DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 41 -> Medycyna tybetańska w Indiach i Nepalu dzisiaj

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Medycyna tybetańska w Indiach i Nepalu dzisiaj

Mirja Bramsiepe
_________

Medycyna tybetańska należy do najstarszych systemów leczniczych świata. Jej pochodzenie sięga czasów trzeciego Buddy naszej epoki – Kasjapy. Skąd, zdaniem tybetańskich lekarzy, bierze się choroba? Odpowiedź jest całkiem prosta i w większości nam znana: główną przyczyną wszelkich chorób jest podstawowa niewiedza naszego umysłu.


Początki medycyny tybetańskiej Mitologia objaśnia następująco: „W jednym z wcześniejszych momentów naszego obecnego cyklu czasu, kiedy ludzie mieli ciała ze światła i nie musieli się odżywiać, stara pozostałość karmiczna sprawiła, że pewnego dnia na ziemię spadł kawałek smoły, pewien człowiek podniósł go i zjadł. W efekcie dostał rozstroju żołądka. To była pierwsza choroba, która zapoczątkowała zmierzch złotego wieku. Hinduski bóg Brahma, który otrzymał pełne nauki na temat medycyny od Buddy Kasjapy, głęboko współczuł cierpiącemu człowiekowi. Przypomniał sobie, że przegotowana woda pomaga przy kłopotach z trawieniem. Natychmiast podał ją choremu, a ten szybko wyzdrowiał”. To był początek medycyny w naszym obecnym cyklu czasu. Brahma przekazał ludziom wszystkie nauki Buddy Kasjapy na ten temat.
Niezależnie od tego, Budda Sakjamuni sam nauczał medycyny. Podobno manifestował się przy tym w dwóch emanacjach, jako umysł leczącego Buddy w formie mędrca Rigpe Yesze i jako mowa leczącego Buddy w formie mędrca Jilaj Czien. Tak powstało główne dzieło medycyny tybetańskiej, zwane Gjyszi czyli „Ambrozjowa tantra serca: tajemne ustne wprowadzenie w osiem gałęzi wiedzy o leczeniu“. W VIII wieku n.e., dzięki Guru Rinpocze i tłumaczowi Wajroczanie, Gjyszi dotarło do Tybetu. Tam zetknął się z nim słynny lekarz Juthog Jonten Gonpo. Aby uchronić dzieło przed zniszczeniem, ukrył je jako termę w jednym z filarów klasztoru Samje. W XI w. n.e. ponownie odkrył je Juthog Młodszy, najsłynniejszy lekarz swojej epoki. Opracowana i opatrzona przez niego komentarzem wersja znana jest do dziś. Co jakiś czas Tybecie odbywały się wielkie konferencje medyczne, na które zapraszano lekarzy z najróżniejszych krajów między innymi z Chin, Indii, Mongolii, Turkmenii, Persji, Nepalu i Grecji. Tak, jak przed muzułmańską inwazją medycyna przybyła z Indii do Tybetu, tak 50 lat temu, w obawie przed chińską inwazja na Tybet, powróciła do Indii i Nepalu. Znów musiała się dopasować do nowych okoliczności i na nowo zintegrować. Tym razem jednak, tak jak buddyzm, dotarła nie tylko do pobliskich krajów, ale rozprzestrzeniła się po całym świecie.
Aby odkryć, w jaki sposób praktykowana jest medycyna tybetańska, w zmienionych warunkach i co z niej się zachowało, pojechałam na trzy miesiące do Indii i Nepalu. W ramach pracy magisterskiej miałam zbadać, czy medycyna tybetańska została zaakceptowana i wchłonięta przez ludność południowej Azji. Podróż rozpoczęłam od Katmandu, gdzie udało mi się spotkać kilku lekarzy z Mustangu i innych odległych zakątków Nepalu. Stamtąd podążyłam przez Kalimpong, Dardżyling, Gangtok, Bangalore, Bombaj, Delhi do Dharamsali. W ten sposób mogłam poznać praktyki lekarskie w wielkich miastach i w małych wioskach. Spędzałam u każdego lekarza trzy dni, robiąc notatki o każdym pacjencie. Przeprowadzałam wywiady z lekarzami na temat ich pracy i pozycji w społeczeństwie. Zanim opowiem o wynikach moich badań, chciałabym opowiedzieć, czym właściwie jest medycyna tybetańska.

Czym jest medycyna tybetańska?

Skąd, zdaniem tybetańskich lekarzy, bierze się choroba? Odpowiedź jest całkiem prosta i w większości nam znana: główną przyczyną wszelkich chorób jest podstawowa niewiedza naszego umysłu. Dr Dordżi Raphen Nechar z Bangalore objaśnia to w następujący sposób: „Istnieje nieskończenie wiele chorób. Ale główna ich przyczyna jest tylko jedna – niewiedza. Po tybetańsku nazywa się ona „marigpa“. Można to w przybliżeniu przetłumaczyć jako „niewiedza o nieistnieniu ja“. Dlatego cierpimy na skutek trzech trucizn umysłu.
„Marigpa“ jest główną przyczyną wszystkich chorób. Można to porównać z ptakiem, który leci i nie może uciec przed własnym cieniem. Jako istoty ludzkie, bez względu na to jak bardzo byśmy nie próbowali szczęśliwie żyć, nie możemy uciec przed cierpieniem. Z „marigpa“ powstają trzy nienarodzone trucizny umysłu: chciwość lub przywiązanie, gniew lub nienawiść i głupota lub pomieszanie. Z nich powstają: lung, tripa i begen. W ten sposób z trzech przeszkadzających uczuć powstają związane z nimi energie w ciele. Jeśli znajdują się w równowadze, człowiek jest zdrowy. Jeżeli natomiast jedna z nich jest mocniejsza lub słabsza, wywołuje chorobę.

Czym dokładnie są te trzy soki?

Lung (wiatr) powstaje z przywiązania, ma on związek ze świadomością i energią życiową. Jest medium pozwalającym świadomości przemieszczać się od jednego obiektu do drugiego. Jego siedziba znajduje się w dolnej części ciała. Ponieważ związany jest z umysłem, wszystkie psychiczne zaburzenia biorą się z zaburzenia równowagi. Na poziomie ciała lung jest na przykład podstawą aktywności mięśni, nerwów, oddechu i wytwarzania śliny.
Tripa (żółć) powstaje z gniewu. Przyporządkowuje się ją pełnej energii sile życiowej i ciepłu. Znajduje się w środkowym odcinku ciała i odpowiedzialna jest za wszystkie procesy spalania takie jak trawienie i przemiana materii. Na poziomie umysłu reprezentuje odwagę i inteligencję.
Begen (śluz) powstaje z głupoty i jest nośnikiem ciekłych składników ciała, odpowiedzialnym za wytwarzanie płynów ustrojowych. Ma siedzibę w górnej części ciała i prowadzi do sprężystości ciała i umysłu, łączy stawy i daje fizyczną siłę i stabilność. Na poziomie umysłu odpowiedzialny jest za cierpliwość. Oprócz tego ważną rolę odgrywają inne liczne czynniki, takie jak np. pięć elementów. Zasadniczo jednak choroby powstają poprzez zaburzenia harmonii między trzema sokami powstałymi na skutek niewłaściwego odżywiania i zachowania, lub też wywołane zostają przez złe duchy.
Tybetańscy lekarze posiadają ogromna ilość metod diagnostycznych, pozwalających rozpoznać choroby. Należą do nich, z jednej strony, diagnozowanie na podstawie języka, moczu i pulsu, z drugiej strony, bardzo ważną metodą jest wywiad z pacjentem. Terapia opiera się na zasadzie stopniowania. Na początku stosowane są metody łagodne i dopiero, kiedy one nie działają, sięga się po silniejsze. Na początku udziela się porad na temat odżywiania i trybu życia. Następnie podaje się lekarstwa. Medycyna tybetańska dysponuje olbrzymim bogactwem najróżniejszych pigułek, składających się niekiedy z ponad 80 różnych składników. Poza tym istnieją tzw. zewnętrzne metody terapii, takie jak masaże, moxa (przyżeganie), puszczanie krwi, łyżeczkowanie i wypalanie (złotą igłą lub złotym młoteczkiem).

Jak wygląda obecnie tybetańska medycyna w Indiach i Nepalu?

Nieco zaskakujące jest to, że z porad lekarzy tybetańskich korzysta przeważnie ludność miejscowa. Według moich badań 75% pacjentów to Hindusi i Nepalczycy, a tylko 25% – Tybetańczycy. Jeden lekarz przeciętnie przyjmuje trzydziestu pacjentów na dzień, przy czym w dużych miastach liczba ta może sięgnąć 100. Na jednego pacjenta lekarz potrzebuje średnio 7 minut. Na ogół stosuje wywiad (91%) i diagnozę pulsu (95%), aby rozpoznać chorobę. Inne metody znajdują zastosowanie jedynie w przypadku 25% pacjentów. Diagnozę moczu spotyka się obecnie rzadko, gdyż wymaga ona dużo czasu. Leczenie odbywa się przede wszystkim za pomocą lekarstw (100%) i porad dotyczących trybu życia i odżywiania (61%, w przypadku nowych pacjentów 83%). Zewnętrzne metody terapii spotyka się bardzo rzadko, stanowią do 3%. Jeśli zapytać lekarzy, dlaczego używają tak niewielu ze swoich metod, odpowiadają, że przy dużej ilości pacjentów nie starcza im czasu. Poza tym standardowy schemat: badanie pulsu, wywiad i przepisanie lekarstw ich zdaniem w większości przypadków wystarcza do zdiagnozowania pacjenta.
Następnie spróbowałam dowiedzieć się, gdzie tybetańscy lekarze widzą granice swojej wiedzy medycznej. To znaczy, jakich chorób nie są w stanie leczyć, kiedy odsyłają pacjentów do innych lekarzy i które metody postrzegają jako przestarzałe. Zdania były bardzo różne, ale przejawiły się też wyraźne prawidłowości: na pytanie, jakich chorób nie można wyleczyć, odpowiedź brzmiała najczęściej: karmicznych i zastarzałych. Choroba karmiczna doprowadzi nieuchronnie do śmierci nawet, jeśli jest nią zwykłe przeziębienie. Zastarzała choroba trwa często zbyt długo, aby można ją było w pełni wyleczyć. W takich przypadkach pacjenci kierowani są do bardziej doświadczonych lekarzy tybetańskich lub do lekarzy zachodnich. Na prowincji lekarze mają mniej możliwości. Nieużywane dziś metody medycyny tybetańskiej to przede wszystkim chirurgia. Uważa się, że przestarzałe jest przeprowadzanie zabiegów bez znieczulenia za pomocą prymitywnych instrumentów. Istniała kiedyś metoda zwana „łyżeczkowaniem“, kiedy to za pomocą łyżki próbowano usunąć chorobę z ciała. Również operacje oczu i mózgu były niegdyś podejmowane w Tybecie, obecnie jednak nie są stosowane.
Jakie stanowisko zajmują tybetańscy lekarze wobec medycyny zachodniej? Tu zdania były dość zgodne. Wielu lekarzy tybetańskich postrzega zachodnią medycynę jako uzupełnienie ich własnego systemu i chętnie współpracuje z zachodnimi lekarzami. Odsyłają swoich pacjentów do zachodnich kolegów przede wszystkim w nagłych przypadkach, przy infekcjach i gdy konieczna jest operacja. Krytykują natomiast chemiczne lekarstwa, które mają dużo skutków ubocznych, oraz brak współczucia zachodnich lekarzy dla pacjentów. Dr Jampa Yonten z Dardżylingu wyraża to następującymi słowami: „To świetnie, że można zobaczyć każdą część ciała od środka, ale czasami brakuje współczucia! Gdyby tylko zachodni lekarze mieli więcej duchowości! Nie chodzi o to, żeby zostali buddystami. Ale gdyby spróbowali rozwinąć współczucie, mieli więcej czasu i postrzegali pacjenta jak własne dziecko! Medycyna alopatyczna mogłaby być o wiele lepsza, gdyby tego przestrzegali.”
Pod koniec podróży stwierdziłam: tybetańscy lekarze w Indiach i Nepalu dobrze przystosowali się do nowych warunków. Mają dużo klientów; coraz więcej lekarzy podróżuje też po krajach Zachodu, aby wykładać i leczyć pacjentów. Z drugiej strony, choć udało im się dobrze zintegrować, tybetańscy lekarze muszą stawić czoła nowym wyzwaniom. Medycyna tybetańska w takiej formie, w jakiej była niegdyś praktykowana w Tybecie, nie jest możliwa we współczesnym świecie. Lekarze tybetańscy muszą zapoznać się z zachodnim sposobem myślenia na temat choroby. Muszą też znać pospolite pojęcia i potrafić je interpretować, gdyż często pacjenci przychodzą do nich z diagnozą wystawioną przez alopatycznego lekarza. Oprócz tego pojawiły się „nowe” choroby, takie jak rak czy AIDS, których w Tybecie praktycznie nie znano, a których leczenia się pacjenci oczekują. Do tego dochodzi też praca badawcza, podróże zagraniczne i kształcenie specjalistów – tego również nie było w starym Tybecie. Także współpraca z zachodnimi lekarzami jest dla nich wyzwaniem.
Jeśli chodzi o przyszłość medycyny tybetańskiej w Indiach, Nepalu i w Europie, dr Namgyal Qusar z Delhi mówi: „Myślę, że kwestia medycyny tybetańskiej jest otwarta. Niewątpliwie ma ona przyszłość. Nie jest dla nas bardzo ważne, czy medycyna tybetańska będzie tak znana i rozpowszechniona jak np. medycyna alopatyczna. To nie jest celem tybetańskiego lekarza. Tak długo, jak istnieje cierpienie i choroby, ważna jest możliwość praktykowania medycyny tybetańskiej, dostęp do niej. Jest coraz mniej roślin, potrzebnych do sporządzania lekarstw. Wąskie spektrum roślin leczniczych jest głównym problemem w Indiach. Myślę, że ludzie na Zachodzie są bardzo otwarci na medycynę tybetańską. Problem widzę w biurokratycznym systemie – trudno jest otrzymać zezwolenie na otwarcie praktyki i przepisywanie różnych produktów. Dlatego wydaje mi się, że dopóki nie zostaną wykonane badania na temat lekarstw, rozwój medycyny tybetańskiej na Zachodzie będzie bardzo powolny. W Indiach mamy swobodę. Możemy wszystko robić i jesteśmy pozytywnie odbierani przez ludzi.”

Mirja Bramsiepe: ur. 1978, schronienie przyjęła w 1993 w Pasawie u Lamy Ole. Podróżowała przez Indie i Nepal od grudnia 2002 do kwietnia 2003, aby zdobyć materiał do pracy magisterskiej. Obecnie pracuje w Monachium jako lekarka. email: mirja@mahamudra.de

Opracowanie: Ewa Zachara

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Siedmiopunktowy trening umysłu - Szierab Gjaltsen Rinpocze | Cytat - Hannah Nydahl | Maniła - Wywiad z Szierabem Gjaltsenem Rinpocze | Nasza moc bierze się z prawdziwego przekazu - Lama Ole Nydahl | Cytat - Lama Ole Nydahl | Opanowanie i skuteczność to podstawa - Lama Dzigme Rinpocze | Odosobnienia - koncentracja na pracy z umysłem - Wywiad z Lamą Ole i Hannah Nydahl | Cytat - Hannah Nydahl | 22 przejawienia Oświeconej Postawy - Gampopa | Cytat - Hannah Nydahl | Sushi, dzikość, serca i naukowy umysł - Wywiad z Zsuzsą Koszegi | Naszym domem jest oświecenie - Wywiad z Karolem Ślęczkiem | Cytat - Hannah Nydahl | Postawa Wadżrajany czyli relacja nauczyciel-uczeń - Maggy Lehnert-Kossowski | Cytat - Hannah Nydahl | Medycyna tybetańska w Indiach i Nepalu dzisiaj - Mirja Bramsiepe | Jak powstały wyobrażenia buddy - Manfred Seegers | Dawa - malarz tanek - Wywiad z Dawą Ladipą | Cywilizacja buddyjska na Jedwabnym Szlaku i Wielkim Stepie - Rafał Kowalczyk | Nauka a Buddyzm - Matt Huddleston | Ołtarze - Caty Hartung, Axel Waltl | Ośrodek Europejski - Europe Center - Lama Ole Nydahl | 30 lat buddyzmu Buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce - Mędrek & team | Nowy ośrodek w Gdańsku - Michał Bobrowski i sanga gdańska | Sangha house w Opolu | Nagodzice, czyli 52 hektary czystej krainy - Przyjaciele Nagodzic | Śląsk od morza do Gór - Ślązacy |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: