DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 18 -> Wiadomości

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Wiadomości


Karmapa w Internecie

Większość z nas nie znała osobiście XVI Karmapy Rangdziung Rigpe Dordże, który zmarł w 1981 roku. XVII Karmapę Taje Dordże mogło poznać wielu ludzi podczas i po ceremonii wprowadzenia w Delhi. Tym bardziej zdumiewający i zarazem godny podziwu wydaje się fakt, że ma on tak wielu zwolenników tu, na Zachodzie. Jak możemy poznać go lepiej i pogłębić nasz związek z jego przekazem?
Zaufanie człowieka Zachodu opiera się na wolnym dostępie do informacji. Na ich podstawie mamy zwyczaj analizować problemy i następnie wydawać sądy. Zamiast wierzyć na ślepo, w dojrzały sposób sprawdzamy jakimi rzeczy są i podejmujemy świadome decyzje. Dzięki temu możliwy staje się dużo głębszy dostęp do nauk. Z tego powodu i na życzenie samego Karmapy można teraz znaleźć w Internecie zestaw informacji o Karmapie. Oczywiście nigdy nie zastąpi to spotkania twarzą w twarz, ale daje możliwość uzyskania odpowiedzi na liczne pytania i wyjaśnienia wielu spraw, a informacje i zdjęcia pozwalają nam lepiej zrozumieć wiele kwestii. Pod adresem http: //www. karmapa . com przedstawiony jest życiorys XVI Karmapy wraz ze zdjęciami, które do tej pory nie były udostępnione w Internecie. Historia linii Kagyu wyjaśnia tło historyczne. Obraz uzupełnia otwarta, ciągle uaktualniana biografia prezentująca aktywności XVII Karmapy.
Nowością w Internecie jest też obszerne przedstawienie kontrowersji w sprawie Karmapy pod adresem http: //www. karmapa. com/k17/politics/k17-p-e. htm.

Topga Rinpocze zmarł 19 września 1997 roku.

19 września 1997 roku , ok. godziny 4.50 czasu indyjskiego, zmarł w New Delhi Topga Rinpocze. Cierpiał na raka wątroby.
Topga Rinpocze leczył się w Nowym Jorku. Terapia okazała się jednak bardzo skomplikowana i wymagała przeprowadzenia kilku operacji, którym Rinpocze najwidoczniej nie chciał się poddać. Pozwolił, by rzeczy potoczyły się swoim naturalnym trybem.
Topga Rinpocze wrócił do New Delhi około północy 18 września 1997 roku. Ponieważ jego stan był bardzo ciężki, został niezwłocznie skierowany do szpitala i umieszczony na oddziale intensywnej terapii. Lekarze dołożyli wszelkich starań, by przeżył noc. Niestety, zmarł około godziny 4:50 19 września 1997, pozostawiając nas wstrząśniętych i pogrążonych w głębokim smutku.
Po przedwczesnej śmierci w szpitalu, jego ciało przez dwanaście godzin pozostawało w pozycji medytacyjnej. Później lekarze musieli przewieźć je do innego szpitala, gdzie miało zostać zabalsamowane. Wkrótce potem ciało Topgi Rinpocze przewieziono do KIBI.
W poniedziałek 22 września ciało, Topgi Rinpocze zostało przewiezione do Thimphu w Bhutanie, gdzie odbyły się 49-dniowe pudże poprzedzające kremację. Wzięli w nich udział również mnisi z Rumteku, którzy w tym celu przybyli do Thimphu.
Przedwczesna śmierć Topgi Rinpocze była dla nas wszystkich wielkim wstrząsem i niepowetowaną stratą.
Jeszie Dziungne, KIBI, New Delhi

List Lamy Ole Nydahla:

Drodzy przyjaciele,
gdy umierają Bodhisattwowie tacy jak Topgala, zawsze wydarza się coś szczególnego. Teraz musi on być bardzo szczęśliwy w Czystej Krainie - Karmapa Taje Dordże został oficjalnie zaproszony do Bhutanu na ceremonię kremacji i przyjęto go tam ze wszystkimi honorami. Trzygodzinna podróż z granicy bhutańskiej do stolicy kraju, Thimpu, przeciągnęła się do siedmiu godzin, gdyż tysiące ludzi czekało wzdłuż trasy na przejazd Karmapy. Wczoraj [17.10. 97] 3000 osób przyszło do niego po błogosławieństwo. Cała rodzina królewska, łącznie z królem i jego czterema królowymi, przyjęła go jako XVII Karmapę.
Z pewnością rozumiecie, jakie to ma znaczenie dla Himalajów, w Dharamsali, w obliczu komunistycznych Chin i dla naszej pracy na całym świecie.
Właśnie uznano ciągłość przekazu pomiędzy XVI i XVII Karmapą.
Pozdrowienia od Lobpyna Tseczu Rinpocze, Maggi, Tomka, Caty, Hannah i Lamy Ole.
Jak z Buddy zrobiono szatana.
Przyjaciele z ośrodka w Użgorodzie na Ukrainie, przysłali do Kagyu Life list załączając artykuł z pewnej prawosławnej gazety. Jest on wyrazem nietolerancji wobec wszystkich religii oprócz prawosławia, jaką można obecnie zaobserwować w wielu krajach byłego Związku Radzieckiego.
Artykuł ten nie jest odosobnionym przypadkiem - z podobnym stylem i treścią można się spotkać dość często. Kto przez ostatnich kilka miesięcy czytał w prasie relacje z Rosji, gdzie toczyła się walka o uchwalenie skrajnie nietolerancyjnej ustawy wyznaniowej ograniczającej prawa wszystkich religii oprócz prawosławia, z pewnością natknął się na wiele osobliwych doniesień. Cerkiew prawosławna ostrzegała na przykład przed pójściem na występ iluzjonisty Davida Copperfielda, grożąc że może to "doprowadzić do pomieszania zmysłów. "
List:
"We wrześniu 1996 niedaleko Użgorodu na Ukrainie odbył się kurs poła z Lamą Ole Nydahlem. Po raz pierwszy kurs taki został zorganizowany przez ośrodek ukraiński. Ku naszej radości przyjechali do nas buddyści z dwunastu krajów: z Kanady, Szwajcarii, Danii, Niemiec, Austrii, Polski, Rumunii, Serbii, Węgier, Słowacji, Litwy i Rosji.
O tym niecodziennym, w naszych okolicach, wydarzeniu dużo pisała postępowa lokalna prasa. Gazety opublikowały wywiad z Lamą Ole, jego artykuły i zdjęcie. Miejscowy urząd do spraw wyznań wspierał nas, okazując w ten sposób swoje przyjazne nastawienie. Konstytucja Ukrainy gwarantuje równe prawa wszystkim religiom - pod tym względem nasz kraj jest już częścią Wspólnoty Europejskiej.
Mieszkańcy wsi w pobliżu której odbywał się kurs, współpracownicy obozu i ludzie, którzy pomagali przy budowie gompy - wierzący chrześcijanie - okazali nam dużo sympatii i zrozumienia. Pragnęli poznać nas bliżej. Wielu z nich poszło do Lamy Ole po błogosławieństwo, a niektórzy zostali nawet buddystami. Znaleźliśmy przyjaciół wśród miejscowej ludności, wiele osób wykazało wielką tolerancję.
Tymczasem gminy św. Cyryla i Metodego na Zakarpaciu wspierane przez cerkwie w Użgorodzie połączyły siły z przeorem Dimitrim Sidovem, przełożonym użgorodzkiej katedry. Już wcześniej zostaliśmy przez nich nazwani w czasopiśmie "Chrześcijańska Rodzina" (numer 8 z maja 1997 roku) "nieczystymi" i "satanistami". Redaktorem czasopisma jest Dimitri Sidov. Szkoda, że gmina i jej przełożony nie hołdują słowom Chrystusa "Kochaj bliźniego swego", lecz pełnemu pogardy dla świata credo "Kto nie jest ze mną, ten jest przeciwko mnie. "
Stanowisko patriarchy ukraińskiej cerkwi grecko-prawosławnej jest na szczęście inne, z czego się bardzo cieszymy. Zostało to jasno wyrażone w podpisanym 21 lipca tego roku w obecności prezydenta Ukrainy memorandum, w którym mowa jest o zrezygnowaniu z użycia przemocy w regulowaniu stosunków międzywyznaniowych: "Nie dopuścimy - zwłaszcza w środkach masowego przekazu - do wypowiedzi nacechowanych nietolerancją i wrogością na tle narodowościowym lub wyznaniowym. Powstrzymamy się od obelżywych i pogardliwych oświadczeń. "
Patriarcha zalecił wszystkim organizacjom religijnym przyłączenie się do tego memorandum.
Ośrodek buddyjski w Użgorodzie, Tomasz Friedmann"
Artykuł z czasopisma prawosławnego:
Co każdy wiedzieć powinien: Kto ma korzyści z tybetańskiego satanizmu?
W lokalnych gazetach pojawiła się informacja o spotkaniu buddystów w Pereczinszczine. Cóż to za wiara, która ma w tych okolicach trzydziestu wyznawców i która dostała od władz pozwolenie na przeprowadzenie międzynarodowego(!?) spotkania buddystów?
A. Walko, Użgorod
Spotkanie odbyło się za pozwoleniem lokalnych władz. Niestety, wszyscy nieprawowierni dostają takie prawa, podczas gdy nas ciągle prześladuje się zakazami. Dochodzi nawet do zamykania kościołów, jak to uczynili np. przewodniczący gminy i wsi w W. Studenum i w Pereczine.
Autorami artykułów poruszających problemy duchowe w lokalnych gazetach są z reguły dyletanci i samoucy. Dziennikarz czasopisma "Sribna Semla" ["Srebrna Ziemia"] napisał (nie podzielając jednak do końca buddyjskich poglądów), że według słów jednego z uczestników kursu, tych którzy stale biorą udział w kursach buddyjskich czeka po śmierci życie wieczne/raj.
Biedny dziennikarz... Nie miał pojęcia, że buddyści nie posiadają nawet określenia "Królestwo Boże" czy "raj". To powinno zainteresować byłych komunistów, których od czasu do czasu irytują nasze antykomunistyczne artykuły ("Głos Karpat" zupełnie tę kwestię ignoruje). Buddyści mają zatem wyjaśnienie dla niektórych aspektów komunizmu.
Tybet, Himalaje i serce ich duchowości, iluzoryczna Szambala (centrum satanizmu) to gniazdo buddyzmu, krisznaizmu i jawnego satanizmu. Właśnie tutaj otrzymała satanistyczny chrzest Bławatska, Röhrichowie i ideologia faszyzmu niemieckiego. Stąd wspierana była Rewolucja Październikowa, stąd czerpią swą siłę masoni aż po dziś dzień.
Mikołaj i Helena Röhrichowie przekazali w 1927 roku komisarzowi ludowemu Czeczerinowi, reprezentantowi rządu radzieckiego, przesłanie od (jak utrzymywali) wielkich czarnych mahatmów (satanistów), które głosiło m. in. : "My w Himalajach wiemy, co robicie wy, komuniści - bolszewicy. Rozwiązaliście kościół chrześcijański, źródło kłamstw i zabobonu.. . Uznaliście, że religia to nauka uniwersalnej materii... Znieśliście własność prywatną... Przekazujemy wam szkatułę z ziemią z Himalajów na grób naszego brata mahatmy (satanisty) Lenina... Pozdrawiamy w imieniu Szambali Wielką Rewolucję Październikową, której znaczenie w dziejach jest olbrzymie. Trzeba przyznać, że idee Lenina mają wielką moc przyciągania... W cichym przekazie połączyła się nasza wola z jego myślami... Trzeba wreszcie odrzucić Boga i świętych (tzn. chrześcijaństwo) i uznać prawdziwy świat, jakiego nauczali Marks i Lenin... Trzeba zastąpić idealistyczną pianę twardym rozsądkiem..." ("Droga Aryjczyków" str. 66) . W liście jest również mowa o "uroku kolonii robotniczych na Sołowkach"(!), gdzie "odbywa się reedukacja pająków zysku".
Z przesłania jasno wynika, że Röhrichowie odwiedzili Marksa i Engelsa w Londynie, a 50 lat później Lenina w Szwajcarii. W ten oto sposób zamyka się krąg masonerii. Helena Bławatska, która posiadała wielkie nadprzyrodzone zdolności, przez jakiś czas blisko współpracowała z Marksem. Niniejsze przesłanie jest manifestem satanistycznym usprawiedliwiającym prześladowanie religii (wszystkiego co pozytywne i autentyczne w ZSRR) i nawołującym do zniszczenia duchowej siły słowiańskiej Ukrainy. Wzywało do wysadzenia w powietrze klasztorów Peczorskiego, Michaiłowskiego i Poczaiwskiego.
Również artykuł Władimira Artuszenki świadczy o tym, że komunistów ciągnie do ich tybetańskich duchowych ojców. Drukujemy artykuł "Biedny Budda, gdy Judasz nawróci się na jego wiarę" ("Ciekawe czasopismo" nr 4 (42) str.114) , pozostawiając go bez komentarza. "Jak tu nie wykrzyknąć: Wielkie są twoje cuda, o Boże! Okazało się, że były ortodoksyjny marksista, późniejszy ojciec pierestrojki Gorbaczowa, a następnie odszczepieniec od komunistycznej idei "świetlanej przyszłości", Aleksander Jakowlew, przystał teraz do buddystów. Jakby tego było mało, stał się niemalże przedstawicielem tego prądu religijnego w Rosji, tak jak kiedyś był ambasadorem w Kanadzie. "Zawsze podobała mi się główna idea buddyzmu, głosząca że każdy człowiek może sam osiągnąć doskonałość i dlatego jest sam za siebie odpowiedzialny" - twierdzi teraz Jakowlew.
Ale to jeszcze nie wszystko. Swoje zbliżenie do buddyzmu wyjaśnia dzielny marksista - leninista Jakowlew reakcją na wzmocnienie się pozycji cerkwi prawosławnej, która według niego wciąż rośnie w siłę i stała się wszechobecna w Rosji Jelcyna. "Nie podzielam poglądu leżącego u podstaw naszej religii, według którego nie mogę sam dążyć do doskonałości, ponieważ potrzebuję do tego króla, cesarza albo dobrego cara, który by za mnie decydował i byłby odpowiedzialny za wszystko, co mnie dotyczy" - uzasadnia swoją duchową przemianę Jakowlew.
Trudno sobie nie przypomnieć, że jeszcze sześć lat temu śpiewał w cerkwi "Hosanna". Oświadczył przy tym, że kościół prawosławny jest filarem wiary i jedności. A teraz taka żenująca zmiana. Jak tu nie współczuć buddystom? Ich również czeka to samo, co przypadło w udziale komunistom i chrześcijanom - zdrada Jakowlewa. Ten kto już zdradził nigdy nie poprzestanie na tym jednym razie. Wszelkie komentarze są więc zbędne. D. Woszwiszensckji
Artykuł zakończony jest rysunkiem głowy żołnierza z gwiazdą Dawida na berecie.

Karma Kagyu w Kałmucji

Zaświadczenie Urzędu ds. Wyznań Republiki Kałmucji w Eliście, adresowane do Ministerstwa Sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej w Moskwie (z 2 października 1997):
"Urząd ds. Wyznań Republiki Kałmucji potwierdza, że szkoła Karma Kagyu buddyzmu mahajany jest tradycyjną religią, która podobnie jak inne tradycje buddyjskie działa w Kałmucji od XIII w. do dnia dzisiejszego. W ciągu czterdziestu lat prześladowań religijnych i ucisku politycznego linia przekazu przetrwała dzięki pojedynczym lamom i ludziom świeckim.
Od 1989 roku tradycja Karma Kagyu powróciła na wielką skalę na obszary rosyjskie dzięki pomocy swych nauczycieli: dzierżawcy linii Jego Świątobliwości Szamara Rinpocze (Indie, Delhi) , Wadżra-mistrza Topgi Julgjala Rinpocze (Bhutan, Thimpu) , Lamy Lobpyna Tseczu Rinpocze (Nepal, Katmandu) , Lamy Ole Nydahla (Dania, Kopenhaga) oraz nauczycieli Khenpo Karma Keczoga i Khenpo Tsultrima Tharczina (Indie, Delhi) .
19 grudnia 1993 w Eliście w Kałmucji została założona centralna wspólnota religijna - Międzynarodowy Związek Szkoły Karma Kagyu zrzeszający ponad pięćdziesiąt organizacji religijnych, ośrodków i grup medytacyjnych w Rosji, na Ukrainie i w innych krajach bliskiej zagranicy [wyrażenie używane w Rosji dla określenia krajów byłego ZSRR]. Adres prawny: 196105, Rosja, Sankt Petersburg, ul. Warszawskaja 16 -17. Międzynarodowy Związek Szkoły Karma Kagyu jest od dnia 28.12.1993 zarejestrowany przy Ministerstwie Sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej w Moskwie.
W skład związku, która jest organem koordynacyjnym i informacyjnym, wchodzą: Ośrodek Buddyzmu Karma Kagyu w Eliście (Kałmucja) , Szkoły Buddyzmu Karma Kagyu z Petersburga, Moskwy, Ułan Ude (Buriacja) , Władywostoku, Irkucka, Nowosybirska oraz Ługańska i Użgorodu na Ukrainie.
Działalność związku i ośrodków polega przede wszystkim na studiowaniu i rozwijaniu tej formy buddyzmu. Głównym jego celem jest, tak jak we wszystkich innych szkołach buddyzmu, osiągnięcie wyzwolenia i oświecenia dla dobra wszystkich istot."
Dyrektor Urzędu ds. Wyznań, M. Burni now

9 Maha-Seagal

Aktor filmu akcji Steven Seagal uznany za tulku linii Njingma.
Luty 1997 w Bylakuppe w Indiach. Właśnie tutaj Penor Rinpocze, obecny dzierżawca linii w tradycji Njingma, ma swój klasztor na wygnaniu - Namdroling.
1500 mnichów i mniszek z gromadziło się w głównej sali, by być świadkami uroczystego nadania tytułu tulku, świadomej inkarnacji buddyjskiego mistrza. Zapalają się lampki maślane, rozbrzmiewają dźwięki tybetańskich rogów i recytowane modlitwy. Właściwie nic nadzwyczajnego, gdyż biorąc pod uwagę ok. 1000 różnych linii inkarnacji podobne wydarzenia mają miejsce ciągle.
Jednak tym razem rzuca się w oczy coś szczególnego w osobie samego tulku. W górach brokatu i jedwabiu nie tonie, jak to zazwyczaj bywa, drobne tybetańskie dziecko, lecz wysoki, potężnie zbudowany Amerykanin z końskim ogonkiem - to on przyjmuje wyrazy czci.
Steven Seagal, aktor filmu akcji z Hollywood, był do tej pory znany w świecie bardziej ze skutecznego i szybkiego zabijania na ekranie dużej liczby ludzi, niż ze związku z nauką Buddy. Teraz został uznany za inkarnację siedemnastowiecznego mistrza buddyjskiego Czungdraga Dordże. Czungdrag Dordże uważany był za tertona, "odnalazcę skarbu", który odnalazł skarby Dharmy ukryte w VIII w. przez Padmasambhawę na obszarze Himalajów. Prowadził mały klasztor we Wschodnim Tybecie w pobliżu Derge, który wciąż jeszcze istnieje, lecz obecnie jest niezamieszkały.
Od czasu, gdy buddyzm tybetański pojawił się na Zachodzie, niezmiernie rzadko rozpoznawano jako tulku dorosłych Europejczyków lub Amerykanów. Również wśród Tybetańczyków nieczęsto zdarza się, by tytuł ten został przyznany dorosłemu, a jeśli już do tego dochodzi, to zwykle z powodów politycznych. Wprawdzie nieoficjalnie lamowie wyrażają czasami opinię, że ta czy inna osoba mogłaby być tulku, ale nawet jeśli ludzie Zachodu udowodnią swym pełnym współczucia postępowaniem, zdolnościami w nauce, szybkością osiągania wglądu w medytacji itd. , że mają głębokie korzenie z poprzednich żywotów, do oficjalnego uznania za tulku zazwyczaj nie dochodzi.
Jak doszedł do tego zaszczytu Steven Seagal? W końcu uchodzi on w Hollywood za trudnego faceta, który często zachowuje się bardzo arogancko podczas wywiadów, przy omawianiu interesów chętnie nosi na pokaz rewolwer i w ogóle uważany jest za maniaka broni.
W Hollywood Dalaj Lama cieszy się obecnie wielkim poważaniem, do czego znacznie przyczynił się jego sławny uczeń Richard Gere oraz inne hollywoodzkie gwiazdy. Duży wpływ miał na to także film "Siedem lat w Tybecie" z Bradem Pittem, który dotarł już na ekrany europejskich kin. Buddyzm tybetański robi furorę na Zachodnim Wybrzeżu. Każdy, kto dba o swój image, przyłącza się do tego trendu.
Steven Seagal zrobił to stosunkowo późno. W 1995 roku wyruszył wynajętym samolotem do Indii, gdzie odwiedził wiele klasztorów. Tam też poznał Penora Rinpocze.
Penor Rinpocze właśnie rozpoczynał wtedy swą działalność na Zachodzie. Założył kilka małych ośrodków w USA, a Steven Seagal udzielił mu olbrzymiego wsparcia w postaci hojnych datków i zaproszenia na podróż z wykładami do Los Angeles. W tym czasie, jak donosi czasopismo "Esquire Magazine" w numerze z października 97, Seagal zaczął mówić o tym, że w poprzednim życiu musiał być buddyjskim świętym i poprosił Penora Rinpocze, by go za takiego uznał.
Następnie Seagal usilnie zabiegał o przyjęcie do kręgu najbliższych uczniów Dalaj Lamy. Zbieranie datków w Beverly Hills, które przyniosło Dalaj Lamie ponad pół miliona dolarów, zapewniło Seagalowi podczas przyjęcia miejsce na samym przodzie, kilka rzędów przed Richardem Gere, którego, jak odnotowały hollywoodzkie plotkarskie gazety, już od dziesięciu lat łączy z Dalaj Lamą zażyła przyjaźń. Starania Seagala by zbliżyć się do Dalaj Lamy były najwidoczniej tak natarczywe, że doradcy Dalaj Lamy świadomie trzymali go na dystans. Oświadczono też wówczas wyraźnie, że image pana Seagala może zaszkodzić wizerunkowi Dalaj Lamy. Podobno aktor urażony odmową odpowiedział, że kochają go amerykańskie przedmieścia, a zwłaszcza murzyńskie dzieci.
Jak zareagowały środowiska buddyjskie na niecodzienny krok Penora Rinpocze? Dalaj Lama nie chciał wypowiadać się na temat konkretnych przypadków, stwierdził jedynie ogólnie, iż można uznać kogoś za guru tylko po dokładnym sprawdzeniu, czy jest godny zaufania, i że nawet wtedy należy za nim podążać zachowując granice zdrowego rozsądku. Stephen Batchelor, były mnich i autor kilku książek o buddyzmie, uważa całą sprawę za posunięcie podyktowane względami polityczno-finansowymi. Dziamjang Norbu, pisarz i komentator polityczny, oświadczył, że incydent ten ośmiesza wszystkich Tybetańczyków. Uważa on Seagala za wariata, którego dom przypomina arsenał. Surja Das, sławny zachodni nauczyciel dzogczen przyznaje, że Seagal jest być może mistrzem sztuk walki, ale na pewno nie mistrzem buddyjskim. Krytyka ze strony buddystów tybetańskich była widocznie tak gwałtowna, że Penor Rinpocze poczuł się zmuszony opublikować obszerne oświadczenie, w którym wyjaśnia swoje posunięcie (adres w Internecie: http: //www. palyul. org). Z jednej strony stwierdza w nim, że podtrzymuje swoją decyzję i że rozpoznał już stu innych tulku. Zapewnia, iż nie otrzymał pieniędzy w zamian za uznanie Seagala za inkarnację Czungdraga Dordże. Stwierdza, iż nie jest niczym niezwykłym, że Czungdrag Dordże nie odradzał się przez dwieście lat. Przytacza też liczne przykłady tulku, którzy uznani zostali dopiero jako dorośli ludzie.
Z drugiej strony jednak Penor Rinpocze relatywizuje znaczenie tytułu tulku przyznanego Seagalowi. Czungdrag Dordże miał być tylko pomniejszym tertonem, uznanie za tulku nie oznacza, że dana osoba jest urzeczywistnionym nauczycielem itd.
A jak widzi Steven Seagal swoją przyszłość jako tulku? W listopadzie 1997 roku planuje podróż do Indii i Katmandu, by tam studiować buddyzm. Podobno zamierza nawet zostać buddyjskim nauczycielem. Jego role filmowe mają w przyszłości zawierać mniej przemocy. A szkoda, bo podobał nam się kucharz z "Liberatora".
Ulla i Detlev Göbel.