DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 34 -> Gdańsk

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Gdańsk

Adam Jankiewicz
_________

Budowaliśmy, budowaliśmy i … wybudowaliśmy, hurra! Piąte urodziny naszego nowego ośrodka przy ul. Pomorskiej obchodziliśmy hucznie i zarazem uroczyście. Zeszło się ze sto pięćdziesiąt osób, grali DJ-rezydenci kultowego klubu z Sopotu, na tarasie mięso czujących istot, wyraźnie mających z nami związki, rumieniło się na grillu, a barman rozlewał do szklanek złocisty napój i przyrządzał kolorowe shoty. Radości co niemiara...


Aż wierzyć się nie chce, ile rzeczy wydarzyło się przez ostatnie pięć lat. Pamiętam pierwszą wizytę na porośniętej dzikimi chaszczami działce i ruderę ziejącą wilgocią, którą Lama z poważna miną obchodził dookoła, zadając Włodkowi pytania dotyczące ogólnej kondycji budynku... Tymczasem wczoraj, dla zwieńczenia dzieła, Tomek przyklejał na jego piękną elewację ręcznie formowane imitacje antycznej cegły i łupki piaskowca. Niezależnie od położenia geograficznego zawsze wszystko odbywa się bardzo podobnie. Najpierw pojawia się jakiś „szaleniec”, przekonujący, że czas najwyższy przenieść się z pokoju, w którym się medytowało, do miejsca, które będzie nasze własne, niezależne i dostępne przez 24 godziny na dobę. Co ciekawe, natychmiast dołącza do niego większe lub mniejsze grono niepoprawnych zwolenników tego pomysłu i wkrótce zaczynają się działania. Tak to najczęściej jest, że za chwilę znajduje się także miejsce do kupienia i... już spotykamy się na walnym zebraniu sangi, nagle dużo większej, niż nam się wydawało. Po pełnych idealizmu przemowach, gdy mamy wrażenie, że grupie udało się skonsolidować i że razem możemy wszystko, pada cena, która na pierwszy rzut oka, powinna stać się przyczyną natychmiastowego zakończenia obrad i rozejścia się do domów. W Gdańsku było to... mnóstwo tysięcy w ratach, z czego większa część potrzebna na wczoraj... Co się okazało? Że rzeczywiście razem możemy wszystko! W czasie negocjacji cena posesji podskoczyła do... skrajnie wysokiej wartości, ale my wiedzieliśmy już, że nic nas nie powstrzyma. Kupiliśmy Pomorską (budynek o powierzchni użytkowej 300 m2 i działkę 1147 m2) za taką właśnie sumę, i to za gotówkę. Ruszyła budowa i wydawało się, że to dzięki niej pojawiają się coraz to nowe osoby, które po pierwszej wizycie i kilku pytaniach zakasują rękawy i/lub okazują niebywałą szczodrość.

Kiedy wnętrze zostało wykończone, nie trzeba było do niego nikogo zapraszać – samo po prostu wypełniło się aktywnością. Kursy medytacyjne, wykłady, działania fundacji, praca nad książkami i innymi projektami o zasięgu ogólnopolskim, sprawnie działająca biblioteka, mini-kafejka internetowa, wspólne obiadki i oczywiście imprezy. W gompie nie można liczyć na kameralność, bez względu na to, o której godzinie przyjdzie się pomedytować. Szybki rozwój ośrodka idzie w parze z rozwojem ludzi, którzy się w nim spotykają. Wszystko w Gdańsku nabrało takiego tempa i zostało wsparte przez tak liczną grupę, że zaczęliśmy myśleć o podboju terytorialnym. Wyszliśmy więc na ganek i zastanowiliśmy się, który z sąsiadów dla dobra wszystkich istot bardzo chciałby odsprzedać nam kawałek swojej działki...

Nasze spojrzenie padło na stronę północną. Podczas przeglądania map geodezyjnych znaleźliśmy graniczącą z nami działkę (397 m2), należącą do miasta – ogrodzoną i używaną jednak przez sąsiada. Zaczęła się długa i żmudna batalia z urzędniczym betonem. Przeszkody piętrzyły się w sposób wprost proporcjonalny do naszych wysiłków. Wreszcie pomyśleliśmy, że najwyższy czas na ingerencje kogoś, kogo serce pełne jest miłości dla wszelkiego stworzenia, dla kogo przestrzeń stoi zawsze otworem i kto może z niej czerpać do woli. Wybór padł na Tseczu Rinpocze, którego gościliśmy na Pomorskiej jeszcze w trakcie budowy, w lipcu 1999 roku. W czasie błogosławienia ośrodka gompa (73 m2) wypełniła się wówczas ponad dwustuosobowym tłumem rozentuzjazmowanej gawiedzi. Lama pozostawił garść ryżu, którym mieliśmy obsypać budynek po zakończeniu budowy. Kiedy wsiadał do samochodu na żegnających go ludzi spadła nieoczekiwana, letnia ulewa. Powiedział wówczas: „To błogosławieństwo to prezent dla was” i odjechał pozostawiając piękną tęcze dokładnie nad ośrodkiem. Nic więc dziwnego, że telefony i faksy z mapkami poszły w ruch. Wreszcie podczas inauguracji Stupy Cudów w Kucharach kapitan naszej drużyny, wspomniany wyżej Włodek W., wybrał się do domku Rinpocze, by nawiązać do rozpoczętych już rozmów. Na koniec krótkiego spotkania, po wysłuchaniu całej historii, Lama powiedział jedno zdanie: „Obiecuję, że o tym pomyślę”.

Po dwóch tygodniach okazało się, że w urzędzie miasta nastąpiły poważne ruchy kadrowe. Urzędniczka, która miała inną koncepcję na zagospodarowanie tego gruntu, nagle awansowała, a sprawą zajął się kompetentny i życzliwy młody urzędnik. Miesiąc później, dzień przed wizytą Lamy Ole, do płotu podeszła sąsiadka z naprzeciwka i jak gdyby nigdy nic zapytała, czy nie chcemy kupić kawałka jej trawnika. Włodek, jako gentleman nie potrafiący odmawiać kobietom, zawołał w te pędy Karola, który przez przypadek znalazł się właśnie pod ręką i umowa została sporządzona natychmiast, na kolanie. Rzeczony trawnik okazał się wielkości 336 m2 i graniczył z naszą działką. Oczywiście nieodzowne w rozwoju każdego buddysty oczyszczonka pojawiły się niemalże natychmiast. A to działka należy do nieletniej córki, a to obciążona hipoteką, a to niezapłacony podatek od spadku – na wprawne oko sangowych prawników jakieś trzy lata biurokracji... Uporaliśmy się z tym w parę miesięcy! Chwile później dojrzały warunki w urzędzie i kupiliśmy także od miasta ziemię, o którą tak długo zabiegaliśmy. Uff...

Bilans działań i osiągnięć znacząco przerósł nasze oczekiwania czy raczej życzenia. Zaczęło się od ataku na... dużo tysięcy pierwszej raty, a w tej chwili mamy na północy przyczółek z budynkiem, z sangą w sile dużej kompanii i 1880 m2 działki. To wszystko pięć minut od morza, co było główną przyczyną naszej nieograniczonej szczodrości sięgającej już... naprawdę wielkiej liczby tysięcy złotych! Naszej, ponieważ 76 proc. tej sumy to bilety Narodowego Banku Polskiego (58 proc. z nich zgromadzono w Gdańsku, 11 proc. dzięki szczodrości przyjaciół z całego kraju, włączając w to dotację... o dużej wysokości, którą dostaliśmy z klubu „108”). Dalsze 7 proc. to pożyczka z Niemiec, którą regularnie i z mozołem co miesiąc spłacamy, 22 proc. – zielone bilety podarowane przez Lamę Olego dla związków, 2 proc. zaś to inne darowizny pochodzące od przyjaciół z zagranicy.

Oczywiście to nie koniec. Cała gra zaczyna się na nowo, tyle że występujemy w większym, hm... dużo większym składzie. A i zadanie znowu wydaje się sięgać nieba... Gompa stała się za mała, coraz więcej ludzi chce wziąć bezpośredni udział w życiu ośrodka i sangi, i to nie tylko z okolic Gdańska. Kiedy policzyliśmy wszystkie metry, które potrzebne są nam na większą (to znaczy dużą!) gompę, biura, w których rodzić się będą nowe projekty, a dojrzewać stare, na internet, miejsce do wspólnych spotkań, kuchnie, pokoje dla rezydentów i zawsze mile widzianych gości... okazało się, że zbliżyliśmy się niebezpiecznie do okrągłej liczby 1000 (słownie: tysiąca) m2. No, ale skoro wszystko jest możliwe...

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Budda w Silicon Valley - Lama Ole Nydahl | O medytacji - Lama Ole Nydahl | Guru joga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pieśń oddania - Dziamgon Kongtrul Lodro Thaje | Bohater Marpa - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Mar­pa | Siedem Rozkoszy - Gotzangpa | Sześć wyzwalających działań - Lama Ole Nydahl | Współczujące działanie - 16 Karmapa | Nie ma prywatnych stanów umysłu - Karol Ślęczek | Praca z emocjami - Gerd Boll | O Wojtku co tak pięknie pudże śpiewał co tak pieknie pudże spiewal - Z Wojtkiem Tracewskim rozmawia Rafał Żwirek | Benalmadena Story - impresje budowlańca, podróżnika - Żwirek - Rafael Horhe Mendoz | Gdańsk - Adam Jankiewicz | Ziemia w Malborku - Ka­sia Do­ma­lew­ska, Ja­rek Fal­kow­ski | W grodzie Kraka i Karola - Krakowska Sanga | Dharma w Beskidach - Wiadomości z dziedziny nieruchomości | The Stupa House Courier - Jaś Wój­cik | Cytat - Dziamgon Kongtrul Lodro Taje | Szine - Hannah Nydahl |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: