DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 38 -> Medytacja

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Medytacja

Karola Schneider
_________

Myślę, że chociaż jesteśmy w różnym wieku i mamy różne doświadczenia życiowe, to praktykując buddyzm mamy jedno wspólne zainteresowanie. Jest nim umysł. Być może dzisiaj ludzie zaczynają interesować się dharmą nie tylko dlatego, że mają z nią silne karmiczne powiązanie, jak to bywało dawniej, ale raczej dlatego, że ich bystre umysły szukają rzeczy, leżących poza zasięgiem zwykłego postrzegania.


Chcąc wyjaśnić czym jest umysł Budda zaproponował pewien model. Podam przykład z tzw. szkoły „Tylko Umysłu”. Według tej tradycji mówił on, że umysł jest świadomym strumieniem momentów, pojawiających się jeden po drugim. Właściwością tego łańcucha jest to, że nie ma on początku ani końca. Mimo to, potrafi on postrzegać i przeżywać. Myśląc o pierwszych chwilach życia, widzimy, że muszą one mieć jakąś przyczynę. Może to być jakaś zewnętrzna energia produkująca świadomość, ale wtedy pojawia się kolejne pytanie o to, jaki jest między nimi związek. Można też po prostu wyjaśnić, że przyczyną jest moment poprzedni, którego źródłem jest jeszcze wcześniejsza chwila.

To przykład pokazujący, jak funkcjonuje umysł. Można rozważać różne teoretyczne modele, ale najbardziej przekonujące jest „ugryzienie banana”. Gdybyśmy próbowali wyjaśnić Eskimosowi, który nigdy nie jadł banana, jak on smakuje, moglibyśmy powiedzieć, że jest miękki, słodki, lepki i trochę skrzywiony. Jednak na podstawie takiego opisu, Eskimos nigdy nie dowiedziałby się naprawdę, jak smakuje ten owoc. Chociaż jako buddyści nie powinniśmy niczego przyjmować na wiarę, to mamy swoje wyobrażenia o oświeceniu. Dobrze więc, że nasi nauczyciele są w stanie bezpośrednio pokazać nam moc i właściwości umysłu.

Gdy porównamy oświecenie do pomieszczenia, zobaczymy, że można do niego wejść z różnych stron, w zależności od naszej osobowości. Niektórych najbardziej pociąga współczucie, innych radość, a jeszcze innych analiza logiczna. Na pewno różne są możliwości wejścia do środka, ale zawsze jest nam w końcu potrzebny prawdziwy smak doświadczenia. W tym punkcie wszystko zaczyna się od medytacji, ponieważ odgrywa ona kluczową rolę w obserwacji umysłu. Jednak dziś nie jest tak, jak dawniej w Azji, gdzie ludzie mogli sobie pozwolić na długie odosobnienia. Wydaje mi się, że wśród buddystów czasami pojawiają się wątpliwości, czy uda nam się poczynić postępy w praktyce dysponując na co dzień ograniczoną ilością czasu. Najważniejsze jest wtedy nabranie przekonania do ścieżki, którą praktykujemy. Dlatego trochę wiedzy na temat tego, jak funkcjonują nasze medytacje może być pomocne.

Gdy zaczynałam Praktyki Podstawowe, nie miałam zbyt wiele informacji na ich temat. Po prostu dostając błogosławieństwo od Lamy Ole, poczułam się znakomicie i powiedziałam mu, że chciałabym się tak czuć codziennie. Na to Lama tylko się uśmiechnął i odpowiedział: „Powinnaś medytować”. Chciałabym wyjaśnić najpierw, jaka jest różnica pomiędzy długimi i krótkimi medytacjami, tymi na odosobnieniach i w codziennym życiu. Czasami mówi się, że medytacja to umiejętność spoczywania w świeżości chwili. Powracając do przykładu strumienia momentów – gdy podczas medytacji chcemy odprężyć umysł w danej chwili, zauważamy, jakie to trudne, ponieważ jesteśmy na przykład śpiący albo rozproszeni. Lama Ole często mówi: „Bądźcie świadomi bez bycia świadomym czegoś”, jest to nasz koan. Ten termin jest używany w buddyzmie japońskim i oznacza stwierdzenie, które jest zupełnie nielogiczne. W tym przypadku paradoks polega na tym, że świadomość zwykle ma jakiś obiekt – zazwyczaj jesteśmy świadomi czegoś.

Dobrze znamy wszystkie porady, które mówią nam, żeby bezpośrednio obserwować naturę umysłu. Zwykle jest jednak tak, że rozumiemy słowa, ale nie jesteśmy w stanie naprawdę doświadczyć ich znaczenia. Z tego powodu nieustannie staramy się doprowadzić do sytuacji, w której pojawi się ten absolutny wgląd. Przychodzi on jednak tylko wtedy, gdy niczego nie oczekujemy, nie wysilamy się, żeby za wszelką cenę czegoś doświadczyć i nie próbujemy odpychać przeszkód. Tilopa powiedział kiedyś: „Gdy tylko się rozluźnicie, bez wątpienia osiągniecie wyzwolenie”. W Kagyu jest wiele opowiadań o tym, jak uczniowie osiągali wyzwolenie lub oświecenie. Moja ulubiona historia pochodzi jednak z tradycji Nijngma. Kiedyś pewien wielki lama udzielał inicjacji, w której brał udział starszy, dobrze wykształcony Tybetańczyk. Przed inicjacją popełnił błąd: zjadł za dużo cebuli i miał wzdęcie, dlatego cały czas trzymał się za brzuch, obawiając się, że puści bąka. Nie był w ogóle w stanie skupić się na ani jednym słowie, tak koncentrował się na panowaniu nad rozdymającymi jego brzuch wiatrami. Na końcu nauczyciel zaczął chodzić pomiędzy uczestnikami inicjacji, błogosławiąc ich różnymi przedmiotami. Kiedy znalazł się przed tym człowiekiem, po prostu kopnął go w brzuch. Oczywiście rezultatem było głośne, śmierdzące „coś”. Uczeń był zszokowany. Lama powiedział wtedy: „Spójrz teraz w swój umysł”. To był moment całkowitej jedności. Mówi się, że uczeń ten był jedyną osobą, która naprawdę otrzymała ten przekaz mocy. Jest jeszcze inna historia. Był sobie człowiek, który bardzo dużo medytował, ale po jakimś czasie stwierdził, że nie jest z siebie zadowolony. Poszedł do tego samego nauczyciela, o którym była mowa w poprzednim przykładzie. Był nim Do Czientse Rinpocze, słynny lama z XIX wieku. Uczeń zaczął opowiadać mu o swoich wielkich doświadczeniach. Lama powiedział tylko: „Chodźmy na spacer”. Udali się na piękną, zieloną łąkę. Nauczyciel i uczeń położyli się na trawie i zaczęła się prosta rozmowa: „Czy widzisz chmury na niebie?”. „Tak, widzę.” „Czy słyszysz, jak psy szczekają w klasztorze?”. W ten sposób człowiek ów rozluźnił się i zrozumiał, o co naprawde chodzi. Jakich wskazówek udzielają nam nasi nauczyciele, jeżeli chodzi o medytację? Przede wszystkim powinniśmy wszyscy ukończyć Praktyki Podstawowe. Kiedy się jednak spotykamy w ośrodku, robimy medytację Trzech Świateł. Istnieje więc różnica pomiędzy praktykami, które robimy sami, a tymi, które wykonujemy razem. Medytacja Trzech Świateł jest esencją ich wszystkich. Czwarta część Praktyk Podstawowych, Medytacja na Lamę, jest do tej praktyki bardzo podobna, z tą różnicą, że porządna sesja Guru Jogi jest dosyć czasochłonna. To znaczy, że na początku nauczyciel po prostu uczy nas siedzenia na tyłku. Z czasem też coraz bardziej oswajamy się z medytacją, zauważamy, że wszystko wydarza się w umyśle. W zależności od własnego rozwoju, zwiększa się nasz «głód» medytacji.

Można porównać to do sytuacji, gdy idziemy przez ciemny las. Jest zimno, pada, jesteśmy trochę przemoczeni. Gdybyśmy w tej sytuacji zobaczyli gdzieś w oddali ogień, bylibyśmy pewni, że chcemy tam iść. Gdy nie widzimy ognia, ale spotykamy kogoś, kto powie: «Ja kiedyś widziałem ogień», wtedy może trochę będziemy poszukiwać, trochę wątpić, itd. Więc wysiłek, który wkładamy w medytację zależny jest od tego, jak bardzo ufamy, że nam się uda. Większość z nas jest już może przekonana, że możliwe jest osiągnąć wyzwolenie i oświecenie. Niektórzy nie są tego na tyle pewni, żeby chcieć praktykować. Potrzeba im więcej argumentów, więcej analizowania własnego życia. Wszystko zależy od tego, jaki mamy pogląd na życie. Patrząc z perspektywy najwyższego poglądu, zauważymy, że pomiędzy nami a Buddą nie ma żadnej różnicy. Wszystkie te nawyki, które uniemożliwiają nam takie spojrzenie, są przemijającymi zasłonami w umyśle. To zupełnie głupie i powierzchowne poglądy. Na tym poglądzie opiera się struktura naszych medytacji, ponieważ wszystkie one prowadzą do oświecenia. Na zakończenie każdej praktyki następuje prawdziwa zmiana w naszym sposobie odnoszenia się do świata – budda rozpuszcza się w światło i stapia się z nami. Nie ma oddzielenia pomiędzy przedmiotem, postrzegającym i tym, co jest postrzegane. To jest bardzo głęboka metoda. Ważne jest, żebyśmy medytowali na buddę, utrzymując w umyśle tę informację. Jeżeli trzymamy się nawyku widzenia buddy jako czegoś oddzielonego od nas, to nie różnimy się wiele od wyznawców chrześcijaństwa czy hinduizmu. Podstawą medytacji Diamentowej Drogi są dwie fazy. Nazywają się czierim, czyli faza budowania, oraz dzogrim, faza spełniająca. Gdy rozpuszczamy formy buddy i stapiamy się z nimi, próbujemy różnych sztuczek, żeby móc odprężyć umysł. Wielu ludziom trudno jest praktykować tę fazę z otwartymi oczami, ponieważ wtedy widzą, że wszystko dookoła jest. Zamykają więc oczy i starają się poczuć jakąś pustość, przestrzeń. Jednak nasze ciało przyzwyczajone jest do posiadania jakiegoś centrum – gdybyśmy na przykład po wyciągnięciu ręki nie wiedzieli, gdzie ona jest, byłoby to oznaką uszkodzenia mózgu lub dysfunkcji neurologicznej. Nawet gdy tylko mówimy, że coś nie ma centrum ani granic, trudno nam to zrozumieć, ponieważ określenia te wykraczają poza dwie koncepcje, którymi kieruje się nieprzebudzona świadomość. Pierwszy z tych poglądów polega na wierze w trwałość materii, w istnienie postrzegającego i tego, co postrzegane. To pewien rodzaj materializmu czy też realizmu. Drugą skrajnością jest nihilizm. Poprzez fazę budowania i fazę spełniającą w medytacji walczymy z obiema skrajnościami. Celem jest spoczywanie w centrum i nie popadanie w skrajności. Z czasem, gdy wykonujemy Praktyki Podstawowe, chodzimy do ośrodka, robimy medytację Trzech Świateł, zasiewamy wiele dobrych wrażeń w umyśle, zaczynamy rozumieć o co chodzi Buddzie gdy mówi, że wszystko jest jak sen. Słowa zaczynają nabierać sensu. Gdy zaczynamy rozumieć z czym powinniśmy pracować w medytacji, przestaje być ona wysiłkiem. Staje się jasne, że można być świadomym w każdej chwili życia.

Fazy budowania i rozpuszczania porównać można do śmierci i ponownego odradzania. To jeden z najważniejszych aspektów medytacji, ponieważ wówczas powstaje silny nawyk, który pomaga nam, gdy umieramy. Podczas śmierci wszystkie elementy, z których składa się nasze ciało rozpuszczają się i wszystkie energie spotykają się w naszym sercu. Wtedy pojawia się moment, gdy możemy zobaczyć prawdziwą naturę naszego umysłu. Jeśli nie jesteśmy w tym wyćwiczeni, nie uchwycimy go i stracimy przytomność. Chwila ta, kiedy po śmierci można zobaczyć naturę umysłu, nazywana jest połą dharmakaji. Pod koniec sesji medytacji na Karmapę stapiamy się z nim i później wyłaniamy się z przestrzeni w jakiejś formie. Kiedyś pojawialiśmy się we własnej formie albo w formie buddy, który najbardziej nam odpowiada. Zrezygnowaliśmy z tego, ponieważ ludzie za każdym razem wybierali innego buddę, a nie o to chodziło. Po pierwsze, można wyobrażać sobie siebie tylko w takiej formie, na jaką mamy inicjację. Ponieważ większość z nas ma poła, to najbardziej znaną dla nas formą jest Czerwona Mądrość. Pojawia się ona w tak wielu medytacjach, np. w medytacji na VIII Karmapę, czy w Medytacji Przejrzystego Światła. Każdy, kto wykonywał poła z Lamą Ole, może tej formy używać. Jeżeli jednak po medytacji Karmapy jesteśmy w stanie pojawić się w naszej zwykłej formie i postrzegać ją jako czystą, też jest to doskonałe, ponieważ wtedy będziemy w stanie zrozumieć, że nie jesteśmy ciałami, lecz je posiadamy. Dawniej używaliśmy raczej form buddów, aby zrozumieć nieoddzielność pustki i formy.

Kiedyś otrzymałam praktykę, w której pięknym językiem opisany był koniec medytacji. «Jak ryba wyskakująca z wody, pojawiam się ponownie w tym iluzorycznym ciele» – przyszło mi wtedy do głowy, że gdy ryba wyskakuje z wody, jest to znak, że czuje się wolna. Gdy widzi orły albo inne niebezpieczeństwa, chowa się głębiej – to jest oznaka radości i zabawy. W takim nastroju pojawiamy się w swojej zwykłej formie. Wszystko, czego doświadczamy, postrzegamy jako grę naszego umysłu. W tekście mówi się, że jest to swobodna manifestacja czterech stanów buddy. Gdy medytujemy, naszym celem jest urzeczywistnienie, mądrość. We wszystkich tradycjach się medytuje: robią to hinduiści, chrześcijanie, ezoterycy. Dlatego ważne jest, by zrozumieć, co jest celem medytacji. U nas nie chodzi o to, by się rozluźnić albo żeby produkować dobre uczucia. Oczywiście fajnie, gdy one są, ale jeśli zaczynamy na nie polować, to już nie jesteśmy wewnętrznie wolni. Jednego dnia czujemy się dobrze w medytacji, a gdy następnego dnia siadamy, a uczucie nie chce powrócić, jesteśmy rozczarowani i myślimy, że coś z naszą praktyką jest nie tak. Mimo wszystko, z czasem, gdy nasz umysł stanie się bardziej elastyczny, będziemy w stanie medytować w każdej chwili, np. gdy komputer się za wolno włącza. Zwykle wtedy stajemy się trochę nerwowi i, waląc pięścią w ekran, myślimy o kupnie nowego. Zamiast tego można wtedy po prostu zrobić króciutką medytację Trzech Świateł. Do medytacji nie potrzebujemy żadnej świętej sytuacji. Mnie na przykład udało się kiedyś zrobić praktykę VIII Karmapy siedząc na tylnym siedzeniu motocykla, gdy z przyjaciółmi wracaliśmy z Hiszpanii. Nie było czasu na przerwy w podróży, więc po prostu medytowałam, siedząc na motorze. Tak naprawdę medytacja sama w sobie nie jest celem – medytujemy po to, by zrozumieć prawdziwą naturę naszego umysłu.

Odosobnienie to taki czas, kiedy można dużo medytować, co oczywiście jest bardzo dobre, jeżeli mamy taką możliwość. Wszyscy wielcy mistrzowie naszej linii latami praktykowali siedzącą medytację. Jeżeli macie szansę, żeby udać się na odosobnienie i medytować przez tydzień lub przez miesiąc, to świetnie. Odosobnienia polegają na całkowitej izolacji, ponieważ chcemy odciąć się od zewnętrznych wrażeń. Znajdujemy się wtedy w spokojnym miejscu, z daleka od świata. Na ścisłym odosobnieniu nawet nie patrzy się na ludzi, nie wspominając o rozmawianiu, czy słuchaniu muzyki, czytaniu gazet, itd. Jeżeli już trochę zaangażowaliśmy się w buddyzm, dobrze jest spróbować pójść na odosobnienie na tydzień lub 10 dni. W tym czasie robimy cztery sesje w ciągu dnia, w międzyczasie trochę się rozluźniamy, lub czytamy książki dharmiczne. Zauważamy wtedy, że nauki wywierają na nas wielki wpływ, że są nam bliskie. Możemy się poczuć całkowicie otoczeni przez buddów i bodhisattwów, czuć się w dobrym towarzystwie. Dobrze jest zorganizować sobie odosobnienie w taki sposób, abyśmy nie byli niepokojeni przez e-maile lub telefony. Ten czas czemuś służy, to laboratorium dla naszego umysłu. Najdłuższe odosobnienie, jakie zrobiłam, trwało trzy miesiące. Nabrałam przekonania, że już pozbyłam się gniewu. Było to jednak całkowicie zamknięte odosobnienie, więc po prostu nie było nikogo, z kim mogłabym się kłócić. Dlatego dobrze jest sprawdzić, powracając z odosobnienia do codziennego życia, czego się nauczyliśmy. Istnieją różne style ćwiczenia umysłu. Milarepa, na przykład, był znany z tego, że spędził na odosobnieniu całe swoje życie. Jeden z jego uczniów, Reczungpa miał z tym problemy. Był przystojny i zawsze ciągnęło go na rynek, żeby rozejrzeć się za ładnymi dziewczynami i trochę się napić. Wtedy Milarepa mówił: «Ja wiem, co dla ciebie jest dobre. Masz pozostać w jaskini». Śmieszne jest to, że w naszym przypadku jest najczęściej odwrotnie. Ja na przykład wypłakiwałam się w ramię Olego, że strasznie chcę iść na zamknięte odosobnienie, a Ole mówił, że nie ma takiej możliwości, dopóki jest jakaś praca do zrobienia.

Jak więc widać, w buddyzmie są różne style pracy z uczniem. Dlatego podstawową kwestią jest zaufanie do tego, który nas prowadzi. Oczywiście można mieć wątpliwości, zadawać pytania, ale nie zmieniać nauczyciela jak niektórzy ludzie, którzy stwierdzają, że nie mogą już ufać swojemu lamie, albo myślą: «Od ciebie nauczyłem się już czegoś, a teraz muszę isć dalej». Tak więc w naszym przypadku Lama Ole sugeruje, żebyśmy dokonywali częstszych zmian pomiędzy medytacją i codziennym życiem. W żaden sposób nie doradza nam lenistwa w praktyce. Dobrze jest dużo medytować, ale najważniejsze jest płynne przechodzenie z medytacji do codziennego życia. To przełączanie się pomiędzy patrzeniem do wnętrza i powracaniem do fazy aktywnej można porównać do fazy budowania i rozpuszczania. Faza budowania powoduje nagromadzenie dobrych wrażeń i współczucia, a faza rozpuszczania ma wzmocnić nasz wgląd, naszą mądrość. Gdy wchodzimy w codzienną aktywność, naszym celem są dobre wrażenia, a kiedy medytujemy, dążymy do rozwinięcia mądrości. Ale pełna praca z umysłem składa się z tych dwóch aspektów.

W Diamentowej Drodze zawsze staramy się przekształcać nasze stany umysłu. Kiedy doświadczamy przestrzeni i otwartości, jest to stan prawdy. A gdy doświadczamy czegoś, kiedy pojawiają się myśli i uczucia, jest to przykład przejrzystości, bogactwa naszego umysłu. A to, że obie te rzeczy mogą się wydarzać jednocześnie, jest jego nieograniczonością. Wszystko, czego doświadczamy, staramy się postrzegać z czystej perspektywy. Dlatego trudno powiedzieć, że w naszym życiu są fazy, których nie można wykorzystać do praktyki. Ale ponieważ wszystko zaczyna się od dobrej motywacji, a tylko dobre wrażenia mogą pomóc nam zmienić nasze nawyki, cała nasza praktyka zaczyna się od rozwijania motywacji przynoszenia pożytku innym. Gampopa, wielki nauczyciel naszej linii doradzał, by składać przyrzeczenie bodhisattwy trzy razy w ciągu dnia i trzy razy w nocy. Nie chcę wymyślać rad, które będą wam przeszkadzać w spaniu, ale jeśli i tak budzicie się w ciągu nocy, spróbujcie wtedy pomyśleć o przyrzeczeniu bodhisattwy. Jest to ciekawe doświadczenie, ponieważ w tym momencie jesteśmy bardzo senni. Jeżeli jesteśmy w stanie pamiętać o dharmie w momentach senności, oznacza to, że jest ona naprawdę częścią naszego życia. Do nocy możemy też zaliczyć czas tuż przed zaśnięciem i tuż po przebudzeniu, w przeciwnym razie musielibyśmy nastawiać budzik trzy razy w ciągu nocy, co byłoby już trochę szalone. Zresztą ta faza przebudzenia jest bardzo podobna do momentu, kiedy po medytacji nasza forma pojawia się z przestrzeni. Mówi się, że oświecenie jest nam bliższe niż nasza skóra. Czasami, kiedy uda nam się zmienić jakiś nawyk, widzimy, że to proste. Pamiętam, jak dwa lata temu skakaliśmy na spadochronach z Lamą Ole. Po lądowaniu wszyscy pytali: „Czy widziałaś chmury, samolot, wszystkich innych?”, a ja niczego nie widziałam. To było bardzo dziwne i nie wiedziałam, czemu tak się dzieje. Po pięciu, sześciu skokach odkryłam, że przez cały skok wpatruję się w wysokościomierz na ręce, ponieważ tak się boję, żeby nie przegapić momentu, w którym trzeba ratować swoje życie. A potem zauważyłam, że podczas jednej minuty można odwrócić głowę bardzo wiele razy i zobaczyć chmury, samolot i wszystko inne.

To samo dotyczy innych przyzwyczajeń. Z perspektywy oświecenia nasze «bycie nieoświeconym» jest tylko głupim nawykiem. Dlatego wciąż od nowa siadamy do medytacji i stapiamy się z buddami. Z tego też powodu mówimy, że właściwe znaczenie odosobnienia to izolacja od głupich poglądów. Nie wystarcza po prostu wyjechać gdzieś daleko i medytować w jakiejś chacie. Jeżeli nie mamy wystarczająco dużo dobrych wrażeń w umyśle lub niewłaściwą motywację, wtedy nasza praktyka nie będzie skuteczna. Biorąc pod uwagę prawdziwe znaczenie odosobnienia, każda – nawet krótka – medytacja jest odosobnieniem. Najważniejszą rzeczą, o jaką chodzi w dharmie, jest stawanie się coraz bardziej rozluźnionym, elastycznym i bardziej niezależnym.

Opracowanie: Marta Szczęśniewicz

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

O Medytacji Karmapy - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Wszyscy pragną pokoju - XVII Karmapa Taje Dordże | Prawda absolutna i relatywna - Wywiad z Lamą Ole | Pieśń Wadżry - XVI Karmapa Rangdziung Rigpi Dordże | Karma nie jest żadną wielką sprawą - Dzigme Rinpocze | Ponadosobiste właściwości umysłu - Lama Ole Nydahl | Tsema - Postrzeganie zmysłowe - Gyatrul Rinpocze | Medytacja - Karola Schneider | Cytat - Gendyn Rinpocze | 8 linii przekazu w Tybecie - Detlev Göbel | Faza budowania i spełniająca w praktyce jidama - Szangpa Rinpocze | To jest zupełnie niesamowite - Tomek Lehnert | Zrodzony z lotosu - Ulla Unger | Buddyzm i moje myślenie zlały się w jedno - Żwirek rozmawia z Marcinkiem Barańskim | Cywilizacja buddyjska w starożytnej Azji - Rafal Kowalczyk | Rumtek się zbliża - Michael Den Hoet | Szamar Rinpocze w sprawie komentarzy Dalajlamy | Umysł jako nieograniczona przestrzeń - Sergiej Novozhilov | Buddyzm i gospodarka rynkowa - Sabine König | Gafa-kagyu i inne straszliwe historie ze wschodu - Artur Przybysławski | Projekt Hala Stupa House | Ośrodek Europejski na finiszu | 10 lat buddyzmu Diamentowej Drogi w Czechach - Mira Starobrzańska | Glasgow - Ewelina Hebda, Jarek Gajdamowicz | Jasna Góra zdobyta - Antoni Gralak | Bieszczady - BuddGroupBieszczady | International Institute for Buddhist Studies - Buddyjska uczelnia w Karma Guen - Maria "Bundesmarija" Przyjemska |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: