DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 36 -> Elbląg w elitarnym towarzystwie

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Elbląg w elitarnym towarzystwie

Andrzej Gołębiewski
_________


Po 12 latach naszego istnienia w Elblągu, sytuacja w najwyższym stopniu dojrzała już do tego, aby zacząć działać na własny rachunek. Przez te wszystkie lata korzystaliśmy ze szczodrości Klaudii, której chcieliśmy w tym miejscu gorąco podziękować za mieszkanie, z którego pozwalała nam do woli korzystać. Więc korzystaliśmy, co w krótkim czasie nieuchronnie musiało ściągnąć nam na głowy nieprzychylność sąsiadów, zmęczonych sobotnimi hałasami. Nie chcieliśmy jednak psuć w sąsiedzkim środowisku nieskazitelnej dotąd opinii o Klaudii, więc dla dobra sprawy postanowiliśmy zmienić miejsce pobytu.
Chociaż, szczerze mówiąc, nasze motywacje były trochę głębsze. Uznaliśmy, że miasto takie jak Elbląg, jak każde inne zresztą, zasługuje na to, aby rozwijała się tutaj dharma, żeby wszyscy ludzie, którzy mają pewien potencjał altruizmu, mądrości i radości, mogli wykorzystać go w najlepszy z możliwych sposobów, uszczęśliwiając siebie samych, robiąc pożyteczne i ważne rzeczy dla innych. Bo w dzisiejszym świecie, trochę szalonym i trochę niebezpiecznym, niczego tak bardzo nie warto robić, jak pokazywać ludziom, że można żyć lepiej, mądrzej, weselej, a wolność i świadome wybory są tym, z czego nie powinniśmy łatwo rezygnować. Do tego wszystkiego niezbędna jest jednak samodzielność i swoboda działania, więc - jak najmniej myśląc o sobie - postanowiliśmy kupić własny ośrodek. Tak też zrobiliśmy i z radością ofiarowaliśmy go naszemu Lamie.
Nie jesteśmy wielką grupą, na medytacjach pojawia się najczęściej kilkanaście osób, ale za to wszyscy płacą składki. I tak się jakoś ostatnio dzieje, że wielu z nas najbardziej spełnia się, wykonując intensywne praktyki medytacyjne w ośrodku, co szybko doprowadziło do pewnych kłopotów z niedoborem wolnego miejsca. A że ambicji też nam nie brakuje, przestaliśmy mówić, że chcemy kupić gompę, a zaczęliśmy to po prostu robić. Po długich poszukiwaniach i sprawdzaniu ofert, z których niejedna budziła w nas uczucia zdziwienia ze szczyptą zażenowania, wybraliśmy świetne miejsce w centrum miasta o powierzchni 550 m.kw. i dodatkowo tak samo wielkim strychem. Dawałoby nam ono perspektywę wystarczającej przestrzeni i nieograniczonych możliwości pracy (na początku głównie fizycznej) na wiele, wiele lat. Jednak niejasna sytuacja prawna obiektu i warunki finansowe postawione przez właściciela, których nawet Karol nie mógł znacząco złagodzić, sprawiły, że - kierując się bardziej rozsądkiem niż nieokiełznaną fantazją - postanowiliśmy z metrażu skreślić jedno zero. W efekcie tego prostego zabiegu kupiliśmy... mieszkanie o powierzchni 55 m.kw., za to na parterze, w ładnym budynku i w równie dobrym miejscu miasta. Akt notarialny z kwotą 72 tysięcy złotych, dnia 10 września przypieczętowali własnoręcznymi podpisami Klaudia Żerebiec i Włodzimierz Wiszka. W mieszkaniu jest miejsce na dużą salę medytacyjną, pokój do pracy lub dla nauczyciela z aneksem kuchennym, przestronny hol i czyściutką (po remoncie) łazienkę. Zdecydowanie korzystną stroną tej inwestycji jest również to, że jesteśmy chyba jedynym ośrodkiem w Polsce (na świecie?), który po zakupie własnego miejsca nie będzie miał żadnych długów ani zaciągniętego kredytu. Nieźle, prawda? Ale to w gruncie rzeczy dość prosta historia - hojność wielu zaprzyjaźnionych osób i przychylność Klubu 108 potrafią czynić cuda. I taki cud się zwyczajnie wydarzył. Wszystko wskazuje na to, że takie „zwyczajne cuda” stają się firmową specjalnością naszej niezrównanej linii Kagyu. Nie mamy nic przeciw temu, żeby wydarzało się tak zawsze i wszędzie.
Teraz pozostaje nam tylko cieszyć się tą sytuacją. Tomek i Paweł z Gdańska, swoim kunsztem wizjonerów-projektantów pokazali nam, co i jak mamy zrobić, żeby pomieszczenia miały dobre wibracje i przyciągały nowych, odpowiednich ludzi. Zaproponowali całkowitą zmianę układu i funkcji pomieszczeń, łącznie z wymianą „powietrza”, pozostawiając nam radość z wykonywania tego wszystkiego i myślenie, jak zdobyć kolejne tysiące na realizację ich wspaniałych pomysłów. Ale już cieszymy się niedaleką przyszłością, kiedy ośrodek buddyjski w Elblągu stanie się prawdziwie publicznym miejscem, bez osobistych klimatów, w którym każda, szczególnie nowa osoba będzie się czuła świeżo i jednocześnie jak u siebie. Miejscem inspirującym i nowoczesnym, gdzie nie tylko się medytuje, ale warto pożytecznie i miło spędzać czas. Już teraz wszystko, co się wydarza ma zupełnie nową jakość, bo zwykłe powieszenie zdjęć Karmapy i Olego na naszej własnej ścianie, urasta do rangi duchowego przeżycia, nawet dla dotychczasowych malkontentów. Pierwsze medytacje w nowym miejscu mamy już za sobą. Miłym sąsiadom radzimy przyzwyczaić się do dźwięków pieśni Czarnego Płaszcza, a najlepiej polubić je, bo będzie to nieodłączny element również ich życia, kilka razy w tygodniu przez kilka najbliższych lat. Na wdzięczność z tej strony, że ich dobra karma wreszcie dojrzała i los odmienił im się na lepsze, przyjdzie nam pewnie jeszcze poczekać, bo na razie zerkają na nas ze zdziwieniem i cokolwiek podejrzliwie.
Wszystkim, którzy przyczynili się w jakikolwiek sposób do zrealizowania tego przedsięwzięcia, bardzo dziękujemy za pomoc. I już teraz zapraszamy na wielką fetę z okazji oficjalnego otwarcia nowej gompy. Nie ukrywamy, że będzie to impreza, gdzie oprócz zabaw, tańców i swawoli, chcemy przeprowadzić zbiórkę pieniędzy na.... zakup nowego, jeszcze większego, jeszcze piękniejszego ośrodka Diamentowej Drogi, w którym wydarzał się będzie jeszcze bardziej dynamiczny rozwój. Czego Wam wszystkim i nam samym z całego serca życzymy.