DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 41 -> Nauka a Buddyzm

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Nauka a Buddyzm

Matt Huddleston
_________

Wykład wygłoszony w Budapeszcie

Ostatnio pojawił się nowy, ekscytujący temat: buddyzm i nauka. W przeciągu ostatnich lat ukazało się w czasopismach sporo artykułów na ten temat. Zostały one napisane przez osoby, które dzięki swojej pracy zauważają, że nauka zbliża się do buddyzmu. Chciałbym powiedzieć o tym parę słów. W buddyzmie często mówimy o poziomie relatywnym i absolutnym, ponieważ doświadczamy jednego świata, ale podejrzewamy, że jest on iluzją, pewnego rodzaju sztuczką.


Kłamstwa i zamiłowanie do prawdy

Myślę, że jako dziecko oglądałem zbyt dużo filmów science-fiction, jak „Star Trek” czy „Gwiezdne Wojny”. Podobały mi się miecze świetlne i lasery, a na uczelni chciałem studiować zagadnienia, które miałyby z tą tematyką coś wspólnego. Jednak już podczas pierwszego tygodnia studiów wraz z kolegą zauważyliśmy, że z fizykami nikt nie chce rozmawiać. Jeżeli na imprezie powiesz, że jesteś fizykiem, inni trzymają się od ciebie z daleka. Potrzebowaliśmy sprytnego rozwiązania i posłużyliśmy się małym kłamstwem: zaczęliśmy opowiadać, że jesteśmy psychologami. Ludzie przestali od nas uciekać i zaczęli mówić tak: „mam przyjaciela, który ma pewien problem…” lub „nie analizuj mnie…, ale co sądzisz o tym…” Zacząłem czytać o psychologii świadomości i postrzeganiu i w końcu udało mi się uwolnić od fizyki. Teraz badam oceany. Obecnie pracuję nad przewidywaniem zmian klimatycznych i globalnym ociepleniem. Chcę wam pokazać dziedziny, w których nauka zbliża się do buddyzmu, a buddyzm do nauki. Oczywiście nie jestem ekspertem wszystkich z nich. Nauka jest pokrewna buddyzmowi, ponieważ obejmuje szeroki zakres zagadnień – w dzisiejszych czasach spotykamy się z ogromną ilością informacji. Każdy naukowiec bada jedno konkretne zagadnienie w sposób tak szczegółowy, że trudno mu zachować całościowy punkt widzenia.
Obecnie sporo ludzi angażuje się w dharmę, mamy około 500 ośrodków na całym świecie, a w nich pewną ilość badaczy nauk przyrodniczych: fizyków nuklearnych, uczonych zajmujących się sztuczną inteligencją oraz badających świadomość. Można powiedzieć, że nauka i buddyzm mają wspólną podstawę, jest nią zamiłowanie do prawdy. Podstawa ta w większości krajów europejskich posiada to samo źródło. Słowo „filozofia” oznacza „umiłowanie mądrości”. Wiele z naszych idei i filozofii pochodzi ze starożytnej Grecji. Demokritos (Demokryt – przyp. red.), który stworzył koncepcję najmniejszej niewidzialnej cząstki – atomu – prawdopodobnie czerpał inspirację z Azji. Między Indiami a Grecją, dwiema wysoko rozwiniętymi kulturami w tych czasach, prowadzony był dialog, więc być może nawet nasze zachodnie zamiłowanie do filozofii i mądrości pochodzi od buddystów.

Cuda i magia

Na świecie jest wielu materialistów. Jest to wyraźnie widoczne na przykład w Anglii. Jeżeli będziemy w stanie udowodnić, że jest na tym świecie coś więcej, coś poza postrzeganiem zmysłowym, a do takich wniosków zaczyna dochodzić nauka, wtedy będziemy mogli udzielać logicznych wyjaśnień z buddyjskiego punktu widzenia i sprawimy, że buddyzm stanie się szansą dla większej ilości osób – łącznie z materialistami. Mówimy, że w dzisiejszych czasach nie ma już cudów. Nie widzimy ich też w buddyzmie, choć czasem obserwujemy pomyślne znaki, na przykład wiele tęcz wokół słońca podczas buddyjskiego kursu. Dam wam przykład na to, dlaczego mistrzowie medytacji nie wykonują już cudów. Kiedy Lama Ole i Hannah przyjechali pierwszy raz do Reading, poszliśmy w 40 osób do dużej restauracji. Siedzieliśmy w szóstkę przy jednym stoliku z Hannah i Ole i rachunek wyniósł równe 108 funtów. Jak wiadomo, 108 jest w buddyzmie istotną liczbą, więc zapytałem Hannah, czy takie rzeczy wydarzają się zawsze, a ona odpowiedziała: „nie zawsze”. Całe to wydarzenie bardzo mnie podekscytowało. Mieszkałem wtedy z koleżanką, która nie praktykowała dharmy i opowiedziałem jej tę historię po powrocie do domu. Nie zrobiło to na niej większego wrażenia. Wiedziała o symbolice liczby 108, ale nie chciała zaakceptować informacji, że te cyfry na rachunku po prostu zamanifestowały się z przestrzeni. Z tego powodu jako buddyści i naukowcy zamiast uciekać się do magii powinniśmy pokazywać, jak działa przyczyna i skutek. Im bardziej nauka idzie do przodu, tym bardziej oddala się od przeciętnego człowieka. Jeżeli to, co robi nauka będzie wyglądało jak magia, ludzie przestaną wierzyć w przyczynę i skutek. Nie będą rozumieli, w jaki sposób ich działania powodują określone skutki. Obecnie większość ludzi ma na podstawowym poziomie zaufanie do przyczyny i skutku, ale kto potrafi im wytłumaczyć, jak działa przekaźnik bluetooth w ich telefonach komórkowych? To już jest trudne do zrozumienia dla „normalnych” ludzi.
Jako buddyści mamy też duże poczucie odpowiedzialności. Gdy zaczynamy coraz bardziej rozumieć sam umysł, a nasze zrozumienie pojawia się na podstawie jego doświadczania, nie musimy perswadować tego innym po to, żeby samemu nabrać większego przekonania. W takiej sytuacji moglibyśmy zaszyć się w jaskini i medytować. To by nam zaoszczędziło mnóstwa przeszkadzających wrażeń. Ale to właśnie z tego powodu buddyzm uległ zniszczeniu w przeszłości – można powiedzieć, że stracił kontakt z resztą ludzkości. Tak było w Indiach. Działo się tak również poprzez kolejne inwazje pomiędzy IX a XIII wiekiem – z północy atakowali Mongołowie, którzy stworzyli ogromne imperium, a na południowym zachodzie miały miejsce inwazje islamskie. Przez tysiąc lat istniały wielkie buddyjskie uniwersytety, na których panowała niesamowita intelektualna szczerość, a które rzeczywiście badały świadomość. Nie dysponowały one takimi skomplikowanymi urządzeniami, jak my dzisiaj, a jednak spotykano się w nich z tymi samymi problemami i często dochodzono do tych samych wniosków. Mimo to uniwersytety te zostały zniszczone. Stało się tak dlatego, że nie miały wsparcia miejscowej ludności. Objaśnijmy sobie teraz kilka poziomów buddyjskiej filozofii, jaka się wtedy rozwinęła i zilustrujmy je przykładami z dziedziny nauk przyrodniczych.

Co nauka wie o mózgu?

Obecnie prowadzonych jest wiele badań na temat śmierci klinicznej. 10% osób, które umierają na stole operacyjnym z otwartą klatką piersiową pamięta część tych wydarzeń. Dziewiętnaście sekund po tym, jak serce przestaje bić, mózg przestaje funkcjonować. Po pięciu minutach uszkodzenia są już zbyt duże, żeby przywracać ludzi do życia. Z punktu widzenia nauki, według której mózg produkuje umysł, po tych dziewiętnastu sekundach nie powinno być już żadnej pamięci, a jednak pacjenci pamiętają rozmowy pielęgniarek i lekarzy. Czasami odczuwają, jak energie w ich ciele się łączą, mówią wtedy o „światłach”. Często mają wrażenie, że obserwują wszystko z góry. W Anglii są prowadzone badania w tej dziedzinie. W 25 szpitalach na sali operacyjnej ukryto skrzynkę, którą można zobaczyć jedynie z góry. Więc gdy pacjenci mają te doświadczenia, będzie można ich zapytać: co widziałeś? Czy doświadczenie śmierci było jedynie błędną funkcją w komputerze, czy coś się faktycznie wydarzyło? Musimy poczekać na wyniki.

Umysł tworzy materię

Powinniśmy zrozumieć pewną kwestię sporną, czy to z punktu widzenia nauki czy też z punktu widzenia buddyzmu. W tej chwili czujemy, że nasza pupa znajduje się na twardej poduszce medytacyjnej. Niezależnie od tego, czy jest nam wygodnie czy nie, wiemy, że ta poduszka istnieje. Doświadczamy zewnętrznego świata poprzez zmysły. Wszystko ma właściwości, które potrafimy opisać: kolor, wagę, rozmiar i kształt. Nawet rzeczy, które nie mają formy, np. światło, mają właściwości takie, jak kolor czy pewną energię. Jeżeli natomiast przyjrzymy się naszym doświadczeniom, zobaczymy, że one takie nie są. Mimo, że współdziałają z zewnętrznym światem, same w sobie nie posiadają właściwości. Doświadczamy naszych myśli i uczuć, ale nie potrafimy nadać im rozmiaru, kształtu, koloru lub zapachu. Jeżeli rzeczy zazwyczaj wchodzą w interakcję poprzez swoje właściwości, w jaki sposób wewnętrzny i zewnętrzny świat potrafią współdziałać? Problem relacji między umysłem a materią leży u podstaw wszystkich filozoficznych systemów w obrębie buddyzmu, zachodnia nauka znalazła na razie tylko jedno wyjście z sytuacji. Przyjmijmy takie rozwiązanie. Zakładamy, że wszystko wewnątrz i na zewnątrz jest materią. Tak uważają nauki przyrodnicze. W buddyzmie jedna ze szkół hinajany, waibaszika (zob. też vaibhaśika), również wychodzi z takiego założenia. Według tej szkoły uważa się, że istnieją solidne cząstki. Można powiedzieć, że nauka również wierzy w solidne cząstki, chodzi tutaj o atomy. Czasem w buddyzmie określamy wszystkie doświadczalne zjawiska mianem formy. Oznacza to, że w tym kontekście nasze wewnętrzne przeżycia są formami. Istnieją trzy sposoby doświadczania i pojmowania zjawisk. Pierwszy sposób polega na bezpośrednim doświadczeniu w medytacji. Drugi posługuje się logiką – mamy jakąś myśl czy wyobrażenie i dochodzimy do momentu, kiedy podczas doświadczenia „aha” wykraczamy poza to wyobrażenie. Trzecia metoda to studiowanie i słuchanie nauk, których udzielił Budda.
W „Sutrze serca” Budda nauczał, że pustka jest formą, a forma jest pustką. Jednak na naszym poziomie rozumienia substancji wypowiedź ta nie jest całkowicie zadowalająca. Ciągle pojawia się pytanie, w jaki sposób rzeczy na zewnątrz wchodzą w interakcje z wewnętrznymi doświadczeniami. Często tłumaczy się to istnieniem wymiany cząstek. To nie jest poziom absolutny. W buddyzmie mówimy o poziomie relatywnym i absolutnym, ponieważ doświadczamy jednego świata, ale podejrzewamy, że jest on iluzją, pewnego rodzaju sztuczką. Nauka posługuje się podobnymi wyjaśnieniami. Galileusz na przykład używał eksperymentu myślowego. Wyobraźmy sobie, że znajdujemy się na starej drewnianej łodzi. Leżymy w kajucie, nie widzimy łodzi z zewnątrz. Pokój jest niezwykle przyjemny, jest w nim hamak, nie ma okna. Będąc w takiej sytuacji, nie potrafimy stwierdzić, czy znajdujemy się w porcie czy na morzu, czy łódź płynie czy też znajduje się w bezruchu. Jeżeli nie posiadamy żadnego zewnętrznego punktu odniesienia, wszystko wygląda tak samo. Doświadczenie bycia na łodzi jest relatywne. Absolutnym doświadczeniem natomiast, jest możliwość zobaczenia, że wszystko się rusza.

Materia cieszy umysł

Zajmijmy się teraz rozważaniem, w jaki sposób umysł i materia oddziałują na siebie. Naukowcy mówią o poglądzie Platona, który tłumaczy, że zewnętrzny świat stwarza świat abstrakcyjny, doświadczamy go poprzez matematykę i sztukę. Ta abstrakcyjna rzeczywistość jest niezwykle piękna. W buddyzmie powiedzielibyśmy, że emitując fale, zewnętrzny świat tworzy pewien obraz w naszym umyśle. Jest to pogląd buddyjskiej szkoły filozoficznej zwanej sautantrika. Zewnętrzny świat i momenty świadomości są rzeczywiste, a komunikacja między nimi odbywa się za pomocą fal. Jest to jak pewnego rodzaju matematyczne piękno, którego możemy doświadczyć. Chciałbym tutaj wspomnieć o naukowych teoriach dotyczących sztucznej inteligencji. Piszemy skomplikowane programy komputerowe, a komputery jak wiemy potrafią wygrać z mistrzami szachowymi, trzeba więc sobie zadać pytanie, czym jest inteligencja? Kiedy komputer jest inteligentny? W dzisiejszych czasach komputery są niezwykle rozwinięte, można je zaprogramować tak, żeby mówiły różne śmieszne rzeczy, tak jak ludzie. Można na przykład zapytać o trudne zadanie matematyczne, a komputer poda nam rozwiązanie. Z drugiej strony są również ludzie, którzy potrafią w niesamowity sposób pracować z liczbami. Nauka nie wie jeszcze, w jaki sposób ci ludzie funkcjonują. Wielcy matematycy, tacy jak Roger Penrose z Uniwersytetu w Oxfordzie uważają, że umysł nie może być programem komputerowym, ponieważ potrafimy coś, czego nie potrafi żaden komputer: możemy doznawać wglądów, mamy intuicję. Wiemy, gdzie się kończą programy komputerowe, potrafimy dostrzec sprzeczności w obrębie matematyki i wykroczyć poza nią.
Niektórzy ludzie pytają Olego i Hannah, czy świadomość może być komputerem. Czy komputery są do tego wystarczająco złożone? Lamowie odpowiadają, że nie chodzi tu o to, czy jesteśmy w stanie stworzyć coś takiego w materialnym świecie, ponieważ po to, żeby odrodzić się jako komputer, dana istota musiałaby mieć do tego odpowiednią karmę. Bądźcie więc ostrożni jeżeli spędzacie zbyt wiele czasu przed komputerem! Wszystkie te teorie są niezwykle ciekawe ponieważ pokazują ograniczenia technologii. Wydaje się, że ludzkie doświadczenie wykracza poza możliwości techniki. Roger Penrose napisał książkę The Emperor’s New Mind, która zajmuje się tymi zagadnieniami. Próbuje on znaleźć w fizyce podstawę świadomości. Niestety nie jest to książka „do poduszki”, chociaż jest niezwykle ciekawa. R. Penrose jest kolegą Stephena Hawkinga, słynnego fizyka żyjącego na wózku inwalidzkim. Jego ciało nie jest zbyt użyteczne, za to umysł owszem. Używam Hawkinga jako przykładu różnych stanów egzystencji, o których mówimy w buddyzmie. Niektórzy postrzegają światy bogów i światy piekielne jako realnie istniejące miejsca, jednak jest to nieco jednostronne postrzeganie, które wynika z naszych chrześcijańskich korzeni. Poszczególne sfery egzystencji to także stany umysłu, a umysł kogoś takiego, jak Hawking jest niezwykle abstrakcyjny. Ponieważ sam nie może pisać, swoje rozprawy czy dziesiątki stron równań po prostu komuś dyktuje. Dwa tygodnie później jest w stanie wrócić do tego wszystkiego i wymienić trzecią cyferkę w piątym równaniu na czwartej stronie. Dla niego abstrakcyjna forma jest radością, natomiast fizyczna nie ma wielkiego znaczenia. Tak właśnie można się czuć w abstrakcyjnym świecie bogów. Hawking nie zważa na swoje ciało, ma szybki wózek inwalidzki i często z pełnym impetem wjeżdża na ulicę. Już kilkakrotnie został potrącony, a ja sam dwa razy prawie wjechałem w niego rowerem. To dziwne uczucie, wracać wieczorem do domu, mówiąc: „omal nie zabiłem Stephena Hawkinga”.

Materia jest umysłem

Do tej pory zajmowaliśmy się rzeczywistą materią i rzeczywistym umysłem. Takie rozważanie istnienia rzeczywistości jest jednak nielogiczne. Według pierwszej przesłanki umysł jest rzeczywisty, chociaż nie możemy go nigdzie odszukać, natomiast druga zakłada, że umysł i materia są rzeczywiste, a porozumienie między nimi odbywa się dzięki falom. Pozostaje tylko pytanie: o jakich falach mowa? Musimy w tym miejscu wykroczyć poza naukę, a nawet w pewnym stopniu buddyjskie poglądy „niższych” ścieżek. Nauka jest bardzo materialistyczna – u jej podstaw leży przypuszczenie, że rzeczy powinno się doświadczać. Działa w taki sposób, że stawia się tezę i poprzez doświadczenia udowadnia, czy jest ona prawdziwa. Stopniowo jednak nauka zaczyna wkraczać w takie obszary, w których już nie można sprawdzać rzeczy za pomocą eksperymentu. Dzieje się tak z dwóch powodów: zjawiska, którym nauka się przygląda są zbyt małe, aby można je było zbadać przy pomocy istniejących technologii, poza tym zbyt dobrze wiadomo dziś, że sam akt przeprowadzania eksperymentu zmienia jego rezultat.
W tym momencie przechodzimy do szkoły zwanej Tylko Umysłem (skt. czittamatra). Przyjmuje się, że reprezentuje ona buddyjski punkt widzenia, mimo że nie jest to najwyższy pogląd. Według filozofii czittamatry wszystko jest umysłem, przy czym ten umysł rzeczywiście istnieje. W ten sposób pozbywamy się problemu dotyczącego współdziałania pomiędzy światem wewnętrznym i zewnętrznym. Nauka również powoli zaczyna się zajmować tymi sprawami. Przez ostatnie stulecie psychologia badała jedynie zachowania – głównie za pomocą behawioryzmu – lecz nie mogła się zajmować kwestiami dotyczącymi świadomości. Można to porównać do traktowania umysłu jak czarnej skrzynki: widzimy, co z niej wychodzi dopiero wtedy, gdy coś włożymy do środka.

Jak działa świadomość?

Buddyzm wie na ten temat wiele, a nauka powoli się otwiera na te obszary. W 2000 roku w Hanowerze miała miejsce wystawa światowa EXPO. Nasi przyjaciele mieli nauczać buddyzmu na stanowisku reprezentującym Bhutan. Przy jednym ze stanowisk znajdowała się ciekawa wersja gry w „piłkarzyki”. Był stół do gry, ale nie było piłkarzyków. Dwóch zawodników zakładało za to na głowę specjalne kaski, które badały aktywność mózgu. Gola strzelał ten zawodnik, którego umysł był bardziej wyciszony. To ciekawa historia. Gdy piłka znajduje się blisko bramki przeciwnika, w sposób automatyczny ekscytujemy się i wtedy piłka rykoszetem wpada do naszej bramki. Dla buddystów ta gra była niezwykle intrygująca. Pewien nauczyciel szkoły średniej był w niej bardzo dobry i wygrywał wszystkie pojedynki. W końcu któryś z naszych przyjaciół postanowił zagrać z tym nauczycielem. Pomyśleliśmy, że to niezły sprawdzian, jak działa nasza medytacja. Nasz przyjaciel założył kask a piłka natychmiast z impetem wleciała do bramki przeciwnika. Zastanawialiśmy się, na co medytował? Czy była to medytacja uspakajająca umysł, czy jakaś niesamowita medytacja wglądu? Okazało się, że zakładając kask, przyjaciel pomyślał o Karmapie! Jeżeli chodzi o badanie mózgu podczas medytacji, to można powiedzieć, że jako buddyści zbliżamy się do nauki. Lama Ole uczestniczył w Stanach Zjednoczonych w pewnym eksperymencie. Do głowy podpięto mu różne kabelki, żeby zbadać, w jaki sposób jego umysł funkcjonuje podczas medytacji. Ole medytował kilka minut i zauważył, że zrobiło się wokół niego pewne zamieszanie: z naukowego punktu widzenia wyglądało na to, że ma on ostry atak epileptyczny, przy czym napady padaczki trwają zazwyczaj 9 – 10 sekund, a Ole utrzymywał ten stan przez trzy minuty(!). Jego ciało przez cały czas było zupełnie spokojne. Aaron Cook, uczeń Lamy Ole, zaniósł wyniki badań do pewnego szpitala w USA i usłyszał od lekarzy: „ten człowiek jest bardzo chory”. Aaron wszystko wytłumaczył i lekarze doszli do wniosku, że medytacja musi w pewien sposób leczniczo wpływać na epilepsję. Nam się może wydawać, że to powinno być przekonywujące, ale dla świata akademickiego to jest zbyt wielki krok. W świecie nauki kroczki powinny być małe, powoli jednak nasze wpływy zaczynają przynosić rezultaty.
Badacze przyglądają się osobom medytującym z różnych szkół. Obserwują, co się wydarza w mózgu, używając różnych urządzeń, np. takich, które sprawdzają przepływ prądu w mózgu oraz takich, które badają krążenie. Naukowcy posługują się także pewnymi kryteriami, jeżeli chodzi o ustalenie, kto jest ekspertem medytacji. Zakładają, że ekspertem jest ktoś, kto przemedytował 10 000 godzin. To około czterech czy pięciu nyndro, więc badają ludzi, którzy naprawdę medytowali wiele. Richard Davidson, jeden z naukowców, badał u owych ekspertów głównie aktywność przedniego płata czołowego, który odpowiada za osobowość. Trzeba tu dodać, że radość jest doświadczana po lewej stronie mózgu, a stany depresyjne po prawej. Wynik tego eksperymentu był zaskakujący. Nie chodziło nawet o to, że stany radości były bardziej intensywne, ale o to, że Davidson nigdy wcześniej nie spotkał się z tak silną aktywnością lewej strony mózgu. Nie dotyczyło to jedynie stanów w medytacji, ale również poza nią. Jest jeszcze jeden istotny test, który był powtarzany wielokrotnie. Pewna część naszego mózgu nazywa się jądrem migdałowatym (amigdala – przy. red.). Znajduje się dosyć głęboko i jest odpowiedzialna za reakcje emocjonalne. Okazało się, że ta część mózgu jest u buddystów bardzo wyciszona. Kiedyś Lama Ole i Hannah spali w instytucie badania snu. Większość z nas potrzebuje kilku godzin, zanim zapadnie w głębokie fazy snu, dowiedziono natomiast, że Lama Ole potrzebował jedynie minuty!
Istnieją też inne ciekawe wyniki, które powoli pojawiają się w badaniach naukowych. Okazuje się, że ludzie, którzy medytują, są bardziej kreatywni. Mózg jest podzielony na dwie półkule i wydaje się, że medytacja powoduje między nimi pewną równowagę, a wówczas pojawia się więcej interakcji pomiędzy półkulami i ludzie stają się bardziej twórczy, mają więcej dobrych pomysłów. Medytacja wpływa również na koncentrację. Sprawdzono, że gdy musimy się na czymś skoncentrować, ta część mózgu, która jest za to odpowiedzialna, jest bardzo aktywna, natomiast pozostałe części mózgu znajdują się w stanie spoczynku. Nauka również udowadnia, że osoby medytujące są w stanie postrzegać każde doświadczenie jako nowe i świeże. W ten sposób potwierdza, że medytacja przynosi rezultaty, o których Budda mówił wiele lat temu.

Ani umysł, ani materia

W mahajanie i Diamentowej Drodze dysponujemy szkołą filozoficzną zwaną madhjamaką, czyli Wielką Środkową Ścieżką. Oznacza to, że na Diamentowej Drodze nie zaprzeczamy materializmowi ani nihilizmowi, a zamiast tego mówimy „zarówno materializm, jak i nihilizm”. W ten sposób wykraczamy poza dualizm, co powoduje, że pojawiają się zupełnie nowe możliwości. Staje się to wyraźne, kiedy widzimy zakochane pary – łatwo wtedy zobaczyć, że jeden plus jeden to coś więcej niż dwa. Gdy zacząłem na studiach chodzić na wykłady z mechaniki kwantowej, wykładowca powiedział: „Możecie być tu na moim wykładzie, ale równie dobrze możecie pójść do pubu”. Dla studenta zabrzmiało to bardzo kusząco, ale nasz profesor udowodnił to w sposób matematyczny. Dowiódł, że przestrzeń jest informacją. Każda cząsteczka, która istnieje, jest zawsze we wszystkich miejscach. Natomiast gdy jej szukamy, znajdziemy ją w jednym miejscu i w konkretnym czasie. To nie jest buddyzm, ale mechanika kwantowa! Wydaje się to być czymś zupełnie różnym od naszych bezpośrednich doświadczeń, ale przecież wykorzystujemy to zrozumienie każdego dnia, np. korzystając z różnego typu laserów i innych urządzeń.
Buddyści posługują się dwoma głównymi poglądami. Można należeć do szkoły Gelug i sądzić, że konieczne jest studiowanie przez 32 lata, żeby coś zrozumieć. Najwyższy pogląd Gelugpów to zrozumienie absolutnej pustości wszystkich zjawisk. Ta szkoła filozoficzna (rangtong) głosi, że wszystkie, nawet buddyjskie poglądy są błędne, ponieważ każda próba nazwania rzeczywistości ją ogranicza. Żadne pojedyncze słowo lub koncepcja nie mogą wyjaśnić danego zjawiska. W takim kontekście można stwierdzić, że wszystkie buddyjskie poglądy są błędne. Jako Kagyupowie mamy jednak do tego trochę inne podejście, gdyż interesują nas także właściwości umysłu. Widzimy też, że wszystko wyłania się z umysłu, w nim się rozgrywa i na nowo do niego powraca. Poza tym wiemy, że bezpośrednie doświadczenie umysłu jest radością i to właśnie nazywamy bliskim szkole Kagyu poglądem szentong.

Opracowanie: Marta Szczęśniewicz

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Siedmiopunktowy trening umysłu - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Cytat - Hannah Nydahl | Maniła - Wywiad z Szierabem Gjaltsenem Rinpocze | Nasza moc bierze się z prawdziwego przekazu - Lama Ole Nydahl | Cytat - Lama Ole Nydahl | Opanowanie i skuteczność to podstawa - Lama Dzigme Rinpocze | Odosobnienia - koncentracja na pracy z umysłem - Wywiad z Lamą Ole i Hannah Nydahl | Cytat - Hannah Nydahl | 22 przejawienia Oświeconej Postawy - Gampopa | Cytat - Hannah Nydahl | Sushi, dzikość, serca i naukowy umysł - Wywiad z Zsuzsą Koszegi | Naszym domem jest oświecenie - Wywiad z Karolem Ślęczkiem | Cytat - Hannah Nydahl | Postawa Wadżrajany czyli relacja nauczyciel-uczeń - Maggy Lehnert-Kossowski | Cytat - Hannah Nydahl | Medycyna tybetańska w Indiach i Nepalu dzisiaj - Mirja Bramsiepe | Jak powstały wyobrażenia buddy - Manfred Seegers | Dawa - malarz tanek - Wywiad z Dawą Ladipą | Cywilizacja buddyjska na Jedwabnym Szlaku i Wielkim Stepie - Rafał Kowalczyk | Nauka a Buddyzm - Matt Huddleston | Ołtarze - Caty Hartung, Axel Waltl | Ośrodek Europejski - Europe Center - Lama Ole Nydahl | 30 lat buddyzmu Buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce - Mędrek & team | Nowy ośrodek w Gdańsku - Michał Bobrowski i sanga gdańska | Sangha house w Opolu | Nagodzice, czyli 52 hektary czystej krainy - Przyjaciele Nagodzic | Śląsk od morza do Gór - Ślązacy |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: