DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 26 -> Pierwsza wizyta Karmapy na Zachodzie

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Pierwsza wizyta Karmapy na Zachodzie

Lama Ole Nydahl
_________

Wywiad przeprowadzony przez redakcję 'Buddhismus Heute'


XVII Karmapa Taje Dordże odbył właśnie swoją inauguracyjną wizytę na Zachodzie. Kiedy XVI Karmapa zmarł w 1981 roku, ośrodków Kagyu było bardzo niewiele. W międzyczasie wraz z uczniami założyłeś ich ponad 250. Co czułeś mogąc pokazać mu owoc swojej pracy? Jak zareagował?

Lama Ole: Możliwość przedstawienia Karmapie w Düsseldorfie 6000 uczniów i przyjaciół z prawie 300 ośrodków i grup na całym świecie i zarazem przedstawicieli tak wielu krajów była dla mnie oszałamiającą radością. Przez lata pełne fascynujących wydarzeń staliśmy się tak bliską rodziną - Karmapę bardzo zaskoczyła ta bliskość. Przybył do nas prosto od bogatych Chińczyków z Azji Południowo-Wschodniej, gdzie sponsorów i inne filary społeczeństwa należy traktować bardzo szczególnie i rytualnie, i gdzie każdy dba o należną mu dozę poważania. U nas natomiast czekały na niego hordy joginów, którzy potrzebowali od niego czegoś ludzkiego – poszturchiwali się po przyjacielsku, robiąc sobie nawzajem miejsce przy nim. Mimo że od lat przyjaźni się z rodziną Pedra, Eduardo, Stewartem i Shoną, którzy od tak dawna reprezentują Zachód w jego otoczeniu, było to dla niego coś nowego, coś do czego musiał się przyzwyczaić.

Przecież opowiadałeś mu już wcześniej o swojej wizji buddyzmu ludzi świeckich i joginów, zakorzenionego w zachodnim społeczeństwie. Co powiedział na ten temat, kiedy zobaczył z bliska jak żyjemy i jak praktykujemy?

Lama Ole: Karmapa jest bardzo zadowolony z naszej pracy, cieszy się, że zbudowaliśmy drogę dla ludzi świeckich i joginów. Czuł się u nas bardzo swobodnie. Pewnego dnia powiedział z zadumą, że w krajach, w których panuje model klasztorny, najsilniejsi ludzie często tłumnie opuszczają szeregi praktykujących, bo nie mając możliwości wyboru nie znajdują po prostu dla siebie odpowiedniego miejsca. Karmapa wie bardzo dobrze, że u nas wszyscy są przyjaciółmi, podczas gdy gdzie indziej często chowa się sztylety w rękawach. Rozumie jakie znaczenie maja dla zaufania między nami wspólne skoki spadochronowe, przetańczone do rana noce, niepoprawne politycznie wypowiedzi i szybka jazda na zakrętach.

Karmapa poznał już kilka buddyjskich stylów życia: azjatycki w Tybecie, Indiach, Bhutanie oraz Azji Południowo-Wschodniej, świecki i jogiczny w Twoich ośrodkach, monastyczny we Francji. Czy wypowiedział się w jakikolwiek sposób na temat różnic pomiędzy nimi?

Lama Ole: Jako prawdziwy Azjata i przede wszystkim jako Karmapa, chwali wszystko, co tylko można pochwalić. Nigdy nie zająłby stanowiska przeciwko czemuś. Nie dorastał wśród naszych swobód i nie sądzę, żeby na przykład kiedykolwiek powiedział coś negatywnego o religiach uciskających kobiety i rozpętujących „święte” wojny, tak jak ja to robię prawie codziennie, ponieważ tak mi dyktuje sumienie.

Co poruszyło Cię najbardziej podczas wielu spotkań z nim w tym roku?

Lama Ole: Często byłem wzruszony, kiedy okazywał wdzięczność i dawał dowody wytrwałości, kiedy swobodnie przejawiał swoje żywe zdolności. Podobno ostatnio zaczął nawet odpowiadać na pytania z sali. Chciałbym przy tym być.

Czy zaskoczył Cię czymś?

Lama Ole: Moje oczekiwania, że będzie on wierną kopią swojej szesnastej inkarnacji, zostały wielokrotnie wystawione na ciężką próbę. Często musiałem sobie ciągle od nowa uświadamiać, że Karmapowie nie są osobami i jak woda wpływają w role, które są potrzebne. Szesnasty musiał ochraniać swoich ludzi, a teraz my ochraniamy Siedemnastego. Zaskoczyły mnie spokój i zaufanie, z jakimi trwa w swojej nowej roli.

Od śmierci XVI Karmapy powtarzałeś wciąż - jak żaden inny lama - że cała Twoja aktywność służy Karmapie. Co dla Twojej pracy oznacza fakt, że Karmapa znów jest obecny i odwiedził Zachód osobiście? Co zmieniła jego wizyta?

Lama Ole: Jego wizyta jest potwierdzeniem dla nas, oznacza też jeszcze więcej pełnej radości pracy. Możliwość tak bezpośredniego doświadczenia obecności Karmapy była bardzo ważna dla wielu ludzi na Zachodzie. Relacja która łączyła mnie z XVI Karmapą, była czymś bardzo niezwykłym - widziałem go w pełni jako buddę. Mam nadzieję, że ten związek będzie chronić wszystkich przyszłych Karmapów.

Czy Karmapa bierze aktywny udział w Twojej pracy? Czy podsuwa Ci pomysły lub mówi czasem: „Ole, powinieneś na to uważać”?

Lama Ole: Kiedy podczas naszych wcześniejszych spotkań zadawałem Karmapie pytania dotyczące naszego stylu, słuchał zawsze bardzo uważnie, ale odpowiadał zawsze tak samo: „Rób to dalej”. Jasne jest, że wiem co robię i że moja praca prowadzi istoty do niego. Śmieszne byłoby, gdyby spełnienie życzeń XVI Karmapy nie podobało się XVII Karmapie. Będąc u nas po prostu cieszył się mogąc zbudować związki z przyszłymi przyjaciółmi i próbował odkryć przyczyny naszych sukcesów. Tak to się robi w Azji. Kiedy w Ameryce przychodzi nowy szef, natychmiast stawia wszystko do góry nogami - także po to by pokazać, że teraz on przejmuje odpowiedzialność. Nowy szef w Azji próbuje na początku zmienić tak niewiele, jak to tylko możliwe. Dłużej też uważnie się przygląda, czy wszystko działa pełną parą. Karmapa z pewnością szybko zobaczył, że niewiele można zmienić w sposobie pracy naszych grup. To jak się rozrośliśmy, jest zdeterminowane warunkami panującymi na Zachodzie. Tak jak Hindusi mieli swój buddyzm, zanim 1100 lat temu zniszczyli go muzułmanie i podobnie jak w każdym z buddyjskich krajów Azji kładziono nacisk na różne aspekty Nauk, również u nas dominacja Diamentowej Drogi nie jest żadnym dyktatem z mojej strony. Jest ona po prostu najlepszą ofertą dla najodważniejszych, najbardziej krytycznych i samodzielnych głów wolnego świata. Nie możemy powiedzieć jej „nie”, ponieważ po prostu odpowiada naszemu sposobowi postrzegania zjawisk.

Masz wiele zaufania do zdolności Twoich uczniów i powierzasz im często trudne zadania, na ogół w myśl zasady: „learning by doing”. Kilkudziesięciu z nich podróżuje w charakterze buddyjskich nauczycieli, inni podejmują się ważnych zadań organizacyjnych, prowadzą ośrodki, reprezentują nas publicznie i – o ile nie przeżyjesz ich wszystkich, na co bardzo liczymy – będą kiedyś kontynuowali Twoją aktywność. Czy udało Ci się przedstawić tych przyjaciół Karmapie?

Lama Ole: Tak, ale na ogół trwało to zbyt krótko. Było wciąż za mało czasu i Karmapa przede wszystkim czuł ich głęboką radość z tego, że mogą być w jego pobliżu. Jestem pewien, że przy swojej uważności i zdolnościach był w stanie wychwycić wiele z ich szczególnych właściwości.
Piękne dzięki za miłe słowa o naszych nauczycielach. Są tak dobrzy z kilku powodów. Większość z nich nauczała już w poprzednich żywotach, tak więc na ogół wystarczy pokazać im jeden narożnik domu, aby mieli pojęcie o pozostałych trzech. Jednocześnie muszą osiągnąć mistrzostwo w codziennym życiu, partnerstwie i pracy, nie wolno im przed niczym uciekać i muszą mieć nadmiar dobrej energii dla innych. Mówiąc krótko, ich karmiczne zaplecze powinno być naprawdę dobre. Nie ma niczego bardziej zabójczego niż pozbawieni radości nauczyciele, opowiadający o Diamentowej Drodze lub o pustce. Są najczystszą trucizną dla ludzkiego rozwoju. Mimo że niektórzy żyją z czynienia buddyzmu trudnym, w rzeczywistości jest on tylko praktycznym zdrowym rozsądkiem. Jeżeli znam kogoś przez około dziesięć lat i robi on to, co mu mówię, naturalne staje się powiedzenie: „Ucz, również poza okolicznymi ośrodkami. Pojedź na Bałkany lub pomóż nam położyć ten czy inny dach na Syberii”. Ci ludzie – życzliwi i wolni od dumy, ponieważ nie muszą się już dłużej potwierdzać – będą kontynuowali naszą pracę. Przedstawiałem ich Karmapie jeszcze chętniej, niż pokazywałem mu nasze wspaniałe budynki, których w międzyczasie zrobiło się całkiem sporo.

Masz bardzo osobisty, bliski kontakt ze swoimi uczniami. Przychodzą do Ciebie i zasięgają porad we wszystkich możliwych życiowych sprawach. Jak sądzisz, czy Karmapa przejmie tę funkcję, kiedy Ciebie już nie będzie? Czy też nie jest to jego zadaniem?

Lama Ole: Myślę, że do głównych zadań Karmapy będą w dużym stopniu należały funkcje reprezentacyjne. Będzie miał oczywiście wokół siebie grupę bliskich, zaufanych ludzi i osobistych uczniów, ale już choćby ze względu na liczne tabu związane z byciem mnichem będzie to musiała być grupa o szczególnych potrzebach. Choć jego błogosławieństwo jako Lamy Linii działa wszędzie, nie będzie mógł mieć tak bliskiego kontaktu z tak wieloma ludźmi, jak ma to miejsce w przypadku ludzi świeckich i joginów. Nawet gdyby tego chciał, jego klasztorne otoczenie nigdy do tego nie dopuści. Jest zobowiązany do podniosłego stylu bycia - np. wielu Azjatów uznałoby za utratę twarzy zbyt duże starania o zwykłych ludzi i ich sprawy. Wprawdzie internet daje Karmapie bardzo wiele wolności, ale będzie on raczej okiem cyklonu - przejrzystym i świadomym centrum intensywnego rozwoju i wzrostu.

Dawniej wielu ludzi oczekiwało, że XVII Karmapa najpierw dorośnie na Wschodzie, zanim jego działalność na Zachodzie naprawdę się rozpocznie. Jednak wydaje się, że pod wpływem licznych okoliczności sytuacja się odwróciła - abstrahując od wydarzeń w Bodhgaja, Bhutanie i Azji Południowo-Wschodniej wygląda na to, że tym razem aktywność Karmapy przemieszcza się z Zachodu na Wschód. Jak Ty to widzisz?

Lama Ole: Jest to w dużym stopniu prawda. Teraz zdecydowanie ogon macha psem. Mimo że praktykujący z Zachodu późno pojawili się na historycznej scenie, ich aktywność ma duże znaczenie. Ponieważ nie urodziliśmy się buddystami i sami świadomie wybraliśmy naszą drogę, czujemy się odpowiedzialni za przekazanie światu czegoś naprawdę czystego. Zachód musiał poczekać na spotkanie z Karmapą, ale wymiana, do której w końcu doszło, była bardzo dobra. Także inicjacjom niczego nie brakowało, mimo że tak naprawdę jeszcze nie poznał Diamentowej Drogi. Wprawdzie otrzymał sam uprzednio inicjacje w aspekty oświecenia, których przekazów mocy nam udzielił, dołączając do nich swoje błogosławieństwo, jednak nie otrzymał jeszcze pełnego wykształcenia w Diamentowej Drodze. Na przykład udzielił Schronienia tylko w buddzie, naukach oraz bodhisatwach i przyjaciołach na ścieżce, nie wspomniał natomiast o lamie, jidamach i strażnikach. Przypuszczam, że Kunzig Szamar Rinpocze chciał pokazać go na Wschodzie, ponieważ było to w tym czasie korzystne politycznie i ekonomicznie. W tradycyjnym świecie buddyjskim często pokazuje się inkarnacje wielkich nauczycieli bardzo wcześnie. Tam wystarczy, jeśli po prostu noszą szaty i tytuł.
Następnie Szamarpa chciał, aby Karmapa otrzymał ważne przekazy mocy od pewnego lamy z linii Sakja, który wcześniej udzielił też inicjacji Dalaj Lamie. Miało się to odbyć we Francji, ze względu na bezpieczne położenie, a także dlatego, że francuscy mnisi przekazali mu swój piękny, olbrzymi klasztor. Szamarpa uznał, że w Himalajach trudno byłoby znaleźć miejsce, w którym przekazy mogłyby się odbyć bez żadnych przeszkód. Późniejsze zamieszanie na Zachodzie wzięło się stąd, że niektóre ośrodki uzyskały specjalne obietnice od organizatorów - nie było również wiadomo, czy stary lama z linii Sakja rzeczywiście przybędzie. Najbardziej niepewne było to, czy nie jest już za stary do tego zadania, co się częściowo potwierdziło. Przy całej wdzięczności za utrzymanie nauk Buddy w Azji przez 2500 lat myślę, że tym razem wiele ważnych rzeczy przemieszcza się z Zachodu na Wschód. Nowe miotły często lepiej zamiatają i mam nadzieję, że starodawny buddyzm będzie w stanie przyjąć nasze propozycje. Biały człowiek wprawia w ruch świat i jeżeli tylu ludzi przyjmuje Chrystusa, który jest tak obcy ich korzeniom, być może uda się też uaktualnić Diamentową Drogę.

Jak to możliwe, że Karmapa udziela inicjacji, jeżeli jeszcze nie nauczył się w pełni Diamentowej Drogi?

Lama Ole: Można udzielać inicjacji nie wiedząc we wszystkich szczegółach, co się dokładnie wydarza. Pełne zaufanie, że Lama i aspekt buddy to jedno, wystarcza przy „łagodnych” formach. W programie znajdowały się też inicjacje, których nie udzielił - na przykład „Biała Parasolka”. Było na to po prostu za wcześnie, jeszcze na nią nie medytował.

Czy Karmapa będzie teraz odwiedzał Zachód regularnie, czy raczej poświęci większość czasu swojemu wykształceniu w Indiach?

Lama Ole: To zależy od okoliczności. Ponieważ w swej najgłębszej istocie jest mądry i rozważny, chce jak najwięcej się nauczyć, żeby potem móc jak najwięcej dać. Pragnie poszerzyć swoją wiedzę, zanim znowu usiądzie przed ludźmi. Jego błogosławieństwo jest oczywiście przez cały czas obecne, a słuchacze na ogół cieszą się z każdego wypowiedzianego przez niego słowa, ale on sam wolałby mieć bogatsze zaplecze. Najprawdopodobniej będzie przez dłuższy czas kontynuował swoją naukę. Nie chciał na przykład jeszcze udać się do Ameryki, gdzie przygotowaliśmy dla niego wiele publicznych wystąpień i kontaktów z prasą.

Poprzedni Karmapowie wielokrotnie odbywali długie odosobnienia. Czy powinniśmy się spodziewać, że od czasu do czasu nie będziemy mogli spotkać Karmapy przez kilka lat?

Lama Ole: To trudno powiedzieć. Mam nadzieję, że wkrótce będzie miał czas na odosobnienia – szczerze mu tego życzę. Są pożyteczne, ale ostatecznie zależą też od sytuacji politycznej.

Mimo że coraz więcej Rinpocze uznaje Taje Dordże za XVII Karmapę, Lobpyn Tseczu był jedynym, który przybył na pierwsze wystąpienie Karmapy na Zachodzie. Czy wskazuje to na ich szczególny związek? Dlaczego obecność Rinpocze była ważna?

Lama Ole: Już wiosną 1971 roku w Nepalu, XVI Karmapa powiedział o Lobpynie Tseczu w Hannah i mojej obecności: „Jeżeli ja jestem Buddą, on jest Anandą” (ulubionym uczniem Buddy). Działało to w obie strony - nikt nie wiedział lepiej od Rinpocze, jak wielki był XVI Karmapa. Obecność Rinpocze była bardzo ważna również ze względów politycznych - jest on znany w krajach Himalajów jako mądry stary człowiek.

Nigdzie w trasie Karmapy nie było Kunziga Szamarpy, był obecny tylko w czasie nauki Karmapy we Francji. Czy można to uważać za swego rodzaju podział ról: Szamarpa troszczy się o wykształcenie Karmapy i przekazy, a Ty i Tseczu Rinpocze o jego aktywność na Zachodzie? Czy też po prostu Szamarpa nie miał czasu?

Lama Ole: Z pewnością jedno jest prawdą i drugie. Kunzig Szamarpa wielokrotnie stwierdzał, że nie chce stać Karmapie na drodze, że powinien on teraz być samodzielny. To że trzymał się z daleka, było świadomą decyzją i należy to uznać za wyraz zaufania.

Wiele osób ma uczucie, że na skutek spotkania z Karmapą ich życie się zmieniło. Nie zawsze można to wyrazić słowami, ale od tego czasu coś się dzieje i już nie odchodzi. Co to jest? Jak się z tym obchodzić?

Lama Ole: To uczucie nazywa się błogosławieństwem. Jest znakiem bliskiego związku z linią przekazu. Traktowałbym je jako oznakę wewnętrznego bogactwa i po prostu cieszyłbym się z niego. Bez względu na to, czy występuje samoistnie, czy jest czymś wywołane, jest tylko dobre.

Opracowanie: Ewa Zachara

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

Tłumy ludzi pełnych zaufania - Rafał Olech | Karmapa w Danii - Maria Przyjemska | Cztery rodzaje bardo - Lobpyn Tseczu Rinpocze | Pierwsza wizyta Karmapy na Zachodzie - Lama Ole Nydahl | Cytat - IX Karmapa | Życie jest krótkie - Lama Ole Nydahl | Ole przemycił wtedy przez granicę 15 osób z Polski - Tomek Lehnert | Pracujcie ciężko i dawajcie lekką ręką. - Lama Ole Nydahl | 12 ogniw współzależnego powstawania - Tadeusz Uchto | Pop buddyzm, czyli rozmowa z przyjacielem - Wojtek Tracewski | Najważniejsze było jednak to... - Leszek Misiek Nadolski | W poszukiwaniu tego, co ważne - Bartek Kozłowski | Lama Ole w Paryżu Północy - Bartek Kozłowski | 2200 kilometrów do Dełaczien - Żwirek | Poznań - Paulina Banaś | Hamburg - Ania Spychała, Ilona Jakubczyk | The Stupa House Courier - Żwir, Gruz & Co |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: