DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 37 -> Surfing Budda

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Surfing Budda

Phil Carlise, Mick Gabriel, Bart Lipowski
_________

Aussie Tour 2005

Australia najmniejszy i drugi najsuchszy, po Antarktyce, kontynent pięć razy większy od Europy, zamieszkały przez dwadzieścia jeden milionów ludzi, z czego ponad połowa populacji żyje w pięciu miastach. Ojczyzna kangurów, bumerangów, misi koala – kraj gdzie lato trwa siedem miesięcy i gdzie nie można jechać szybciej niż 110 km/h na autostradzie. Tu nawet słońce świeci z północy.


Większość populacji pracuje z umysłem na poziomie krykieta, rugby, surfingu i Narodowego Dnia Grilla. Na szczęście w tej boskiej krainie jest też miejsce dla buddyzmu – aktywne są głównie różne szkoły wspomagane przez imigrantów z Azji Południowej, ale działa też buddyzm tybetański: obecna jest tradycyjna Nijngmapa, Siakjapa, Kadampa oraz Gelugpa oraz siedem ośrodków Karma Kagyu. Chociaż Lama Ole odwiedza Australię od lat, wszystko wydarza się tu na dużo mniejszą skalę. Cóż, życie w boskich krainach nie sprzyja rozwojowi motywacji do praktyki, a samsara przynosi tu tak wiele możliwości przyjemnego spędzenia czasu bez żadnej konieczności rozwoju. I chociaż w Europie nasz rozwój przypomina startującą rakietę, tu trzeba dopasować „public image” dharmy do oczekiwań masowego odbiorcy – wszystko wskazuje na to, że najlepiej sprzedaje się radość i możliwość zastosowania nauk w szaleństwie dnia codziennego. Tak też główną grupę zainteresowanych Dharmą stanowią ludzie po trzydziestce, pragnący uzupełnić swoje udane życie rodzinno-zawodowe o duchowy aspekt.
Jedyną rzeczą, jakiej brakuje dharmie w Australii, jest ilość. Jakość już jest na europejskim poziomie, a niewielka liczba zaangażowanych ludzi pozwala wydarzać się rzeczom na poziomach wręcz dla nas niewyobrażalnych. Liczbę wiernych gotowych do podróży z Lamą szacowano na jakieś czterdzieści głów, a zeszłoroczna praktyka poła – największa tutaj do tej pory – zgromadziła około stu osób.

Punkt pierwszy, Gold Coast, ziemia obiecana dla miłośników Międzyzdrojów, czterdzieści kilometrów plaż i hoteli. Po radosnym powitaniu na lotnisku THO, przyjaciele z Austrii i Niemiec, nasi gościnni gospodarze i zwarta grupa polsko-czeska podążyła w wynajętych vanach na miejsce pierwszego wykładu w Broad Beach opodal Surfers Paradise. Na sali było jakieś sto dwadzieścia nowych osób, z których około trzydziestu przyjęło Schronienie. Może spotkamy ich kiedyś w ośrodku, niestety bardzo często się tu zdarza, że gdy ktoś spotka dharmę, mówi: „To jest to, tego zawsze szukałem, a nyndro skończę już w przyszłym roku”, po czym nie pojawia się nigdy więcej, bo w następnym tygodniu znajduje coś bardziej zajmującego. Po wykładzie nocne oglądanie z Lamą filmów na video – jeden sensacyjny, „Punisher”, a drugi familijny: „Touching the Void”; fale Pacyfiku bijące o brzeg za oknem doskonale współbrzmiały z tragedią alpinistów wysoko w górach.

Następny przystanek zrobiliśmy w Blina, pięknej i bardziej dzikiej okolicy, raju dla fanów Dębek, opodal Byron Bay – głównego siedliska podstarzałych hippisów Australii. Kurs Marpy odbywał się w tropikalnym kompleksie wypoczynkowym z basenem – rano lekcja surfingu z Lamą oraz ze strażnikami w postaci delfinów, a wieczorem „imprezki” i noclegi na plaży – życie bohatera Marpy zupełnie inaczej wygląda z takiej perspektywy. Canberra powitała nas europejską wiosną – najpierw ulewą, a potem pięknymi dniami i chłodnymi nocami. Najpierw odbył się publiczny wykład w muzeum – był to wielki sukces, na sali siedziało pięćset osób, Ole w garniturze wyjaśniał miejscowej inteligencji buddyjski światopogląd. Następne dwa poświęcone były Mahamudrze, ośrodek wręcz pękał w szwach. Na zakończenie urządziliśmy tradycyjną europejską imprezę na bazie najwyższego poglądu.

Potem była już tylko poła w Perth, najbardziej samotnym mieście na świecie, najbliższe oddalone jest od niego o ponad tysiąc pięćset kilometrów, i może przez to najbardziej zrelaksowanym (czytaj: nieco nudnym). Poła była pełna oczyszczeń: pojedyncze pokoje bez łazienek, bilard i kort tenisowy zamiast basenu, daleko do plaży, zimny Ocean Indyjski bez fal. Do tego klimatyzowana gompa ledwo pomieściła sto osób, a wyśmienite jedzenie serwowano w za dużych ilościach. Zapewne to tak ekstremalne warunki sprawiły, że wystarczyło zaledwie pięć sesji, by wszyscy nowi adepci buddyzmu zamanifestowali znaki powodzenia w praktyce. Paradoksalnie Ole miał tym razem trzy razy więcej martwych klientów do wysłania niż żywych uczestników kursu. Wreszcie przyszedł czas na medytację VIII Karmapy, kolejną europejską imprezę i podwójną tęczę na zakończenie kursu. Podsumowując, była to pierwsza trasa po Australii, w której Olemu towarzyszyli również Polacy – tak oto narodziła się nowa, świecka tradycja...

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Umysł jako ostateczne schronienie - Lama Ole Nydahl | Lama jako źródło błogosławieństwa - Dziamgon Kongtrul Rinpocze | Identyfikacja z nauczycielem - Wywiad z Lamą Ole | Trucizny umysłu - Gendyn Rinpocze | Cytat - Lama Ole Nydahl | Największa przeszkoda na ścieżce - Gjatrul Rinpocze | Potrzebujemy przyjaciół - Manfred Seegers | Cytat - Szantidewa | Dzierżawcy linii przekazu Kagyu - Patricia Schaffrick | Medytacja w życiu codziennym - Marcin Barański | Pieśń dla młodej kobiety - Milarepa | Lama jest mądrzejszy od nas - Wojtek Tracewski | Uzdrawiająca tradycja Buddy Medycyny - Robert Sachs | Wyspy idealizmu - Żwirek rozmawia z Piotrkiem Kaczmarkiem | Cytat - Gampopa i Milarepa | Byliśmy Khampami - Michał Bobrowski | Wszystko jest wodą czyli Tales z Miletu a Budda - Ralf Bohn | Triangle News - Grzegorz Kuśnierz | Surfing Budda - Phil Carlise, Mick Gabriel, Bart Lipowski | Ośrodek Diamentowej Drogi w Connecticut, USA - Kasia Sikora-Kowolik | Władywostok - Igor Popkow | Budujemy kolejną fabrykę wyzwolonych - Adam Jankiewicz | Umysł bez granic - Ula Wasilewska, Bartek Kozłowski | "Kruszynka" nauczycielem! |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: