DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 45 -> Jestem szczęściarzem

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Jestem szczęściarzem

Rozmowa z Jakobem Sintchnigiem
_________

Katowice, listopad 2006 roku.


Jak zaczęła się Twoja przygoda z buddyzmem?

Jakob Sintchnig: Był rok 1989, a my studentami w Grazu zainteresowanymi życiem, różnymi jego aspektami, umysłem i jego możliwościami. Próbowaliśmy dokonywać odkryć na rozmaite sposoby, także poprzez narkotyki. Naszym pierwszym kontaktem z buddyzmem był Lama Ole, na początku jednak z powodu silnej dumy uważałem, że nie potrzebuję nauczyciela. Siedzieliśmy z przyjaciółmi w kawiarni i któryś z nich rzucił, że Lama daje wykład na uniwerku, idziemy! Powiedziałem im wtedy, że nie jestem zainteresowany. Po wykładzie przyjaciele mówili, że Ole przykłada takie pudełeczko do głowy i wtedy czuje się ciepło, a nawet gorąco, energia przepływa przez ciało itd. Kiedy zapytałem ich co dalej, powiedzieli, że będą z nim współpracować, zbudują ośrodek, w którym wszyscy zainteresowani buddyzmem będą mogli się spotykać. Ja sam dopiero po czterech latach pomyślałem: „Teraz przyszedł czas na kontakt z Lamą i przyjęcie Schronienia”. Miałem już dwuletnie dziecko, zeszły się odpowiednie warunki. To było w starym ośrodku. Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj. Wszedłem do pokoju, Ole stał na tarasie i spotkaliśmy się w pół drogi, w drzwiach. Ole promieniował, objął mnie i zapytał: „Gdzie byłeś tak długo?” Od tego się zaczęło, wtedy poczułem, że odnalazłem swojego nauczyciela. Pracowałem z dumą i wątpliwościami, sprawdzałem go jako człowieka – jak funkcjonuje, jak pracuje z ludźmi, zarządza pieniędzmi i innymi rzeczami. Chciałem zobaczyć to, co było po drugiej stronie lustra. Żeby czemuś zaufać, musiałem wszystko sprawdzić i nabrać pewności. To część gry – kwestia podejścia, otwartości. Jeśli się całkiem otworzysz i po latach coś zaczyna śmierdzieć, zostajesz z niczym, jesteś wypalony. Wolałem tego uniknąć, liczyła się dla mnie pewność i zaufanie. Gdy nauczyciel i uczeń spotykają się, spotykają się dwie karmy; gdy spotykasz fałszywego nauczyciela, to też jest spotkanie karmiczne. Nie chciałem zaufać komuś, kto po kilku latach zacznie jeździć trzema rolls royce‘ami i mieszkać w trzech wypasionych willach. Przekonało mnie to, że Ole był taki prosty, inwestował wszystkie swoje pieniądze w projekty, podróżował, żeby wykładać i zakładać kolejne ośrodki medytacyjne, nic nie posiadał. Nawet dziś, gdy obserwuję jak funkcjonuje jako Lama, jestem pełen podziwu.

Kiedy sam zacząłeś uczyć?

JS: To było trudne… Najpierw po prostu budowałem. Mam nadzieję, że wykonałem kawał dobrej roboty, budując ośrodek w Grazu. Pewnego pięknego dnia Ole powiedział mi, że powinienem zacząć nauczać, ja odparłem jednak, że jeszcze nie wiem zbyt wiele, nie czytałem wystarczająco dużo, nie studiowałem dharmy, nie jestem typem intelektualisty itd. Więc poradził mi: „Pozwól, żeby przemówiło przez ciebie twoje doświadczenie”. Zabrało mi to jednak kilka lat, z pewnością również dlatego, że najzwyczajniej się bałem. Dlatego ciągle odmawiałem twierdząc, że nie mam czasu lub nie jestem jeszcze gotowy, nie mogę dać z siebie wystarczająco wiele itd. Lama Ole nie ustawał jednak w stwierdzeniach typu: „I tak to kiedyś zrobisz”. Wreszcie pewnego dnia powiedział mi: „Już nadszedł czas”. I wtedy zacząłem.

Masz bardzo dobre związki z ludźmi na całym świecie. Co sprawia, że jesteś skuteczny na tym zwyczajnym, ludzkim poziomie?

JS: Przede wszystkim staram się pracować z dumą, a poza tym po prostu lubię ludzi. Możemy dawać sobie nawzajem bardzo wiele na najróżniejsze sposoby. Przyglądam się temu co robią, jak pracują, jak bardzo są idealistyczni, jak wiele wysiłku wkładają w to, żeby rzeczy były lepsze, piękniejsze, by lepiej działały. Obserwuję ich i dzięki temu lepiej ich rozumiem, cieszę się, że są skuteczni. To wymiana i pomaganie sobie nawzajem. I tak to wszystko się toczy – dzięki temu mam silniejszą motywację, żeby robić jeszcze więcej.

I tym samym motywujesz innych…

JS: Chyba tak, tak to działa. Akcja i reakcja. Wymiana i pożytek dla jak największej liczby ludzi. To, co dajesz, wraca do ciebie. Szczodrość można rozwijać na bardzo wiele sposobów, również na tym poziomie życzeń.

Jak zaczęła się twoja praca z wielkimi projektami, z których słyniesz? Mam tu na myśli Graz, Karma Berchen Ling w Grecji, Stupa House w Warszawie, Stany, Czechy…

JS: We wszystkich tych miejscach można było coś zrobić. Miałem określoną sumę pieniędzy i kiedy się okazało, że konkretne projekty potrzebują wsparcia, na przykład, żeby wykazać w banku, że jesteśmy wypłacalni itp., po prostu się pojawiałem i działałem. W Grazu łączy się z tym szczególna historia. Kiedy przybyłem tam wiele lat temu, wspiąłem się na pewne malownicze wzgórze, z którego rozpościerał się widok na farmę i pomyślałem, że kiedyś chciałbym tam zamieszkać. I 25 lat później to marzenie się spełniło.

To jest miejsce, na którym stoi dziś ośrodek?

JS: Tak. To naprawdę niesamowite. Ole zapytał mnie kiedyś, czy chciałbym mieszkać wraz z innymi na wzgórzu. Powiedziałem, że tak i zaczęliśmy. Z tym miejscem wiąże się wiele ciekawych opowieści. Na początku nie mieliśmy pozwolenia na budowę, zaryzykowaliśmy jednak, co tydzień śpiewaliśmy pudże i wysyłaliśmy mnóstwo życzeń. Lama Ole nas wspierał mówiąc, że to kluczowy projekt w Austrii i musi się udać. Potem rozpoczęliśmy bardziej strategiczne działania, zainwestowaliśmy około 40. tysięcy euro w projekty i plany, chociaż szansa na pomyślne zakończenie całego przedsięwzięcia była bardzo niewielka, kilka zaangażowanych osób poddało się, ale sporo też zostało. Myślałem wtedy, że nie wolno nam się poddawać, musimy wytrwać i pokonać trudności. Formalności tymczasem biegły niezależnym torem i w końcu udało nam się zgrać jedno z drugim. Zajęło to wprawdzie półtora roku, ale przepisy budowlane się zmieniły i dzięki temu mogliśmy legalnie kontynuować naszą pracę. Lobpyn Tseczu Rinpocze był z nami cały czas, wspierał nas i błogosławił. W końcu nasz życzenia się spełniły. Efekty znacie… Kiedyś o mały włos na placu budowy wydarzyłaby się tragedia. Ekipa remontowa w tak zwanym „starym domu” (najstarszy budynek ośrodka w Grazu) wykopała zbyt głęboki podkop i jedna ze ścian zaczęła się osuwać; na szczęście robotnicy dwie minuty wcześniej wyszli z dołu na obiad i dzięki temu nie zginęli przywaleni gruzem. Przypomniała mi się też historia, która wydarzyła się przy budowie stupy w Grazu, kiedy nie dało się umieścić pumby na właściwym miejscu. Przyjechał pracownik firmy budowlanej wypożyczającej dźwigi, prawdziwy ekspert. Spróbował umieścić pumbę na stupie, ale się nie udało, żuraw się przechylił, fachowiec się przestraszył, poddał się i powiedział, że już drugi raz nie spróbuje. Nie udało nam się znaleźć innej firmy, która by to zrobiła. Tymczasem ciśnienie rosło. Ceremonia inauguracji stupy zaplanowana była na pojutrze, czas naglił, 1300 osób zgłosiło swój przyjazd na kurs, a my nie wiedzieliśmy, co zrobić... Nie potrafiąc znaleźć rozwiązania poszedłem na spacer i wtedy nagle z przeciwka nadeszła para nieznajomych ludzi. Zapytałem co tu robią, skąd są itd. Byli z Chorwacji i przyjechali dzień wcześniej, żeby trochę pomedytować. Pytali o postępy w pracy, więc opowiedziałem im o naszych trudnościach i okazało się, że mężczyzna, z którym rozmawiam, jest specjalistą właśnie w tej dziedzinie. Włączył dźwig, ustawił pumbę na właściwym miejscu i poszedł medytować… Warunki i życzenia dopasowały się do siebie perfekcyjnie. To było niesamowite i niewiarygodne. W Grecji natomiast wydarzyło się wiele złych rzeczy; większość zaangażowanych w projekt ludzi poddała się po kolejnej porażce, potem pojawiły się następne trudności. Był to tak zwany beznadziejny przypadek. Jednakże Ole się nie poddawał i mówił przez cały czas: „Będziemy kontynuować”. Od początku byłem po jego stronie, kolejny raz zdecydowaliśmy się zainwestować tam pieniądze i wreszcie znowu nam się udało. Teraz sytuacja w Karma Berchen Ling jest pod kontrolą, wichury już nam nie zaszkodzą, lokalna ludność jest nam bardziej przychylna, sanga się zmienia... To mnie bardzo pociąga, owo przekształcanie projektów beznadziejnych w zakończone i promieniujące. Zresztą byłaś tam nie raz i sama mogłaś obserwować proces przemiany w tym uroczym, choć zdawałoby się nieokiełznanym miejscu. Teraz uczymy się życia w tym pięknym otoczeniu, w komfortowych warunkach. Uczymy się cieszyć swoistą kontynuacją i istniejącymi już rzeczami, nie jesteśmy zmuszeni do nieustannej walki o wszystko, która przypomina często chaotyczną, męczącą bieganinę.

No tak, ale powiedziałeś, że to właśnie cię kręci…

JS: Oczywiście, ale dobrze jest znaleźć równowagę pomiędzy projektami znajdującymi się w „fazie embrionalnej”, a tymi, które już są wykończone i przynoszą pożytek wielu ludziom. Ważne są zarówno te projekty, które, choć wyrastają wszędzie jak grzyby po deszczu, wymagają nadal systematycznego wysiłku, jak i te, które – już dojrzałe – promieniują pełną mocą i spełniają wszystkie swoje funkcje.

Często w swoich wypowiedziach podkreślasz moc życzeń. Dlaczego?

JS: Mówię o nich, ponieważ działają – przyniosły rezultaty w Grecji, w Grazu przy stupie i przy budowie ośrodka; mam na to dowody i świadków, jestem szczęściarzem.

A Polska?

JS: Mój związek ze Stupa House narodził się przy okazji budowy naszej stupy w Grazu. Już wcześniej miałem dobre związki z Polakami, znałem się z Mirą, ze Żwirkiem i Rafałem Olechem. Kiedy zaprosili mnie do Polski, miałem możliwość wzięcia udziału w poszukiwaniach miejsca na warszawski ośrodek; gdy pojawiło się Stupa House, byłem oczarowany dziwnością tego budynku. Lubię ruiny, z których z czasem wyłania się funkcjonalna budowla. Wyzwaniem są dla mnie rzeczy powstałe pozornie z niczego. Niesamowite jest to, do czego zdolny jest umysł. To dowód na to, że nauki działają i że warunki szczęśliwie się schodzą. Faza budowy w Stupa House przeszła już do historii, ośrodek jest teraz w świetnym stanie, choć wciąż potrzebne są pewne wykończenia, powierzchnia jest już w większości zaadaptowana, funkcjonuje świetnie. Pojawiła się hala obok i to jest kolejne prawdziwe wyzwanie. Nie wiem jeszcze czy i jak się w nie zaangażuję, ale jedno jest pewne, moje serce zostało w Stupa House. Łącznie z przyjaciółmi z sangi, m.in. z Piotrkiem Kaczmarkiem, założyliśmy firmę związaną z działalnością na rzecz środowiska naturalnego. Chcielibyśmy rozwinąć tę działalność także tu, w Polsce – warunkiem współpracy będzie aktywność sangi.

Właśnie skończyłeś swoją pierwszą trasę z wykładami po Polsce, jakie masz wrażenia?

JS: Kiedy podróżuję po waszym kraju widzę, że w wielu miejscach jest jeszcze sporo do zrobienia. I jeśli mam nadwyżkę, staram się pomóc. Dobrze jest wspierać się nawzajem, wymieniać doświadczeniami. Polacy są znacznie bardziej skoncentrowani, niż sądziłem. Mówiłem w kilku miejscach bez przerwy przez 3–4 godziny, a wy nie byliście znudzeni, albo dobrze udawaliście… Jesteście idealistyczni, pełni świeżości, w kilku miejscach szukacie nowych ośrodków, w kilku walczycie z już znalezionymi, a w jeszcze innych, na przykład w Katowicach i Warszawie wszystko działa już jak należy. Podoba mi się to. Dużo się dzieje, ludzie są zaangażowani w życie ośrodków i zainteresowani dharmą. Tak trzymać!

Dziękujemy bardzo.

JS: To ja dziękuję, to był pierwszy wywiad jakiego udzieliłem w życiu! To może być niebezpieczne, nigdy nie wiesz, co trafi do druku (śmiech). Nigdy tego nie chciałem, ale znamy się nie od dziś, ufam wam. W Toruniu zmuszono mnie, żebym poszedł do radia i powiedział coś o buddyzmie, byłem bardzo zdenerwowany. Dziwnie mówi się do mikrofonu, wolę rozmawiać z ludźmi i mieć przed sobą kogoś. Mam nadzieję, że coś sensownego z tego wyszło i przyniosło komuś pożytek. Dziekuję.

Opracowanie: Mira Starobrzańska, Magda Sztukiecka i Marta Szczęśniewicz

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinej Taje Dordże | Mandale - pola mocy buddów - Lama Ole Nydahl | Żeby człowiek był naprawdę szczęśliwy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Cytat - Jeszie Tsogjal | Cztery jogi - Dilgo Czientse Rinpocze | Dwa oblicza umysłu - Dzigme Rinpocze | Cytat - Gampopa | Linia dharmy - Künzig Szamar Rinpocze | Dharma, ludzie, kultura - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - IX Karmapa Łangczuk Dordże (1555-1603) | Umysł 24 godziny na dobę - Karol Ślęczek | Cytat - Naropa | Otwartość pełna mocy - O symbolice lotosu - Mira Starobrzańska | Stupy tybetańskie - Eva Preschern | Cywilizacja buddyjska w Tybecie - Rafał Kowalczyk | Cytat - Budda | Spotkanie z Hambo Lamą w Buriacji. - Lama Ole Nydahl | Cytat - Guru Rinpocze | Czy księżyc istnieje, gdy nikt na niego nie patrzy? - Jürgen Segerer i Guido Czeija | Splątania - Ralf Bohn | Wspomnienia z Europe Center - Roman Lauš i Klara Laušova-Kazellova | Karmapo witaj w domu - Przemówienie Lamy Ole Nydahla | Dziękuję wam wszystkim z głębi mojego serca - XVII Karmapa Taje Dordże, w Ośrodku Europejskim. | WIADOMOŚCI | New Year 2009 - Andrzej "Zielak" Iwulski | Jestem szczęściarzem - Rozmowa z Jakobem Sintchnigiem | 25 lat buddyzmu we Wrocławiu - Tadeusz Kaźmierski | Tam gdzie mieszkają tęcze - Paulina & Adam & Bartołty Team | Rośniemy na Śląsku | Miejsce wielkich osiągnięć | Gdańsk - Michał Bobrowski | Dharma w krainie Dolce Vita - Kasia Balicka |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: