Diamentowa Droga -> Nr 43 -> Nasli jsme Trojak [Znaleźliśmy Trojak]
Jarek Orzeł & Trojak Team
_________
Jest takie miejsce…
Nieco ponad sto kilometrów od Brna, 70 od Ostrawy, ale też zaledwie 90 od Cieszyna i 180 od Katowic. Dom ze starą stodółką, obok sad, łąki, nieduży staw, a wszystko pod szczytem góry, z którego rozciąga się przepiękny widok. Chyba nie trzeba już więcej nic mówić, żeby zachęcić do przyjazdu na Trojak.
Nowy ośrodek medytacyjny, który leży w sercu Moraw, ma być nie tylko miejscem koncertującym aktywność okolicznych ośrodków z Czech, ale też służyć międzynarodowej buddyjskiej współpracy.
Budynek i grunty
Na Morawach działa wiele ośrodków Karma Kagyu. Z wiekszości z nich jest jednak dość daleko do Tenovic - najbliższego ośrodka odosobnieniowego. Stąd zrodził się pomysł, żeby znaleźć zupełnie nowe miejsce gdzieś w górach, do którego ludzie mogliby jeździć, żeby praktykować w weekendy.
Poszukiwania trwały kilka dobrych miesięcy. Zaczęły się jeszcze przed „oficjalnym“ początkiem - spotkaniem z Lamą Ole podczas letniego kursu w Mangutovie (na Słowacji). Mocna grupa, która skupiła się wokół projektu, poprosiła Lamę, żeby wcisnął guzik z napisem „start“.
Szybko okazało się, że zadanie wbrew pozorom wcale nie jest łatwe. W morawskich górach nie brakuje malowniczych, pełnych uroku miejsc, jednak znaleźć miejsce jednocześnie z pięknym widokiem i budynkiem, który byłby w dobrym stanie i mógłby spełniać rolę ośrodka, to już nieco trudniejsza sprawa.
Jesienią Lama Ole odwiedził Rożnov, obejrzał zdjęcia kilku miejsc, które potencjalnie mogły stać się centrum odosobnieniowym i zostawił swój blessing.
Kilka dni później pojawiła się naprawdę ciekawa oferta. Prawie na szczycie wzgórza nad Hostalkovou (niedaleko Vsetina) wystawiono na sprzedaż zagrodę z domem, sadem i stodołą. Decyzja była szybka, kupujemy! Trzeba było się śpieszyć, bo w kolejce stało kilku innych chętnych. Kiedy zaczęła się błyskawiczna zbiórka pieniędzy Lama Ole oglądał już zdjęcia tego miejsca po wykładzie w Wilnie.
Pierwsze koty za płoty
Określenie „błyskawiczna zbiórka“ w żadnym razie nie jest przesadą. Zebranie niespełna miliona koron (ok. 140 tys. zł) trwało kilka tygodni. Do połowy października 2006 roku na koncie projektu było 200 tys., kolejne 400 tys. wpłynęło do końca października, a cała reszta „pojawiła się“ w ciągu… sześciu dni. To był jasny dowód na to, że powstanie ośrodka w górach nie jest tylko idealistyczną mrzonką, ale że ludzie naprawdę tego chcą.
Symbolicznym potwierdzeniem tego, że wybór miejsca był dobry jest fakt, że w czasie pierwszego remontu gdzieś w domu znalazły się dokumenty, z których wynika, że budynek ma powierzchnię, ni mniej ni więcej, tylko 108 m2. W ciągu kilkunastu miesięcy dom na Trojaku zmienił się nie do poznania. Gompa na poddaszu została powiększona, ocieplona i pomalowana, w dachu są już nowe okna, a cały budynek ma wzmocnione fundamenty. Ośrodek ma już na swoim koncie kilkanaście kursów medytacyjnych i dwie imprezy sylwestrowe. Trwają też rozmowy z właścicielami ziemi w okolicy budynku, którą stopniowo będziemy wykupować (w planach mamy kupno ok. 5 hektarów). W przyszłości ma się tu pojawić zupełnie nowa, większa gompa, będziemy też organizować coraz więcej kursów. Już teraz można powiedzieć, że wizja, z jaką powstawał ośrodek stała się rzeczywistością. Okazało się, że jest miejscem międzynarodowych spotkań i współpracy. Prym wiodą Czesi, Słowacy i Polacy, ale spotkać tu można joginów i nauczycieli buddyjskich ze wszystkich stron świata.
Znaleźliśmy Trojak! Teraz każdy może go odkryć też dla siebie.