DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 34 -> Budda w Silicon Valley

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Budda w Silicon Valley

Lama Ole Nydahl
_________

Wywiad z XVII Karmapą Taje Dordże
Menlo Park, Kalifornia, 7 września 2003


To przyjemność móc porozmawiać z Tobą podczas Twej pierwszej wizyty w Stanach Zjednoczonych. Jakie są Twoje wrażenia dotyczące Ameryki i ludzi tu żyjących?

Karmapa: W Ameryce wszystko jest olbrzymie... Wielkie drogi, duże samochody, nawet ludzie są duzi...(śmiech). Ale ogólnie otwarci, co jest bardzo ważne dla buddyzmu. Już kiedy byłem bardzo mały, jeszcze mieszkając w Tybecie, chciałem podróżować. Możliwość zobaczenia tak wielu różnych miejsc to dla mnie ekscytująca przygoda. Zawsze kiedy podróżowałem po Europie, albo gdziekolwiek indziej, było to bardzo pouczające. Podróże są źródłem wielu doświadczeń. Tak samo jest tutaj. Nawet jeśli przebywam w jednym miejscu przez dwa miesiące, nadal dużo się uczę. To wspaniałe doświadczenie.

Jakie są najważniejsze cechy buddyzmu?

Karmapa: Buddyzm nie jest tak naprawdę ani religią ani filozofią. To metoda, która umożliwia nam kontakt z naszą prawdziwą esencją, co czyni go tak szczególnym i różnym od wszystkich innych religii. Dzięki buddyjskim środkom możemy urzeczywistnić naturę wszystkich zjawisk. Jak to się mówi: „urzeczywistnić naturę umysłu”. To umysł tworzy ten samsaryczny świat. Z tego powodu stanowi on pojęcie dość istotne. Umysł określa się również jako „naturę wszystkiego”. Składa się na nią cokolwiek widzimy, czujemy czy tworzymy. A więc buddyzm to po prostu praktyczna metoda. Nie jest oparta na słowach, które ktoś wypowiedział, czy na wierze, lecz na faktach. Kiedy używamy jej próbując dotrzeć do prawdy, korzystamy nie tylko z dharmy, lecz odwołujemy się także do innych źródeł mądrości, dzięki którym możemy odnieść korzyści w tym świecie. Jednocześnie jednak nie przywiązujemy się do nich.

Jakie miejsce zajmuje tutaj nauka mówiąca o bodhiczicie – postawie bodhisattwy?

Karmapa: Dla nas, praktykujących zgodnie z naukami linii Karma Kagyu, którzy podążamy ścieżkami mahajany i wadżrajany, bodhiczitta jest bardzo istotna. To dzięki postawie bodhisattwy właśnie wszystko wokół się zmienia. Bodhiczitta to postanowienie, że cokolwiek robimy, nawet jeśli nadal robimy to dla siebie, będziemy czynić z nastawieniem przynoszenia pożytku innym. To jest esencja buddyzmu wadżrajany. Obie ścieżki, które praktykuje się w Karma Kagyu – mahajana i wadżrajana – pracują z tą oświeconą postawą. Droga mahajany jest szeroka i przejrzysta, ale kierujemy się na niej wiedzą pochodzącą z książek, podążamy więc za pewnymi instrukcjami. Wadżrajana to w większej części bezpośrednie metody, dlatego jest bardziej ryzykowna i kusząca. Dochodzimy tu do ostatecznego etapu rozwoju i dopiero z tego punktu spoglądamy wstecz, by zobaczyć, w jaki sposób ten poziom osiągnęliśmy. W szkołach hinajany i mahajany najpierw zasiewamy nasiona, potem je podlewamy i użyźniamy ziemię, aż w końcu otrzymujemy owoc. To bardzo systematyczne podejście. W wadżrajanie próbujemy równocześnie siać i zbierać owoce. Staramy się przybliżyć sobie oba te działania. Tak wykorzystujemy każdy sposób, aby codziennie cieszyć się owocami praktyki.

A więc obieramy sobie cel jako punkt startowy?

Karmapa: Tak. W ten sposób wykorzystujemy narzędzia najbardziej efektywnie.

To tak, jakby użyć inżynierii genetycznej.

Karmapa: (śmiech)

Czy możesz powiedzieć coś więcej o bodhiczicie?

Karmapa: Bodhiczitta to słowo pochodzące z sanskrytu. Po tybetańsku używamy określeń „monpa sem kied” i „jukpa sem kjed”. „Sem” oznacza umysł, a „kjed” stwarzać. Oznaczają one stwarzanie umysłu bodhiczitty zarówno w sposób intencjonalny, jak i rzeczywisty. „Monpa sem kjed” jest intencjonalną praktyką bodhiczitty, a „jukpa sem kjed” to aktywna bodhiczitta. Najpierw trzeba zobaczyć, że samsaryczny świat to cierpienie, a potem, że czujące istoty są uwięzione w tym świecie. Na bazie tego zrozumienia, rozwijamy pragnienie usunięcia cierpienia i obdarowywania wszystkich szczęściem. Nyinje oznacza po tybetańsku „usunąć cierpienie”. To jest dość prosty i podstawowy wgląd. Myślę, że najlepsze angielskie określenia dla niego to „miłująca dobroć” (jampa) i „współczucie” (nyinje). Dawanie ostatecznego szczęścia nie oznacza pracy charytatywnej, ale nauczanie dharmy i pomaganie istotom w zrozumieniu jej znaczenia. Wyjaśniamy więc, jak ją praktykować i jak jej używać. Zarówno intencjonalna, jak i aktywna bodhiczitta są tu niezbędne. Bodhiczitta jest ważna zwłaszcza, wtedy gdy podejmujemy jakąś aktywność w dharmie. Musimy działać dla pożytku innych z takim zaangażowaniem, jakbyśmy robili coś dla siebie. Pomagając innym osiągamy więcej zrozumienia, a pomagając sobie, będziemy w stanie lepiej pomagać innym. To działa w obie strony.

Co to właściwie oznacza „aktywna bodhiczitta”?

Karmapa: Aspiracja do bodhiczitty czy intencjonalna bodhiczitta to postanowienie osiągnięcia stanu oświecenia, natomiast aktywna bodhiczitta to rzeczywiste podążanie drogą do niego. Aktywna bodhiczitta jest także rodzajem odwagi. Tutaj nie tylko czynimy dobre życzenia, a potem uciekamy od problemu, ale rzeczywiście wdrażamy oświeconą postawę w życie. Bierzemy sytuację w swoje ręce i odważnie wchodzimy w nią. Aktywna bodhiczitta to spełnienie Sześciu Paramit (wyzwalających działań).

Czy kiedy Ty udzielasz nauk czy inicjacji, albo kiedy ktoś inny zakłada ośrodek buddyjski, to jest właśnie aktywna bodhiczitta?

Karmapa: Aktywna bodhiczitta to zarówno intencja, jak i działanie. Czego można dokonać bez motywacji? Kiedy budujemy ośrodki, dajemy nauki czy udzielamy inicjacji, albo kiedy medytujemy, potrzebujemy świadomości, że robimy to, by pomóc innym, czyż nie?

Jesteś głową linii Karma Kagyu. Co oznacza „Karma Kagyu”?

Karmapa: „Ka” po tybetańsku oznacza wszystkie instrukcje, a „gyu” to przekaz – od jednego urzeczywistnionego mistrza do następnego. Przekaz pozostaje czysty, przejrzysty i bezbłędny. Linia Karma Kagyu pochodzi od Tilopy i Naropy. Tilopa otrzymał jej przekaz w Indiach, bezpośrednio od Dordże Czang i czterech urzeczywistnionych mistrzów czterech kierunków. Potem dał go Marpie, Marpa Milarepie, a ten Gampopie. On z kolei udzielił przekazu swoim trzem głównym uczniom, przede wszystkim zaś I Karmapie, Dysum Czienpie. I Karmapę nazywano „Khampa Use” – „Kham” to region we wschodnim Tybecie, „pa” oznacza człowiek, a „use” – siwe włosy. Nasza Kamtsang Kagyu rozpoczyna się więc wraz z I Karmapą. Głównymi praktykami tej tradycji są sześć jog Naropy i mahamudra. Mahamudra to sanskryckie słowo, używane w szkole Kagyu. Tybetańskie określenie mahamudry brzmi: „czak dżia czienpo”. Jest to specyficzna nauka naszej linii, a dotyczy medytowania bezpośrednio na umysł. Oczywiście w szkołach Ningma i Gelug istnieją inne określenia mahamudry, takie jak: „tała czienpo”, „uma czienpo” i „dzogpa czienpo”.

Czym różnią się mahamudra i dzogczen?

Karmapa: To są po prostu różne ścieżki. Istnieją różne metody dla różnych ludzi, które są odpowiednio do nich dopasowane. W końcu i tak nie jest ważne, jakich środków użyliśmy, aby osiągnąć urzeczywistnienie. Owoc pozostaje ten sam. To tak, jakby powiedzieć: „Teraz lecę do Frankfurtu i mogę się tam dostać Lufthansą lub United”.

W naszych ośrodkach Diamentowej Drogi, główną praktyką jest guru joga XVI Karmapy. Czy mógłbyś wyjaśnić pożytek jaki płynie z tej praktyki?

Karmapa: Na początku trzeba zrozumieć znaczenie guru jogi. To praktyka na naszego własnego nauczyciela. Chociaż medytujemy również na łagodne lub groźne formy buddów, zaletą guru jogi pozostaje to, że nauczyciel jest ludzką istotą, tak jak my. W ten sposób łatwiej możemy się z nim czy z nią zidentyfikować. Możemy rozwinąć silniejszą więź, zbudować mocniejszy związek. W rzeczywistości bez nauczyciela nigdy nie poznalibyśmy jidama. To lama pokazuje nam czym wszystko jest. Przejmujemy właściwości naszego guru i używamy ich, aby osiągnąć ten sam poziom realizacji, co on. Ponieważ nauczyciel jest człowiekiem jak my, łatwiej nam w czasie praktyki guru jogi otrzymać błogosławieństwo – po prostu dlatego, że nasz umysł staje się bardziej otwarty. Gdyby nie to, moglibyśmy równie dobrze robić guru jogę medytując na kamień. Efekt byłby ten sam. Praktykując na nauczyciela, czujemy się bardziej pewnie. Z drugiej strony nie powinniśmy myśleć o nauczycielu tylko jako o ludzkiej istocie. Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że posiada on określone właściwości. Te właściwości to Trzy Klejnoty. Tak jak Budda nie jest on osobą, ale kimś, kto pokazuje drogę do oświecenia. Poza tym zna dharmę. W końcu – on czy ona – pomaga nam na drodze i dlatego jest wcieleniem sangi. Jeśli będziecie myśleć, że guru joga to praktyka tylko na ciało nauczyciela, pozostanie ona jedynie źródłem samsary. Ciało ludzkie nie charakteryzuje się żadną ostateczną właściwością – to tylko mięso i kości. Poprzez guru jogę nauczyciel umożliwia nam zrozumienie ostatecznego poziomu. Dzięki tej praktyce możemy przejść ostatni odcinek ścieżki – sprawia, że wszystko staje się przejrzyste jak kryształ. Tylko nauczyciel posiada zdolność oddziaływania na nas w ten sposób.

Biorąc pod uwagę nasz stylu życia, guru joga wydaje się odpowiedniejszą praktyką niż na przykład sześć jog Naropy?

Karmapa: Jakąkolwiek praktykę wykonujesz, pozostaje ona ważna. Wszystkie metody są efektywne. Jeśli do jakiejś medytacji masz większe zaufanie, jeżeli wydaje ci się, że coś bardziej do ciebie pasuje, używaj właśnie jej, a wówczas szybciej osiągniesz rezultaty. Rzeczywiście zależą one od tego, co jest bardziej odpowiednie dla nas w konkretnej sytuacji, w konkretnych czasach, nawet kulturze.

Czy możemy jednak osiągnąć realizację wielkich mistrzów bez długich odosobnień i takich praktyk jak sześć jog Naropy?

Karmapa: Kiedy mówimy o sześciu jogach Naropy, myślimy o tych wszystkich skomplikowanych czynnościach, które się w trakcie tych praktyk wykonuje – odczuwamy to jako wielkie obciążenie. Gdy wówczas słyszymy, że jeśli ktoś robi guru jogę, to może osiągnąć ten sam rezultat, to stwierdzimy być może: „Tak, guru joga jest krótka, to jest coś dla mnie!” Z czasem jednak zaczynamy doceniać szczególne właściwości zawarte w sześciu jogach Naropy, na przykład wykonując poła. I rozumiemy, że bez stosowania także tych środków, nie można dotrzeć naprawdę głęboko i urzeczywistnić prawdy w naprawdę krótkim czasie. Od pewnego momentu chcemy więc praktykować sześć jog Naropy, staje się to koniecznością. Dzięki guru jodze „podchodzimy bliżej”, by poczuć smak sześciu jog Naropy, choć nie osiągamy całkowitego ich doświadczenia.

Czy możesz powiedzieć coś o mocy mantry? Jaki płynie pożytek z powtarzania mantry „Karmapa Czienno”?

Karmapa: Używamy mantry Karmapa Czienno w guru jodze XVI Karmapy, aby zbliżyć się do jego poziomu realizacji. Po tybetańsku „karma” oznacza aktywność, a „pa” osobę, która ją wykonuje. Karmapa to zatem po prostu ktoś, kto jest aktywny. Mantra więc sama w sobie pozostaje pewną formą guru jogi.

Czyli wypowiadanie mantry po prostu jest guru jogą?

Karmapa: Może nie zupełnie proste jej powtarzanie. Trzeba także pamiętać o jej znaczeniu. Kiedy powtarzamy mantrę, jesteśmy bardzo blisko esencji Karmapy – przywołujemy jego ciało, mowę i umysł. Jej słowa „niosą” także esencję trzech czasów Karmapy – jego przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Można powiedzieć, że Karmapa, albo jakikolwiek inny nauczyciel, na którego wykonujemy guru jogę, ucieleśnia więc Trzy Klejnoty. Kiedy powtarzamy sześć sylab mantry Kochających Oczu (tyb. Czenrezig) – „Om Mani Peme Hung” – także otwieramy nasze umysły na jego ponadczasowe właściwości. Kiedy Czenrezig przyjął ślubowanie bodhisattwy i rozpoczął swoją aktywność, uczynił silne życzenia, aby każdy, kto powtórzy tę mantrę, otrzymał błogosławieństwo. To samo dotyczy Karmapa Czienno.

Każdy Karmapa ogłasza siebie Karmapą. Ty zrobiłeś to samo, kiedy byłeś małym dzieckiem?

Karmapa: Tak, rzeczywiście tak było.

Czy powiedziałbyś, że to było silne przekonanie?

Karmapa: Tak. Miałem silne poczucie, że mógłbym zrobić coś dobrego, po prostu dobrego, że mógłbym wykonywać aktywność dharmy i podjąć wyzwanie nauczania. Byłem o tym bardzo mocno przekonany. Byłem wtedy bardzo mały i nie wiedziałem, co to odczucie właściwie oznacza. Ale było bardzo silne... Zacząłem to rozumieć, kiedy miałem sześć czy siedem lat. Dzięki mojej praktyce mogę teraz powiedzieć, że jestem w stanie kontynuować pracę poprzedniego Karmapy, że mam do tego odpowiednie zdolności. Czuję to. Tak, mogę powiedzieć, że jestem Karmapą. Karmapa po prostu oznacza osobę, która wykonuje pewną aktywność.

Czy masz pewność, że jesteś w stanie przejąć jego zadanie?

Karmapa: Tak, w przeciwnym razie byłbym tylko kolejną osobą, która twierdzi, że jest Karmapą. Stwierdzenie: „Jestem Karmapą”, nie wystarcza. Aby rozpoznać Karmapę, potrzebny jest dowód. Osobę, która jest odpowiedzialna za rozpoznanie go, kosztuje to wiele pracy i intensywnej medytacji.

W Twoim przypadku był to Szamar Rinpocze?

Karmapa: Tak, dokonał tego Szamar Rinpocze z pomocą jeszcze innego lamy.

Teraz jesteś w zupełnie innym środowisku niż to, które pamiętasz z Tybetu. Czy tęsknisz do miejsca, w którym się wychowałeś? Czy masz uczucie, że chciałbyś tam wrócić?

Karmapa: Kto wie, może wrócę tam kiedyś jako wolny człowiek? Spędziłem większość dzieciństwa w Lhasie, ale nie tęsknię zbytnio za nią. To za czym tęsknię, to cisza Wschodniego Tybetu – jego łąki i góry...

Czy sądzisz, że buddyzm w Tybecie zanika?

Karmapa: Niezupełnie. Wielu nauczycieli nadal tam żyje i wielu ludzi pracuje tam z dharmą. Jeśli spojrzymy na historię, nauki buddyjskie pochodzą z Indii. Dopiero później rozprzestrzeniły się w Tybecie, potem w Chinach, w Europie... W Indiach nadal pozostały pewne ślady buddyzmu. W Tybecie istnieje na pewno silna jego podstawa. Może więc kiedyś buddyzm znowu tam zakwitnie.

Twój ojciec jest wysokim lamą szkoły Ningma. Czy możesz nam powiedzieć, jaki miał na Ciebie wpływ, kiedy byłeś dzieckiem?

Karmapa: Miał na mnie bardzo silny wpływ. Myślę, że to, że byłem właśnie jego synem, ułatwiło mi kontakt z dharmą. W dużym stopniu zawdzięczam to również mojej matce. Ponieważ mój ojciec jest wysokim lamą i posiada głęboką wiedzę, nauczyłem się dużo więcej i rozwinąłem się szybciej, niż miało to miejsce w przypadku innych dzieci.

Czy uczył Cię medytować?

Karmapa: Nie. Przede wszystkim uczył mnie czytać i pisać. Nie miałem wtedy nauczyciela, nie chodziłem do szkoły, ponieważ moi rodzice uważali, że to niebezpieczne. Już kiedy byłem bardzo mały, w jakiś sposób posiadali pewne zrozumienie tego, kim jestem. Tak więc to mój ojciec i wuj nauczyli mnie wszystkiego.

Czy miałeś warunki do uczenia się w domu?

Karmapa: Tak, byłem szczęściarzem. Kiedy opuściłem Tybet, wiedziałem już całkiem sporo. Oczywiście nie miałem komputera, ale znałem na pamięć wiele świętych tekstów.

Kim są Twoi główni nauczyciele teraz i czy możesz powiedzieć coś o ich właściwościach?

Karmapa: Prawie każdy z moich nauczycieli ma jakieś szczególne właściwości – miałem dużo szczęścia spotykając tak wielu doskonałych mistrzów. Otrzymałem inicjacje od Szamara Rinpocze, Czobdzie Tri Rinpocze, Luding Kenczen Rinpocze, Beru Czjentse Rinpocze, Ken Trinlej Paldziur Rinpocze i Peba Tulku. Topga Rinpocze, Sempa Dordże i Kenpo Czodrak uczyli mnie buddyjskiej filozofii. Czasami spędzam kilka miesięcy medytując na odosobnieniu. To jest dość ważne, ponieważ wiedza nie wystarcza, potrzebne jest doświadczenie wiedzy.

Gdzie otrzymałeś zachodnie wykształcenie?

Karmapa: Nie uczęszczałem do żadnej szkoły, ale dowiedziałem się sporo od moich nauczycieli angielskiego. Uczyłem się tego języka od kilku osób, między innymi od Amerykanina Marka Czeliszczewa, od pewnej damy z Ambasady Nowej Zelandii w New Delhi, od Profesora Sprigg’a – Szkota z silnym brytyjskim akcentem oraz Shona i Stewarta Jarvis z Australii. Dzisiaj można też zdobyć wiele informacji przy pomocy nowoczesnych technologii, takich jak internet. Mimo że wiem już całkiem sporo, nadal mi to nie wystarcza. Chcę nauczyć się jeszcze więcej. Na świecie istnieje nieograniczona ilość mądrości. Nauka to niekończący się proces.

Czy możesz opowiedzieć nam o ostatnich inicjacjach należących do zaginionych tantr, pochodzących od Marpy, które otrzymałeś od Luding Kenczen Rinpocze? Dlaczego owe tantry uważa się za tak cenne?

Karmapa: Szamar Rinpocze prosił kilka razy Luding Kenczen Rinpocze, aby przekazał mi te inicjacje, ale trudno było znaleźć na to czas w Indiach, gdzie Luding Keczen Rinpocze podejmuje bardzo wiele działań. Kiedy zaplanował podróż do Seattle, zdecydowaliśmy, że to doskonała okazja do otrzymania tych ważnych przekazów. To są ukryte nauki, których nie było w naszej linii od dwóch wieków. Na szczęście były praktykowane w linii Siakja. Otrzymałem dwadzieścia dwie z nich; kilku nie zdążyłem przyjąć z powodu naszego planu podróży. Zresztą przekazanie owych dwudziestu dwóch inicjacji kosztowało Rinpocze i tak bardzo wiele wysiłku. Musiał praktykować po sześć godzin każdego dnia, aby najpierw przygotować się do każdej inicjacji, a potem dwie godziny albo więcej, aby ją przekazać. Dłuższe inicjacje zabierały nam po dwa dni.

Dlaczego tak ważne jest przekazywanie tych inicjacji dalej?

Karmapa: Aby została zachowana jak największa różnorodność metod. Przekazy mocy posiadają taką samą esencję, ale mają inne właściwości. Aby przekazać jakąś inicjację publicznie, trzeba otrzymać ustne wskazówki i inicjację, a potem osiągnąć pewną realizację danej praktyki. Musi więc istnieć ktoś, kto ma czas, by te medytacje praktykować, zrealizować i przekazać dalej.

Czy sądzisz, że istnieją uczniowie, którzy będą w stanie praktykować te tantry w dzisiejszych czasach?

Karmapa: Powiedziałbym, że tak. Każdy mógłby je praktykować. Powinniśmy ich używać, a nie tylko zachowywać je na przyszłość.

Ale czy praktycznie jest to możliwe?

Karmapa: Każdy powinien znaleźć właściwy moment i czas na praktykowanie ich. To jest tak samo, jak ze stwierdzeniem, że każdy ma naturę buddy. W ogrodzie istnieją różne rodzaje owoców, ale można je zjeść dopiero wtedy, kiedy są dojrzałe. Jeśli ktoś zje je wcześniej, wówczas okaże się, że są gorzkie i ciężkostrawne.

Więc to zależy indywidualnie od praktykującego, od tego, czy jest on gotowy, by zastosować te metody?

Karmapa: Tak. Jednak nawet jeśli uczniowie nie są jeszcze gotowi, nauczyciel powinien starać się stworzyć jak najlepsze warunki, dzięki którym medytacje te mogłyby być praktykowane. Dlatego właśnie mamy ośrodki dharmy.

Jak wyobrażasz sobie swoją aktywność jako XVII Karmapy?

Karmapa: To jeszcze długa droga. Wiele wyzwań przede mną. Na razie robię pierwsze kroki, ale myślę, że to, co przyniesie przyszłość, będzie bardzo interesujące.

Jak ważne jest dla Karmapy przeprowadzenie ceremonii Czarnej Korony?

Karmapa: Ta ceremonia była kiedyś bardzo ważna. Tradycja ta trwała do czasów XVI Karmapy. Dzisiaj pozostaje jednak tylko tradycją, niczym więcej. Dla mnie nie jest to tak ważne. Możemy odzyskać koronę, ale jeśli sprawy potoczą się inaczej, nie zrobi to większej różnicy. Mówi się, że Czarna Korona symbolizuje aktywność Karmapy. Dawniej była to prawda. Teraz nadeszły jednak takie czasy, że nawet czapka baseballowa może otworzyć czyjś umysł. To tak, jak z klamką u drzwi – każda je otwiera.

Wewnątrz linii Kagyu istnieją różne style, co czasami doprowadza do podziałów w sandze. Czy jako głowa linii będziesz starał się zjednoczyć ludzi pomimo odmiennych poglądów, czy raczej zaakceptujesz tę różnorodność praktykujących, uważając całą sytuację za naturalną?

Karmapa: To naturalne, że istnieją niewielkie różnice. W czasach, gdy nauczał Budda, wszyscy rozumieli jego nauki jednakowo. Kiedy odszedł, wraz z upływem czasu powstawało coraz więcej różnic. Odmienne sposoby praktykowania to dobra rzecz, dopóki pozostają efektywne i pomagają ludziom. Jednak jeśli pojawiają się podziały, powinno się im przeciwdziałać. Unowocześnianie sposobu nauczania może być wskazane. Nie chodzi jednak o tworzenie nowych nauk, lecz o wyjaśnianie tej samej esencji w nowocześniejszy sposób.

Co sprawia, że metody Diamentowej Drogi są tak wyjątkowe?

Karmapa: Powiedziałbym, że to pytanie nie jest właściwie postawione. Możesz odnaleźć coś wyjątkowego we wszystkich innych metodach buddyjskich. Diamentowa Droga to bardzo nowoczesna ścieżka, szczególnie efektywna na Zachodzie – już teraz przynosi zauważalne rezultaty, na przykład w Europie. Mamy tam wielu praktykujących i sporo ośrodków. Ludzie ci nie tylko podążają ścieżką, ale także mogą ją zrozumieć, co jest najważniejsze. W tym sensie Diamentowa Droga jest bardzo odpowiednia dla dzisiejszych czasów. Prawdopodobnie bardziej pasuje do zachodniego umysłu niż inne ścieżki. Być może dlatego stała się wyjątkowa.

Rozwój Diamentowej Drogi w Europie jest w dużym stopniu związany z aktywnością Lamy Olego Nydahla. Jak sądzisz, dlaczego osiągnął on tak dobre rezultaty?

Karmapa: Myślę, że lama Ole pozostaje wspaniałym przykładem dla wszystkich. Obserwując jego aktywność możecie zobaczyć, jak wiele potrafi zdziałać jeden człowiek. Zanim został buddystą, był bardzo dziki. Lecz, gdy raz dotrze się do natury Buddy, można poruszyć góry.

Czy możemy zadać Ci osobiste pytanie? Czy trudno jest znajdować się zawsze w centrum uwagi?

Karmapa: W pewien sposób się do tego przyzwyczaiłem (śmiech). Czasami może to być irytujące, ale w niektórych kulturach to objaw szacunku i towarzyszą mu najlepsze intencje. W Ameryce Północnej i w Europie odbywa się to łatwiej, w bardziej rozluźnionej atmosferze.

Jak powinniśmy się do Ciebie zwracać? Czy Twoi uczniowie powinni mówić do Ciebie „Wasza Świątobliwość”?

Karmapa: Jakiegokolwiek zwrotu użyjecie, nie mam nic przeciwko temu. Imię Karmapa jest w porządku; to bardzo proste. Myślę, że powinno wystarczyć.

Co z robieniem pokłonów przed nauczycielem?

Karmapa: Kłanianie się jako pozdrowienie zależy od kultury. W Azji pozostaje jej częścią. Na Zachodzie czasami wygląda niezręcznie, możemy więc je pominąć. Kiedy otrzymuję inicjacje, robienie pokłonów jest dla mnie koniecznością. W odpowiedniej sytuacji stanowi oznakę szacunku. Nie powinniśmy jednak bić pokłonów bez powodu. Cokolwiek robimy będąc buddystami, powinniśmy czynić to z odpowiednim zrozumieniem.

Jak widzisz przyszłość linii Karma Kagyu?

Karmapa: Nasza przyszłość wygląda bardzo dobrze (Karmapa się uśmiecha). Mamy ludzi naprawdę zainteresowanych dharmą – nie pozostają jedynie zwolennikami buddyzmu, ale również posiadają zrozumienie nauk. To jest dobra podstawa dla dalszego rozwoju.

Dziękujemy bardzo.

Opracowanie: Gosia Pellarin, Alyson Talley, Tomek Lehnert, Brooke Webb, Kasia Biała

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Budda w Silicon Valley - Lama Ole Nydahl | O medytacji - Lama Ole Nydahl | Guru joga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pieśń oddania - Dziamgon Kongtrul Lodro Thaje | Bohater Marpa - Wywiad z Lamą Ole Nydahlem | Mar­pa | Siedem Rozkoszy - Gotzangpa | Sześć wyzwalających działań - Lama Ole Nydahl | Współczujące działanie - 16 Karmapa | Nie ma prywatnych stanów umysłu - Karol Ślęczek | Praca z emocjami - Gerd Boll | O Wojtku co tak pięknie pudże śpiewał co tak pieknie pudże spiewal - Z Wojtkiem Tracewskim rozmawia Rafał Żwirek | Benalmadena Story - impresje budowlańca, podróżnika - Żwirek - Rafael Horhe Mendoz | Gdańsk - Adam Jankiewicz | Ziemia w Malborku - Ka­sia Do­ma­lew­ska, Ja­rek Fal­kow­ski | W grodzie Kraka i Karola - Krakowska Sanga | Dharma w Beskidach - Wiadomości z dziedziny nieruchomości | The Stupa House Courier - Jaś Wój­cik | Cytat - Dziamgon Kongtrul Lodro Taje | Szine - Hannah Nydahl |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: