DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 45 -> Splątania

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Splątania

Ralf Bohn
_________

Fizyka kwantowa i buddyzm - doświadczenie to jest to!

Część 4

„Przestrzeń jest informacją” – w fizyce prawda ta przejawia się wyraźnie poprzez tak zwane cząstki splątane. Fizycy kwantowi badają je, żeby dowiedzieć się, czy teoria kwantowa daje pełny opis rzeczywistości. Zadając to pytanie, nauka dotarła do punktu, w którym fizyka i buddyzm już nie przedstawiają odmiennych wizji świata –ich opisy spotykają się i zaczynają się również splątywać.


Wielkie pytanie bez odpowiedzi

Świat kwantów jest bardzo nieprzejrzysty. Opiera się co prawda na hipotezie atomowej, która w swych podstawach wydaje się przejrzysta – według niej obiekty świata doświadczanego przez nas za pomocą narządów zmysłów składają się z małych cząstek, których nie można obserwować bezpośrednio. Teoria opisuje jednak ich zachowanie jako niezwykle osobliwe i nieprzeniknione. W jaki sposób z tego osobliwego świata kwantów może w ogóle powstać świat postrzegany zmysłami? Teoria kwantowa nie odpowiada na to pytanie, mimo że jej przepowiednie – jak dotąd – zawsze się sprawdzały. Jest tu pewien haczyk. Dokładność teorii dotyczy pewnego przedziału: operuje ona wyłącznie prawdopodobieństwami. Kiedy zapytam, gdzie znajduje się w tej chwili klawiatura mojego komputera, stwierdzę jednoznacznie, że jest przede mną na stole, a nie w drugim pokoju. Natomiast teoria kwantowa na pytanie o aktualne położenie jakiejś mikrocząstki daje osobliwą odpowiedź. Nie chce się mianowicie zdecydować na jakieś określone miejsce, tylko wymienia wiele, nieskończenie wiele miejsc, w których z różnym prawdopodobieństwem można znaleźć tę cząstkę. Kiedy spojrzę w przyrząd pomiarowy, nie będę obserwować cząstki – bo tej w ogóle nie da się zobaczyć – tylko efekt, jaki pozostawia w świecie doświadczalnym zmysłowo. Takim śladem jest na przykład czarny punkcik na kliszy fotograficznej. Teraz wiem: „Tu była!” Co jednak teoria kwantowa mówi o poczynaniach cząstki przed pozostawieniem przez nią śladu na kliszy fotograficznej? Co w ogóle taka cząstka robi, kiedy się jej nie obserwuje? Póki nie zaczniemy obserwować, teoria kwantowa mówi o możliwościach. Jednak podczas rzeczywistej obserwacji tylko jedna z tych wielu możliwości staje się niezmiennym faktem. Jest tak, jakby cała przestrzeń możliwości załamywała się w chwili obserwacji, pozostawiając zaledwie tę nikłą część faktów, których całość określamy mianem „rzeczywistości”. Z tego powodu fizycy mówią o załamaniu w chwili obserwacji. Z sytuacji „zarówno to, jak też tamto” robi się „albo-albo”. Dlaczego? Jakie są tego przyczyny? Teoria kwantowa nie odpowiada na to pytanie. Czy to znaczy, że jest niepełna?

Strategie uzupełniania

Najprostszą strategią obchodzenia się z otwartymi pytaniami jest ignorowanie ich. Odpowiedź mogłaby zatem brzmieć: „Teoria kwantowa jest narzędziem dostarczającym poprawnych przepowiedni. I niczym więcej...” Wielu fizyków reprezentuje tę radykalną formę instrumentalizmu, ale w ludzkiej naturze tkwi ciekawość. Chcemy wiedzieć. Liczni twórcy mechaniki kwantowej czuli się więc zobowiązani do tego, żeby przynajmniej uzasadnić, dlaczego nie ma sensu badanie historii mikrocząstki sprzed obserwacji. Mówią oni, że to, co teoria kwantowa opowiada nam o fizycznej rzeczywistości, jest wszystkim, co możemy wiedzieć o tej rzeczywistości, ponieważ nie ma nic więcej, co by można było wiedzieć. Teoria kwantowa opisuje zatem rzeczywistość w sposób pełny! Jest to tak zwana interpretacja kopenhaska. Jej kompletność to dogmat. Na pytanie o to, dlaczego świat nieograniczonych możliwości załamuje się do postaci rzeczywistości, odpowiada, że nie ma żadnych przyczyn, dla których mikrocząstka pozostawia w świecie ślad akurat tutaj, a nie gdzieś indziej. Prawo przyczynowości nie obowiązuje zawsze i wszędzie. W mikrokosmosie nie ma już zastosowania. Wiemy jedynie o możliwości. Istnieje jeszcze niezależny od obserwatora przypadek.

Przypadek czy oświecenie?

Zazwyczaj mówimy o przypadku, kiedy nie znamy wszystkich przyczyn wydarzenia. Przypadek jest zatem formą niewiedzy. Jest pewnym uogólnieniem, ponieważ zazwyczaj nie jesteśmy w stanie wziąć pod uwagę wszystkich przyczyn. Kiedy jednak nie wiemy czegoś, jest to konsekwencja niewiedzy, a wraz z oświeceniem niewiedza znika. Obiektywny przypadek nie jest jednak formą niewiedzy. Charakteryzuje go rzeczywistość niezależna od umysłu. A zatem oświecenie jest niemożliwe. Ta interpretacja fizyki kwantowej jest dla buddysty absolutnie nie do przyjęcia. Dlatego fizyk Anton Zeilinger opowiada, że Dalajlama nie akceptuje czystego przypadku. Interpretację kopenhaską ozdobić można dodatkowymi założeniami filozoficznymi. Chciałoby się całkowicie zaprzeczyć istnieniu mikrocząstek. Ten antyrealizm jest dla buddysty kuszący, UWAGA!, obiektywny przypadek mimo to jeszcze istnieje. Jeżeli jednak nie akceptujemy obiektywnego przypadku, bez odpowiedzi pozostaje nasze główne pytanie: „Dlaczego świat postrzegany zmysłami powstaje w taki, a nie inny sposób?”. Na poziomie mikrocząstek pytanie to brzmi: „Dlaczego ślad mikrocząstki pojawia się tu, a nie gdzieś indziej?”. Na pierwsze pytanie buddyści mają ogólną odpowiedź: „Solidna rzeczywistość jest naszym wspólnym snem, który przeżywamy odpowiednio do naszej karmy”. Panuje zatem ścisła przyczynowość. Gdyby Budda wypowiadał się w terminach fizyki kwantowej, odpowiedziałby na drugie pytanie: „Jeżeli założymy istnienie cząstek elementarnych, to muszą też istnieć przyczyny ich zachowania”. Czy nie prowadzi nas to jednak do bardzo „niebuddyjskiej” rzeczywistości złożonej z materialnych cząstek? Możemy się odprężyć. Po pierwsze, jest to tylko hipoteza. Zachowujemy się tak, jakby była prawdziwa, i patrzymy, co się wydarza. „Jeżeli…, to…” – w taki sposób przemawiają do nas prawa natury, np. „Jeżeli podwoję prędkość jakiegoś ciała, to jego energia wzrośnie czterokrotnie”. W ten sam sposób przemawia do nas Budda: „Jeżeli będziesz robić to i to, będziesz oświecony”. Jeżeli doświadczenie wystąpi, potwierdzi hipotezę.

Realizm

Nie inaczej rzecz się ma z naszym założeniem, że jeżeli istnieją mikrocząstki, to muszą też istnieć przyczyny ich zachowania. Tutaj zaprzeczamy głównemu nurtowi dzisiejszej fizyki. Ale jeżeli oświecenie jest możliwe, musimy założyć, że wszystkie zjawiska są uwarunkowane. Ponieważ tylko wtedy, kiedy coś jest uwarunkowane, można zmienić warunki. Gdyby cierpienie nie miało przyczyny, niemożliwe byłoby jego rozpuszczenie. Nawet wyzwolenie nie byłoby możliwe. Nie wystarczy zatem po prostu nie zgodzić się na obiektywny przypadek o rzeczywistej naturze niezależnej od umysłu. Musimy zażądać jego przeciwieństwa: jeżeli wychodzimy z teorii molekularnej – a teoria kwantowa tak czyni – musimy domagać się uzupełnienia jej o przyczynowość. Pierwszym, który zabrał głos w tej sprawie, był Albert Einstein. Akurat jeden z twórców fizyki kwantowej. Wyobraźmy sobie człowieka, który tańczy nago na ulicy, śpiewając przy tym pieśni kościelne. Uznalibyśmy go za szaleńca. Ale gdybyśmy wiedzieli, że założył się o milion euro, iż to zrobi, znalibyśmy przyczynę jego zachowania i rozumielibyśmy go. Rozważania Einsteina przebiegały analogicznie. Z teorii kwantowej wynika istnienie tak zwanych splątanych cząstek, które zachowują się w zupełnie zwariowany sposób. Einstein uważał jednak, że rzeczywistość jest racjonalna, a więc muszą istnieć przyczyny objaśniające ich zachowanie, tyle że są one dla nas w tym momencie niewidoczne. Teoria kwantowa przyczyn tych nie zna, a więc nie jest kompletna. Dlaczego jednak Einstein uważał rzeczywistość za rozsądną? Ponieważ był przekonany, że prawo przyczyny i skutku obowiązuje powszechnie! Prowadzi to, jak już wiemy, do całkowitego sprzeciwu wobec obiektywnego przypadku. Einstein powiedział żartem: „Bóg nie gra w kości”. Pytanie brzmi więc teraz: „Czy istnieją ukryte przyczyny?” Droga do odpowiedzi na nie wiedzie przez...

…splątane cząstki!

Istnieją źródła emitujące mikrocząstki. Na przykład źródło światła wysyła maleńkie cząstki światła, nazywane kwantami światła lub fotonami. Nie interesuje nas teraz, w jaki sposób powstają. Ważne, że w myśl teorii kwantowej mogą powstawać pary bliźniaczych mikrocząsteczek. Dla uproszczenia naszego przykładu załóżmy, że mogą one przyjmować wyłącznie kolor czerwony lub zielony. Są splątane wtedy, gdy spełniona jest reguła, że zawsze kiedy w przypadku jednej cząstki obserwujemy czerwień, druga cząstka również jest czerwona. Identycznie jest z zielonym. Teoria kwantowa mówi nam: dopóki cząstka nie podlega obserwacji, cechuje ją możliwość „zarówno czerwony, jak i zielony”. Dopiero w momencie obserwacji pojawia się wybór: czerwień lub zieleń. Obecnie nie wiemy, dlaczego cząstka jest akurat czerwona (lub zielona). Być może nie ma niczego, co można by wiedzieć, gdyż jest to dziełem przypadku. Brak znanych nam przyczyn tego zjawiska jest wielkim otwartym problemem. Możemy rozdzielić w przestrzeni – na dowolną odległość – nasze splątane cząstki, z których każda posiada możliwość „zarówno czerwony, jak i zielony”. Możemy jedną z nich umieścić na Księżycu, a drugą pozostawić na Ziemi. Zgodnie z regułą splątania teoria kwantowa przepowiada dla naszego przykładu, że jeżeli będziemy obserwować cząstkę, która pozostała na Ziemi, i przy pomiarze będzie ona miała kolor czerwony, to cząstka na Księżycu może mieć tylko kolor czerwony, i to niezależnie od tego, czy jest obserwowana, czy nie. W przypadku pojedynczej nieobserwowanej cząstki teoria kwantowa mówi tylko o możliwości „zarówno czerwony, jak i zielony”. Skąd cząstka na Księżycu, która teraz sama może podlec obserwacji, „wie”, że jej bliźniaczka właśnie pokazała się od czerwonej strony? Jako cząstka splątana musi się zachowywać zgodnie z prawidłami splątania. Według teorii kwantowej informacja o kolorze ziemskiej bliźniaczki dociera do niej natychmiast! Nie gra roli odległość dzieląca splątane cząstki. A niechby to były nawet miliony lat świetlnych... Jak to możliwe?

Przestrzeń jest informacją

Być może cząstka znajdująca się na Ziemi wysłała bliźniaczce na Księżycu w momencie obserwacji informację: „Cześć, właśnie mnie obserwują i moja możliwość «zarówno czerwony, jak i zielony» załamuje się do faktu: czerwień”. Cząstka bliźniacza wiedziałaby wtedy, że musi sprawić, by jej własna możliwość „zarówno czerwony, jak i zielony” również przekształciła się w fakt: czerwień. Ponieważ jest splątana ze swoją bliźniaczką, a splątane cząstki tak się zachowują. Teoria względności Einsteina, obowiązująca bez ograniczeń w naszym codziennym świecie, twierdzi jednak, że istnieje maksymalna prędkość, z jaką może przenosić się informacja: określamy ją niefortunnym mianem „prędkości światła”, ale chodzi właściwie o rozprzestrzenianie się informacji! Wiemy dziś z wielu eksperymentów, że komunikacja typu walkie-talkie między splątanymi cząstkami musiałaby zachodzić z prędkością dużo większą niż prędkość światła o ile w ogóle zachodzi komunikacja tego rodzaju! To jest jednak nieprawdopodobne, ponieważ naruszałoby to teorię względności, która – jak dotąd – zawsze potwierdzała się z niewyobrażalną dokładnością. Ale nawet gdyby istniała prędkość większa niż prędkość światła, i tak nie rozwiązywałoby to problemu. Ciągle jeszcze byłaby to skończona, ograniczona prędkość, podczas gdy teoria kwantowa mówi o natychmiastowości! Tutaj najwyraźniej nie chodzi o zwykłe rozprzestrzenienie się informacji. Chodzi tu raczej o wgląd w ponadczasowość przestrzeni. Wygląda na to, że informacja po prostu jest obecna w przestrzeni. Przestrzeń jest informacją!

Ukryte przyczyny

Wróćmy do tego, jak Einstein poszukiwał ukrytych przyczyn. Teoria względności wyklucza natychmiastowość oddziaływań, a do tego Einstein uważał teorię kwantową za niekompletną. Musiał więc pozbyć się przeklętego obiektywnego przypadku. Wysunął hipotezę, że splątane cząstki otrzymują w chwili powstania, a więc w momencie, w którym nie są jeszcze od siebie znacznie oddalone w przestrzeni, informację o tym, na jaki kolor mają się później zdecydować. To tak jakby dostały przy narodzinach zamknięty list, który mają otworzyć, kiedy będą obserwowane. Obie zaczynają od możliwości „zarówno czerwony, jak i zielony” i nie wiedzą, co znajduje się w ich listach. Kiedy pierwsza cząstka będzie obserwowana (mierzona), otworzy swój list i przeczyta na przykład: czerwony. Od tego momentu czerwień jest faktem. Kiedy jej bliźniacza cząstka na Księżycu będzie kiedyś obserwowana, otworzy swój list i również przeczyta: czerwony. Dlatego że oba listy zostały napisane w chwili ich powstania zgodnie z prawidłami splątania. Można by powiedzieć, że mikrocząstki otrzymały swoje właściwości przy narodzinach, jednak noszą je w ukryciu, więc z naszego punktu widzenia wygląda to tak, jakby uzyskiwały te właściwości dopiero w momencie obserwacji. Wydają się nam one przypadkowe tylko dlatego, że były dotąd ukryte. Ale wiemy, że te informacje już istniały. To, że są dla nas ukryte, jest konsekwencją naszej niewiedzy. W ten sposób wyeliminowany zostaje obiektywny przypadek. Pozostaje subiektywny, pozorny przypadek, który zawdzięczamy naszej niewiedzy. Być może nasze przyrządy pomiarowe są niewystarczająco czułe, aby dotrzeć do ukrytej informacji. Wtedy teoria kwantowa pozostałaby ważna, a równocześnie zostałaby uzupełniona o teorię ukrytych przyczyn. A jeżeli nie tylko splątane, lecz wszystkie mikrocząstki posiadają takie przyrodzone, ukryte informacje, to załamanie przestrzeni możliwości dałoby się logicznie objaśnić. Wszystko wspaniale by funkcjonowało. Ale, jak zaraz zobaczymy, nie funkcjonuje. W 1964 roku, dziewięć lat po śmierci Einsteina, irlandzki fizyk John Bell opracował wyrafinowaną matematyczną metodę, za pomocą której można było stwierdzić, czy istnieją ukryte przyczyny. Osiemnaście lat później udało się ostatecznie przeprowadzić tego typu eksperymenty ze splątanymi cząstkami. Okazało się, że osobliwe zjawiska splątania w żadnym wypadku nie mogą zostać wyjaśnione ukrytymi przyczynami, którymi mikrocząstki miałyby zostać obdarzone w momencie tworzenia i które miałyby nosić ze sobą niczym zamknięty list. Te przyrodzone właściwości nie mogą istnieć. Czy zatem sen o przyczynowym uzupełnieniu teorii kwantowej już się prześnił? Einstein najwyraźniej się mylił, ale nie całkiem…

Uzupełnienie

W zasadzie wystarczy, jeżeli będziemy w stanie opowiedzieć pełną historię mikrocząstek. Przyczyną zachowania mikrocząstek nie mogą być – zgodnie z wynikami eksperymentów – żadne tkwiące w nich przyczyny. Co jeszcze wchodzi w grę? Wyobraźmy sobie stateczek z papieru płynący po wodzie. Nie ma własnego napędu, a więc żadnej przyrodzonej przyczyny, dla której się porusza. A jednak płynie. Przypadkiem? Nagle odkrywamy, że pędzi go fala. Ta teoria prowadzącej fali jest zasługą jednego ze współtwórców fizyki kwantowej – Louisa de Broglie’a. Sformułował on ją jako pierwszy w latach 20. ubiegłego wieku, popadła jednak w zapomnienie. W latach 50. irlandzki fizyk David Bohm odkrył ją na nowo, rozbudował i obronił przed panującemu dogmatem interpretacji kopenhaskiej. Nosi ona nazwę mechaniki Bohma. Sam Bohm określił ją później mianem „przyczynowej interpretacji mechaniki kwantowej”. W fali prowadzącej zakodowane są wszystkie informacje dotyczące ruchu i właściwości wszystkich cząstek wszechświata. Ponieważ opisane powyżej doświadczenia udowodniły, że ta informacja nie jest wymieniana między cząstkami w formie sygnału ani też nie jest przyrodzoną właściwością cząstek, fala prowadząca musiałaby być wibracją w okamgnieniu wypełniającą całą przestrzeń, symultanicznie kierującą i koordynującą zachowanie cząstek. Lokalna zmiana na jednym miejscu powodowałaby natychmiastowe globalne skutki w całej przestrzeni. Wszystko powiązane by było ze wszystkim, natychmiast. Część decyduje o całości i na odwrót. Ten obraz świata nazywany jest holistycznym (od greckiego holos – „całkowity”). Każda cząstka ma od niemającego początku czasu własny, dokładnie wytyczony przez falę prowadzącą tor i przypisaną sobie lokalizację, w której znajdzie się w danej chwili. Nie ma tu miejsca na obiektywny przypadek. Chcieliśmy skrajnie poważnie potraktować hipotezę atomową i orzekliśmy, że jeżeli istnieją mikrocząsteczki, to muszą podlegać nieprzerwanej przyczynowości. W fali prowadzącej mechaniki Bohma znaleźliśmy teraz możliwy nośnik związku przyczynowo-skutkowego. Jeżeli więc upieramy się przy istnieniu mikrocząstek, musimy uznać istnienie fali prowadzącej jako rzeczywistej. Osiągnęliśmy już częściowe zwycięstwo: można uznać, że obiektywny przypadek nie istnieje, za to obowiązuje w całości prawo przyczyny i skutku. Jednak ciągle jeszcze istnieje rzeczywistość odrębna od świadomości. W umyśle obserwatora ta rzeczywistość wibrujących cząstek znajduje swoje odbicie. Z punktu widzenia fizyki każdy atom wibruje zgodnie z falą prowadzącą, reszta jest poglądem; jeżeli jesteśmy w stanie bez przeszkadzających uczuć zaakceptować rzeczywistość taką, jaka się przejawia pod wpływem prawa karmy, jesteśmy wyzwoleni. Mechanika Bohma wydaje się być nowoczesnym sformułowaniem fizycznej teorii wajbhaszików, buddyjskiej szkoły therawady. Można powiedzieć, że konsekwentne uznawanie hipotezy atomowej wraz z konsekwentnym respektowaniem hipotezy przyczyny i skutku prowadzi nas do fizyki Małej Drogi. „Don’t forget Theravada!” (Szamar Rinpocze). Czy istnieje też coś takiego jak…

...fizyka Wielkiej Drogi?

Gdyby dualizm materia-umysł był rzeczywisty, oświecenie byłoby nieosiągalne. Przyjrzyjmy się raz jeszcze punktowi wyjścia. Odrzucamy czysty przypadek, ponieważ wolimy fizyczną teorię, która nie przeczy buddyjskiemu celowi – oświeceniu. Dlatego szukamy teorii, która bez żadnych luk opisze przyczynę zachowania mikrocząstek. Jednak przyjęcie materialnych mikrocząstek jest hipotezą dualistyczną. Czy musimy tę hipotezę w ogóle stawiać? Nie. Nikt nas do tego nie zmusza. A zatem znowu znaleźliśmy się w punkcie, od którego zaczęła się pierwsza część tego artykułu o fizyce kwantowej, a mianowicie przy narodzinach hipotezy atomowej poprzez analogię.

Obserwacja: Przyrządy pomiarowe raz po raz rejestrują obserwację O.
Wyjaśnienie: Hipoteza atomowa wyjaśnia obserwację O najlepiej.
Wniosek: A więc istnieją atomy.

Ten wniosek nie jest logicznie nieodparty. Opiera się na pewnej bardzo subiektywnej ocenie – na przypuszczeniu, że hipoteza atomowa jest najlepszym wyjaśnieniem. Kto powiedział, że nie ma lepszego wytłumaczenia? Tu znów znajdujemy się przy antyrealistycznej interpretacji teorii kwantowej. Ona nie upiera się przy rzeczywistym istnieniu cząstek. Niels Bohr, jeden z twórców interpretacji kopenhaskiej, powiedział kiedyś nawet: „Nie ma żadnego świata kwantowego”. Poznaliśmy jednak tę hipotezę jedynie w związku z obiektywnym przypadkiem. Aby go wyeliminować w duchu mahajany, teoria kwantowa musiałaby być częścią nadrzędnej teorii, która po pierwsze – nie mówi o rzeczywistych mikrocząstkach, a po drugie – nie potrzebuje obiektywnego przypadku, ponieważ może nam udostępnić ukryte informacje, jak dotąd niedostępne dla naszej materialistycznie nastawionej nauki. Taka teoria musi od początku mówić o umyśle i przyrodzonej mu niewiedzy. W Indiach w IV wieku Asanga i Wasubandhu zaczęli snuć rozmyślania w tym kierunku i stworzyli szkołę „Tylko Umysł” buddyzmu mahajany, w której postrzegane zjawiska uważane są za projekcje umysłu. Jeżeli chcemy opisać projektowany film, stosownym wydaje się pojęcie informacji. Fizyk Anton Zeilinger proponuje utożsamienie rzeczywistości z informacją. Jednak przyjmuje on obiektywny przypadek jako coś istniejącego i niewytłumaczalnego. Panujący dogmat obiektywnego przypadku mocno trzyma się w teorii kwantowej. Aby się z nim uporać, potrzebujemy fizyków i filozofów, którzy będą badać przestrzeń jako informację, z poglądem mahajany.

Ralph Bohn – uczeń Lamy Ole Nydahla od 1990 roku. Autor i reżyser. Studiował filozofię, matematykę i fizykę. Mieszka w Berlinie.

Opracowanie: Ewa Zachara

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinej Taje Dordże | Mandale - pola mocy buddów - Lama Ole Nydahl | Żeby człowiek był naprawdę szczęśliwy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Cytat - Jeszie Tsogjal | Cztery jogi - Dilgo Czientse Rinpocze | Dwa oblicza umysłu - Dzigme Rinpocze | Cytat - Gampopa | Linia dharmy - Künzig Szamar Rinpocze | Dharma, ludzie, kultura - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - IX Karmapa Łangczuk Dordże (1555-1603) | Umysł 24 godziny na dobę - Karol Ślęczek | Cytat - Naropa | Otwartość pełna mocy - O symbolice lotosu - Mira Starobrzańska | Stupy tybetańskie - Eva Preschern | Cywilizacja buddyjska w Tybecie - Rafał Kowalczyk | Cytat - Budda | Spotkanie z Hambo Lamą w Buriacji. - Lama Ole Nydahl | Cytat - Guru Rinpocze | Czy księżyc istnieje, gdy nikt na niego nie patrzy? - Jürgen Segerer i Guido Czeija | Splątania - Ralf Bohn | Wspomnienia z Europe Center - Roman Lauš i Klara Laušova-Kazellova | Karmapo witaj w domu - Przemówienie Lamy Ole Nydahla | Dziękuję wam wszystkim z głębi mojego serca - XVII Karmapa Taje Dordże, w Ośrodku Europejskim. | WIADOMOŚCI | New Year 2009 - Andrzej "Zielak" Iwulski | Jestem szczęściarzem - Rozmowa z Jakobem Sintchnigiem | 25 lat buddyzmu we Wrocławiu - Tadeusz Kaźmierski | Tam gdzie mieszkają tęcze - Paulina & Adam & Bartołty Team | Rośniemy na Śląsku | Miejsce wielkich osiągnięć | Gdańsk - Michał Bobrowski | Dharma w krainie Dolce Vita - Kasia Balicka |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: