DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 45 -> Cywilizacja buddyjska w Tybecie

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Cywilizacja buddyjska w Tybecie

Rafał Kowalczyk
_________

Część 2

„Buddokracja”
Życie społeczne dawnego Tybetu skupiało się wokół świątyń. Wielu mężczyzn (około 25 proc.) mieszkało w klasztorach. Niektórym dawało to możliwość wyżywienia się (podstawowym pożywieniem była mieszanka jęczmiennej mąki i herbaty z masłem, tzw. tsampa) i poprawę pozycji społecznej. Dominującą rolę odgrywały osoby uznane za wcielenia dawnych znakomitych mistrzów, tzw. tulku. Tradycję ponownego świadomego odradzania się rozpoczął I Karmapa Dysum Czienpa w XII stuleciu. Oprócz znamienitych inkarnacji, znaczne wpływy osiągali, jak to zwykle bywa protegowani i krewni bogatych rodów arystokratycznych. Nadto zdolni mnisi mogli w wyniku wieloletniej edukacji uzyskać tytuł naukowy w zakresie doktora filozofii buddyjskiej, tzw. khenpo (odpowiednik stopnia gesze w szkole Gelugpa). Studiujący lamowie musieli zaliczyć pięć wyspecjalizowanych kursów, co zajmowało łącznie 20 lat. Pierwsze trzy lata obejmowały studia logiki.


Sam system władzy w tybetańskiej „buddokracji”, oprócz ustrojowego aparatu władzy centralnej z Kaszagiem na czele, opierał się m.in. na zwyczaju odnajdywania tulku, którzy dziedziczyli swoje dobra materialne i pozycję społeczną z poprzedniego życia w nowym wcieleniu. Zdaniem niektórych wielkich mistrzów tybetańskich, z Szamarem Rinpocze na czele, system ten zupełnie zbankrutował. Zarządcy majątku zmarłego tulku wykorzystywali całą sytuację do osobistych interesów i popierali wybór dzieci w rodach, które były wpływowe i gwarantowały kontynuację władzy opiekunom. Czasami rodzina, w której odradzała się znakomita inkarnacja, tak jak to było w przypadku XIV Dalajlamy, awansowała do kręgów arystokratycznych i uzyskiwała nadania z państwowych zasobów ziemskich. Upolitycznienie procesu odnajdywania inkarnacji wykorzystali do własnych celów już po upadku himalajskiego państwa sprytni okupanci i krótkowzroczni politycy związani z emigracyjnym Kaszagiem. Mowa tu oczywiście o znanym powszechnie konflikcie zaistniałym wewnątrz szkoły Karma Kagyu. W ostatnich dekadach XX wieku przedstawiciele tej tradycji zmagali się w wyniszczającej walce. Celem komunistów było zdobycie kontroli nad szkołą Karmapów poprzez ubezwłasnowolnienie nowej inkarnacji głównego lamy tej linii oraz osłabienie niepodległościowych środowisk tybetańskich. Cała intryga jednak spaliła na panewce.

Jeżeli chodzi o codzienne życie przeciętnego mnicha w starym Tybecie, obejmowało ono uczestnictwo w obrzędach – pudżach, studiowanie tekstów buddyjskich, trening medytacji, pracę na roli czy też w obejściu gospodarczym. Mnisi i lamowie wykonywali także wiele usług dla sponsorujących ich świeckich – na przykład odprawiali pudże (śpiewane medytacje) i wykonywali pokłony przed formami buddów za pomyślność konkretnych osób, wskazanych przez zleceniodawców. Dyscyplina w świątyniach i klasztorach była surowa. Powszechnie karano rozmaite przewinienia chłostą i innymi karami cielesnymi. Mnisi łączyli się także w zamknięte korporacje tzw. dop-dopów. Przyjmowano do nich chętnie rosłych i mniej uzdolnionych osiłków. Stanowili oni wojowniczą gwardię, mogącą terroryzować klasztorną społeczność. Odróżniali się oni zachowaniem i rzucającymi się w oczy ubiorem i uczesaniem. Tybetańczycy mogli, najczęściej za odpowiednią opłatą, odwiedzać niektórych lamów i uzyskiwać błogosławieństwo. Rosyjski szpieg przebrany za buddyjskiego pielgrzyma, Gonbodżab Cybikow, opisał w dzienniku swojej podróży przebieg audiencji u XIII Dalajlamy, która miała miejsce w pierwszych latach XX stulecia. Otóż po zapłaceniu odpowiedniej ilości srebra musiał najpierw przez dłuższy czas oczekiwać na pozwolenie wejścia do centralnej komnaty Potali. Potem był brutalnie pędzony przed oblicze lamy przez nieprzyjaźnie nastawionych mnichów z eskorty inkarnacji. Następnie Dalajlama udzielił mu błogosławieństwa, siedząc na wysokim tronie i przystawiając dłoń do głowy pielgrzyma. Zawiązał mu też na szyi tradycyjny sznurek. Lama zapytał go również dosyć formalnie, czy powodzi się ludziom w jego ojczyźnie. Otrzymał łyk tybetańskiej herbaty, ale jeszcze nie zdążył dopić napoju, gdy został bezceremonialnie wyrzucenony za drzwi przez mnichów-ochroniarzy.

Niewątpliwie nauka Buddy wpływała prewencyjnie na obyczaje Tybetańczyków. Zbójcy, często zdeprawowani mnisi buddyjscy, rzadko uciekali się do mordów, poprzestając na rabunku. Najczęściej całkiem humanitarnie obchodzono się z jeńcami. Wspaniałomyślnie darowano niekiedy życie zwierzętom, wykupywanym z rąk rzeźników przez bardziej uświadomionych buddystów. Nie stosowano też niektórych narzędzi w obróbce roli, z uwagi na postulowaną w Tybecie potrzebę ochrony nawet małych insektów, które mogłyby ucierpieć w wyniku prac rolniczych. Takie poglądy pogłębiały jednak zacofanie gospodarcze i uniemożliwiały poprawę wydajności upraw. Lamowie uważali się za nieomylnych i zyskiwali coraz większe wpływy polityczne. Ich zwolennicy wierzyli, że owocem praktyki tantrycznej są także umiejętności poskramiania żywiołów, lewitacji, telepatii, teleportacji, bilokacji, obojętności na zimno itp. Niektóre z tych zdolności potwierdzono potem na Zachodzie w wyniku naukowych badań. Niestety, powszechne wśród społeczeństwa „krainy śniegów” były przesądy i wpływy irracjonalnych poglądów. Na przykład oddziaływanie ciśnienia i rozrzedzonego powietrza Tybetańczycy tłumaczyli aktywnością duchów, demonów i bóstw. Do dziś tam, gdzie jest to możliwe, Tybetańczycy publicznie praktykują, wykonując na ulicach czy placach pokłony, recytując mantry i medytując. Odbywają się też tradycyjne pielgrzymki do miejsc, w których sama już obecność doprowadzać ma do szczęścia i pomyślności. Pielgrzymi przemierzają całą drogę pokłonami w czasie nieustannej medytacji. Często jogini wspierani są przez okoliczną ludność, tak jak się to robi także w innych krajach z kręgu cywilizacji buddyjskiej. W dawnym Tybecie jednak każdy, a nie tylko mnich, kto okazywał oddanie dharmie, otaczany był szacunkiem i mógł liczyć na świeckich sponsorów. Duchowa atmosfera tego kraju była więc przez wieki wyjątkowa pod wieloma względami.

Codzienność

Przed komunistyczną inwazją Tybetańczycy byli w większości koczowniczymi lub półkoczowniczymi pasterzami. Tworzyli społeczeństwo stanowe, złożone z rycerskiej arystokracji, mnichów, joginów oraz warstw kupców, rolników i koczowniczych pasterzy. Rytm powszedniego życia wyznaczała przyroda. Wstawano o brzasku i zasypiano o zachodzie słońca. Na ulicach i na szlakach Tybetańczycy pozdrawiali się na kilka sposobów: wystawiając język, zdejmując czapkę, drapiąc się po szyi, podając rękę, rozkładając wyciągnięte ręce lub przystawiając dłoń do swojego siedzenia, co było uznawane za objawienie wielkiego szacunku. Tybetańczycy byli znani z okazywanej zawsze radości życia. Cieszyli się chwilą i możliwością wspólnego przebywania. W zasadzie brak było w Tybecie publicznej opieki społecznej, za to popularne było żebractwo. Brakowało higieny. Tybetańczycy często z powodu ubóstwa wyglądali dziko i niechlujnie. Byli często niedomyci i zawszeni, a tylko mnisi unikali zabijania dręczących insektów. Tsampa, masło i twarogi stanowiły podstawowe pożywienie. Powszechnie pito niskoprocentowe alkohole i wąchano tabakę, tybetański przysmak. W XIX wieku na kresy tybetańskich krajów przywędrowało opium. Nie przestrzegano zasad wegetarianizmu, co mogłoby w himalajskich warunkach pogłębiać niedożywienie organizmów i utrudniać (i tak już trudne w surowym klimacie) przetrwanie. Co ciekawe, kontynuując politykę starożytnego indyjskiego cesarza Asioki nie łowiono ryb i nie polowano na ptaki. Do uprawy roli używano prymitywnych drewnianych narzędzi. W Tybecie uprawiało się rolę w sposób bardzo archaiczny, bez znajomości systemu „trójpolówki”, co prowadziło do wyjaławiania ziem. Ponadto parano się myślistwem i zbieractwem. Rozpowszechnione przez wieki było również tradycyjne rzemiosło w tym produkcja dywanów, rozmaitych wyrobów ze skóry, drewna, a także metali szlachetnych. Duże znaczenie miało pozyskiwanie soli z jezior i wymiana tego towaru, szczególnie z Indiami i Nepalem. Dopiero na początku XX stulecia pojawiły się pierwsze pojazdy kołowe i pedałowe koła garncarskie. Sprowadzono aluminiowe garnki i popularne kolorowe obrazki jadących na rowerach ponętnych dziewcząt (rodem z Chin). Dopiero w latach 40 zaczęto masowo wstawiać w oknach szyby. Dawny Tybet przypominał starą, średniowieczną Europę, z tą jednak istotną różnicą, że na Dachu Świata chroniono wysoką pozycję społeczną kobiet. Większość Tybetanek żyła w związkach monogamicznych. Sposoby pożycia były jednak różne. Tybetańczycy nie przesadzali też z poczuciem przynależności do genealogicznej wspólnoty rodowej, chociaż znani byli z silnych więzi rodzinnych. W niektórych niebuddyjskich klanach (np. plemię Na k’i) praktykowano przymuszanie do małżeństw z nieznanymi lub nielubianymi osobami, co prowadziło do tragedii i samobójstw. Czasami istniał nawet silny nacisk plemienny nakłaniający do popełniania samobójstw. Generalnie też nie przywiązywano wyjątkowego znaczenia do bliskich związków, przynajmniej w naszym europejskim rozumieniu. W miastach można było spotkać wiele niezamężnych kobiet, nieskrępowanych lękiem przed seksualnością. Prostytucja najczęściej była dyskretna, ale czasami wiele dam narzucało swoje usługi szczególnie zamożnym handlarzom i egzotycznym przybyszom. Praktykowano poligamię i poliandrię. Za idealną uznawano sytuację, gdy kilku braci współżyło z jedną kobietą lub kilka sióstr było partnerkami tego samego mężczyzny. Poliandria stanowiła naturalny sposób kontroli przyrostu naturalnego. Zapobiegała też rozdrabnianiu gospodarstw i majątków oraz ułatwiała wyżywienie populacji, trudne z uwagi na zacofane rolnictwo i jałowość ziem.

W Tybecie przetrwały aż do XX wieku rozmaite pierwotne i starożytne obyczaje. Przykładowo w Lhasie praktykowano obyczaj tzw. „kozła ofiarnego”, podobny w swoim symbolizmie do słowiańskiej ceremonii „topienia Marzanny”. Określona osoba, która sprawowała wysokie funkcje, mogła pełnić rolę ofiary. Najpierw obchodziła stolicę i zbierała datki od mieszkańców przystrojona w ogon jaka. Wypędzając taką osobę z Lhasy społeczność wierzyła, że odwróci niepomyślne losy od kapłanów i siebie samych. Po odpowiednich ablucjach i obrządkach przeprowadzonych w pobliskim klasztorze „wybraniec” powracał do miasta i swoich obowiązków. Z pewnością na uwagę zasługują tybetańskie tradycje związane ze śmiercią i zwyczaje pogrzebowe. Na Zachodzie znana jest „Tybetańska księga umarłych”, a także nauki opisujące dokładnie proces śmierci, stany pośrednie (bardo) oraz praktyki medytacyjne przeniesienia świadomości w momencie śmierci – Poła. Dzierżawcą nauki Poła jest dziś jej europejski spadkobierca Lama Ole Nydahl, który nauczył tej medytacji dziesiątki tysięcy ludzi na Zachodzie. Jeżeli chodzi o obrzędy pogrzebowe bardzo znany jest tzw. „podniebny pogrzeb”, w trakcie którego zwłoki ofiaruje się sępom. Lamowie wyznaczają sposób pogrzebu na podstawie danych dotyczących dat urodzin i śmierci oraz innych okoliczności związanych z osobą zmarłego. Na początku bliscy składają dowody szacunku w jego domu. Ciało jest ubierane i owijane w koc. Procesja zanosi zwłoki na cmentarz, w miejsce dokładnie wskazane przez lamę. Następnie mistrz ceremonii pogrzebowej zwołuje sępy. Nikt z rodziny nie może oglądać kulminacyjnego momentu pochówku. W oczekiwaniu na ptaki pomocnicy ćwiartują zwłoki. Po pewnym czasie pojawiają się sępy i zaczynają ucztę. Zjadają wszystko oprócz włosów umarłego, które zostaną spalone. Zbyt duże kawałki kości grabarze rozgniatają do takiej postaci, aby ptaki mogły bez problemu dokończyć posiłek.

„Szczęście krajowe brutto”

Z perspektywy dominujących we współczesnej ekonomii poglądów neoliberalnych, dawny Tybet pozostawał bez wątpienia krajem okropnie zacofanym i ubogim. Oprócz nielicznych elit arystokratów i kleru, przytłaczającej reszcie społeczeństwa żyło się w feudalizmie niewątpliwie biednie. Z drugiej strony trudno wykazać, że tylko prymitywne warunki egzystencji muszą przesądzać o niepowodzeniu cywilizacji, której głównym celem jest przynoszenie pomyślności społeczeństwu. Sam komfort materialny to niekiedy za mało. O szczęściu jednostki decydować może wiele innych czynników, choć trudno to sobie wyobrazić współczesnym konsumpcyjnym społeczeństwom. Tybet i inne kraje, znajdujące się w jego kulturowym oddziaływaniu, borykały się przez wieki z wieloma poziomami zacofania i gospodarczej stagnacji. Taki stan rzeczy próbowali wykorzystać zarówno imperialiści, jak i komuniści, tłumacząc ekspansję misją postępu. W odpowiedzi na propagandę i międzynarodową krytykę, nie tak dawno temu, zagrożone obcymi zakusami himalajskie królestwo Bhutanu – ostatni bastion ginącej kultury tybetańskiej – zaczęło promować nowe podejście do kwestii istoty rozwoju. W miejsce wskaźnika PKB – „Produktu krajowego brutto” (PKB) król Jigme Singye Wangchuk zaproponował „Szczęście Krajowe Brutto” (ang. Gross National Happiness, GNH). Ten pomysł niewątpliwie korzeniami tkwi w starożytnej, buddyjskiej polityce cesarza Asioki, który jako pierwszy w dziejach ludzkości powołał Ministerstwo do Spraw Szczęścia. W indyjskim imperium armia urzędników czuwała, za rządów dynastii Maurjów, nad spełnianiem wszelkich potrzeb społeczeństwa. Polityka buddyjskich władców, także poza Indiami akcentowała to, że zadowolenie z życia nie wynika tylko i wyłącznie z materialnego dobrobytu. Istotne są również duchowe wartości i satysfakcja wynikająca z uczestniczenia w konkretnej kulturze. Dodatkowo buddyjska kategoria SNB podkreśla znaczenie sprawiedliwego i trwałego rozwoju społeczno-gospodarczego, ochronę tradycyjnych wartości i środowiska naturalnego, a także korzystne dla społeczeństwa formy rządów oraz zarządzania gospodarką i sprawami publicznymi. Przedstawione przez króla Bhutanu poglądy zainspirowały Brytyjczyków. Na uniwersytecie w Leicester opracowano wskaźnik „subiektywnej oceny dobrobytu” (ang. Subjective Well-Being, SWB), który uwzględnia oprócz poziomu zamożności stan zdrowia i dostęp do usług edukacyjnych. Wskaźnik SWB mieszkańców niezamożnego (zgodnie z kryteriami PKB) Bhutanu umieścił ich na wysokim ósmym miejscu, na równi z Irlandią, Kanadą i Luksemburgiem (wygrały ex equo Szwajcaria i Dania).

Naziści w Tybecie

XX wiek przyniósł ludzkości wiele gwałtownych wydarzeń i zmian. Na początku 1939 roku pojawiła się w Lhasie dość ponura ekspedycja. Kierowali nią wysłani do Azji przez Himmlera oficerowie SS. Szefem zespołu był słynny podróżnik i awanturnik Ernst Schäfer, którego wcześniejsze przygody z powodzeniem mogłyby służyć za pierwowzór amerykańskiej postaci filmowej Indiany Jonesa. Schäferowi towarzyszył m.in. jeden z najbardziej znanych w Niemczech twórców nazistowskiej antropologii, Bruno Beger. Oficjalnie esesmani mieli zbadać niedostępną dla cudzoziemców krainę owianą setkami legend. Bruno Beger miał poszukiwać śladów Europidów, tj. Tybetańczyków, którzy będą posiadać typowo aryjskie cechy, świadczące o tym, że są spokrewnieni z Indoeuropejczykami, protoplastami germańskich ludów. Według pewnych mitów, modnych w kręgach nazistowskich spirytystów i teozofów, do których zaliczał się także reichsführer SS Heinrich Himmler, praojczyzną Indoeuropejczyków była Wyżyna Tybetańska. Niczym wagnerowscy bogowie, Aryjczycy mieli zstąpić z Himalajów i cywilizować świat. W tym szlachetnym dziele miały im przeszkadzać zazdrosne i nieudolne elementy („podludzie”), takie jak Żydzi i Słowianie. W wyniku restauracji aryjskiego ładu, „podludzie” mieli za karę trafić do rozgrzanego kotła. W imię tego typu obłąkańczych idei rozpętano później największy z dotychczasowych wojennych konfliktów. Wysyłając do Tybetu ekspedycję Niemcy liczyli na to, że w wyniku jej prac potwierdzone zostaną naukowo brednie, zgodnie z którymi Tybetańczycy rzekomo byli potomkami aryjskiej kultury, której udało się w mało zmienionym kształcie dotrwać do współczesności. Natomiast tajnym i zapewne podstawowym celem wyprawy był wywiad. Miał on umożliwić skuteczne zorganizowanie planowanego antybrytyjskiego powstania w Himalajach. Naziści snuli wizje sformowania oddziałów tybetańskich dowodzonych przez esesmanów. Nowi sprzymierzeńcy III Rzeszy mogliby destabilizować sytuację polityczną w tej części świata i wykonywać rozmaite, zlecane przez Berlin zadania. Oczywiście do urzeczywistnienia tych „fantastycznych” zamiarów nigdy nie doszło. Natomiast Ernst Schäfer i jego kompanii w wyniku kilkumiesięcznego pobytu na Dachu Świata (co było zresztą nie w smak Anglikom, bezradnym jednak z uwagi na praktykowaną przez nich w tym czasie tzw. „politykę uległości” wobec nazizmu) wykonali setki zdjęć i nakręcili godziny materiałów filmowych. Poskładano z nich pokazywany w niemieckich kinach w 1942 roku film, „Tajemniczy Tybet” („Geheimnis Tibet”). Obraz ten promował nazistowskie rozumienie procesu dziejowego i losów kultury tybetańskiej. Sprowadzało się ono do konstatacji, że społeczeństwo Tybetu padło ofiarą, podobnie jak narody europejskie, degradacji i degeneracji. W Europie odpowiedzialne za to było – zdaniem autorów – chrześcijaństwo, zaś w Azji – buddyzm. Składający krwawe ofiary i fanatycznie miłujący ojczyznę mieszkańcy Himalajów, którzy kiedyś założyli imperium (królów z doliny Jarlung), w wyniku postępów „buddyzacji” kraju zamienili się w ubezwłasnowolnionych przez lamaistyczny kler wyznawców narzuconej im utopijnej religii. Dzielny naród, ukształtowany przez surowy górski klimat, został osłabiony przez lamaizm złowróżbnymi rytuałami. Twardych wojowników zastraszono tysiącami demonów i bóstw. Męska siła robocza została zamknięta w klasztorach. Takie oto „sekrety” stały się rewelacją przywiezioną przez esesmanów do Europy jako kolejny element totalitarnej propagandy. W rzeczywistości pomimo powiększania się wpływów buddyzmu, Tybetańczycy nie porzucili wojaczki, a ich kultura nie wyzbyła się zupełnie przemocy. Nazistowska wersja prezentuje (być może celowo) dziwaczną mieszaninę jawnej ignorancji i elementarnej nieznajomości podstaw buddyjskich nauk. Jednym z pozytywnych skutków omawianej eskapady było to, że zarejestrowane w jej trakcie materiały archiwalne stanowią cenny i wyjątkowy dokument, uwieczniający sceny z życia zaginionej cywilizacji. Także wspomnienia Schäfera stanowią bogate źródło informacji o kulturze tybetańskiej. Ponadto podczas wyprawy Niemcy rozdali dużo leków oraz wykonali pewną ilość zabiegów i usług medycznych. Takim sposobem pozyskiwali przychylność nieufnych tubylców.

Zagłada

Podczas II wojny światowej Tybetańczycy ogłosili neutralność. W wyniku niezręcznej polityki zagranicznej narazili się Amerykanom, nie przepuszczając przez swój kraj konwojów z zaopatrzeniem dla walczących z Japonią Chin. Nie pomogły nawet zabiegi prezydenta USA Roosevelta. Jedynie transporty bez broni uzyskały w końcu zielone światło. Dodatkowo, w momencie opuszczenia Indii przez Brytyjczyków, Tybetańczycy wystąpili z licznymi roszczeniami terytorialnymi wobec południowego sąsiada. W ten sposób ponownie podpadli. W 1950 roku wojska chińskie rozpoczęły agresję. Rząd w Lhasie zwrócił się o pomoc do ONZ. Bezskutecznie. Orędownikami pozostawienia Tybetańczyków na pożarcie były świeżo powstałe i już krótkowzroczne Indie oraz Wielka Brytania. Tak jak dekadę wcześniej dała Hitlerowi wolną rękę w Europie, tak samo teraz, pomimo wojennej lekcji, obawiała się, nie mając ku temu uzasadnionych podstaw, że reakcja międzynarodowa roznieci jeszcze bardziej konflikt w Azji. W zasadzie oprócz hinduskiego i brytyjskiego „współudziału” tylko kraje bloku komunistycznego otwarcie poparły Chiny. Wiosną 1951 roku w Pekinie uwięziono tybetańską delegację i zmuszono ją do podpisania „Siedemnastopunktowej ugody”. We wrześniu tegoż roku armia chińska wkroczyła do Lhasy. Gdzie tylko było można, Tybetańczycy stawiali opór. Po rozbiciu regularnej armii tybetańskiej, aż do połowy lat 70. trwały walki partyzanckie prowadzone przez wojowniczych Khampów. W latach 1958-71 partyzanci szkoleni byli przez CIA. Chińska okupacja już w połowie lat 50. wywołała powstanie antykomunistyczne. W 1959 roku w czasie buntu w Lhasie zginęło 87 tysięcy Tybetańczyków. Mnożyły się aresztowania, przesiedlenia, egzekucje. Rozpoczęło się otwarcie prowadzone ludobójstwo. Ocenia się, że w jego wyniku jak dotąd zginęło ponad milion z sześciu milionów mieszkańców lodowej krainy. W ramach „wielkiej proletariackiej rewolucji kulturalnej” zniszczono prawie wszystkie klasztory i świątynie buddyjskie. Zburzono wiele miast i osiedli. Rozpoczęła się systematyczna degradacja środowiska naturalnego, w ramach której zniszczono m. in. unikalne górskie lasy subtropikalne. Ponadto w całych Chinach komunistyczne prześladowania objęły kilkadziesiąt milionów ludzi, a kilka milionów zamordowano. Doszło także w tym czasie do pogorszenia stosunków z ZSRR, co z kolei wpłynęło na ocieplenie stosunków Chin z USA. Amerykanie przestali pomagać tybetańskim rebeliantom. Jednak Khampowie nigdy nie zgodzili się na okupację i nie złożyli broni. W regionie Mustang funkcjonowały bazy partyzanckie, które zasłynęły z licznych sukcesów wojennych. 25 października 1961 roku jeden z oddziałów Khampów dokonał wypadu na teren Tybetu, w wyniku, którego rozbito jeden z oddziałów komunistycznych i zdobyto 1600 stron ściśle tajnych dokumentów, dających Amerykanom bogate informacje dotyczące kondycji ChRL. Tę właśnie szpiegowską zdobycz uważa się za najcenniejszą informację uzyskaną przez wywiad USA w czasie całej „zimnej wojny”. Na początku lat 70. aktywność Khampów przestała służyć silnym sąsiadom i dotychczasowym sojusznikom. W wyniku współdziałania Nepalczyków, Hindusów i Chińczyków w roku 1974 zostały zlikwidowane największe himalajskie bazy partyzantów. Był to w zasadzie koniec otwartej wojny Khampów.

Bez przyszłości?

W 1989 roku, kiedy upadał komunizm w Europie Środkowej, Dalajlama otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. W Tybecie natomiast znowu doszło do antychińskich wystąpień. Wprowadzony stan wojenny trwał tam do 1990 roku. Aktualnie okupacja i polityka wyniszczenia Tybetańczyków są kontynuo=wane. Reżim usiłuje utopić naród w morzu chińskich kolonistów. Dzisiaj o przetrwanie resztek cywilizacji troszczą się głównie himalajscy emigranci i popierające ich środowiska. Niekiedy sytuacja Tybetu przyciąga jeszcze uwagę międzynarodowej opinii publicznej. 8 kwietnia 2008 roku, po raz pierwszy w dziejach nowożytnego ruchu olimpijskiego, w trakcie manifestacji zorganizowanych na znak solidarności z Tybetańczykami zagaszono znicz, który miał zanieść ogień na igrzyska do Pekinu. Jakie losy czekają Tybetańczyków? Jednego możemy być pewni – żaden naród ani cywilizacja nie może trwać wiecznie, komunistyczne Chiny także.

Podstawowe wykorzystane źródła:
Curren E. D., Budda bez uśmiechu, Opole 2007;
Cybikow G., Buddyjski pielgrzym w świątyniach Tybetu według dziennika prowadzonego w latach 1899 – 1902, Warszawa 1975;
Fernández-Armesto F., Cywilizacje, Warszawa 2008;
Encyklopedia PWN, Cywilizacje dalekiego wschodu, Wrocław-Warszawa 2002 i strona: www.pwn.pl.;
Giełżyński W., Gra o Himalaje, Warszawa 1980;
Gablankowska – Kukucz J., Pustka innego, Kraków 2004;
Hale Ch., Krucjata alpinistów. Naziści w Himalajach, Warszawa 2005;
Kołodko G. W., Wędrujący świat, Warszawa 2008;
Lewandowska-Michalska K., Ikonografia buddyjskich zwojów malowanych, Warszawa 2003;
Nakamura H., Systemy myślenia ludów wschodu. Indie, Chiny, Tybet, Japonia, Kraków 2005;
Powers J., Wprowadzenie do buddyzmu tybetańskiego, Kraków 2008.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

37 działań bodhisattwy - XVII Karmapa Trinej Taje Dordże | Mandale - pola mocy buddów - Lama Ole Nydahl | Żeby człowiek był naprawdę szczęśliwy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Cytat - Jeszie Tsogjal | Cztery jogi - Dilgo Czientse Rinpocze | Dwa oblicza umysłu - Dzigme Rinpocze | Cytat - Gampopa | Linia dharmy - Künzig Szamar Rinpocze | Dharma, ludzie, kultura - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Cytat - IX Karmapa Łangczuk Dordże (1555-1603) | Umysł 24 godziny na dobę - Karol Ślęczek | Cytat - Naropa | Otwartość pełna mocy - O symbolice lotosu - Mira Starobrzańska | Stupy tybetańskie - Eva Preschern | Cywilizacja buddyjska w Tybecie - Rafał Kowalczyk | Cytat - Budda | Spotkanie z Hambo Lamą w Buriacji. - Lama Ole Nydahl | Cytat - Guru Rinpocze | Czy księżyc istnieje, gdy nikt na niego nie patrzy? - Jürgen Segerer i Guido Czeija | Splątania - Ralf Bohn | Wspomnienia z Europe Center - Roman Lauš i Klara Laušova-Kazellova | Karmapo witaj w domu - Przemówienie Lamy Ole Nydahla | Dziękuję wam wszystkim z głębi mojego serca - XVII Karmapa Taje Dordże, w Ośrodku Europejskim. | WIADOMOŚCI | New Year 2009 - Andrzej "Zielak" Iwulski | Jestem szczęściarzem - Rozmowa z Jakobem Sintchnigiem | 25 lat buddyzmu we Wrocławiu - Tadeusz Kaźmierski | Tam gdzie mieszkają tęcze - Paulina & Adam & Bartołty Team | Rośniemy na Śląsku | Miejsce wielkich osiągnięć | Gdańsk - Michał Bobrowski | Dharma w krainie Dolce Vita - Kasia Balicka |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: