DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 17 -> Czas

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Czas

Steve Hagen
_________


Autor: Budda Siakjamuni
"Ja i wszystkie istoty równocześnie osiągamy drogę"
Autor: IX Karmapa
"Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są jedynie nazwami
wymyślonymi przez głupców"
Autor: Albert Einstein
"Czas jest zawziętą iluzją"
Jak to możliwe, że Budda osiągnął oświecenie równocześnie ze wszystkimi istotami? Czy nie stało się to dawno temu? A jeśli już się wydarzyło, gdzie jest teraz? Czy wszystkie istoty to również my?
W buddyjskiej literaturze pojawia się wiele wzmianek na temat "nieobecności czasu w rzeczach, związkach i wydarzeniach. Nagardżuna używając klasycznego przykładu pokazuje nam, że nie istnieje spójna koncepcja czasu jako bytu, można go tylko doświadczać jako serii wzajemnie od siebie zależnych związków. Seng-TsŐan, Trzeci Patriarcha zen, kończy swoje "Inskrypcje o ufaniu umysłowi stwierdzając, że: "Słowa zawodzą. Dla drogi nie istnieje wczoraj, dzisiaj ani jutro.
My jednak mimo wszystko patrzymy na świat i nasze doświadczanie go w sposób linearny, jakby rzeczy nanizane były na sznur przebiegający z przeszłości przez teraźniejszość ku przyszłości. Coś pojawiającego się teraz stwarza skutek, który pojawi się później. Myślimy, że zjawiska są właśnie takie i że takimi muszą być. Jaki punkt widzenia odpowiada jednak temu, co proponuje nam obecnie nauka? Który z poglądów w najprawdziwszy sposób oddaje to, jaki świat jest w rzeczywistości?
Ostatnio niektórzy fizycy ponownie zainteresowali się szczególnymi koncepcjami na temat czasu i przestrzeni, rozwiniętymi około 1940 roku. Jeden z ówczesnych modeli redukuje trzy wymiary przestrzeni do jedynie dwóch, traktując czas jako trzeci wymiar. Zgodnie z tym schematem wszystko, co nazywamy "teraz, to znaczy układ wszelkich rzeczy i wydarzeń, postrzegane jest jako istniejące na oddzielnej płaszczyźnie. Oczywiście płaszczyzna ta, będąca teraźniejszym momentem, nie pozostaje nieruchoma. Wydaje się raczej, że unosi się ku górze poprzez trzeci wymiar, bardzo podobnie jak podłoga w windzie. Jedyną różnicę stanowi fakt, że w tym przypadku płaszczyzna unosi się nie w przestrzeni, lecz w czasie. W obszarze tego konceptualnego modelu przeszłością jest wszystko to, co znajduje się poniżej podłogi w danym momencie, przyszłością natomiast to, co ma dopiero nadejść, staje się ona, gdy podłoga unosi się, by ją powitać. Myśląc w ten sposób możemy wyobrazić sobie całą czasoprzestrzeń w postaci trójwymiarowego bloku i każdy byt jako punkt lub zespół punktów należących do tej płaszczyzny. Nasze życie to linia, którą rysujemy poprzez ów blok podnosząc windę ku górze w czasie. Niektórzy fizycy widzą w tym również sposób wyjaśnienia fenomenu świadomości. Fizyk matematyczny, Herman Weyl, opisuje to tak: "Obiektywny świat po prostu jest, nie wydarza się. To tylko dla spojrzenia mojej świadomości, pełznącego ku górze wzdłuż linii życia ciała, cząstka tego świata ożywa jako mknące wyobrażenie ustawicznie zmie-niające się w czasie.
Dlaczego jednak mielibyśmy w ogóle myśleć o czasie jako o ruchu? Tworząc powyższy schemat i ogólnie badając zjawiska w czasie, fizycy w naturalny sposób kontynuowali oparte na zdrowym rozsądku założenie, że czas jest ciągłym ruchem z przeszłości przez teraźniejszość ku przyszłości. Jednak utrzymywanie tego poglądu przedstawia pewne problemy. Odkryto na przykład, że określone wydarzenia kwantowe wydają się opuszczać windę w dół, zamiast unosić ją ku górze. Nauka wyjaśniła dokładnie właściwości cząstki zwanej pozytronem. Nie jest to coś teoretycznego lub hipotetycznego, lecz rzeczywista cząstka ukazująca się w wielu kwantowych eksperymentach. Pozytron można uważać albo za dodatnio naładowany elektron (z wyjątkiem tego przypadku elektrony są naładowane ujemnie) , albo za elektron poruszający się wstecz w czasie. Jak zobaczymy za chwilę, ten drugi pogląd rozwiązuje wiele intrygujących problemów od dawna spędzających fizykom sen z powiek.
Najłatwiejszym rozwiązaniem byłoby oczywiście zapomnienie o jakichkolwiek nonsensach na temat istnienia cząstek podróżujących wstecz w czasie, ponieważ cząstki takie z matematycznego punktu widzenia można równie dobrze potraktować jako poruszające się w czasie "do przodu. W rzeczywistości wielu fizyków próbowało właśnie to uczynić. Problem stanowił fakt, że kiedy zaczęli wyobrażać sobie pozytrony jako elektrony podróżujące z przyszłości przez teraźniejszość ku przeszłości, ich ogólny obraz wszechświata uległ ogromnemu uproszczeniu. Naukowcom prostota dostarcza silnej podniety do tego, by potraktować coś poważnie. Więcej, patrząc na zjawiska pod kątem przemieszczania się wstecz w czasie odkryli ostatnio, że są w stanie zrozumieć wiele fenomenów kwantowych, których nie potrafili wyjaśnić w inny sposób, wprawiały ich w głębokie zakłopotanie od dziesięcioleci.
Zaakceptowanie takiego schematu prowadzi również do wielu innych intrygujących spostrzeżeń. Z jednej strony pokazuje on w bardzo konkretny sposób, że cały wszechświat nie ma żadnego wymiaru, ani nie trwa przez określony czas. Oznacza to, że spotykamy całą rzeczywistość, cały czas i całą przestrzeń w jednej chwili. Mówiąc innymi słowami, nic nie porusza w dół lub w górę windy czasu kreślącej linie, ani nasze ciała, ani świadomości, ani pozytrony. Nie istnieje naprawdę żadna podobna linia czasu. Jest ona iluzją i przyczyną naszego pomieszania związanego z tym pojęciem.
Mówiąc bardzo uproszczonym językiem, fizycy zaczynają rozwijać następującą hipotezę:
Wyobraźmy sobie, że kiedy elektron w naszej kuchni wibruje, wysyła jednocześnie sygnał podróżujący z prędkością światła przez czas i przestrzeń. Gdy inny elektron odbierze go, zacznie również wibrować i wyśle "powrotny sygnał do pierwszego elektronu w naszej kuchni. Każdy elektron otrzymuje taką informację od innych cząstek, zewsząd; rzeczywiście od dokładnie wszystkiego, z czym jest w stanie wejść w kontakt w całym czasie i przestrzeni. W rezultacie tego procesu każdy elektron "zna dokładnie swoją rolę i miejsce we wszechświecie. Przyjrzyjmy się temu bliżej. Powiedzmy, że pobudzimy elektron (nazwijmy go "nadawcą) należący do tej kartki papieru. Wysyła on sygnał (to znaczy emituje foton poruszający się jako fala) przemieszczający się z szybkością światła. Mógłby on dotrzeć nie dalej, niż do krawędzi tej kartki lub do galaktyki Andromedy, oddalonej o dwa miliony lat świetlnych. Jednak to jak daleko i dokąd dotrze ów sygnał nie ma znaczenia, gdyż wcześniej czy później foton zostanie przechwycony przez inny elektron (który nazwiemy "odbiorcą) . Elektron ten zacznie również wibrować w odpowiedzi i wyśle sygnał do "nadawcy należącego do naszej kartki papieru. Zgodnie z naszym podejściem, opartym na zdrowym rozsądku, jeśli sygnał podąży w stronę Andromedy (oddalonej o dwa miliony lat świetlnych) , mogłoby się wydawać, że upłyną cztery miliony lat, zanim foton powróci do nadawcy należącego do tej kartki. Jednak wygląda na to (i liczne eksperymenty to potwierdziły) , że powrotny sygnał wysyłany przez odbiorcę nadawca otrzymuje w tym samym momencie, w którym wysyła swój. Nie mówiąc już o czterech milionach lat, które musiałyby upłynąć zanim sygnał dotarłby do Andromedy i powrócił, całe wydarzenie rozgrywa się symultanicznie. Nie w ułamku sekundy, lecz dokładnie w tym samym momencie. Innymi słowy, cały proces ma miejsce teraz poza czasem. Teraz zamiast czasu.
Niektórzy fizycy wyjaśniają to zjawisko mówiąc, że kiedy odbiorca otrzymuje sygnał, wysyła powrotny sygnał wstecz w czasie. I ponieważ fotonowi zabiera dokładnie tyle samo czasu przebycie drogi w jedną jak też w drugą stronę, całe wydarzenie dobiega końca w tym samym momencie, w którym się rozpoczyna. Fizycy dysponują bardzo konkretnymi danymi doświadczalnymi dopuszczającymi takie wyjaśnienie, nazywają je "transakcyjną interpretacją mechaniki kwantowej. Ponadto jeśli spojrzymy na to z punktu widzenia samego sygnału, w przeciągu owej podróży "trwającej cztery miliony lat czas nie upływa. Einstein pokazał nam, że gdybyśmy byli w stanie nadać sobie samym prędkość światła (byłaby to sytuacja różna od pozbawionych masy fotonów; my posiadamy masę, więc nie możemy tego zrobić, ale wyobraźmy to sobie hipotetycznie) , czas upływałby coraz wolniej wraz ze wzrostem naszej prędkości (chociaż my nie postrzegalibyśmy tego w ten sposób) . Wreszcie przy prędkości światła przestałby upływać zupełnie. Z punktu widzenia kogoś podróżującego z taką szybkością cała pokonywana przestrzeń, każdy jej cal i rok świetlny, zostałaby przebyta w jednej chwili, niezależnie od tego, jak długa byłaby to podróż. Tak więc z punktu widzenia fotonu docierającego do Andromedy jego cała droga nie zajmuje dosłownie żadnego czasu. Innymi słowy, Andromeda znajduje się dokładnie "tu, ponieważ by udać się "tam niepotrzebny jest upływ czasu, ani nic innego. W ten sposób fakt, iż sygnał znajduje się "tu i "tam symultanicznie, czyni "tam nieodróżnialnym od "tutaj. Może to być prawdziwe dla każdych dwóch "miejsc we wszechświecie, które wskażemy. Mówiąc inaczej, wszechświat wydaje się nie posiadać jakiegokolwiek wymiaru i nie istnieje w czasie.
Dla naszego dzisiejszego umysłu wszechświat jest niewyobrażalnie rozległy i pradawny, przekracza to nasze pojmowanie. Jednak ktoś oświecony nie widzi potrzeby kwalifikowania obiektywnej rzeczywistości w ten sposób. Tak jak powiedział wielki chiński mistrz zen Huang Po: "To jest bez początku, nienarodzone i niezniszczalne. Nie można tego zrozumieć przy pomocy słów "nowy albo "stary, nie jest też to ani długie ani krótkie; wykracza poza wszelkie ograniczenia, wymiary, nazwy, wzorce i porównania.
Wszechświat, taki jakim widzi go oświecony, nie posiada faktycznie ani wymiaru, ani wieku. Wszystko, czym jest istnieje tu i teraz. Mimo to w obszarze owego tu i teraz, nie posiadającego ani wymiaru, ani wieku w przestrzeni lub czasie, wydaje się, że my mamy wymiary i w czasie, i w przestrzeni. W jaki sposób więc przestrzeń i czas w ogóle mogą zaistnieć?
Pojawiają się dzięki świadomości. To, że stoimy w obliczu czegoś rozległego i trwałego, jest jedynie naszą mentalną konstrukcją, koncepcją na temat wszechświata. Jednak w naszym obecnym doświadczeniu, to znaczy raczej zgodnie z tym, co w danej chwili postrzegamy, a nie co sobie wyobrażamy, wszystko z czymkolwiek stykamy się, znajduje się tu i teraz. Nasze doświadczenie istnieje zawsze w teraźniejszości. Nie możemy po prostu istnieć w przyszłości ani w przeszłości, jedynie w owym ponadczasowym, trwającym nieskończenie krótko momencie, który nazywamy "teraz. Tylko pamiętamy przeszłość i wyobrażamy sobie przyszłość, jednak obie te aktywności mogą zaistnieć jedynie teraz. Gdziekolwiek jeszcze moglibyśmy być, jak nie właśnie tutaj? Będąc tutaj wyobrażamy sobie "tam, jednak w rzeczywistości nie możemy udać się "tam. Niezależnie od tego dokądkolwiek "udalibyśmy się, nigdy nie opuszczamy "tutaj.
To, czego doświadczamy jako trwania i wymiaru, czas i przestrzeń, jest skutkiem sposobu, w jaki pracuje nasz umysł. Stwarza je świadomość. W rzeczywistości to właśnie świadomość rozdziela wolną poza tym od "szwów całość i czyni czas i przestrzeń czasem i przestrzenią, "tu i "tam, "potem i "teraz. To właśnie różne mentalnie konstrukcje, których tak się chwytamy, pojawiają się jako czas i przestrzeń, wymiar i trwanie. Pochodzą one, podobnie jak cały materialny świat, ze świadomości "czerpiącej czas i przestrzeń z ponadczasowego, pozbawionego wymiarów morza. Dla przebudzonego rzeczywistością jest właśnie owa ponadczasowa, wolna od podziałów i nieograniczona całość.

Autor jest nauczycielem zen i fizykiem wysokich energii.

Opracowanie: Wojtek Tracewski