DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 41 -> Postawa Wadżrajany czyli relacja nauczyciel-uczeń

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Postawa Wadżrajany czyli relacja nauczyciel-uczeń

Maggy Lehnert-Kossowski
_________

Na podstawie wykładów wygłoszonych podczas pierwszej trasy po Polsce, październik 2006

Nie ma praktyki wadżrajany bez oddania ucznia do nauczyciela – to jest w naszej szkole najważniejsze. Prawdziwe oddanie znaczy, że gdy nauczyciel pokazuje na konia i mówi, że to jest słoń, to nie potakujesz tylko widzisz słonia. A jeśli nauczyciel mówi: „Przepraszam, pomyliłem się to jest koń”, widzisz konia.


Pewnego dnia król Nepalu zdał sobie sprawę, że Swajambu, najstarsza stupa na świecie, jest zagrożona i wymaga poważnej renowacji. Zwrócił się do króla buddyjskiego Bhutanu o polecenie najlepszego mistrza zajmującego się rekonstrukcją stup, a ten polecił Nepalczykowi Szieraba Dordże Rinpocze. W ten sposób wuj Tseczu Rinpocze stał się rezydentem Nepalu, w którym pracował, medytował i nauczał. Stupę Swajambu remontował przez 12 lat, dlatego że przez dziewięć miesięcy w roku medytował w jaskiniach, a tylko3 miesiące pracował przy stupie.
Matka Tseczu Rinpocze po śmierci męża i dwudziestu innych członków rodziny, którzy zmarli w wyniku epidemii jaka wybuchła w Bhutanie, udała się pieszo z trójką dzieci do szwagra. Droga przez Tybet do Nepalu zajęła im około czterech miesięcy. Tseczu miał wtedy czternaście lat i przez całą podróż niósł swoją najmłodszą siostrę na plecach ponieważ cały czas płakała, a matka niosła drugiego synka. Nie mieli pieniędzy ani zapasów żywności. Po drodze żebrali by przeżyć i choć żebranie nie jest tam negatywnym zjawiskiem tak jak u nas, to jednak żebrak nie chodzi syty spać. Tseczu zdał sobie wtedy sprawę, że Tybetańczycy nie są zbyt szczodrzy. Zdarzało się też, że nie dość, że nie dostawali jedzenia, to jeszcze byli szczuci psami, musieli uciekać. Czasami przez kilka dni tej wyczerpującej wędrówki przez Himalaje nie jedli nic. Nepal jest bardzo pobłogosławionym krajem. To właśnie tu urodził się Budda Sakjamuni, Sidarta Gautama, choć wszystkie encyklopedie i źródła podają, że był to indyjski książę. Tseczu Rinpocze słysząc to zawsze się oburzał, Budda osiągnął oświecenie w Indiach w Bodhgaja, ale urodził się w Lumbini w Kapilawastu, w odrębnym księstwie, które nigdy nie należało do Indii, a dziś jest częścią Nepalu. Tu też medytował Milarepa, a Guru Rinpocze osiągnął urzeczywistnienie – zrealizował stan mahamudry w Parpin, miejscu oddalonym około 40 minut samochodem od Katmandu. Marpa spędził 3 lata w Katmandu. Tutaj Tilopa uczył Naropę, tu medytował Nagardżuna i Budda Sakjamuni, a Mandarawa otrzymała wraz z Guru Rinpocze inicjację długiego życia od Buddy Długiego Życia i razem ją tu urzeczywistnili. Szierab Dordże medytował we wszystkich miejscach, w których przebywali ci wielcy mistrzowie, głównie jednak tam, gdzie praktykowali Milarepa i Guru Rinpocze. Do jednego z takich miejsc dotarła matka z trójką dzieci po przeprawie przez Himalaje. Wuj przebywał wówczas na odosobnieniu w jaskini Milarepy i od następnego dnia zaczął nauczać młodego Tseczu Rinpocze. Matka w tym czasie chodziła po okolicy, czyli po chatach oddalonych o kilka godzin drogi od jaskini, żebrząc o trochę jedzenia. Wuj jednak uważał, że to strata czasu. Twierdził że całą energię w życiu człowiek powinien koncentrować na praktyce. Zabronił jej żebrania, jedli to, co dała natura. Potem przesiadując miesiącami w jaskiniach we dwóch z bratankiem jedli dziennie łyżkę wody z odrobiną skruszonego kamienia. Może brzmieć to śmiesznie ale były to zaawansowane praktyki. Co ciekawe, Szierab Dordże był zawsze bardzo otyły. I choć do trzynastego roku życia Tseczu przebywał w klasztorze pobierając nauki, to właśnie tu znalazł swojego pierwszego prawdziwego nauczyciela, Szieraba Dordże Rinpocze. Wuj miał na Tseczu ogromny wpływ, łączyło ich coś szczególnego. Tseczu spędzał z nim całe dnie otrzymując nauki, a nocą wuj posyłał go do innej jaskini by medytował sam. Szkoła jaką otrzymał w młodości była bardzo ciężka, poważna i nieporównywalna z niczym innym. I chociaż często narzekamy, to jednak nie można tego porównać z warunkami w jakich my żyjemy, medytujemy i w jakich odbywają się nasze kursy.

Tseczu otrzymał od wuja pełen przekaz linii Drugpa Kagyu, bo Bhutan jest kolebką tej linii. Szierab Dordże był bardzo znanym mistrzem. Jeszcze 25 lat temu żyli ludzie, którzy widzieli, gdy podczas udzielania inicjacji na tronie siedział Czenrezig... Tak bardzo był urzeczywistniony. Tseczu i Szierab Dordże mieli bardzo silny związek. Tseczu miał tę niezwykłą okazję pobierania nauk bezpośrednio od swojego nauczyciela – tak, jak niegdyś wielcy mistrzowie – przebywając z nim non stop. Podobnie jak Tilopa i Naropa, Marpa i Milarepa, nauczyciel nieustannie dawał instrukcje, weryfikował rozwój i sprawdzał postępy. Pomimo tej szczególnej sposobności Tseczu nigdy nie opowiadał z dumą o tym, co go spotkało, o tym co robił. To, co wam teraz opowiadam wiem z licznych opowieści snutych przez Rinpocze podczas naszych wspólnych podróży i wieloletniej współpracy. Gdy Szierab Dordże zakończył renowację stupy Swajambu, król Nepalu chciał mu dać na dowód wdzięczności ziemię pod budowę klasztoru, a król Bhutanu zaprosił go z powrotem do kraju oferując mu klasztor z mnichami. Wuj jednak nigdy nie powrócił do ojczyzny, nigdy też nawet na jeden dzień nie pojechał do Katmandu, został w górach, całymi latami medytując w jaskiniach, tam też zmarł. Zrobił w życiu to, co miał do zrobienia a potem oddał się praktyce. Nie szukał uznania, pochwał, czy poklasku, ale usuwał się w cień. W pewien sposób nasz Lobpyn Tseczu Rinpocze był do niego bardzo podobny. Nikt tak naprawdę nie wie jak wielki był Tseczu Rinpocze, co robił, czego dokonał.
Rinpocze miał również swój okres buntu. Po wielu latach ciężkich zmagań w jaskiniach zdecydował, że potrzebuje formalnej edukacji, w tym celu przedarł się z powrotem piechotą do Bhutanu. Zapisał się w Bumtangu, w centralnej części kraju, do sziedrang czyli klasztoru z instytutem dla lamów. Studiował tam 5 lat osiągając tytuł khenpo, o czym prawie nikt nie wie. Wuj nie był tym zachwycony, pisał do niego listy z prośbą o powrót. Po zakończeniu nauki Tseczu wrócił do Nepalu i odtąd już nigdy nie rozstawał się z wujem. Pobyt w ojczyźnie był dla Rinpocze okazją do pierwszego kontaktu z XVI Karmapą. Wielu Karmapów miało silny związek z rodziną królewską Bhutanu i choć główną linią przekazu jest tam Drugpa Kagyu, rodzina królewska pobierała nauki bezpośrednio od Karmapów. Gdy XVI Karmapa miał 17 lat, przyjechał ze swoją pierwszą oficjalną wizytą do Bhutanu, udzielając rodzinie królewskiej i szlachetnym obywatelom tego kraju inicjacji i nauk. Kiedyś Tseczu Rinpocze pokazł mi czarno-białe zdjęcie z tamtego okresu. Był na nim XVI Karmapa, wówczas jeszcze bardzo młody, oraz król z królową. Zapytałam więc: „Rinpocze dlaczego ciebie nie ma na zdjęciu?”. A on odpowiedział: „Byłem taki nieważny, że mnie ze zdjęcia wyprosili”. Rinpocze miał wtedy 24 lata.
Podczas studiów jego sponsorem była siostra króla, a jej głównym nauczycielem był Karmapa. Ona była tą osobą, która zapoczątkowała kontakt między Karmapą a Tseczu Rinpocze. Był to nie tylko związek między nauczycielem a uczniem, ale też bardzo głęboka przyjaźń trwająca do końca życia XVI Karmapy. Przerodziła się ona w szczególną relację i miała wpływ na ogromne poparcie Tseczu Rinpocze dla XVII Karmapy Taje Dordże i jego rolę w odkryciu tegoż Karmapy.
Tak właśnie rozwijała się przyjaźń tych dwóch młodzieńców. Dzięki tej znajomości Tseczu otrzymał pełny przekaz Karma Kagyu. To dlatego spędzał tak wiele czasu w naszych ośrodkach, dlatego też Szamar Rinpocze prosił go, aby przekazywał wam to wszystko, co otrzymał od Karmapy. Na ołtarzyku w pokoju Tseczu Rinpocze było małe zdjęcie XVI Karmapy z osobistą dedykacją: „Temu, któremu ufam najbardziej“. Po pewnym czasie Tseczu stał się najbardziej zaufaną osobą w otoczeniu Karmapy. Mieli wiele okazji by się spotykać, blisko ze sobą współpracowali. Po śmierci Karmapy, Lobpyn Tseczu został doradcą Szamara Rinpocze. Jednym z ostatnich telefonów, jakie wykonał tuż przed śmiercią w szpitalu w Bangkoku, był telefon do Szamara Rinpocze w sprawie ochrony linii Karma Kagyu i XVII Karmapy.
Po studiach, formalnie wykształcony lama, powrócił do Nepalu, ponownie zamieszkał w jaskiniach i już nie opuścił wujka aż do śmierci. Ten ich związek zacieśnił się tak mocno, że w momencie śmierci wujka, Rinpocze przeżywał wielką tragedię. Miał wtedy 26 lat i zdecydował się pozostać przy ciele, nie chciał go spalić. Znalazł sponsora na sól, którą okładał ciało i czuwał przy nim. Nic nie jadł, bardzo się zaniedbał, zapuścił włosy i paznokcie. Trwało to pół roku. Jedynym, co zaprzątało jego myśl było zachowanie ciała wuja jak najdłużej w dobrej formie. W końcu ciało spalono, a po kremacji znaleziono w prochach pięć samoistnie powstałych posążków Czenreziga (Kochające Oczy, sanskr. Avalokiteśwara), które potem umieszczono w himalajskich stupach. Główną praktyką wuja była medytacja na tysiącramiennego Czenreziga – niungne. Przed swoją śmiercią Tseczu Rinpocze powiedział mi, że nie było jednego dnia kiedy nie pomyślałby o swoim najważniejszym nauczycielu, o wujku.

Po śmierci wuja, zaczął się nowy rozdział w życiu naszego Rinpocze. Wuj był tak charyzmatyczną, przyciągającą postacią, że ludzie z okolic przybywali prosząc go o nauki, instrukcje do praktyki. W ten sposób założył on pierwsze formalne buddyjskie społeczności w większości hindustycznym Nepalu. Pomimo że prawie całe Himalaje były w tym czasie buddyjskie, brakowało tam nauczycieli. Praktykowano głównie w domach, nie istaniały ogólnie dostępne gompy. Wuj był pierwszym od lat nauczycielem, który pojawił się w tym regionie. Udzielał nauk i wyjaśnień do praktyk. Z czasem te społeczności przeradzały się w małe klasztory. Było ich pięć. Po śmierci wuja Tseczu przejął nad nimi opiekę, zaczęli się pojawiać pierwsi mnisi i mniszki oraz świeccy praktykujący. Rinpocze przejął też po Szierabie Dordże działalność związaną ze stupą Swajambu – oczywiście wszystko odbywało się za zgodą króla Nepalu. Dzięki dobrym kontaktom z rodziną królewską pojednały się wszystkie pomniejsze społeczności buddyjskie w tym kraju. Istniejący, do tej pory lekko uśpiony, buddyzm zaczął się prężniej rozwijać. Plemiona Szerpów, Gorka, Tamangów, Nełari produkujących mosiężne posążki, zjednoczyły się, choć wcześniej nie czuły ze sobą związków, żyły w separacji. Rinpocze ustalał organizacje i zrzeszenia buddyjskie, które mogły od tej pory formalnie zapraszać wielkich nauczycieli, organizować kongresy, zapraszać buddystów z sąsiednich krajów, by wspólnoty poczuły się ważne, by miały tożsamość. Rinpocze mocno zaangażował się w działalność prospołeczną, zaczął budować mosty wiszące nad przełęczami. Ułatwiały one komunikację i skracały drogę z dwóch dni do kilkunastu godzin. Przyczynił się do powstania sierocińców i szkół, ponieważ Nepalczycy byli analfabetami, nie mieli świadomości, że żyją w kraju o nazwie Nepal, nigdy nie podlegali spisom ludności, nie mieli żadnego wykształcenia. Nadawał buddystom tożsamość, organizował im życie, nadawał im wagę i prawa podobne do tych, na jakich żyli hinduiści. Dzięki doskonałym kontaktom z rodziną królewską odnosił wielkie sukcesy. Kiedy po latach zaczęli tu napływać uchodźcy z Tybetu, przygotował im grunt, by mogli się osiedlić i rozpocząć nowe życie. Pomimo chaosu politycznego, gospodarczego i ekonomicznego panującego w Nepalu, Nepalczycy byli bardzo tolerancyjni, co ułatwiało integrację z tybetańskimi uchodźcami. Wszyscy zbiegli z Tybetu, którzy chcieli przyjąć schronienie i osiedlić się, mieli taką możliwość zarówno w Nepalu jak i w Indiach, nikt nie był dyskryminowany. Wielu wysokich lamów wraz z tłumami uczniów przebiło się ze swymi tobołkami przez Himalaje i osiedliło w Katmandu, inni natomiast, tak jak np. Dalajlama osiedlili się w północnych i południowych Indiach. Żaden z mistrzów nie miał ziemi, pieniędzy ani pozwolenia na budowę klasztoru. Tseczu pomagał im to wszystko zorganizować i załatwić, przygotowując tym samym grunt pod rozwój dharmy. Sam nie miał klasztoru, wybudował go dopiero w wieku osiemdziesięciu lat. Kontynuował pracę wujka, to było dla niego najważniejsze. Był niczym kapitan na statku, pomagał wszystkim innym, a na końcu pomyślał o sobie.
Równolegle do relacji z Szierabem Dordże, rozwijał się bardzo bliski i silny związek Tseczu z XVI Karmapą, który był bez wątpienia największym, najbardziej urzeczywistnionym mistrzem XX wieku. Jego pola mocy nie da się opisać. Ówczesna premier Indii Indira Ghandi, choć nie była buddystką, dała Karmapie prywatny pociąg, aby mógł udać się na wycieczkę i odwiedzić wszystkie istotne miejsca buddyjskie w jej kraju. Karmapa zaprosił w tę podróż Tseczu Rinpocze i wszystkich czterech regentów. Wyprawa trwała kilka tygodni. Rinpocze wspominał, że pociąg zatrzymywał się sam zawsze wtedy, gdy Karmapa sobie tego życzył. Karmapa miał swój przedział, do którego codziennie zapraszał Tseczu. Tam spędzali całe dnie we dwóch, a na noc Rinpocze wracał do swojego przedziału, który dzielił z Dzigmelą Rinpocze. W przedziale Karmapy miała miejsce wzruszająca historia... W związku z tym, że wyprawa trwała długo, podróżnicy musieli wykonywać w pociągu prozaiczne czynności i tak pewnego dnia Karmapa obcinał sobie paznokcie. Tseczu widząc to poprosił Karmapę o te obcięte paznokcie. Karmapa oczywiście mu je dał. Rinpocze zapakował je i przechowywał, a po latach umieścił w naszych stupach budowanych na zachodzie. Kiedy Tseczu opowiadał mi tę historię dał mi jeden taki paznokieć i powiedział, że użyjemy go do wypełnienia stupy w Benalmadena, poprosił żebym go zatrzymała do tego czasu. Powiedział też, że jeden paznokieć zostawi sobie na moment swojej śmierci: „Jak będę czuł, że wkrótce odejdę, połknę go wraz z relikwią, którą dostałem od swojego wujka”. To niezwykłe z jakim szacunkiem odnosił się do swoich nauczycieli: wuja Szieraba Dordże Rinpocze i XVI Karmapy. Mistrzowie, od których się uczył, byli dla niego najważniejsi. Był żywym przykładem prawdziwego i doskonałego oddania jakie powinien mieć uczeń do nauczyciela w tradycji wadżrajany, którą reprezentujemy.
Lobpyn Tseczu niejednokrotnie wspominał, że bardzo chciałby spisać biografię wuja, by ślad po tym wielkim mistrzu nie zaginął bezpowrotnie. Szierab Dordże twierdził, że opowiadanie o mistrzu za jego życia może być niebezpieczne, bo nawet najwięksi mają odrobinkę ego. Gdy spisują swoje historie zawsze może się tam ta odrobina ego przekraść, a on był tak skromny, że nie chciał by tak się stało w jego przypadku. Nie życzył sobie by mówiono o nim lub pisano za życia. Ze względu na pogarszający się stan zdrowia Tseczu, co roku udawaliśmy się do sanatorium, żeby korzystać z mocy termalnych źródeł. Pomiędzy sesjami Tseczu obiecywał sobie, że poświęci ten czas na spisywanie historii życia wuja. Pewnego dnia zauważyłam, że Rinpocze jakoś tak posmutniał, zwykle w takich chwilach był bardzo rozmowny i ożywiony. Teraz milczał nawet przy jedzeniu. Zapytałam go co się dzieje. Odparł, że wspomnienia o wuju tak go dotykają, że czuje się chory i nie może opracować biografii wuja, musi zaprzestać pisania. Wspomnienia ich wspólnych chwil były dla niego bardzo bolesne. Czasami, kiedy czuł się na siłach, opowiadał mi o wuju bardzo inspirujące historie. Kiedyś powiedziałam: „Rinpocze, twój wuj był taki jak ty”. I pamiętam, że Tseczu spojrzał na mnie mocno oburzony dając mi do zrozumienia, że nic nie pojęłam i powiedział: „Jestem psem u boku mojego wujka.” Wyobraźcie sobie jak wielkie było jego oddanie do nauczyciela. Nie bez kozery Lobpyn Tseczu był nazywany Rinpocze – choć nie odrodził się jako rozpoznany tulku, to jednak królowie Bhutanu i Nepalu oraz Szamar Rinpocze zawsze zwracali się do niego w ten sposób. To nie wzięło się znikąd. Wzięło się to z uznania za to, co robił, za organizację życia buddystów, ich zrzeszanie, proste codzienne sprawy. Był uczynny od świtu do nocy. Pomagał w rozmaitych sytuacjach, a to założyć telefon, pobłogosławić ślub, rozwód, uzdrowić trąd, AIDS, udzielić porady duchowej itd., itp. Przychodzili do niego ministrowie, królowie, żebracy i wszyscy byli traktowani na równi. Wszystkie prezenty, które od nas dostawał, rozdawał przybyłym. Wstawał o 4 rano, żeby robić swoją praktykę, bo przez cały dzień przyjmował interesantów. Przez wszystkie te lata nie było jednej osoby, która wyszłaby z pokoju Rinpocze z pustymi rękami, wszystkie prośby starał się spełniać, a oprócz tego każdy dostawał coś extra. Był idealnym ojcem, nie rozróżniał, wszystkich traktował na równych prawach. I dlatego ludzie zaczęli się do niego odnosić z szacunkiem, którego wyrazem był tytuł Rinpocze. Stał się mianowanym Rinpocze w najpiękniejszy możliwy sposób, przez uznanie. Zasłynął z tego, że jest w stanie załatwić wszystko oraz z tego, że jego modlitwy i życzenia się spełniają. Sami zresztą pamiętacie, że w pobliżu Rinpocze wszystko stawało się możliwe. Nie można było sobie życzyć więcej niż po prostu być w jego obecności. W związku z ogromnym poważaniem jakim się cieszył, aż trzykrotnie XVI Karmapa postanowił ogłosić kim naprawdę jest Lobpyn Tseczu Rinpocze, ale nasz Rinpocze prawie na kolanach prosił Karmapę, żeby tego nie robił, że nie chce by ktokolwiek wiedział. Nie chciał byśmy wiedzieli czyją jest emanacją. Jedno, czego jesteśmy pewni to to, że był wielkim bodhisattwą, wyrzekał się tytułów, uznania i podobnie jak jego wuj nie potrzebował potwierdzenia swojego urzeczywistnienia. Wykonywał swoją pracę, pomagał innym i to było dla niego najważniejsze. Cała reszta była bez znaczenia.

Istnieje taka historia potwierdzająca nadzwyczajny związek Tseczu i XVI Karmapy. Gdy tylko przewieziono ciało Karmapy z Chicago do Rumteku, odbyła się uroczysta kremacja. Rinpocze był jednym z zaproszonych. Szlachetni goście, wielcy mistrzowie i ważne osobistości siedzieli na dachu na przeciw stupy, gdzie ciało było kremowane. W pewnym momencie coś ze stupy wyleciało i spadło dokładnie u stóp Lobpyna Tseczu Rinpocze. To było rozżarzone serce XVI Karmapy. Ta historia została później spreparowana przez Situ Rinpocze, który twierdził, że to pod jego stopy spadło to serce... Tseczu nigdy nie protestował, nie sprostował, nie sprzeciwiał się tej teorii publicznie, powiedział o tym tylko kiedyś w prywatnym gronie, miał na to świadków. Nie szukał rozgłosu twierdząc, że albo się związek z nauczycielem ma albo nie i tyle.
W 1981 roku, kiedy Karmapa był już bardzo ciężko chory, przyleciał helikopterem z Rumteku do Katmandu, by stamtąd udać się na zabieg do Dehli. Rinpocze przebywał akurat w Katmandu i dostał wiadomość od księżniczki, że Karmapa przylatuje na chwilę. Księżniczka poprosiła go, żeby z nią poszedł na lotnisko, ale Rinpocze odpowiedział, że niestety musi odmówić, ponieważ nie ma odpowiedniego prezentu dla Karmapy. Księżniczka kazała mu się nie martwić i obiecała się tym zająć. W rezultacie dała Tseczu piękny brokat z haftowanym podwójnym dordże – symbolem długiego życia. Rinpocze bardzo się ucieszył, pomyślał że to odpowiedni prezent i pojechał na lotnisko. Tam jednak bardzo się zmartwił widokiem ciężko chorego Karmapy, popłynęły mu nawet łzy. I wtedy Karmapa powiedział: „Nie martw się Lobpyn, ty będziesz pierwszym, który mnie zobaczy jak wrócę”. Te słowa zapadły w pamięci Rinpocze i pocieszyły go. Wiedział, że wszystko co mówił Karmapa zawsze się sprawdzało, więc obudziło się w nim jeszcze większe zaufanie i oddanie i z wielką ulgą pożegnał się z Karmapą. Potem otrzymywał informacje, że operacja w Dehli się nie powiodła, a z Hongkongu odesłano Karmapę do Chicago z nadzieją, że tam uda się go uratować. W końcu dotarła do niego wiadomość o śmierci Karmapy.
Tseczu przez długi czas nie mógł zrozumieć słów Karmapy, który był przecież mistrzem nad mistrzami i zawsze spełniał obietnice. W 1983 roku Lobpyn Tseczu Rinpocze przebywał w Lhasie w związku z kongresem buddyjskim i pewnej nocy przyśnił mu się sen, w którym udał się do Dżokang, najsłynniejszego klasztoru w tybetańskiej Lhasie, gdzie znajduje się szczególny posąg Guru Rinpocze z VII wieku. Przed klasztorem zobaczył dom, wszedł tam i ujrzał ustawione w rogu łóżko, na którym siedział XVI Karmapa. Mistrz powitał go słowami: „Lobpyn jak dobrze, że jesteś, co tutaj robisz?” Rinpocze wszystko mu opowiedział i obudził się. Bardzo go ten sen poruszył ponieważ był to sen o ogromnym znaczeniu. Następnego dnia Rinpocze wziął taksówkę, pojechał do Dżokang i ujrzał ten sam dom, co we śnie. Zapytał miejscowych czy mieszka w okolicy jakiś wysoki lama i powiedziano mu, że w tym właśnie domu mieszka Mipam Rinpocze. Tseczu Rinpocze wszedł i ujrzał pokój ze snu, ale w rogu siedziała Majum z niemowlęciem na rękach. Rinpocze usiadł pod jakimś pretekstem, posiedział chwilkę i wyszedł. Nikomu o tym zdarzeniu nie powiedział. Jasne jest, że tym maleństwem był XVII Karmapa Taje Dordże. Wtedy Tseczu zrozumiał słowa XVI Karmapy, któremu nie chodziło o powrót w szesnastej lecz w siedemnastej inkarnacji. Rinpocze był pierwszym, który był pewien, że syn Mipama Rinpocze i Majum jest właściwym i jedynym XVII Karmapą. To był największy prezent jaki dostał od XVI Karmapy. Fakt ten stał się jednym z powodów, dla których Tseczu tak bardzo bronił Szamara Rinpocze w momencie konfliktu w naszej linii w latach 90-tych i znaku pewności co do odrodzin Karmapy, jaki otrzymał za swoją lojalność i oddanie do nauczyciela.
Kiedyś ktoś w wywiadzie zapytał Rinpocze co sądzi o XVI Karmapie, odpowiedział, że Karmapa był pięknym mężczyzną oraz że powodował pewien nałóg polegający na tym, że gdy się go raz spotkało to chciało się go spotkać ponownie. A potem jeszcze raz i jeszcze raz. Przy każdym kolejnym spotkaniu głód spotkań i kontaktu jeszcze bardziej narastał. To samo my możemy powiedzieć o Tseczu Rinpocze. Czasami zdarzało się, że ludzie skarżyli się, że Tseczu dawał tak niewiele formalnych nauk. Istnieją różne metody dla różnych ludzi. On sam, podobnie jak jego nauczyciele, był żywym przykładem właściwego postępowania, w ten sposób nauczał. Ukrywał swoje właściwości. Mógł i wiedział o wiele więcej niż nam się wydawało. Wchodząc w sytuację znał jej przeszłość i przyszłość, choć nigdy nie dawał po sobie tego poznać. Miał niesamowitą cierpliwość, pozwalał ludziom cieszyć się jego obecnością. Miał ogromną wiedzę formalną, dharmiczną oraz intuicyjną. Mimo że pochodził z tak dalekiego i odmiennego kraju, nie czuło się przy nim tej różnicy kulturowej, wręcz przeciwnie, zawsze czuliśmy jakby był jednym z nas. Doskonale nas rozumiał i wpasował się w nasze umysły. Wszyscy czuli się przy nim swobodnie, naturalnie. Nigdy nie miał nikomu nic za złe. Czasami, gdy co roku odwiedzaliśmy te same ośrodki, nie rozumiał naszych partnerskich rotacji, mówił mi: „Przecież ostatnio ona była z nim, a teraz jest z tym, zapytaj jak to jest”. Nie traktował tego jako czegoś złego, po prostu dziwił się, że mamy ze sobą tak krótkie związki.
Oddanie ucznia do lamy, jakim darzył Rinpocze swego wujka i XVI Karmapę jest wzorcowym oddaniem o jakim mówimy w Diamentowej Drodze. Istnieje pewna historia, która wydarzyła się wiele lat temu w Indiach. Mistrz miał odwiedzić swojego biednego lecz przykładnie praktykującego ucznia. Student chciał dać prezent swojemu nauczycielowi, ale ponieważ nic nie posiadał, postanowił wysprzątać jego domek krwią upuszczoną z własnych żył. Nie miał pieniędzy by cokolwiek dać nauczycielowi, a czuł ogromną wdzięczność za udzielone nauki. Złamał sobie więc nogę, wyjął szpik z kości, sprzedał go na targu jako masło i uzyskane w ten sposób pieniądze dał lamie... Oczywiście nikogo nie zachęcam, by sobie łamać nogi, to tylko przykład. Kiedy mówimy o oddaniu ucznia do nauczyciela to jest to bardzo poważna sprawa. Rinpocze wiedział o czym mówi. Jedną z nauk, jakie mi udzielił była ta: „Kiedy będą o tobie dobrze mówić to jednym uchem wpuszczaj a drugim wypuszczaj, a gdy będą źle mówić jednym uchem wpuszczaj a drugim wypuszczaj. Ty sama wiesz jaka naprawdę jesteś, Ty i Budda, a nie inni”. Szamar Rinpocze udzielił kiedyś podobnych nauk: „Jeśli jest się bardzo dobrym to można oszukać przyjaciół, że jesteśmy lepsi niż jesteśmy. Jeśli jesteśmy bardzo bardzo dobrzy to nawet lamę czasami możemy oszukać, ale nikt nie jest w stanie oszukać sam siebie. W środku dokładnie wiemy, jacy jesteśmy i jak daleko zaszliśmy, dlatego sami jesteśmy swoim najlepszym nauczycielem”.

Maggy Lehnert-Kossowski, osobista asystentka i wieloletnia współpracownica Lobpyna Tseczu Rinpocze. Opiekunka stupy oświecenia w Benalmadenie w Hiszpanii i kustosz tamtejszego muzeum.

Szierab Dordże Rinpocze, Bhutańczyk, młodszy brat ojca Lobpyna Tseczu Rinpocze, był jednym z najsilniejszych i najbardziej urzeczywistnionych lamów XX wieku. Filozof buddyjski i wielki praktykujący, mistrz Drugpa Kagyu. Architekt, ekspert od konstrukcji stup. Jego główną praktyką było niungne.
Lobpyn Tseczu Rinpocze (1918-2003), Bhutańczyk, uczeń Szieraba Dordże Rinpocze i XVI Karmapy Rangdziung Rigpi Dordże.W klasztorze Punaka Dzong otrzymał ślubowania mnisie. Studiował w Sziedrang Bunat, gdzie zdobył tytuł khenpo. Pośredniczył w pierwszym spotkaniu Lamy Ole i Hannah Nydahl z XVI Karmapą. Odegrał bardzo ważną rolę w rozpoznaniu XVII Karmapy Taje Dordże. Wybudował na Zachodzie 18 stup.

Opracowanie: Mira Starobrzańska

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Siedmiopunktowy trening umysłu - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Cytat - Hannah Nydahl | Maniła - Wywiad z Szierabem Gjaltsenem Rinpocze | Nasza moc bierze się z prawdziwego przekazu - Lama Ole Nydahl | Cytat - Lama Ole Nydahl | Opanowanie i skuteczność to podstawa - Lama Dzigme Rinpocze | Odosobnienia - koncentracja na pracy z umysłem - Wywiad z Lamą Ole i Hannah Nydahl | Cytat - Hannah Nydahl | 22 przejawienia Oświeconej Postawy - Gampopa | Cytat - Hannah Nydahl | Sushi, dzikość, serca i naukowy umysł - Wywiad z Zsuzsą Koszegi | Naszym domem jest oświecenie - Wywiad z Karolem Ślęczkiem | Cytat - Hannah Nydahl | Postawa Wadżrajany czyli relacja nauczyciel-uczeń - Maggy Lehnert-Kossowski | Cytat - Hannah Nydahl | Medycyna tybetańska w Indiach i Nepalu dzisiaj - Mirja Bramsiepe | Jak powstały wyobrażenia buddy - Manfred Seegers | Dawa - malarz tanek - Wywiad z Dawą Ladipą | Cywilizacja buddyjska na Jedwabnym Szlaku i Wielkim Stepie - Rafał Kowalczyk | Nauka a Buddyzm - Matt Huddleston | Ołtarze - Caty Hartung, Axel Waltl | Ośrodek Europejski - Europe Center - Lama Ole Nydahl | 30 lat buddyzmu Buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce - Mędrek & team | Nowy ośrodek w Gdańsku - Michał Bobrowski i sanga gdańska | Sangha house w Opolu | Nagodzice, czyli 52 hektary czystej krainy - Przyjaciele Nagodzic | Śląsk od morza do Gór - Ślązacy |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: