Diamentowa Droga -> Nr 44 -> Nagodzice, co nowego?
W tym roku w Nagodzicach miały miejsce cztery doniosłe wydarzenia i kilka pomniejszego kalibru, choć zdecydowanie nie bez znaczenia. Charakter tychże wydarzeń sytuuje się niewysoko w skali medialno-marketingowej, trudno jednakże przecenić ich znaczenie na płaszczyźnie przyjaźni i organizacji.
Wiosną, jak co roku od lat pięciu, zorganizowaliśmy kurs medytacyjny w polsko-czesko-austriackiej obsadzie. Udało nam się znaleźć miejsce pod budowę budynku Ośrodka, co więcej, miejsce to zostało zaakceptowane przez (prawie) wszystkich. Kto był w Nagodzicach ten widzi spektrum możliwości, kto nie był, niech wyobrazi sobie 52 hektary górskich łąk nadających się pod budowę, gdzie głównym kryterium wyboru pozostaje poczucie piękna i estetyki kilkudziesięciu przyjaciół, którzy poświęcili na ten cel swój weekend. Na szczęście pogodziła nas Ewa, architekt z Gliwic. Wiemy już, gdzie będą stały budynki ośrodka. Dyskusja zakończona, decyzja podjęta, a przyjaźń zacementowana. Pieczęcią, chciałoby się rzec najwyższą pieczęcią, przypieczętowującą wybór miejsce, stała się woda. Pewnego dżdżystego południa dwie czeskie ciężarówki, załadowane sprzętem i specjalistami z kraju naszych południowych przyjaciół, z mozołem wdrapały się na wybrany przez nas plac przyszłej budowy. Specjaliści rozpoczęli pracę od spaceru po łące z miedzianymi prętami w dłoniach, a jak już zgodzili się, że znaleźli źródło (nawiasem mówiąc dokładnie tam gdzie chcieliśmy), to uruchomili całą przywiezioną przez siebie aparaturę. Po kilku godzinach pracy, z głębokości piętnastu metrów wypłynęła krystaliczna woda, od razu obdarzona przez nas mianem „Nagodziczanki”. Imponująca okazała się też wydajność odwiertu, szacowana na czterdzieści metrów sześciennych na dobę.
I wreszcie czwarte wydarzenie, kluczowe i fundamentalne. Prąd lub, jak kto woli, energia elektryczna. Energią, jak wiemy to wszyscy, dysponują państwowe firmy o mało wyszukanych nazwach i manierach. Przez trzy lata jedna z tychże odrzucała, z uporem godnym lepszej sprawy, każdy nasz wniosek o dostęp do sieci. Wreszcie trzeciego roku, zapewne zmotywowana życzeniami naszego Lamy, bo w sumie trudno zrozumieć inaczej taką woltę, podpisała umowę. A jak już podpisała to przyjechała sprawdzić w terenie, co podpisała i trochę się zdziwiła, że podpisała. Zaczęła się rakiem wycofywać, ale jak świat światem, kwit jest kwitem. Z nieukrywaną niechęcią przystąpiłą zatem do budowy linii, ale nie byłaby sobą, gdyby czegoś nie wykombinowała i przyłącze energetyczne wykonała tam, gdzie było jej wygodnie, a nie tam, gdzie nakazywała to prawomocna umowa. Dopiero zdecydowana szarża „nieustraszonych” przywołała energetyków do porządku. Mamy nadzieję, że w momencie, gdy czytacie te słowa, prąd płynie już do naszej ziemi.
Na koniec kilka innych wydarzeń związanych z Nagodzicami. Grupa architektów pracuje pełną parą nad drugą, dużo bardziej dojrzałą i przemyślaną wersją projektu. Wiosną 2009 roku chcielibyśmy otrzymać pozwolenie na budowę. Staramy się także utrzymywać dobre relacje ze społecznością lokalną i władzami, czego przejawem była bardzo miła wizyta u burmistrza Międzylesia, podczas której otrzymaliśmy zapewnienie o jego całkowitym poparciu dla naszych działań i planów. Z racji lokalizacji geograficznej Nagodzic, do projektu zamierzamy zaprosić także naszych czeskich przyjaciół. Pierwsze kontakty i wspólna praca już za nami.
Do zobaczenia latem 2009 na rozpoczęciu pierwszych prac.
Ekipa BOO Nagodzice.