DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 42 -> Wszystko jest snem, dlatego wszystko jest możliwe

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Wszystko jest snem, dlatego wszystko jest możliwe

Lama Ole Nydahl
_________

Wykład z Berlina, wiosna 2007

Do Buddy po nauki przychodzili różni ludzie, łączyła ich jednak chęć wzięcia odpowiedzialności za własne życie. Jeśli myślimy, że źródłem naszych problemów są inni – społeczeństwo czy też bóg o kiepskim poczuciu humoru – przynosi nam to emocjonalne ukojenie na jakiś czas (istnieje kilka systemów religijnych, które opierają się na tym sposobie myślenia). W buddyzmie zaczynamy od wzięcia odpowiedzialności za własną sytuację i staramy się zrozumieć, że to kim jesteśmy i jakie mamy ciało jest rezultatem tego, co robiliśmy, mówiliśmy i myśleliśmy od niemającego początku czasu. To jest punkt, w którym rozpoczyna się buddyzm – nie ma wiary czy przeznaczenia, z którymi nie możemy nic zrobić – wszystko, co jeszcze się nie wydarzyło może zostać zmienione.


Na pierwszym poziomie nauk Buddy, na którym wyjaśnia jakie działania przynoszą szkodę a jakie są pożyteczne, nauczyciel nie jest właściwie niezbędny, gdyż jego rola ogranicza się do zasugerowania nam sposobów na zrozumienie i zapamiętanie tych wskazówek. Moglibyśmy jednak dokonać tego samego używając samych tylko tekstów. Na przykład w południowoazjatyckich krajach, gdzie dominują nauki Małej Drogi, czasami mnich pali papierosa w drodze do miejsca, gdzie wygłasza się nauki, następnie czyta tekst, mówiący o tym, co wyjaśniał Budda, po czym wychodzi i nikt nawet nie próbuje utożsamiać się z nim, ponieważ jego rola polega jedynie na przekazaniu informacji – czynnik ludzki, czy też związek pomiędzy nauczycielem a uczniem, nie są w tym przypadku istotne. Jeśli chcemy zajść dalej, bądź rozwinąć wewnętrzne właściwości, takie jak współczucie, intuicję czy mądrość, wtedy nauczyciel będzie nam potrzebny. Dlatego też w północnym buddyzmie nauczyciel, zwany również guru albo lamą, jest znacznie bardziej istotny niż w buddyzmie południowym. Tu otwieramy się na to, co wydarza się na poziomie motywacji, odczuwania i doświadczania. Na tym stopniu oczekujemy również znacznie więcej od nauczyciela i obserwujemy go. W wielu przypadkach jest on mnichem, bądź mniszką i ma dzięki temu możliwość ukrycia się za szatami, jednakże większość naprawdę skutecznych nauczycieli to ludzie świeccy, posiadający wiele życiowego doświadczenia. Można wejść z nimi w kontakt w sposób bardziej bezpośredni i oczekiwać, że będą mówili i robili to samo – jeśli mówią o cierpliwości, nie powinni kopać psa, który szczeka zbyt głośno, jeśli zaś nauczają o współczuciu, nie powinni odnosić się w szorstki sposób do tych, którzy mają problemy. Chodzi o to, by ucieleśniali swoje nauki, by byli informacją, którą przekazują. Istotna jest również mądrość, co jednak nie oznacza, że nauczyciel musi wiedzieć wszystko. Po prostu to, co wie i czego naucza powinno być prawdziwe, pochodzić od Buddy, wynikać z doświadczenia i być przydatne w życiu innych. Na tym poziomie nauczyciel nie może po prostu powiedzieć: „Rób, co mówię, nie zaś to, co robię”.

Jeśli używamy nauk z najwyższego poziomu, gdzie lama stapia swój umysł z umysłem ucznia, obaj otwierają się całkowicie i razem doświadczają zjawisk – związek z nauczycielem rozwija się w pełni. Aby uczynić tę sytuację pełną znaczenia i by stała się ona rzeczywiście pożyteczna, zarówno nauczyciel, jak też uczeń muszą stosować się do pewnych zasad. W Diamentowej Drodze lama przekazuje pogląd – niewzruszone zrozumienie, że każdy jest buddą, chociaż jeszcze tego nie odkrył, że każdy może urzeczywistnić i wyrazić wszystkie doskonałe właściwości umysłu, a pod wszystkimi odbiciami znajduje jest zwierciadło, które wszystko wie i rozumie. Nauczyciel musi promieniować pewnością, że ponadczasowy umysł nigdy nie umrze ani nie zniknie, że tylko rzeczy które postrzegamy przychodzą i odchodzą, pojawiają się, zmieniają i znikają. Lama stara się uzmysłowić to uczniowi wyjaśniając mahamudrę. Aby jednak być w stanie uświadomić komuś innemu, jak smakuje cukier, musimy sami najpierw poznać jego smak. Dlatego, aby mówić o nienarodzonej radości umysłu, niezależnej od jakichkolwiek zewnętrznych wpływów, czy też o tym jak świeci słońce, gdy niebo jest bezchmurne, lub jak promieniuje lustro, gdy usunie się z niego kurz, nauczyciel musi mieć własne doświadczenie. By lama mógł przekazać swój wgląd, również uczeń musi posiadać zaufanie do swego wrodzonego potencjału. Mam własny sposób na budzenie w was tej otwartości – kiedy poczuję gdzie kryje się wasz potencjał, gdzie możecie wykonać krok naprzód, chwalę was intensywnie za właściwość, którą powinniście rozwinąć i wreszcie tak sie dzieje. Zasiewam po prostu w waszym umyśle dobre wrażenia i uczucia.

Oczywiście na nauczycielu spoczywa ogromna odpowiedzialność, więc nie powinien on namawiać uczniów, by skakali z samolotu bez spadochronu. Musi ich znać, musi też znać życie. Być może dlatego, że boksowałem przez cztery lata, jestem w stanie wyczuć ile ktoś jest w stanie wytrzymać, zanim padnie na deski, ile siły naprawdę posiada. Ta praktyczna znajomość ludzkiego potencjału pozwala mi wyzwolić w was to, co najlepsze. Nauczyciela można porównać do ogrodnika, który dokłada wszelkich starań, by jego rośliny rosły, rozmnażały się i promieniowały pięknem na zewnątrz przynosząc pożytek otoczeniu – musi on inspirować ludzi i sprawiać, by wzrastało w nich zaufanie do własnych właściwości. Kwestia zaufania jest tutaj bardzo istotna – uczeń może je w sobie obudzić, jeśli widzi, że nauczyciel żyje tak, jak naucza. Zwykle mawiam: „Stoję przed wami nagi, więc widzicie, co bierzecie”. Nauczyciel używa haka inspiracji opartej na własnym doświadczeniu, a my pierścienia swej otwartości – jesteśmy w stanie zaufać własnemu potencjałowi, wierzymy, że mamy zdolności i moce, o których naucza lama. Pełen mocy związek w Diamentowej Drodze opiera się na tym, iż nauczyciel widzi potencjał drzemiący w ludziach, a oni ze swojej strony ufają mu i chcą rozwijać swe ponadosobiste właściwości i wewnętrzną moc dla pożytku innych. Jest to związek totalny. Jest bez porównania pełniejszy niż ten, który rozwija się na na poziomie Małej Drogi, gdzie nauczyciel po prostu przekazuje nauki, po czym wychodzi. Jest również głębszy niż relacja w Wielkiej Drodze, gdzie nauczyciel oznajmia: „Choć sam nie do końca to rozumiem, mogę was tego nauczyć, ponieważ jest to po prostu zdrowy rozsądek”. Na poziomie Diamentowej Drogi nauczyciel musi mieć bogate ludzkie doświadczenie, ponieważ tutaj przekaz wydarza się podczas totalnego spotkania na poziomie ciała, mowy i umysłu – dzięki temu następuje prawdziwy rozwój. Ów przepływ zrozumienia ma miejsce dzięki instynktowi, silnym uczuciom i wspomnieniom – to w ten sposób możemy obudzić w sobie wewnętrznego Einsteina, Szekspira, Trzech Muszkieterów, czy jakiekolwiek inne właściwości umysłu. Przed 950 laty Marpa uczył się od Naropy, który prawdopodobnie wyglądał jak typowy stary Hindus – miał skórę spaloną słońcem, zmarszczki, brakowało mu na pewno kilku zębów. Pewnego dnia obok Naropy pojawiło się pole energii „O! Diamentu” (sanskr. Hewadżra, tyb. Czie Dordże) w zjednoczeniu z partnerką – był olbrzymi i lśnił jak góra z szafiru w świetle tysiąca słońc. Naropa zapytał wowczas Marpę, który widział takie zjawisko po raz pierwszy życiu: „Którego z nas najpierw pozdrowisz? ”. Marpa pomyślał: „Naropę widzę na co dzień, zaś ten dżentelmen i jego dziewczyna wyglądają bardzo atrakcyjnie”, po czym pokłonił się przed „O! Diamentem”. W tym momencie Naropa rzekł: „Błąd”, i rozpuścił formę buddy w światło, które następnie wpłynęło do jego serca. Chodzi o to, że moc identyfikacji z żywym człowiekiem, którego możemy zobaczyć, z którym możemy się komunikować na każdym poziomie i od którego możemy się uczyć, zapewnia nam najszybszy rozwój.

Przed jakim zadaniem stoi zatem nauczyciel? Przede wszystkim musi on lubić swoich uczniów, w przeciwnym razie jego wysiłki spełzną na niczym, musi też w naturalny sposób cieszyć się współpracą z nimi. Jest to szalenie istotne, gdyż wielkie i wspaniałe rzeczy nie wydarzają się bez sympatii i dobrych uczuć. Inną naprawdę ważną rzeczą jest życiowe doświadczenie. Jeśli przyjrzycie się przyjaciołom, których poprosiłem by podróżowali z wykładami, zauważycie być może, że nie zawsze są uczeni w dharmie i nadal muszą często o pewne rzeczy pytać innych. Wybrałem ich jednak, ponieważ okazali się skuteczni w życiu i lubią dzielić się swoim doświadczeniem. Oczywiście zdarza się czasami, że muszą popracować z dumą, jednakże podstawa, na której stoją jest wystarczająco szeroka – to, co bezużyteczne odpada i pozostaje przykład, z którego inni mogą korzystać. Również uczniowe z czasem stają się bardziej dojrzali i wiedzą z jakim pytaniem do kogo powinni się skierować. Na przykład mnie nikt nie pyta o kwestie prawości, ponieważ nie wiem nawet jak się literuje to słowo, podczas gdy ludzie tacy jak Wojtek rozprawiają o tym przez cały czas:-). Ludzie po prostu wiedzą, co jest silną stroną innych, to naturalne. Dobry nauczyciel musi jednak również być uczciwy i zdolny do tego, by czasem po prostu powiedzieć: „Nie wiem” i odesłać pytającego do kogoś, kto może znać odpowiedź. To, co wiemy i reprezentujemy jest ważne i dlatego musi być solidne. I tu pojawia się pewien kłopot ponieważ w Tybecie grupy praktykujące w różnych dolinach stosowały odmienne praktyki i interpretowały pewne rzeczy w różny sposób. My postanowiliśmy stosować nyndro, które dostaliśmy od Kalu Rinpocze, inne praktyki zaś, których używamy pochodzą z doliny Tsurpu. Powodem, dla którego to zrobiliśmy był brak czasu na nauczenie się wszystkiego – stwierdziliśmy z Hannah, że damy wam to, co sami już wiedzieliśmy. Jest wiele odmian nyndro, jednak wszystkie są w swej esencji takie same i stosowanie ich zaprowadzi nas do tego samego miejsca. Prawdopodobnie jedną z najważniejszych praktyk, których używamy jest przywołanie Czarnego Płaszcza. Tak długo, jak długo będziemy ją wykonywali, zawsze będziemy razem. Równie istotna jest medytacja VIIIKarmapy, naszego jidama. Te dwie praktyki sprawiają, że gdziekolwiek i kiedykolwiek się spotkamy, będziemy pracować razem i rzeczy będą wzrastać. Jeśli jednak zaczniecie używać wielu odmiennych metod, nasze drogi się rozejdą. W tym względzie lama musi wyrażać się jasno i dawać przejrzysty przykład. Nie powinien przy tym mówić: „To, co robię jest najlepsze”, lecz raczej pokazywać ludziom, że istnieje też wiele innych możliwości. Nauczyciele posiadający żywe doświadczenie ostatecznego poziomu i zdolni do otwartości budzą w innych zaufanie. To wszystko. Spoczywa na nich odpowiedzialność za uczniów, gdyż raz po raz jakiś hinduistyczny guru powoduje skandal i ci, którzy nie są w stanie odróżnić buddyzmu od hinduizmu mają problem. Jeżeli ludzie raz głęboko rozczarują się buddyzmem, trudno im będzie powrócić do miejsca, w którym znów będą w stanie zaufać swej naturze buddy – może im to zająć nawet kilka żywotów.

Nauczyciel jest lustrem, w którym uczeń może zobaczyć swoją prawdziwą twarz, pokazuje mu jego własne wrodzone właściwości. Dlatego tak istotne jest, by jego działania były przekonujące, by budziły zaufanie. Lama musi być dobrym przykładem i nie powinien zmieniać się zbytnio po wpływem warunków – w dzisiejszym świecie uczniom trudno byłoby to zaakceptować. Również jeśli nauczyciel siedzi tylko w jaskini i raz na jakiś czas powtarza słodkie „om”, być może nie narazi się nikomu, ale też nikogo głęboko nie poruszy. Dlatego w pewnym momencie powinien zająć stanowisko w ważnych sprawach nie związanych bezpośrednio z buddyzmem, na przykład wypowiedzieć się na tematy polityczne. Robiąc to musi jednak wyraźnie zaznaczyć, że jego poglądy nie pochodzą od Buddy. Historyczny Budda żył dwa i pól tysiąca lat temu i możliwe jest, że mówił o przyszłych religiach – świadczy o tym na przykład tantra Kalaczakry – jednak nie jest to powód, by czynić buddyzm politycznym. Jeśli nauczyciel bierze na siebie tę odpowiedzialność i mówi ludziom rzeczy, które pozwalają im uniknąć kłopotów i cierpienia, nigdy nie powinien tego robić jako buddyjski lama, lecz jako odpowiedzialny, myślący człowiek – to bardzo ważny punkt. Jeśli ktoś postępuje inaczej, może się to okazać szkodliwe i zniechęcić uczniów do praktyki. Jednocześnie jeśli nauczyciel nie mówi o ważnych światowych sprawach, uczniowie mogą to odebrać jako ucieczkę przed odpowiedzialnością.

Z jednej strony jako buddyści nigdy nie powinniśmy nienawidzić naszych wrogów, ponieważ wiemy, że kiedy umrą, zwalą im się na głowę wszystkie problemy, które sami spowodowali swoimi szkodliwymi działaniami – będą po prostu cierpieć. Z drugiej jednak musimy dbać o to, by rzeczy wydarzały się w pozytywny sposób i uzmysławiać ludziom, że wszystko można zmienić. Powinniśmy to robić nie tylko jako buddyści, lecz również jako odpowiedzialni ludzie. Także tutaj nauczyciel powinien być bardzo uważny – inaczej stanie się demagogiem maszerującym na czele demonstracji. Zamiast tego powinien przekazywać informacje w spokojny sposób, tak by uczniowie byli w stanie z nich skorzystać i w ten sposób uniknąć pewnego dnia konkretnych problemów. W buddyzmie istnieją różne rodzaje obietnic i związków działających na poziomie zewnętrznym, wewnętrznym i tajemnym, warto zatem wiedzieć, jakimi obietnicami związany jest nauczyciel. W przypadku mnichów i mniszek jest to proste. Nowicjuszom, których dzisiaj jest prawdopodobnie większość, nie wolno robić 37 rzeczy, podczas gdy w pełni wyświęconym mnichom – 254, mniszkom zaś 350. Oczywiście nie wszystkie z tych rzeczy mają znaczenie w dzisiejszym społeczeństwie, gdzie na przykład przebywanie w pobliżu kobiety jest nie do uniknięcia – choćby w środkach komunikacji miejskiej. Powodem, dla którego mnisi i mniszki składają śluby jest chęć uniknięcia przeszkadzających emocji i wytworzenia wewnętrznego spokoju, który by ich chronił, dlatego te zewnętrzne obietnice nazywa się czasem „ślubowaniami indywidualnego wyzwolenia”. W średniowiecznej Europie instytucje monastyczne miały monopol na nauczanie, w Tybecie jest tak po dziś dzień. Wśród tych, którzy do nich wstępowali byli zarówno ludzie silni, którzy chcieli zdobyć wykształcenie i kiedy tylko im się to udało odchodzili nie mogąc znieść ograniczeń klasztornego życia, jak też słabi. Kiedy klasztory utraciły monopol na edukację i ludzie mogli zdobyć tę samą wiedzę w szkołach, stały się idealnym schronieniem dla tych, których nie pociągała w najmniejszym stopniu walka o przetrwanie, jaką trzeba toczyć w codziennym życiu i związany z nią wysiłek. Ludzie ci nie byli również zbyt zainspirowani zewnętrznym światem i w naturalny sposób kierowali się w stronę intensywnych studiów. W buddyzmie ludzi świeckich, ktorzy składają zewnętrzne obietnice wiąże tylko kilka rzeczy, takich jak: unikanie zabijania, kradzieży, kłamania, ranienia innych seksualnie czy uzależniania się od alkoholu i narkotyków. Poza dotrzymywaniem tych obietnic istotną sprawą jest w ich przypadku rozwijanie wewnętrznego nauczyciela, to znaczy zachowywanie się jak bodhisattwa – „ten, który zmierza do oświecenia dla pożytku innych”.

Spełnieniem obietnicy bodhisattwy są tzw. „paramity” (w sanskrycie „para” to coś, co wykracza poza, a „ita” oznacza dobry uczynek), czyli właściwe działania. Czym one są i dlaczego ich potrzebujemy? Jeśli nasz nauczyciel jest mnichem, wiemy jakie rzeczy wolno mu robić, a jakich nie. Na przykład mnichom i mniszkom nie wolno widzieć innych nago, więc ważne jest, byśmy oszczędzali im takich widoków, ponieważ tak jak i my oni również doświadczają pożądania. Jest to w dzisiejszym świecie niezmiernie trudne, więc powinniśmy zachowywać dystans, by im to ułatwić. Oczywiście niektórzy mnisi są ponad tym, na przykład Lobpyna Tseczu Rinpocze każdy mógł objąć, a on sam cieszył się przebywaniem w otoczeniu kobiet i trzymaniem ich dłoni w swoich dłoniach. Wracając jednak do paramit, dlaczego i jak powinniśmy wykonywać wyzwalające działania na poziomie wykraczającym „poza”? Ważne jest tu zrozumienie, że ten, który coś robi, samo działanie i ten, dla kogo jest wykonywane, są częściami tej samej całości, należą do tego samego snu. Dlaczego jest to takie istotne? Powiedzmy, że mówimy lub robimy coś pożytecznego, lecz mamy nastawienie: „Ja robię to dla ciebie”. Jest to nadal piękna rzecz, lecz koncepcja oddzielenia pomiędzy „tobą” a „mną” pozostaje. W rezultacie wypełniamy w ten sposób umysł pozytywnymi wrażeniami, którymi będzimy się cieszyć, gdy umrzemy i które dadzą nam dobre odrodzenie, lecz ów dualizm nadal będzie blokował nasz umysł. Będzie to trwało dopóty, dopóki nie pojmiemy, że nie ma żadnego trwałego „ja” ani w ciele, ani w myślach czy uczuciach, że istnieją tylko wrażenia, które przychodzą i odchodzą. Jedynym trwałym i prawdziwym zjawiskiem jest uważność, zdolność do bycia świadomym – powierzchnia lustra pod odbiciami, czy też głębia oceanu pod falami. Dopóki tego nie pojmiemy, cokolwiek się wydarzy, pozostawi dualistyczny ślad w naszym umyśle, następnie z tego powodu doświadczymy prędzej czy później przeszkadzających emocji i popełnimy błędy. Dopiero kiedy zrozumiemy, że podmiot, przedmiot i działanie są częściami tej samej całości, dawanie i bycie dobrym dla innych z tego tylko powodu, że jesteśmy w esencji tacy sami, stanie się dla nas czymś całkowicie naturalnym. Przytomność patrząca przez nasze oczy i słysząca przez nasze uszy jest dokładnie tą samą przytomnością w przypadku każdego z nas. Osiągnąwszy to zrozumienie sprawimy, że dobre rzeczy, które będziemy robili nie wzmocnią już iluzji „ego”, lecz będą promieniowały na wszystkich wokół i przyniosą nam i innym ostateczny pożytek – staną się wyzwalającymi działaniami.

Pierwsza paramita to szczodrość, która wyraża się na kilka sposobów. Na zewnętrznym poziomie udzielamy materialnej pomocy tym, którzy jej potrzebują. Jednocześnie najbardziej użytecznym rodzajem materialnej szczodrości w dzisiejszym świecie byłoby prawdopodobnie pomaganie ludziom w przeludnionych krajach w kontroli urodzin tak, by rodzice mieli nie więcej niż dwójkę dzieci, dopóki sytuacja demograficzna w tych państwach się nie unormuje. Znacznie lepiej jest mieć dwoje dzieci, które skończą uniwersytet niż dziesięcioro żebrzących na ulicy – jest to po prostu bardziej produktywne i lepsze dla każdego. Ten rodzaj szczodrości jest istotny zwłaszcza w krajach równikowych, gdzie uciskane kobiety rodzą dziecko co roku, ponieważ seks bez zabezpieczenia jest jedyną rozrywką mężczyzn w mieście. Ostatecznie jednak najważniejszym rodzajem szczodrości jest pomaganie ludziom w zrozumieniu, że ich umysł jest przejrzystym światłem – w swej esencji niezniszczalnym, w doświadczeniu radosnym, a w wyrażeniu się współczującym i mądrym. Nie możemy dać ludziom niczego wspanialszego niż dostęp do natury umysłu. Jeśli robimy to w dodatku ze świadomoscią że przedmiot, podmiot i działanie są jednością, to właśnie jest najwyższa szczodrość.

Druga paramita to właściwe postępowanie. Budda przekazał tutaj dziesięć wskazówek. Na poziomie ciała radzi, byśmy ochraniali życie, zamiast je odbierać, dawali innym to, czego potrzebują, zamiast ich okradać, uszczęśliwiali ich seksualnie, a nie łamali im serca, ranili ich lub poniżali – na przykład używanie przemocy fizycznej wobec kobiet, mające miejsce w niektórych kulturach, jest całkowicie nie do przyjęcia. Jeśli chodzi o mowę, Budda doradza mówienie prawdy, gdyż kłamstwo wprowadza innych w pomieszanie, w wyniku czego popełniają błędy i cierpią, naucza, by przy pomocy słów zbliżać ludzi do siebie nawzajem, zamiast doprowadzać do rozłamów, ponieważ zawsze powstaje wówczas dużo negatywnych uczuć i tracimy zaufanie otoczenia. Trzecia rzecz dotycząca mowy to pomaganie ludziom w znajdowaniu wartościowych zainteresowań prowadzących do trwałych, pozytywnych rezultatów, by nie tracili czasu na zajmowanie się jedynie sportem lub modą. Wreszcie Budda wyjaśnia, iż powinniśmy pomagać ludziom w odnajdywaniu takiego sposobu wyrażania się, który przyciąga uwagę innych, zamiast działać odpychająco. Na poziomie umysłu powinniśmy życzyć ludziom szczęścia, niczego im nie zazdrościć – będzie nam to przychodziło tym łatwiej, im lepiej zrozumiemy, że mogą umrzeć już dzisiaj. Poza tym mądrze i dobrze jest cieszyć się z ich dobrych działań, a także myśleć przejrzyście i posiadać właściwe zrozumienie, zamiast co chwila wpadać w pomieszanie z powodu drobiazgów. Kolejnym krokiem jest używanie ciała, mowy i umysłu w taki sposób, by przynosić pożytek sobie i innym oraz unikanie popełniania błędów, gdyż ich rezultaty nie są przyjemne. Jeśli widzimy, że czyjeś działania szkodzą albo zaszkodzą istotom, powinniśmy zareagować – również fizycznie, jeśli jest taka potrzeba – wystrzegając się jednocześnie przeszkadzających uczuć. Bądźmy jak lekarz, który operując sprawia co prawda ból, ale w ten sposób przynosi pacjentowi prawdziwy pożytek na przyszłość. Powinniśmy zwracać uwagę ludzi na fakt, że nikt nie może obarczyć odpowiedzialnością za swoje czyny jakichkolwiek bogów – tak czy inaczej nasza karma dojrzeje. Szczególnie islam nie lubi nauk o karmie. W kopenhaskim ośrodku przechowujemy książkę, w której muzułmański uczony wyjaśnia, że prawo przyczyny i skutku nie działa i że człowiek powinien robić to, co mu się każe. W rzeczywistości jednak żaden bóg nie ma wystarczająco szerokich ramion, by unieść wszystkie negatywne czyny, które popełniamy i prędzej czy później wszystko do nas powróci.

Trzecie wyzwalające działanie to cierpliwość. Rozumiejąc karmę, prostu nie możemy wpadać w gniew, musimy być cierpliwi. Chcę tu powiedzieć ważną rzecz, która odnosi się szczególnie do mężczyzn – jeśli kobieta widzi was rozgniewanymi, tracicie twarz, widoczny gniew jest bowiem oznaką słabości. Jeśli natomiast kobieta wrzeszczy, mężczyzna powinien szybko wyjść. Chcąc być szczęśliwym mężczyzna powinien znaleźć sobie szczęśliwą kobietę, nigdy zaś dumną czy gniewną – zdobywanie tego typu dam jest ekscytujące, ale trudno je przy sobie zatrzymać. Tak się składa, że większość kobiet w Kagyu to typy pożądania, więc nie powinno być z tym problemu.

Czwartą paramitą jest radosny wysiłek. Jeśli odrodziliśmy się na Zachodzie, mamy zwykle wystarczające środki do życia – nawet jeśli utrzymujemy się z zasiłku, nadal jesteśmy zamożniejsi niż ludzie w Indiach czy Afryce. Ktoś mógłby więc zapytać: „Po co wobec tego pracować?” Otóż warto jest wykonywać jakąś pełną znaczenia pracę, ponieważ buduje to związki pomiędzy ludźmi i umożliwia zrobienie czegoś pożytecznego dla innych. Z tego właśnie powodu powinniśmy ciężko pracować. Istnieje książka zatytułowana „Oświecenie leniwego człowieka”. Pierwsza strona jest nawet zabawna, druga trochę zawstydzająca, a trzecia … nie istnieje! Nawet jeśli ktoś chce tylko medytować przez jakiś czas, powinien wówczas naprawdę pracować cieżko, nie ruszać się prawie z poduszki przez dziesięć godzin – musi zainwestować w praktykę wiele energii i wysiłku. Leniwy nauczyciel – taki, który niewiele robi i marnuje tylko swój czas – nie jest zatem dobrym przykładem. Powinniśmy za każdym razem robić więcej niż poprzednio i sprawdzać, jak daleko możemy się posunąć. Opuszczanie strefy komfortu, gdzie wszystko jest poukładane jakbyśmy sobie tego życzyli i wkraczanie na nieznane terytorium, gdzie ludzie nas obserwują i pytają: „Kim on jest i co tu robi?”, sprawia, że wzrasta nasza pewność siebie i poczucie spełnienia, którymi możemy później zarażać wszystkich dookoła. Praca dla innych jest czymś wspaniałym i naprawdę możemy oczekiwać jej od swojego nauczyciela. Wszędzie jest tyle rzeczy do zrobienia, tyle szans do wzrostu, że ktoś kto tylko marnuje swój czas, nie jest inspirujący. Wskakiwanie na coraz wyższy poziom jest rzeczywiście czymś fascynującym. Muszę przyznać, że w początkowych latach swojej aktywności na Zachodzie pracowałem ponad siły – zawsze podróżowałem samochodem w pojedynkę, nie dosypiałem, nie miałem tej kontroli nad własnym ciałem, którą mam dzisiaj. W rezultacie prowadząc medytacje po wykładach myliłem się co chwila, albo zasypiałem – to nie robiło dobrego wrażenia. Należy zatem panować nad sytuacją, pozostawać normalnym, zdolnym do prowadzenia rozmowy i zwykłego funkcjonowania. Nie wystarczy tylko przyniesienie pola mocy do pokoju – powinniśmy być również w stanie przejrzyście i na głębokim poziomie komunikować się z ludźmi. Także w codziennych sytacjach, na przykład uprawiając sport czy jeżdżąc na motocyklu, powinniśmy obserwować swój umysł, by coraz więcej się uczyć i później być w stanie zrobić jeszcze więcej dla innych. Cokolwiek robimy powinniśmy myśleć: „Jak mogę być jeszcze bardziej pożyteczny, jak mogę otworzyć ludzi, jak mogę lepiej im pomóc?”

Piątym wyzwalającym działaniem jest medytacja. Ludzie czasem myślą, że angażowanie się w cztery powyższe aktywności wystarcza, ale jeśli rzeczywiście chcemy pracować z umysłem i postępować naprzód, musimy również medytować. Dlaczego medytujemy? Po co pracujemy z umysłem? Robimy to, ponieważ w różnych zakamarkach z tylu naszej głowy czają się „złoczyńcy”, którzy, gdy tylko przestajemy ich pilnować, przejmują kontrolę nad naszym mózgiem i w efekcie mówimy i robimy zawstydzające i pozbawione znaczenia rzeczy. Lama musi być przez cały czas świadomy, ponieważ popełniając choćby jeden błąd może utracić zaufanie uczniów i zaprzepaścić możliwość przyniesienia im pożytku. Jako uczniowie powinniśmy liczyć się z faktem, że znalezienie własnego wewnętrznego centrum i sposobu funkcjonowania w świecie może zająć nowej reinkarnacji nauczyciela jakiś czas. Mnisi stosują zewnętrzną dyscyplinę, natomiast nauczyciel będący bodhisattwą musi posiadać wewnętrzną. Powinien być świadomy, że daje przykład innym i motywować ludzi do codziennej, przynajmniej 15–minutowej medytacji. W przeciwnym razie będą wędrować w kółko jak muchy w butelce i nie wyniknie z tego nic dobrego.

Szósta paramita to mądrość. Tradycyjnie wyróżnia się kilka rodzajów mądrości – praktyczną, zwaną „lodro”, pół–intuicyjną i pół–praktyczną – zwaną „szierab” oraz „jeszie”, która jest spontanicznym wglądem i intuicją obecną w każdym momencie. „Jeszie” jest najwyższą z nich. Najróżniejsze wyzwalające działania to określone narzędzia i metody pomagania innym i rozwijania właściwości buddy, natomiast mądrość „jeszie” zwieńcza je wszystkie. Świecki nauczyciel, który ma pełen kontakt z ludźmi powinien starać się ją rozwinąć. W chwili, w której uczeń przekona się, że jego lama posiada wszystkie niezbędne właściwości i postanowi za nim podążać, również i na nim zaczyna spoczywać pewna odpowiedzialność – powinien starać się widzieć nauczyciela na najwyższym poziomie. Celem nie jest tutaj dobro nauczyciela – zwykle ma on i tak wystarczająco dużo pracy i wielu ludzi chce się od niego uczyć. Chodzi w tym przypadku o rozwój ucznia – mówi się, że jeśli postrzegamy zwyczajnego człowieka jako Buddę, może on doprowadzić nas do oświecenia, jeśli natomiast widzimy Buddę jako zwyczajnego człowieka, prawdopodobnie rozboli nas jedynie głowa. Na im wyższym poziomie postrzegamy swego nauczyciela, tym bardziej się otwieramy i tym więcej zyskujemy. Jeżeli uważamy, że wie o czym mówi, wiele zyskamy, gdyż wzmocni to naszą praktykę. Jeśli sądzimy natomiast, iż nie jest to takie oczywiste – nawet nie zastanowimy się nad jego słowami. Zanim zaufamy w pełni nauczycielowi, powinniśmy sprawdzić, czy uznają go inni lamowie, czy wie o czym mówi oraz czy mówi i robi to samo. Potem, jeśli będziemy myśleli, że otrzymujemy coś od Buddy, będziemy po prostu lepiej praktykować, gdyż przekaz będzie pełniejszy. Uczeń powinien również starać się być uczciwy. Nauczyciel nie jest policjantem i nie będzie dociekał, czy mówimy prawdę – zawsze spotyka się z nami na tym poziomie, na którym jesteśmy otwarci. Aby nie marnować jego czasu powinniśmy szczerze mówić o tym, co się z nami dzieje, nawet jeśli wydaje nam się to dziecinne czy egoistyczne, ponieważ również małe przeszkody mogą zablokować nasz rozwój. Warto więc pomówić o nich z nauczycielem, który dzięki swemu doświadczeniu będzie w stanie doradzić nam wyjście z sytuacji. Jednocześnie nie jest to zawsze miłe dla nauczyciela. Na przestrzeni lat nauczyłem się na przykład, że jeśli rzeczywiście chcemy komuś pomóc, powinniśmy robić to … mimochodem – tak jakbyśmy nie wiedzieli, że to robimy. Nawet wtedy, kiedy ludzie upadają naprawdę nisko, nigdy nie powinniśmy dawać po sobie poznać, że zauważyliśmy ich słabość – róbmy po prostu wszystko co możemy, żeby im pomóc. Na początku lat siedemdziesiątych, kiedy nie miałem jeszcze wiele doświadczenia, pomogłem pewnej grupie w Monachium. Zrobiłem to z pełną świadomością ich problemów i zaangażowaniem. Tymczasem oni, kiedy tylko wyszli z impasu, zaczęli uważać mnie za wroga. Dlaczego? Bo widziałem ich słabymi. Jeśli spotkacie kiedyś pijanego Bhutańczyka, który będzie chciał wam opowiedzieć o swoich życiowych niepowodzeniach, idźcie jak najszybciej swoją drogą, w przeciwnym razie następnego dnia będzie uważał was za wroga tylko dlatego, że wiecie o czymś, co wolałby ukryć.

Robiąc to, co wam doradzam stajecie się moimi partnerami. Odkrywam przed wami tajniki sztuki nauczania: nigdy nie pozwalajcie ludziom upaść – przeciwnie, sprawiajcie by wzrastali. Buddyzm naucza o współczuciu, a nie o litości – pomaga ludziom czyniąc ich silnymi i pozwalając im stanąć na własnych nogach. Po złożeniu obietnicy bodhisattwy powinniśmy wykonywać sześć wyzwalających aktywności najlepiej, jak potrafimy. W Diamentowej Drodze ważne są również inne rzeczy. Pamiętam, że za każdym razem kiedy moja głowa znalazła się powyżej głowy Karmapy, czułem się nieswojo. W subtelny sposób zaburzało to naturalny stan rzeczy. Jeśli myślimy, że nauczyciel jest kimś, kogo ogranicza czas i miejsce, popełniamy błąd – więcej skorzystamy postrzegając go jako pole energii przenikające wszystkie czasy i miejsca. Jedną z metod Diamentowej Drogi są obietnice, mówimy tu o czternastu „ślubowaniach gałęzi” i ośmiu „ślubowaniach korzeni”. Jeśli złamiemy któreś ze ślubowań korzenia, drzewo przewróci się, jeśli zaś naruszymy tylko ślubowanie gałęzi, będzie jedynie wyglądać dziwnie. Większość z tych obietnic jest dla nas bez znaczenia, gdyż dotyczą one praktyk zjednoczenia wykonywanych z dojrzałą partnerką. Są jednak wśród nich i takie, które dotyczą związków z ludźmi. Te zaś mogą być różne – niektórzy byli kiedyś naszymi siostrami, inni braćmi, synami lub córkami, inni matkami lub ojcami, a jeszcze inni kochankami. Ważne jest, by nie zamykać się na jeden rodzaj związków lecz być otwartym, pielęgnować i szanować wszystkie i czerpać z nich inspirację. Te czternaście ślubowań korzenia i osiem ślubowań gałęzi można sprowadzić do trzech: utrzymywania związków z Buddą, jego naukami i przyjaciółmi na ścieżce. Jeśli chodzi o pierwszą z tych obietnic, powinniśmy dotrzymywać jej w inteligentny sposób. Jeśli przyjrzymy się naukom Buddy zobaczymy, że funkcjonują one w naszym codziennym życiu. Abidharma i sutry są bardzo użyteczne, podczas gdy winaja i tantra mogą wprowadzać w pomieszanie. Jeśli dowiecie się, co wolno, a czego nie wolno robić mnichom i mniszkom pomyślicie, że żyją na księżycu. Nie powinniście zbytnio się w to zagłębiać, lecz raczej ułatwiać im dotrzymywanie tych obietnic przy każdej okazji. Również tantryczne teksty napisane są w sposób, który uniemożliwia właściwe ich zrozumienie bez wcześniejszego teoretycznego przygotowania. Także tantra Hewadżry napisana jest w ten sposób, że wielu ludzi powiedziałoby: „Nie, dziękuję bardzo”. W jednym miejscu możemy na przykład przeczytać, że należy przespać się z własną matką albo siostrą. Być może pomyślimy wtedy: „Nie tylko mnie nie pociągają, ale jeszcze jest to niezgodne z prawem”. Jednakże nie należy tego brać dosłownie, chodzi tu bowiem o połączenie dwóch ośrodków energii w naszym ciele, co osiąga się w medytacji. W innym znowu miejscu czytamy: „Zabij stu wrogów” i tu znów potrzebny jest klucz, autor ma bowiem na myśli recytację stusylabowej mantry. Te i wszystkie inne wskazówki nabierają znaczenia, jeśli posiadamy wcześniej zdobytą wiedzę. Moja rada jest taka, jeśli niektóre nauki wydają wam się dziwne, nie myślcie, że Budda miał zły dzień, lecz że był mądry i współczujący i dlatego myślał również o ludziach różnych od was. Kiedy zaczęliśmy z Hannah nauczać w Europie, byliśmy tu jedynymi buddystami i myśleliśmy, że musimy reprezentować cały buddyzm i tym samym angażować się w rzeczy, które nas nie interesowały i z którymi nie czuliśmy się naturalnie. I oczywiście ludzie widzieli, że brakuje nam do tego serca. Na szczęście niedługo potem pojawiły się w różnych miejscach grupki praktykujących zen, therawadę oraz mahajanę i stopniowo mogliśmy skupić się tylko na tym, co było nam bliskie. Nauczając Diamentowej Drogi, przebywając w towarzystwie przyjaciół i zachowując się naturalnie staliśmy się mocni. Zaufajcie naukom Buddy nawet jeśli nie możecie zrobić z nich użytku – prędzej czy później pomogą one komu innemu. Naszym zadaniem jest przekazywanie nauk w sposób, który jest zrozumiały i tym samym umożliwia innym odkrycie ich znaczenia. Kolejną rzeczą jest utrzymywanie związków z praktykującymi przyjaciółmi, ufanie im i pozostawanie z nimi w bliskich relacjach. Oczywiście ludzie, którzy nie piorą skarpet i nie myją się lub są trudni i wprowadzają nerwową atmosferę, nie powinni przebywać w ośrodku, ponieważ blokują dostęp do niego tym, którzy chcą się czegoś nauczyć. Ośrodek musi być samooczyszczającym się organizmem.

Aby to uprościć możemy postanowić nigdy nie opuszczać czystej krainy i świadomie widzieć coś atrakcyjnego i pełnego znaczenia w każdej osobie, doświadczać każdego dźwięku jako interesującego, a wszystkiego, co się wydarza, jako ciekawego i istotnego. Jeśli będziemy utrzymywać ten poziom i zachowywać się jak buddowie, dopóki się nimi nie staniemy, uda nam się w życiu zrobić bardzo wiele. Odkryjemy, że każdy atom wibruje radością i jest utrzymywany w całości przez miłość, że każdy ma naturę buddy i że wszystko wyzwala się samo z siebie.

Opracowanie: Magda Sztukiecka, Kryspin Kochanowski

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Cytat - Karol Ślęczek | Obietnica bodhisattwy - XVII Karmapa Trinlej Taje Dordże | Medytacja 16 Karmapy - Wywiad z Lamą Ole | Uczył nas w bardzo zręczny sposób - Hannah Nydahl | Umysł i śmierć - Lama Dzigme Rinpocze | Cztery przyczyny odrodzenia w Dełaczien - Szamar Rinpocze | Wszystko jest snem, dlatego wszystko jest możliwe - Lama Ole Nydahl | Twierdza oświecenia - Milarepa | Oddanie dla nauczyciela - Szangpa Rinpocze | Jak kot z zapalonym ogonem - Porucznik Adam Jankiewicz | Zasady i kanony sztuki tybetańskiej - Ewa Preschern | Historia Kagyupów w Ladakhu - Svenja Schmitt | Cywilizacja w kręgu buddyjskich kultur Azji Południowo-Wschodniej - Rafał Kowalczyk | Czym jest Pustka? - Dorothea Deeg i Matthias Ostermann | Cytat - Hannah Nydahl | Doświadczenie to jest to - Ralph Bohn | Więcej, lepiej, bardziej - Wojtek Tracewski | Ośrodek Europejski - Wywiad z Romanem Lausem | Karma Guen - Peter Gomez | Bartołty - Adam Jankiewicz & team | Vyhlidky - czeska kraina łagodności - Mira Starobrzańska i Kveta Svedova | Jogini pod dachami Paryża - Marta Cichocka | Słupsk - wszystko jest możliwe! | Głogów | Triangle Project - Triangle Project Team |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: