DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 37 -> Władywostok

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Władywostok

Igor Popkow
_________

Posterunek buddyzmu europejskiego w Azji

Jeśli Petersburg jest naszą perłą na zachodzie Rosji, to Władywostok jest jej perłą na wschodzie. W przyszłości powstanie w tej okolicy wiele stup i miejsc do medytacji. Kiedy Chiny się rozpadną, a Korea Północna stanie się wolna, wielu ludzi przyjedzie tu i odniesie z tego pożytek. Musimy się pospieszyć z budową naszego tutejszego ośrodka, ponieważ ten czas wkrótce nastąpi.
(Z rozmowy z Lamą Ole Nydahlem)


Dla wielu ludzi w Europie nazwa „Władywostok” jest synonimem końca świata. Na szczęście w mieście tym istnieje ośrodek Diamentowej Drogi, dla członków którego podobnie ograniczone i relatywne koncepcje na temat przestrzeni i odległości nie mają żadnego znaczenia. Mając odwagę, by spojrzeć na geografię z bardziej absolutnej perspektywy, budują we Władywostoku największy chyba do tej pory w Rosji ośrodek Lamy Ole, odwiedzają kursy medytacyjne na całym świecie, organizują je u siebie, goszczą podróżujących nauczycieli, praktykują... Oprócz swej wyjątkowej lokalizacji, nasz ośrodek słynie z bajecznego widoku na miasto i Morze Japońskie, przepięknych dziewczyn i naprawdę dzikich joginów. Wszstko to jest czystą prawdą. Przyjedźcie i przekonajcie się sami!

Szlifowanie diamentu.

Lama Ole odwiedził Władywostok po raz pierwszy w 1992 roku, kiedy tylko miasto przestało być „miastem zamkniętym”. Od tamtej pory wydarzyło się dużo rzeczy, które uczyły nas siły i mądrości. Lekcje nie zawsze były proste, ale za każdym razem ratowała nas umiejętność cieszenia się życiem bez względu na wszystko. Możliwe, że czasami cieszyliśmy się nim nawet zbyt intensywnie. Tylko taki gigant jak Lama Ole mógł nadać przytomny kierunek naszej nieopanowanej energii. Niestety Ole zawsze za szybko wyjeżdżał... Kiedy pewnego razu zwróciliśmy się do niego z prośbą, by przeprowadził we Władywostoku kurs Mahamudry, Lama odpowiedział: „Będę zadowolony, jeżeli uda nam się przeprowadzić kurs w tak pomieszanym miejscu...”. Ole jak zwykle trafił w sedno. Rzeczywiście, przejrzystości i dyscypliny umysłu brakowało nam od samego początku. Zaczynem obecnego ośrodka byla grupa „nieustraszonych i radosnych” idealistow, zainteresowanych różnymi ezoterycznymi naukami. Ojcowie-założyciele ośrodka, przed spotkaniem z Dharmą uczyli ludzi oblewać się lodowata wodą na ulicy wedlug metody Porfiriusza Iwanowa i prowadzili seanse „medytacji dynamicznej” z osobami poszukującymi drogi rozwoju, tak naprawdę jednak sami szukali zarówno drogi, jak też nauczyciela. Na początku lat 90-tych, kiedy w końcu odnaleźli i jedno i drugie dzięki wizycie Lamy Ole, opanowała ich prawdziwa euforia, która na długi czas przyćmiła wyraźnie wszystkie pozostałe emocje. Przyjemnie było spędzać czas w tak serdecznym i rozluźnionym towarzystwie, jednak cała owa błogość nie przekładała się niestety automatycznie na wielkie działania dla dobra wszystkich istot. Mimo to udało nam się zorganizować w tamtym okresie dwa kursy poła – w 1994 i 1997 roku.

W 1996 roku trafiła nam się szansa udowodnienia, że potrafimy się nie tylko bawić. Dzięki finansowemu wsparciu Lamy Ole kupiliśmy piękne miejsce pod budowę przyszłego ośrodka – działkę położoną na tzw. „Orlej Górze”, wznoszącej się nad samym centrum miasta. Dla uproszczenia nazwaliśmy naszą posiadłość „Górą”. Ole wskazywał to miejsce już w czasie swej pierwszej wizyty – powiedzial wtedy, że budynek naszego ośrodka ma stanąć „gdzieś tam”. Również tym razem życzenia Lamy się spełniły. Ominąwszy (z pomocą Wojtka Tracewskiego, którego Lama Ole przysłał do Władywostoku z misją sfinalizowania zakupu ziemi) jakimś cudem wszystkie kłody, jakie piętrzyła na naszej drodze awangarda miejskiej biurokracji, zostaliśmy właścicielami majątku składającego się z ponad 1000 m2 terenu i ledwo stojącej na owej działce, rozpadającej się drewnianej chaty. By rozwiały się wszystkie przeszkody w budowie, Lama Ole kazał nam powtórzyć milion mantr Diamentowego Umysłu.

Dzień powszedni wielkiej budowy

Mieszkańcy miast portowych często mają słabość do projektów zakrojonych na wielką skalę. Jeśli właściwości tej towarzyszyłaby jeszcze pracowitość i dyscyplina, moglibyśmy kierować Wszechświatem... Pewnego dnia, po przyjrzeniu się uważnie planom naszej budowy, Lama Ole tak je skomentował: „Dopiero teraz zrozumiałem, co się naprawdę dzieje we Władywostoku – oni budują tam statek kosmiczny, a ja będę musiał za to zapłacić”. Zgodnie z pierwszymi pomysłami, łączna powierzchnia wszystkich pomieszczeń budynku ośrodka miała wynosić 1000 m2. Potem kilku rozsądnym ludziom udało się przekonać nas, że 800 metrów zupełnie wystarczy. Fundament dla tak dużego domu musiał być również spory. Kopaliśmy go długo – trzy lub cztery lata. Cała ta praca wlokła się niemiłosiernie z kilku powodow – grunt był kamienisty, a biurokraci z wydziału architektury okazali się jeszcze oporniejsi, niż skała. Staraliśmy się postrzegać ich na czystym poziomie i traktować jak nauczycieli cierpliwości, ale nie zawsze było to takie proste. Tymczasem teczka z rysunkami technicznymi pęczniała w oczach: projekt przechodził przez liczne zmiany, obrastał szczegółami, architekci zmieniali się jeden po drugim… Fundament bardzo powoli wyłaniał się z głębokiego wykopu i mieliśmy wrażenie, że cały ten proces nigdy się nie skończy. Ostatnie papiery, formalnie pozwalające nam na to, co już i tak od dawna robiliśmy, udało nam się odebrać w przeddzień nowego tysiąclecia. Do początku 2001 roku powtórzyliśmy również pół miliona mantr Diamentowego Umyslu. Teraz sprawy potoczyły się szybciej. Chociaż przedtem rozmowy o konkretnym dofinansowaniu budowy odbywały się rzadko i nie przynosiły żadnych konkretnych rezultatów (budowę kontynuowaliśmy za pieniądze otrzymywane od czasu do czasu od Lamy Ole i w oparciu o własne środki) to w 21 stuleciu zaczęliśmy dostawać regularne subsydia z Zachodu. Musieliśmy się nauczyć przygotowywać sprawozdania finansowe, co pomogło nie tylko budowie, ale rownież kasie ośrodka, borykającej się od zawsze z problemem pustki wszystkich zjawisk. Zaczęliśmy skrupulatnie notować dochody i wydatki, dzięki czemu w papierach zapanował w końcu porządek. Co najważniesze, pojawił się też wreszcie opiekun budowy z prawdziwego zdarzenia w osobie skromnego, bezrobotnego niemieckiego architekta o imieniu Til. Oto jego historia. Til Blumenroeder pracował już dawniej w Rosji nad projektem biura Związku Karma Kagyu w Sankt-Petersburgu, ale nigdy nie budował wielkiego domu od samego początku. Pewnego dnia Ole zadzwonił do niego i zapytal, czy nie chciałby poprowadzić budowy ośrodka we Władywostoku. Oczywiscie Til się zgodził. W Niemczech zajmował się budową drog i mostów, w końcu został ekspertem od budowy autostrad. Nie było to oczywiście tak zachwycające, jak projekt władywostocki. „Tu wkładam w pracę swoje serce”, mówi Til.

Til spędza we Władywostoku kilka miesięcy w roku, będąc w Berlinie również otrzymuje informacje o stanie spraw na budowie. Dzięki pojawieniu się na „Górze” cyfrowej kamery może zobaczyć na własne oczy, co zostało ostatnio zrobione. Jego pierwsze wrażenia nie były zachwycające. Mała grupa, brudny warsztat, w którym nie dało się znaleźć nawet jednego nie złamanego młotka, olbrzymi niedobudowany fundament. Teraz jednak ośrodek we Władywostoku jest bardzo przyjemnym miejscem – wiele się w nim zmieniło, zmieniły się również nasze umysły. Na działce króluje teraz wielka, chociaż jeszcze niedokończona gompa. Działa wodociąg. Jest dobra załoga, gotowa nie tylko budować, lecz również rozwijać inne aktywności, ludzie dobrze się nawzajem rozumieją. „Kiedy niesiecie razem z kimś ciężki bal, macie myśleć o innych” – mowi Til. Pedantyczność Tila, jego profesjonalizm i kryształowo czysty umysł sprawiły, że to co wydawało się niemożliwe, stało się faktem: nasz dom stanął w relatywnie krótkim okresie czasu. Pomagali nam oczywiście i nadal pomagają także inni przyjaciele z najróżniejszych miejscowości i krajów, potwierdzając swoją bezinteresowną pracą jeszcze raz, jak bardzo umowne są w rzeczywistości podziały pomiędzy ludźmi i w przestrzeni. Wszyscy naprawdę jesteśmy częściami tej samej całosci. W okresie aktywnej budowy nasza grupa powiększyła się prawie dwukrotnie. Na medytacje w dni powszednie przychodzi 20 – 25 osób, w niedziele 40 – 50. Jednak czas na odpoczynek jeszcze nie nadszedł. Stało się to oczywiste, kiedy Caty na kursie w Petersburgu powiedziała, że musimy pomyśleć o własnych źródłach finansowania budowy. Nie było nam łatwo to zaakceptować. Opłacać budowę statku kosmicznego to coś innego, niż po prostu go budować, masowy entuzjazm ludzi już do tego nie wystarczy. Niedługo zakończymy powtarzanie mantr Diamentowego Umysłu. Może po niej Ole powie nam, że powinniśmy robić Podarowanie Mandali i nagle bogactwo nie wiadomo skąd samo na nas spadnie – w formie niewyczerpanej skarbnicy lub przynajmniej hojnego sponsora. Nadzieja ta nie jest nam obca, podejrzewamy jednak, że będziemy musieli odkryć to bogactwo we własnych umysłach i... kieszeniach.

Europa nad brzegiem Morza Japońskiego

Upadek Dharmy, przepowiedziany przez Buddę Sakjamuniego 2500 lat temu, jest dziś faktem w tradycyjnych kulturach buddyjskich – w Indiach, Tybecie, Chinach, Japonii, Korei itd. Jednocześnie jego nauki aktywnie rozprzestrzeniają się w zachodnim kręgu kulturowym. To stąd Dharma może wrócić do Azji odnowiona. Tak mówi Lama Ole. Wcześniej ta myśl wydawała nam się tylko fantazją, ale teraz obraz całej sytuacji się zmienia. W zeszłym roku Ole wznowił swoje regularne wizyty w Japonii. W Tokio działa niewielka grupa praktykujących, zorganizowana przez naszego przyjaciela Saszę z Władywostoku. Na poła w Blagowieszczeńsku zapraszaliśmy obywateli Chin z rejonow przygranicznych...

Jako mieszkańcy rosyjskiego Dalekiego Wschodu, powinniśmy utrzymywać kontakty z krajami Azji, studiować ich kulturę i języki. Dzięki temu nasz ośrodek będzie mógł w przyszłości spełniać rolę silnego centrum buddyjskiego w rejonie Północnego Pacyfiku. Oczywiście, żeby to było możliwe, musimy rozwinąć jeszcze wiele mądrości i mocy oraz zachować pełen radości charakter naszej grupy i jej rozluźniony styl. Również oddanie i otwartość których w Rosji nie brakuje i które stanowią odrzutowy napęd Diamentowej Drogi, z pewnością będą skutecznie przyciągać do władywostockiego ośrodka coraz to nowych azjatyckich buddystów.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Umysł jako ostateczne schronienie - Lama Ole Nydahl | Lama jako źródło błogosławieństwa - Dziamgon Kongtrul Rinpocze | Identyfikacja z nauczycielem - Wywiad z Lamą Ole | Trucizny umysłu - Gendyn Rinpocze | Cytat - Lama Ole Nydahl | Największa przeszkoda na ścieżce - Gjatrul Rinpocze | Potrzebujemy przyjaciół - Manfred Seegers | Cytat - Szantidewa | Dzierżawcy linii przekazu Kagyu - Patricia Schaffrick | Medytacja w życiu codziennym - Marcin Barański | Pieśń dla młodej kobiety - Milarepa | Lama jest mądrzejszy od nas - Wojtek Tracewski | Uzdrawiająca tradycja Buddy Medycyny - Robert Sachs | Wyspy idealizmu - Żwirek rozmawia z Piotrkiem Kaczmarkiem | Cytat - Gampopa i Milarepa | Byliśmy Khampami - Michał Bobrowski | Wszystko jest wodą czyli Tales z Miletu a Budda - Ralf Bohn | Triangle News - Grzegorz Kuśnierz | Surfing Budda - Phil Carlise, Mick Gabriel, Bart Lipowski | Ośrodek Diamentowej Drogi w Connecticut, USA - Kasia Sikora-Kowolik | Władywostok - Igor Popkow | Budujemy kolejną fabrykę wyzwolonych - Adam Jankiewicz | Umysł bez granic - Ula Wasilewska, Bartek Kozłowski | "Kruszynka" nauczycielem! |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: