Diamentowa Droga -> Nr 44 -> W krainie kiwi
Artur Grzeliński
_________
NOWA ZELANDIA historia dharmy
Nic
dziwnego,
że twórcy „Władcy
pierścieni” właśnie tu
postanowi kręcić swój film.
Na Nowej Zelandii jest tak
pięknie, że aż zapiera dech
w piersiach. Jakbyśmy nagle znaleźli
się w innym świecie. Góry przez cały
rok pokryte śniegiem, ocean z piaszczystymi
plażami, a wszystko tak blisko, że jednego dnia można
szusować na nartach, a zaraz potem szaleć na desce surfingowej.
DLACZEGO NOWA ZELANDIA?
Moja żona Lisa i ja przeprowadziliśmy się ze Stanów Zjednoczonych do Christchurch około 10 lat temu. Dlaczego? Dla ludzi, którzy są zainteresowni pięknem przyrody, sportem, rodziną i przyjaciółmi, Nowa Zelandia jest „czystą krainą”. A jeśli dodatkowo lubi się aktywności na świeżym powietrzu to jest wymarzone miejsce: światowej klasy wyciągi narciarskie, doskonałe miejsca do wspinaczki, kajakarstwa, niezliczona ilość szlaków górskich, surfing itd. są tu w zasięgu ręki. My, Nowozelandczycy mówimy na siebie „kiwi” – to ptak, który żyje tylko tutaj. I tak jak kiwi, nas też jest niewielu – Nowa Zelandia ma powierzchnię połowy Francji, lecz jej ludność to jedynie cztery miliony, a Francuzów są 64 miliony. „Kiwi” to bardzo przyjaźni ludzie, zawsze chętnie pomagający innym. Nie potrzebują dużej ilości pieniędzy po to, by cieszyć się życiem – być może dlatego materializm nie jest tutaj tak głęboko zakorzeniony jak w USA czy w Europie.
SANGA W CHRISTCHURCH
Kilka lat temu Lisa wprowadziła mnie w buddyzm Diametowej Drogi. Kiedy zacząłem przychodzić na medytacje była tam garstka praktykujących. W ostatnim czasie sanga rozrosła się i zmieniła, a ja miałem szczęście wziąć aktywny udział w tej transformacji. Głęboko czuję, że jedną z najbardziej inspirujących „części” Nowej Zelandii jest dla mnie sanga w Christchurch. Osiągnęliśmy razem wspaniałe rzeczy – wielka zasługa przypada tutaj także buddystom Diamentowej Drogi, którzy przylatują do nas z różnych stron świata, dzieląc się swoim czasem, enrgią i świeżością. Niektórzy przyjeżdżają tutaj na kilka dni, inni na kilka miesięcy, są również tacy, którzy zostają z nami przez kilka lat. Najczęściej zatrzymują się w ośrodku, gdzie wspólnie medytujemy, pracujemy, bawimy się... Czyli robimy wszystkie te rzeczy, które uwielbiają robić buddyści naszej szkoły.
Sanga nowozelandzka jest relatywnie mała – to około 20 praktykujących – co powoduje, że można być głęboko zaangażowanym w dynamiczny rozwój wszystkich naszych projektów. Spotkanie Lamy Ole w Nowej Zelandii jest wyjątkowym doświadczeniem. Odwiedza on nasz kraj raz w roku, zwykle zostaje około pięciu dni, a z powodu małej liczyby uczestników na kursach
(w ostatnim, jak do tej pory największym, wzięło udział 75 osób) każdy ma szansę na bezpośreni kontakt
z Lamą. Byłem kierowcą kilku przyjacół z Europy, którzy są przyzwyczajeni do wielkich kursów mahamudry i gdy zobaczyli nasz mały namiot, zaczęli się śmiać. Szybko przekonali się jednak, że nie chodzi tu o rozmiar namiotu, lecz o to co się w nim wydarza.
Mniej więcej rok temu, dzięki pożyczonym z banku pieniądzom, kupiliśmy w Christchurch piękny dom, który stał się własnością Buddyjskiego Związku Diamentowej Drogi. Zakup sam w sobie i spłata kredytu okazały się możliwe dzięki oddaniu sangi i tym, którzy mieszkając
w ośrodku wzięli na siebie część odpowiedzialności finansowej. Na szczęście nieruchomości nie są tutaj aż tak drogie, jak w Europie czy Stanach. W ośrodku jest siedem sypialni i dwa duże salony. Znajduje się blisko centrum miasta i jest w nim dużo przestrzeni na wszelkiego rodzaju aktywność. Rezydenci naszego ośrodka są przemiłymi ludźmi i stwarzają w nim bardzo przyjazną atmosferę, dzięki czemu nowi ludzie zainteresowani buddyzmem czują się tu jak w domu.
Za budynkiem w ogrodzie stał duży garaż o powierz-chni 108 metrów kwadratowych, który po całkowitej przebudowie przekształcił się w nowoczesną, przestronną gompę, z klimatyzacją i podłogą z bambusowego drewna, na której ławo robi się pokłony. W związku z tym projektem otrzymaliśmy wiele pomocy – Chris z Australii zaoferował swoje profesjonalne umiejętności budowlane, a czas, który spędził przy projekcie w Christchurch zaaowocował tym, że zakochał się w lokalnej dakini i postanowił zostać. Wszyscy członkowie sangi byli bardzo zaangażowani w budowę i pomimo różnych opinii odnośnie koloru ścian, wielkości okien itp. dobrze się bawiliśmy.
GLENTUI – OŚRODEK ODOSOBNIENIOWY
Każdego roku w Glentui odbywa się letni kurs z Lamą Ole. Miejsce to zostało kupione w 2002 roku przez Buddyjski Związek Diamentowej Drogi, a jego łączna powierzchnia to dwa hektary. Oddalone od Christchurch o godzinę jazdy samochodem, Glentui położone jest u podnóża Południowch Alp z widokiem na Ocean Spokojny. Tegoroczny kurs z Lamą Ole był wydarzeniem historycznym, udało nam się podłączyć w Glentui prąd, bierzącą wode i po raz pierwszy podzielić się ze światem naukami mahamudry przez streaming.
PODRÓŻUJĄCY NAUCZYCIELE
Mimo że Nowa Zelandia leży pośrodku oceanu i nie sąsiaduje z żadnymi innymi krajami, każdego roku gości u nas wielu podróżujących nauczycieli. Jedną z moich ulubionych imprez jest nasz noworoczny kurs odosobnieniowy w Kaikoura. Trwa on zazwyczaj około czterech dni i jest prowadzony przez jednego z „traveling teachers”. Kaikoura to wyjątkowe miejsce, w środku lata za oknem widać ośnieżone szczyty gór, które wyrastają prosto z oceanu. Poza sesjami medytacyjnymi i wykładami mamy tam również czas na to, aby poznać okolicznych „mieszkańców”, niekoniecznie żyjących na lądzie
– można tam spotkać delfiny, wieloryby i wylegujące się na parkingach słonie morskie.
Każdego roku spędzamy też wspólnie z przyjaciólmi
z sangi święta wielkanocne w malowniczo położonym miejscu zwanym Golden Bay. Dzięki szczodrości
niektórych z nich, możemy przeprowadzać tam kilkudniowe kursy. Z miejsca położonego na wzgórzu widać ocean i złociste plaże, które są rzadkością na południowej wyspie.
CZY CHCIAŁBYŚ ZOSTAĆ KIWI?
Nowa Zelandia ma dużo do zaoferowania: przepiękne krajobrazy, zdrowy styl życia, a dla tych, którzy chcą zostać dłużej, również pracę. Gospodarka naszego kraju rozwija się bardzo dynamicznie. Lama Ole powiedział kiedyś: „Zapraszajcie do siebie ludzi, zapraszajcie ich do kraju pełnego dzikiej natury, do kraju o najniższym procencie bezrobocia na świecie, oferującego nieograniczone możliwości pracy i rozwoju”.
A więc zapraszamy was! Rząd Nowej Zelandii oferuje wiele opcji dla tych, którzy chcą tu zostać przez kilka miesięcy lub dłużej. Koniecznie zajrzyjcie na stronę inetrnetową: www.immigration.govt.nz
Zawsze możecie też liczyć na pomoc sangi
w Christchurch.