Diamentowa Droga -> Nr 42 -> SŁUPSK Wszystko jest możliwe!
Miasto nad Słupią, na północy Polski, oddalone 18 kilometrów od Bałtyku. Trzynaście lat temu założyliśmy tu sangę. Na początku było nas niewielu i nie mieliśmy stałej siedziby. W 1997 roku znaleźliśmy miejsce na ośrodek. Było to lokum nad „spożywczakiem”, między krawcem a fryzjerem.
Mijał czas, pojawiali się wciąż nowi ludzie zainteresowani medytacją i pracą z umysłem. Latem 2005 postanowiliśmy poszukać czegoś bardziej niezależnego, najlepiej w centrum miasta. I bardzo szybko, jak to mawiają buddyści, wyłonił się z przestrzeni w samym centrum, zaciszny budynek, z ogrodem, starym cisem, wszystko pięknie zapuszczone, tylko brać i robić z tego cacko. Pomyśleliśmy od razu: „Byłoby fajnie, gdyby miasto przekazało nam ten budynek”. Miasto jakby czyhało, żeby go komuś przekazać. Oczywiście na samym początku urzędnicy nie wiedzieli o tym, że chcą ten budynek przekazać właśnie nam, mówili nawet, że raczej coś takiego nie jest możliwe, że są pewne przepisy nie do przejścia itp. Jednak już po kilku miesiącach radosnych spotkań z urzędnikami przekonaliśmy ich, że „coś takiego” jest możliwe i otrzymaliśmy to miejsce do użytkowania bez czynszu.
Jako że idealistów u nas nie brakuje, ostro zabraliśmy się do pracy. Teraz trzeba było tylko zdobyć furę pieniędzy na remont i do dzieła. W związku z tym, że najlepsze pieniądze „robi się” dziś w polityce... zajęliśmy się od razu show-biznesem. Zorganizowaliśmy kilka koncertów i w ten sposób zdobyliśmy środki na remont. Jakie to niesamowite – pomyśleliśmy – sami tworzymy, sami występujemy i jeszcze sami tego słuchamy. A pieniążki same lecą do gompki. Poza tym ta sytuacja ujawniła niezwykłą szczodrość członków naszej sangi i po raz kolejny pokazała, jak wiele możemy się od siebie nawzajem nauczyć. Po kilku miesiącach wszystko zmieniło się nie do poznania i uwierzcie, w tym zdaniu kryje się wiele. Nie chcemy Was zanudzać szczegółami. 20 kwietnia 2006 roku odbyło się oficjalne otwarcie Ośrodka Medytacyjnego w Słupsku przy ul. Jaracza 6, na które przybyły zaprzyjaźnione i nieco zorientowane już w kwestii buddyzmu władze miasta (o czym świadczy list gratulacyjny otrzymany od prezydenta). Przybył także sam Karol Ślęczek – ozdoba naszego święta, który ujrzawszy Ośrodek znacząco pokiwał głową i wypowiedział wylewne: „No, no...”. Prace wykończeniowe trwały nadal, bo oto wycieńczeni, ale pełni radości słupscy sangowicze przygotowywali się do wizyty Lamy Ole w ośrodku. Wszystko udało się zrobić, oprócz jednego zawiasu okiennego, którego wymiana stanowiła pewien techniczny problem. Ponieważ okien mamy wiele, to jedno postanowiliśmy przybić na razie gwoździem!
8 października 2006 roku – Lama Ole w ośrodku w Słupsku. Cudowne chwile... Gompa wypełniona ludźmi tak, że niektórym już zaczęły pojawiać się myśli o budowie większego ośrodka. Pomimo wentylacji – duszno. Wyłoniła się kwestia otwarcia okna. Przecież mamy 12 okien, więc dlaczego ta osoba próbuje wyrwać to przybite?! Leci szkło i sypie się na siedzących. Zapada cisza...Pojawia się myśl: „Ale błogosłowieństwo!!!”.
Obecnie trwają prace wykończeniowe, a wyrażając się bardziej precyzyjnie, prace upiększające budynek. Postanowiliśmy też zaaranżować ogród tak, by można było z radością przechadzać się ścieżkami dharmy pod wielowiekowym cisem, który spogląda na nas z nieukrywanym zdumieniem.
Chcieliśmy podzielić się z Wami naszą radością i przekazać, że to jeszcze nie koniec.