DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 39 -> Świat jest po prostu światem spełniajacym życzenia.

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Świat jest po prostu światem spełniajacym życzenia.

Lama Ole Nydahl
_________

Kielce 1995


Jeśli chcemy pracować z naukami Diamentowej Drogi, potrzebujemy każdego rodzaju mocy. W hinajanie – Małej Drodze – najważniejszą rzeczą jest kontrolowanie umysłu i właściwe działanie. Na poziomie Wielkiej Drogi (mahajany) ważne jest doświadczanie zjawisk nieosobiście. Gdy mamy do czynienia z Diamentową Drogą – kiedy stykamy się z tymi wszystkimi formami buddów, oddechami, mantrami i ośrodkami energii – możemy odnieść wrażenie, że jest ona bardzo techniczna. Ludzie często myślą, że do praktykowania tej ścieżki trzeba mieć jakieś szczególne uzdolnienia. Ale tak naprawdę można z powodzeniem praktykować Diamentową Drogę, nawet jeśli nie potrafimy szczególnie dobrze wizualizować rzeczy, nie rozumiemy zbyt dobrze mantr i nie jesteśmy w stanie skutecznie pracować z oddechami. Nie da się jej jednak praktykować bez jednego – bez silnych uczuć. Nie chodzi tutaj o powierzchowne emocje, ktore przychodzą i odchodzą przez cały czas. Mam na myśli prawdziwe, silne uczucia o mocnych korzeniach. Uczucia takie posiadają ludzie, ktorzy na przykład mają na sumieniu kilka rzutów kamieniem z dawnych czasów, kiedy ZOMO na demonstracji podchodziło zbyt blisko. Człowiek dysponujacy takimi uczuciami i będacy w stanie wykorzystać ich moc, jest dobrym kandydatem do praktyki Diamentowej Drogi. Anglicy nazywają podobny potencjał „sztywną górną wargą”. W buddyzmie Diamentowej Drogi to właśnie stanowi podstawę szybkiej i skutecznej pracy z umysłem, chociaż w wielu innych religiach silne uczucia uważane są zwykle za coś negatywnego i najczęściej wmiata się je po prostu pod dywan. Prowadzi to do utraty ich potencjału i energii – tej ostatniej trzeba w dodatku użyć naprawdę wiele, by im zaprzeczać i je ukrywać. W wadżrajanie (Diamentowej Drodze), najszybszej z dróg Buddy, każda energia jest cenna – wszystko może zostać wykorzystane na drodze do oświecenia. Te najwyższe nauki symbolizuje paw. Dlaczego? Tybetańczycy mowią, że żeby mieć taki piękny, wielobarwny ogon, paw musi połknąć bardzo wiele trucizn. Dokładnie w ten sam sposób przeszkadzajace uczucia dają nam moc niezbędną na ścieżce oświecenia. Na tych poziomach praktyki, ktore pracują z przyczyną i skutkiem, gdzie stopniowo budujemy jedne rzeczy na drugich, emocje te stanowią przeszkody na drodze rozwoju. Jednak na najwyższym, absolutnym poziomie, na ktorym spotykamy się bezpośrednio z samym celem, ktoś kto jest bardzo gniewny należy do Rodziny Diamentu. Jego gniew wyłania się swobodnie z przestrzeni, swobodnie się w niej rozgrywa i z powrotem swobodnie się w niej rozpuszcza. Jeśli praktykujacy nie działa w oparciu o ten gniew, w jego umyśle pojawia się stan, ktory można porównać do zwierciadła lub diamentu. Doświadczając tego wgladu w bardzo przejrzysty sposób widzi się to, co się dzieje, nie przeżywając jednocześnie ani obaw ani oczekiwań, że coś będzie właśnie takie, a nie inne. Jest to bardzo przejrzysty stan, w ktorym nie trzeba ani niczego chwytać ani odpychać. Tak samo, chociaż zwyczajna tzw. „wyłaczajaca” duma jest przeszkodą (sprawia, że przypominamy dinozaury i jesteśmy niezdolni do bycia z innymi), jeśli potrafimy przekształcić ją w dumę „właczajacą” – wszystko się zmieni. Jeżeli jesteśmy w stanie zmienić poczucie, że jesteśmy lepsi od innych, w doświadczenie tego, jak wspaniali jesteśmy wszyscy, w efekcie w naszym umyśle pojawi się głębokie, psychologiczne bogactwo, ktore można porównać do olbrzymiej ilości klejnotów. W ten sposób przebudzi się w nas pewien rodzaj madrości – zobaczymy, iż wszystko posiada tę samą naturę, że poza otwartością, w ktorej rozgrywają się pozostałe zjawiska, nic nie istnieje samo przez się. Dostrzeżemy bogactwo zmienności – to, jak wszystko swobodnie pojawia się, rozgrywa, a potem znika w przestrzeni. Jeśli chodzi o przywiazanie lub pożadanie (mowię to jako lama będacy joginem, a nie mnichem) zawsze życzę wszystkim, jak najwięcej szczęścia w miłości. Chociaż wielu innych uczuć nie da się do niczego dopasować i nikt ich sobie nie życzy, miłość daje radość wszystkim. Jeśli potrafimy rozpuścić w przestrzeni przywiazanie i lgnięcie, pojawia się w naszym umyśle zdolność do odróżniania rzeczy od siebie. Ta madrość pozwala nam widzieć rzeczy jako różne od siebie, jednocześnie zachowujemy jednak świadomość tego, iż są częściami tej samej całości. Zazdrość jest bardzo pożytecznym zwierzęciem doświadczalnym w pracy z umysłem. Potrafi bardzo długo przetrwać bez jakiegokolwiek pożywienia, zachowując przez cały czas tę samą intensywność. Jeżeli komuś udaje się przepracować swoją zazdrość przy pomocy środka, ktory – jako lama z trzydziestoletnią praktyką – uważam za jedyny skuteczny, a ktory polega na tym, że po prostu życzymy komuś, o kogo jesteśmy zazdrośni, tak wiele tych wszystkich rzeczy, o ktore jesteśmy zazdrośni, cały problem staje się zupełnie abstrakcyjny – „wypada” niejako poza poziom osobisty. Budzi się w nas wtedy madrość doświadczenia, pozwalajaca połaczyć to, co przeżywamy w pewnego rodzaju sekwencję, łańcuch. Jednocześnie madrość ta potrafi, podobnie jak miecz, przecinać i odcinać rzeczy. Najtrudniejsza do przekształcenia jest głupota, pomieszanie. Jeżeli rzadzi nami głupota, to być może wcale nie jesteśmy tacy sprytni, jak myśleliśmy. Jeśli nie bierzemy jej jednak poważnie i nie czynimy z niej wielkiego dramatu, myśląc na przykład: „Przy narodzinach naprawdę ktoś zamienił mi mózg na brukowiec”, lecz staramy się robić to, co jesteśmy w stanie zrobić, spoczywamy w tym, co się dzieje, i probujemy choćby przez krótkie chwile zachować przejrzystość umysłu, zanim znowu pokryje go mgła, chmury niewiedzy rozwieją się – spadnie z nich deszcz i przestaną być groene. W ten sposób powstaje madrość, ktorą nazywamy madrością intuicji. Sprawia ona, że wiemy, jakimi rzeczy są, ponieważ stanowimy ich część, nie jesteśmy już więcej od nich oddzieleni. W życiu przejawia się ona czasami w ten sposób, że wiemy, kto do nas dzwoni, zanim jeszcze podniesiemy słuchawkę, albo myślimy o kimś i dwa dni póeniej dostajemy od tej osoby list. Buddyzm Diamentowej Drogi pracuje właśnie na tych poziomach. Bardzo ważne są w nim inicjacje, przekazy mocy, zwane po tybetańsku „łang”. W czasie inicjacji (używajacej form lub nie) budzi się w nas zaufanie, że nasz umysł jest w rzeczywistości przejrzystym światłem, że się nie narodził i nie może ani przeminąć ani umrzeć, mimo że zewnętrzne sytuacje zmieniają się przez cały czas i to samo dzieje się na wewnętrznym poziomie z myślami i uczuciami. Rozumiemy to nagle bez jakichkolwiek wątpliwości. Po prostu wiemy, że przestrzeń, ktora to wszystko umożliwia, nigdy nie została stworzona, nie ma ani początku ani końca. Przejrzystość, ktora doświadcza wszystkich zjawisk rozgrywajacych się w tej przestrzeni, nie jest od niej oddzielona. Wreszcie rozumiemy, że w swej istocie nieoddzielne są od siebie również prawda i przestrzeń. Następnie z tego poziomu zrozumienia, od gory, z poziomu dźwigu, budujemy dom całego naszego rozwoju – robimy to odpowiednio do swoich zdolności, starając się nie tracić nigdy czystego pogladu. Probujemy doświadczyć tego, jak każdy atom wibruje radością i jest utrzymywany w całości przez miłość. Widzimy, że każda sytuacja jest świeża i pełna znaczenia po prostu dlatego, że się wydarza, a wszystkie istoty są doskonałe. W kobietach dostrzegamy pięć madrości buddów, a w mężczyznach ich cztery aktywności. Zaczynamy widzieć, iż wszystko, co rozgrywa się wokół nas, funkcjonuje w oparciu o zasadę mandali. Stajemy się świadomi tego, jak pola mocy wpływają na siebie nawzajem – dostrzegamy, że zawsze przyciagamy do siebie rzeczy podobne do tych, ktore tkwią w nas. Kiedy mamy kiepski humor, trafiamy na trudnych ludzi, a kiedy jesteśmy szczęśliwi, spotykamy przyjemnych. Często poszukujemy czegoś na zewnątrz, biegając za rzeczami, ktore są nieuchwytne, zamiast po prostu zaufać sobie, temu, co posiadamy wewnątrz. Opierając się na tym, co w nas dobre, będziemy w stanie utrzymywać doświadczenie czystej natury umysłu. Będą powstawały wokół nas rzeczywiste pola mocy. Będziemy przyciagali ludzi i rzeczy, ktore mają z tą mandalą jakiś zwiazek i okaże się, że świat jest po prostu światem spełniajacym życzenia, światem dajacym szczęście. Przestrzeń nie jest w najmniejszym stopniu czarną dziurą, gdzie wszystko gubi się i znika, lecz przejawia nieustannie każdy rodzaj bogactwa. Ten ostatni, najwyższy i czysty poziom, na ktorym rzeczy są pełne znaczenia po prostu dlatego, że można ich doświadczać, dostępny jest tylko buddom. Oczywiście czasami jakiś młody, zakochany poeta probuje przeniknąć do tego obszaru doświadczania albo niezwykle uzdolniony malarz w pewnej chwili dotyka tej świeżości i znaczenia rzeczy. Jednak w naszym zwyczajnym świecie młodzi geniusze szybko przekwitają – często umierają ciężko chorzy na gruelicę, nie mogąc nawet zapłacić za czynsz. Nieustannie przychodzą na świat ludzie obarczeni misją wykraczania poza zwyczajność, tacy jak na przykład Van Gogh albo Beethoven, jednak często nie są w stanie sprostać temu zadaniu i z czasem z powrotem spadają na zwyczajny poziom pojęć, gdzie nie są w stanie poradzić sobie ze zwyczajnym życiem. Aby uniknąć tej utraty możliwości, dobrze jest zrozumieć i sprawdzić, co naprawdę stanowi źrodło doskonałych właściwości, z czego się one w rzeczywistości wyłaniają. Niektorzy ludzie myślą na przykład: „Aha, przeżyłem teraz coś wspaniałego, coś naprawdę wielkiego przeniknęło do mojego umysłu”. Niektorzy artyści „wyżymają” bez końca te same neurozy na przykład u Hemingway’a były to rany, ktore odniósł podczas II wojny światowej. Tymczasem naprawdę wielkie momenty to nie te, kiedy do umysłu dociera szczególnie dużo wrażeń, lecz chwile, w ktorych na jego powierzchni nie odbijają się żadne obrazy. To właśnie wtedy nagle przejawia się moc promieniowania samego zwierciadła – doświadczenie to jest bardzo szczególne, ponieważ nie jest uwarunkowane. Zdolność dotarcia do tych wgladów i umiejętność ich umocnienia nie stanowi
jednak specjalności zachodnich geniuszy, ktorzy cieszyli się pełną uniesień młodością i mieli mnostwo problemów na starość, lecz wielkich lamów i joginów, ktorzy posiadają zarówno bardzo ciekawą młodość, jak też interesujacą i pełną świeżości starość. Żeby źrodła naszej inspiracji nigdy nie wyschły, potrzebujemy tzw. trzech filarów, ktore stanowią podstawę buddyzmu tybetańskiego. Po pierwsze potrzebna nam jest prawdziwa, pełna mocy wiedza; zrozumienie natury rzeczy. Nie chodzi tu o coś, w co musimy uwierzyć albo czego musimy się teoretycznie nauczyć – taka wiedza zwykle nie potrafi pomóc ani nam, ani innym. Ważne jest coś zupełnie innego – to, byśmy tak długo zadawali pytania, aż rzeczywiście będziemy przekonani. Dwa i pół tysiaca lat temu, tuż przed śmiercią, Budda powiedział dwie rzeczy. Po pierwsze stwierdził: „Mogę umrzeć szczęśliwy, ponieważ nie zatrzymałem żadnej nauki w zamkniętej dłoni, przekazałem wszystko, co może wam przynieść pożytek”. Dodał rownież: „Nie wierzcie teraz ani jednemu mojemu słowu tylko dlatego, że wypowiedział je Budda, lecz badajcie wszystko sami. Sprawdzajcie, czy te nauki pasują do waszego życia, czy wasze życie je potwierdza”.
Jeżeli chcemy skutecznie praktykować, pierwszy filar – wiedza – jest nieodzowny. Pozwoli nam załatać dziury w fundamencie naszego rozwoju, umocni jego podstawę. To jednak nie wystarczy. Często zdarza się, że chociaż wiele wiemy, nie idą za tym żadne konkretne, pozytywne przemiany, a przecież chodzi nam o to, by coś w nas naprawdę się zmieniło, by stopniowo rozpuszczały się nasze cierpienia i trudności, byśmy mogli coraz lepiej żyć, umierać i odradzać się. By tak się stało, potrzebujemy medytacji, to ona sprawia, że to, co zrozumieliśmy, staje się doświadczeniem – to, co dotarło do głowy, opada na poziom serca. Gdy już do tego dojdzie, znowu potrzebujemy czegoś więcej – dodatkowego wsparcia, ktore pozwoli nam ustrzec się przed utratą tego, co już osiagnęliśmy. Życie jest zbyt krótkie, by pozwalać sobie w nim na luksus ciagłych wzlotów i upadków – zachowywania się jak jojo lub szalona winda, to pędzaca w gorę, to spadajaca w dół. Nie możemy sobie na to pozwolić, ponieważ potrzebują nas niezliczone istoty. Jeżeli potrafimy czegoś dokonać, mają z nas wyraeny pożytek, lecz jeśli nie jesteśmy w stanie postępować naprzód, wiele tracą. Dlatego musimy nauczyć się „obmurowywać” każde prawdziwe doświadczenie. Jeśli już nam się to udało z pierwszym z nich, musimy mocno stanąć na tej podstawie i położyć kolejną warstwę rozwoju. Następnie znowu stajemy na niej, znowu umacniamy to, co osiagnęliśmy, i poziom za poziomem stopniowo wznosimy się coraz wyżej.

Jak więc, potrzebujemy tych trzech rzeczy – wiedzy, medytacji i umocnienia tego, co już osiagnęliśmy. Jeżeli nie stawiamy przed sobą żadnego większego celu – na przykład dobra wszystkich istot – najpierw po prostu probujemy robić te rzeczy, ktore prowadzą do naszego własnego szczęścia i unikać tych, ktore powodują cierpienie. Ciekawe jest to, że z buddyjskiego punktu widzenia ludzie wykonują szkodliwe albo pożyteczne działania nie dlatego, że są dobrzy albo źli, lecz dlatego, że są madrzy albo głupi. Zarówno ci pierwsi, jak też drudzy, chcą osiagnąć szczęście i uniknąć trudności. Chociaż i jedni i drudzy mają ten sam cel, madrzy robią to, co prowadzi do szczęścia, a głupi coś wręcz odwrotnego. Jeżeli inwestujemy w niezręczne, pomieszane rozwiazania, wówczas w naszym umyśle powstają silne negatywne przyzwyczajenia i z czasem rzeczywiście staniemy się trudni – dla innych i dla samych siebie. W takim przypadku pod owymi splamieniami, pod kurzem, ktory pokrywa powierzchnię zwierciadła umysłu, nadal obecna jest promieniujaca powierzchnia samego lustra – jest ona taka sama jak u kogoś, kto postępuje właściwie. Ta pierwsza osoba po prostu nie widzi tego, co się naprawdę dzieje. Żebyśmy byli to w stanie zobaczyć i właściwie działać, potrzebujemy dystansu. Stwarzanie go to właśnie medytacja, przede wszystkim medytacja uspokajajaca – to ona powoduje, iż potrafimy zachować dystans do zjawisk. Dzięki temu widzimy, co zaczyna rozwijać się przed naszym nosem i potrafimy świadomie brać udział w komediach życia i unikać jego tragedii. W końcu uczymy się po prostu odcinać myśli, słowa i działania prowadzace do szkodliwych rezultatów. Ostatecznie chodzi o to, byśmy wydorośleli. To nie społeczeństwa i rodzice są winni naszym niepowodzeniom, lecz nasze własne myśli, słowa i działania z wielu żywotów. To właśnie one doprowadziły nas do położenia, w ktorym obecnie się znajdujemy. Zrozumienie tego jest znakiem, że zaczynamy stawać się dorośli, prawdziwy rozwój zaczyna się tak naprawdę od momentu uświadomienia sobie tego. Jeżeli przede wszystkim myślimy o sobie, jeśli najważniejsze są dla nas nasze własne uczucia i sytuacje życiowe, może to oznaczać, że nie posiadamy akurat żadnego psychicznego nadmiaru. Dzieje się tak, bo dźwigamy na plecach niezliczone przeszłe żywoty pełne błędów i trudności. Uwolnienie się od tego olbrzymiego bagażu wymaga dużej ilości siły. Z czasem jednak, dzięki unikaniu działań prowadzacych do cierpienia i wykonywaniu tych, ktore dają szczęście, zaczyna nam się powodzić coraz lepiej i nagle w naszym umyśle pojawia się pierwsza porcja wewnętrznego bogactwa – nagle czujemy w sobie przestrzeń dla czegoś więcej niż tylko nasze własne położenie. Wówczas pojawiają się typowe oznaki prawdziwego nadmiaru – współczucie i madrość. Współczucie oznacza, że jesteśmy w stanie dostrzec, w jakim położeniu znajdują się inni, jak im się powodzi, a madrość, że widzimy to, co się naprawdę dzieje, a nie tylko swoje własne obawy i oczekiwania zwiazane z różnymi sytuacjami. Istnieją medytacje, ktore rozwijają i wzmacniają współczucie i madrość. Również unikanie gniewu pomaga nam utrzymać poziom, ktory już osiagnęliśmy – złość i nienawiść to nasi wrogowie i musimy tak skutecznie je odcinać, jak to tylko możliwe. Powinniśmy oczywiście chronić istoty, ktore potrzebują ochrony, i samych siebie – sam też to robię – jednak gniew nie jest do tego potrzebny. Dobrze jest działać tak, jak zręczny lekarz, ktory operuje po to, by póeniej nie pojawiło się więcej cierpienia. Te dwa poziomy – przyczyny i skutku oraz wewnętrznego bogactwa – prowadzą nas do poziomu, ktory wykracza poza zwyczajne, sztywne poglady i koncepcje. To wszystko prowadzi nas naprawdę bardzo daleko – do stanu rzeczywistej, promieniujacej radości. Kiedy powstanie w nas już wystarczajaca ilość mocy i psychologicznego nadmiaru, przyjdzie czas na wizję.
Kontakt z istotami, ktore urzeczywistniły naturę umysłu w większym stopniu niż my, budzi w nas otwartość, zaufanie i oddanie. Powstaje w nas ciepłe, przyjemne uczucie, że buddowie i nauczyciele tak naprawdę nie są różni od nas. Jedynym powodem, dla ktorego jesteśmy w stanie dostrzec ich doskonałe właściwości jest fakt, iż sami również je posiadamy. Gdybyśmy nie mieli w sobie odwagi, miłości i radości, jak moglibyśmy dostrzec je u innych? Nauczyciele i Budda są dla nas zwierciadłem, w ktorym odbijają się możliwości naszego własnego umysłu. Na najwyższym poziomie praktyki, w Diamentowej Drodze, stanu oświecenia nie postrzegamy jako czegoś obcego i zewnętrznego, lecz jako wyrażenie się tego, co już posiadamy. Wszyscy jesteśmy buddami, lecz jeszcze tego nie rozpoznaliśmy. Jeśli potrafimy spojrzeć na to w ten sposób, będziemy w stanie utrzymać w swej praktyce wszystkie trzy poziomy i sprawić, że będą w nas wzrastały. Będzie się w nas rozwijała zdolność tworzenia i aktywnego działania, dzięki czemu uda nam się zapanować nad przychodzacą zwykle wraz z wiekiem utratą świeżości – pełne wolności momenty, kiedy nasze wewnętrzne oczy naprawdę się otwierają, będą coraz dłuższe i coraz bardziej intensywne. Dzięki medytacji i świadomej pracy z umysłem nasze głębokie doświadczenia nie będą znikały, nie będziemy tylko coraz starsi, lecz również coraz madrzejsi. Zachowamy wszystkie moce naszego umysłu nawet wtedy, kiedy ciało zacznie odmawiać nam posłuszeństwa. Jeżeli rzeczywiście będziemy w stanie postrzegać wszystko jako świeże i możliwe, promieniujaca moc umysłu, ktorą w rzeczywistości jesteśmy, będzie w nas rosła do końca życia. Będzie to możliwe, ponieważ jest ponadczasowa. By rozwinąć tę zdolność, potrzebujemy na początku zaufania, iż nasz umysł w swej naturze jest oświeceniem. Musimy dostrzec, że nie jest on rzeczą – nie ma żadnej szerokości, długości, formy ani innych przedmiotowych cech, chociaż jednocześnie jest promieniujacy, przejrzysty i nieograniczony. Umysł nigdy się nie narodził i nigdy nie będzie mógł umrzeć, nigdy nie został złożony i nigdy nie będzie się mógł rozpaść – w swojej prawdziwej naturze jest niezniszczalną, ponadczasową przestrzenią.
dawnych czasach, gdy ludzie mieli więcej czasu i nie posiadali takiej zdolności abstrakcyjnego myślenia, jak dziś, kiedy uczeń przychodził do lamy, by się czegoś dowiedzieć, nauczyciel często mowił mu: „Idź teraz do domu, a rano wróć i powiedz mi, jak duży jest twój umysł”. Następnego dnia uczeń przychodził załamany, bo nie potrafił znaleźć i zmierzyć niczego, co byłoby umysłem. Wtedy lama mowił: „Aha, może to pytanie było zbyt trudne. Jutro powiedz mi wobec tego, ile waży twój umysł”. Wreszcie pewnego dnia, kiedy uczniowie zrozumieli, że nie ma żadnej rzeczy, ktorą można by nazwać umysłem, nauczyciel stwierdzał: „No mind, no problem”. Jeżeli nie ma umysłu, nie ma również niczego, co mogłoby umrzeć lub zginąć. To wszystko stanowi bardzo ważny wgląd. Jeżeli to wiemy, mamy zupełnie inne nastawienie do rzeczy, ktore wydarzają się w umyśle. Nagle okazuje się, że wszystko jest wspaniałe tylko dlatego, że może się wydarzać. Jeżeli idziemy do kina, mamy zwykle nadzieję, że film będzie dobry, bo inaczej okaże się, że straciliśmy i wieczór i pieniadze. Jeżeli natomiast jesteśmy właścicielami kina, jest nam zupełnie wszystko jedno, jaki film jest wyświetlany – ważne jest, żeby projektor działał, i żeby w ekranie nie było dziur. To, że możemy doświadczać rzeczy, będzie interesowało nas bardziej niż one same. Zobaczymy zwierciadło pod odbiciami i głębię morza pod falami – to, co ponadczasowe, a nie jedynie to, co przychodzi i odchodzi. Potrzebujemy jeszcze jednego rodzaju zaufania – że umysł sam w sobie jest współczujacy. Byłoby szkoda, gdybyśmy na samym końcu ścieżki po prostu siedzieli, błyszczeli dla samych siebie i nikt nie miałby z tego żadnego pożytku. Chroni nas przed tym nieograniczoność umysłu. W tym przypadku oznacza ona zrozumienie, że wszyscy ludzie są tacy, jak my – tak samo, jak my pragną być szczęśliwi i tak samo, jak my chcą uniknąć cierpienia. Są przyjemni, jeżeli są szczęśliwi, i trudni, jeśli mają kłopoty. Jeżeli rozumiemy, że ludzie są trudni nie dlatego, że są źli, ale dlatego, że nie wiedzą, co robią, stajemy się pełni miłości i chcemy im pomóc. Tak po prostu jest. To, co patrzy w tej chwili przez nasze oczy i słyszy przez nasze uszy, jest nienarodzone i niestworzone – podobnie jak przestrzeń nie jest złożone z innych rzeczy. To „coś” jest w promieniujacy sposób przejrzyste i nieograniczone. Taki wgląd prowadzi do nieustraszoności, radości i miłości – uczuć, ktore są rzeczywiste, absolutne i nieprzemijajace, ponieważ wyłaniają się z niezmiennego źrodła: z przestrzeni, jasności i nieograniczoności umysłu. Do tego poziomu prowadzą nas niezwykle bogate i skuteczne medytacje Diamentowej Drogi. Trzymając w rękach jakąś książkę o buddyzmie tybetańskim, pełną niezliczonych form – łagodnych i pełnych mocy, pojedynczych i w zjednoczeniu, męskich i żeńskich – powinniście wiedzieć, że atrybuty, ktore trzymają one w rękach oraz kolory i pozycje, ktore przyjmują, przekształcają w nas różnego rodzaju pomieszane i szkodliwe stany umysłu. Sprawiają, że te przeszkody stają się pożyteczne. Jak już powiedziałem na początku, nie chodzi w tym wszystkim o to, by wmieść przeszkadzajace emocje pod dywan, lecz o to, by użyć ich jako surowca, ktory przekształci się w nasze oświecenie. Każda z form medytacyjnych posiada pięć wibracji zwiazanych z pięcioma ośrodkami energii – praca z nimi prowadzi do różnego rodzaju wgladów i madrości. To bardzo bogate metody. W jaki sposób możemy uniknąć utraty tego ostatniego poziomu? Możemy to osiagnąć przy pomocy najwyższego pogladu. Jest nim zrozumienie, że nie istnieje żadna pośrednia prawda. Nie ma żadnej prawdy „pośrodku”, nad ktorą wznoszą się jakieś rożowe sny, a kryją się pod nią zło i trudności. Prawda znajduje się tam, gdzie wszystko, co wspaniałe spotyka się razem – najwyższa madrość, nieustraszoność, moc, radość i współczucie. Jest stanem pełni. Wystarczy więc mieć odwagę, by odnaleźć to miejsce – odkryć, że w rzeczywistości bez przerwy znajdujemy się w stanie, ktory jest całkowity, kompletny. Powinniśmy sprawdzać, czy naprawdę spoczywamy w umyśle, czy też nadal nerwowo biegamy za czymś, czego nie można schwytać.
„Gdzie jestem? Czy przebywam w swoim centrum? Czy czuję swoją moc? Czy jestem niezależny od innych? Czy potrafię na tym budować? Czy potrafię zaufać temu, co osiagnałem, czy też nie?”. To najważniejsze pytania, ktore ciagle powinniśmy sobie w życiu zadawać.

Opracowanie: Wojtek Tracewski, Kamila Orzeł

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Możemy bardzo dużo się od siebie nauczyć - Lama Ole Nydahl, Hannah Nydahl, Tomek Lehnert | Przemówienie XVII Karmapy Taje Dordże - XVII Karmapa Taje Dordże | Karmapa i cuda - Dzigme Rinpocze | Cytat - Milarepa | Nyndro - Praktyki podstawowe - Szamar Rinpocze | Rdzeń nauk Wielkiej Doskonałości - Dilgo Czientse Rinpocze | Świat jest po prostu światem spełniajacym życzenia. - Lama Ole Nydahl | Cytaty Karmapów | 8 świadomości, 5 mądrości - Gjatrul Rinpocze | Zrozumieć podstawowe nauki - Szangpa Rinpocze | Budda i miłość - Lama Ole Nydahl | Kobiety - Lama Ole Nydahl | Męskie i żeńskie Lena Leontiewa - Lena Leontiewa | Gdziekolwiek jesteśmy powinniśmy być użyteczni - Zsuzsa Kozsegi | 90 kilo, długi płaszcz i pistolet pod pachą | 8 linii przekazu w Tybecie. Część II. - Detlev Göbel | Cywilizacja buddyjska w starożytnych Indiach | Karmapa w Europie - Mira Starobrzańska | Forma i Pustka. Od buddyzmu do nauki i z powrotem. | Droga przez Rumunię - Michael Warner, Ewelina Hebda, Mira Starobrzańska | Peru. Kurs mahamudry - styczeń 2005 - Ken Kelley & Magda Lipińska | Kagyu Institute of Buddhist Studies Kirtipur, Nepal - Artur Przybysławski | Projekt Hala Stupa House | Co nowego w Kucharach? - Leszek Misiek Nadolski & Team | Oslo Buddyzm w Norwegii - Maja & Smoła | Zagórzany. Nowe miejsce dharmy - Mira Starobrzańska i Paweł Ziorko | Zakopane - Żwirek | Rzeszów - Paweł Meder | New article |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: