Diamentowa Droga -> Nr 45 -> Ośrodek w Gdańsku
Gdańsk
DRODZY PRZYJACIELE
Minął już rok od czasu, kiedy dostaliśmy pozwolenie na budowę nowego ośrodka w Gdańsku. 10 czerwca 2008 okazał się dla nas podwójnie pomyślny – urzędnicy wydali nam pozwolenie na budowę w dzień urodzin i śmierci Lobpyna Tseczu Rinpocze, co Lama Ole uznał za wyraźny znak jego błogosławieństwa.
Nasza strategia budowy opierała się w tym czasie na pomyśle kredytowania budowy i spłaty rat kredytu z wynajmu pokoi w starym i w nowowybudowanym ośrodku. Liczby się zgadzały. Z wyliczeń wynikało, że stać nas będzie na spłatę kredytu. Zaczęliśmy zaawansowane rozmowy z jednym z banków. Jednocześnie z niepokojem obserwowaliśmy wzrost cen na rynku budowlanym, który w szybkim tempie pożerał naszą zdolność do spłaty kredytu i finansowe poczucie bezpieczeństwa. Zrobiliśmy aktualizację kosztorysu i okazało się, że koszt budowy wzrósł o 30 procent. Lama Ole powiedział: „To za drogo. Nie budujcie wszystkiego od razu. Budujcie krok po kroku i nie bierzcie całej kwoty kredytu od razu”. Wywróciło to naszą strategię do góry nogami, ale jako kontynuatorzy wielusetletniej tradycji uczniów Diamentowej Drogi natychmiast dostosowaliśmy się do nowych zaleceń Lamy ufając, że wszystko jest możliwe. Zmieniliśmy plany i zdecydowaliśmy się budować etapami z własnych środków, a kredyt, wziąć w ostateczności, na zakończenie inwestycji. Przed jesienną wizytą Lamy Ole w Gdańsku zadzwonił jeden z naszych sangowiczów, Marek Wasilewski (Wasyl), który prowadzi firmę budowlaną. Zaproponował zrobienie wykopu i wywozu ziemi prawie za darmo. Aby wykorzystać tę wspaniałą okazję i zaoszczędzić ponad 100.000 zł prace musiały się zakończyć do końca marca 2009. W takiej sytuacji oczywiste było, że nie możemy tracić czasu. W grudniu rozpoczeliśmy budowę. Styczeń upłynął nam na uzyskaniu pozwolenia na wycinkę sześciu drzew stojących na terenie, na którym będzie budowany nowy ośrodek. Udało się nam zamienić wyliczoną przez urzędników kwotę, bagatela – 252.000 zł na zobowiązanie do posadzenia siedemnastu drzew w pobliskim parku. Dwa dni po uzyskaniu pozwolenia na wycinkę, 13 lutego, w piątek, korzystając z zaawansowanego technologicznie sprzętu w postaci piły łańcuchowej, oraz fachowej pomocy kuzyna Artura Kijowskiego w ciągu dwóch godzin wycięliśmy, wszystkie drzewa. Podczas kolejnych weekendów, przełożyliśmy kabel telefoniczny. Uporządkowaliśmy również przyszły plac budowy. Oczywiście najwięcej radości dostarczyło wielkie ognisko, w którym spaliliśmy pozostałe po wycince drzew gałęzie oraz wszystkie drewniane rzeczy znajdujące się na działce. Straż pożarna nie interweniowała, a pieczone kiełbaski były pyszne.
Bumpy
Zgodnie z tybetańską tradycją, aby zapewnić sobie przychylność lokalnych energii, które mogłyby przeszkadzać w budowie postanowiliśmy zrobić bumpy dla Nagów. Korzystając ze wskazówek pozostawionych przez Lobpyna Tseczu, zebraliśmy niezbędne elementy i 11 marca 2009 wypełniliśmy 11 bump. Na koniec okazało się, że za oknem jest zupełnie biało od śniegu, a licznik zdjęć w aparacie dokumentującym wypełnianie bump wskazywał 108… Ta liczba, „prześladowała” nas zresztą od początku. W trakcie całego procesu projektowania i uzgodnień. W ciągu jednego dnia okazało się, że zarówno uzgodnienie BHP, jak i Sanepidu znalazły się pod numerem 108, mimo iż były wpisywane do dwóch różnych ewidencji. Zaś nasz konstruktor przeniósł się do nowego biura, do pokoju nr 108.
Bumpy zapakowaliśmy w kartony i na kursie w Berlinie, Lama Ole pobłogosławił je. Teraz czekają do października, aż Lama Ole włoży je w odpowiednie miejsca w nowobudowanym budynku podczas weekendowego kursu w Gdańsku.
Wykop i czyn społeczny
Nastał wyczekiwany 17 marca 2009. Tego dnia, we wczesnych godzinach rannych, ciężki sprzęt w postaci koparki oraz dwóch wywrotek wjechał na ciche podwórko przy ul. Pomorskiej 41. Następnego dnia dołączyły jeszcze dwie wywrotki i tak codziennie w godzinach 7–15 plażowy piasek opuszczał naszą posesję. Podczas, gdy wywrotki wywoziły ziemię z posesji, my w asyście wytrawnego dendrologa jak i znakomitego mówcy Karola Ślęczka, wykonaliśmy czyn społeczny. Na jednej z sesji medytacyjnych, podczas kursu weekendowego z Karolem, posadziliśmy obiecane urzędowi siedemnaście drzewek. Drzewka szczęśliwie przyjęły się i dziś szumią zielonymi liśćmi.
Przetarg na wykonawcę
Na początku roku na jednym z zebrań budowlanych ustaliliśmy etap budowy, który możemy zrealizować w tym roku. Były to: piwnice (z gompą Mahakali), ze stropem i klatką schodową, studnie chłonne i drenaż. Budowa ścian gompy wtedy pozostawała w sferze marzeń. W marcu, po zrobieniu wykopu, okazało się, że nie musimy robić drenażu. Oszczędziliśmy kolejne 60.000 zł. Kryzys finansowy na rynku okazał się dla nas łaskawym sprzymierzeńcem. Spadły ceny materiałów i robocizny. Mogliśmy już realnie myśleć o wybudowaniu również ścian gompy. Do rozpoczętych w maju negocjacji, które przygotowywał Tomek Salamon, zaprosiliśmy siedem cieszących się dobrą opinią firm z doświadczeniem w robotach żelbetowych. Dzięki wybitnym talentom negocjacyjnym Kuby Szuberta negocjacje zakończyły się pomyślnie. Na tyle pomyślnie, że zaczeliśmy poważnie myśleć o wybudowaniu również parteru części socjalnej. Po zebraniu deklaracji wpłat od gdańskich sangowiczów i kolejnej turze negocjacji okazało się, że będzie to możliwe!17 czerwca podpisaliśmy umowę na budowę pierwszego etapu konstrukcji nowego ośrodka. W ciągu najbliższych trzech miesięcy wykonane zostaną: piwnice (wraz z gompą Mahakali), parter części socjalnej (hall, klatka schodowa i duży livingroom), strop nad parterem oraz ściany gompy i studnie chłonne.
Blog budowy
Od listopada 2008 prowadzimy blog budowlany gdańskiego ośrodka. Możecie w nim przeczytać większość opisywanych w tym artykule historii, a także zobaczyć mnóstwo ciekawych i zabawnych zdjęć, dokumentujących wszystkie wydarzenia. W trakcie budowy, do końca września, wpisy wraz ze zdjęciami będą pojawiać się raz w tygodniu. Zaglądajcie więc na nasz blog aby zobaczyć co się dzieje w Gdańsku…
www.gdansk.buddyzm.pl/blog
w imieniu Szlachetnej Sangi Gdańskiej, Michał Bobrowski
PS. Mimo naszych egoistycznie usilnych starań, aby odebrać innym wszelkie szanse do okazania szczodrości, te szanse wciąż istnieją i mają się dobrze, ponieważ do zakończenia pierwszego etapu potrzebujemy 72.000 zł. Tak więc jak mawiają w takich wypadkach uprzejmi Anglicy: Feel free!