DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 40 -> Bardo śmierci i odrodzenia

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Bardo śmierci i odrodzenia

Lama Ole Nydahl
_________

Mówiąc o bardo, zwykle mamy na myśli czas, który następuje po śmierci. Pojęcie to ma jednak więcej znaczeń i odnosi się do wszystkich stanów pośrednich. Wszystkie istoty doświadczają ich przez całe życie aż do oświecenia, kiedy umysł rozpoznaje swoje ponadczasowe, przejrzyste światło.


Teraz znajdujemy się w bardo jawy – przynajmniej taką mam nadzieję. Komunikujemy się za pomocą znaków i słów oraz odbieramy świat poprzez zmysły. W nocy zaś znajdujemy się w bardo snu – ciemności i braku świadomości. Szczęśliwcy, którzy bardzo dobrze wykonują medytację przejrzystego światła, doświadczają wtedy spoczywania w oceanie światła. Zdarzają się również chwile, w których w rozmaity sposób wyłaniają się z naszej podświadomości nagromadzone wrażenia, jak choćby w snach. Sytuację tę nazywamy stanem pośrednim śnienia; w ten sposób zapewne określić można także większość wizji wywołanych narkotykami. Kiedy się budzimy, znowu odzyskujemy świadomość jawy. Oczywiście wszystkie przeżycia pozostają uwarunkowane i zmienne– nie można więc przynosić tutaj istotom trwałej pomocy. Kiedy jednak medytujemy, nasza świadomość nie jest od niczego zależna. Wchodzimy w stan, który jest ponadczasowym, przejrzystym światłem. Wykracza on poza narodziny i śmierć, nie ma w nim przychodzenia i odchodzenia. Praktyki Diamentowej Drogi mają za zadanie sprawić, by ów promienny stan był zawsze w nas obecny.

Sześć rodzajów bardo

Wszystkie istoty, zarówno zwierzęta, jak i ludzie, w ciągu życia poruszają się pomiędzy wymienionymi wyżej trzema bardo: jawą, snem i marzeniem sennym. W momencie śmierci pojawiają się ich trzy kolejne rodzaje. Najpierw przechodzimy przez proces samego umierania. Bez względu na to, czy śmierć jest szybka czy wolna, w jej trakcie następuje pewna transformacja. Potem nadchodzi czas, w którym umysł podejmuje swe nawyki z przeszłości. Kiedy rozpoznajemy, że jesteśmy już martwi, zależnie od dominującego przyzwyczajenia, umysł wkracza w jedną z sześciu sfer egzystencji. Wydarza się to od zawsze. Tak, jak nie ma początku przestrzeni, tak też nie ma początku umysłu. Na poziomie zewnętrznym i wewnętrznym zawsze swobodnie i samoistnie się manifestował, doświadczając swego bogactwa i wyrażając je na niezliczone sposoby. Podobnie sześć rodzajów bardo zawsze przejawiało się w ciągłej wymianie jako trzy zwyczajne (znane nam na co dzień stany pośrednie) i trzy szczególne (doświadczane przez niewyzwolone istoty, kierujące się ku następnemu życiu).
Aby zrozumieć, co się dzieje po śmierci, musimy najpierw przyjrzeć się umysłowi. W swej esencji pozostaje on przestrzenią. Nie ma koloru, wagi, zapachu ani rozmiaru. Nie został z niczego zrobiony, nie narodził się i nigdy nie umrze. Znikąd nie przybył, więc też nigdzie nie odejdzie. Przestrzeń, o której mowa, nie oznacza nieistnienia, czarnej dziury, w której można zniknąć. Jej natura jest bogata, pozwala zjawiskom się rozgrywać, a potem znów je w sobie rozpuszcza. Ma wielką moc, a jednocześnie pozostaje nieograniczona. Gdziekolwiek się kierujemy, nie kończy się – zawsze może wydarzyć się jeszcze więcej. Kiedy takie zrozumienie zaczyna nam świtać, nie dorówna mu już żadne uwarunkowane uczucie, a nieustraszoność, spontaniczna radość i aktywne, niesentymentalne, dalekosiężne współczucie przychodzą naturalnie. Gdyby było to naturalnym stanem istot, gdybyśmy zawsze byli świadomi natury samego umysłu, wszystko byłoby łatwe. Umieranie i odradzanie się przypominałoby zmianę ubrania. Przejrzyste światło umysłu, jego promienna świadomość, radość i moc działania nie miałyby końca. Bez rozproszenia, postrzegając zawsze nasze ciała i mowę jako zręczne, przynoszące pożytek narzędzia, sami bez trudu wybieralibyśmy miejsce odrodzenia, w którym stanowilibyśmy największą pomoc dla innych.

Poza koncepcjami

Oczywiście taki stan odbiega dość daleko od naszych codziennych doświadczeń. Jeżeli nie medytujemy, rzadko dostrzegamy esencję umysłu. Przydarza się nam to tylko w sposób niezamierzony, w czasie kochania się lub swobodnego spadania przed otwarciem spadochronu. Bez względu jednak na to, czy nasza naturalna świeżość manifestuje się przez cały czas, czy przypadkowo, całkowita pewność i głęboka radość pojawiają się, gdy tylko zapominamy o nadziejach, strachu lub oczekiwaniach. Umysł wyraża się wówczas jako miłość, której nie towarzyszą koncepcje. Tymczasem, zamiast identyfikować się z tym jasnym światłem albo nawet wglądami w jego naturę, nieoświecone istoty utożsamiają się ze strumieniem swoich wrażeń. Trwałej esencji szukają w zmieniającym się doświadczeniu, powiązanym z doznaniami zmysłowymi i aktywnością mentalną. Sytuacje, które przeżywamy i uczucia, których doznajemy, nie mogą jednak trwać wiecznie. Swoją naturą przypominają rzekę – jej tok pozostaje ten sam, ale wciąż napływa do niej nowa woda. Tak więc, większość z nas określa się przez ciągłość strumienia własnej świadomości. Najważniejszy jest dla nas wówczas ciąg przyczynowy pomiędzy siedmioletnim dzieckiem a siedemdziesięcioletnim starcem, ponieważ bez pierwszego nie mogłoby być drugiego. Nie bierzemy jednak pod uwagę tego, że każda cząsteczka, każdy atom w ich ciałach są nowe. W pewnym momencie jednak strumień ten nie może już przepływać w tym samym ciele. Wówczas następuje śmierć. Jeżeli umiera się wolno, jak w przypadku AIDS lub raka, zewnętrznie wygląda to oczywiście inaczej, niż kiedy zostajemy rozerwani na strzępy przez minę lub giniemy w wypadku samochodowym. Jednakże zachodzące w nas wtedy procesy przebiegają tak samo – energia, która zwykle jest rozproszona po całym ciele, porusza się ku jego centralnej osi.

Proces śmierci

Według wielkich religii doświadczenia ciało wytwarza rozmaite obiegi energetyczne. Różnią się one w zależności od celu, ku jakiemu zmierzamy. Może to być bezforemna egzystencja bogów, wyważone i długie życie ludzkie lub po prostu przejrzyste światło umysłu. W hinduizmie przepływ energii związany jest z kręgosłupem, w taoizmie przybiera w ciele kształt elipsy. Według buddyzmu centralny kanał energetyczny zaczyna się od punktu na szczycie głowy, około osiem palców od pierwotnej linii włosów, a kończy się cztery palce poniżej pępka. Z tej głównej osi energii rozchodzi się pięć różnych kół, rozgałęzionych z kolei na 72 tysiące kanałów posiadających kobiecą naturę i będących zasadniczo intuicją i przestrzenią. Wewnątrz nich tkwią potencjalnie męskie energie, które w pełni budzą się jedynie wraz z pełnym oświeceniem. Ich naturą jest współczucie i radość. Podczas umierania, gdy nasze zmysły tracą kontakt ze światem zewnętrznym, następuje wycofanie się energii do centrum ciała, a pięć wspominanych kół łączy się z centralnym kanałem. Podczas tego procesu tracimy najpierw siłę. Odczuwamy nacisk na całe ciało, a wrażenia zmysłowe stają się niewyraźne. Następnie przestajemy panować nad elementem płynnym. Mamy wrażenie,że pływamy w wodzie, że cieknie nam z ust i nosa. Następnie doświadczamy suchości i zaczynają nam marznąć kończyny. W tym momencie jesteśmy już blisko śmierci, a oddech staje się płytki i chrapliwy. Ludzie, którzy nie praktykowali medytacji, tracą wówczas ostatnią szansę na skupienie umysłu. W zależności od karmy pojawiają się wrażenia nagromadzone podczas ostatniego życia – od wspaniałego uczucia, pełnej znaczenia radości po poczucie wielkiej straty, połączonej ze strachem i frustracją. Tu nasza karma staje się bardzo wyraźna. W końcu robimy trzy bardzo długie wydechy – i następuje „koniec”. Chociaż mówi się wtedy, że człowiek już nie żyje, przez następne dwadzieścia do trzydziestu minut wewnątrz kanału centralnego nadal przebiegają procesy energetyczne.

Energie w ciele

Główny kanał energii powstaje, kiedy nasza świadomość z poprzedniego życia spotyka się z plemnikiem i komórką jajową naszych rodziców. Obie te komórki zawierają nie tylko informację genetyczną, ale niosą ze sobą także porcje energii. Esencji męskiej doświadczamy w medytacji jako bieli, żeńskiej zaś jako czerwieni. Gdy miliardy komórek formują nasze ludzkie ciała, biała energia porusza się w górę i zostaje ulokowana na szczycie naszej głowy,. Jednocześnie czerwona energia porusza się w dół i spoczywa cztery palce poniżej pępka, w środku naszego ciała. Kiedy oddech ustaje, w ciągu następnych dziesięciu, piętnastu minut biała energia zaczyna poruszać się w dół, w kierunku serca. Kiedy opada, doświadczamy wspaniałego, przejrzystego światła przypominającego księżycowe. Wtedy trzydzieści trzy uczucia wynikające z gniewu znikają. Wielu słyszy też przenikliwą sylabę HANG, pamięć zaś staje się tak wyraźna, że widzimy istoty, które umarły przed nami. Następnie czerwona energia, która znajduje się cztery palce poniżej pępka, podnosi się do góry. Jest to bardzo potężne przeżycie, a światło mu towarzyszące przypomina zachód słońca. Kiedy się wznosi, co również zajmuje od dziesięciu do piętnastu minut, wielu słyszy głęboką wibrację AH. Znika wtedy czterdzieści uczuć powiązanych z przywiązaniem i odczuwamy nieopisaną radość. Dwadzieścia, trzydzieści minut po śmierci te dwie energie stapiają się w naszym sercu i wszystko staje się ciemnością. Kiedy to następuje, rozpuszcza się siedem zasłon powstałych wskutek niewiedzy. Wówczas pojawia się jasne światło, całkowicie nieosobowa przytomność. Jeśli potrafimy utrzymać ten stan, wchodzimy w medytację zwaną tugdam. Cała świadomość zostaje sprowadzona do serca w taki sposób, że prawda na zewnątrz i wewnątrz stają się nieoddzielne. Otwarta, przejrzysta i nieograniczona esencja umysłu przenika wszystkie czasy i kierunki. Tak wygląda świadomość takich lamów, jak Karmapa. Przeżycie to porównuje się do spotkania dziecka i matki, a jeśli udaje się nam ją utrzymać, osiągamy prawdziwe oświecenie. Wszelkie rozdzielenie pomiędzy przestrzenią i energią, a także między przeszłością, teraźniejszością i przyszłością znika. Kto nie potrafi wytrwać w tym stanie, traci przytomność. „Tybetańska księga umarłych” mówi tutaj o trzech, czterech dniach nieświadomości po śmierci. Kiedy przychodzili do mnie ludzie po śmierci – przezroczyści, ale wyglądający tak jak za życia – zawsze było to po sześćdziesięciu ośmiu godzinach. Sądzę, że dzieje się tak dlatego, że wszyscy byli wykształconymi ludźmi, mieszkańcami miast, więc procesy mentalne w ich wypadku przebiegały bardzo szybko.

Po śmierci

Kiedy budzimy się po śmierci, po trzech dniach nieświadomości, mamy uczucie, że coś jest zdecydowanie nie tak. Jednak nawet jeśli jeszcze nie usunięto naszego ciała, będziemy unikać jego widoku i spróbujemy się oddalić. Odczuwamy wielkie pomieszanie, ponieważ bez ciała automatycznie pojawiamy się w tym miejscu, o którym pomyślimy. Bardzo wyostrza się inteligencja, ale chociaż umiemy czytać w myślach żyjących, nie możemy się z nimi skomunikować. Kiedy siadamy na krześle, inni też na nim siadają, gdy próbujemy do nich mówić, po prostu odchodzą. Nie chcemy wiedzieć, że umarliśmy i przez cały tydzień staramy się funkcjonować w nawykowym świecie. Wreszcie nie możemy już dłużej udawać, że nie wiemy, iż nie posiadamy fizycznego ciała. Ta świadomość umacnia się, gdy stajemy przed lustrem i nie widzimy odbicia. Niektórzy odkrywają, że spacerując po piasku nie zostawiają śladów, inni zaś, że mogą bez poparzenia trzymać ręce we wrzącej wodzie. W tym momencie umysł zaczyna rozumieć: „Umarłem, nie mam już ciała”. Jest to tak wielki szok, że po raz drugi zapada się w nieświadomość. Gdy znów się budzimy, nasz umysł przenosi się już w nowy stan. Strumień świadomości zatrzymuje się, a na powierzchnię wypływają podświadome wrażenia w postaci bardzo silnych doświadczeń. Choć najlepiej porównać je do snów, uznajemy je nadal za realne i odczuwamy w związku z nimi nadzieję lub niechęć. Przez kolejny okres, nie dłuższy niż pięć i pół tygodnia (trzy stany pośrednie nie trwają dłużej niż siedem tygodni), kiedy nadal próbujemy coś zatrzymać, a odepchnąć coś innego, wybija się najsilniejsza tendencja w naszym umyśle. Jeśli wówczas nie otrzymamy pomocy ze strony lamy albo nie mamy silnego nawyku praktyki medytacyjnej, to ona zdecyduje o następnym odrodzeniu.

Co dalej?

Świat ludzki dostarcza szerokiego wachlarza karmicznych możliwości – od cierpień muzułmańskich kobiet i mieszkańców Afryki po luksusowe życie wolnych ludzi, zamieszkujących przedmieścia zachodnich miast. Jednak z nagromadzonych w umyśle tendencji może wyłonić się również pięć innych poziomów egzystencji. Duma powoduje odrodzenie się w trzech rodzajach światów boskich. Jeśli wykonywaliśmy dobre działania, ale ze względu na osobistą korzyść nie będą one wyzwalające, złożą się na życie w przyjemniejszych stanach świadomości. Wówczas nasze pragnienia automatycznie będą się spełniać w sześciu obszarach pożądania, albo w siedemnastu obszarach formy. Będziemy osiągać estetyczne zadowolenie. Najwyżsi spośród bogów przebywają w czterech obszarach abstrakcji. Jednak ponieważ we wszystkich tych sferach przetrwała iluzja oddzielnego „ja”, gdy zasób pozytywnych wrażeń się wyczerpie, bogowie spadają w dół i pojawiają się inne uczucia oraz odpowiadające im otoczenie. Jeśli jako główna tendencja naszego umysłu pojawi się zazdrość, odradzamy się w miejscach, gdzie znajduje się broń. Wcześniej były to miecze, dziś prawdopodobnie raczej karabiny maszynowe. Takie istoty bardzo niepokoi fakt, że inni cieszą się większym szczęściem niż one same. Jeśli najsilniejszym zaburzeniem w umyśle okazuje się pomieszanie, umysł próbuje chować się między skałami i w krzakach, gdy zaś przyjdą tam kopulować zwierzęta, wchodzi między nie. W ten sposób kończy na czterech łapach i z pięknym futrem zarówno na lato, jak i na zimę. Jeżeli dominuje w nas chciwość, już w tym życiu nie wiedzie się nam najlepiej. Choć niektórzy ludzie mają wszystko, własność tylko ich więzi. Po śmierci przeżywają ten stan jako pragnienie jedzenia i picia – przekonani są wtedy, że ich brzuchy są wielkie jak San Francisco, a usta małe jak ucho igielne. Inni, że to co jedzą, staje się ogniem lub że pożywienie zabierają im nieprzyjemne zjawy. Najgorszym jednak splamieniem umysłu pozostają gniew i zła wola, które dojrzewają jako skrajny ból. Dziś w psychologii taki stan określa się jako paranoję. Tradycyjnie rozróżnia się osiem poziomów bólu związanego z gorącem i osiem z zimnem. Dodatkowo istnieją stany sąsiadujące i tymczasowe. Do ludzkiego życia doprowadza nas pożądanie i często pozostajemy na tym poziomie egzystencji. Karma jest „lepka” i ma długotrwałe działanie. Gdy już raz zdecydowała o sferze, w jakiej się odrodziliśmy, nadal przesądza o ciele, które otrzymujemy, o środowisku, w jakim się rodzimy i o motywacji, z jaką żyjemy. Jako istoty ludzkie trzymamy jednak w swoich rękach pełną kontrolę nad naszym życiem. Mając użyteczne ciało oraz dysponując wiedzą o tym, co jest pozytywne, a co przynosi szkodę, możemy uniknąć zasiewania nasion całych eonów nietrwałego szczęścia lub głębokiego cierpienia w czterech obszarach bez formy, czy też krótszych okresów otępienia zwierzęcego. Najważniejsze jest zrozumienie, że wobec wyzwolenia i oświecenia nie ma alternatywy. Bogowie spadają na niższe poziomy, półbogowie są zazdrośni i walczą, zwierzęta zjadają się nawzajem, duchy pozostają wciąż niezaspokojone, a istoty piekielne zawsze cierpią. Nawet ludzie mają cztery podstawowe kłopoty: narodziny, starość, chorobę i śmierć. Najlepsze lata naszego życia nie są wolne od problemów, jeżeli chodzi o osiągnięcie tego, czego pragniemy i uniknięcie tego, czego nie chcemy. A ponieważ było tak zawsze, od nie mającego początku czasu, konieczne jest odnalezienie trwałych wartości. By odciąć korzeń wszelkiego cierpienia, Budda radzi skupić się na tym, co wykracza poza narodziny i śmierć, na tym, co nigdy nie powstało i nigdy nie zniknie. Nie wskazuje na przemijające obrazy, lecz na samo lustro, pokazuje ocean pod falami. Żadne uwarunkowane doświadczenie lub zewnętrzna sytuacja nie mogą dać nam prawdziwego zadowolenia. Tylko otwarte, przejrzyste i nieograniczone światło umysłu jest całkowicie radosne i absolutne. Nauki Buddy, czy to o życiu, odrodzeniu czy też o tym, co wydarza się pomiędzy nimi, zmierzają tylko do tego, by podzielić się tą pewnością. Dzięki metodom Diamentowej Drogi każdy z wymienionych, pośmiertnych rodzajów bardo staje się bramą do oświecenia. Dają one sposobność na to, by umysł doświadczył swojej prawdziwej natury i osiągnął stan wyzwolenia.

Opracowanie: Artur Przybysławski

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

O jeden krok dalej - Wywiad z XVII Karmapą Trinlej Taje Dordże | Fragmenty Przewodnika na ścieżce bodhisattwy - Szantidewa | Uspokoić umysł - Szamar Rinpocze | Nauki Buddy zawsze będą potrzebne - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Beztroska - Maczig Labdron | Mój umysł jest szczęśliwy - Wywiad z Mipamem Rinpocze | Ogłoszenie Rady J.Ś. Gjalwa Karmapy | Przywołanie Lamy - Gendyn Rinpocze | Zrozumieć emocje - Dzigme Rinpocze | Bardo śmierci i odrodzenia - Lama Ole Nydahl | Pięć pożytecznych nauk - David. Perth, Australia | Odosobnienia - Na podstawie wykładu Maxi Kukuvec | Cytat - Lobpyn Tseczu Rinpocze - Mahasiddha (1918–2003) | Karmapa był niesamowitym człowiekiem - Tulku Urgjen Rinpocze | Cytat - Dudziom Rinpocze | Budda i miłość - Lama Ole Nydahl | Czysta kraina Wielkiej Błogości - Manfred Seegers | Mały palec Buddy czyli o mądrości i współczuciu - Manfred Kessler | Symbole w podarowaniu mandali - Pit Waigelt | Cywilizacja buddyjska w Indiach - Rafał Kowalczyk | Jak rzeczywista jest rzeczywistaość? - Wolfgang Poier | Budda a Sokrates - Profesor Pemberton | Chicago - Sanga z Chicago | Welcome to Bartołty | Stupkalnis - Wzgórze stupy - Danas Kazlauskas i Mira Starobrzańska | Ropki - warto jest medytować wspólnie | Rosnąca fala - Hala Team |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: