DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 34 -> Bohater Marpa

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Bohater Marpa

Ar­tur Przy­by­sław­ski
_________

Wywiad z Lamą Ole Nydahlem


Ar­tur: Za każ­dym ra­zem, kie­dy mó­wisz o Mar­pie, na­zy­wasz go bo­ha­te­rem...
La­ma Ole: Na­zy­wam go bo­ha­te­rem świa­do­mie, po­nie­waż nie­ustra­szo­ność jest tym aspek­tem je­go pra­cy, o któ­rym czę­sto się za­po­mi­na. Dzie­je się tak, po­nie­waż in­sty­tu­cje mo­na­stycz­ne, któ­re zaj­mo­wa­ły się spi­sy­wa­niem ży­cio­ry­sów wiel­kich na­uczy­cie­li, zna­ły wie­le słów dla opi­sów re­li­gij­ne­go wy­rze­cze­nia, lecz po­sia­da­ły nie­wie­le zro­zu­mie­nia dla chwa­ły od­wa­gi.
Nawet Kalu Rinpocze zdołał mnie rozczarować, gdy w 1970 roku mówiąc o Marpie użył sformułowania „stary dzia­dek Mar­pa”. Naj­wy­raź­niej na­wet on, po­chodzą­cy z kra­ju Kham­pów - dzi­kich wo­jow­ni­ków ze wschod­nie­go Ty­be­tu - utra­cił sza­cu­nek dla gwał­tow­nego i na­tych­mia­sto­we­go dzia­ła­nia.
W grun­cie rze­czy zro­zu­mia­łe jest, że lu­dzie nie­ustan­nie ogra­ni­cza­ni przez klasz­tor­ne re­gu­ły mo­gą mieć po­czu­cie, iż ich ofia­ra da­je im pra­wo do zaj­mo­wa­nia szcze­gól­nej po­zy­cji w spo­łe­czeń­stwie. Ludz­kie jest rów­nież to, że na sku­tek ta­kiej sy­tu­acji są w pe­wien spo­sób prze­ko­na­ni, że ci, któ­rzy cie­szą się bo­gac­twem ży­cia, są w mniej­szym stop­niu pro­fe­sjo­na­li­sta­mi - że są jak dzie­ci i po­trze­bu­ją bar­dziej zdy­scy­pli­no­wa­ne­go sty­lu ży­cia. Jed­no­cze­śnie wy­bu­chy ich mo­cy, czy też wręcz ochron­nej ener­gii, nie­któ­rzy lu­dzie od­bie­ra­ją ja­ko nie­cy­wi­li­zo­wa­ne czy wręcz szko­dli­we
To, cze­go do­wie­dzie­li­śmy się o Mar­pie z ust­ne­go prze­ka­zu na prze­strze­ni lat, któ­re spę­dzi­li­śmy w Hi­ma­la­jach, mia­ło for­mę epic­kiej opo­wie­ści o nie­zwy­kle sil­nym czło­wie­ku. Kie­dy do­ra­stał, oko­licz­ni lu­dzie za­uwa­ży­li je­go su­ro­wą si­łę i mó­wi­li: „Je­że­li wy­ro­śnie na do­bre­go czło­wie­ka, bę­dzie na­praw­dę wspa­nia­ły, ale je­że­li sta­nie się zły, bę­dzie­my się mu­sie­li prze­pro­wa­dzić do innej do­li­ny”.
W stro­nach, w któ­rych miesz­kał Mar­pa, do wy­bo­ru by­ły tyl­ko trzy za­ję­cia - moż­na by­ło zo­stać pa­ste­rzem, zło­dzie­jem al­bo la­mą. Ja­ko in­te­li­gent­ny chło­pak Mar­pa uznał, że naj­bar­dziej in­te­re­su­ją­cy jest z pew­no­ścią za­wód la­my. W owych cza­sach w Ty­be­cie nie moż­na się by­ło jed­nak wie­le na­uczyć, po­nie­waż więk­szość pra­cy, któ­rą wy­ko­nał Gu­ru Rin­po­cze, zo­sta­ła znisz­czo­na przez sza­ma­ni­stów 250 lat wcze­śniej, oko­ło 800 ro­ku. Tak więc Mar­pa mu­siał udać się po na­uki do In­dii, po­nie­waż tam­tej­si jo­gi­ni i in­ni na­uczy­cie­le by­li naj­bar­dziej skłon­ni do dzie­le­nia się swo­ją wie­dzą. Po­nie­waż mu­zuł­ma­nie za­bi­ja­li ich w cza­sie czę­stych in­wa­zji, po­dob­nie jak nisz­czy­li bud­dyj­skie książ­ki i po­są­gi, cho­dzi­ło rów­nież o uchro­nie­nie bud­dyj­skiej kul­tu­ry przed za­po­mnie­niem.
Dziś, gdy chce się prze­kro­czyć Hi­ma­la­je, wy­star­czy zna­leźć trzeź­we­go kie­row­cę i po­ko­nać kil­ku twar­do­gło­wych urzęd­ni­ków, lecz w cza­sach Mar­py by­ło to bar­dzo ry­zy­kow­ne przed­się­wzię­cie. Na przy­kład sto lat wcze­śniej Ty­be­tań­czy­cy po­sta­no­wi­li przy­jąć re­li­gię i al­fa­bet z In­dii, po tym jak przy­ję­li już pra­wie wszyst­ko in­ne od Chiń­czy­ków. W tym ce­lu wy­sła­li 108 mło­dych lu­dzi z Wy­ży­ny Ty­be­tań­skiej do In­dii, lecz tyl­ko ośmiu z nich po­wró­ci­ło. Dla­te­go przedar­cie się trzy­krot­nie przez Hi­ma­la­je by­ło nie la­da osią­gnię­ciem i jest do­wo­dem wy­trzy­ma­ło­ści Mar­py, szcze­gól­nie, że ostat­nią po­dróż od­był już w po­de­szłym wie­ku. W cza­sie jed­nej z tych po­dró­ży, osią­gnąwszy kon­tro­lę nad swy­mi we­wnętrz­ny­mi ener­gia­mi, po­tra­fił wska­zać pal­cem na ata­ku­ją­cych go nie­przy­ja­ciół, któ­rzy w tym mo­men­cie pa­da­li na zie­mię plu­jąc krwią Sta­no­wi­ło to osią­gnię­cie dość szcze­gól­ne. Cho­ciaż Mar­pa po­cho­dził z wy­so­kich gór Ty­be­tu, w któ­rych pa­no­wał ark­tycz­ny kli­mat, spę­dził w su­mie po­nad 16 lat w tro­pi­ku pół­noc­nych In­dii, gro­ma­dząc nasz prze­kaz Ka­gyu. Ozna­cza to z pew­no­ścią, że po­sia­dał wię­cej wła­ści­wo­ści bar­dziej he­ro­icz­nych niż te, któ­re su­ge­ro­wał­by sza­cow­ny skąd­inąd ty­tuł „tłu­macz” (tyb.: lot­sa­ła). Dla mnie Mar­pa jest naj­sil­niej­szym czło­wie­kiem o nie­wzru­szo­nym umy­śle, któ­re­mu ufa się od ra­zu przy pierw­szym spo­tka­niu. Był po­za wszel­ki­mi gra­mi, jak ska­ła, był praw­dzi­wym bo­ha­te­rem Dia­men­to­wej Dro­gi.
Ar­tur: Mó­wisz czę­sto, że styl ży­cia Mar­py jest przy­kła­dem dla no­wo­cze­snych bud­dy­stów. Sły­szy­my od Cie­bie, że je­ste­śmy Mar­pa Ka­gyu...
La­ma Ole: Tak i jest to no­we od­kry­cie. Z po­wo­du rzu­ca­ją­cej się w oczy obec­no­ści in­sty­tu­cji mo­na­stycz­nych i ich dys­cy­pli­ny, są­dzi­li­śmy przez wie­le lat, że ich prze­kaz jest je­dy­nym i prze­ję­li­śmy rów­nież w du­żym stop­niu styl Dhag­po Ka­gyu, co ozna­cza trans­mi­sję Ka­gyu po­cho­dzą­cą od Gam­po­py, pierw­sze­go mni­cha w na­szej szko­le. Po­mi­mo że Gam­po­pa był bar­dzo od­da­ny swe­mu na­uczy­cie­lo­wi Mi­la­re­pie i po­sia­dał wie­le szcze­gól­nych wła­ści­wo­ści, a tak­że był naj­wy­raź­niej cał­ko­wi­cie po­zba­wio­ny prze­szka­dza­ją­cych uczuć, je­go po­dej­ście nie pa­su­je do sy­tu­acji lu­dzi ży­ją­cych po­za tra­dy­cyj­ny­mi kra­ja­mi Wscho­du i po­za Fran­cją, gdzie prze­kaz rów­nież po­sia­da za­bar­wie­nie głów­nie mo­na­stycz­ne. Dla an­glo­ame­ry­kań­skie­go, ger­mań­skie­go i sło­wiań­skie­go Za­cho­du, po­dob­nie jak dla Włoch oraz nie­któ­rych ośrod­ków w Ame­ry­ce Ła­ciń­skiej, waż­nym przy­kła­dem jest nie­wąt­pli­wie Mar­pa. Styl ży­cia Mi­la­re­py pró­bu­ją na­śla­do­wać prak­ty­ku­ją­cy z bar­dzo nie­wie­lu in­nych spo­łecz­no­ści i kra­jów, lecz Mar­pa sta­no­wi za­rów­no przy­stęp­ny, jak też pe­łen zna­cze­nia wzór dla wszyst­kich tych, któ­rzy pra­gną prze­kształ­cić swo­je bo­ga­te, nie­ogra­ni­czo­ne ce­li­ba­tem ży­cie w dro­gę do oświe­ce­nia.
Ta­ki styl ma szan­sę do­trzeć do nie­zli­czo­nej licz­by lu­dzi, któ­rzy bu­du­ją i chro­nią na­sze spo­łe­czeń­stwa, za­rów­no ży­wią klasz­to­ry jak też bez­po­śred­nio urze­czy­wist­nia­ją na­uki (to sfor­mu­ło­wa­nie jest lep­sze od sło­wa „jo­gin”) oraz za­kła­da­ją ro­dzi­ny. Po­nad­to je­ste­śmy Mar­pa Ka­gyu, po­nie­waż je­ste­śmy wy­kształ­co­ny­mi, prak­tycz­ny­mi ludź­mi, któ­rzy pra­gną, że­by świat roz­wi­jał się w pe­łen zna­cze­nia spo­sób. Ścież­ki urze­czy­wist­nia­ją­cych i lu­dzi świec­kich jed­no­czą się dzię­ki abs­trak­cyj­ne­mu i kry­tycz­ne­mu my­śle­niu, ja­kie­go na­ucza się w na­szych spo­łe­czeń­stwach oraz bo­gac­twu i wol­no­ści, któ­re za­pew­nia­ją nam dzi­siaj róż­ne wspa­nia­łe urzą­dze­nia.
Moi ucznio­wie są ludź­mi świec­ki­mi, kie­dy za­ra­bia­ją pie­nią­dze i wy­ko­nu­ją in­te­re­su­ją­ce za­wo­dy, na­to­miast jogi­na­mi są ze wzglę­du na spo­sób po­strze­ga­nia świa­ta, wspól­ne ży­cie i po­dró­żo­wa­nie z jed­ne­go kur­su na dru­gi. Dwu­stu pięć­dzie­się­ciu czte­rech re­guł prze­zna­czo­nych dla mni­chów i trzy­stu pięć­dzie­się­ciu dla mni­szek nie moż­na zmie­nić, po­nie­waż zo­sta­ły prze­ka­za­ne przez same­go Bud­dę, na­to­miast róż­no­ra­kie me­to­dy Mar­py i Mi­la­re­py spo­ty­ka­ją się obec­nie i przy­no­szą po­ży­tek więk­szej licz­bie lu­dzi, niż mia­ło to miej­sce kie­dy­kol­wiek przed­tem.
Ar­tur: Czy ist­nie­ją lub ist­nia­ły ja­kieś zna­ne in­kar­na­cje Mar­py? W pro­lo­gu do „Ży­cia Mar­py” jest po­wie­dzia­ne, że był on daw­niej zna­ny ja­ko Do­mbi He­ru­ka w In­diach i był ema­na­cją Sa­man­ta­bha­dry, a to nie jest głów­na for­ma me­dy­ta­cyj­na w na­szej szko­le.
La­ma Ole: W rze­czy­wi­sto­ści to Mi­la­re­pa jest zna­ny ja­ko ema­na­cja Do­mbi He­ru­ki. Mar­pa był O! Dia­men­tem (tyb. Czie Do­rdże, skt. He­wa­dżra). Był w zjed­no­cze­niu z Nie Ego (tyb. Dag­me­ma, skt. Ny­irat­ma) i ota­cza­ło go osiem in­nych da­kiń z je­go po­la mo­cy. Wie­lu lu­dzi z pew­no­ścią czu­je się za­in­spi­ro­wa­nych je­go przy­kła­dem i kon­ty­nu­uje je­go spo­sób ży­cia, któ­ry jest pra­wie nie­unik­nio­ny, je­śli utrzy­mu­je­my po­gląd Wiel­kiej Pie­czę­ci i cie­szy­my się świa­tem.
Po­win­ni­śmy jed­nak uwa­żać, że­by nie mó­wić za wie­le o „in­kar­na­cjach”. Mi­la­re­pa nie lu­bił te­go, twier­dził, że osła­bia to zdol­ność dhar­my do prze­kształ­ca­nia ludz­kich umy­słów, że szan­sę ma­ją wszy­scy i na­le­ży ich in­spi­ro­wać do te­go, że­by po pro­stu sta­ra­li się naj­le­piej jak po­tra­fią. Gdy po raz pierw­szy od­czu­je się smak po­na­do­so­bi­stych po­zio­mów umy­słu, po­tem już peł­ne wol­no­ści i ra­do­sne do­świad­cze­nia bę­dą się roz­prze­strze­nia­ły i wzra­sta­ły, z ży­cia na ży­cie.
Ar­tur: Ja­kie prze­ka­zy spro­wa­dził Mar­pa do Ty­be­tu?
La­ma Ole: Mar­pa spę­dził w In­diach i Ne­pa­lu szes­na­ście lat i owe cza­sy, kie­dy to ini­cja­cje by­ły prze­ka­zy­wa­ne w swo­bod­ny spo­sób, przy­nio­sły po­ży­tek je­mu sa­me­mu i nam wszyst­kim. Dzier­żaw­cy tych ini­cja­cji by­li tak szczo­drzy, po­nie­waż chcie­li uchro­nić je przed za­gi­nię­ciem na sku­tek cią­głych in­wa­zji mu­zuł­ma­nów. Dla­te­go Mar­pa otrzy­mał od Na­ro­py za­rów­no dro­gę bez­fo­rem­ną jak też dro­gę me­tod, któ­ra pro­wa­dzi do na­tu­ry umy­słu po­przez je­go ener­gię. Nie wiem na­to­miast czy na­uczył się rów­nież ścież­ki, któ­ra jest naj­sku­tecz­niej­sza dzi­siaj - iden­ty­fi­ka­cji z na­uczy­cie­lem, któ­rą po­le­ca­ją Kar­ma­po­wie.
Ar­tur: Jak roz­wi­jał się bud­dyzm w Ty­be­cie przed Mar­pą? Pierw­szym mi­strzem był Gu­ru Rin­po­cze...
La­ma Ole: Nie moż­na prze­ce­nić zna­cze­nia Gu­ru Rinpo­cze. Nadał on for­mę i struk­tu­rę stu­le­ciom nie­re­gu­lar­nych bud­dyj­skich wpły­wów w Ty­be­cie. Ory­gi­nal­na tybe­tań­ska tra­dy­cja sza­ma­ni­zmu bon, usy­tu­owa­na pomię­dzy bud­dyj­skim je­dwab­nym szla­kiem na pół­no­cy i bud­dyj­ski­mi In­dia­mi na po­łu­dniu, po­dzie­li­ła się na dwa kie­run­ki, za­nim Gu­ru Rin­po­cze do­tarł do te­go kra­ju. Jed­no od­ga­łę­zie­nie, tak zwa­ny „bia­ły bon”, przy­ję­ło na­uki o przy­czy­nie i skut­ku oraz ideę oświe­ce­nia, pod­czas gdy „czar­ny bon” na­dal sto­so­wał ma­so­we krwa­we ofia­ry, z któ­rych czer­pał swą si­łę. Do Ty­be­tu zo­sta­li wów­czas za­pro­sze­ni tak­że nie­któ­rzy mni­si, lecz głów­ny z nich, przy­stoj­na wcze­śniej­sza in­kar­na­cja Dziam­go­na Kong­tru­la Rin­po­cze, mu­siał się przez ca­ły czas ukry­wać. Pew­na lo­kal­na ty­be­tań­ska kró­lo­wa po­sta­no­wi­ła, że mnich ów wzbo­ga­ci jej do­tych­cza­so­wą ko­lek­cję; ponie­waż on chciał jed­nak po­zo­stać mni­chem, si­łą rze­czy je­go ak­tyw­ność sta­ła się do­syć ogra­ni­czo­na. Da­ma ta by­ła po pro­stu wszech­obec­na. Jed­nak Gu­ru Rin­po­cze był czło­wie­kiem świec­kim i miał wie­le ko­biet, usa­tys­fak­cjo­no­wał więc szyb­ko kró­lo­wą,Tym­cza­sem mnich czy­nił ży­cze­nia, że­by już ni­gdy się nie od­ro­dzić przy­stoj­ny męż­czy­zna. Kie­dy za­czął się zno­wu re­in­kar­no­wać oko­ło 1850 ro­ku we wschod­nim Ty­be­cie, ja­ko Dziam­gon Kong­trul Lo­dro Ta­je, naj­wy­raź­niej je­go ży­cze­nie się speł­ni­ło - miał bar­dzo dłu­gie cia­ło, lecz bar­dzo krót­kie no­gi. Na­to­miast mło­dy Dziam­gon Kong­trul, któ­ry zmarł w 1992 ro­ku w cza­sie po­dró­ży do Ty­be­tu, gdzie chciał spraw­dzić chiń­skie­go kan­dy­da­ta na Kar­ma­pę, pierw­sze­go Urdzie­na Trin­le­ja, był zno­wu atrak­cyj­ny. Co naj­mniej raz w Niem­czech zda­rzy­ło się, że po­pro­sił o po­moc w usu­nię­ciu ze swe­go łóż­ka pew­nej mło­dej da­my. Ona po­trak­to­wa­ła to jed­nak oso­bi­ście i gło­śno się skar­ży­ła, że nie jest on bo­dhi­sat­twą, po­nie­waż my­śli tyl­ko o swo­ich mni­sich re­gu­łach i nie dba o jej po­trze­by.
Gu­ru Rin­po­cze zo­stał w Ty­be­cie ofi­cjal­nie przez pięć lat i przez ko­lej­nych czter­dzie­ści pięć po­ta­jem­nie (na­uka Gy­alt­sa­ba Rin­po­cze). Po­tem, kie­dy udał się na Za­chod­ni Kon­ty­nent rak­szów, bu­dzą­cych gro­zę lu­do­żer­ców, prze­ka­zał bieg spraw w Ty­be­cie w rę­ce swej głów­nej ty­be­tań­skiej mał­żon­ki, Je­szie Tso­gy­al. Jej za­da­niem mia­ło być utrzy­ma­nie prze­ka­zu w kra­ju. Po­nie­waż jed­nak nie mia­ła zmy­słu po­li­tycz­ne­go, zwo­len­nik czar­ne­go sza­ma­ni­zmu, Lang Dhar­ma, prze­jął wła­dzę i pod­po­rząd­ko­wał so­bie Ty­bet. Je­go lu­dzie znisz­czy­li świą­ty­nie w Sa­mye i wszyst­kie in­ne śla­dy bud­dyj­skiej obec­no­ści, któ­re po­tra­fi­li zna­leźć. Prze­pa­dło wów­czas pra­wie wszyst­ko, za wy­jąt­kiem wie­lu na­uk dzog­czen uka­zu­ją­cych bez­po­śred­nio na­tu­rę umy­słu oraz nie­któ­rych na­uk ukry­tych przez Gu­ru Rin­po­cze, tak zwa­nych term. Ter­my do dziś mo­gą być od­naj­dy­wa­ne tyl­ko przez męż­czyzn, któ­rzy ma­ją ko­bie­ty.. Hi­sto­ria zwią­za­na z Lang Dhar­mą jest na­praw­dę bez­pre­ten­sjo­nal­na, utrzy­ma­na w ty­po­wym dla Njing­ma­py, za­wsze za­baw­nym sty­lu, jed­nak za dłu­ga, że­by ją tu­taj opo­wie­dzieć. Tak więc Mar­pa, po dwu­stu pięć­dzie­się­ciu la­tach nie­mal bar­ba­rzyń­stwa, spro­wa­dził z po­wro­tem do Ty­be­tu to­tal­ne i peł­ne mo­cy na­uki Bud­dy, Dia­men­to­wą Dro­gę. Na­to­miast in­dyj­ski mnich Ati­sza nadał im mo­na­stycz­ną ra­mę, któ­ra jest dzi­siaj na­dal tak wy­raź­nie obec­na we wszyst­kich prze­ja­wach bud­dy­zmu na tra­dy­cyj­nym Wscho­dzie.
Ar­tur: Czy ist­nie­ją róż­ni­ce po­mię­dzy prze­ka­zem Gu­ru Rin­po­cze i prze­ka­zem Mar­py?
La­ma Ole: W esen­cji nie; w sty­lu, or­ga­ni­za­cji i lu­dziach, któ­rzy czu­ją się za­in­spi­ro­wa­ni, tak. Przede wszyst­kim wie­lu re­pre­zen­tan­tów „cno­tli­we­go” pań­stwo­we­go ko­ścio­ła - Ge­lug­py - po pro­stu nie ak­cep­tu­je term ja­ko na­uk Bud­dy. Ma­ją za­ufa­nie tyl­ko do tych na­uk, któ­re wciąż jesz­cze moż­na zna­leźć w In­diach; jest ich jed­nak bar­dzo nie­wie­le. Po­nie­waż prze­cie­ka­ją­ce da­chy, po­ża­ry, mu­zuł­ma­nie, ka­ra­lu­chy i szczu­ry, ra­mię w ra­mię nisz­czą pa­pier i sztu­kę, bar­dzo nie­wie­le na­uk za­cho­wa­ło się do dzi­siaj. Dla­te­go naj­młod­sza ze szkół ty­be­tań­skie­go bud­dy­zmu okre­śla sa­mą sie­bie ja­ko „Wiel­ką Dro­gę” lub ma­ha­ja­nę, opar­tą na stu­dio­wa­niu i lo­gi­ce.
Trzy „sta­re” szko­ły na­to­miast - Njing­ma, Sa­kja i Ka­gyu - któ­re opie­ra­ją się na prze­ka­zie, i bez­po­śred­nim do­świad­cze­niu, rów­nież uży­wa­ją ty­be­tań­skich źró­deł i okre­śla­ją sa­me sie­bie ja­ko tan­trycz­ne lub „prze­kształ­ca­ją­ce”. Njing­ma trzy­ma się tyl­ko swych wła­snych sta­rych na­uk, Sa­kja­po­wie wo­lą ra­czej po­dej­ście bar­dziej kon­cep­tu­al­ne, Ka­gy­upo­wie na­to­miast przede wszyst­kim me­dy­tu­ją i sta­ra­ją się utrzy­my­wać czy­sty po­gląd, uży­wa­jąc me­tod Gu­ru Rin­po­cze i Mar­py. Róż­ni­ca w kla­sy­fi­ka­cji po­le­ga przede wszyst­kim na tym, że Njing­ma­po­wie dzie­lą swo­je naj­wyż­sze na­uki na Ma­ha, Ana i Ati­jo­gę i pra­cu­ją w du­żym stop­niu z Dia­men­to­wą Ro­dzi­ną Bud­dy. Na­uki Sar­ma (no­we) opie­ra­ją­ce się na pra­cy Mar­py, roz­róż­nia­ją jed­nak czte­ry kla­sy tantr - Kri­ja, Czar­ja, Jo­ga i Ma­ha Anut­ta­ra Jo­ga - któ­re po­zwa­la­ją jesz­cze bli­żej zi­den­ty­fi­ko­wać się z umy­słem bud­dy. Na prze­strze­ni lat, któ­re spę­dzi­li­śmy w Hi­ma­la­jach, otrzy­ma­li­śmy wraz z Han­nah prze­kaz li­nii Njing­ma i Ka­gyu. Znaj­du­je­my się jed­nak przede wszyst­kim pod głę­bo­kim wpły­wem te­go, co lu­bi­my i ma­my du­że trud­no­ści z trak­to­wa­niem po­waż­nie te­go, co nie­przy­jem­ne. Dla­te­go w głę­bi ser­ca je­ste­śmy Ka­gyu.
Ar­tur: Mar­pa i Ati­sza do­tar­li do Ty­be­tu mniej wię­cej w tym sa­mym cza­sie; na czym po­le­ga­ła jed­nak róż­ni­ca po­mię­dzy spo­so­ba­mi ich pra­cy?
La­ma Ole: Czę­ścio­wo już od­po­wie­dzia­łem na to py­ta­nie i cho­ciaż zwo­len­ni­cy po­praw­no­ści po­li­tycz­nej nie cier­pią te­go spo­strze­że­nia, jest cał­ko­wi­cie ja­sne, że lu­dzie re­pre­zen­tu­ją­cy róż­ne ra­sy i po­cho­dzą­cy z róż­nych kra­jów, po wie­lu stu­le­ciach ży­cia w okre­ślo­nych wa­run­kach za­cho­wu­ją się, iden­ty­fi­ku­ją i trak­tu­ją ko­bie­ty na bar­dzo róż­ne spo­so­by. Po­dob­nie jak w bud­dyj­skiej Eu­ro­pie na­si Po­la­cy urzą­dza­ją im­pre­zy, Cze­si pra­cu­ją, Li­twi­ni są to­wa­rzy­scy, Niem­cy or­ga­ni­zu­ją, a Duń­czy­cy nie sto­su­ją sie do żad­nych re­guł, na ob­sza­rze Hi­ma­la­jów Hin­du­si są słod­cy, a Ty­be­tań­czy­cy sło­ni. To wpły­wa na „brzmie­nie” wszyst­kie­go co ro­bią.
Dla­te­go Mar­pa i Ati­sza na­ucza­li od­po­wied­nio we­wnętrz­nych i ze­wnętrz­nych aspek­tów bud­dy­zmu w pół­noc­nych In­diach w cza­sach, gdy był on nisz­czo­ny - Mar­pa skon­cen­tro­wał się na Dia­men­to­wej Dro­dze, czy­li na za­war­to­ści, pod­czas gdy Ati­sza spro­wa­dził po­jem­nik, czy­li or­ga­ni­za­cję.
Ar­tur: Co wie­my o po­przed­nich ży­wo­tach Mar­py? Je­go zwią­zek z Na­ro­pą nie był chy­ba spra­wą jed­ne­go ży­cia?
La­ma Ole: Prze­ka­zu­ję tyl­ko to, co otrzy­ma­łem z ży­wego przekazu, od la­mów - urze­czy­wist­nia­ją­cych, któ­rych bli­sko zna­łem i do któ­rych mia­łem za­ufa­nie, dla­te­go nie mo­gę tu­taj po­wie­dzieć ni­cze­go szcze­gó­ło­we­go. Dla mnie, wy­so­ki bo­dhi­sat­twa do­strzegł, że doj­rze­wa­ją nie­zbęd­ne wa­run­ki, by bud­dyzm po­wró­cił do Ty­be­tu, na­stęp­nie po­sta­no­wił od­ro­dzić się ja­ko Mar­pa, że­by mo­gło się to wy­da­rzyć i osią­gnął wiel­ki suk­ces. Ka­lu Rin­po­cze uwa­żał, że urze­czy­wist­nił on O! Dia­ment, tyb. Czie Do­rdże. Po­nie­waż wszy­scy bud­do­wie po­sia­da­ją tę sa­mą esen­cję i sze­ro­ką pod­sta­wę dla swej ak­tyw­no­ści, być mo­że na­praw­dę waż­ny jest tyl­ko po­ziom po­na­do­so­bi­sty. Na przy­kład je­że­li cho­dzi o mnie, to no­cą do­świad­czam sa­me­go sie­bie ja­ko Naj­wyż­szej Ra­do­ści w do­brym to­wa­rzy­stwie, a w dzień ja­ko Czar­ne­go Płasz­cza - kie­dy spra­wiam, że rze­czy się wy­da­rza­ją. Naj­waż­niej­szy jest za­wsze la­ma, co wi­dać wy­raź­nie w hi­sto­rii o spo­tka­niu Mar­py z Na­ro­pą, gdy po­ja­wia się O! Dia­ment. Mar­pa po­wi­nien był po­zdro­wić naj­pierw sta­re­go, po­marsz­czo­ne­go Na­ro­pę, a do­pie­ro póź­niej gi­gan­tycz­ną for­mę z ener­gii - bud­dę, któ­ry pro­mie­nio­wał w prze­strze­ni przed nim jak ty­siąc słońc.
Praw­do­po­dob­nie na pod­sta­wo­wym po­zio­mie wszyst­ko to jest osa­dzo­ne głę­bo­ko w tra­dy­cji Ka­gyu. Po­nie­waż w li­nii prak­ty­ki roz­wój wy­ła­nia się z bli­skiej re­la­cji z na­uczy­cie­lem, zwią­zek ten jest to­tal­ny - an­ga­żu­je cia­ło, mo­wę i umysł, i prze­kształ­ca nas w spo­sób cał­ko­wi­ty. Dla­te­go od­czu­wa­my wszyst­kich bud­dów jako aspek­ty umy­słu na­sze­go na­uczy­cie­la. W li­nii stu­dio­wa­nia cho­dzi jed­nak o to, by naj­pierw za­zna­jo­mić się kon­cep­tu­al­nie z ta­ki­mi wła­ści­wo­ścia­mi jak współ­czu­cie, mą­drość czy moc i na­stęp­nie zro­zu­mieć, że wła­sny na­uczy­ciel ucie­le­śnia ca­łe to we­wnętrz­ne bo­gac­two.
Ar­tur: W bio­gra­fii Mar­py jest po­wie­dzia­ne, że w cza­sie swe­go pierw­sze­go po­by­tu w In­diach otrzy­mał on na­uki ma­ha­mu­dry od Ma­itri­py i tan­trę Dem­czog od Na­ro­py. A więc dla­cze­go czę­sto mó­wi się, że to trze­ci po­byt w In­diach miał szcze­gól­ne zna­cze­nie, je­śli cho­dzi o na­uki ma­ha­mu­dry?
La­ma Ole: Ma­itri­pa na­uczył Mar­pę do­świad­czać prze­strze­ni ja­ko świa­do­mo­ści, na­to­miast Na­ro­pa prze­ka­zał mu me­to­dy, umoż­li­wia­ją­ce prze­ży­wa­nie jej ja­ko bło­go­ści. Trze­cia wi­zy­ta Mar­py w In­diach, kie­dy był już star­szym czło­wie­kiem, jest bar­dzo szcze­gól­na, po­nie­waż je­go głę­bo­kie od­da­nie i wdzięcz­ność spra­wi­ły, że po­le mo­cy Na­ro­py skon­den­so­wa­ło się po­now­nie, cho­ciaż zmarł on ja­kiś czas wcze­śniej. Prze­kaz ta­ki, jak ten jest w naj­wyż­szym stop­niu nie­zwy­kły.
Ar­tur: Mar­pa i ko­bie­ty...
La­ma Ole: Ty­siąc lat te­mu w Ty­be­cie ist­nia­ły po­ży­tecz­ne al­ter­na­ty­wy dla ty­po­we­go związ­ku ko­bie­ty i męż­czy­zny po­sia­da­ją­cych dzie­ci, opar­te­go na za­sa­dzie „jed­na plus je­den”. Nie był to jed­nak do­gmat. Sy­tu­acja, w któ­rej sil­ny męż­czy­zna lub sil­na ko­bie­ta po­sia­da­li więk­szą licz­bę part­ne­rów, o któ­rych po­tra­fi­li się za­trosz­czyć, nie pro­wa­dzi­ła do za­zdro­ści. Dzi­siaj na Za­cho­dzie, gdy ja­kaś pa­ra ma dzie­ci, ale jej łóż­ko już wy­sty­gło, wy­glą­da na to, że do­brze spraw­dza się mo­del „po­sze­rzo­nej ro­dzi­ny”. W Ty­be­cie czę­sto przyj­mo­wa­ła ona ta­ką for­mę, że ko­bie­ta wy­cho­dzi­ła za mąż od ra­zu za kil­ku bra­ci. Po­ma­ga­ło to w spra­wach spad­ko­wych - ma­ją­tek ro­dzi­ny „po­dą­żał” po pro­stu za ko­bie­tą. Jak już wspo­mnia­łem i jak moż­na to rów­nież zo­ba­czyć na tan­kach O! Dia­men­tu, je­mu sa­me­mu i je­go głów­nej part­ner­ce Nie Ego to­wa­rzy­szy­ło osiem in­nych ko­biet. Naj­pierw na­uczy­ły się wie­le od nie­go, a po­tem zna­la­zły so­bie mę­żów, któ­rzy rów­nież zo­sta­wa­li na­uczy­cie­la­mi i kon­ty­nu­owa­li prze­kaz. Je­że­li ktoś zna na­szą za­chod­nią hi­sto­rię Ka­gyu z ta­kich ksią­żek jak „Do­sia­da­jąc Ty­gry­sa”, do­strze­że w niej z pew­no­ścią no­wo­cze­sne od­nie­sie­nia do ak­tyw­no­ści Mar­py oraz to, jak bar­dzo jest ona na­dal sku­tecz­na.
Ar­tur: Po­nie­waż mistrz Mar­py - Na­ro­pa - pro­wa­dzo­ny był przez Ti­lo­pę na ścież­ce przy po­mo­cy me­tod sza­lo­nej mą­dro­ści (słyn­nych dwa­na­ście cięż­kich prób), czy moż­na od­na­leźć śla­dy te­go sty­lu w na­ukach Mar­py? Mar­pa był po­dob­no bar­dzo su­ro­wy ja­ko na­uczy­ciel. Być mo­że edu­ka­cja Mi­la­re­py jest te­go przy­kła­dem?
La­ma Ole: Każ­dy na­uczy­ciel, któ­ry uży­wał su­ro­wych me­tod wo­bec nie­któ­rych ze swo­ich uczniów (tak jak Ti­lo­pa po­stę­po­wał z Na­ro­pą i Mar­pa z Mi­la­re­pą), póź­niej poważ­nie im od­ra­dzał sto­so­wa­nie te­go po­dej­ścia wo­bec ko­go­kol­wiek. Mó­wił pro­sto z mo­stu: „Ty by­łeś ostat­nim głup­kiem, z któ­rym moż­na to by­ło ro­bić”. Obec­nie jest to jesz­cze bar­dziej praw­dzi­we, niż w prze­szło­ści. Znam przy­naj­mniej jed­ne­go la­mę, ucznia Ka­lu Rin­po­cze, któ­ry przy­naj­mniej jesz­cze do nie­daw­na pró­bo­wał naj­pierw „bu­rzyć” swych uczniów, że­by ich po­tem „od­bu­do­wy­wać” pod­czas trzy­let­nie­go od­osob­nie­nia. W ten spo­sób wy­pro­du­ko­wał ca­łą se­rię cięż­kich przy­pad­ków na­praw­dę neu­ro­tycz­nych mło­dych lu­dzi, po­szu­ku­ją­cych w sa­mych so­bie wi­ny za błęd­ne in­struk­cje, któ­re od nie­go otrzy­ma­li. Dzi­siaj naj­lep­szą me­to­dą pro­wa­dze­nia lu­dzi do roz­wo­ju jest in­spi­ro­wa­nie ich, że­by iden­ty­fi­ko­wa­li się ze swo­ją wła­sną si­łą i sta­wa­li się bar­dziej nie­za­leż­ni, a tak­że po­ma­ga­nie im w zro­zu­mie­niu, że naj­wyż­sza praw­da jest naj­wyż­szą ra­do­ścią; że im le­piej funk­cjo­nu­ją, tym bar­dziej zbli­ża­ją się do swej na­tu­ry bud­dy. Cho­ciaż Na­ro­pa mógł roz­wiać kon­cep­cje w swo­im umy­śle dzię­ki dwu­na­stu więk­szym i dwu­dzie­stu czte­rem mniej­szym ka­ta­stro­fom, a z ko­lei Mi­la­re­pa prak­ty­ko­wał być mo­że z po­wo­du pa­ra­noi - oba­wy, iż umie­ra­jąc za­bie­rze ze so­bą w pod­świa­do­mo­ści śmierć trzy­dzie­stu pię­ciu lu­dzi, któ­rych za­bił - to na­ucza­jąc no­wo­cze­snych bud­dy­stów, po­win­ni­śmy się jed­nak skon­cen­tro­wać na po­zy­tyw­nych aspek­tach ich ży­cia.
Ar­tur: Jak to się sta­ło, że tan­try Mar­py nie by­ły prak­ty­ko­wa­ne w na­szej li­nii przez ostat­nich dwie­ście lat aż do chwi­li, kie­dy XVII Kar­ma­pa otrzy­mał je z po­wro­tem, la­tem 2003 ro­ku, od mi­strza Sa­kja­py Lu­dhing Khen­czen Rin­po­cze? Ja­kie to tan­try i na czym po­le­ga ich zna­cze­nie dla nas?
La­ma Ole: Nie znam wszyst­kich szcze­gó­łów. Kun­zig Sza­mar­pa za­pro­sił za­rów­no Han­nah jak i mnie na ini­cja­cje, po­nie­waż jed­nak na mnie cze­ka­ły ty­sią­ce Ukra­iń­ców, tyl­ko Han­nah mo­gła po­je­chać. Sa­kja­po­wie pi­szą naj­zręcz­niej­sze ko­men­ta­rze do tantr, ich tra­dy­cja jest rów­nież nie­zwy­kle uczo­na i pre­cy­zyj­na - dla­te­go ­tan­try te zo­sta­ły wcze­śniej prze­ka­za­ne wła­śnie im i te­raz po­wró­ci­ły. Nie­któ­re z nich ma­ją cen­tral­ne zna­cze­nie dla na­szej li­nii, in­ne są dru­go­pla­no­we, jed­nak wszyst­kie są po­trzeb­ne sa­me w so­bie i nie po­win­ny zo­stać utra­co­ne.
Ar­tur: In­spi­ra­cja Mar­py jest dla nas szcze­gól­nie waż­na, po­nie­waż wy­ko­nu­je­my po­dob­ną pra­cę na Za­cho­dzie. Jed­ną z ostat­nich ini­cja­cji prze­ka­za­nych przez Tse­czu Rin­po­cze na Za­cho­dzie był prze­kaz mo­cy Mar­py w Ku­cha­rach. Na czym po­le­ga zna­cze­nie tej ini­cja­cji dla Two­ich uczniów?
La­ma Ole: Prak­ty­ka świec­ka sta­no­wi wiel­ki przy­kład dla świa­ta, je­śli nie li­czyć skraj­nych za­cho­wań­, któ­rych świat ani nie lu­bi, ani nie za­mie­rza na­śla­do­wać.. Na Za­cho­dzie, przede wszyst­kim we Fran­cji, klasz­to­ry eks­po­nu­ją cha­ty i do­my prak­ty­ku­ją­cych, któ­rzy po­zo­sta­ną w nich na za­mknię­tym od­osob­nie­niu do koń­ca ży­cia. To po­dej­ście wie­lu oso­bom się nie po­do­ba. Ma­ją one wąt­pli­wo­ści czy oka­zjo­nal­ne wi­zy­ty na­uczy­cie­la mo­gą za­stą­pić sta­bi­li­zu­ją­ce zwier­cia­dło roz­wo­ju, któ­re otrzy­mu­je­my dzię­ki da­wa­niu i bra­niu, ja­kie ma miej­sce we wszech­stron­nych ludz­kich kon­tak­tach. Ro­la czło­wie­ka świec­kie­go ja­ko Pro­me­te­usza jest na­to­miast in­spi­ru­ją­ca dla wszyst­kich. Naja­trak­cyj­niej­szym przy­kła­dem jest tu chwy­ta­nie pło­mie­nia mą­dro­ści w chwi­li otrzy­ma­nia oświe­ca­ją­ce­go prze­ka­zu Bud­dy, roz­nie­ca­nie go za po­mo­cą me­dy­ta­cji i świa­do­me­go, wła­ści­we­go po­glą­du i wresz­cie prze­ka­zy­wa­nie go in­nym, by przy­niósł im w ży­ciu po­ży­tek. Ja­ko świec­cy prak­ty­ku­ją­cy wła­śnie to ro­bi­my, pra­cu­jąc w opar­ciu o oświe­co­ny po­gląd w uwa­run­ko­wa­nym świe­cie, że­by stwo­rzyć lep­sze spo­łe­czeń­stwa i związ­ki mię­dzy ludź­mi. Dzie­le­nie się osta­tecz­ną na­uką Wiel­kiej Pie­czę­ci jest za każ­dym ra­zem peł­ne zna­cze­nia na po­zio­mie ab­so­lut­nym. Je­że­li uda nam się po­łą­czyć naj­głęb­szą bud­dyj­ską me­dy­ta­cję z dzia­ła­niem, zmie­ni­my świat.
Wie­le z te­go, co się wy­da­rza, moż­na po­rów­nać do zjed­no­czo­nej teo­rii po­la - do nie­daw­nej ob­ser­wa­cji prze­pro­wa­dzo­nej w In­do­ne­zji. Kraj ten skła­da się z nie­zli­czo­nych wysp, za­miesz­ka­nych przez po­dob­ne do sie­bie ga­tun­ki małp. Po­nie­waż tam­tej­sze wo­dy peł­ne są re­ki­nów, cie­śni­ny po­mię­dzy wy­spa­mi sta­no­wią dla małp nie­prze­kra­czal­ną ba­rie­rę. Na jed­nej z wysp na­ukow­cy na­uczy­li mał­py myć ziem­nia­ki przed zje­dze­niem. Cho­dzi­ło o to, by nie ra­ni­ły so­bie ust w cza­sie je­dze­nia i stop­nio­wo in­ne mał­py prze­ję­ły ten na­wyk. Kie­dy ostat­nia mał­pa na pierw­szej wy­spie na­uczy­ła się tej sztucz­ki, pierw­sza na ko­lej­nej wy­spie za­czę­ła czy­ścić ziem­nia­ki bez żad­ne­go do­strze­gal­ne­go fi­zycz­ne­go kon­tak­tu lub ingerencji z ze­wnątrz...
Przy na­szej obec­nej mo­cy ko­mu­ni­ko­wa­nia się, dzię­ki in­ter­ne­to­wi i wza­jem­ne­mu za­ufa­niu, wglą­dy bę­dą się roz­prze­strze­nia­ły co­raz sku­tecz­niej. Na­sze kul­tu­ry bę­dą mo­gły przy­no­sić so­bie na­wza­jem kon­kret­ny po­ży­tek. Mo­że­my tu za­cy­to­wać Man­fre­da Se­eger­sa, po­wszech­nie zna­ne­go eks­per­ta w spra­wach bud­dy­zmu: „Ty­be­tań­czy­cy le­piej wie­dzą, cze­go war­to się na­uczyć, my na­to­miast le­piej wie­my, jak wpro­wa­dzić to w ży­cie”. Ty­be­tań­czy­cy­ uczą się me­cha­nicz­nie na pa­mięć bud­dyj­skich ksią­żek, któ­re po­sia­da­ją moc spro­wa­dza­nia oświe­ce­nia, na­to­miast lu­dzie Za­cho­du ma­ją do­sta­tecz­nie wie­le szczę­ścia, że­by na­wią­zać tu kon­takt. An­ga­żu­ją cia­ło, mo­wę i umysł, moc in­tu­icji i ko­ja­rze­nia, że­by to, co zro­zu­mieli, wpro­wa­dzić w ży­cie. Naj­lep­sze jest to, że dzi­siaj mo­że­my jed­no­cze­śnie mieć ciast­ko i zjeść je. Mo­że­my cie­szyć się szczę­ściem w no­cy i po­sia­dać tyl­ko ty­le dzie­ci, ilo­ma po­tra­fi­my się za­opie­ko­wać. Od­ro­dzi­li­śmy się w naj­lep­szej czę­ści świa­ta dzię­ki nie­zwy­kle do­brej kar­mie i mo­że­my wy­ko­rzy­sty­wać na­szą wol­ność prak­tycz­nie, me­dy­tu­jąc co­dzien­nie choć­by przez krót­ki czas. Mo­że­my być świa­do­mi po­ten­cja­łu in­nych i podejmować dzia­ła­nia przy­no­szą­ce im po­ży­tek. Ja­kie ży­cie mo­gło­by być peł­niej­sze? Sko­rzy­staj­my z nie­go, do­pó­ki na­sze wiel­ko­miej­skie get­ta nie za­czę­ły pło­nąć.

Opracowanie: Woj­tek Tra­cew­ski

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Budda w Silicon Valley - Lama Ole Nydahl | O medytacji - Lama Ole Nydahl | Guru joga - Dilgo Czientse Rinpocze | Pieśń oddania - Dziamgon Kongtrul Lodro Thaje | Bohater Marpa - Ar­tur Przy­by­sław­ski | Mar­pa, Część II | Siedem Rozkoszy - Gotzangpa | Sześć wyzwalających działań - Lama Ole Nydahl | Współczujące działanie - 16 Karmapa | Nie ma prywatnych stanów umysłu, Część II - Karol Ślęczek | Praca z emocjami - Gerd Boll | O Wojtku co tak pięknie pudże śpiewał co tak pieknie pudże spiewal - Żwirek | Benalmadena Story - impresje budowlańca, podróżnika | Gdańsk - Adam Jankiewicz | Ziemia w Malborku - Ka­sia Do­ma­lew­ska, Ja­rek Fal­kow­ski | W grodzie Kraka i Karola | Dharma w Beskidach | The Stupa House Courier - Jaś Wój­cik |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: