DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 38 -> Prawda absolutna i relatywna

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Prawda absolutna i relatywna

Wywiad z Lamą Ole
_________

Przeprowadzony przez Kasię Białą w autobusie na trasie Warszawa – Wrocław 9 grudnia w 2004 roku


Czym jest absolutna i relatywna prawda?

Lama Ole: Relatywną prawdą nazywamy sposób, w jaki rzeczy się przejawiają, a absolutną to, jakimi naprawdę są. Chociaż zjawiska przejawiają się w świecie zabarwionym przez nasze uczucia lubienia lub nie-lubienia, na absolutnym poziomie są puste. Prawda uwarunkowana to wrażenia, które przychodzą i odchodzą – tak naprawdę zjawiska są jednak przestrzenią, która gra sama ze sobą.

Jak możemy rozpoznać, czy zręcznie łączymy ze sobą te dwa poziomy zrozumienia?

Lama Ole: Jeśli zaczynamy doświadczać absolutu, już wtedy powodzi nam się bardzo dobrze. Najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić, jest próba bycia tym, co jest świadome, ponieważ to właśnie jest absolut. Ten stan świadomości – to, co patrzy przez nasze oczy i słyszy przez nasze uszy właśnie teraz – jest ostateczną i absolutną prawdą, a to, co widzimy i to, co się przejawia, jest swobodną grą tego stanu. Jeśli znajdujemy się na wysokim poziomie rozwoju, to ta wolna gra przejawia się dla pożytku innych. Im bardziej stajemy się świadomi poziomu absolutnego, tym wyraźniej poziom relatywny przejawia się jako możliwość robienia dobrych rzeczy dla innych. Jeśli natomiast nie rozpoznajemy umysłu, wówczas wszystkie rzeczy, które się nam przytrafiają, są karmiczne - są miłymi lub kiepskimi doświadczeniami, które przychodzą lub odchodzą. Jeżeli natomiast rozpoznajemy umysł, to rzeczy te są radością i współczuciem pracującymi dla pożytku innych. Wyłaniają się po prostu ze świadomej przestrzeni w ten sposób. Dlatego pomiędzy rozpoznawaniem przestrzeni i nie rozpoznawaniem jej istnieje olbrzymia różnica.

Co w praktyce oznacza utrzymywanie najwyższego poglądu?

Lama Ole: Utrzymywanie najwyższego poglądu oznacza zaufanie do tutaj i teraz. Jeśli naprawdę spojrzymy na najbardziej bezpośrednie doświadczenia, to okaże się, że są one bardzo świeże, fantastyczne i pełne błogosławieństwa. Najintensywniejsze wglądy można porównać do dziecka idącego ciemnym korytarzem, które napotyka na końcu drzwi. Gdy je otwiera, widzi potężną salę wypełnioną światłem i jedyne, co może powiedzieć, to „Och!”. Ten moment, chwila nagiej świadomości, jest wszystkim, czego potrzebujemy. Jest doskonały. Z drugiej jednak strony musimy również robić, myśleć i mówić różne rzeczy. Bardzo ważne jest jednak, byśmy nie trzymali skrzynki z narzędziami przed oczami – powinniśmy wszystko widzieć szeroko, a cały zestaw praktycznych narzędzi mieć w skrzynce z boku. W ten sposób będziemy doskonale radzić sobie w życiu – będziemy posiadali wielki pogląd, wiedzieli, jak wszystko ulokować we właściwych miejscach i unikniemy wszelkich pułapek. To jest bardzo ważne. Powinno temu zawsze towarzyszyć uczucie, że rzeczy, z którymi pracujemy, są prezentem, że ulepszamy coś, co na poziomie absolutnym już jest fantastyczne. Sprawiamy teraz jedynie, by było również użyteczne na poziomie relatywnym. Zawsze powinniśmy mieć uczucie, że bawimy się czymś cennym, pięknym i pełnym znaczenia. Z drugiej jednak strony, wszystko to byłoby tak samo doskonałe nawet wtedy, gdybyśmy się tym nie zajmowali – nawet wtedy, gdybyśmy nic nie robili.

Jak możemy w życiu zrównoważyć naszą własną wolność i odpowiedzialność za innych?

Lama Ole: Ogólnie powiedziałbym tak: „Myśl o innych, a oni będą myśleć o tobie”. Istnieje pewna stara, chińska opowieść o człowieku, który bardzo dobrze medytował. Pewnego dnia postanowił udać się do piekła, aby zobaczyć, co się tam dzieje. Kiedy wszedł do najpiękniejszego pokoju, zobaczył wiele osób siedzących za stołem, na którym wystawiono najsmaczniejsze jedzenie. Każda z osób siedząca wokół stołu trzymała dwumetrową łyżkę i pomimo wielkiego wysiłku nikt nie był w stanie niczego włożyć sobie do ust. Jedzenie spadało na podłogę, na głowy innych i wszyscy ciągle pozostawali głodni. Po powrocie z piekła człowiek ten wszedł ponownie w głęboką medytację i po pewnym czasie pomyślał, że zobaczy, co dzieje się w niebie. Udał się więc tam i spotkał dokładnie taką samą sytuację, jak w piekle – wiele osób siedziało wokół stołu zastawionego doskonałym jedzeniem i każda z nich trzymała w rękach dwumetrową łyżkę. Tutaj jednak wszyscy byli syci, ponieważ karmili się nawzajem. Jeśli myślisz o innych, inni naprawdę zatroszczą się o ciebie. Świat to bogate miejsce i gdy z dobrą motywacją robimy wszystko co możliwe, prawdopodobnie rzeczy będą się układały we właściwy sposób. Wiem, że istnieje bardzo nowoczesna niemiecka moda, zgodnie z którą ludzie myślą w ten sposób: „Co będę z tego miał? Powinienem zrobić coś dla siebie, powinienen coś mieć” itp. W ten sposób każdy staje się biedny, emocjonalnie ubogi. Szczodrość sprawia, że stajemy się bogaci, natomiast dawanie tylko w niewielkim stopniu lub branie powoduje, że stajemy się biedni. Radziłbym więc wyjść temu na przeciw, zdecydowanie wybrałbym tę bogatą drogę i wskazywał ją innym. Dzieliłbym się z nimi wszystkim, czym tylko mogę. W ten sposób bym działał.

Co masz na myśli, mówiąc w swojej książce „Wielka Pieczęć”, że „Jeśli wypadasz z zakrętu to oznacza, że jechałeś za szybko, a jeśli z niego nie wypadasz, to znak że jechałeś za wolno”?

Lama Ole: To znaczy, że trzeba być całkowicie tu i teraz. Jeśli wylatujesz z zakrętu, to znaczy, że przesadziłeś, a jeśli nie wylatujesz, to znaczy że jesteś za wolny. Musisz być zawsze tu i teraz przez cały czas. W ten sposób będziesz w centrum szczęścia. Na poziomie najwyższego funkcjonowania wydarza się to naturalnie. Istnieje taka cienka powierzchnia, do której masz zaufanie i po której możesz jeździć. Jeśli natomiast utracisz ten stan, popadniesz w znudzenie i zaczniesz robić błędy. Ufaj przestrzeni – tej otwartej i intensywnej, a nie tej ospałej i nudnej.

Co to znaczy, że nirwana i samsara są tym samym?

Lama Ole: To znaczy, że są one dwoma różnymi stanami umysłu. Jeśli rozpoznasz swój umysł, to jest to nirwana, a jeśli nie, to jest to samsara. Prawdopodobnie takie jest znaczenie tego zwrotu. W ten sposób ja to rozumiem.

Jak mógłbyś wytłumaczyć słowa Buddy „Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być, nie są też inne”?

Lama Ole: Nie jestem całkiem przekonany, czy do końca rozumiem te słowa (śmiech). „Rzeczy nie są takie, jakimi wydają się być” ponieważ przez cały czas się zmieniają. Z drugiej strony „nie są też inne”, gdyż funkcjonują. Pierwsza część wypowiedzi Buddy mówi o poziomie absolutnym, a druga nawiązuje do poziomu relatywnego: kobiety zachodzą w ciążę i rodzą dzieci, ludzie umierają i odradzają się, kultury powstają i rozpadają się – to wszystko się wydarza. W ten sposób bym to rozumiał.

Czy możemy powiedzieć, że rozwijanie zrozumienia poziomu relatywnego ma wpływ na poziom absolutny, a zrozumienie absolutu pozwala nam zręczniej funkcjonować na poziomie relatywnym?

Lama Ole: To nie jest do końca tak. Główną rzeczą, jaką powinniśmy zrozumieć odnośnie poziomu relatywnego, jest jego przemijalność. Jeśli zaczniecie dostrzegać przemijalność to zrozumiecie, w jaki sposób wszystko jest złożone i uwarunkowane. Jeśli ciągle od nowa będziecie to w taki sposób widzieć, to zaczniecie pojmować, że wszystko w swej naturze jest puste jak sen i tak naprawdę się nie wydarza. Tak jest na poziomie absolutnym. Z drugiej strony nasze ciało i mowa znają rzeczy bardzo dobrze. Jeżeli zaczniemy robić wszystko, używając tylko mózgu, wtedy stanie się to bardzo sztywne. Oczywiście, że istnieje faza uczenia się, w której mózg jest bardzo ważny. Następnie to, czego się nauczyliśmy, rozchodzi się wszędzie przez system nerwowy. Jeśli na przykład zaczniemy się zastanawiać, w jaki sposób nasze nogi mają się poruszać, aby jechać na rowerze, to będzie to bardzo sztywne i dziwne, lecz jeżeli po prostu wsiądziemy na rower i naturalnie zaczniemy nimi poruszać, to wszystko będzie miało sens. Tak więc mózg nie powinien mieszać się do zbyt wielu rzeczy. Jeśli potraficie się szczęśliwie rozluźnić we wszystkim, co się pojawia, to reszta będzie naturalnym prezentem umysłu samego w sobie i rzeczy wydarzą się swobodnie i spontanicznie. To właśnie wszystkie te idee, koncepcje i inne gry rozgrywające się w mózgu, nie pozwalają nam płynnie poruszać się przez życie i blokują naszą drogę do oświecenia - do stanu jedności ze wszystkim i z wszystkimi. Jeśli je uspokoimy i rozluźnimy się w tym, co się wydarza, wówczas w naturalny sposób ciało, mowa i umysł będą działać inteligentnie same z siebie.

Mówisz, że: „Najwyższa prawda jest najwyższą radością”. Jak możemy tego używać w codziennym życiu, podczas wykonywania prozaicznych czynności. Jak zastosować ten pogląd?

Lama Ole: Najprościej – starając się widzieć w każdym i we wszystkich sytuacjach to, co najlepsze i najpiękniejsze. Jeśli siedzicie naprzeciwko innego człowieka i rozmawiacie z nim, powinniście widzieć w nim zawsze coś pozytywnego np.: jego twarz, ręce czy samochód, którym przyjechał. Jeśli jest to trudne, być może ma on piękną dziewczynę, akcent lub cokolwiek innego. Zawsze powinniśmy się uchwycić czegoś, co jest pełne znaczenia, ponieważ im piękniejsze wszystko się staje, tym bliżej prawdy się znajdujemy. Budda ciągle od nowa powtarza, że nie musimy umrzeć, by znaleźć się w Czystej Krainie, nie musimy dokądkolwiek się udawać, by spotkać buddów. Przekonacie się o tym, jeśli zaczniecie dostrzegać to, co się naprawdę wydarza. Moja generacja poznawała rzeczy, biorąc LSD. Wszystko wibrowało i oddychało, a my się zastanawialiśmy, jak to jest możliwe. To doświadczenie naprawdę eksplodowało. Wy macie szczęście i nie musicie sobie niszczyć komórek w mózgu. Rozpoznacie wszystko poprzez medytację i będziecie w stanie utrzymać ten stan dłużej. My zajrzeliśmy do „wewnątrz” doświadczając krótkiego wglądu, którego nie potrafiliśmy zatrzymać. Używając medytacji, można przebywać w tym stanie przez cały czas, a o to właśnie chodzi.

Kiedy powinniśmy być krytyczni, a kiedy powinniśmy używać „dynamicznej prawdy”?

Lama Ole: Bądźcie krytyczni, gdy ludzie nie wyrażają chęci do uczenia się, a używajcie dynamicznej prawdy dopóty, dopóki ją mają. Można to dostrzec, obserwując postawę innych w czasie rozmowy. Jeśli ludzie z którymi rozmawiasz, nachylają się do przodu, to ciągle są zainteresowani, pochłaniają informacje i współuczestniczą w całym wydarzeniu. Kiedy jednak zaczynają stwarzać dystans, gdy kładą na stole coś pomiędzy nami a sobą lub gdy odchylają się do tyłu, oznacza to, że już planują, w jaki sposób się nas pozbyć lub jak obejść temat, o którym chcemy z nimi porozmawiać. W tym przypadku przełączamy się na funkcję „zgniatania” – odpalamy program krytyczny, zamieniamy marchewkę na bat. Dobrze jest zwracać uwagę na ekspresję ludzkiego ciała. Podczas wykładów doskonale wiem, co się dzieje na sali, i gdy ludzie wyglądają na znudzonych i spoglądają na zegarki, prawdopodobnie ich straciliśmy. Wtedy trzeba przekazać im coś bliskiego ich życiu, coś z czym mają bezpośredni związek. Powiedziałbym, że zawsze tak długo, jak to możliwe, powinniśmy używać pozytywnej metody – marchewki. Jeśli natomiast to już nie działa, przechodzimy na bacik. Więc przede wszystkim marchewka, chyba że pracujemy jako nauczyciele w szkole. Wtedy na pierwszych lekcjach powinniśmy wzbudzić wśród uczniów strach, a później być przyjacielscy. Dzięki temu będą nas szanowali, będą się uczyli i wszystko przebiegnie łatwo. Jeśli na samym początku będziemy miękcy, straciliśmy rok.

Bycie tu i teraz – czy mógłbyś wytłumaczyć, czym jest to doświadczenie, a czym nie jest?

Lama Ole: Nie jest to nic intelektualnego. Jest to zrelaksowane, dobre odczucie, że rzeczy są pełne znaczenia poprzez sam fakt, że istnieją. Nie potrzeba niczego do nich dodawać i niczego od nich odejmować. Przypomina to sposób, w jaki teraz patrzymy na sosny za oknem. To jedne z najpiękniejszych drzew. Wraz z bratem i Hannah ścinaliśmy je kiedyś razem w Szwecji na budowę ośrodka odosobnieniowego... Bycie tu i teraz to cieszenie się widokiem tych drzew, bycie świadomym jak pachnie żywica, odczuwanie ciężaru drewna i moment zastanowienia się nad tym, jak trudno było wyczyścić ubranie od poprzyklejanej wszędzie żywicy. Tu i teraz to spontaniczność we wszystkim, co ma związek z tą sytuacją, pamięć tamtych chwil i tych, którzy tam byli. Zrozumienie tego, w jaki sposób pracuje piła łańcuchowa, jak dobrym jest narzędziem oraz świadomość tego, że teraz mają one wmontowane sprzęgło, które redukuje ilość obrotów. Bycie po prostu świadomym tego wszystkiego, bez dokładania czegokolwiek do owego doświadczenia to tu i teraz. Kiedy widzę drzewa takie jak te, tak właśnie to odbieram. Widzę sąsiadów mojej ciotki, którzy nam pomagali przy ścinaniu drzew, pamiętam miejsce, w którym załadowałem cały samochód pniami i wiozłem je dalej. To właśnie ten sposób, tu i teraz - czysty przebłysk świadomości, wolny od lubienia lub nie-lubienia. To nieblokowanie niczego oczekiwaniami i nieobawianie się niczego – stan bez przyszłości czy przeszłości, w którym pozwalamy, by szereg swobodnych skojarzeń i możliwości odnalazł sam siebie. Zawsze doświadczałbym rzeczy w ten sposób – spontanicznie i bez jakiegokolwiek napięcia. Bycie tu i teraz to przebywanie w danej chwili bez bycia rozproszonym przez cokolwiek innego, co wykraczałoby poza pole skojarzeń związane z danym momentem. Jest to prawdopodobnie najlepsza możliwa odpowiedź na to pytanie.

Jeśli uświadomimy sobie, że utraciliśmy ów stan tu i teraz, że myślimy już o przeszłości, przyszłości lub czymkolwiek innym... Czy w tym momencie powinniśmy próbować sprowadzić owo doświadczenie z powrotem, niejako na siłę, chociaż jest to w pewnym sensie intelektualny przymus?

Lama Ole: Można to tak robić. Możemy również postanowić, że wszystkie te idee i koncepcje, całe to myślenie o tak wielu rzeczach jest w tej chwili bardzo interesujące. Możemy zadać sobie pytanie, czy było ono pouczające czy też nie i pozwolić, by samo się rozpuściło. Główną rzeczą w tym wszystkim powinno być unikanie „ciężkiego” oceniania, sztywnych uczuć lubienia czy nie lubienia. Jeżeli spoczywamy w danej chwili, wówczas całe pole wokół tego momentu należy do nas. Oczywiście możemy również powiedzieć: „Słuchaj, właśnie przez ostatnie pół godziny myślałem o tej dziewczynie, której numer telefonu gdzieś zgubiłem”. Po jakimś czasie zauważamy, że nie jest to produktywne i myślimy: „OK, jeśli mamy ze sobą związek, to ona na pewno zadzwoni, a jeśli nie to znam kilka innych dziewczyn, których numery telefonów wciąż mam”. Następnie rozluźniamy się i spoczywamy w tym stanie – to jest bardzo łatwy sposób. Ogólnie mówiąc, powinniśmy być zadowoleni. Możemy nawet być tu i teraz, ze wszystkimi swoimi uczuciami i myślami, stwierdzając: „Och, jakie to interesujące”. Najważniejsze jest to, aby w tym wszystkim było zawarte uczucie, że zjawiska są zawsze interesujące, ważne i dobre. Tak bym to widział.

Czy w przypadku stresu lub w momentach, gdy nie radzimy sobie z sytuacją – kiedy pojawia się za dużo myśli i emocji – możemy jakby „ przykryć” to zadowoleniem i obserwować, jakie jest to interesujące?

Lama Ole: Ogólnie mówiąc ciało i umysł powinny sobie radzić z rzeczami. Stojąc na wierzchołku góry, możemy zobaczyć więcej i działać lepiej – widzimy, jak zareagować, wiemy, że takie a nie inne działanie jest najlepsze, a podjęcie odmiennej decyzji będzie błędem itp. Jesteśmy w filmie, lecz nie jesteśmy filmem. Jak mawiano kiedyś: „Być w świecie, ale nie ze świata”. Używajmy i doświadczajmy wszystkiego, cieszmy się całą energią, która z tego płynie, lecz nie pozwólmy się złapać rzeczom emocjonalnie. Jest to wielka sztuka, w ten spoób naprawdę się uczymy. Jeśli uda nam się pokonać blokady, przeszkody i różnego rodzaju ograniczenia wiedząc, że jesteśmy w stanie sobie z tym wszystkim poradzić sami, wtedy będzie to bardzo ekscytujące. Nie powinno w tym być zbyt dużo dramatu. Jeśli nie medytujemy, to być może będziemy w stanie podnieść 50 kilogramowy worek, lecz jeśli medytujemy, będziemy potrafili również zanieść go kilka metrów dalej. Kiedy natomiast pojawią się trudności i zaczniemy się załamywać, zobaczymy, jak duża jest różnica pomiędzy pierwszą, a drugą sytuacją. Jeśli medytujemy, powiemy: „Hej, jakie to interesujące, właśnie mam kłopoty! Teraz zarzucę sobie ten ciężar jeszcze raz na ramiona i przeniosę go kilka metrów dalej”. Jeśli nie medytujemy, to każda trudna sytuacja będzie sztywna, pełna bólu, dramatyczna i trudna. Tak jak powiedział tuż przed śmiercią Oktawian August, dawny cesarz Rzymu: „Jeśli odegrałem swoją rolę dobrze, proszę zaklaszczcie”. W każdym przypadku takie podejście do sytuacji jest zdrowe – oznacza ono, że dajemy sobie radę z trudnościami. Jak w starym angielskim przysłowiu: „Niech wygra najlepszy”.

Ciekawiej jest, jeśli inni robią więcej interesujących rzeczy niż ty sam. Najważniejsze jest to, że umysł może tak doświadczać rzeczy, że jest to możliwe. Myślę, że bardzo ważne jest robienie tego co najlepsze w sposób wolny od przywiązania. Nieważne, czy ty zrobiłeś coś lepiej, czy ktoś inny – najważniejsze jest to, że przestrzeń jest bogata, nasze horyzonty się rozszerzają, wiele się nauczyliśmy i zrozumieliśmy. Pamiętam, kiedy doświadczyłem tego po raz pierwszy. Stało się to w czasie jednej z podróży po Ukrainie. Zawsze byłem bardzo dobry w siłowaniu się na rękę, z tego też powodu mój prawy biceps jest trochę krótszy – zrywałem go i nadwyrężałem bardzo często. Podróżowało wtedy z nami kilku dużych chłopaków z St. Petersburga, naprawdę niesamowitych, potrafili zbudować dom w trzy dni. Byłem przyzwyczajony do tego, że w siłowaniu się na rękę zawsze wygrywam. Tutaj jednak dwa lub trzy razy pod rząd po prostu przegrałem. Zacząłem się więc przyglądać tej niewiarygodnej sytuacji, obserwując równocześnie swój umysł. Pomyślałem wtedy: „Jakie to fantastyczne, że znamy tak silnych ludzi”. Naprawdę myślałem w ten sposób. Nie zastanawiałem się: „Och, nie jesteś już taki silny, powinieneś przestać temperować ołówki i siedzieć za kółkiem i zabrać się za trening”. Nic takiego się nie pojawiało, myślałem jedynie: „O, mamy takich silnych ludzi, spójrzcie na nich, jacy są wspaniali”. Naprawdę obserwowałem tę reakcję z przyjemnością – to że nie pojawiały się w moim umyśle wątpliwości typu: „Muszę teraz zacząć robić pompki i inne ćwiczenia, to się więcej nie może powtórzyć, wkrótce ludzie zaczną za mną nosić szczoteczkę do zębów myśląc, że jest dla mnie za ciężka.” Był to dla mnie ogromny skok, ponieważ moje pokolenie bardzo konkurowało ze sobą, znacznie bardziej niż następne generacje. My, dzieci wojny, budowaliśmy wszystko i walczyliśmy o małe rzeczy. Bardzo ze sobą współzawodniczyliśmy. W szkole nigdy nie pracowaliśmy w grupach, prace zespołowe nie istniały w czasach, gdy dorastałem. Nikt o tym nawet nie mówił. Brało się rzeczy na siebie i w ten sposób dominowało, było na szczycie. Tego się uczyłem i tak dorastałem. Pamiętam, jak zmieniłem szkołę, mając jedenaście czy dwanaście lat i od razu pierwszego dnia w nowej klasie zapytałem: „Kto tu jest najsilniejszy?”. Odezwał się duży chłopak o imieniu Fleuser, więc natychmiast rzuciłem nim o podłogę i powiedziałem: „Teraz ja jestem”. To było całkowicie naturalne dla mojego pokolenia. Jednym z powodów, dla których nie pamiętam dzisiaj czasami imion jest to, że w drodze do pubów ćwiczyliśmy uderzenia głową o metalowe rynny, wgniatając je kompletnie. Żyliśmy w innych czasach, byliśmy dzikimi duńskimi dziećmi. Teraz mam ponad sześćdziesiąt lat i właśnie się uczłowieczam, naprawdę rozwijam dużo ludzkich właściwości. Kiedyś liczyły się inne rzeczy – dostań się tam i wygraj – taki mieliśmy sposób na życie. Był on mocno zakorzeniony w świadomości naszej generacji.

Czy istnieją sytuacje, w których poczucie winy ma sens, czy jest to raczej kompletnie bezużyteczne?

Lama Ole: Nie, jeśli uczysz się czegoś z poczucia winy, to ma to sens, taka sytuacja również cię oczyszcza. Najgorszym błędem moich młodych lat były aborcje. Dziewczyny nam nawet o tym nie mówiły, po prostu szły do lekarza, gdy zachodziły w ciążę i nie chciały mieć dziecka. Najczęściej dowiadywaliśmy się o tym wtedy, gdy z powodu bólu po zabiegu nie chciały się z nami kochać. To była najgorsza rzecz, jaką zrobiliśmy. Łzy leciały mi po twarzy, gdy to wszystko pojawiło się z powrotem w moim umyśle w Sonadzie w latach siedemdziesiątych. Obijałem się o drzwi i ściany, nic nie widziałem. To był bardzo pożyteczny, dobry proces, gdybym tego nie doświadczył, prawdopodobnie miałbym w życiu więcej wypadków i więcej bym chorował. To się naprawdę opłaciło. Wyrzuciłem wtedy to wszystko ze swojego systemu. Mój brat doświadczył wielu wypadków, ponieważ nigdy nie miał czasu na medytację. Zawsze mu powtarzałem: „Bjorn, musisz zrobić swoją praktykę Diamentowego Umysłu teraz”, a on zawsze odpowiadał, że najpierw musi zbudować dom. Po jakimś czasie ktoś odciął mu połowę ręki piłą łańcuchową, a później zwaliło się na niego drzewo, łamiąc mu trzydzieści sześć kości. Następnie w Filadelfii ktoś najechał na niego samochodem i połamał mu trzydzieści cztery kości, uszkadzając przy tym poważnie głowę. Jestem pewien, że gdyby tylko powtórzył swoje mantry, nigdy by go to nie spotkało. Tak czy inaczej jest się szczęściarzem, jeśli takie rzeczy wydarzają się w tym życiu. Poprzez ciało oczyszczamy szybko dużo negatywnej karmy. Jeśli ten proces wydarza się po śmierci, oznacza on bardzo nieprzyjemne i trudne doświadczenia. Może się także przedłużyć, ponieważ umysł jest bardziej wrażliwy bez ciała – nie otrzymuje on wtedy informacji poprzez zmysły i nie jest zablokowany przez system nerwowy, dlatego wszystkie doświadczenia w bardo są bardzo mocne. Doradzam więc każdemu, aby robił tak dużo praktyk oczyszczających, jak to tylko możliwe. Diamentowy Umysł jest naprawdę naszym dobrym przyjacielem, jest doskonały.

Opracowanie: Kim Saxton, Artur Grzeliński

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

O Medytacji Karmapy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Wszyscy pragną pokoju - XVII Karmapa Taje Dordże | Prawda absolutna i relatywna - Wywiad z Lamą Ole | Pieśń Wadżry - XVI Karmapa Rangdziung Rigpi Dordże | Karma nie jest żadną wielką sprawą - Dzigme Rinpocze | Ponadosobiste właściwości umysłu - Lama Ole Nydahl | Tsema - Postrzeganie zmysłowe - Gyatrul Rinpocze | Medytacja - Karola Schneider | Cytat - Gendyn Rinpocze | 8 linii przekazu w Tybecie - Detlev Göbel | Faza budowania i spełniająca w praktyce jidama - Szangpa Rinpocze | To jest zupełnie niesamowite - Tomek Lehnert | Zrodzony z lotosu - Ulla Unger | Buddyzm i moje myślenie zlały się w jedno - Żwirek rozmawia z Marcinkiem Barańskim | Cywilizacja buddyjska w starożytnej Azji - Rafal Kowalczyk | Rumtek się zbliża - Michael Den Hoet | Szamar Rinpocze w sprawie komentarzy Dalajlamy | Umysł jako nieograniczona przestrzeń - Sergiej Novozhilov | Buddyzm i gospodarka rynkowa - Sabine König | Gafa-kagyu i inne straszliwe historie ze wschodu - Artur Przybysławski | Projekt Hala Stupa House | Ośrodek Europejski na finiszu | 10 lat buddyzmu Diamentowej Drogi w Czechach - Mira Starobrzańska | Glasgow - Ewelina Hebda, Jarek Gajdamowicz | Jasna Góra zdobyta - Antoni Gralak | Bieszczady - BuddGroupBieszczady | International Institute for Buddhist Studies - Buddyjska uczelnia w Karma Guen - Maria "Bundesmarija" Przyjemska |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: