DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 39 -> Męskie i żeńskie Lena Leontiewa

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Męskie i żeńskie Lena Leontiewa

Lena Leontiewa
_________

Stupa House, czerwiec 2005


Gdy mówimy o różnicach między płciami, musimy pamiętać, że na absolutnym poziomie nie ma płci. To oznacza, że umysł nie ma płci, Zarówno umysł kobiety, jak i mężczyzny jest podobny do nieograniczonej przestrzeni bez centrum i granic, która zawiera w sobie wszystkie zjawiska, właściwości, wszechświaty.

Kiedy jednak zaczynamy opisywać właściwości tego umysłu, pojawia się dualizm: jest on pusty, ale jednocześnie wszystko się w nim przejawia. Pustość i przejrzystość są nieoddzielne od siebie. Niemożliwa jest tu sytuacja wykluczajaca: albo zjawiska albo pustość, ponieważ wszystkie zjawiska są pustością, istnieją współzależnie i nie da się ich od siebie oddzielić. Często postrzegając zjawiska, mowimy: „albo – albo”, ale to błąd. Ważne jest doświadczenie nierozdzielności obu stron. Gdy mowimy o zjawiskach pojawiajacych się w umyśle, wiemy, że pojawiają się one i znikają, ale każde z nich ma dwie strony. Są jasne lub ciemne, chłodne lub ciepłe, pojawiajace się lub znikajace, zewnętrzne lub wewnętrzne, ruchome lub stałe. Do ich opisu używamy zawsze dwóch przeciwstawnych pojęć. Mamy jednak dwoje oczu i tak się złożyło, że patrzymy przez nie jednocześnie. Jeżeli będziemy obserwować świat na przemian raz jednym, a raz drugim okiem, wówczas świat wyda nam się płaski. Podobnie jest z umysłem: do tego, by widzieć świat trójwymiarowo, powinniśmy spogladać na zjawiska z obu stron jednocześnie. Mimo, że umysł nie ma płci istnieje pewna dwoistość. Rodzimy się w różnych ciałach i te różnice widać wyraenie. Jeżeli przyjrzymy się symbolom umieszczanym na drzwiach toalet, zauważymy, że „męski” trójkąt stoi na jednym wierzchołku i jest niestabilny. „Żeńskie” kółko jest stabilne. Środek ciężkości u mężczyzn jest dosyć nisko i przeznaczony jest do tego, by przemieszczać się w przestrzeni, podbijając nowe tereny. Kobiety pozostają na jednym miejscu, wykorzystując to, co zostało zdobyte. Różnimy się nie tylko ciałami, ale też sposobem patrzenia na świat i przeżywania go. Dobrze jest o tym pamiętać, ponieważ niezrozumienie tego jest powodem wielu kłótni. Często bowiem chcemy, by nasz partner patrzył na świat tak, jak my, co jest niemożliwe. Jeżeli naprawdę chcemy partnera patrzacego na świat tak, jak my, powinniśmy zostać homoseksualistami.
Grupa naukowców przeprowadziła pewien eksperyment. Taką samą ilość szczurzych samic i samców umieszczono w pomieszczeniu bez wyjścia, gdzie było wszystko, czego może zażyczyć sobie nawet najbardziej wymagajacy szczur: przestrzeń, jedzenie, zabawki. W jednej ze ścian była dziura, na tyle mała, by zmieścił się w niej w tym samym czasie jeden szczur, a za ścianą coś zabijało każdego ze śmiałków. Za każdym razem słychać było w całym tym szczurzym krolestwie piski kolejnego, odważnego kandydata, umierajacego po to, by sprawdzić, co też kryje się za ścianą. Pomimo tego, że wszystkie szczury słyszały te odrażajace odgłosy, co jakiś czas jeden z nich postanawiał sprobować szczęścia, wchodził tam i nie wracał. I tak sytuacja powtarzała się wielokrotnie. Naukowcy przyjrzeli się osobnikom, ktore zostały przy życiu i okazało się, że są to same samice. Wszystkie samczyki zdecydowały się na pewną śmierć. Żadna z samic nawet nie zbliżyła się do niebezpiecznej dziury – miały bowiem wszystko i cieszyły się tym, co miały. Nie chodzi tu o rację, lecz o różnice, ktore nas dzielą. Nie musimy udowadniać temu drugiemu, że powinien działać tak, jak my. Doradziłabym w takiej sytuacji po prostu zrozumieć, że jesteśmy kompletnie inni. Im dokładniej się temu przyjrzymy, tym bogatsi będziemy. Zapoznając się z buddyjskim pogladem na temat różnic płci, możemy patrzeć z różnych poziomów nauk. Buddyzm interpretuje zjawiska na rozmaite sposoby, nie ma tu sztywnych reguł. Często spotykamy się z różnymi naukami na ten sam temat w zależności od tego, kto pyta. Tak też było z Buddą, ktory przekazał 84 tysiace nauk dla bardzo różnych ludzi, o różnych charakterach i odmiennym potencjale. Na przykład komuś wydaje się, że jest ważny, jedyny i niepowtarzalny. Pytając Buddę, jak wydarza się świat, czy jest w nim coś rzeczywistego, czy rzeczy są iluzoryczne otrzyma odpowiedź: „Wszystko jest w porządku, nie martw się, wszystko jest iluzją. Zarówno przedmioty, jak i najmniejsze czasteczki nie istnieją”. Mając świadomość pustości zjawisk, delikwent odchodzi zadowolony i szczęśliwy. Innemu człowiekowi wydaje się, że jest nieszczęśliwy, niepewny, ale postanawia zapytać Buddę o to samo. W odpowiedzi otrzymuje wiadomość i zapewnienie o tym, że czasteczki i zjawiska są rzeczywiste, może na nich polegać. Ten człowiek również odchodzi szczęśliwy. O co więc chodzi? Czy Budda kłamał? Może chciał oszukać jednego z nich, a może obu? Okazuje się, że był to rodzaj terapii, ponieważ obaj otrzymali nauki, dzięki ktorym osiagnęli cel. Prawda natomiast nie znajduje się w żadnym z tych stwierdzeń. Nie jest prawdą, że czasteczki nie istnieją, nie jest nią też to, że istnieją. Prawda znajduje się poza słowami. Różni ludzie potrzebują różnych metod. Ile istnień, tyle odpowiedzi.

Czarne i białe
Buddyzm w niejednoznaczny sposób odnosi się też do różnic płci i wzajemnych stosunków między nimi. Na Małej Drodze (hinajana) po nauki do Buddy przychodzili nieszczęśliwi ludzie. Ich życie przypomina zebrę: czarny pas, biały pas, czarny pas, biały pas. „Istnieje cierpienie” – oni wiedzieli o tym bardzo dobrze. Przyczyną tego był fakt, że nie umieli odróżnić działań negatywnych od pozytywnych. Budda dał tym ludziom nauki na takim poziomie, ktory byli w stanie zrozumieć i zastosować. Najpierw zgodził się z nimi, powiedział, że cierpienie istnieje. Wyjaśnił im jednak, że nie cierpią dlatego, że gdzieś jest jakiś facet, jakkolwiek by go nie nazywać: bóg czy diabeł, problemy są wynikiem negatywnych działań. Te z kolei biorą się z przekonania o oddzieleniu zjawisk od nas samych, z powodu przekonania o prawdziwości swojego ja. Budda zapewniał ich, że rozpuszczenie tych błędnych pogladów jest możliwe, że istnieje koniec cierpienia i tu wskazywał na siebie. Metody, jakich używają ludzie podobni do tamtych, polegają na uspokojeniu umysłu. Podstawowym założeniem jest tu spokój za wszelką cenę. W medytacji koncentrujemy się na uspokojeniu umysłu, a w życiu unikamy niepokojów, ktore mogłyby zakłocić ten spokój. Wyrzekamy się więc prawie wszystkiego, przyjmując ślubowania. Mężczyeni przyjmują ich 254: celibat, nie zabijanie, nie kłamanie, nie kradzenie, nie noszenie długich rękawów i drewnianych butów, nie dotykanie pieniędzy, itd. Mniszki natomiast przyjmują 350 ślubowań, czyli aż 100 więcej. Przeciętna kobieta potrafi bowiem skutecznie przynosić szkodę poprzez swoją mowę, dlatego każdy jej aspekt podlega osobnej regule. Również sposób, w ktory kobiety siedzą, chodzą, patrzą i zachowują się, jest specyficzny. Działania te często mają na celu uwodzenie, stworzenie erotycznej sytuacji. Współczesna psychologia mowi, że przeciętny facet ma takich sztuczek od 5 do 7, a kobieta około 50! Mniszce trudno byłoby pozostać w celibacie przy jednoczesnym zalotnym spogladaniu na mężczyzn, stąd te ślubowania. Dlatego też Budda tak wiele mowił o wadach płci przeciwnej, ponieważ w przeciwnym wypadku nikt nie dotrzymałby celibatu.
Na poziomie mahajany Budda dawał inne nauki. Ludzie, ktorych one przyciagały, potrafili – być może dzięki praktyce w poprzednim życiu – odróżniać czarne od białego i unikać czarnego. Robili za to pozytywne rzeczy. Nie byli tak zniszczeni walką ze zjawiskami, posiadali nadmiar energii, mocy i radości i w naturalny sposób chcieli się nim dzielić. Rozgladali się wokół z pytaniem, jak się czują inni. Okazało się, że inni cierpią. Przyszli więc do Buddy z pytaniem: „Jak to się dzieje, że inni cierpią?”. Budda w odpowiedzi obrocił kołem dharmy po raz drugi i podał im nauki Wielkiej Drogi, nauki o prawdziwej miłości. Wyjaśnił im, czym jest prawdziwe pomocne działanie oparte na miłości i madrości o tym, jakimi rzeczy są. Każdy z nas rozumie miłość na swój sposób. Budda mowił tak: „Prawdziwa miłość jest życzeniem, by wszystkie istoty były szczęśliwe, dotarły do przyczyny szczęścia i na co dzień doświadczały przyjemnych stanów umysłu”. Przyczyną uwarunkowanego szczęścia na relatywnym poziomie jest pozytywne działanie. Jeżeli kochamy, oznacza to, że szczerze życzymy, by istoty robiły coś pozytywnego, stwarzając sobie tym samym przyczyny do przyszłego szczęścia. To jest miłość. W przypadku współczucia sprawa ma się podobnie. Współczucie to chęć, by istoty były wolne od cierpienia i przyczyny cierpienia: działań uwarunkowanych przez negatywne emocje, przywiazania do „ego” oraz dualizmu w postrzeganiu świata (ja tu, a wy tam). Współczucie, druga strona miłości, jest wyzwalajace. Miłość zajmuje się poziomem relatywnym tu i teraz, natomiast współczucie poziomem absolutnym. Gdy więc postanawiamy wyrażać życzenia dla dobra wszystkich istot, powinny one dotyczyć wszystkiego, co najlepsze, rozwoju, wzrostu i osiagnięcia celu, jakim jest oświecenie. Jeżeli zapominamy o jednej z tych stron, relatywnej lub absolutnej, popełniamy błąd. Jako jogini pamiętamy o oświeceniu, dlatego unikamy sprawiania cierpienia. Zadając cierpienie, nie pomożemy nigdy nikomu w osiagnięciu najwyższego celu.
Po to, by po przebudzeniu być rzeekim, obudzić się jako budda, powinniśmy dobrze spać. Trudno jest z ciężkiego snu wstać jako budda. Jeśli życzymy istotom, by obudziły się w oświeceniu, powinniśmy sprawić, by ich sen codzienności był lżejszy.
Jeśli ktoś dużo cierpi, popełnia więcej błędów i nie znajduje w sobie przestrzeni na to, by myśleć o innych. Dobrze komuś życząc sprawiamy, że przestrzeń się powiększa. Jeżeli zapominamy o poziomie absolutnym, też popełniamy błąd. Jeśli jesteśmy zbyt słodcy dla innych, zapominają oni o rozwoju. Nasze działania powinny znajdować się na granicy tych dwóch poziomów. Tak by istoty były szczęśliwe już tu i teraz, ale chciały się rozwijać, stawały się coraz bardziej niezależne i osiagały wyzwolenie i oświecenie. Jest to prawdziwe pomocne działanie, prawdziwa miłość. Do tego, by nasze działania były właśnie takie, potrzebujemy dużo madrości. Na poziomie mahajany wiemy, dlaczego istoty cierpią i że ich cierpienie jest iluzją. Gdyby cierpienie było rzeczywiste, nie moglibyśmy nikomu pomóc. Ważne jest jedynie, byśmy wiedzieli, jak pomóc. Do tego potrzebujemy sporej dawki madrości. Bez madrości mamy zwiazane ręce, nie możemy niczego dotknąć, a tym samym nie możemy nikomu pomóc. Na zewnątrz jesteśmy wolni, ale mamy wewnętrzną obietnicę bodhisattwy, ktora oznacza, że żyjemy dla innych, dla ich szczęścia, rozwoju i oświecenia. To jest poziom ludzi świeckich, ktorzy mają pełne, bogate życie, w ktorym jest miejsce na dom i rodzinę. Budda bardzo chwalił sytuację rodzinną i mowił, jak ją wykorzystać do osiagnięcia oświecenia. W „Dharmapadzie” wypowiadał się, że ojcostwo i macierzyństwo są piękne. Mając rodzinę rozwijamy szczodrość, dzieląc się wszystkim, co mamy: swoim czasem, energią, rzeczami materialnymi. W rodzinie ograniczamy swoje potrzeby po to, by dać szczęście naszym najbliższym, dlatego rodzina to najlepszy nauczyciel szczodrości, dyscypliny, cierpliwości i radosnego wysiłku. Budda twierdził też, że gdy do tych codziennych aktywności rodzinnych dodamy medytację, możemy osiagnąć najwyższą madrość oświecenia. Z punktu widzenia dharmy współczucie jest męskie, a madrość żeńska. Jest to pogląd odmienny od uwarunkowanego świata, w ktorym mowi się o madrym facecie i współczujacej kobiecie. W buddyzmie jednak mamy do czynienia z innym współczuciem i inną madrością. Współczucie rozumiemy jako zdolność do działania ukierunkowanego na cel, wgląd zaś nie tylko jako wiedzę, ktorą posiadamy z ksiażek. Nie chodzi tu o to, że wiemy, bo ktoś nam powiedział, tu wiemy mimo wszystko. Jest to wiedza wynikajaca z tego, że nie jesteśmy oddzieleni od przestrzeni. Przejawia się ona sama z siebie, gdy wyrzucamy niepotrzebne rzeczy z umysłu. Jest to też w dużym stopniu intuicja.
To zjawisko jest widoczne na przykład podczas zakupów. Różnice między kobietami i mężczyznami są wówczas bardzo widoczne. Faceci wiedzą, czego chcą, gdzie chcą dokonać zakupu, idą tam, kupują i wracają. Kobiety prawdopodobnie mają cel, nie jest on jednak aż tak ważny, nie zbyt ważne jest też miejsce zakupu. Jeśli kupują coś w pierwszym z brzegu sklepie, to cały sens ich zakupów znika. Kobieta będzie chodziła po sklepach długo, będzie dotykała różnych rzeczy, ogladała je, bez względu na to, czy chce je kupić, czy nie. Najważniejszy jest kontakt, nawet jeśli jest on chaotyczny. Jest to nasz kobiecy sposób zdobywania wiedzy o przestrzeni i metoda na odprężenie się. Jeżeli jednak na zakupy wybiera się z nami mężczyzna, jest to dla niego ogromny stres. U mężczyzny żonatego stres nasila się bo myśli, że nie potrafi nauczyć swojej partnerki chodzić na zakupy w określonym celu, w wyniku złej karmy.
Na poziomie mahajany możemy stwierdzić, że ciało męskie i żeńskie są w tym samym stopniu przydatne do osiagnięcia oświecenia, ale jeżeli kobieta będzie potrafiła uwolnić się od dwóch największych światowych zależności, jej potencjał będzie większy. Kiedy to przeczytałam po raz pierwszy, pomyślałam, że Budda był feministą. W komentarzach znalazłam wyjaśnienia do tych nauk: wynika z nich, że pierwszą światową zależnością jest przywiazanie do macierzyństwa. Nie chodzi tu o samo macierzyństwo, bo Budda je chwalił, uważając, że dzięki temu rozwijamy różne umiejętności pomagania innym, ale o przywiazanie do dzieci (czy jesteśmy od nich uzależnione, czy nie). Będąc matkami chcemy często wszystko kontrolować, rodzina to dla nas największa wartość, nasze schronienie. Nie powinnyśmy jednak przyjmować schronienia w rzeczach przemijajacych. Buddzie zależy na tym byśmy byli szczęśliwi, a jeśli będziemy przyjmować schronienie w rzeczach przemijajacych, będziemy cierpieć, gdy przeminą. Prawdziwym schronieniem może być tylko nieprzemijajacy umysł. Drugą światową zależnością jest potrzeba poczucia bezpieczeństwa. Budda mowił, że światowa kobieta może wiele potrafić, ale w jej wnętrzu siedzi bezbronna istota rozgladajaca się wokół za silnym ramieniem, na ktorym mogłaby się oprzeć. Jak wiadomo, to ramię nie zawsze jest silne i też przeminie. Najważniejsze jest zrozumienie, że wszystko, co pojawia się w umyśle, kiedyś się kończy. Jeżeli przyjmujemy w tym schronienie, popełniamy błąd. Lama Ole mowi, że nie rozumie, dlaczego przyjmujemy schronienie w partnerze, przecież jest on nieoświecony i robi głupstwa, przez ktore cierpimy. Miejmy więc partnerów, cieszmy się nimi, ale nie przyjmujmy w nich schronienia. Autorzy książki o eksperymentach ze szczurami nie są buddystami, zauważyli jednak, że kobieta ma tendencję biologiczną do tego, by złożyć jajo i znaleźć mocne skrzydło, ktore będzie to jajko chronić. Jeżeli jednak uda jej się od tego uwolnić – choć jest to bardzo trudne – to skąd stwierdzenie, że jej potencjał do urzeczywistnienia praktyki jest większy? Poszukałam do tego komentarzy: przeciętna kobieta, dzięki doświadczeniom życia codziennego ma łatwiejszy dostęp do doświadczenia przemijalności rzeczy, a tym samym realizuje madrość mahajany. Madrość nierzeczywistości, pustości zjawisk, przemijalności. Nie zrozumiałam tego jednak, bo przecież faceci giną na wojnie, widzą dużo przemijalności. Moje zrozumienie pojawiło się po otrzymaniu listu od przyjaciela, spełnionego mężczyzny, mieszkajacego w USA. W pewnym momencie swojego życia spotkał on buddyzm monastyczny i pojechał na półroczne odosobnienie, podczas ktorego pracował w kuchni. W liście napisał: „Lena, zrozumiałem przemijalność. Przez całe życie, jako architekt, budowałem domy. Jestem przyzwyczajony do tego, że produkty mojej pracy zostają w przestrzeni, mają formę, mogę się do nich odnieść. Natomiast podczas pracy w kuchni, cokolwiek stwarzam, znika w następnej chwili, cokolwiek usuwam, pojawia się za chwilę. Zrozumiałem przemijalność – to, że życie jest podobne do kreślenia na wodzie”. Po tym liście zrozumiałam, o co chodziło Buddzie, gdy mowił że codzienne życiowe czynności dają wewnętrzne doświadczenie przemijalności. Lama Ole, mowiąc o różnicach płci, podkreśla, że mężczyeni są bardziej radośni, cechuje ich radość kogoś, kto łatwo zapomina. Stąd klęska szczurów. Myślę, że nie dałoby się walczyć na polu bitwy pamiętając o przemijalności.
Jeżeli przyjrzymy się najwyższemu poziomowi nauk Buddy, przychodzili do niego ludzie, ktorzy potrafili odróżnić czarne od białego, robić raczej to białe, potrafili współczuć innym i pomagać im, a oprócz tego mieli więcej mocy, radości, twórczego podejścia do życia, poczucia humoru i zaufania do swojego potencjału. Patrząc w oczy Buddy możemy zobaczyć swoje oświecone odbicie. To jest potencjał Diamentowej Drogi. Jogini pytali: „Jeżeli w mahajanie oświecenie jest jednością współczucia i madrości, męskiego współczucia i żeńskiej madrości, czemu więc nie mowi się o jedności kobiety i mężczyzny?”. Na najwyższym poziomie potrzebujemy siebie nawzajem. Nie da się znaleźć umysłu, jest on wszystkim, nie ma granic, jest całą przestrzenią bez względu na to, czy siedzę przed ołtarzem czy w innym miejscu. Każde miejsce tej przestrzeni jest w tym samym stopniu miejscem oświecenia, każda sytuacja w życiu ma ten sam potencjał, nie ma sytuacji czystych i nieczystych, lepszych i gorszych. Każda z nich jest oświecajaca. Każdy atom zawiera w sobie tysiąc buddów. Wystarczy to zobaczyć. Nie ma miejsca, gdzie nie byłoby oświecenia, wszystko ma ten sam potencjał. Wszystko jest drogocenne i w każdej chwili możemy osiagnąć oświecenie. Wszystko, co się wydarza, życiowe sytuacje, nasze ciała widzimy jako coś bardzo szlachetnego. Tu widzimy, jak bardzo jesteśmy sobie potrzebni, zwiazek partnerski jest bowiem kolejną szansą osiagnięcia oświecenia. Każdy z nas ma nieograniczony umysł pełen właściwości męskich i żeńskich. Jeżeli rodzimy się w ciele jednej płci, mamy dostęp do właściwości tylko swojej płci. Druga część, druga połowa, jest jakby ukryta. Przez swoje działania, sposób patrzenia na świat przejawiamy połowę właściwości. Jeżeli rodzimy się w ciele żeńskim, mamy dostęp do madrości – odczuwania tego, co wydarzy się w przestrzeni, bezforemnej inspiracji, współodczuwania. Rodząc się w męskim ciele, łatwiejszy dostęp mamy do aktywności, ukierunkowanego działania, radości, rozumienia celu. Reszta jest ukryta, przejawia się pośrednio. Kiedy się spotykamy i jesteśmy razem, współdziałamy i wymieniamy się różnymi rzeczami na wielu poziomach, po prostu zamieniamy się właściwościami. Patrząc w twarz partnera odkrywamy w sobie własne, ukryte strony. Gdy widzimy jego lub ją jako buddę, rozwijamy w sobie właściwości buddy. Kobieta rozwija trzy podstawowe rodzaje energii:
1. Działa jak matka, jeżeli w imieniu schronienia jest słowo drolma (wyzwolicielka). Jest matką w stosunku do swoich mężczyzn i do reszty świata. Kobieta taka dba, chroni, obsługuje i wychowuje.
3. Działa jak żona, gdy w imieniu obecne jest słowo lhamo (bogini). Nie będzie specjalnie obsługiwać swoich mężczyzn, jest raczej jak lustro odbijajace wszystkie właściwości i wady. Jest jak druga szala w wadze, tworzy balans, równoważy. To towarzyszka życia.
3. Działa jak kochanka, gdy w jej imieniu dharmy znajdziemy słowo khandro (dakini, tańczaca na niebie). Nie służy, nie odbija, ale inspiruje. Pojawia się jak błyskawica, bardzo mocno świeci i znika.
Mowi się, że ta trzecia energia jest obecna we wszystkich kobietach, nawet jeśli są matkami lub żonami. Prawdziwą naturą kobiety jest dakini, czyli zasada inspirujacego chaosu. Jej cechą jest zmienność poza prawami logiki. Nie da się z tym nic zrobić, trzeba się rozluenić i to polubić. Prawdziwe oświecone dakinie płaczą i śmieją się niemal w tej samej chwili, na przemian.

Pięć kolorów dakiń
Znamy historię Atisii, ktory tak jak Marpa, przeniósł buddyzm do Tybetu. Zanim został mnichem, był joginem. Pewnego dnia dostał od nauczyciela zadanie znalezienia partnerki. Błakał się po okolicy w poszukiwaniu odpowiedniej kandydatki. Na targowisku zobaczył kobietę, niemłodą, niepiękną, prawie nagą, o rozczochranych włosach i ubraną w ozdoby z kości. Jej główną cechą było to, że płakała i śmiała się niemal jednocześnie. Gdy Atisia poszedł za nią, kobieta probowała go odtracić, ale on się nie poddawał. Doszedł tak do miejsca kremacji zwłok. Wtedy kobieta odwrociła się i zapytała: „Po co za mną idziesz?”. On okrażył ją trzykrotnie zgodnie z ruchem wskazowek zegara i wykonał przed nią trzy pokłony. Odpowiedział: „Zrozumiałem, że jesteś oświeconą dakinią, proszę, udziel mi nauk”. Ona zdziwiona zapytała go, skąd przyszedł mu taki pomysł do głowy. Atisia odpowiedział, że nauki głoszą, iż prawdziwe dakinie płaczą i śmieją się na przemian. Kobiecie tak bardzo spodobała się ta odpowiedź, że zabrała go ze sobą do wszystkich krain dakiń. Spędził tam trzy lata, otrzymując najgłębsze nauki, co sprawiło, że osiagnął wysoki poziom realizacji.
Dakinie bywają różnobarwne. Kobiety o potencjale niebieskiej Dakini Diamentu charakteryzuje to, że wszystko je irytuje. Jeżeli mężczyzna jest z taką kobietą i potrafi ją widzieć jako buddę, rozwija madrość podobną zwierciadłu, oświeconą zdolność do widzenia rzeczy w sposób bardzo przejrzysty. Potencjalne żółte Dakinie Klejnotu są często piękne i aroganckie, mają kompleks księżniczki, są bogate lub czynią partnera bogatym. Mężczyzna widzacy taką kobietę jako lamę, rozwinie w sobie madrość równości, zdolność do widzenia jednakowego potencjału wszystkich zjawisk. Czerwone Dakinie Lotosu wychwalane są w tekstach jako pełne oddania. Takiej partnerki mężczyzna nie powinien zostawiać zbyt długo samej, ponieważ ten potencjał oddania jest tak wielki, że podczas jego nieobecności może zostać zainwestowany gdzie indziej. Partner takiej kobiety rozwija w sobie madrość rozróżniajacą, zdolność do dokonania właściwego wyboru (spośród szeregu rozmaitych rzeczy wiemy dokładnie, o ktorą nam chodzi). Wiemy to, ponieważ jesteśmy w stanie odróżniać bardzo subtelne szczegoły, na przykład różnice między kolorem beżowym, a kremowym. Panowie pewnie się teraz uśmiechają, bo dla nich jest to po prostu brazowy, nie widzą różnicy. Panie natomiast doskonale rozróżniają ciemny beż, jasny beż, chłodny beż i kolor kawy z mlekiem, nigdy nie pomyliłyby tego koloru z kremowym. Kolejną grupą kobiet są zielone Dakinie Miecza, aktywności, karmy. Potencjalne dakinie tej rodziny buddy lubią intrygi, są bardzo mocne i szybkie. Ciekawią je opowiadania o tym, kto zginął na polu bitwy. Partner, widzacy taką kobietę na najwyższym poziomie, jest w stanie rozwinąć madrość doświadczenia, zwaną też wszechspełniajacą. Jest to oświecona właściwość, gdy wiemy, jak działać, by osiagnąć cel. Panie należace do rodziny buddy o potencjale Białej Dakini mają mgliste oczy i nie lubią zmywać naczyń. Mężczyzna widzacy taką kobietę jako buddę rozwinie wszechprzenikajacą madrość intuicji, zdolności wgladu, ktory pojawia się po odkryciu, że nie jesteśmy od niczego oddzieleni.

Wynik działań z przeszłości
Kobiety uczą się od mężczyzn aktywności. Nie chodzi tu o to, że kobieta nie potrafi działać. Ogarnia ona jednak teren niezbyt daleki od siebie. Uczymy się od mężczyzn działania po pierwsze ukierunkowanego, a po drugie na większą skalę – mieć cel i osiagać cel. Pod wpływem mężczyzn rozwijamy aktywności buddów, czyli takie, ktore przynoszą trwały pożytek istotom. Czasem jednak okazuje się, że nie jesteśmy w stanie komuś pomóc, bo nawet budda nie jest w stanie pomóc wszystkim istotom. Dzieje się tak, gdy nie ma pomiędzy nami związku karmicznego lub, gdy ta osoba nie jest otwarta. Wtedy możemy pomóc na poziomie życzeń, na poziomie umysłu.
Czasami, gdy jest zwiazek karmiczny, ktoś może wpaść w histerię, nie rozumie więc naszego przekazu. Możemy wówczas tylko uspokajać. Ciało mężczyzn o aktywności uspokajajacej z biegiem lat zaczyna przypominać gruszkę. Charakteryzuje ich otwartość, uśmiech, gadatliwość. Stwarzają wokół siebie uspokajajacą atmosferę. Po uspokojeniu, pokazujemy nowy horyzont: „Gdy tu cię boli, to patrz tam”, jednym słowem – nowe możliwości w świecie. Jest to aktywność wzbogacajaca. Wyobraemy sobie sytuację, gdy przychodzi do nas zapłakana koleżanka, ktorą właśnie rzucił chłopak. A my mowimy jej, że mamy inną koleżankę, ktorą tego samego dnia rzuciło wszystkich trzech chłopaków, ktorych miała. W ten sposób pokazujemy jej, że życie nie kończy się na tym jednym chłopaku, że można żyć inaczej. Lama Ole opisując ten rodzaj mężczyzn mowi, że nie są zbyt wielcy i przypominają swoim zachowaniem szczury: są szybcy, rozmawiają przez dwa telefony jednocześnie, organizują, łaczą wiele rzeczy ze sobą, wzbogacają.
Kolejną właściwością jest aktywność fascynujaca, polegajaca na skupianiu istot na sobie. Mowimy wtedy: „Chodź ze mną, rób to, co ja”. Nie ma liderów, ktorzy nie posiadają tej właściwości. Ole ostrzega kobiety przed tym typem. Nie spieszmy się więc, nie biegnijmy za nim od razu, mimo że jest ubrany zgodnie z ostatnimi trendami mody i zawsze wie, jak się zachować. Sprawdemy najpierw, czy za imponujacą fasadą skrywa coś więcej, czym będzie się mógł z nami podzielić. Takim mężczyznom radzi się rozwinięcie wewnętrznego bogactwa tak, by mogli więcej dać tym, ktorzy za nimi podażają. Ostatnią aktywnością jest aktywność ochraniajaca. Oznacza ona umiejętność gwałtownego działania, ktore chroni, czyli powstrzymuje to, co szkodliwe, a także zdolność do tego, by być i czuwać. Lama Ole chwali takich facetów jako partnerów, zapewniając, że przy nich możemy się rozluenić, ponieważ będą trwali przy nas, są godni zaufania i możemy na nich polegać, bo są jak kapitan, ktory jako ostatni opuści statek. Kobietom w związkach bardzo zależy na bezpieczeństwie i stabilności. Prawdziwą naturą kobiety jest niczym nieskrępowana inspiracja, a esencją każdego mężczyzny jest strażnik.
Partnera wybieramy na podstawie aktywności, ktore reprezentujemy. Istnieją różne teksty o lamach, ktorzy nauczali jak znaleźć sobie towarzysza lub towarzyszkę. Według tych nauk znalezienie właściwego partnera jest tak rzadkie i drogocenne, jak znalezienie klejnotu spełniajacego życzenia. Jeżeli już go mamy, powinniśmy go bardzo cenić. Główną poszukiwaną właściwością jest współczucie. Współczujacy partner po prostu lubi innych, cała reszta może być różna. Kiedyś mój przyjaciel poprosił, bym przetłumaczyła jego rozmowę z Ole. Lama Ole zna nas bardzo dobrze, widzi, jak wygladamy, czy jesteśmy szczęśliwi, czy się rozwijamy. Chłopak mowi do Lamy: „Mam nową dziewczynę”, a Ole pyta go: „Czy jest wesoła, czy lubi ludzi, czy ułatwia ci życie?”. Kolega trochę się spiął, bo powinien odpowiedzieć „nie” na wszystkie pytania i mowi tak: „Wiesz Ole, ja nie szukam łatwej drogi, w taki sposób nie wybieram kobiet”. A Lama odpowiedział: „No widzisz, a ja właśnie tak je wybieram. Partnerka ma ułatwiać życie, a nie utrudniać je”. Nie chodzi o to, by w tym życiu ożenić się czy wyjść za mąż, lecz o to, by osiagnąć oświecenie, a w tym właśnie pomagają nam wyżej wymienione właściwości.
Można dużo mowić o tym, jak wybrać właściwego partnera, ale przecież to nie rozum wybiera. Kiedy się zakochujemy, tracimy głowę. Podczas ostatniej podroży z Lamą Ole, nasz nauczyciel często powtarzał: „Jeżeli wciąż jesteś w stanie myśleć i działać w sposób obiektywny – nie jesteś zakochany”. Nie głowa tu decyduje, lecz dojrzałość warunkujaca zwiazek. W takiej sytuacji, gdy warunki już dojrzały i jesteśmy ze sobą od jakiegoś czasu, Lama Ole często podkreśla, żebyśmy jednak nie spieszyli się z zakładaniem rodziny. Radzi raczej, byśmy nieustannie sprawdzali siebie nawzajem – poziom potencjału, możliwości wspólnej pracy dla pożytku innych. Mowi, że rzeczy, ktore łaczą nas w tym życiu, to wynik naszych wspólnych działań z przeszłości, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. W obu typach dawnych działań jest takie spoiwo, ktore przyciaga nas do siebie w tym życiu. Złe wrażenia z przeszłości warunkują negatywne uczucia w naszych dzisiejszych relacjach. Może więc stać się tak, że będziemy razem, ale zwiazek będzie trudny, trudno będzie znaleźć wspólny język, porozumienie, sporo energii będziemy tracić na kłótnie, zabraknie nadmiaru dla innych. Nie traćmy czasu na takie układy. Z drugiej strony mogą się w tym życiu spotkać ludzie, ktorzy w przeszłości wiele dobrego robili razem dla innych i taka właśnie pozytywna energia zdominuje ich teraeniejszy zwiazek. Charakterystyczna będzie tu harmonia i mała ilość różnic w pogladach, ktore mogą prowadzić do kłótni. Łatwiej jest wtedy odczuć, jak uszczęśliwić tę drugą osobę. Nie tracimy czasu na przydługie wyjaśnienia, a tym samym dajemy więcej innym. Prościej będzie się też wspierać w trudnych sytuacjach i dzielić nadmiarem. Lama Ole radzi byśmy dokładnie przyjrzeli się, jakiego rodzaju jest nasz zwiazek, jak wiele swojego czasu możemy dać innym, a jak wiele czasu tracimy na proby porozumienia się. Możemy się też przyjrzeć reakcji otoczenia na to, że staliśmy się parą. Na przykład, gdy wchodzimy gdzieś razem, zaobserwujmy, czy na nasz widok przyjaciele się rozlueniają i uśmiechają, czy raczej spinają i odwracają wzrok, czy lubią nas odwiedzać. Jeśli lubią, oznacza to, że będąc razem, stanowiąc pewną całość, stwarzamy przestrzeń, w ktorej inni dobrze się czują. Gdy wszystko działa nie tylko dla naszego pożytku, powinniśmy kontynuować zwiazek.
Nie pograżajmy się jednak w sielance, bo prędzej czy póeniej się rozstaniemy. Najpóeniej rozdzieli nas śmierć. Dlatego rozstańmy się w przyjaeni. W zasadzie przemijalności zjawisk mamy cztery punkty:
1. ‑cokolwiek zostało złożone razem, rozpadnie się;
2. ‑cokolwiek się pojawiło, zniknie;
3. ‑ktokolwiek spotkał się, rozstanie się;
4. ‑wszystko, co się urodziło, umrze.
Para, ktora się zeszła, z pewnością się rozstanie jeszcze za życia lub w momencie śmierci. Oczywiście nie musimy się dobrowolnie rozstawać, jeżeli doceniamy to, co mamy. Hannah zapewnia, że w samsarze nie ma doskonałego partnera. Mimo wad patrzymy na to najważniejsze, co nas łaczy. Rozstawajmy się jako przyjaciele, na wysokim poziomie, szlachetnie i zachowajmy dobre wrażenia. Utrzymajmy sztywną górną wargę, współczujmy, życzmy jak najlepiej. Rozstając się jako wrogowie, przekreślamy wszystko to, czego nauczyliśmy się od siebie nawzajem. Jeśli jednak pomimo starań kończymy zwiazek w kłótni, sprobujmy utrzymać w umyśle pozytywny obraz tej osoby i pamiętajmy o życzeniach szczęścia i oświecenia. Jeśli to zbyt trudne, życzmy szczęścia i oświecenia jak najszybciej i jak najdalej od nas.
Mimo że tak bardzo się od siebie różnimy, pamiętajmy o tym, że wszystkie zjawiska, niezależnie od swojego charakteru, są oświecone. Nie budujmy opinii o kimś na podstawie fasady, zajrzyjmy głębiej. Pamiętajmy o dakini Atisii – na pozór była śmiejacą się i płaczacą na przemian histeryczką, ale za tym zewnętrznym wizerunkiem ukrywała oświecone właściwości. Nie chodzi o to, jaka ta osoba jest. Jeżeli postrzegamy ją na najwyższym poziomie, uczymy się z tego i dzięki temu osiagamy oświecenie. Zadajmy sobie pytanie o to, co jest dla nas ważniejsze: urok czy wewnętrzny potencjał? Nie jest to łatwe, ale jest to nauka na poziomie Diamentowej Drogi. Budda to nie ten, do ktorego przychodzą ładniejsze dziewczyny, nie ten, ktory ma łatwiejszą pracę. Budda to ten, ktory potrafi wszystkie kobiety widzieć jako buddów, a wszystkie zadania i przedmioty jako oświecone.
Pytanie: W ostatnim czasie chcę i mogę więcej podrożować, czy to oznacza, że przejawia się we mnie męski aspekt?
Sadzę, że tak. Męską aktywnością jest bowiem podbijanie nowych terenów, zdobywanie tego, co nieznane. Chęć zmiany miejsca jest zasadą męską. Ruch jest męski, natomiast wracanie i stałość – żeńskie. Fajnie jest mieć obie te właściwości. Lama Ole mowi, że w dobrych parach mężczyzna ma coraz więcej przestrzeni, coraz lepiej zna swoje najbliższe tereny, przestaje być czarno-biały, łatwiej wyczuwa, jak się czuje jego otoczenie. Kobieta natomiast rozwija coraz więcej radości. To świadczy o tym, że zwiazek działa prawidłowo.
Pytanie: Jak lepiej postrzegać właściwości partnera?
Przede wszystkim pamiętajmy o tym, że ta osoba ma jakieś właściwości. Potem uczymy się je znajdować. Aby je znaleźć, musimy dać im przestrzeń w umyśle. Dajemy zaufanie i szacunek. Lama Ole mowi, że szacunek do kogoś oznacza, że dajemy mu przestrzeń. Nie probujemy od razu tego oceniać, zmieniać, lecz dajemy przestrzeń, w ktorej ufamy, że nasz partner wie, co robi. To jest szacunek. Jeżeli tę przestrzeń dajemy, umożliwiamy sobie samym spojrzenie na sytuacje z różnych stron. Nie lgniemy do jednej strony, lecz pozwalamy sobie na całościowy ogląd. Patrzymy na rzeczy twórczo, wszędzie znajdujemy pozytywne strony. Do tego jednak, by ta przestrzeń się pojawiła, potrzebna jest medytacja. Poki co starajmy się stwarzać takie sytuacje w związku, by partner mógł przejawiać najlepsze właściwości. Nazywa się to podnoszeniem sytuacji tak, by nasz wpływ sprawiał, żeby ludzie przejawiali swoje najlepsze strony. Wtedy wszystko działa oświecajaco.
Pytanie: Co to znaczy dawać przestrzeń?
Dajemy przestrzeń w naszym umyśle zakładając, że ta osoba jest dorosła, na pewno ma jakieś właściwości i wie, co robi. Powstrzymujemy swój odruch poprawiania, oceniania, korygowania jej od razu. Robimy krok do tyłu w naszym umyśle i myślimy, że partner na pewno wie, co robi, a my zaraz to zrozumiemy. Ta druga osoba czuje się w tym wolna, wyczuwa, że ktoś jej ufa, szanuje ją. Zaufanie, szacunek, dawanie przestrzeni – to prawie synonimy. Jeżeli nasz partner też to potrafi, mamy zwycięstwo, a jeżeli nie potrafi, to my powinniśmy bardziej się starać. Najpierw zmieniamy siebie, a jeśli to nie pomaga, zmieniamy partnera na takiego, ktory potrafi. Wzrost jest obopólny. Istnieją też związki, w ktorych nagromadziło się tak wiele złej karmy z przeszłości, że i my i partner tracimy wolność i przestrzeń. Wtedy jasne jest, że się rozstajemy, bo zawsze lepiej, żeby jedna osoba cierpiała niż dwie. Kończmy związki tak, by nie pozostawiać po sobie zbyt ciężkich długów. Starajmy się, by osoba, ktorą zostawiamy, była szczęśliwa, nie wyrzadzamy jej krzywdy. W sytuacji, gdy kończymy zwiazek we właściwy sposób, to kolejny zwiazek będzie lepszy. Jeżeli zostawiamy za sobą zbyt dużo długów, przeciagamy je do kolejnego związku. Jeżeli już nie potrafisz używać szczoteczki do zębów należacej do twojego partnera, oznacza to, że prawdopodobnie trzeba się rozstać.
Pytanie: Jeśli cudza szczoteczka do zębów mi przeszkadza, czy to oznacza, że powinnam zostać mniszką?
Niemożliwe, szczoteczka ukocha-nego jest dla ciebie obrzydliwa? Nie masz w sobie ani krzty fetyszyzmu!

Opracowanie: Mira Starobrzańska

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Możemy bardzo dużo się od siebie nauczyć - Lama Ole Nydahl, Hannah Nydahl, Tomek Lehnert | Przemówienie XVII Karmapy Taje Dordże - XVII Karmapa Taje Dordże | Karmapa i cuda - Dzigme Rinpocze | Cytat - Milarepa | Nyndro - Praktyki podstawowe - Szamar Rinpocze | Rdzeń nauk Wielkiej Doskonałości - Dilgo Czientse Rinpocze | Świat jest po prostu światem spełniajacym życzenia. - Lama Ole Nydahl | Cytaty Karmapów | 8 świadomości, 5 mądrości - Gjatrul Rinpocze | Zrozumieć podstawowe nauki - Szangpa Rinpocze | Budda i miłość - Lama Ole Nydahl | Kobiety - Lama Ole Nydahl | Męskie i żeńskie Lena Leontiewa - Lena Leontiewa | Gdziekolwiek jesteśmy powinniśmy być użyteczni - Zsuzsa Kozsegi | 90 kilo, długi płaszcz i pistolet pod pachą | 8 linii przekazu w Tybecie. Część II. - Detlev Göbel | Cywilizacja buddyjska w starożytnych Indiach | Karmapa w Europie - Mira Starobrzańska | Forma i Pustka. Od buddyzmu do nauki i z powrotem. | Droga przez Rumunię - Michael Warner, Ewelina Hebda, Mira Starobrzańska | Peru. Kurs mahamudry - styczeń 2005 - Ken Kelley & Magda Lipińska | Kagyu Institute of Buddhist Studies Kirtipur, Nepal - Artur Przybysławski | Projekt Hala Stupa House | Co nowego w Kucharach? - Leszek Misiek Nadolski & Team | Oslo Buddyzm w Norwegii - Maja & Smoła | Zagórzany. Nowe miejsce dharmy - Mira Starobrzańska i Paweł Ziorko | Zakopane - Żwirek | Rzeszów - Paweł Meder | New article |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: