DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 18 -> Sen i Rzeczywistość

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Sen i Rzeczywistość


Na zboczach Mount Everestu, około sześć tysięcy metrów nad poziomem morza leży klasztor Thubten Czöling. Jego opatem jest Trulszik Rinpocze - bardzo stary lama i mistrz szkoły Njingmapa. Tybetańczycy czczą go i nazywają oświeconym ufając, że Trulszik Rinpocze przejrzał n a wskroś iluzje przesłaniające zwykle naturę ludzkiej świadomości.
W czasie studiów młody Trulszik wbił sobie do głowy, że musi spotkać wielkiego Gyalwa Karmapę, jeśli rzeczywiście chce zrobić jakieś postępy w praktyce. Gyalwa Karmapa był głową szkoły Kagyu i w ten sposób spadkobiercą głębokiej wiedzy, potrafiącym przebudzić dobrze przygotowanego ucznia w jednej chwili.
Latami młody Trulszik starał się zobaczyć Karmapę. Wyruszył w długą podróż z Tybetu do Sikkimu, by odwiedzić go w jego tamtejszym klasztorze. Kiedy po pokonaniu wielu przeszkód dotarł na miejsce, mistrz wyjechał akurat do Indii, by przekazać tam tajemne nauki Mahakali. Trulszik udał się więc do Indii, jednak również i tym razem przybył za późno - Jego Świątobliwość XVI Gyalwa Karmapa został a k urat zaproszony do innego kraju. Niezależnie od tego jak bardzo Trulszik starał się spotkać swego guru, nigdy mu się to nie udawało.
Nie pozostało mu więc nic innego, jak poważnie zabrać się za zbadanie przyczyn, prześladującego go nieustannie pecha. "Czy jest jakaś zewnętrzna negatywna siła uniemożliwiająca mi kontakt z mistrzem? Czy też jakieś wewnętrzne niedociągnięcie, zła karma lub też zasadniczo błędne nastawienie?" Stawiał sobie podobne pytania pracując jednocześnie z umysłem i medytując. Obdarowyw a ł ubogich, starał się rozwijać tylko życzliwe myśli, recytował mantry, żył zgodnie z buddyjskimi zasadami i był zawsze gotów do pomagania innym. Kiedy się modlił, prosił tylko o to, by Karmapa udzielił mu inicjacji Mahakali, zanim opuści ten świat. Karma p a zmarł jednak w 1981 roku nie widząc nigdy Trulszika, nawet z daleka.
Kiedy lama Trulszik usłyszał tę wiadomość, ogarnęła go rezygnacja. Było to największe rozczarowanie jego życia, gdyż w ten sposób tracił wszelką nadzieję na postęp na duchowej ścieżce. W rzeczywistości Trulszik potrzebował całych lat, by w pełni poddać się swojemu losowi i zaakceptować fakt, że nie udało mu się osiągnąć tego największego celu.
I kiedy już zupełnie utracił nadzieję i uwolnił się od pragnień i celów... dopiero wtedy wydarzył się cud.
Pewnej nocy - zupełnie nieoczekiwanie i wówczas już bez wcześniejszych modlitw - zobaczył we śnie zmarłego Gyalwa Karmapę. Promieniująca wizja pojawiła się przejrzyście w pustej świadomości Trulszika. Dawniej nie pomagała żadna z jego wytężonych modlitw, teraz jednak, kiedy niczego już nie oczekiwał i nie pragnął, przyszedł do niego we śnie promienny budda i zaproponował, że przekaże mu we śnie tajemne nauki Mahakali.
"Co jest rzeczywiste, a co jest nierzeczywiste?" brzmiał o pierwsze pytanie Trulszika.
"Wszystko i nic", odpowiedział Karmapa. "To paradoks. Patrząc z absolutnego punktu widzenia, wszystko co posiada substancję i kiedykolwiek zostało stworzone, jest przemijające i dlatego nierzeczywiste. Za rzeczywiste może być uważane tylko to, co stwarza wszystkie substancje we wszechświecie, lecz ta rzeczywistość jest w samej swej istocie pozbawiona substancji i nic jej nie ogranicza; dlatego jest wszechobecna i wszechmocna. Każde, nawet najmniejsze przejawienie się formy lub działanie jest pełne wartości, gdyż wyłania się z absolutu, jedności, z tego co ostatecznie nierozdzielne."
W ten sposób Karmapa rozpoczął swe nauki. Kiedy jego forma znów rozpuściła się w przestrzeni, Trulszik doświadczył głębokiego wglądu - przebudził się w czasie snu...
Od tej pory przestała dla niego istnieć różnica pomiędzy nocnymi snami i snami w ciągu dnia, próbującymi schwytać go w sidła wiary, że on sam istnieje naprawdę jako niezależna i oddzielona od całości pojedyncza osoba. Wszystko, co przemijające stało się dla niego snem, wizją z której pewnego dnia się obudzimy, niezależnie od tego jak, długa i trudna wydawałaby się nam dzisiaj droga prowadząca do tego doświadczenia.

Opracowanie: Wojtek Tracewski