DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 34 -> Mar­pa, Część II

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Mar­pa, Część II

„Przyszli uczniowie Kagyu będą jak synowie lwów i ptaków garuda”
Mar­pa


Po­wrót z trze­ciej po­dró­ży
W dro­dze z In­dii do Ty­be­tu, pod­czas prze­pra­wy przez Gan­ges, roz­bój­ni­cy pró­bo­wa­li złu­pić łódź Mar­py. Gar­dząc śmier­cią rzu­ci­li się w nurt rze­ki i pod­pły­nę­li do nie­go nie­bez­piecz­nie bli­sko. Mar­pa nie mógł nic w owej chwi­li zro­bić, więc po pro­stu me­dy­to­wał na Na­ro­pę sie­dzą­ce­go nad je­go gło­wą. Zbój­cy po­pa­trzy­li w je­go kie­run­ku, po czym zer­k­nę­li jesz­cze raz i za­wróci­li. Nie­wąt­pli­wie zo­ba­czy­li coś, co wy­bi­ło im z gło­wy na­pad na łódź.
Mar­pa, kie­ru­jąc się ku do­mo­wi, naj­pierw udał się do Ne­pa­lu, do mi­strzów Czi­ter­py i Pa­in­da­py, któ­rzy ży­li w do­li­nie Kat­man­du, w dzi­siej­szym Par­ping. Czi­ter­pa zmarł na krót­ko przed­tem i przy­by­ło tam wie­lu współ­prak­ty­ku­ją­cych. Tak, jak póź­niej w in­nych miej­scach w Ne­pa­lu, po­pro­szo­no Mar­pę, by opo­wie­dział o swo­ich prze­ży­ciach i udzie­lił na­uk. Tym ra­zem Mar­pa zo­stał za­pro­szo­ny do wzię­cia udzia­łu w ry­tu­ale Dia­men­to­wej Dro­gi, któ­ry od­by­wał się no­cą na miej­scu pa­le­nia zwłok - da­ło się sły­szeć wy­cie sza­ka­li i in­ne nie­sa­mo­wi­te dźwię­ki. Ze­bra­ni zro­bi­li się ner­wo­wi i chcie­li szyb­ko za­koń­czyć ry­tu­ał. Wów­czas wiel­ki tłu­macz jesz­cze raz uświa­do­mił so­bie do­sko­na­łość swo­ich na­uczy­cie­li i ich cał­ko­wi­tą nie­ustra­szo­ność. Ża­ło­wał, że opu­ścił In­die i po­sta­no­wił tam po­wró­cić. Tej no­cy uka­za­ła mu się jed­nak da­ki­ni i na­ka­za­ła mu, by kon­ty­nu­ował swo­ją po­dróż, gdyż w Ty­be­cie bę­dzie mógł przy­nieść isto­tom więk­szy po­ży­tek.
Od­kąd Mar­pa opu­ścił Ty­bet mi­nę­ły trzy la­ta. Ro­dzi­na i ucznio­wie z nie­po­ko­jem wy­glą­da­li wia­do­mo­ści o nim. Je­den z nich, Mar­pa Go­lek, wy­ru­szył na­wet do Ne­pa­lu, ma­jąc na­dzie­ję cze­goś tam się o nim do­wie­dzieć i spo­tkał go po dro­dze. Wra­ca­jąc do Lho­drag za­trzy­ma­li się, by wy­po­cząć w klasz­to­rze in­ne­go ucznia Mar­py, Me­to­na. Tu­taj mistrz zno­wu udzie­lił ini­cja­cji i na­uk. Wpraw­dzie za­da­wa­no mu py­ta­nia o szcze­gól­ne in­struk­cje, któ­re otrzy­mał tym ra­zem od Na­ro­py, ale zgod­nie z je­go za­le­ce­niem nie ujaw­nił ich tre­ści. Mar­pa Go­lek wy­ru­szył przo­dem do Lho­drag i przy­go­to­wał wiel­ką uro­czy­stość po­wi­tal­ną, na któ­rej Mar­pa opo­wie­dział o swo­ich prze­ży­ciach. Mó­wi się, że hi­sto­rie te tak wzmoc­ni­ły od­da­nie Mar­py Go­le­ka, że od­tąd nie od­stą­pił Mar­py ani na je­den dzień i słu­żył mu do koń­ca ży­cia.

Szcze­gól­ny ro­dzaj po­ła
Pew­ne­go dnia Mar­pa po­sta­no­wił dać uczniom wy­obra­że­nie o szcze­gól­nej for­mie prze­no­sze­nia świa­do­mo­ści, któ­rej się na­uczył: ma­ły go­łąb zmarł wła­śnie z wy­czer­pa­nia i na­uczy­ciel prze­niósł swo­ją świa­do­mość do je­go cia­ła. Cia­ło Mar­py wy­glą­da­ło jak mar­twe, a go­łą­bek był raź­ny jak przed­tem. Ucznio­wie prze­ra­zi­li się i za­czę­li bła­gać Mar­pę, aby po­wró­cił. Do­pie­ro jed­nak wte­dy, gdy je­den z nich skło­nił się z tą proś­bą przed go­łę­biem, ten padł bez ży­cia, a Mar­pa po­now­nie po­wstał. W wie­lu lu­dziach to wy­da­rze­nie obu­dzi­ło wie­le za­ufa­nia do je­go zdol­no­ści. Ale tak, jak to prze­po­wie­dział Na­ro­pa, by­li też ta­cy, któ­rzy mó­wi­li o nim źle. Czo­wo, star­szy brat Mar­py, na­brał za­ufa­nia do la­my do­pie­ro wte­dy, gdy na wła­sne oczy zo­ba­czył po­dob­ny po­kaz prze­ka­zy­wa­nia świa­do­mo­ści, tym ra­zem z ja­gnię­ciem. Tak­że in­ny krew­ny, Cza­­-se, z upo­rem roz­sie­wał na je­go te­mat nie­przy­jem­ne plot­ki - aż do dnia, kie­dy był świad­kiem, jak Mar­pa spra­wił, że je­leń, któ­ry na krót­ko przed­tem uto­nął, wstał i za­czął bie­gać. Cza­­-se po­pro­sił wte­dy o wy­ja­śnie­nie, o co cho­dzi w na­uce, któ­ra gło­si, iż na­le­ży cie­szyć się mię­sem, al­ko­ho­lem i sek­sem, że wy­rze­cze­nie się ich nie przy­no­si po­żyt­ku. Cho­dzi­ło o głów­ną na­ukę Dia­men­to­wej Dro­gi, że ce­lem nie jest po­zby­cie się prze­szka­dza­ją­cych uczuć, ta­kich jak na przy­kład przy­wią­za­nie, ale o to, że­by sta­ły się one czę­ścią dro­gi. Cza­­-se stwier­dził, że nie poj­mu­je, czym mia­ło­by się to róż­nić od za­cho­wa­nia zwy­kłych lu­dzi. „Nic nie zro­zu­mia­łeś - od­po­wie­dział Mar­pa. Pew­nie pa­trząc na ob­ra­zy bud­dów w zjed­no­cze­niu, rów­nież do­strze­gasz zwy­kły sto­su­nek płcio­wy. Róż­ni­ca zaś po­le­ga na tym, że bud­do­wie nie są już ni­czym zwią­za­ni. Ta wie­dza jest pod­sta­wą dla wy­ko­rzy­sta­nia przy­jem­no­ści zmy­sło­wych w Dia­men­to­wej Dro­dze”.
Póź­niej, zgod­nie z za­le­ce­niem Na­ro­py, Mar­pa wraz z ucznia­mi roz­po­czął trzy­let­nie od­osob­nie­nie w swo­im do­mu. W tym cza­sie je­go ucznio­wie, a przede wszyst­kim Dhar­ma Do­de, mie­li otrzy­mać od nie­go wszyst­kie prze­ka­zy. Jed­nak już po ro­ku do­szło do te­go, co Na­ro­pa prze­wi­dział. Dhar­ma Do­de zmarł w wy­pad­ku.

Śmierć Dhar­ma Do­de
W po­bli­żu do­mu Mar­py mia­ła od­być się do­rocz­na uro­czy­stość. Po­nie­waż je­go ro­dzi­na by­ła bar­dzo po­wa­ża­na w tej oko­li­cy, przy­był po­sła­niec z proś­bą, by świę­tu prze­wo­dził oso­bi­ście Mar­pa lub też Dhar­ma Do­de. Dag­me­ma wy­ja­śnia­ła, że jest to nie­moż­li­we, gdyż obaj prze­by­wa­ją na ści­słym od­osob­nie­niu. Jed­nak Dhar­ma Do­de usły­szał tę roz­mo­wę, bo by­ła pro­wa­dzo­na pod oknem je­go po­ko­ju. Idea, że po­wi­nien wziąć udział w uro­czy­sto­ści ja­ko przed­sta­wi­ciel ro­dzi­ny, na do­bre za­go­ści­ła w je­go gło­wie. Zda­wał so­bie spra­wę, że ro­dzi­ce mu na to nie po­zwo­lą, to­też po­sta­no­wił wy­mknąć się ukrad­kiem. Rów­no­cze­śnie miał prze­czu­cie, że wpad­nie w pu­łap­kę. Przez je­go umysł raz po raz prze­wi­ja­ło się po­wie­dze­nie: „Im wyż­sza gó­ra, tym głęb­sza prze­paść. Im wyż­sza wy­gra­na, tym więk­sze ry­zy­ko. Im głęb­sza dhar­ma, tym więk­sze prze­szko­dy”. Wa­ha­jąc się, na­gle usły­szał roz­mo­wę trzech sta­rych ko­biet. By­ły ma­ni­fe­sta­cja­mi Ma­ry, uosa­bia­ją­cy­mi nie­wie­dzę. Sto­jąc przed do­mem, roz­pra­wia­ły o świę­cie. Dhar­ma Do­de od­czuł wiel­ki żal, że na­wet sta­rusz­ki mo­gą wziąć udział w uro­czy­sto­ści, a on nie. To spra­wi­ło, że zde­cy­do­wał się jed­nak pójść.
Kie­dy po­ta­jem­nie wy­kra­dał się z do­mu, wpadł pro­sto w ra­mio­na mat­ki, Dag­me­my. Wpraw­dzie nie uda­ło jej się od­wieść go od za­mia­ru wzię­cia udzia­łu w świę­cie, ale da­ła mu na dro­gę czte­rech to­wa­rzy­szy, mię­dzy in­ny­mi Mi­la­re­pę i Mar­pę Go­le­ka. Przede wszyst­kim jed­nak wzię­ła od nie­go sie­dem ślu­bo­wań. Mu­siał obie­cać, że nie bę­dzie prze­wod­ni­czył w uro­czy­sto­ści, nie przyj­mie pre­zen­tów ja­ko ho­no­ro­wy gość, nie wy­gło­si mo­wy po­wi­tal­nej, nie bę­dzie udzie­lać na­uk, pić pi­wa, że nie po­je­dzie kon­no i jesz­cze przed pół­no­cą wró­ci do do­mu. Jednak oko­licz­no­ści uło­ży­ły się tak nie­po­myśl­nie, że osta­tecz­nie Dhar­ma Do­de zła­mał wszyst­kie sie­dem ślubowań. Z po­cząt­ku wy­krę­cił się ja­koś od prze­wod­ni­cze­nia - wraz ze swo­imi to­wa­rzy­sza­mi usa­do­wił się mię­dzy la­ma­mi i świec­ki­mi. Wkrót­ce jed­nak roz­po­zna­no go. La­mo­wie nie chcie­li sie­dzieć wy­żej niż syn Mar­py i tak szyb­ko uprząt­nę­li swo­je po­dusz­ki, że na­raz Dhar­ma Do­de sie­dział naj­wy­żej, a co za tym idzie, ob­jął prze­wod­ni­cze­nie. Tak też nie mógł wy­bro­nić się przed przy­ję­ciem pre­zen­tów, wy­gło­sze­niem mo­wy, udzie­le­niem od­po­wie­dzi na py­ta­nia o dhar­mę. Mi­la­re­pa na próż­no pró­bo­wał in­ter­we­nio­wać, aż w koń­cu nie po­zo­sta­ło mu nic in­ne­go, jak na­glić do po­wro­tu. W dro­dze po­wrot­nej koń spło­szył się, a Dhar­ma Do­de spadł z nie­go. Po­nie­waż je­go no­ga utknę­ła w strze­mie­niu, ude­rzył o zie­mię gło­wą i roz­bił so­bie czasz­kę na osiem czę­ści.
Kie­dy Mi­la­re­pa, któ­ry po­spie­szył przo­dem, prze­ka­zał Mar­pie złą wia­do­mość, ten, dzię­ki prze­czu­ciom, wie­dział już, że sy­na nie moż­na ura­to­wać. Kie­dy przy­wią­za­ne­go do ko­nia przy­wie­zio­no go do do­mu, Mar­pa zo­ba­czył, w ja­kim sta­nie jest je­go gło­wa i upew­nił się, że Dhar­ma Do­de dłu­go nie po­ży­je. Kie­dy syn le­żał nie­przy­tom­ny, Mar­pa re­cy­to­wał mu na­uki po­ła. Przy­po­mniał mu, że jest nie tyl­ko je­go oj­cem, ale tak­że gu­ru i man­da­lą bud­dów i we­zwał go, by wy­słał swo­ją świa­do­mość do je­go ośrod­ka ser­ca. Po­nie­waż Dhar­ma Do­de nie przy­szedł do sie­bie i nie po­dą­żył za wska­zów­ka­mi Mar­py, Dag­me­ma spró­bo­wa­ła te­go sa­me­go i we­zwa­ła go, by prze­niósł swo­ją świa­do­mość do jej ośrod­ka ser­ca. Kie­dy jed­na z jej łez skap­nę­ła na ucho sy­na, przy­szedł do sie­bie i na­wet jesz­cze raz wstał. Za­czę­to więc po­szu­ki­wa­nia nie­na­ru­szo­nych zwłok ko­goś nie­daw­no zmar­łe­go, w któ­re Dhar­ma Do­de mógł­by prze­nieść swo­ją świa­do­mość. Jed­nak po­za cia­łem bar­dzo sta­rej ko­bie­ty i go­łę­bia nie moż­na by­ło od­szu­kać żad­ne­go zdat­ne­go cia­ła w ca­łej oko­li­cy. Obie moż­li­wo­ści Dhar­ma Do­de od­rzu­cił ja­ko bez­sen­sow­ne. Kie­dy jed­nak po­zo­sta­li ucznio­wie za­czę­li na­bie­rać wąt­pli­wo­ści, co do sku­tecz­no­ści prze­no­sze­nia świa­do­mo­ści, a żad­na in­na al­ter­na­ty­wa nie po­ja­wia­ła się, Dhar­ma Do­de prze­niósł swo­ją świa­do­mość do cia­ła go­łę­bia. Wszy­scy obec­ni zo­ba­czy­li wte­dy bud­dę He­wa­dżrę z or­sza­kiem. Dhar­ma Do­de był obec­ny przy spa­le­niu wła­snych zwłok i w cie­le go­łę­bia krą­żył nad miej­scem kre­ma­cji.
Ja­kiś czas przed­tem zmarł syn pew­nej pa­ry sta­rusz­ków. Mar­pa wte­dy pró­bo­wał ich po­cie­szyć, ra­dząc im, by po­strze­ga­li wszyst­ko ja­ko sen i ilu­zję i nie roz­pa­cza­li. Kie­dy te­raz Dag­me­ma wy­bu­chnęła pła­czem, a po Mar­pie wi­dać by­ło głę­bo­ki żal, sta­rzy lu­dzie przy­po­mnie­li mu je­go wła­sne na­uki, mó­wiąc, że po­wi­nien te­raz wi­dzieć wszyst­ko jak sen. Mar­pa od­parł bez owi­ja­nia w ba­weł­nę, że są tu pew­ne róż­ni­ce: on nie cier­pi z po­wo­du przy­wią­za­nia do ko­goś, kto tyl­ko wy­da­je się re­al­ny, lecz dla­te­go, że Dhar­ma Do­de nie przy­nie­sie już isto­tom ta­kie­go po­żyt­ku, ja­ki by mógł. Ich syn dał­by świa­tu tyl­ko cier­pie­nie, na­to­miast je­go wła­sny, gdy­by nie ten wy­pa­dek, przy­niósł­by nie­zli­czo­nym isto­tom wiel­ki po­ży­tek.

Ti­phu­pa
Dzię­ki zdol­no­ści ja­sno­wi­dze­nia Mar­pa do­strzegł, że w In­diach po­ja­wi­ła się moż­li­wość, by Dhar­ma Do­de kon­ty­nu­ował swo­ją dzia­łal­ność. Dał więc go­łę­bio­wi od­po­wied­nie wska­zów­ki, opi­sał mu dro­gę do miej­sca, gdzie znaj­do­wa­ło się cia­ło trzy­na­sto­lat­ka z ro­dzi­ny bra­mi­nów. Za pierw­szym ra­zem go­łąb zgu­bił dro­gę i wie­czo­rem stru­dzo­ny po­wró­cił. Na­stęp­ne­go dnia znów wy­ru­szył, kie­ru­jąc się do­kład­niej­szy­mi te­raz wska­zów­ka­mi. Tym ra­zem zna­lazł dro­gę i je­go świa­do­mość wstą­pi­ła w cia­ło zmar­łe­go chłop­ca do­kład­nie wte­dy, gdy mia­ła się za­cząć uro­czy­stość kre­ma­cji je­go zwłok. Ku prze­ra­że­niu obec­nych zmar­ły po­wstał i oświad­czył, że wca­le nie umarł. Dhar­ma Do­de na­uczył się tro­chę hin­du­skie­go od Mar­py, więc wszy­scy mu uwie­rzy­li. Oszo­ło­mie­ni ra­do­ścią ro­dzi­ce za­bra­li go do do­mu. Z bie­giem cza­su za­uwa­ży­li u nie­go mnó­stwo do­brych wła­ści­wo­ści i za­in­te­re­so­wa­nie dhar­mą, cze­go przed­tem nie da­ło się do­strzec. W koń­cu Dhar­ma Do­de opo­wie­dział im ca­łą hi­sto­rię. Po­nie­waż „ti­phu” ozna­cza w tej czę­ści In­dii „go­łąb”, na­zwa­no chłop­ca Ti­phu­pą, a ro­dzi­ce po­strze­ga­li go nie jak sy­na, ale jak gu­ru.
Ti­phu­pa stu­dio­wał, me­dy­to­wał i stał się - tak jak to prze­wi­dział Mar­pa - wiel­kim mi­strzem, przy­no­szą­cym po­ży­tek wie­lu isto­tom. Re­czung­pa, któ­ry obok Gam­po­py był głów­nym uczniem Mi­la­re­py, spo­tkał póź­niej Ti­phu­pę pod­czas po­dró­ży do In­dii. Dzię­ki te­mu po­zna­no dal­szy ciąg je­go hi­sto­rii w Ty­be­cie. Po­przez Ti­phu­pę i Re­czung­pę po­wró­ci­ła też do Ty­be­tu pew­na waż­na na­uka. Na­zy­wa­ła się „bez­fo­rem­ne na­uki da­ki­ni” i skła­da­ła się z dzie­wię­ciu czę­ści. Otrzy­mał je od da­kiń Ti­lo­pa, prze­ka­zał je Na­ro­pie, a ten Mar­pie, ale z bar­dzo ści­sły­mi in­struk­cja­mi, co do ich prze­ka­zy­wa­nia. Mar­pa dał pierw­sze czte­ry z nich Mi­la­re­pie i prze­po­wie­dział, że on, lub in­ny dzier­żaw­ca li­nii, przy­nie­sie póź­niej z In­dii po­zo­sta­łe pięć. Za spra­wą Re­czung­py prze­po­wied­nia ta się speł­ni­ła. Otrzy­mał on je od Ti­phu­py, któ­ry, tak jak je­go oj­ciec Mar­pa, do­stał je bez­po­śred­nio od Na­ro­py.
Pod­czas uro­czy­sto­ści ku pa­mię­ci Dhar­ma Do­de ucznio­wie spy­ta­li Mar­pę o przy­szłość li­nii Kar­ma Ka­gyu. Po­pro­sił ich, by uwa­ża­li na swo­je sny w naj­bliż­szym cza­sie. Mi­la­re­pa ja­ko je­dy­ny miał pro­ro­czy sen o wiel­kiej gó­rze śnie­gu, po­nad któ­rą by­ło słoń­ce i księ­życ. Na zbo­czach gó­ry sta­ły czte­ry wy­so­kie ko­lum­ny, a na nich: lew, ty­grys, ga­ru­da (mi­tycz­ny ptak) i sęp. Sęp, ucho­dzą­cy w Ty­be­cie za szcze­gól­ne­go pta­ka, ja­ko że nie za­bi­ja in­nych zwie­rząt, miał wie­le mło­dych, któ­re z cza­sem wy­peł­ni­ły ca­łe nie­bo. Mar­pa ob­szer­nie ten sen zin­ter­pre­to­wał. Od­po­wied­nio do szcze­gól­nych wła­ści­wo­ści, przy­pi­sy­wa­nych po­szcze­gól­nym zwie­rzę­tom, stwo­rze­nia ze snu mia­ły sym­bo­li­zo­wać je­go głów­nych uczniów. By­li to Łan­gne, Ngok­ton Cze­dor, Me­ton Tson­po i Mi­la­re­pa; przy czym sęp ozna­czał Mi­la­re­pę. Gó­rą był Mar­pa, a czte­ry ko­lum­ny ob­ra­zo­wa­ły przy­szłość li­nii.

Prak­ty­ka z ucznia­mi
Śmierć Dhar­ma Do­de jesz­cze do­bit­niej uświa­do­mi­ła wszyst­kim uczniom Mar­py prze­mi­jal­ność i wzmoc­ni­ła ich za­pał do prak­ty­ki. Mar­pa udzie­lał na­uk bar­dzo in­ten­syw­nie: w dzień wy­kła­dał dhar­mę, a w no­cy po­zwa­lał uczniom prak­ty­ko­wać. Uważ­nie ba­dał też po­myśl­ne zna­ki, do­wia­du­jąc się, ja­cy ucznio­wie po­win­ni otrzy­mać po­szcze­gól­ne czę­ści prze­ka­zu. Na przy­kład w pew­nym pro­ro­czym mo­men­cie spraw­dził, czym zaj­mu­ją się je­go ucznio­wie. Tsur­ton Łan­gne prak­ty­ko­wał wła­śnie po­ła, Ngok­ton Cze­dor stu­dio­wał ko­men­ta­rze do tan­try He­wa­dżry, Me­ton Tson­po ćwi­czył „przej­rzy­ste świa­tło”, a Mi­la­re­pa „we­wnętrz­ny żar” (tyb. tu­mo). Od­po­wied­nio do te­go Mar­pa dał wszyst­kim czte­rem roz­le­głe prze­ka­zy wraz z re­li­kwia­mi Na­ro­py. Jednak szcze­gól­nych „szep­ta­nych na­uk da­ki­ni” udzie­lił wy­łącz­nie Mi­la­re­pie. Na­to­miast spe­cjal­ną for­mę prze­ka­zy­wa­nia świa­do­mo­ści otrzy­mał od Mar­py tyl­ko Dhar­ma Do­de i nikt in­ny, więc ta prak­ty­ka w Ty­be­cie się nie za­cho­wa­ła.
Co­raz czę­ściej Mar­pa po­ka­zy­wał też wszel­kie­go ro­dza­ju cu­da. Ucznio­wie wi­dzie­li go ja­ko He­wa­dżrę, Dem­czo­ga, Gu­ja­sa­ma­dżę lub Do­rdże Pa­mo. Py­ta­li mi­strza, jak to moż­li­we, a on od­po­wia­dał je­dy­nie: „Tak to wła­śnie jest”. Do­pie­ro przy­par­ty do mu­ru wy­tłu­ma­czył, że dzie­je się tak wsku­tek po­łą­cze­nia si­ły je­go re­ali­za­cji aspek­tów bud­dy z ich, uczniów, czy­stym wi­dze­niem. In­ni wi­dzie­li go w for­mie ży­wio­łów, ta­kich jak ogień, wo­da, tę­cza, a on wy­ja­śniał to ja­ko efekt spo­ty­ka­nia się ich czy­ste­go po­strze­ga­nia i te­go, że ele­men­ty w je­go we­wnętrz­nym sys­te­mie ener­ge­tycz­nym zo­sta­ły w peł­ni oczysz­czo­ne. Przy jed­nej z ta­kich oka­zji Mar­pa opo­wie­dział, że przy­po­mi­na so­bie, iż w jed­nym z wcze­śniej­szych ży­wo­tów je­chał przez dżun­glę wierz­chem na ty­gry­sie. Być mo­że ozna­cza­ło to, że jest wy­pro­mie­nio­wa­niem ma­ha­si­ddhy Do­mbi He­ru­ki, któ­re­go przed­sta­wia się wła­śnie na grzbie­cie ty­gry­sa. Ob­ja­śnił też, że przy je­go moż­li­wo­ściach prze­no­sze­nia świa­do­mo­ści śmierć nie jest ko­niecz­no­ścią, ale mi­mo to uda się do czy­stych kra­in, po­nie­waż tak za­le­cił mu Na­ro­pa. W owym cza­sie Mar­pa prze­cho­dził przez ścia­ny swe­go do­mu i w ogó­le nie ko­rzy­stał z drzwi. Je­go sy­no­wie żar­to­wa­li, że te umie­jęt­no­ści bar­dzo by się przy­da­ły zło­dzie­jo­wi.

Śmierć Mar­py
W wie­ku 88 lat Mar­pa zmarł. Przy je­go śmier­ci by­ło kil­ku uczniów. Je­go żo­na Dag­me­ma i in­ne je­go part­ner­ki roz­pu­ści­ły się w świa­tło i wpły­nę­ły w ośro­dek je­go ser­ca. Mar­pa i Dag­me­ma uwa­ża­ni są za głów­ne aspek­ty man­da­li ji­da­ma He­wa­dżry, a po­zo­sta­łe ko­bie­ty za dal­sze aspek­ty po­la mo­cy bud­dy O! Dia­ment (tyb. Kje Do­rdże, skt. He­wa­dżra). Cia­ło Mar­py nie zo­sta­ło spa­lo­ne, lecz za­bal­sa­mo­wa­ne. Prze­cho­wy­wa­no je spo­wi­te w je­dwab. Wie­lu lu­dzi przy­by­wa­ło wów­czas i ofia­ro­wy­wa­ło da­ry, aby otrzy­mać część cia­ła Mar­py ja­ko re­li­kwię. Pal O i in­ni sy­no­wie Mar­py by­li rze­czy­wi­ście szczo­drzy w roz­da­wa­niu ich. Kie­dy roz­nio­sło się, że na­wet skó­ra z je­go twa­rzy prze­ka­za­na zo­sta­ła pew­ne­mu klasz­to­ro­wi, Ngok­pa nie wy­trzy­mał. Za­ofe­ro­wał sy­nom Mar­py hoj­ne da­ry za po­zo­sta­ło­ści cia­ła, aby prze­cho­wy­wać je nie­tknię­te. Za­żą­da­li od nie­go przede wszyst­kim ru­bi­no­wej ma­li Na­ro­py, któ­rą po­da­ro­wał mu Mar­pa. W za­mian za ma­lę i po­kaź­ną su­mę Ngok­pa otrzy­mał cia­ło mi­strza. Za­brał je w oko­li­cę Shung i zbu­do­wał wo­kół nie­go stu­pę.
Na­uki, któ­re Mar­pa przy­niósł z In­dii, po dziś dzień za­cho­wa­ły się w czy­stej po­sta­ci. Po­przez Mi­la­re­pę, Gam­po­pę, Kar­ma­pów, Sza­mar­pów i in­nych dzier­żaw­ców li­nii zo­sta­ły, wraz ze zwią­za­nym z ni­mi do­świad­cze­niem, prze­nie­sio­ne do na­szych cza­sów. W ostat­nim stu­le­ciu prze­ka­zy dwu­dzie­stu dzie­wię­ciu naj­waż­niej­szych aspek­tów bud­dy zo­sta­ły ze­bra­ne przez Dziam­go­na Kontr­ula Lo­dro Ta­je w „Ka­gyu Ngag­dzo” - „Skar­bie Mantr Ka­gyu”. Za­wie­ra on tak­że nie­któ­re z na­uk Re­czung­py. Od cza­su do cza­su te trans­mi­sje mo­cy udzie­la­ne są ja­ko se­ria ini­cja­cji - w Eu­ro­pie po raz pierw­szy mia­ło to miej­sce w Da­nii w 1989 ro­ku. Wzię­ło w nich udział oko­ło pięciuset osób. Ini­cja­cji udzie­lił zmar­ły w 1992 ro­ku Dziam­gon Kontr­ul Rin­po­cze. Dzię­ki te­mu, że od cza­sów Mar­py li­nia Ka­gyu utrzy­my­wa­na jest przez nie­prze­rwa­ny łań­cuch urze­czy­wist­nio­nych mi­strzów - przede wszyst­kim przez sie­dem­na­ście in­kar­na­cji bud­dy Kar­ma­py - me­to­dy Dia­men­to­wej Dro­gi ma­ją tę sa­mą moc umoż­li­wia­ją­cą osią­gnię­cie wy­zwo­le­nia i oświe­ce­nia w bar­dzo krót­kim cza­sie, co nie­gdyś. Od nas sa­mych za­le­ży, czy z nich sko­rzy­sta­my.
Wy­da­wa­ło­by się, że w po­rów­na­niu z tym, przez co prze­szedł Mar­pa, otrzy­mać dhar­mę mo­że­my sto­sun­ko­wo ła­two. Jed­nak na­le­ży pa­mię­tać, że choć obec­nie je­ste­śmy w bar­dzo szczę­śli­wym po­ło­że­niu, to nie bę­dzie ono trwać za­wsze, je­że­li te­raz go nie wy­ko­rzy­sta­my. Tyl­ko nie­wie­lu lu­dzi ma tę moż­li­wość, zaś jesz­cze mniej z niej ko­rzy­sta. Tak jak po­wie­dział Mar­pa w jed­nej z za­cho­wa­nych pie­śni: „My­śl­cie o tym, jak trud­no jest otrzy­mać dhar­mę i nie bądź­cie le­ni­wi, tyl­ko prak­ty­kuj­cie”.
Prze­gląd kil­ku naj­waż­niej­szych tantr, któ­re Mar­pa otrzy­mał w In­diach:
Wy­mie­nio­ne tan­try na­le­żą do naj­wyż­szych na­uk dia­men­to­wej dro­gi, tak zwa­nej An­nu­ta­ra­-­tan­try. Aspek­ty bud­dy za­wsze po­ja­wia­ją się tu w zjed­no­cze­niu. Me­to­dy te dzie­li się na tan­try oj­ca, mat­ki i na nie­du­al­ne, w za­leż­no­ści od te­go, nad któ­rym z prze­szka­dza­ją­cych uczuć pra­cu­je­my: nad gnie­wem, przy­wią­za­niem czy nie­wie­dzą.

San­skryt: He­wa­dżra,
Ty­be­tań­ski: Kje Do­rdże,
Pol­ski: O! dia­ment
Oso­bi­sta for­ma me­dy­ta­cyj­na Mar­py, któ­re­go po­strze­ga się ja­ko jej ucie­le­śnie­nie. He­wa­dżra to tan­tra mat­czy­na. W Kar­ma Ka­gyu ucho­dzi za je­den z naj­waż­niej­szych tek­stów do­ty­czą­cych zro­zu­mie­nia dia­men­to­wej dro­gi. W szko­le Sza­kja Kje Do­rdże to głów­ny ji­dam. Po­ja­wia się w róż­nych for­mach: z dwo­ma, cztere­ma, sze­ścio­ma, dwu­na­sto­ma lub szes­na­sto­ma ramio­na­mi, za­wsze w ta­necz­nym zjed­no­cze­niu ze swo­ją part­ner­ką Dag­me­mą (skt. Na­irat­mya, pol. Bez Ego).

San­skryt: Gu­j­as­a­madża
Ty­be­tań­ski: San­gła Du­pa
Pol­ski: Ta­jem­ny nek­tar
Gu­jasa­madża na­le­ży do tan­try oj­ca. Za­zwy­czaj przed­sta­wia­ny jest w po­zy­cji sie­dzą­cej, w zjed­no­cze­niu, z sze­ścio­ma ra­mio­na­mi i czte­re­ma twa­rza­mi.
San­skryt: Ma­ha­ma­ja
Ty­be­tań­ski: Gj­uma Czien­mo
Pol­ski: Wiel­kie złu­dze­nie
Ma­ha­maja to tan­tra mat­czy­na. Ji­dam ten ma­ni­fe­stu­je się naj­czę­ściej w nie­bie­skiej, czte­ro­ra­mien­nej for­mie. Sie­dzi w zjed­no­cze­niu z da­ki­nią bud­dy.

San­skryt: Wa­dżra Ca­thu­pi­ta
Ty­be­tań­ski: Do­rdże Den Szi
Pol­ski: Czte­ry sie­dze­nia
Ca­thu­pi­ta na­le­ży do tan­try mat­ki. Jest w ko­lo­rze nie­bie­skim, z trze­ma twa­rza­mi, sie­dzi w zjed­no­cze­niu ze swo­ją part­ner­ką Je­szie Łang­czuk­mą.

San­skryt: Cza­kra­sam­wa­ra
Ty­be­tań­ski: Kor­lo Dem­czog
Pol­ski: Naj­wyż­sza ra­dość
Cza­kra­sam­wa­ra za­li­cza­ny jest do tantr mat­czy­nych. Me­dy­ta­cje na Dem­czo­ga i je­go part­ner­kę Do­rdże Pa­mo są głów­ny­mi prak­ty­ka­mi w li­nii Ka­gyu.

Mar­pa otrzy­mał prze­kaz ma­ha­mu­dry (tyb. czak czien, pol. wiel­ka pie­częć) za­rów­no od Na­ro­py, jak i Ma­itri­py. Naj­czę­ściej jed­nak wspo­mi­na się o Ma­itri­pie ja­ko o je­go głów­nym, w tym wy­pad­ku, na­uczy­cie­lu. Oba prze­ka­zy po­cho­dzą od bud­dy Do­rdże Czang i by­ły prze­ka­zy­wa­ne przez róż­nych mi­strzów w sta­ro­żyt­nych In­diach, aż ze­spo­lił je Mar­pa. Tak zwa­na „krót­ka” li­nia ma­ha­mu­dry pro­wa­dzi przez Ti­lo­pę i Na­ro­pę, „dłu­ga” przez Lo­dro Rin­czie­na, Sa­ra­hę, Na­gar­dżu­nę, Sza­wa­ri­pę i Ma­itri­pę.

Opracowanie: Ewa Za­cha­ra

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Budda w Silicon Valley - Lama Ole Nydahl | O medytacji - Lama Ole Nydahl | Guru joga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pieśń oddania - Dziamgon Kongtrul Lodro Thaje | Bohater Marpa - Ar­tur Przy­by­sław­ski | Mar­pa, Część II | Siedem Rozkoszy - Gotzangpa | Sześć wyzwalających działań - Lama Ole Nydahl | Współczujące działanie - 16 Karmapa | Nie ma prywatnych stanów umysłu, Część II - Karol Ślęczek | Praca z emocjami - Gerd Boll | O Wojtku co tak pięknie pudże śpiewał co tak pieknie pudże spiewal - Żwirek | Benalmadena Story - impresje budowlańca, podróżnika | Gdańsk - Adam Jankiewicz | Ziemia w Malborku - Ka­sia Do­ma­lew­ska, Ja­rek Fal­kow­ski | W grodzie Kraka i Karola | Dharma w Beskidach | The Stupa House Courier - Jaś Wój­cik |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: