DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 45 -> Mandale - pola mocy buddów

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Mandale - pola mocy buddów

Lama Ole Nydahl
_________

Słowo i zasada
Słowo „mandala” pochodzi z sanskrytu i oznacza „koło, krąg”. Tybetańczycy posługują się tu pojęciem „czilkhor”, gdzie „czil” znaczy centrum, a „khor” to jego otoczenie. W ten sposób opisujemy pełnię i wzajemną współzależność wszystkich zjawisk. Słowo to opisuje zarówno środek jakiegoś wydarzenia, jak też jego sąsiedztwo. Zasada ta działa wszędzie i na wszystkich poziomach: pojawia się dany obszar działania, dana energia, wydarzenie, wgląd czy świadoma wola i z tego powstaje świat.


Na kolejnych poziomach oświecenia coraz wyraźniej widzimy, jak wokół nadrzędnej zasady, czy czegoś ponadosobistego, jedno po drugim powstają pola mocy. Różne energie spotykają się i uzupełniają, powstają całości, których pełnię przedstawia buddyjska sztuka. Jest to pogląd bardzo pożyteczny również w życiu codziennym. Tam, gdzie nadal panują wymieszane warunki i karma z poprzednich żywotów, ważne jest, żeby nie stracić z oczu pełnego obrazu sytuacji. Obserwujemy wówczas nie tylko sam środek sytuacji, lecz całe pole mocy – nie tylko własne, bezpośrednie doświadczenie, lecz również cały zbiór wydarzeń i wszystkich związanych z nim ludzi oraz ich doświadczenia.

Światowe przykłady

Zasadę mandali wyraźnie widać na przykładzie płatków śniegu: chociaż każdy płatek jest inny, każda z form koncentruje się wokół jednego punktu i promieniuje z niego na zewnątrz. Podobnie jest w sporcie: ludzie zbierają się w jednym miejscu, coś się wydarza, nagle powstaje pole mocy, by następnie się rozproszyć. Za każdym razem widzimy jakąś centralną energię, a wokół niej powstające fale wydarzeń, które zostały przez nią stworzone lub przywołane – jak kręgi powstające wokół kropli deszczu padających na powierzchnię spokojnego jeziora. Pola mocy można zaobserwować również na poziomie duchowym, w ludzkim rozwoju. Już na samą myśl o niektórych ludziach, takich jak Mao Tse Tung, który wymordował 70 milionów Chińczyków, Stalin z jego 30 milionami ofiar w Rosji, Hitler z 25 milionami zabitych, z których jedynie połowa zginęła na froncie, albo Pol Pot, Chomeini czy coraz większa dziś liczba muzułmańskich terrorystów, można poczuć się źle. To są wciąż aktywne pola mocy: myślimy o pewnych religiach czy ludziach i nie chcemy mieć ich w swoim kraju. Z drugiej strony na myśl o Albercie Schweitzerze czy Florence Nightingale wkraczamy w przyjemne pola mocy i czujemy, że nawiązujemy kontakt z czymś dobrym – z czymś, co nadal daje poczucie spełnienia i pozostaje wartościowe.

„Nieczyste mandale”: z iluzją ego

Z nieczystymi polami mocy można się spotkać na całym świecie; w dużej mierze określają one zachowanie istot. Pojawiają się, gdy ktoś nieoświecony zaczyna wbrew wszelkiej logice myśleć, że istnieje coś trwałego i rzeczywistego, co można by nazwać „ja”, wokół czego wszystko się kręci. Jest to oczywiste szaleństwo, ponieważ to, co wydaje się być „osobiste” – ciało czy też myśli i uwarunkowane uczucia – bezustannie się zmienia, jak obrazy na powierzchni lustra albo fale na wodzie. Jeśli wierzymy jednak, że są one trwałym, istniejącym naprawdę „ja” i próbujemy związać z nim wszelkie możliwe piękne i porywające doświadczenia życia, blokujemy sami siebie. Gdy ktoś oddziela przeżywającego od obiektu przeżywania, może być na przykład fizycznie odważny, ale być może nie potrafi powiedzieć komuś choremu na raka, w jakiej naprawdę znajduje się on sytuacji. W innym przypadku osoba taka może – źle rozumiejąc ideę szczodrości – dawać pieniądze żebrzącym dzieciom, które zaczynają myśleć, że jest to idealny sposób zarobkowania i w rezultacie w coraz gorszym stylu do końca życia utrzymują się z żebractwa. Podział na „ja” i resztę świata jest bardzo męczący i uciążliwy. Przy takim podejściu do głosu w umyśle dochodzą coraz to nowe rodzaje pomieszania i nic nie jest naprawdę satysfakcjonujące. Ostatecznie ani warunki, ani przyjaciele, od których nieustannie oczekujemy, że uczynią nas szczęśliwymi, nie są w stanie zagwarantować nam rzeczywistego bezpieczeństwa, ponieważ budujemy w ten sposób na uwarunkowanym, złożonym i przemijającym fundamencie. Najlepsze ludzkie związki trwają nie dłużej niż do pięćdziesięciu lat, po których każdy zwykle trafia do własnego grobu. Dóbr materialnych z kolei trzeba nieustannie strzec i bronić. Dlatego też światowe, „nieczyste” pola mocy mogą zaoferować nam szczęście i poczucie sensu tylko na ograniczony czas. W końcu okazują się nietrwałe.

„Czyste mandale”: bez iluzji ego

Chociaż zasada pól mocy funkcjonuje na całym świecie, łatwiej jest zrozumieć ją najpierw na przykładzie oświeconych, „czystych” poziomów. Świadomość tego, co znajduje się w centrum i jakie energie działają wokół niego, przynosi pełniejszy i odważniejszy wgląd w wydarzenia, otwiera umysł. Najskuteczniejszą metodą jest tutaj spoczywanie w chwili i maksymalne „wypełnianie” sytuacji przestrzenią. Gdy oceniamy zjawiska z pozycji wyobrażonego „ja”, świat staje się kanciasty, lepki i sztywny. Błądzimy wówczas albo w przeszłości, albo w przyszłości; albo chwytamy się tego, co przemijające, albo to odpychamy. Zrozumienie, że idea oddzielnego „ja” nie ma sensu – że nie można znaleźć żadnej „osoby” ani w ciele, ani w myślach czy uczuciach – otwiera przestrzeń. Nie chcemy jej już w żaden sposób ograniczać, wolimy raczej cieszyć się jej zapraszającą otwartością i bogactwem. Kto pozwoli owej nieograniczoności, wolnej od „lubię – nie lubię”, spocząć samej w sobie, doświadczy jej twórczej siły. Zobaczy, jak buddowie i ich czyste pola mocy wyłaniają się z owej przestrzeni na podobieństwo chmur kondensujących się w wilgotnym powietrzu – wolni od obaw i oczekiwań nie polegają na niewiedzy ani na przeszkadzających uczuciach, lecz bezpośrednio wyrażają ponadczasową naturę umysłu i różnorakie właściwości oświecenia. Jeżeli odważymy się na taki skok i pozwolimy sobie na odcięcie wszelkich ograniczeń, odkryjemy wykraczające poza „wczoraj” i „jutro” i coraz dłużej trwające stany błogości – radość bycia tym, czym zawsze byliśmy i czym jesteśmy: świetlistą, świadomą przestrzenią. W ten sposób manifestuje się nagle ponadczasowa moc przeżywającego – jego pełne doświadczenie, wszelka zebrana wiedza pojawia się jako nieograniczone bogactwo, wrodzone każdemu i wyrażające się wszędzie. Chociaż tego stanu mądrości często doświadcza się jako potężnego światła, gra on swobodnie sam ze sobą i doświadcza swych niezliczonych właściwości. Podstawowe znaczenia ma tutaj doświadczenie niewzruszonej pewności, które za czasów Buddy opisywano jako osiemnaście rodzajów nieustraszoności. Dziś, po skoncentrowanych wokół absolutnej natury zjawisk doświadczeniach lat 60. XX wieku, rozumiemy je najprawdopodobniej jako fundamentalne zaufanie, że wszystko jest prawdą tylko dlatego, że się wydarza lub nie wydarza, że esencja prawdy kryje się zarówno w przestrzeni jak też w zjawiskach. Doświadczenie tej otwartości pozwala nam robić to, co wydarza się przed naszym nosem – sprawia, że jesteśmy do szpiku kości dobrzy i potrafimy żyć tym, co od zawsze zawarte jest w umyśle. Niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy i co się dzieje, każdy stan i każde zjawisko potwierdzają tę bezpośrednią prawdę. Potwierdza to nawet nauka: dotychczas w szkołach uczono nas, że rzeczy istnieją lub nie. Jeśli jednak w gazetach czytamy nie tylko strony na temat mody i sportu, to wiemy już coś więcej. Doświadczenia dokonane przez fizyków kwantowych w cyklotronach DESI na północ od Hamburga, czy na uniwersytecie Stanford koło San Francisco, dowiodły – zgodnie z buddyjskimi naukami – błędności tego rozgraniczenia, uważanego dawniej za ostateczne. Obecnie świat z zapartym tchem obserwuje eksperymenty przeprowadzane w CERN koło Genewy, gdzie wykazano już, że informacja nie musi się przemieszczać, lecz iż w ponadczasowy sposób przenika przestrzeń. Próby te mają ponadto doprowadzić do poznania mechanizmu powstawania i istoty wszechświatów – już w czasie pierwszego przeprowadzonego tam eksperymentu okazało się, że podobnie jak przestrzeń i informacja, również przestrzeń i forma są od siebie nieoddzielne. Współczesna technika kwantowa dowodzi tego, co Budda mówił już 2500 lat temu – że wszystko jest w każdej chwili ze sobą powiązane. Gdy szczególne – oświecone – warunki spotkają się w naszym umyśle, również na tym bezpośrednim poziomie zrozumiemy, że wszystko ma sens. Pojmiemy, iż stanowimy jedność ze światem a wszystkie zjawiska są czystą krainą, bez względu na to czy tego doświadczamy, czy też nie.

Jak powstają pałace buddów?

Manifestacje ostatecznego wglądu oddziaływują nie tylko na poziomie pojęć, lecz powstają przy tym pola mocy, których można doświadczyć i które mogą dla nas pracować. Pojawiają się, gdy tylko o nich pomyślimy, ponieważ w przestrzeni zawarte są już wszystkie możliwości. Nie chodzi o to, że buddowie zainstalowali gdzieś swoje pola mocy i musimy pojechać do nich z wizytą. Mandale w naturalny sposób wyłaniają się z przestrzeni i oddziaływują, gdy tylko się na nie otwieramy. Znajomość przedstawień pól mocy buddów, szczególnie oświeconych form buddyzmu tybetańskiego, stała się ostatnio wyznacznikiem dobrego wykształcenia; często też można je zobaczyć wiszące na ścianach mieszkań jako obrazy. Zasadniczo jednak powinniśmy je sobie wyobrażać horyzontalnie w przestrzeni, jak rzut parteru domu jednego z buddów. Jak powstają takie pałace buddów? Najbardziej przejrzyste umysły chwytają w mig, że rozpoznanie pustości zewnętrznych oddziaływań i zjawisk nie prowadzi do zniknięcia w czarnej dziurze ani do nihlizmu. Nie jest to również doświadczenie pustej przestrzeni, w której nic się nie wydarza. Chociaż przestrzeń świadomości nieporuszenie spoczywa w samej sobie, to jej wrodzona inspiracja działa jednak dla pożytku wszystkich istot. Doświadczamy jej jako samopowstałej radości, która współczująco oddziałuje na świat. Bogactwo obu tych ostatecznych poziomów wyraża się jako 32 doskonałe i 80 pomyślnych właściwości, które manifestują się na ciałach buddów. Chociaż w danym okresie rozwoju dharmy urzeczywistnieni ludzie wykazują się być może tylko niektórymi z tych cech, te wglądy i energie pracują w pełnym wymiarze w polach mocy takich mistrzów. Jeśli nasz umysł ogranicza tylko niewiele zasłon i przeszkadzających uczuć, zawsze odnajdziemy inspirację w ich biografiach. Będziemy je odbierać jako coś znajomego i wartego naśladowania – wzbogacą całe nasze życie. Obszarów świadomości buddy doświadczać można zarówno za pośrednictwem form, jak i bez nich. Jeśli naturalnie jesteśmy nastawieni do zjawisk abstrakcyjnie i pojęciowo – jak to się dzisiaj często zdarza z powodu natłoku otaczających nas zewsząd reklam – doświadczamy stanu spełnienia raczej poprzez spoczywanie w bezforemnej otwartości, w której wszystko do siebie pasuje. Sama przestrzeń jest wtedy bezpośrednim błogosławieństwem nauczyciela i buddów. Promieniuje ostatecznym znaczeniem i otacza nas niezależnie od tego, czy jego źródła dopatrujemy się blisko, czy daleko. Wszystko wskazuje więc na to, że bezforemna przestrzeń łączy i zawiera wszystko i wszystkich, i w ten sposób wyraża wrodzony potencjał umysłu. Proste ukazanie umysłu, którego świadoma przestrzeń jest Stanem Prawdy, doświadczenie i świeżość – Stanem Radości, a działanie dla pożytku innych – Stanem Wypromieniowania, przynosi oświecenie. Jeśli jednak nasz umysł woli raczej pracować z formami, czyli w taki sposób, którym się tutaj przede wszystkim zajmujemy, doświadczamy błogosławieństwa głównie dzięki nakierowaniu go na buddów. Ich formy i wibracje ich pól mocy przynoszą wówczas oczekiwany rezultat. W tym przypadku nie doświadczamy znaczenia bezpośrednio „z przestrzeni”, lecz otwieramy się dzięki przeżyciu sprzężenia zwrotnego. Wypromieniowane w tym celu przez buddów pola mocy zmieniają codzienność w czysty świat, którego oświecone doświadczenia wyrażają się jako przeżywanie błogości wszystkimi zmysłami. Stapianie się z buddami i wkraczanie w ich pałace z energii i światła pozwala utrzymać pełny i intensywny czysty pogląd który prowadzi do samopowstałej błogości – celu Diamentowej Drogi. Rozumiejąc, że każde doświadczenie pokazuje nam umysł, uwalniamy się od ograniczeń zarówno nihilizmu, jak i materializmu.

Jak wyglądają pałace buddów?

Są ich dwa rodzaje: jedne tworzą uspokajający i pomnażający zjednoczeni buddowie, żeńscy i męscy. Zamieszkują dobrze wszystkim znane czworokątne pola mocy z czterema bramami po bokach. Drugi rodzaj znają ci, którzy szukają kontaktu z tajemnymi i ochraniającymi formami, których pola mocy są trójkątne. Najbardziej znanym i najlepszym przykładem pierwszego rodzaju jest czworoboczny pałac z czterema bramami, który Tenga Rinpocze szczegółowo opisał w kopenhaskim ośrodku w latach 80. zeszłego wieku. W centrum pola mocy znajduje się główny budda – pojedynczy lub w zjednoczeniu. Otoczony jest symetrycznym orszakiem, utrzymujących przekaz mądrości, błogosławiących i ochraniających, buddów, którzy odpowiadają charakterowi jego aktywności. Dziś na tybetańskich obrazach przedstawia się zwykle pojedynczą, centralną formę. Jednak w rzeczywistości żaden budda nigdy nie jest sam. Przez cały czas otoczony jest polem mocy, które uzupełnia jego aktywność i wnoszi do świata to, co najlepsze.

Wejście do mandali: szybka droga

Mandale powstają z przestrzeni, żeby pomagać istotom w doświadczeniu ich wrodzonego oświecenia, poprzez wejście do pola mocy odpowiedniego buddy. Wskazują one obrazowo różne drogi do urzeczywistnienia stanu centralnego buddy lub buddów i przebudzenia w sobie ich oświeconych właściwości. Metodą obejmującą wszystkie aspekty tego procesu jest przekaz mocy, zwany często inicjacją. Przekazy mocy, czy też inicjacje są pełną i całkowitą metodą. Jeśli udzielający ich lama posiada prawdziwy przekaz, a uczeń ma do niego zaufanie, może nawet postrzegać nauczyciela jako przywoływanego buddę, co daje bardzo dobre rezultaty. W moich książkach takich jak „Buddowie Dachu Świata” i „Dosiadając Tygrysa” opisuję wiele takich wydarzeń, których świadkami byliśmy pod koniec lat 60. gdy przebywaliśmy w Himalajach w towarzystwie XVI Karmapy oraz innych wysokich, bliskich nauczycieli. Zobaczenie w czasie jednej z inicjacji ewidentnie męskiego Karmapy jako mniej więcej szesnastoletniej, zielonej dziewczyny, było naprawdę szczególnym przeżyciem, tak samo zresztą jak doświadczenie Kalu Rinpocze jako wieloramiennej, przezroczystej formy.

Takie inicjacje są rzeczywistymi spotkaniami w centrum pola mocy i otwartym zaproszeniem, żeby dzięki własnemu urzeczywistnieniu pozostać tam na stałe. Zwykle jednak w trakcie przekazów mocy, nawet przy sporej dozie otwartości, ludzie doświadczają jedynie otoczenia danego aspektu buddy. Przeżywamy wówczas radość i mamy poczucie głębokiego sensu, lecz obrazowo to ujmując, stoimy nadal przed wejściem do przezroczystego pałacu buddy. Dzięki wyjaśnieniom nauczyciela, można przez tęczowe, świetliste ściany dostrzec centralną postać lub postaci. Mogą to być uspakajające, pomnażające, inspirujące albo ochronne formy: pojedyncze lub – na najwyższym poziomie – również zjednoczone. Żeńskie albo męskie, siedzące lub stojące, wszystkie otoczone są innymi formami z energii i światła, które udoskonalają i budzą do działania ich pole mocy. Wewnętrzne ściany tęczowych pałaców mają ten sam kolor, co siedzący wewnątrz buddowie z energii i światła. Zewnętrzne, przejrzyste ściany mają pozostałe cztery kolory. Nieważne czy nawiązujemy kontakt z tą sytuacją pojęciowo, czy też obrazowo, jest ona niewiarygodnie piękna i przekonująca – inspiruje nas tak silnie, że bezwarunkowo mamy ochotę spotkać buddę zamieszkującego dane pole mocy, natychmiast chcemy się do niego zbliżyć. Dzięki najgłębszej otwartości i oddaniu możemy w ten sposób bezpośrednio doświadczyć błogości stanu buddy. Następnie chodzi o to, żebyśmy wszystkimi siłami, na początku głównie w medytacji, próbowali go doświadczyć, aż pewnego dnia w pełni i trwale się w nas przebudzi. Na dłuższą metę w Diamentowej Drodze szczególnie skuteczny jest najwyższy pogląd, który powinniśmy starać się utrzymywać najlepiej jak potrafimy również po medytacji, w czasie codziennych aktywności tak, żeby obie te sfery życia jak najbardziej zbliżyły się do siebie. To znaczy, że wchodzimy w świat z poczuciem całej pełni i bogactwa, doświadczamy go jako czystej krainy. Wówczas każdy posiada naturę buddy, a każda myśl jest mądrością tylko dlatego, że wyraża możliwości przestrzeni. Każdy dźwięk staje się mantrą, a każdy atom brzmi radością i jest utrzymywany w całości przez miłość. Permanentne doświadczanie tego poziomu nazywamy utrzymywaniem czystego poglądu i spoczywaniem w polu mocy buddów. Nieoczekiwanie medytujący zaczyna się nagle czuć naprawdę dobrze. Wszystko gra i czujemy promieniujące od wewnątrz ciepło i poczucie szczęścia. To z kolei nazywamy błogosławieństwem, które na zasadzie koła i haka łączy wewnętrzne i zewnętrzne pola mocy. Jeśli otworzymy się na nie od zewnątrz, wewnątrz doświadczymy ich znaczenia. Z kolei dzięki rozwojowi wewnętrznej dojrzałości, zaczynamy rozumieć współzależności rządzące światem zewnętrznym, co z czasem pozwoli nam nawet igrać z prawami natury. Coraz wyraźniej widzimy, że te pola mocy posiadają ogromne znaczenie, coraz lepiej też zdajemy sobie sprawę z tego, czym jest ich urzeczywistnienie. „Zakotwiczanie się” na oświeconym poziomie i dotarcie do buddów w ich czystych obszarach można porównać do procesu klejenia. Aby coś mocno i trwale skleić, powierzchnie styku nie mogą być brudne ani zakurzone. Oznacza to, że gość odwiedzający pole mocy też musi wnieść coś prawdziwego do tego spotkania – powinien rozwinąć różne aspekty swojego umysłu i stać się godnym zaufania. Posługujemy się tu zwykle klasycznym przykładem. Wielu adeptów próbuje dostać się do pola mocy wschodnimi wrotami. Na tankach jest to dolna strona, ponieważ Tybetańczycy – prawdopodobnie z powodu kierunku, w jakim przemieszcza się słońce – przesuwają kierunki geograficzne o 90 stopni w stosunku do naszych.

Przy wschodniej bramie spotykamy dwóch pełnych mocy, stojących w płomieniach, niebieskich strażników. Mówią oni: „Jeśli chcesz wejść, musisz oddać nam swój gniew”. Jeśli nie potrafimy tego zrobić, skręcamy o dziewięćdziesiąt stopni w lewo i próbujemy szczęścia przy południowej bramie. Tam stoi jednak dwóch energicznych żółtych strażników, którzy również wyrażają się jasno: „Biletem wstępu jest twoja duma”. Dalej na lewo, przy zachodniej bramie, dwóch otoczonych płomieniami czerwonych panów domaga się naszego przywiązania. Ich zieloni koledzy, strzegący północnej bramy, żądają naszej zazdrości. W ten sposób, niczego nie osiągnąwszy wracamy z powrotem przed wschodnią bramę. Doświadczyć można tego albo obrazowo i stopniowo, albo w sposób bezforemny, jako przepływu stanów wewnętrznych. Na przykład w trakcie silnej inicjacji lub po niej, ewentualnie po głębokiej medytacji, można doświadczyć czegoś niezwykłego. Jeśli zamigocze przed nami przy okazji coś niebieskiego i pełnego mocy, mogą to być właśnie niebiescy strażnicy, którzy domagają się naszego gniewu.

Kiedy zbliżamy się do mandal ochraniających, promieniujących siłą, mamy do dyspozycji jedynie trzy bramy. Jest tak dlatego, że gniew został już tutaj przekształcony w mądrość, tak więc do otwarcia pozostają już tylko bramy pożądania, dumy i zazdrości. W obu przypadkach prawdopodobnie wylądujemy znowu przed pierwszą bramą, jednak bogatsi o konkretny wgląd, mający wyraźny wpływ na nasz charakter – zaczynamy rozumieć, że to przeszkadzające emocje udaremniają nasze próby przeniknięcia do czystej krainy. Przebiegający w ten sposób proces rozwoju sprawia, że poznajemy własne słabości, a w rezultacie możemy się ich pozbyć. Jednocześnie nasze pierwsze spotkanie z buddami przekształca się w coraz stabilniejsze doświadczenie. Możliwe jest to jednak tylko wtedy, gdy „powierzchnia klejenia” ucznia jest czysta, ponieważ ze strony buddów zawsze wszystko jest w porządku. Są fantastyczni: ponadosobiści, bezgraniczni i promieniujący. Kto chce wejść w ich pole mocy i w nim pozostać, musi być humanistycznym idealistą, mieć pewien dystans do własnego „ja” i być w dużym stopniu wolnym od obaw i oczekiwań. Zarówno tu, jak też w codziennym życiu, najlepiej jest zabrać się od razu do roboty – nastawić się na pożytek innych i dla nich pracować.

Oznaką zbliżania się do oświeconych pól mocy jest rosnące zaufanie do własnej natury buddy. Buddowie są przecież wyrazem naszych własnych, wewnętrznych właściwości, a mandale fundamentami rozwoju naszych wrodzonych możliwości, przedstawionymi jako domy buddów i prowadzące do nich drogi. Hindusi doszukują się swej najwyższej prawdy wewnątrz, chrześcijanie wolą modlić się do niej na zewnątrz. Jednak w rzeczywistości wszystko, co postrzegamy wewnątrz i na zewnątrz, jest ze sobą powiązane i wzajemnie się warunkuje. Przestrzeń jest wiedzą: koncentrując się na czymś tu i teraz, wypełniamy natychmiast wrażeniami całą przestrzeń. Wydarza się to w tym samym momencie, poza jakimkolwiek „albo-albo”. To, co wydarza się w nas, wpływa na świat zewnętrzny, a to co robimy, mówimy i myślimy w świecie, wraca i oddziałuje na nas. Na przestrzeni lat, dzięki praktykowaniu według metod, które otrzymaliśmy, nasz związek z polami mocy buddów pogłębia się. Raz po raz próbujemy szczęścia, koncentrując się przede wszystkim na tych buddach, którzy najwyraźniej wyrażają nasze właściwości na oświeconym poziomie – i ciągle od nowa uderzamy głową w mur. Jednak za każdym razem wynosimy z tego pewną naukę. Również w życiu codziennym zadajemy sobie coraz więcej pytań, takich jak: „Jak mam tego doświadczyć?”, „Jakie jeszcze przeszkody na mnie czyhają?”, „Jak się rozluźnić?”, „Jak działać w tu i teraz?”, czy „Jak najlepiej przechytrzyć strażników przy bramach mandali?”.

Zarówno w życiu, jak też w medytacji, staramy się coraz bardziej świadomie, od różnych stron, zdobyć twierdzę ego. Gdy umysł zaczyna szanować swoją szansę na oświecenie i doświadczenie natury buddy, wszystko staje się krokiem na ścieżce. Co prawda nie jesteśmy jeszcze wtedy naprawdę przytomni, stawiamy już jednak opór własnym słabościom i z coraz większym zdecydowaniem rozwijamy swoje wrodzone, pełne mocy właściwości. W ten sposób z biegiem czasu każde nowe doświadczenie staje się dla nas lustrem, w którym widzimy samego przeżywającego – naszą prawdzią naturę. Jednocześnie coraz mniej osobiście doświadczamy tego, jak wszystko wyłania się z wielu ciągle zmieniających się warunków. Z rosnącym poczuciem odpowiedzialności dostrzegamy jak ludzie, kraje i kultury prezentują długie, przyczynowo-skutkowe łańcuchy swych uwarunkowań, o wiele za rzadko zresztą zdając sobie z nich sprawę. Gdy umysł staje się dzięki takim doświadczeniom coraz bardziej świadomy, nagle dojrzewają wcześniejsze życzenia i pozytywne działania, w wyniku czego doświadczamy błogości, która od zawsze obecna jest w umyśle każdego z nas. Wszystko się wypełnia i docieramy do celu. Sposób, w jaki otwieramy się na buddę i na trwałe doświadczenie błogosławieństwa, odzwierciedla podstawowe skłonności istot. Niektórzy rzucają mu się namiętnie w objęcia jak kochankowi. Inni są bardziej powściągliwi, próbują z nim negocjować; jeszcze inni adepci natomiast, o słabszym potencjale, powoli wychodzą mu naprzeciw z pozycji żebraka. W zależności od poziomu mocy, charakteru i podstawowej motywacji, każdy od razu odnajduje naturalny dla niego związek z oświeceniem. Niezależnie jednak od tego w jaki sposób wkroczyliśmy na ścieżkę, krok po kroku każdy z nas przejmuje wszystkie doskonałe właściwości buddy i staje się częścią jego aktywności w świecie. Gdy dotrzemy do niewzruszonego centrum wszystkich możliwości, nasza praca na rzecz innych stanie się wszechogarniająca.

Z poziomu oświeconego pola mocy świat wygląda tak, jakbyśmy go oglądali z czubka góry. Widzimy bezgraniczną przestrzeń, a zarazem także zbocze góry, po którym się wspięliśmy. W ten sposób dostrzegamy przede wszystkim tych ludzi, z którymi rozwijaliśmy się razem w wielu różnych żywotach, odkrywamy, że to właśnie dla nich możemy najwięcej zrobić i stosujemy dla ich dobra odpowiednie aktywności, nie dopuszczając jednocześnie, żeby osłabły nasze głębokie życzenia przyniesienia pożytku wszystkim istotom bez wyjątku. W ten sposób powstają rozpoznawalne pola mocy buddyjskich lamów. W zależności od tego, czy nauczyciel wypełniał głównie aktywność uspokajającą, wzbogacającą, inspirującą, czy też ochraniającą z pełną mocą – i w związku z tym w jednym z tych obszarów zbudował najsilniejsze związki z innymi – z życia na życie takie właśnie pole mocy będzie się wokół niego kondensowało i przyciągało ludzi o podobnym nastawieniu. Dzięki temu, że pola mocy znanych lamów przyciągają określone typy uczniów, praktykujący mogą stosunkowo łatwo uświadomić sobie własne skłonności. Niektóre grupy buddyjskie koncentrują się na przykład głównie na moralizowaniu, plotkach i rytuałach, inne natomiast na wiedzy albo żeńskim rodzaju współczucia. W Diamentowej Drodze chodzi przede wszystkim o życiowe doświadczenie.

Jest to rezultat nawyków z poprzednich żywotów, tego czy budowaliśmy swoje związki w klasztorze, czy raczej kradnąc razem konie albo walcząc ramię w ramię na polu bitwy, w społeczeństwie czy też poza jego nawiasem. Ponieważ dla wszystkich istot ostatecznie najcenniejszy jest czas, dobrze zorientowani w temacie nauczyciele, czy też grupy, powinni kierować tych spośród nowych obiecujących przyjaciół, którzy nie czują się wśród nas jak w domu, do innych ośrodków i lamów. Jeśli natomiast mamy poczucie – jak ma to miejsce w moim przypadku – że otaczają nas najbardziej interesujący ludzie na świecie, powinniśmy po prostu cieszyć się ich mocą i świeżością. Radość ta staje się jednak pełna dopiero wtedy, gdy rozumiemy, że nikt nie będzie z powodu takiego podejścia poszkodowany: wśród 84 tysięcy nauk Buddy każdy z pewnością znajdzie coś dla siebie. Jedno jest pewne, jeżeli z zaufaniem i oddaniem rzucimy się buddzie w objęcia, nigdy nie będziemy tego żałować.

Wejście do mandali: wolniejsza droga

Diamentowa Droga przekazów mocy i błogosławieństwa umożliwia – dzięki heroicznej postawie i pełnym mocy metodom, takim jak poła czy Wielka Pieczęć – osiągnięcie pełnego urzeczywistnienia w ciągu zaledwie jednego życia. Istnieją również ścieżki mniej strome. Tu nie wkraczamy już do pola mocy w rezultacie naszego oddania i silnej potrzeby rozwoju, lecz dojrzewamy w wyniku doświadczeń życiowych. Na przykład umierają bliscy nam ludzie albo wyraźnie widzimy, że nie potrafimy utrzymać tych stanów umysłu, których chcielibyśmy doświadczać. W efekcie samoistnie czujemy, że musi istnieć coś więcej niż to, co podsuwa nam pod nos świat zjawisk, w którym nieustannie albo do czegoś dążymy, albo czegoś unikamy. Zaczynamy doświadczać wyzwalających, ponadosobistych uczuć i cieszyć się szczególnymi właściwościami innych, czerpiąc ciągle od nowa inspirację z bogactwa świata zmysłów i pojawiającego się spontanicznie zrozumienia. Wrota postrzegania otwierają przed nami promieniujące absolutną mądrością formy buddów oraz samopowstałe zaufanie do najwyższych nauk Wielkiej Pieczęci. Przekazy mocy – również te z poprzednich żywotów – budzą się w nas i rozwijają. Jeżeli tylko nie będziemy zaciekle zwalczać tych doświadczeń materialistycznymi poglądami, to począwszy od określonego poziomu samodzielności i zdolności do krytycznego myślenia, doświadczenie to będzie się w nas stale pogłębiać.

Czystość – kwiat lotosu

Czystość pól mocy, przedstawiona obrazowo jako pałace mandali i pola mocy buddów, jest bardzo przekonująca, wręcz rozbrajająca. Na poziomie abstrakcji doświadczamy ich jako przestrzeni emanującej błogością i znaczeniem. Gdy używamy formy, spoczywają one na kwiatach lotosu, w których urzeczywistniają swe bogactwo. Przy podejściu bezforemnym doświadczamy ich jako stanu nagiej świadomości, która wszystko umożliwia. W obu przypadkach stan ten stanowi podstawę wszystkich zjawisk, daje poczucie czystości i sensu. Napotykamy tu niezniszczalny fundament, który promieniuje najgłębszym znaczeniem i sięga w wiele dalej, niż potrafiliśmy sobie wyobrazić. Kwiat lotosu symbolizuje właśnie tę doskonałą samą w sobie, fundamentalną świadomość. Mamy tu do czynienia z całkowicie odmiennym obrazem czystości niż ten od dawna zakorzeniony w naszej kulturze. W pochodzących z Bliskiego Wschodu religiach wiary, które w przeciągu ostatniego tysiąca lat zawładnęły duchowością Europejczyków i całego świata Zachodu, i których droga – od skupionego na walce o przetrwanie życia na pustyni do cywilizacji – nacechowana była zawsze skrajnym uciskiem i systematycznym prześladowaniem wolności, czystość zachować można tylko poprzez przymus i przemoc. Na przykład dziewictwo jest od pewnego wieku dla większości ludzi po prostu nienaturalnym stanem samotności. Buddyjski pogląd na czystość lepiej wyraża silna kobieta, która w życiu walczyła i kochała, urodziła i wychowała dzieci, wiele przeżyła, i dzięki rozwiniętej w ten sposób dojrzałości uzyskała zdolność przekształcania doświadczeń, nadawania im znaczenia i wydobywania na światło dzienne ich podstawowej doskonałości. W rezultacie promieniuje ona niewzruszoną czystością, której można zaufać – symbolizuje ją kwiat lotosu, który sięga korzeniami mułu zwyczajnego postrzegania świata, wzrasta w mniej lub bardziej czystej wodzie, by w końcu rozkwitnąć w nieskażonym (miejmy nadzieję) powietrzu. Lotos wyraża moc przekształcania, świadomego nadawania życiu sensu. Ta moc będzie później, gdy osiągniemy pełne oświecenie, przenikać cały nasz wewnętrzny i zewnętrzny świat. Co ciekawe, w dzisiejszych czasach strukturę płatków lotosu wykorzystuje się przy produkcji znaków drogowych, dzięki czemu ich powierzchnia się nie brudzi.

Wątpliwości – krąg broni

Jeśli zbliżamy się do centrum pola mocy, jak widać to na wyobrażeniach mandali, doświadczamy pewnego szczególnego stanu umysłu, który symbolizują sylaby tybetańskie lub krąg czaszek i postawionych na sztorc różnych rodzajów broni: tasaków, purb itp. Tu po raz pierwszy musimy zmierzyć się z wątpliwościami. Ego zdążyło już odkryć, z jakim zagrożeniem wiąże się dla niego utrzymywanie przez nas czystego poglądu – zaczyna dostrzegać, że traci wpływy i usiłuje się przed tym bronić. Na początku miało jeszcze nadzieję, że uda mu się wykorzystać tę sytuację dla własnej korzyści. Wcześniejsze oczekiwania w rodzaju: „Już teraz jestem taki wspaniały, a do tego będę jeszcze święty”, wzmocniły jeszcze to nastawienie. Jednak tendencje te są nie do pogodzenia. Prawdziwa „świętość” usuwa grunt spod nóg wszystkim światowym wyobrażeniom i sprawia, że wszelki egoizm okazuje się całkowicie bezsensowny. Dlatego właśnie ego zaczyna się bronić, produkując wątpliwości typu: „Czy jeśli będę dalej medytować, będę mógł nadal skutecznie radzić sobie z codziennym życiem?”, albo: „Co to za dziwna buddyjska sekta, którą interesują tylko moje pieniądze?”. Pytania te przypominają zasieki, które mają powstrzymać oddziały naszego podstawowego zaufania – na tankach uwidocznione są one jako różne rodzaje broni, otaczające główne pole mocy. W obliczu wątpliwości najlepiej jest stanąć po stronie rozwoju i powiedzieć sobie: „Mam dość siły, mogę być przyjacielski oraz pełen mocy. Tak naprawdę szczęście w tym i przyszłym życiu wypływa z tego samego źródła”. W tym momencie mądrze jest podjąć decyzję, że chcemy nadal podążać ścieżką – postanawiamy nie przejmować się histerią konającego ego. Dokonujemy wyboru pomiędzy nieskończonym bogactwem przestrzeni, a tą ofertą uwarunkowanego świata: „Nauką i pracą ludzie się bogacą, gdy wyciągną nogi i tak wszystko stracą”.

Osiem cmentarzysk – przemijalność

Gdy zwycięsko przejdziemy przez pierwszą rundę i bardziej oświeceni wyruszymy dalej, na tybetańskich obrazach natkniemy się na osiem jasnoniebieskich pól tworzących krąg. Bawarczykowi przypominać będą z pewnością pętko ośmiu białych kiełbas. Jeśli jednak przyjrzymy się bliżej tym jasnoniebieskim obszarom, raczej przebudzą w nas wgląd, niż pobudzą apetyt, ponieważ przedstawiają one osiem północnoindyjskich pól kremacyjnych, na których Budda dogłębnie zrozumiał przemijalność ludzkiego ciała. Przypominają o tym, że każdy kiedyś umrze, przekształcając nasze lgnięcie do przyjemności zmysłowych i dóbr materialnych w dążenie do ponadczasowego doświadczenia, którego nie można utracić – przeżycia promieniującej przestrzeni własnej świadomości. Ciało jest co prawda narzędziem, które można i należy właściwie wykorzystać, żeby w jeszcze tym życiu przynieść prawdziwy pożytek sobie i innym; nie stanowi jednak schronienia, ponieważ starzeje się i umiera. Pola mocy, które Budda zbudował na tych polach kremacyjnych, są nadal bardzo aktywne, dlatego medytujący tam jogini potrafili uwolnić się od lgnięcia do ego. Te kroki na ścieżce – obrazowo przedstawione jako wkraczanie do kwiatu lotosu, zatknięta na sztorc broń oraz osiem cmentarzysk – są nieuniknione, jeśli wchodzimy w pola mocy bez ponadczasowej pomocy inicjacji i błogosławieństwa. Następnie – co zabiera zwykle wiele żywotów, chociaż dzięki drodze przekazu mocy i błogosławieństwa może wydarzyć się natychmiast – stajemy przed świetlistym pałacem buddów z jego czterema bramami, które symbolicznie przedstawiają przekształcenie przez praktykującego przeszkadzających uczuć.

Doświadczenia i wglądy: ścieżka bezforemna albo medytacje na jidamy

Pola mocy Stanu Radości również manifestują się na dwa sposoby: bezpośrednio jako formy z energii i światła, albo jako bezforemne doświadczenie świadomej przestrzeni. W dzisiejszych czasach wielu ludzi wybiera raczej tę drugą drogę dostępu do natury umysłu. Dzięki wykształceniu potrafią pracować z pojęciami i nie muszą przyzwyczajać się najpierw do form buddów i starać się o zrozumienie przekazu ich symboliki. Tak czy inaczej, dziś ludzie widzą przecież zmieniające się co miesiąc kolory i kształty wciąż nowych dóbr użytkowych i nie mają aż tyle spokoju, jakim cieszyli się dawniej Tybetańczycy. Dlatego większość ludzi Zachodu woli zbliżać się do pól mocy i ostatecznie w nie wkraczać na sposób bezforemny. Łatwiej im przychodzi osiągnięcie celu poprzez nagłe doświadczenia „Aha!”, nieregularne, aczkolwiek przekonujące wglądy oraz inne „totalne” przeżycia. Idąc tą ścieżką zauważamy czasem, że oto nagle potrafimy coś zrobić lub zrozumieć, chociaż nie wiemy, gdzie i jak się tego nauczyliśmy. Wszystko to – owe stany same w sobie oraz fakt, że możemy się jednocześnie zachowywać w pełni naturalnie – stanowi dla wielu z nas najważniejsze doświadczenie na ścieżce rozwoju. Sam lubię zarówno idee, jak też oświecone wrażenia zmysłowe. Spotkania z formami buddów z energii i światła były najsilniejszymi doświadczeniami w moim życiu. Pojawiają się one przed nami niespodziewanie – nieopisanie piękne i przejrzyste. Buddowie uśmiechają się do nas, twarze białych form różowieją, gdy oświeceni nas błogosławią, a potem przez wiele godzin mamy oczy wilgotne z bezgranicznej radości.Historie życia największych mistrzów, na przykład wszystkich siedemnastu Karmapów, pokazują, że spotkania z aspektami buddów były dla nich niezwykle ważne. Dlatego każdy, kto ma na to ochotę, nie musi zadowalać się tylko abstrakcyjnymi wglądami, lecz może uzmysłowić sobie, że pola mocy towarzyszą nam od chwili przyjęcia Schronienia i powtórzenia pierwszych mantr – że mogą się nagle w niesamowity sposób kondensować z przestrzeni. Żeby mogło się to wydarzyć, niezbędne jest nam przede wszystkim zaufanie do przestrzeni i umiejętność zapomnienia o sobie. Czyste pola buddów, ponadosobiste wglądy oraz wszystkie oświecone właściwości i błogosławieństwa są z nami cały czas od chwili, w której powtórzyliśmy pierwszą mantrę lub skupiliśmy się na nich. Są zawsze zawarte w przestrzeni i dzięki naszej rosnącej otwartości coraz częściej się z niej wyłaniają.

Pola mocy wpływają na świat

Wiecie więc już czym są pola mocy, jak możemy wejść z nimi w kontakt i je urzeczywistnić. Oświecone mandale oddziałują jednak również na zewnątrz. Wielokrotnie sam doświadczałem tego, jak w niewyobrażalny, szczególny i nieoczekiwany sposób aktywizują się one we właściwym czasie i miejscu, by z pełną mocą zadziałać – przede wszystkim chroniąc przed ciężkimi wypadkami. Począwszy od końca lat 60. często byliśmy razem z moją żoną Hannah świadkami wydarzeń, które wyjaśnić można tylko w jeden sposób: że pole mocy XVI Karmapy rozprzestrzeniło się na świat Zachodu i zaczęło tu funkcjonować. W moich książkach znaleźć można wiele takich przykładów. Zimą na przełomie 1971 i 1972 roku uczyliśmy za dnia w jednej z duńskich szkół, a w innej nocami naprawialiśmy ławki popsute przez tak zwaną „trudną młodzież”. To wtedy właśnie powstała w Danii pierwsza grupa otwartych na dharmę przyjaciół, zainspirowana przykładem naszych nauczycieli. Pewnego razu, tuż przed Sylwestrem, usiadłem w jednej z klas i zacząłem się zastanawiać jak się to wszystko powinno dalej potoczyć. W tym momencie weszło po cichu do sali dwoje dzieci niosących wielką mapę Indii. Widać było na niej tylko zarys kraju, bez szczegółów; na dole widniał jednak napis „... angalore” poprzedzony literą wyglądającą jak „B” lub „M” – mogło więc chodzić o takie miasta jak Bangalore albo Mangalore. Miałem wrażenie, że wszystko to wydarza się w zwolnionym tempie – od razu zrozumiałem, że coś się za tym kryje. Gdy obudziliśmy się następnego dnia rano, wszystko stało się jasne – w skrzynce pocztowej czekał na nas list od lamy Ajanga Tulku, w którym pisał on: „Przyjedźcie proszę do mnie i pomóżcie mi. W zamian przekażę wam chętnie praktykę świadomego umierania.” Obóz dla uchodźców, w którym mieszkał Ajang Tulku, położony był dokładnie pomiędzy miastami Bangalore i Mangalore, w południowych Indiach. Również XVI Karmapa, który poznał nas ze sobą w Rumteku, potwierdził wkrótce potem, że powinniśmy tam polecieć.

Co możemy uzyskać dzięki zasadzie mandali?

Zasada mandali może dać światu wspomnianą już przeze mnie otwartość – świadomość tego, że zarówno wszystkie wydarzenia, jak też ich brak, są w swej naturze prawdą, ponieważ są umysłem. Ten wgląd sprawia, że potrafimy spoczywać we własnym centrum, zamiast bezustannie myśleć, że powinniśmy osiągnąć coś innego, gdzieś indziej. Jak w tenisie, kiedy trafiamy w „pole czystego trafienia” nagiej przytomności, rozpoznajemy, że wydarza się dokładnie to, co przynosi największy pożytek zarówno nam jak też innym. Wtedy świat staje się Czystą Krainą i nie ma już niczego więcej do osiągnięcia. Ponadczasowa, najwyższa radość staje się naszym permanentnym stanem, nie czujemy też żadnej potrzeby, żeby komukolwiek cokolwiek udowadniać. Obyśmy wzorem wielkich mistrzów Diamentowej Drogi Kagyu jak najszybciej urzeczywistnili wszystkie te poziomy.

Opracowanie: Grzegorz Kuśnierz

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinej Taje Dordże | Mandale - pola mocy buddów - Lama Ole Nydahl | Żeby człowiek był naprawdę szczęśliwy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Cytat - Jeszie Tsogjal | Cztery jogi - Dilgo Czientse Rinpocze | Dwa oblicza umysłu - Dzigme Rinpocze | Cytat - Gampopa | Linia dharmy - Künzig Szamar Rinpocze | Dharma, ludzie, kultura - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - IX Karmapa Łangczuk Dordże (1555-1603) | Umysł 24 godziny na dobę - Karol Ślęczek | Cytat - Naropa | Otwartość pełna mocy - O symbolice lotosu - Mira Starobrzańska | Stupy tybetańskie - Eva Preschern | Cywilizacja buddyjska w Tybecie - Rafał Kowalczyk | Cytat - Budda | Spotkanie z Hambo Lamą w Buriacji. - Lama Ole Nydahl | Cytat - Guru Rinpocze | Czy księżyc istnieje, gdy nikt na niego nie patrzy? - Jürgen Segerer i Guido Czeija | Splątania - Ralf Bohn | Wspomnienia z Europe Center - Roman Lauš i Klara Laušova-Kazellova | Karmapo witaj w domu - Przemówienie Lamy Ole Nydahla | Dziękuję wam wszystkim z głębi mojego serca - XVII Karmapa Taje Dordże, w Ośrodku Europejskim. | WIADOMOŚCI | New Year 2009 - Andrzej "Zielak" Iwulski | Jestem szczęściarzem - Rozmowa z Jakobem Sintchnigiem | 25 lat buddyzmu we Wrocławiu - Tadeusz Kaźmierski | Tam gdzie mieszkają tęcze - Paulina & Adam & Bartołty Team | Rośniemy na Śląsku | Miejsce wielkich osiągnięć | Gdańsk - Michał Bobrowski | Dharma w krainie Dolce Vita - Kasia Balicka |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: