodziło w nim życzenie wyzwolenia wszystkich istot z cierpienia i – aby móc to uczynić – osiągnięcia stanu buddy.

Opracowanie: Grzegorz Kuśnierz

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinej Taje Dordże | Mandale - pola mocy buddów - Lama Ole Nydahl | Żeby człowiek był naprawdę szczęśliwy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Cytat - Jeszie Tsogjal | Cztery jogi - Dilgo Czientse Rinpocze | Dwa oblicza umysłu - Dzigme Rinpocze | Cytat - Gampopa | Linia dharmy - Künzig Szamar Rinpocze | Dharma, ludzie, kultura - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - IX Karmapa Łangczuk Dordże (1555-1603) | Umysł 24 godziny na dobę - Karol Ślęczek | Cytat - Naropa | Otwartość pełna mocy - O symbolice lotosu - Mira Starobrzańska | Stupy tybetańskie - Eva Preschern | Cywilizacja buddyjska w Tybecie - Rafał Kowalczyk | Cytat - Budda | Spotkanie z Hambo Lamą w Buriacji. - Lama Ole Nydahl | Cytat - Guru Rinpocze | Czy księżyc istnieje, gdy nikt na niego nie patrzy? - Jürgen Segerer i Guido Czeija | Splątania - Ralf Bohn | Wspomnienia z Europe Center - Roman Lauš i Klara Laušova-Kazellova | Karmapo witaj w domu - Przemówienie Lamy Ole Nydahla | Dziękuję wam wszystkim z głębi mojego serca - XVII Karmapa Taje Dordże, w Ośrodku Europejskim. | WIADOMOŚCI | New Year 2009 - Andrzej "Zielak" Iwulski | Jestem szczęściarzem - Rozmowa z Jakobem Sintchnigiem | 25 lat buddyzmu we Wrocławiu - Tadeusz Kaźmierski | Tam gdzie mieszkają tęcze - Paulina & Adam & Bartołty Team | Rośniemy na Śląsku | Miejsce wielkich osiągnięć | Gdańsk - Michał Bobrowski | Dharma w krainie Dolce Vita - Kasia Balicka |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: