DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 37 -> Budujemy kolejną fabrykę wyzwolonych

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Budujemy kolejną fabrykę wyzwolonych

Adam Jankiewicz
_________

Wszystko zaczęło się, jak zwykle w tym szlachetnym klubie – od idealizmu. I tak, jeden z naszych licznych przyjaciół, Darek, zdecydował się ofiarować Lamie Ole owoc swojego pracowitego pobytu na „saksach”. Parę hektarów ziemi, którą kupił kiedyś na Warmii wraz ze swoim kolegą.


Był piękny, słoneczny dzień, tuż po zakończeniu letniego kursu – Kuchary'98, kiedy ruszyliśmy spod dworu wraz z Lamą, Caty, Darkiem i Marcinkiem, aby obejrzeć przydatność owych gruntów. Sytuacja od początku była pełna mocy, ponieważ to Ole zasiadł za sterami czarnego „rydwanu” marki Audi, ciągnionego przez 133 konie mechaniczne. Mam wrażenie, że mój udział w tym projekcie rozpoczął się w momencie, kiedy Lama wjechał na trasę E-7 Warszawa-Gdańsk – tuż po tym, gdy nasz samochód, wyprzedzając na zakazie inne auta z nadmierną prędkością po zebrze rozdzielającej pasy ruchu, został zatrzymany przez policjantów, leniwie wyczekujących z radarem na związki karmiczne. Wyskoczyłem z tylnych drzwi, pokazałem im legitymację (w tamtym czasie, choć nie mogę w to dziś uwierzyć, sam byłem policjantem) i powiedziałem, że się bardzo spieszymy na prom do Danii i że prowadzi ktoś z „rodziny”. Po kilku chwilach udało nam się minąć Olsztyn i wjechaliśmy do pięknej krainy lasów i jezior. Około dwudziestu pięciu kilometrów dalej znajdują się Bartołty Wielkie, a trzy kilometry dalej Darek wskazał nam miejsce docelowe. Gdy już znaleźliśmy się na tej ziemi, nagle tuż nad naszym samochodem pojawiły się dwa olbrzymie, czarne ptaszyska. Lama wyraźnie się ożywił i wskazując na nie palcem, powiedział, że to dobry znak. Dopiero dalsze lata, pełne inicjacji i inauguracji stup, miały nas „przyzwyczaić” do tego rodzaju widoków. Wyskoczyliśmy z auta na niezbyt ciekawy, przyznam szczerze, kawałek ziemi. Płasko jak na stole, parę „krzaczorów”, rów melioracyjny i droga z piasku pełna kurzu. Niemcy mawiają na takie miejsca „Arsch der Welt”. Ale Lamie to w niczym nie przeszkadzało. Z szerokim uśmiechem, wyraźnie natchniony, zaczął opowiadać o pięknym widoku, jaki będzie rozpościerał się z naszego nowego ośrodka odosobnieniowego, który... i tu padło moje imię, zostanie tutaj w przyszłości wybudowany. Lekko mnie zatkało, ale bez zająknięcia odpowiedziałem jedyną sentencję, jaka przyszła mi do głowy: „Tak jest”. Choć to, co ja widziałem oczami, nie zgadzało się za bardzo z tym, co widział Lama, najwyraźniej swoim umysłem. Caty rozejrzała się dookoła i wypowiedziała tylko jedno zdanie: „Jestem pewna, że Klaudii się tu spodoba”. To była pierwsza odsłona.

Następne parę lat zajęło Darkowi dogadanie się ze wspólnikiem i podzielenie gruntów, które okazały się dosyć duże i... na kursie Marpy w zeszłym roku w Warszawie, Lama stwierdził, że dojrzeliśmy już do kolejnego ośrodka odosobnieniowego – na Warmii i Mazurach. Zaraz po powrocie z trasy po Rosji zadzwoniliśmy więc do Darka i umówiliśmy się na dokładne oględziny włości. Zabraliśmy kilku przyjaciół oraz naszego nadwornego gdańskiego fotografa, Sebastiana, i ruszyliśmy na pierwszą osadniczą ekspedycję. Jadąc za Darkiem, minęliśmy, tak jak kiedyś, Bartołty, tyle, że tym razem zatrzymaliśmy się przy pięknym wzgórzu! Weszliśmy na nie wszyscy i wtedy Darek uroczyście wskazał nam naszą ziemię. Byliśmy zdumieni, ponieważ staliśmy na najwyższym wzniesieniu w okolicy, z panoramą rozciągającą się na około dziesięć kilometrów. Dookoła piękne pagórki, z biegającymi po nich końmi, w oddali lasy, olbrzymie jezioro i małe wsie, wkomponowane w malowniczy krajobraz. Zacząłem się zastanawiać, czemu nie widziałem tego sześć lat temu? Okazało się, że podział ziemi przebiegł inaczej, niż to było zakładane na początku i teraz patrzyliśmy na nasze prawie jedenaście hektarów ze wzruszeniem. Obeszliśmy całą ziemię krok po kroku, zachwycając się nieustannie.

Kiedy zaczęliśmy gromadzić dokumenty i zastanawiać się nad koncepcją budowy ośrodka, okazało się, że jest to ziemia rolna, a to oznacza, że bardzo trudno jest uzyskać przychylność gminy w kwestii pozwolenia na budowę. Jednak każdemu pomysłowi dotyczącemu tego projektu towarzyszy uczucie wyraźnego błogosławieństwa Lamy. Nagle spontanicznie zaczęli pojawiać się ludzie chętni do pomocy. Zupełnie tak, jakby ten projekt był przyczyną ich działań. Ludzie zaczęli wpłacać pieniążki na konto, ofiarowywać pomoc na wszystkie możliwe sposoby. Cała olsztyńska sanga zaczęła nagle przebierać nóżkami w oczekiwaniu na konkretne zadania. W tej chwili „bardzo pewni ludzie” pracują nad tym, żeby gminę zachęcić do partnerstwa. Mamy już koncepcję tego, jak ten ośrodek ma wyglądać i jakie funkcje ma spełniać. Pragnęlibyśmy, żeby było to miejsce równie bajeczne, jak otoczenie wokół niego. Piękny ośrodek, w którym będziemy chcieli spędzać czas z powodu naszej praktyki, przyjaciół, wyjątkowego uroku tego miejsca i architektury. W zasadzie już teraz wystarczy tam przyjechać, żeby zakochać się od pierwszego wejrzenia. Projekt ośrodka jest cudowny. Jeszcze trzeba dogadać parę szczegółów z Lamą, no i urzędy...

Już dziś możemy wyrażać dobre życzenia. To jest moment, w którym ten szczególny rodzaj pomocy może okazać się decydujący! Ponieważ trudno byłoby jednorazowo zebrać pieniążki na całość budowy, powstał pomysł skredytowania tego przedsięwzięcia. W ten sposób wiele osób będzie mogło wziąć w tym udział, wpłacając drobne sumy, za to regularnie. Oczywiście nie będziemy mieli absolutnie nic przeciwko nagłym atakom jednorazowej szczodrości. Nikt nie wymyślił dotąd lepszego scenariusza. Najpierw gromadzimy zasługę, budując ośrodki, a później osiągamy w nich urzeczywistnienie. Niniejszym puszczamy koło w ruch i zapraszamy wszystkich chętnych do wzięcia udziału w tym projekcie. Wszelkie, szczególnie szybko zmieniające się podczas przygotowań i budowy szczegóły, wraz ze zdjęciami będziecie mogli na bieżąco obserwować na stronie www.mazury.buddyzm.pl Wszelkie formy pomocy i sugestie są mile widziane.

Kontakt:
Adam 696 098 018, e-mail: adam@buddyzm.pl | Klaudia 501 058 553, e-mail: klaudia@buddyzm.pl
Możecie nas też znaleźć w ośrodku w Gdańsku: tel: 058 556 30 15, 058 556 27 53.
Dobre życzenia możecie też kierować na rachunek projektu: Bank Millennium S. A. 74116022020000000046483715, Związek Buddyjski Karma Kagyu, Kuchary 57, 09-210 Drobin

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Umysł jako ostateczne schronienie - Lama Ole Nydahl | Lama jako źródło błogosławieństwa - Dziamgon Kongtrul Rinpocze | Identyfikacja z nauczycielem - Wywiad z Lamą Ole | Trucizny umysłu - Gendyn Rinpocze | Cytat - Lama Ole Nydahl | Największa przeszkoda na ścieżce - Gjatrul Rinpocze | Potrzebujemy przyjaciół - Manfred Seegers | Cytat - Szantidewa | Dzierżawcy linii przekazu Kagyu - Patricia Schaffrick | Medytacja w życiu codziennym - Marcin Barański | Pieśń dla młodej kobiety - Milarepa | Lama jest mądrzejszy od nas - Wojtek Tracewski | Uzdrawiająca tradycja Buddy Medycyny - Robert Sachs | Wyspy idealizmu - Żwirek rozmawia z Piotrkiem Kaczmarkiem | Cytat - Gampopa i Milarepa | Byliśmy Khampami - Michał Bobrowski | Wszystko jest wodą czyli Tales z Miletu a Budda - Ralf Bohn | Triangle News - Grzegorz Kuśnierz | Surfing Budda - Phil Carlise, Mick Gabriel, Bart Lipowski | Ośrodek Diamentowej Drogi w Connecticut, USA - Kasia Sikora-Kowolik | Władywostok - Igor Popkow | Budujemy kolejną fabrykę wyzwolonych - Adam Jankiewicz | Umysł bez granic - Ula Wasilewska, Bartek Kozłowski | "Kruszynka" nauczycielem! |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: