DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 43 -> Jest taki punkt na mapie

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Jest taki punkt na mapie

Wywiad z Lamą Ole, Caty i Tomkiem
_________

O Ośrodku Europejskim z nimi rozmawiał Tolek Sokołow


Kto pierwszy wpadł na pomysł założenia OE?

Lama Ole: Pomysł pochodził od nas wszystkich. Chociaż myślę, że Caty zaczęła o nim mówić jako pierwsza. Szukaliśmy takiego miejsca od dziesięciu lat. Na początku trochę obawialiśmy się zbytniej centralizacji, ale postaramy się, żeby do niej nie doszło. Jesteśmy wręcz przekonani, że tak nie będzie. To konkretne miejsce znalazł nasz przyjaciel Philip ze Schwarzenbergu, syn Sys Leube, jednej z moich pierwszych uczennic.

Czy inne grupy buddyjskie prowadzą podobne projekty?

Lama Ole: Ningmapowie mają cztery czy pięć dużych ośrodków i grup rozsianych po całym świecie: we Włoszech, w Ameryce Północnej w okolicy San Francisco, w Argentynie, a także w Wenezueli i Australii. My jednak chcemy mieć ośrodek, który zbierałby całą energię zewsząd w jednym miejscu. A największą moc ma Europa Środkowa i Wschodnia.
Caty: Nie wiem, jak inne grupy kształtują swoje organizacje. Dla nas jest to nowe doświadczenie. Staramy się stworzyć coś bardzo żywego. Słyszałam o wielu hierarchicznych organizacjach, ale my tego nie chcemy. Myślę, że Ośrodek Europejski jest unikalnym projektem. Nie znam żadnego innego podobnego.
Lama Ole: Zależy nam na tym, żeby unikać rozpadu na kościoły państwowe.

Caty, jak wpadłaś na pomysł stworzenia Ośrodka Europejskiego?

Caty: Chodziło mi przede wszystkim o to, żebyśmy mieli jakieś miejsce na tyle reprezentacyjne, żeby można było zaprosić tam Karmapę, kiedy przyjeżdża do Europy. Chciałam, żeby miał w tym miejscu swoją siedzibę, która jednocześnie stanie się bazą dla naszych ośrodków. Żebyśmy wszyscy mogli tam przyjeżdżać, gdy on tam będzie. Inną przyczyną, która wydawała mi się ważna, była potrzeba współpracy na poziomie międzynarodowym, nie tylko krajowym. Podróżując zaważyłam, że ludzie najpierw myślą o sobie, potem o własnym ośrodku, potem o regionie, a na końcu o kraju. A potem długo, długo nic. Dla mnie następnym krokiem jest myślenie o sąsiednim państwie i zaraz potem o całym świecie. W ten sposób możemy sprawić, że wszystkie ośrodki Diamentowej Drogi rozwiną się w tym samym kierunku. Poza tym razem jest po prostu weselej.

W jaki sposób powstała grupa poszukiwawcza? Na czym polega jej praca?

Caty: Powstała, jak zwykle, dzięki przyjaźni. Kiedy urodził się pomysł, ludzie sami zaczęli przychodzić i deklarować swoją pomoc. Na początku intensywnie zaangażowani byli Gunter, Achim i Hartmut, a w późniejszym etapie Andy, Kai i Roman, wreszcie dołączył do nich także Philip. Miejsca szukali głównie Niemcy, chociaż w projekt zaangażowani są także przyjaciele z wielu innych krajów. Za każdym razem, gdy coś znajdowaliśmy, zapraszaliśmy przyjaciół z innych krajów, żeby obejrzeli miejsce i wyrazili swoją opinię.

Ile takich miejsc obejrzeliście?

Caty: Nie wiem dokładnie, ale co najmniej sto, przez ostatnie dziesięć lat. Gunter oglądał ich wiele, to była bardzo trudna praca. Grupa OE zmieniała się przez ten czas nieustannie, ponieważ ludzie pracowali na ochotnika, a każdy kolejny projekt przyciągał inne osoby.

Istniały różne pomysły na nazwę dla OE: „World Center”, „Marpa Center”, „Buddha Land”…

Caty: Od początku nazywaliśmy nasz projekt Europe Center, Ośrodek Europejski. To była taka nazwa robocza, z której jak dotąd jesteśmy zadowoleni. Wszystkie inne nazwy pojawiły się niedawno. Mam ich całą listę, w sumie jest ich około trzystu. W Niemczech wolimy nie mówić „World Center”, bo ludzie jakoś nie potrafią sobie wyobrazić, żeby cały świat jednoczył się właśnie w ich kraju.

Czy fakt, że OE założony został w Niemczech oznacza, że będzie on niemieckich ośrodkiem?

Caty: Z pewnością tak nie będzie. Nie na tym polega jego idea. W OE będzie mieszkała międzynarodowa grupa, w której będzie także kilku Niemców i kilka Niemek, ale powinno być także wiele osób z innych krajów. Chciałabym, żeby wyraźnie rysowała się różnica pomiędzy OE, a ośrodkami niemieckimi. Dlatego też będziemy zapraszać ludzi z różnych miejsc, by zamieszkali w OE na parę miesięcy albo rok. To powinna być stale zmieniająca się grupa. Miejsce to będzie spełniało kilka typowych funkcji ośrodka, ale też zadania dodatkowe, ponieważ to tutaj skupi się uwaga całego świata. Dlatego też, obok normalnego programu medytacji, będą się tu odbywać międzynarodowe kursy i warsztaty, spotkania ośrodków i podróżujących nauczycieli. Stworzymy także ogromną, międzynarodową bibliotekę.

Kto będzie ten ośrodek prowadził? Jakim językiem będziemy porozumiewać się w OE?

Caty: Oprócz Olego, Tomka, mnie i Gerge, ośrodek prowadzić będą ludzie którzy tam zamieszkają. Językiem OE będzie angielski.

Czy to miejsce będzie pełnić także rolę ośrodka odosobnieniowego?

Caty: Mamy już wiele takich miejsc. W przypadku OE najważniejsza dla nas jest funkcja komunikacyjna – uczenie się od siebie nawzajem tego, jak wykonywać naszą pracę. W OE będzie oczywiście strefa wyznaczona do odosobnień, ale to nie one staną się główną funkcją tego ośrodka.

W jaki sposób ma się odbywać ta komunikacja?

Caty: Będziemy sobie przekazywać informacje na temat tego, jak rzeczy funkcjonują w innych krajach, w jaki sposób możemy się lepiej porozumiewać i co zrobić, żeby stworzyć międzynarodową ekipę. Poza tym ważną rolę będą grały spotkania, kursy i wspólna medytacja. Jeśli chodzi o kursy, to mają się one odbywać nie tylko latem, ale także jesienią i zimą. W tym celu właśnie chcemy zbudować gompę o powierzchni 600 m2.

W jaki sposób ludzie, mieszkający daleko od OE będą mogli uczestniczyć w jego aktywności?

Caty: Życie w ośrodku będzie można podpatrywać przez kamerę. Strona internetowa OE stanie się ważnym narzędziem komunikacji. Będziemy na niej umieszczać najnowsze informacje. Tak, by każdy mógł być na bieżąco z tym, co się tam dzieje. W OE mieszkają też specjaliści od internetu.

Co z faktu istnienia OE wynika dla osób, które mieszkają np. we Władywostoku i nie mogą do niego często przyjeżdżać?

Tomek:Najważniejsze dla nich jest to, że w ogóle istnieje jakieś miejsce, gdzie można się spotkać i przyłączyć do międzynarodowych projektów. Wiem, że jest taki punkt na mapie, w którym mogą spotkać ludzi z Australii, Ameryki Łacińskiej, Nowej Zelandii i Europy. Przyjazd tam będzie dla nich jak powrót do domu. Oni sami zaś będą się czuli w OE jak u siebie we Władywostoku. Poza tym jest to miejsce, gdzie można bezpośrednio wymieniać się informacjami i przekazywać swoje doświadczenia, również z Władywostoku. Wielkim pożytkiem jest już sama świadomość tego, że takie miejsce istnieje. Oprócz tego Rosjanie stale się wzbogacają, a połączenia lotnicze tanieją. Myślę więc, że niedługo będą mogli przylatywać do OE. Tak jak już wspomniał Ole, ten ośrodek to nasza gwarancja i zabezpieczenie przed rozpadnięciem się na kościoły państwowe, gdy jego już nie będzie. Wtedy Władywostok będzie miał wielki pożytek z tego, że nie został sam. Będzie to też korzystne dla całego świata.

Czy istnieje możliwość , że po skończeniu budowy OE cała nasza aktywność skoncentruje się w tym miejscu, a inne, bardziej odległe ośrodki, zostaną zapomniane?

Caty: Raczej nie. W przeciwnym przypadku ten projekt dawno by już upadł. Zawsze będziemy podróżować, odwiedzać ośrodki i tworzyć związki na całym świecie.

Kim są sąsiedzi OE? Jaki jest ich stosunek do naszego ośrodka?

Caty: Najbliższym sąsiadem jest rolnik, który był wcześniejszym posiadaczem naszego kawałka ziemi. Zachował część posesji i rozbudował ją. Jest miły i bardzo się lubimy. Na pewno widzieliście na stronie internetowej zdjęcie, na którym podarował nam posążek Buddy, w momencie podpisania umowy. Posiadłość kolejnego sąsiada jest na tyle daleko, że z naszej działki jej w ogóle nie widać. Możemy więc poczuć się naprawdę swobodnie. Ludzie z pobliskiego miasteczka są do ośrodka bardzo przychylnie nastawieni. Są przekonani, że z naszego powodu miasto odniesie finansową korzyść. Chcą też, żebyśmy zatrudniali ich jako pracowników.

Czy w historii buddyzmu znajdziemy jakieś analogie do tego projektu? Czy istnieje coś, z czym da się go porównać?

Caty: Nie mam pojęcia. Myślę, że buddyzm dopiero pojawia się w zachodnim świecie, i że jesteśmy prekursorami tego typu aktywności. Właściwie kościół katolicki zrobił coś podobnego w Watykanie, ale jest on zarządzany w całkiem inny sposób.

Co jest dla was najbardziej inspirujące w tym projekcie?

Tomek:Dla mnie reakcja ludzi. Myślę, że naszym celem nie są wielkie budowle i połacie ziemi, ale ludzki rozwój. Dla mnie ważna jest reakcja i nastawienie przyjaciół na całym świecie. To jest to, co mnie najbardziej inspiruje.
Caty: Mnie najbardziej inspiruje to, że tak wielu naszych dobrych przyjaciół z całego świata będzie się tu spotykać i wspólnie pracować. Ten projekt stwarza szansę na to, że buddyzm Diamentowej Drogi przetrwa dla następnych pokoleń. Ośrodek Europejski jest zabezpieczeniem kontynuacji naszej aktywności. Wszystko, co jest z nią związane, powinno funkcjonować przez długi czas. Inaczej nie warto byłoby wkładać w to tyle pracy.

Czy są już konkretne plany dotyczące tego, co będzie się w tym miejscu wydarzać? Jak będziemy je wykorzystywać?

Caty: Odkąd pojawił się pomysł, zawsze porównywałam wizję Ośrodka Europejskiego z małym ogniem. Ten ogień powinien stawać się większy i większy. I teraz widzimy, że poprzez wspieranie ośrodka przez wszystkich, mogliśmy go wspólnie kupić. Niektórzy dali dziesięć rubli, inni tysiąc lub milion. Nie ma znaczenia, kto ile dał. Tak naprawdę kupiliśmy go razem. I to jest bardzo istotne. Ten ogień nigdy nie zgasł. Czujemy „włączającą dumę”, gdy o tym mówimy. Widzę, że ludzie są dumni z tego, że robimy to wspólnie. Tak naprawdę znaleźliśmy Ośrodek Europejski w tym samym czasie, kiedy Hannah zachorowała. Przez cały trzymiesięczny pobyt w Kopenhadze mieliśmy tylko dwa tematy: Hannah i Ośrodek Europejski. Hannah była bardzo zainspirowana tym nowym miejscem i intensywnie uczestniczyła w jego rozwoju. To było bardzo pozytywne, że pomimo szoku związanego z jej chorobą, mieliśmy perspektywy na przyszłość. To nam pomogło przejść przez cały ten proces. Zanim Hannah odeszła, jej ostatnim świadomym czynem było pobłogosławienie umowy kupna Ośrodka Europejskiego i podpisanie niektórych dokumentów. Dla mnie bardzo istotne jest to, by wszyscy wiedzieli, że jej błogosławieństwo i wsparcie dla ośrodka są w pełni obecne. Naprawdę czuję, że jej błogosławieństwo jest z nami. Pokazuje nam dokąd iść, w którym kierunku powinniśmy podążać.

Opracowanie: Maria Przyjemska, Agnieszka Schmidt

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Cieszyć się bogactwem umysłu... - Lama Ole nydahl | Buddyzm na Wschodzie i na Zachodzie - Wywiad z XVII Gjalła Karmapą Taje Dordże | Czy spotkałaś kiedyś dakinie? - Wywiad z Hannah Nydahl | Cytat - Tilopa | Nie wolno wam stać się nudziarzami - Wywiad z Lamą Ole i Caty Hartung | Bodhisattwowie i bodhiczitta - Mipam Rinpocze | Jesteśmy joginami Kagyu - Lama Ole Nydahl | Tara żeńska energia oświecenia - Eduardo Herrera | Cytat - Lama Ole Nydahl | Miłość jak ocean, czyli cztery niezmierzonośći - Wojtek Tracewski | Życie jak kino - Dzongsar Czientse Rinpocze | Jest taki punkt na mapie - Wywiad z Lamą Ole, Caty i Tomkiem | Modlitwa życzeń o długie życie Lamy Ole - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Zasady i kanony sztuki tybetańskiej - Ewa Preschern | Niezniszczalna moc dordże - Mira Starobrzańska | Historia Kagyupów w Ladakhu - Svenja Schmitt | W kręgu buddyjskich kultur Azji Południowo-Wschodniej - Rafał Kowalczyk | Doświadczenie to jest to! - Ralph Bohn | Cytat - Lama Ole Nydahl | Tam, gdzie są nasze marzenia | Powiew świeżości w New Delhi - Kerstin Seifert | Wiadomości | Silver Lake Story - Ania Leszyńska | Kraków o piętro wyżej - Karolina Czerwińska | Ośrodek w Zagórzanach - Załoga Zagórzan | Sydney. Tak blisko, choć tak daleko - Ifka Kloessing | Nasli jsme Trojak [Znaleźliśmy Trojak] - Jarek Orzeł & Trojak Team |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: