DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 43 -> Nie wolno wam stać się nudziarzami

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Nie wolno wam stać się nudziarzami

Wywiad z Lamą Ole i Caty Hartung
_________

Przeprowadzony podczas spotkania ośrodków w październiku 2007 roku w Brunszwiku.


Jakie są główne punkty, na których powinna koncentrować się nasza praca w ciągu najbliższych 10 lat?

Lama Ole: Przez ostatnie dziesięć lat dokonaliśmy bardzo wiele. Dotarliśmy do centrum społeczeństwa, nie jesteśmy już tak egzotyczni, jak dawniej i wiele osób uważa nas za przedstawicieli zdrowego rozsądku. Nie tylko urządzamy najlepsze imprezy, ale też przychodzą do nas, i zostają z nami, najlepsi ludzie. W przyszłości chcemy pogłębić pracę z naukami, co oznacza więcej medytacji. Z własnego doświadczenia wiem, jak trudno jest znaleźć czas na medytację. Otrzymujemy wszystko, czego potrzebujemy: właściwe inicjacje, właściwe wsparcie, ale o czas na medytację musimy ciężko walczyć. Dzięki naszej pracy społeczeństwo ma dostęp do ponadczasowych wartości. Pokazujemy ludziom naturę umysłu, zwracamy ich uwagę na przeżywającego – na ponadczasową, nieograniczoną, promienną przestrzeń. Zaczęliśmy w germańskiej części świata, teraz bardzo aktywna staje się słowiańska, gdzie buddyjskie nauki dotarły wraz ze społecznym wyzwoleniem. Ludzie w tych krajach są w mniejszym stopniu indywidualistami, a równocześnie rozprzestrzeniają bardzo szeroko i głęboko to, co się wydarza i czego dokonaliśmy tu w środkowej Europie. Przez wszystkie te lata rozwinęliśmy także zrozumiały i przejrzysty język, który z łatwością dociera do ludzi, inspiruje ich i sprawia, że są w stanie sami przeżyć to, co zostało powiedziane. Równocześnie dzięki postępowi technicznemu – wspomnijmy choćby tylko internet i streaming – możemy coraz bardziej zacieśniać więzi i w rezultacie również nasz kraje coraz bardziej zbliżają się do siebie, stapiają się ze sobą.

Celem ostatnich lat naszej aktywności było dotarcie do centrum społeczeństwa. Powiedziałeś, że już to osiągnęliśmy. W jaki sposób to rozpoznajesz, i w jakim stopniu społeczeństwo wpływa z kolei na nas?

Lama Ole: Wystarczy na was popatrzeć… Na tej sali reprezentowane są właściwie wszystkie zawody – są wśród was lekarze, fizjoterapeuci, psychologowie, prawnicy, nauczyciele… Filary społeczeństwa siedzą tu teraz i doskonale się bawią. Nic nie przekonuje bardziej niż ludzie, którzy sami są szczęśliwi i posiadają psychiczny nadmiar niezbędny do pomagania innym. Dobry nastrój jest najprawdopodobniej naszą najsilniejszą, najlepszą kartą. Cała nasza praca opiera się na podstawowych zasadach i wolnościowych wartościach społeczeństwa. Dodatkowo może ono od nas otrzymać w prezencie wiedzę o naturze umysłu. Nasze społeczeństwo posiada współczucie i przepisy socjalne, szanuje kobiety, daje dobre wykształcenie i ogólną wiedzę o świecie, jest też przejrzyste -– dopóki prasa odważa się pisać o wszystkim co ważne, a ludzie nie są zbyt poprawni politycznie. Dlatego powinniśmy zawsze cenić i chwalić społeczeństwo za jego wartości i osiągnięcia i jednocześnie zwracać jego uwagę na to, co najistotniejsze, a o czym często zapomina się, gdy idzie się na ustępstwa. Mam tu na myśli zagrożenie naszych wartości. Bronimy ich, bo jedynie wtedy gdy społeczeństwo będzie bronić swoich osiągnięć – przede wszystkim przed islamem – będziemy w stanie dodatkowo obdarzać je trwałym szczęściem oświecenia. Tak więc do zrobienia mamy obecnie tylko jedno: zwieńczyć głowę wspaniałego organizmu naszej kultury koroną najwyższych nauk Buddy: Diamentową Drogą.
Caty: Równocześnie musimy też trochę uważać. W niektórych krajach moglibyśmy na przykład przejąć prowadzenie lekcji o buddyzmie w szkołach. Jest to oczywiście kuszące, ale z drugiej strony pojawia się pytanie: „Czy naprawdę tego chcemy?”. Pochopne podejmowanie zobowiązań nie ma sensu, ponieważ może to w dużej mierze zmienić obraz naszych ośrodków. Powinniśmy tu bardzo uważać i świadomie podejmować decyzje.
Lama Ole: Tak, zgadza się, niewątpliwie powinniśmy w tym punkcie uważać. Myślę, że coś takiego mogłoby spowodować, że nawet Diamentowa Droga stałaby się niezrozumiała i nudna. Ostatecznie najnudniejszymi zajęciami w każdej szkole są zawsze lekcje religii. Nie musimy brać udziału w zmuszaniu opornej klasy do uczenia się buddyzmu w typowym szkolnym otoczeniu. Zamiast tego powinniśmy wspierać szkoły już teraz bardzo dobrymi materiałami dydaktycznymi. Mądrzy nauczyciele i tak zabierają swoje klasy do nas. Wtedy uczniowie mogą się przewietrzyć poza szkołą, doświadczyć czegoś nowego i w mig chwycić nasz klimat.

Jakie zadania powinny pełnić nasze ośrodki w społeczeństwie?

Lama Ole: Naszym zadaniem jest stworzenie buddyjskiej oferty dla ludzi, którzy naprawdę chcą dowiedzieć się czegoś o naturze własnego umysłu i ostatecznych wartościach. To znaczy, że powinniśmy być widoczni i starać się, żeby ludzie wiedzieli o tym, iż istniejemy. Jasne musi być także, że jesteśmy apolityczni. Oczywiście ochraniamy wartości naszego społeczeństwa, ale każdy z nas ma swoje własne poglądy polityczne i kieruje się nimi. Buddyzm sam w sobie jest apolityczny.

Jeżeli chcemy kontynuować naszą pracę w przyszłości, pojawia się pytanie o następne pokolenia. W jaki sposób możemy uchronić nasze ośrodki przed zestarzeniem się?

Lama Ole: Uczenie się buddyzmu wymaga czasu. Nie można rzucić na głębokie wody żółtodzioba, nawet jeżeli jest to jego piętnasta inkarnacja. Ktoś nowy przychodzi i ma prawo się przysłuchiwać, kiedy mówią starsi i mądrzejsi – dopóty, dopóki nie znajdzie własnej drogi w obrębie nauk. Dotyczy to też zmiany warty w ośrodkach – nowi ludzie stopniowo przejmują obowiązki, a wraz z nimi coraz więcej odpowiedzialności. Działa to tak, jak w przypadku doświadczonego lekarza i stażysty – obaj ściśle współpracują za sobą przez pewien czas, poznają się i nabierają do siebie nawzajem szacunku, następuje gromadzenie i przekazywanie doświadczenia. Z tego powodu napisałem „Buddów Dachu Świata” i „Dosiadając tygrysa”. Przeczytanie tych książek pozwala każdemu poznać nasze korzenie, zrozumieć, jak działamy i nauczyć się kilku rzeczy. Można dostrzec, w jaki sposób buddyzm na Zachodzie łączy azjatycki i europejski sposób myślenia i ile mamy doświadczeń. W przeciwieństwie do naszej kultury, Tybet po prostu nie był przejrzysty. Tybetańczykom brakuje naszej wyobraźni i logiki. Zawsze wtedy, gdy sytuacje wydarzały się tak, że moglibyśmy się stać tybetańskimi marionetkami, razem z Caty wywracaliśmy wszystko do góry nogami – czasami dość gwałtownie, nieraz zbyt gwałtownie, jak na tybetański gust. Na szczęście zawsze byliśmy w stanie wytłumaczyć motywy naszego postępowania – na przykład, dlaczego po wejściu do gompy, kłaniamy się buddom tylko w umyśle, ale nie fizycznie. W przeciwnym wypadku kojarzonoby nas po prostu z muzułmanami. To samo dotyczy tłumaczenia tekstów na europejskie języki. Buddyzm stał się w Tybecie tak silny dzięki temu, że Marpa przetłumaczył wszystkie nauki na tybetański i odpowiednio je wyjaśnił. Dokładnie o to samo chodzi teraz na Zachodzie.

W jaki sposób możemy wspomagać następne pokolenie, które nie ma z Tobą tak bliskiego kontaktu?

Lama Ole: Zaletą naszej linii jest to, że – jak mówią – uczniowie zawsze stają się lepsi od nauczyciela. Dotyczy to również nas: to wy jesteście „Lamami Ole” dla następnej generacji. Przy tym pole mocy jest tak silne, że dopóki dajecie z siebie wszystko i próbujecie troszczyć się o nowych ludzi tak dobrze, jak to tylko możliwe, będą się czuli akceptowani i będą się rozwijać się w strumieniu doświadczeń, aż sami zaczną przekazywać tę energię dalej. Wszyscy po pewnym czasie stajemy się źródłem doświadczenia i błogosławieństwa linii dla tych, którzy są na nie otwarci. To jest przekaz. Stara zasada pierścienia i haka dotyczy nie tylko tych ludzi, którzy mają silne tybetańskie korzenie, lecz także tych, którzy poprzez naukę, sztukę, miłość, działanie dla pożytku innych lub też dzięki praktyce jakiejś innej religii na tyle się rozwinęli, że właściwie jedynie buddyzm lub Diamentowa Droga są w stanie ich w pełni usatysfakcjonować. O ile wcześniej magnesem przyciągającym ludzi do nas były zwykle formy buddów i magiczny aspekt dharmy, o tyle obecnie wielu z nich czuje się zainspirowanych przede wszystkim naukami Wielkiej Pieczęci. Inne oferty nie odpowiadają po prostu ich krytycznemu, przejrzystemu umysłowi. Dodatkowo ogniwem spajającym wszystkie nasze działania są przyjaźń i dobry humor. Jest to niedający się z niczym porównać luksus – rozwijanie się razem z ludźmi, których lubimy i którzy są nam bliscy. Na tym naprawdę możemy budować.
Caty: Tak naprawdę inspirować można jedynie własnym przykładem. Spójrzcie na naszych czterdziestolatków i porównajcie, na przykład Kai’a, z typowym prawnikiem. Ważne jest, aby ośrodki nie stawały się hermetyczne. Dopóki istnieje wymiana między młodymi i starszymi buddystami, wszystko jest w porządku.
Lama Ole: Dobrym przykładem udanego połączenia doświadczenia starszych i młodszych buddystów są niemieckie organizacje studenckie. Chociaż ich starsi członkowie znikają w uwarunkowanym świecie, nadal otrzymują wszystkie informacje i są chwaleni za wszystko, co uda im się osiągnąć. Jeśli będziecie ich chwalić i na bieżąco informować, będą w stanie jeszcze lepiej promieniować na świat naszymi wartościami. Mile witajcie i zapraszajcie ich do ośrodka, będą go wtedy wspierać i angażować się we wszystkie jego ważne aktywności. Nie chcemy, żeby ludzie czuli się niechciani czy niemile widziani, skończeni i wypaleni. Są aktywni na innych poziomach i może nawet są tam jeszcze bardziej pożyteczni. Tak więc młode pokolenie stoi murem za starym, cieszy się z jego sukcesów (bez względu na to czy jest to trzecie dziecko czy awans do rady nadzorczej), poddaje się wpływowi i uczy z doświadczeń oraz wyraża szacunek, kontynuując jego pracę. Nowa generacja powinna przejmować doświadczenia i budować w oparciu o nie własne dokonania, tak zręcznie, jak to tylko możliwe, a następnie przekazywać to wszystko swoim następcom. Mechanizm ten jest naprawdę bardzo podobny do sposobu funkcjonowania związków studenckich, który poznałem podczas studiów w Monachium i Tybindze. Zarówno ich aktywnych członków, jak też tych będących już „w stanie spoczynku”, łączyła przez całe życie więź, która umożliwiała kontakty i przyjaźnie pomiędzy pokoleniami. Aktywni członkowie wnoszą do sprawy swój idealizm, a „starsi państwo” poprzez swoje wpływy w społeczeństwie dbają o to, by droga młodych była łatwiejsza i by mogli oni więcej zdziałać.

Co będzie scalało ośrodki, gdy Ciebie już nie będzie?

Lama Ole: Błogosławieństwo. Widać to było wyraźnie po moim wypadku w czasie skoku spadochronowego, kiedy wielu z was udzielało nauk ze sceny, a także teraz w czasie choroby Hannah – przez cały czas czujemy mocno jej obecność. Mówimy: „Hannah” i czujemy ją. Przecież nigdzie nie przepadła, jej pole mocy jest tutaj. Kiedy sam wysiądę w wieku 99 lat, grając w piłkę wodną albo przy jakimś innym zajęciu, także moje pole mocy pozostanie. Nie zabiorę go ze sobą. Pozostanie ono tutaj z wami i będzie nadawać kierunek waszemu rozwojowi. W końcu to pole mocy XVI Karmapy napędza przez cały czas nas i naszą pracę – po jego odejściu nie osłabło ono w najmniejszym stopniu. Oczywiście, kiedy nagle kogoś zabraknie, działa to jak zimny prysznic, ale wychodzi się z tej próby silniejszym. Wam się to również uda. Wiecie wystarczająco dużo, jesteście wystarczająco dojrzali, doświadczacie życia na wszystkich poziomach i połączycie wszystko w całość jak należy. Będzie mnóstwo różnych „Hannah”, „Ole” i „Caty”. Mam nadzieję, że Caty pozostanie z wami dłużej. Do tego mamy także młode pokolenie jako następny rzut. W każdym razie obiecuję wam jedno: jeżeli zaczniecie być nudni, wrócę w wielu formach z bardzo dużymi stopami i kopnę was porządnie w tyłek. Nie wolno wam stać się nudziarzami.
Caty: Mam głębokie zaufanie do tego, co mówi teraz Ole i także myślę, że pole mocy naprawdę pozostaje i że przekaz przechodzi po prostu dalej. Nasza praca spoczywa przecież na wielu barkach. Aby to opisać porównam ją do pięciu filarów. Mamy międzynarodowych podróżujących nauczycieli (1), ośrodki (2), Ośrodek Europejski symbolizujący naszą międzynarodową jedność (3), innych nauczycieli takich jak Karmapa, Szamarpa czy Szierab Gjaltsen (4), natomiast piątym filarem jest nasza organizacja i kursy (5), które zgodnie z życzeniami Olego scalają wszystko razem. Oczywiście punkt ciężkości spoczywa obecnie na Ośrodku Europejskim – poprzez pracę tam możemy nadać wspólny kierunek Diamentowej Drodze na całym świecie. Daje nam to stabilną podstawę, pozwalającą zakorzenić ponadczasowe wartości w społeczeństwie. Do tego niezwykle ważne jest, abyśmy nadal podróżowali i przez cały czas spotykali się i odwiedzali. Cała nasza aktywność pozostaje tak świeża i otwarta dlatego, że Ole przez cały czas podróżuje po różnych miejscach i łączy je ze sobą. Ciągła wymiana i bliskie spotkania są gwarancją tego, że nie utracimy tej świeżości.

Kiedy zamierzasz przekazać dalej rzeczy, które w tej chwili robisz tylko Ty, takie jak na przykład udzielanie schronienia, poła lub też nauki mahamudry?

Lama Ole: Karmapa chciał, żebym to przede wszystkim ja dawał te nauki. Obecnie znajdujemy się w okresie wzmożonej aktywności na zewnątrz: docieramy do społeczeństwa, stajemy się przezeń rozpoznawalni. Z pewnością przyjdzie czas, kiedy się to zmieni. Myślę, że wielu z was byłoby w stanie dobrze sobie poradzić z tymi przekazami, ale dopóki sam daję sobie z nimi radę, nie jest to niezbędne. Kiedy tylko poczuję, że jest inaczej, przekażę to wszystko dalej.

Jak zmieniła się praca Waszej dwójki, od kiedy Tomek nie podróżuje z Ole, a Hannah odeszła?

Lama Ole: Wraz z Hannah rzeczywiście straciliśmy bardzo wiele kontaktów z Tybetańczykami. Na szczęście Caty, dzięki swojej zręczności w dyplomacji i wielu zabiegom nawiązała bardzo dobry kontakt z Karmapą, Szamarpą i ich pomocnikami. Pracę Tomka rozłożyliśmy na wiele barków. Nasi najbardziej doświadczeni podróżujący nauczyciele streszczają mi dłuższe maile – otrzymuję od nich w punktach najważniejsze informacje. To ułatwia mi bardzo pracę, mogę w ten sposób znacznie więcej zrobić. Naprawdę biorę wasze życzenia poważnie – bycie dzierżawcą błogosławieństwa to wielka odpowiedzialność. Dotyczy to zarówno próśb o poła, jak też innych życzeń. Wielokrotnie biorę do rąk kartki z wydrukami waszych listów, czytam je, wczuwam się w Wasze położenie i poruszam wszystkie pola mocy. A więc nie pozostajecie bez opieki, raczej przybrała ona na sile, bo stała się bardziej precyzyjna. Jednocześnie nie wyobrażacie sobie, jak podobne są do siebie wasze pytania. Wkrótce będziemy mieli nową stronę internetową z najczęstszymi pytaniami i odpowiedziami.
Caty: Jeżeli chodzi o maile, znaleźliśmy dobre rozwiązanie w postaci adresów: wishes@diamondway-buddhism.org i emergency@diamondway-buddhism.org. Wasze maile są streszczane i co dwa-trzy dni Ole dostaje wszystkie przysłane przez was zdjęcia i życzenia. Następnie czyta je kilka razy i wykonuje życzenia. Czasami nosi ze sobą kartki przez dwa tygodnie i raz po raz koncentruje się na ich treści i na ludziach, których dotyczą – robi to, chociaż nie odpisuje na maile. To ogromnie ułatwia nam pracę i daje nam więcej czasu na bezpośrednie rozmowy z wami. Ponieważ nie zawsze mogę podróżować z Ole, rozszerzyliśmy grupę ludzi, którzy drukują maile i utrzymują kontakt z ośrodkami. W tej chwili jest to około dziesięciu osób, które mogą sobie pozwolić na to, żeby podróżować z nami przez pewien czas, i mają ochotę się tym zająć. Już w Kassel umówiliśmy się, że spotkamy się w Grazu, aby zastanowić się, w jaki sposób najlepiej możemy uporać się ze zmianami, które ostatnio zaszły. Wielokrotnie zadawaliście nam pytanie, czy mamy obecnie nowy system i czy będzie on miał wpływ na ośrodki. To, co zrobiliśmy w Grazu było naprawdę interesujące. Przez cztery dni analizowaliśmy dotychczasową pracę Hannah, Tomka, Olego i moją oraz zastanawialiśmy się, jakie nowe zadania dojdą nam jeszcze w przyszłości itd. Zadaliśmy sobie pytanie, jak możemy temu podołać. Ostatecznie podrzuciliśmy wszystkie elementy całej tej układanki w powietrze i kiedy znów połączyły się w całość, zobaczyliśmy, iż wcale nie musimy aż tak dużo zmieniać. Wystarczy, że po prostu podzielimy się pracą i zaufaniem z większą ilością osób. Dotyczy to przede wszystkim podróży Olego i zespołu przyjaciół, którzy z nim jeżdżą i pomagają mu. Ośrodki nie muszą w ogóle niczego zmieniać. Uważamy, że wszystko świetnie funkcjonuje. Istnieje ogólny kierunek, który dotyczy wszystkich, Ole już o tym wspomniał: musimy pogłębić zrozumienie nauk i medytację. Oznacza to, że nie będziemy zmierzali w kierunku wielkich kursów i egzotycznych inicjacji, lecz raczej będziemy się starali wrócić do korzeni. Będzie więcej inicjacji na ważne aspekty buddów, na które rzeczywiście medytujemy, takie jak np. Diamentowy Umysł, będziemy też znów więcej medytować, a mniej energii poświęcać urządzaniu dzikich imprez. Zabawa w Karma Guen wiosną tego roku, podczas której zdemolowane zostały krzesła i inne przedmioty, była dla nas wyraźnym znakiem – nie chcemy więcej czegoś takiego. Na szczęście dzięki Szierabowi Gjaltsenowi Rinpocze mamy też taką możliwość. Posiada on wiedzę, metody i doświadczenie. W przyszłym roku wraz z Lamą Ole przeprowadzi dwunastodniowy kurs praktyk wstępnych w Becske na Węgrzech. W przyszłości będzie więcej tego typu programów, ponieważ Karmapa, Szamarpa i Szierab Gjaltsen będą bardziej regularnie odwiedzali Zachód.

Jak zmieni się nasza praca pod wpływem tych wizyt?

Lama Ole: Myślę, że lamowie są zadowoleni z tego, co robimy. Jeszcze raz potwierdziło się to wyraźnie podczas spotkania Karmapy z podróżującymi nauczycielami w Kassel. Życzenie Karmapy było jasne: kontynuujcie dotychczasową pracę i ufajcie Olemu. Jeszcze raz podkreślił, że nasze kultury bardzo się różnią i że musimy znaleźć swój własny styl. Karmapa i Szamarpa ufają nam, że na swój własny sposób zręcznie przenosimy buddyzm na Zachód. Kiedy nas odwiedzają, są naszymi gośćmi i nauczają w naszym polu.

Jak możemy na dłuższą metę zabezpieczyć jakość medytacji i realizacji?

Lama Ole: Rośniemy równocześnie wzwyż i wszerz – wystarczy przyjrzeć się, jak kształtował się nasz rozwój w ostatnich dziesięcioleciach. Kiedy z Hannah wróciliśmy do Europy, w 1972 roku, byliśmy jedynymi, którzy mogli nauczać dharmy. Dziś mamy być może stu podróżujących nauczycieli, połowa z nich to nauczyciele międzynarodowi. Mamy olbrzymie doświadczenie, jeżeli chodzi o to, co działa, a czego nie powinno się robić – wystarczy przeczytać „Dosiadając tygrysa”, „Oszustów w szatach” czy „Buddów dachu świata”, by się o tym przekonać.

Niektórzy z nas pracują z umysłem od ponad 25 lat, mimo to nie ma jeszcze na Zachodzie nikogo wyzwolonego. Czy to oznacza, że jesteśmy złymi uczniami albo, że przegapiamy coś istotnego?

Lama Ole: Nie. Musimy na to patrzeć w nieco inny sposób, bo podążamy inną drogą. Idziemy drogą bodhisattwy, a to oznacza, że wszystko, co robimy, robimy dla dobra innych. Gdybyście otrzymali inne nauki, które zalecałyby wam pracowanie w medytacji tylko nad własnym rozwojem, iluzja ego z pewnością rozpuściłaby się w waszym umyśle w ciągu kilku lat. W przypadku wielu z was motywacja działania dla innych osłabłaby, gdybyście nie mieli już żadnych problemów. Dopóki mieszacie własne uczucia z uczuciami innych, macie nadal ochotę, żeby coś dla nich robić. W przeciwnym wypadku siedzielibyście jak piękne, zimne ryby, bylibyście zadowoleni sami z siebie i nikt z was nie wnosiłby nic nowego do sytuacji. Chociaż nie mielibyście już więcej żadnych problemów, nie oznaczałoby to automatycznie, iż bylibyście w stanie robić więcej dla innych. Wyzwolenie nie jest naszym celem jako bodhisattwów, tym bardziej, że wszyscy posiadamy zabezpieczenie w postaci poła i w chwili śmierci i tak udamy się do Czystych Krain. Naszym celem jest danie z siebie wszystkiego dla dobra innych – na samym końcu sami również otrzymamy wszystko w prezencie. Jesteśmy bodhisatwami. Im więcej ktoś robi dla innych, tym mniej chce i musi robić dla siebie samego. Nie dążymy do celu pojedynczo, lecz przemierzamy drogę wspólnie. Jesteśmy połączeni w jeden organizm, i za każdym razem, gdy ktoś z nas rozwija pewną właściwość, pociąga za sobą tych, którzy mu pomogli. Każdy z nas jest częścią grupy, częścią całości i jesteśmy wszyscy na dobrej drodze.

Jak zmieni się rola podróżujących nauczycieli w ciągu najbliższych 10–15 lat?

Lama Ole: Z każdą przemianą społeczną zmienia się też nasza praca. W zależności od tego, na co ludzie stają się otwarci, trzeba przekazywać im nauki w nieco inny sposób, używać innych słów, wykładać inne rzeczy na stół. Niezależnie od tego, czy za pięć lat będzie się mówiło więcej o współczuciu, a za dziesięć znowu o mądrości, czy wprowadzać się będzie krótkie, czy też długie fazy mantr w medytacjach – podróżujący nauczyciele, podobnie jak my wszyscy, będą nieporuszeni, będą wyrażaniem się życzeń i poglądów wielu ludzi. Pracując dla innych, będziemy stali na czele grupy, która wzrasta dzięki idealizmowi i popycha nas naprzód. Praca dla pożytku innych jest niezmiernie istotna. Praktyki wstępne sprawiają, że stajemy się bardziej stabilni. Często ci, którzy pracują dużo i nie robią ich, są raczej chwiejni. Zawsze powinniście znaleźć czas na oczyszczenie świadomości, używając medytacji Diamentowego Umysłu. Ważne jest, żebyśmy robili to bez względu na okoliczności.

Jakie są kluczowe zadania ośrodków i jak zmieni się cała nasza struktura pod wpływem Ośrodka Europejskiego?

Lama Ole: Kluczowym zadaniem naszych ośrodków jest przekazywanie nauk Buddy na poziomie Diamentowej Drogi – poziomie bezpośredniego stopienia się z oświeceniem. Powinniśmy dzielić się tymi naukami z ludźmi, którzy chcą i są w stanie je zrozumieć. Nie możemy tą pracą obarczyć nikogo innego – nie istnieje żadne inne źródło, z którego możnaby je otrzymać. Dlatego musimy dbać o to, żeby ta oferta była dostępna dla wszystkich zainteresowanych, by ci, którzy mają karmiczny związek pozwalający z niej korzystać, mogli do nas przyjść i uczyć się. Nasze zadanie nie polega na misjonowaniu – nie każdy zostanie praktykującym Karma Kagu, nie każdy, kto jest zainteresowany buddyzmem chce także pozostać człowiekiem świeckim. Mimo to powinniśmy być zawsze otwarci i dbać o to, by osoby o odpowiedniej karmie mogły poznać nauki Diamentowej Drogi. Ośrodek Europejski z pewnością uprości naszą pracę. Będzie centrum, w którym wszystko się schodzi i znowu rozdziela – wolnym od centralizmu. Nie będzie więc tak, że mniej osób będzie przyjeżdżać na kursy do Hamburga, Kolonii, Monachium czy Kopenhagi. Wiele rzeczy będzie utrzymywanych w całości dzięki przyjaźniom i ludziom, którzy żyją w tych miejscach.

Coraz więcej naszych kursów odbywa się w języku angielskim. Dlaczego?

Lama Ole: Język zbliża. W Europe Center chcemy zbliżyć się do siebie nawzajem jeszcze bardziej niż dotychczas, a do tego musimy się komunikować w jednym języku. Język angielski jest do tego najlepszy. Mamy dobrych i szybkich tłumaczy, jak Wojtek, Jakob, Didi, czy Manfred, który przekłada skomplikowane, akademickie teksty. Ostatecznie jednak każdy powinien mówić po angielsku. Ktokolwiek unika uczenia się tego języka, ogranicza swój świat do bardzo utalentowanej, demokratycznej i wysoko rozwiniętej części Centralnej Europy. Posługując się angielskim rządzisz całym światem.
Caty: Co cztery, pięć lat będziemy mieć kurs poła w języku niemieckim, zmieniając miejsce pomiędzy Altmühle, Szwajcarią i Austrią. Kurs poła w języku angielskim będzie odbywał się co roku w Europe Center.

Jaki powinien być nasz stosunek do innych grup buddyjskich?

Lama Ole: Powinniśmy być przyjaźnie nastawieni, a oni zawsze mile u nas widziani. Jednocześnie nie musimy zachowywać się lepiej niż normalnie albo wyglądać głupio podczas wspólnych spotkań. Nie musimy tam również koniecznie chodzić ani też udawać świętych.

Jak możemy przyciągnąć, motywować i zatrzymać w naszych ośrodkach ludzi pomiędzy 20 a 30 rokiem życia?

Lama Ole: Oni przychodzą do nas sami i dzieje się tak z powodu karmicznych związków. My musimy tylko być widoczni i dbać o to, by łatwo nas było znaleźć. Jesteśmy klubem jogina, bo dzielimy się takimi wartościami, jak wolność, świeżość, radość i nadmiar. Nie nosimy szat i nie jesteśmy święci, lecz spontaniczni i bezwysiłkowi. Pracujemy w oparciu o przyjaźnie i zaufanie. Dlatego też najważniejsze jest, aby ludzie mogli poczuć atmosferę w naszych ośrodkach i wtedy ci, którzy mają karmiczne związki, wrócą. W naszych ośrodkach, dzięki wspólnej pracy, każdy się rozwija i jest wspierany. To jest wyjątkowe i nie wolno nam tego utracić. Zaufanie i bycie razem są naszą siłą i musimy uczynić wszystko, by to wzrastało. Jeśli więc pojawiają się młodzi ludzie, pozwalamy im włączyć się, traktujemy ich jak dorosłych i dajemy im wszystko, co możemy, przyczyniając się do ich rozwoju. Ludzki rozwój jest najcenniejszy.

Opracowanie: Ewa Zachara

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Cieszyć się bogactwem umysłu... - Lama Ole nydahl | Buddyzm na Wschodzie i na Zachodzie - Wywiad z XVII Gjalła Karmapą Taje Dordże | Czy spotkałaś kiedyś dakinie? - Wywiad z Hannah Nydahl | Cytat - Tilopa | Nie wolno wam stać się nudziarzami - Wywiad z Lamą Ole i Caty Hartung | Bodhisattwowie i bodhiczitta - Mipam Rinpocze | Jesteśmy joginami Kagyu - Lama Ole Nydahl | Tara żeńska energia oświecenia - Eduardo Herrera | Cytat - Lama Ole Nydahl | Miłość jak ocean, czyli cztery niezmierzonośći - Wojtek Tracewski | Życie jak kino - Dzongsar Czientse Rinpocze | Jest taki punkt na mapie - Wywiad z Lamą Ole, Caty i Tomkiem | Modlitwa życzeń o długie życie Lamy Ole - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Zasady i kanony sztuki tybetańskiej - Ewa Preschern | Niezniszczalna moc dordże - Mira Starobrzańska | Historia Kagyupów w Ladakhu - Svenja Schmitt | W kręgu buddyjskich kultur Azji Południowo-Wschodniej - Rafał Kowalczyk | Doświadczenie to jest to! - Ralph Bohn | Cytat - Lama Ole Nydahl | Tam, gdzie są nasze marzenia | Powiew świeżości w New Delhi - Kerstin Seifert | Wiadomości | Silver Lake Story - Ania Leszyńska | Kraków o piętro wyżej - Karolina Czerwińska | Ośrodek w Zagórzanach - Załoga Zagórzan | Sydney. Tak blisko, choć tak daleko - Ifka Kloessing | Nasli jsme Trojak [Znaleźliśmy Trojak] - Jarek Orzeł & Trojak Team |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: