DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 33 -> Stupa Oświecenia w Jutlandii

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Stupa Oświecenia w Jutlandii

Yogi Walker alias Wojtek Choroszewski
_________

„Naszą główną drogą rozwoju jest Guru Joga. Identyfikację z umysłem Lamy można porównać do jazdy autostradą - każda chwila przeżyta w pełnej, otwartej świadomości jest sama w sobie celem podróży. Lama daje nam energię, jest elektryczną wtyczką, z której pobieramy prąd. Wzdłuż tej głównej drogi znajdują się punkty serwisowe, w których możemy sprawdzić stan techniczny swojego pojazdu lub też dokonać niezbędnych napraw - sprawdzić poziom współczucia, rozwinąć mądrość czy też otrzymać niezbędny „zastrzyk” błogosławieństwa. W serwisach regulujemy śruby naszego poglądu wykonując medytacje Kochających Oczu, Tary, 15 Karmapy”


Te słowa to wyjaśnienie Clausa Hermansena, duńskiego nauczyciela, od 30-tu lat pozostającego w dharma-businessie. Wraz ze swą żoną Evą, Klaus prowadzi ośrodek odosobnieniowy - swoisty buddyjski serwis - w Gedsted, na półwyspie Jutlandzkim. Karma Łangczuk Ling, czyli Miejsce Mocy, zostało inicjowane i nazwane tak w 1989 roku przez Lamę Ole i Hannah. Miałem zaszczyt i przyjemność gościć w tym miejscu w czerwcu br., w czasie budowy i inauguracji Stupy Oświecenia. To co relatywne i absolutne w nierozerwalny sposób kształtuje funkcjonowanie ośrodka. Farma ekologiczna i sklep ze zdrową żywnością (są to główne źródła utrzymania tego miejsca) na czas kursów medytacyjnych zmieniają się w regularną buddyjską wioskę. Pobliska łąka staje się polem namiotowym i parkingiem, stodoła - gompą, szklarnia - restauracją, a ziemianka kawiarnią. W krajobrazie dominują łagodne wzgórza nasycone zielenią pól i łąk, odrobina lasów, gdzieniegdzie wirują łopatki nowoczesnych wiatraków produkujących energię elektryczną. Wieczorem wiatr drażni nozdrza mało subtelnym zapachem. Farma świń sąsiadów ma również swoje miejsce w tutejszej mandali - to nasi strażnicy, chronią nas przed muzułmanami. Świnie są niezwykle skuteczne - w całej okolicy rzeczywiście nie ma śladu bytności imigrantów, których obecność w innych regionach Danii rzuca się wyraźnie w oczy.
Aktywność ośrodka ustalona jest według wskazówek XV Karmapy: cztery razy dziennie praca i cztery razy praktyka. Każdy dzień kończy się wspólną Guru Jogą XV Karmapy (obejrzyjcie tankę pod: www.15karmapa.dk/uk/index.htm), zwaną medytacją „Drogocennego Serca”. Inicjacji i wprowadzenia w pole mocy tej praktyki dokonał w maju Dzigme Rinpocze. Również stupa jest wykonywana ściśle według wskazówek 15 Karmapy.
Interesująco brzmi geneza jej powstania. Otóż na czas wizyty XVII Karmapy w Kopenhadze, w czerwcu 2000 roku, Claus pojawił się w tłumie witających wraz z rodzicami, żoną, dziećmi i wnukiem. Obecność czteropokoleniowej rodziny buddyjskiej bardzo poruszyła Tseczu Rinpocze, który przyznał, że nawet w Bhutanie jest to niezwykle rzadkie zjawisko i po parokrotnym wykonaniu „mo”, które wskazało na pomyślne przeprowadzenie projektu, poprosił Clausa o wybudowanie stupy. Następnie odwiedzając ośrodek w Jutlandii Rinpocze dowiedział się, że na okolicznych wzgórzach znajdują się cmentarze sprzed 3500 lat. Oprowadzając go po okolicy, Claus miał nadzieję, że stupa stanie za domem, pod lasem, w spokojnej, nie przeszkadzającej nikomu okolicy. Tseczu Rinpocze wybral jednak miejsce na wzgórzu widocznym z odleglosci 35 kilometrow, gdzie osadzona na solidnym, kamiennym gruncie stupa będzie przynosić pożytek wielu ludziom, którzy znajdą się w jej zasiegu. Wszelkie zagadnienia związane z wyborem materiałów, rodzaju gipsu do tsa-tsa, kupnem tanek i posążków od samego początku były z nim konsultowane na bieżąco. Często Rinpocze sam udzielał porad, zanim go o to zapytano. Claus mowi o nim: „Totalny doradca”.
Wkrótce w lokalnych gazetach pojawiły się pierwsze informacje, na placu budowy zjawili się pierwsi sąsiedzi, którzy otrzymali wyjaśnienia, iż stupa będzie przynosić pożytek wszystkim istotom, symbolizując pełną realizację ludzkiego potencjalu oraz pomagając zmieniać trudności w pełne znaczenia działania. Wszyscy w entuzjastyczny sposób przychylili się do projektu, wiele osob bezinteresownie właczyło się w budowę tak ważnej dla lokalnej społecznosci, nowej „atrakcji turystycznej”.
W niedzielę zjawili się główni budowniczowie stupy, czyli „Granit boys”, ekipa fachowców z Opola. Pan Rysiu zwierzył się, że ostatnią robotę w Polsce wykonał w morderczym tempie, pracując przez 16 godzin na dobę. „Wszystko po to, aby zdążyć do tej Danii. Ale proboszcz też jest zadowolony, na Boże Ciało mu ołtarz zrobiłem i zakrystię”. Teraz pan Rysiu miał budować swoją drugą po Kucharach stupę, ma też już zamówienia na następne - w Grecji i Bawarii. Materiał do budowy pochodził ze Strzegomia, formy na tsa-tsa wykonano pod Wroclawiem, pozłacany parasol dostarczył złotnik z Gdańska, zaś sam projekt całej drogocennej budowli przygotował mistrz Kossowski. Wygląda na to, że rynek buddyjskich budowli sakralnych będzie niebawem pretendował do exportowego godła „Teraz Polska”...
10.06 rano nadeszła szokująca wiadomość - Tseczu Rinpocze odszedł. Wiedzieliśmy już wcześniej, że stan zdrowia nie pozwoli mu na osobiste uczestnictwo w inauguracji stupy, ale nikt nie przypuszczał, że wszystko potoczy się właśnie tak... Claus jednak postanowił: „Będziemy kontynuować pracę, bo o to nas prosił Rinpocze. Był nieocenionym przykładem. Nie możemy poddać się uczuciom żalu i tęsknoty, to w niczym nie pomoże. Będziemy wysyłać życzenia, aby jego życie inspirowało wszystkich praktykujących. Abyśmy w chwili śmierci nie poddali się stanom pomieszania i jak Rinpocze spoczęli w stanie czystej dharmakaji. Nie zapominajmy o ostatnich słowach, jakie XVI Karmapa wypowiedział przed śmiercią: „Nothing happens”.
Wieczorem wznieśliśmy toast ekologicznym piwem o szybki powrót Rinpocze. Następnego dnia pełni oddania i wdzięczności za to, co zrobil dla nas wszystkich, kontynuowaliśmy pracę, którą rozpoczął. „Granit boys” precyzyjnie wznieśli kolejne stopnie stupy. Przybyli uczestnicy kursu: Niemcy, Duńczycy, Węgrzy, Słowacy, Czesi i cała sangha z wysp Farerskich, czyli dziewczyna imieniem Bjork. W skali znanych nam kursów frekwencja nie była wielka - przyjechało ok. 150 osób - pozwalała za to utrzymać wręcz rodzinną atmosferę. Przebywający w Katmandu Lama Kalzang przez telefon instruował nas dokładnie, w jaki sposób mamy wypełnić skarbce. Do pierwszego gospodarze farmy włożyli mandalę z ośmioma symbolami pomyślności, następnie sejf wypełniony drogocennymi kamieniami i biżuterią, potem broń - ostre jak brzytwa noże khukri - narzędzia ogrodnicze i kuchenne, teksty dharmy i w końcu prawdziwy skarb: posążek Kuntu Zangpo podarowny przez XVI Karmapę. Wreszcie na szczycie spoczęły wadżra, dzwonek i mala.
Drugi skarbiec wypełniliśmy razem - każdy włożył do niego po kilka przygotowanych tsa-tsa, tworząc pięciokolorowe warstwy zasypane piaskiem. Następnego dnia zainstalowaliśmy rurę chroniącą „drzewo życia” a na niej, przy pomocy dźwigu, phumbę. Tę trudną technicznie czynność, w spektakularny sposób, doprowadził do końca, za drugim razem pan Rysiu. Wskoczył na granitowy element i kołysaniem bioder precyzyjnie osadził go na metalowej rurze. Później przyszła kolej na założenie pozłacanego parasola, nad którym bezustannie czuwał weteran buddyjskich placów budowy, czyli Boguś Wójcik z Oslo.
Lama Kalzang nie był skory do udzielenia telefonicznie przekazu dotyczącego drzewa życia, w związku z czym pełna inauguracja wraz z obowiązkową, tradycyjną pudżą zostały odłożone na czas późniejszy, dokładnie nie wiadomo na kiedy. Nic nie było jednak w stanie przeszkodzić polu mocy, które powstało spontanicznie w dniu przyjazdu Lamy Ole i Hannah. Włożenie do stupy figury Buddy i parokrotne okrążenie jej przez Nauczycieli wywołało w nas poczucie uczestnictwa w ponadczasowym wydarzeniu. Udzieliło się ono wszystkim przybyłym. Lama Ole podziękował budowniczym, a następnie poprosił Hannah, by opowiedziała o śmierci Rinpocze, ponieważ była w Bangkoku tuż po jego odejściu. Okazało się, że na jego twarzy po śmierci zagościł uśmiech. Pojawiło się również wiele innych pomyślnych znaków.
Na zakończenie kursu Ole przypomniał wszystkim słowa Kalu Rinpocze: „Jeżli dajemy innym pieniądze, pomagamy im na chwilę, jeżeli dajemy im wiedzę, pomagamy im na całe życie, jeżeli natomiast dzielimy się z nimi Dharmą, pomagamy im w tym życiu, w chwili śmierci i w przyszłych żywotach. To najwyższy rodzaj szczodrości”.
Teraz, stupa idealnie wkomponowana w pagórkowaty krajobraz, niczym latarnia morska będzie promieniować na istoty, zanurzone w oceanie samsary.
Ze swojej strony bardzo polecam wszystkim podróżującym joginom ośrodek w Jutlandii (wejdźcie również na: www.15karmapa.dk). Pragmatyzm gospodarzy i surowy klimat w połączeniu z malowniczym i pełnym mocy krajobrazem tworzą w tym miejscu idealny ośrodek odosobnieniowy, w którym każdy może rozwinąć swój potencjał, łącząc praktykę medytacyjną z fizyczną pracą.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

 | PODOBNE ARTYKUŁY: