DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 22 -> Motywacja do praktyki

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Motywacja do praktyki

Tadeusz Uchto
_________


"Dopóki to, czego doświadczamy jest dla nas bardzo ważne i rzeczywiste,
dopóty będziemy wszystkie zjawiska oceniać jako przyjemne lub nieprzyjemne."
Praktykując Dharmę musimy przede wszystkim dokładnie wiedzieć, co chcemy osiągnąć przy pomocy naszych działań, dokąd nas one zaprowadzą. Jeśli brakuje nam takiego przejrzystego ukierunkowania, istnieje wciąż ten sam problem. Nie czujemy się całkowicie usatysfakcjonowani, bo nie możemy zatrzymać tego, czego pragniemy, mamy coraz to nowe oczekiwania, nadzieje i obawy. Ciągle szukamy nowych rzeczy i wrażeń, które być może sprawią, że staniemy się w pełni zadowoleni. Opisując taką sytuację używamy często terminu samsara - słowo to określa rzeczywistość pełną cierpienia. Problem polega na tym, że mamy zaufanie do samsary. Z jednej strony intelektualnie możemy zrozumieć, że jest ona czymś co warto porzucić, wewnętrznie jednak trudno jest to zaakceptować. Nasze tendencje i nawyki, nasz charakter - wszystko to jest niezwykle silne. Rozumiemy że każde zjawisko jest przemijające, że nic nie możemy zatrzymać. Tkwimy jednak w tej rzeczywistości, jesteśmy do niej bardzo przywiązani myśląc, że samsara może dać nam szczęście. Żeby nasza motywacja była właściwa, powinniśmy doprowadzić do tego, by to co zrozumieliśmy na poziomie głowy, opadło na poziom serca.
Dlaczego jest nam tak trudno porzucić samsarę? Dzieje się tak, ponieważ nie rozumiemy dokładnie, co nas w niej więzi. Nie wiemy co oznacza porzucenie samsary. Świadomość tego jest podstawowym elementem naszej motywacji, ma bardzo duże znaczenie na początku praktyki. Nauki Buddy mówią o dwóch obszarach, których możemy doświadczać - o sytuacji uwarunkowanej i nieuwarunkowanej. W sytuacji uwarunkowanej powstaje uwarunkowane szczęście, uwarunkowana wolność - świadomość która je przeżywa jest również uwarunkowana. "Uwarunkowany" to inaczej "zależny". Tutaj nasze szczęście od czegoś zależy. Przeżywamy bardzo wiele - nieustannie w naszym umyśle pojawiają się różne strumienie myśli, wątpliwości, marzenia, wspomnienia, uczucia rozpaczy, utraty, ekstazy i rozkoszy. Doświadczamy chorób, starości, procesu umierania, śmierci swojej i bliskich. Odbieramy emocje innych ludzi, wchodzimy z nimi w różne relacje. Wszystkie te wrażenia znamy, nieprzerwanie pojawiają się one w naszym życiu. To właśnie sposób w jaki postrzegamy te zjawiska decyduje, czy po prostu pozostaniemy w samsarze, czy też będziemy w stanie ją porzucić i wziąć kurs na wyzwolenie i oświecenie. Buddyzm mówi, że wszystkie te przeżycia i stany psychiczne nie są błędne ani niewłaściwe. To nie one zwodzą nasz umysł i nie one są przyczyną problemów. Jeśli np. chorujemy, to tak naprawdę choroba nie jest przyczyną naszego cierpienia - pojawia się ono dopiero wtedy, gdy nie wiemy jak powinniśmy się do niej odnieść, jaka relacja zachodzi pomiędzy nią, a nami. Nauki Buddy mówią, że nie chodzi o to, żeby nie było bólu, gdyż dopóki jesteśmy chorzy zawsze będziemy go doświadczać. Różnica polega na tym, że tak długo, jak długo tkwimy w samsarze, ból ten będzie nam sprawiał przykrość, spowoduje cierpienie. Jeśli jednak potrafimy się wyzwolić z owego uwarunkowania, nadal będziemy co prawda czuć ból, ale nie będziemy już z tego powodu tak bardzo nieszczęśliwi. Oczywiście bardzo trudno jest to zrozumieć, ale jeżeli potrafimy skutecznie praktykować najwyższą ścieżkę buddyjską - Diamentową Drogę - wtedy ból, śmierć, proces umierania, choroby i inne przykre przeżycia przestaną przeszkadzać nam w rozwoju. Wręcz przeciwnie, wszystkie staną się krokami na ścieżce. Dopóki to, czego doświadczamy jest dla nas bardzo ważne i rzeczywiste, dopóty będziemy wszystkie zjawiska oceniać jako przyjemne lub nieprzyjemne. Te, które oceniliśmy jako przyjemne będziemy chcieli uchwycić, a nieprzyjemne będziemy starali się odepchnąć.
W ten sposób możemy osiągnąć jedynie uwarunkowane szczęście. Nie jesteśmy w stanie powstrzymać tego co się wydarza, gdyż przestrzeń jest nieskończenie bogata. W buddyzmie chodzi tak naprawdę o to, byśmy rozwinęli taki dystans do zjawisk, żebyśmy nie byli już od nich zależni. Jeżeli jesteśmy w stanie zachować zawsze stabilność umysłu, jeśli dzięki doświadczeniom medytacyjnym potrafimy rozpoznać, że wszystko co się wydarza jest jak sen, jesteśmy wolni. Możemy bardzo dużo rozumieć z filozofii buddyjskiej, możemy się z jej poglądami całkowicie zgadzać, a jednocześnie w codziennym życiu mieć ciągle te same trudności. Chociaż mówimy sobie: "To nie ma znaczenia, to jest puste", wciąż lgniemy do zjawisk, bądź uciekamy przed nimi, ponieważ nasze wewnętrzne nawyki i tendencje są bardzo silne. Powinniśmy więc wyrabiać sobie taki dystans w każdej życiowej sytuacji - dzięki temu treningowi nasz sposób przeżywania świata się zmieni. Poczujemy się wewnętrznie wolni, wszędzie pojawi się więcej przestrzeni. Zrozumiemy, że wszystko wokół przypomina sen. Prawdziwy jest tylko umysł spoczywający sam w sobie. Oznacza to, że powinniśmy identyfikować się z tym, co ponadczasowe, ze świadomością. Gdy rozpuszcza się cała nasza chwytliwość, wszelka identyfikacja z ciałem, myślami i uczuciami, tendencjami i nawykami, nie oznacza to, że zabijamy naszą świadomość. Jeśli to wszystko "puścimy", nie znikniemy w nicości. Zdmuchniemy po prostu tylko kurz z promieniującej powierzchni lustra - z naszego umysłu. Samo zwierciadło jest przez cały czas doskonałe i prawdziwe, mimo że tak naprawdę nie możemy go znaleźć. Każda nasza medytacja to odnajdywanie dystansu do zjawisk. W praktyce chodzi o tak głębokie rozluźnienie umysłu, by ta wibrująca przestrzeń - nasza promieniująca świadomość - mogła się całkowicie ukazać. Czasami to poczucie otwartości i głębokiej pewności, że nie musimy niczego zmieniać bo wszystko jest dobre takie jakie jest, trwa tylko ułamki sekund.
Sytuacja uwarunkowana to taka, w której nie ma dystansu. Jakieś zjawisko się pojawia, a my myślimy, iż jest to coś bardzo ważnego i że będzie w stanie dać nam prawdziwe szczęście. Natomiast gdy to wszystko "puszczamy" i identyfikujemy się z samą promieniującą świadomością, sytuacja uwarunkowana zmienia się w nieuwarunkowaną. Doświadczenie intensywnej radości i głębokiej pewności nie zależy od żadnych zewnętrznych wpływów. Przeżywamy je, bo taką naturę ma nasz umysł. Jeśli rozumiemy, że istnieją dwa rodzaje sytuacji - uwarunkowana i nieuwarunkowana - oraz gdy przestajemy ufać tej pierwszej, jest to decydujący krok do właściwego nastawienia. Oczywiście nie jesteśmy w stanie rozwinąć od razu czystej i właściwej motywacji. Cała praktyka buddyjska jest jednocześnie pracą nad nią. Gdy zaczynamy medytować, robimy to najczęściej z "połowiczną" motywacją - taką, która jedną nogą tkwi jeszcze w samsarze. Trudno jest porzucić głębokie przywiązanie. Z drugiej strony rozpoczynając praktykę, zaczynamy jednocześnie pracować nad całkowicie czystą motywacją. Porzucenie samsary to porzucenie ośmiu światowych dharm, czyli ośmiu postaw wobec tego co się wydarza. Są to: zysk i strata, przyjemność i ból, nagroda i kara, sława i zniesławienie. Pojęcia te są ze sobą nawzajem powiązane - pokazują, że oceniamy wszystko, co się pojawia. Porzucenie samsary oznacza, że straciliśmy do niej zaufanie. Od tego momentu nasze działania obierają właściwy kierunek. Zaczynamy mieć odpowiednią motywację - pragniemy osiągnąć oświecenie, rozwinąć w pełni cały nasz potencjał dla dobra wszystkich istot. Oczywiście dopóki nie będziemy całkowicie wolni, nie będziemy mieli mocy wystarczającej, by pomóc każdemu. To nastawienie jest raczej inspiracją do praktyki, pogłębia naszą motywację. Ogólnie wzmacniamy ją w czasie każdej medytacji.
Jak możemy ocenić naszą motywację? Np. jednym z powodów, dla których tkwimy w samsarze jest to, że dzielimy innych na wrogów i przyjaciół. Jest to bardzo względna koncepcja, ponieważ nawet najbliższy przyjaciel może stać się naszym wrogiem i na odwrót. Rozwijanie poczucia bezstronności jest bardzo ważne, bo tak naprawdę nie ma wrogów ani przyjaciół, ponieważ nie ma ludzi, którzy byliby absolutnie źli. Każda istota posiada doskonały potencjał buddy - zapominanie o tym i chwytanie się jakichkolwiek ograniczonych ocen jest wyraźnym błędem. Jednym z podstawowych problemów w naszym życiu jest lęk przed śmiercią. Ponieważ praktyka Dharmy może nas do niej dobrze przygotować, być może warto włożyć trochę wysiłku w medytację. Takie podejście może również stanowić pewien rodzaj motywacji. Istnieją cztery podstawowe sposoby rozwijania właściwej motywacji: pierwszy to zrozumienie, że wszystko jest nietrwałe. W każdej chwili możemy umrzeć i dlatego nie warto odkładać praktyki na później. To zrozumienie może stać się źródłem głębokiej inspiracji. Drugim jest zdanie sobie sprawy z tego, ile cierpienia panuje dookoła, a także z faktu, iż w samsarze nie można osiągnąć trwałego szczęścia. Trzeci sposób to uświadomienie sobie, jak drogocenne jest w rzeczywistości nasze ludzkie życie, a czwartym jest zrozumienie nauki o przyczynie i skutku - nie wiemy jaka karma dojrzeje w przyszłości i czy będziemy mieć kiedyś jeszcze dobre warunki do praktyki. Istnieją również dwa cele, które możemy przed sobą postawić. Pierwszy to cel relatywny - chcemy się rozwijać, pragniemy żeby inni również się rozwijali, czerpiemy z życia pełnymi garściami, zależy nam na tym, żebyśmy na co dzień dobrze funkcjonowali. Drugim jest cel absolutny - urzeczywistnienie naszego doskonałego potencjału, stanu buddy. Te dwa cele są nierozdzielne. Najpierw osiągamy pierwszy z nich, a potem sięgamy głębiej do nieograniczonych możliwości umysłu.
Może też istnieć inna kombinacja, kiedy to zapominamy o celu relatywnym. Chcemy być wielkimi joginami, zapominamy o poziomie praktycznym, mówimy o wielkich medytacjach, ale nie potrafimy ich zrealizować w życiu. Boimy się codzienności, często zamykamy się na długich odosobnieniach. Tam czujemy się bezpiecznie, niestety jest to ogromne nieporozumienie, bo celu relatywnego nie można pominąć, nie można go po prostu zlekceważyć. Druga możliwość to zapomnienie o celu absolutnym. Chcemy po prostu lepiej żyć, interesuje nas tylko światowość. Patrzymy na innych i widzimy, że dobrze im się powodzi i chcemy tego samego dla siebie. Zapominamy, że tak naprawdę by osiągnąć rzeczywistą wolność, musimy się wyrwać z sytuacji uwarunkowanej i doprowadzić do tego, by nasz umysł spoczął w sobie samym, żeby przestał lgnąć do przyjemnych sytuacji i odpychać nieprzyjemne. Potężne metody buddyzmu tybetańskiego pozwalają odciąć to ocenianie, pomagają zostawić za sobą całą ową grę "lubię - nie lubię". Gdy pozbędziemy się przywiązania, będziemy w stanie spocząć we wszystkim, co się pojawia, niezależnie od tego, czy będzie to strumień wątpliwości, czy też głębokie oddanie. Warto czasami zadać sobie pytania typu: "Czy chcę być tylko bardziej interesujący, czy też rzeczywiście pragnę zmienić swój sposób przeżywania świata? Czy chcę pozostać po prostu w sytuacji uwarunkowanej czy też zależy mi również na tym, co ostateczne? Trudno jest w czasie każdej praktyki poczuć prawdziwą motywację. Zdarzają się jednak niezwykłe okoliczności, kiedy np. otrzymujemy inicjację od nauczyciela, spotykamy go lub medytujemy z nim podczas poła. Możemy w takich chwilach w głębi serca poczuć, że coś nas porusza. Rozluźniamy się, czujemy wdzięczność, otwartość i szczerze wysyłamy życzenia: "Obym jak najszybciej osiągnął oświecenie dla dobra innych." Jeśli coś takiego przeżyjemy, możemy potem do tego wracać, przypominać sobie to doświadczenie i w ten sposób odświeżać motywację. Wielu ludzi, którzy intensywnie praktykowali, zrobili nyndro itd., odeszło od Dharmy. Dlaczego? Ponieważ kiedy już zrealizowali cel relatywny, poczuli się silni i zapomnieli o celu absolutnym. W chwili śmierci uwarunkowane osiągnięcia nie wystarczą. To, że ludzie odchodzą od buddyzmu np. po ośmiu latach oznacza, iż nie mieli właściwej motywacji. Istota medytacji to nie jej przejrzystość, lecz nasze intencje. Motywacja jest lokomotywą całej naszej praktyki. Rozwijanie właściwego podejścia do pracy z umysłem to długi proces. Gdy zauważamy, że nie jest ono do końca czyste, możemy wysyłać życzenia, byśmy potrafili je oczyścić. Prosimy o pomoc naszego nauczyciela, buddów i bodhisatwów. Kiedy zaczynamy rozumieć, że w buddyzmie chodzi o zmianę tendencji i nawyków, o świadomy rozwój, a nie o doświadczanie jakichś niezwykłych przeżyć, wówczas możemy się rozluźnić. Bądźmy wytrwali i cierpliwi. W praktyce będą różne okresy - czasami będziemy czuli intensywną radość, a kiedy indziej znużenie. Nie ma to znaczenia, ponieważ w Diamentowej Drodze i tak wszystko staje się z czasem krokiem na ścieżce - obiektem medytacji może być zarówno rozkosz, jak też zmęczenie. Jeśli nasza praktyka jest systematyczna, to na pewno zmienia nasze tendencje i wprowadza do umysłu dobre wrażenia, które będą nam pomagać na kolejnych stopniach rozwoju. Błędem jest jednak oczekiwanie szybkich rezultatów medytacji i nadmierny, powierzchowny entuzjazm. Powinniśmy koncentrować się na praktyce tu i teraz - na tym, co właśnie dzisiaj możemy zrobić z naszym umysłem. Poza tym w rzeczywistości największych korzyści z praktyki doświadczymy w chwili śmierci i w przyszłych żywotach. Kolejnym błędem jest myślenie, że dzięki medytacji będziemy lepsi od innych - boimy się, by ktoś nie wyprzedził nas w duchowym rozwoju i robimy np. intensywnie pokłony, by mu dorównać. Z rozwijaniem prawdziwej motywacji wiąże się rozwijanie związku z nauczycielem - jest to bardzo ważny aspekt naszej praktyki. Mówi się, że gdy tracimy do niej zapał, dzieje się tak dlatego, że przestaliśmy widzieć naszego lamę na najwyższym poziomie, jako oświeconego buddę. Powinniśmy uświadomić sobie, jak wiele doskonałych właściwości ma nauczyciel i rozwijać dla niego oddanie. Jeśli nie potrafimy w naturalny sposób postrzegać guru na najwyższym poziomie, powinniśmy sprawdzić, czy jest on w stanie doprowadzić nas do oświecenia, czy zna dobrze Dharmę, ma odpowiednią ilość współczucia oraz czy jego uczniowie dobrze się rozwijają. Jeśli mamy oddanie dla nauczyciela, nasz umysł będzie stabilny. Jest to ogromnie ważne na drodze rozwoju. Bez oddania nasza motywacja będzie chwiejna i istnieje ryzyko, że po prostu zaniknie.
Przeszkody w praktyce mogą okazać się bardzo inspirujące i twórcze. Jeśli przychodzi trudna sytuacja, oznacza to, że strażnicy, z którymi utrzymujemy silny związek dzięki medytacji na Karmapę i przywołaniu Czarnego Płaszcza, bardzo wysoko ocenili nasze możliwości. Piętrzą przed nami przeszkody, gdyż widzą, że jesteśmy w stanie wykorzystać owe trudności i czegoś się z nich nauczyć, że są pożyteczne dla naszego rozwoju.