DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 44 -> Białystok

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Białystok


„Białe niedźwiedzie i Kononowicz!”, to najczęściej słyszymy, gdy mówimy, że jesteśmy z Białegostoku. Choć raczej pewna swojskość, spokój i zieleń sprawiły, że Longina i Gery przeprowadzili się tu z południowej Polski w 2001 roku. Jaka swojskość? Dość powiedzieć, że pisząc te słowa za oknem widzę krowy pasące się obok salonu mercedesa. Dla joginów to niecałe dwie godziny drogi z Warszawy. Ludzie mówią, że czuć tu u nas wschodem. „Więc mili gości, ludzi kochani. Siadajta, jedzta, pijta, się bawta i czytajta. Chlieba sie dokroi”.

Poprosiłem Lonię i Gerego o wspomnienia z początków ośrodka. – Wszystko wydarzało się szybko – mówi Gery. – Na jednym z letnich kursów w Kucharach Asia z Ropek zapytała: „A co wy właściwie robicie w tym Białymstoku? Może zróbcie jakiś wykład buddyjski?!”. Wtedy pojawiła się też Ela i Ewa z Michałem i po powrocie z kursu zaczęliśmy wspólnie medytować w naszym mieszkaniu. Na pierwszy publiczny wykład Karola przyszło – mimo obaw, czy w ogóle się ktoś pojawi – siedemdziesiąt osób. To był szok!
Niedługo potem przychodziło już na regularne medytacje XVI Karmapy ponad dziesięć osób i w lipcu 2004 roku zarejestrowaliśmy ośrodek. Dalej poszło jak z płatka. Regularne kursy i wykłady publiczne, wspólne imprezy i wyjazdy. Zacieśniały się przyjaźnie i… w mieszkaniu też robiło się coraz ciaśniej.
Zainspirowani, po spotkaniu ośrodków w Kucharach w 2006 roku, wróciliśmy na wschód i rozpoczęliśmy szukanie niezależnego miejsca na ośrodek. Z błogosławieństwem Lamy i glejtem Prezydenta miasta to była tylko kwestia czasu i wkrótce patrzyliśmy na centrum miasta z XI piętra. Wokół ściany i okna do odnowienia, i 28 m2 powierzchni w dwóch pomieszczeniach – trzykrotnie więcej niż mieliśmy do tej pory. Tylko jaskrawy kolor ścian przywoływał różne skojarzenia. Na pytanie, co było w tym lokalu wcześniej, Pani Dyrektor Zarządu Mienia Komunalnego ściszyła głos: – Nie chciałabym o tym mówić, może się pan domyślać...
Miejsce doskonałe, ale nie było za łatwo. Przed nami przetarg, wadium i kolejka oczekujących. Chyba nie muszę opisywać min sekretarek oraz petentów w kolejce do Pani Dyrektor, podczas gdy wbiegaliśmy tam co parę godzin z kolejnymi pismami. W końcu lokal był nasz.
Od razu zaczęliśmy tam regularnie medytować, a w weekendy pokrywaliśmy ściany kolejnymi warstwami białej farby. Po kolejnych publicznych wykładach i kursach w nowym miejscu, przyszła pora na większą imprezę. W maju 2008 zorganizowaliśmy razem ze studenckimi kołami naukowymi Tydzień Kultury Tybetańskiej. Wykłady, dyskusja na Uniwersytecie, wystawa posążków i tanek, opolskie tablice o buddyzmie. Wszystko dzięki pracy całej naszej sangi, wielkiej pomocy i zaangażowaniu przyjaciół z całej Polski. Wielkie dzięki! Wystawa posążków otwarta była w noc muzeów i obejrzało ją ponad tysiąc osób!
Niedługo miną już dwa lata jak jesteśmy w nowym ośrodku i cóż powiedzieć… znowu coraz ciaśniej. Zajrzyjcie czasem na białostockie wydarzenia, serdecznie zapraszamy!
Jak usłyszycie w sklepie:
– Sliedzi so?
– Jest.
– Da dwóch.
To znaczy, że dojechaliście.
Łukasz Mazurek & Sanga Białystok

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

 | PODOBNE ARTYKUŁY: