DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 15 -> HISTORIA ŻYCIA MILAREPY

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

HISTORIA ŻYCIA MILAREPY

Na podstawie biografii Milarepy opracowali Klaudia Żerebiec i Rafał Olech.
_________


W męskim roku Wodnego Smoka, w pierwszym jesiennym miesiącu, dwudziestego piątego dnia (przełom sierpnia i września 1052 roku) urodził się Milarepa. Ojciec Mila Szierab Gyaltsen i Matka Karmo Kjön dali mu imię Thepaga, co znaczy "Piękny Głos". Po czterech latach przyszła na świat jego siostra, Peta. Rodzina była poważana i majętna. Matka pochodziła z królewskiego rodu Nang, zaś ojciec był bardzo zręcznym kupcem. Mieszkali wraz z krewnymi w wielkim domu zwanym "Cztery Filary i Osiem Belek", posiadali wiele dóbr i znani byli w okolicy jako ci, którym dobrze się powodzi. Gdy Milarepa miał siedem lat jego ojciec zmarł, powierzając opiekę nad rodziną bratu i szwagierce. Bardzo prędko okazało się jednak, że zamiast otrzymywać pomoc, wdowa i dzieci stali się robotnikami we własnym majątku, który w całości został zagarnięty przez chciwą ciotkę Milarepy i jej męża. W rezultacie wylądowali oni na maleńkim skrawku ziemi, który pozostawiono im tylko dzięki wstawiennictwu innych członków rodziny. Matka Milarepy zupełnie nie potrafiła się z tym pogodzić i zapałała wielką nienawiścią do swoich gnębicieli. Gdy Milarepa dorósł, łzami i prośbami wymogła na nim, by udał się na naukę czarnej magii i zemścił się na niegodziwych krewnych. Aby zdobyć pieniądze na te nauki sprzedała pół pola. Milarepa udał się do doliny Tsang, znalazł odpowiedniego nauczyciela, lamę Jingtona Trogiela i ofiarował mu wszystko co miał: kosztowności i samego siebie, ciało, mowę i umysł. Okazał się bardzo oddanym uczniem. Po roku nauki, po wstępnych przygotowaniach, lama odesłał go do swojego przyjaciela, Jingtena Gyatso, bardziej biegłego w czarnej magii. Po raz pierwszy Milarepa wypróbował nowo zdobyte umiejętności podczas przyjęcia w domu ciotki i stryja, zawalił dach domu, w którym odbywała się biesiada, a pod gruzami zginęło trzydzieści pięć osób. Ciotka i stryj uniknęli jednak śmierci, gdyż byli w tym czasie na zewnątrz. Matka Milarepy tak ostentacyjnie cieszyła się z tego nieszczęśliwego wydarzenia, że zniechęciło to niej bardzo wielu ludzi, a zaciekli wrogowie postanowili zabić ją i jej syna. Przez przygodnego pielgrzyma wysłała więc list do niego z przestrogą, prosząc o zesłanie burzy gradowej, która zniszczyłaby uprawy wrogów. Nauczyciel widząc wielkie zdolności Milarepy, nauczył go i tej sztuki. Milarepa udał się w przebraniu do rodzinnej wioski i tam z ukrycia wywołał burzę, która skutecznie zniszczyła wszystkie zbiory w okolicy. Wzburzeni miejscowi ludzie odnaleźli jego kryjówkę, ledwie udało mu się uciec. Kiedy powrócił do swojego nauczyciela, zrozumiał, jak wiele cierpienia wywołał. Ogarnął go też wielki strach przed konsekwencjami swych czynów. To zrodziło w nim głębokie postanowienie naprawienia swoich błędów i odnalezienia nauk, które by to umożliwiły.
Najpierw skierował się do lamy Njingmapy, Longtona Rhagi. Ten rozpoznał głęboki związek karmiczny, jaki łączył Milarepę z Marpą Tłumaczem: gdy tylko Milarepa usłyszał imię Marpy, poczuł bezgraniczne oddanie i tęsknotę za tym nauczycielem. Natychmiast też udał się, aby go odszukać.
W tym czasie Marpa miał sen zwiastujący przybycie niezwykłego ucznia. Milarepa zaś wędrował i rozpytywał o Marpę. Po wielu dniach podróży dotarł do miejsca, w którym mieszkał wielki tłumacz. Tam dowiedział się, że poszukiwany przez niego nauczyciel właśnie orze pole. Przez chwilę zwątpił, czy wielki lama, którego szuka, może zajmować się pracą zwyczajnego wyrobnika. Jednak zobaczywszy Marpę poczuł tak wielkie, niewyrażalne błogosławieństwo, że stracił całą świadomość otoczenia. Tak oto odnalazł swojego nauczyciela, Marpę Lotsawę, który z kolei był uczniem wielkiego Naropy. Milarepa ofiarował Marpie cenne dary oraz swoje ciało, mowę i umysł i po-prosił o nauki. Ten jednak odparł: "Musisz najpierw użyć swoich magicznych mocy, aby oczyścić okolicę z rabusiów, którzy napadają na moich uczniów przybywających do mnie z ofiarami".
Mila zrobił co mu nakazano, jednak pełen był smutku, że oto znów musi używać metod powodujących cierpienie. Gdy ponownie poprosił mistrza o nauki, ten odpowiedział: "Chciałbym teraz, abyś zbudował wieżę dla mojego syna. W zamian dam ci utrzymanie i udzielę nauk, o które prosisz".
Udali się na wschodnią stronę góry i tu Marpa opisał uczniowi kolistą budowlę, a ten od razu zabrał się do pracy. Gdy połowa wieży była już zbudowana, mistrz przyszedł i rzekł: "Wtedy, gdy zlecałem ci to zadanie, nie byłem w pełni zorientowany i teraz muszę cię prosić, byś wszystko zburzył, a materiały budowlane odniósł tam, skąd je wziąłeś".
Milarepa po wielu trudach wykonał to polecenie, potem zaś obydwaj poszli na zachodnie zbocze góry. Nauczyciel był trochę pijany. Tym razem poprosił ucznia o zbudowanie półkolistej wieży i Mila rozpoczął pracę. Gdy połowa pracy została wykonana, Marpa przyszedł i powiedział: "Ta wieża nie jest dobra. Rozbierz ją, a glinę i kamienie odnieś tam, skąd je wziąłeś".
Potem poszli razem na górski grzbiet. Tu lama przyznał, że poprzednim razem, gdy wydawał polecenie, był nieco pijany i dlatego było ono błędne. Teraz natomiast z wielką pewnością prosił o zbudowanie trójkątnej wieży na północnym stoku. Milarepa zapytał lamę, czy dobrze to rozważył. Otrzymał potwierdzającą odpowiedź. I tak uczeń znowu rozpoczął pracę. Gdy jedna trzecia była gotowa, Marpa przyszedł obejrzeć postępującą budowlę i z gniewem krzyknął: "Kto kazał ci zbudować coś takiego? Nie przypominam sobie, żebym ja to zrobił!"
Mila starał się mu przypomnieć, jak to specjalnie prosił o rozważenie konieczności stawiania trzeciej wieży, aby nie musiała ona być ponownie rozebrana, ale lama zignorował wszelkie uwagi na ten temat mówiąc: "Jakiego masz na to świadka? Dalsze gadanie na temat czegoś, co trzeba i tak zburzyć jest bezcelowe. Więc rozbierz wszystko i odnieś kamienie i glinę tam skąd je wziąłeś. Kiedy to zrobisz i nadal będziesz pragnął nauk, dam ci odpowiednie instrukcje. W przeciwnym wypadku możesz sobie odejść".
Wielce rozżalony uczeń usłuchał mistrza, jak poprzednio zniszczył swoje dzieło i uprzątnął materiały. W międzyczasie od noszenia kamieni i gliny zrobiła mu się na plecach wielka rana, ale nikomu nie śmiał o niej powiedzieć. Żona Marpy, Dagmema, "Pozbawiona Egoizmu", obserwując wszystko, bardzo się martwiła i współczuła Milarepie. W końcu udała się do męża, prosząc o udzielenie nauk tak ciężko pracującemu i pełnemu oddania uczniowi. Wkrótce lama wezwał go do siebie i udzielił schronienia w trzech klejnotach oraz podstawowych wskazań, wyjaśniając, że są to ogólne nauki dla wszystkich. Następnie streścił opowieść o drodze do oświecenia swojego guru, Naropy, pełnej straszliwych trudności i cierpień. Wywarła ona na Milarepie tak wielkie wrażenie, że nie mógł powstrzymać się od łez i postanowił dokładnie wykonać wszystko, co lama mu poleci.
Kilka dni później Marpa zaprosił ucznia na przechadzkę Poszli do pewnego miejsca, gdzie mistrz powiedział: "Zbudujesz tu kwadratową, dziesięciopiętrową wieżę z ozdobną górną częścią tworzącą dziesiąte piętro. Ta wieża nie będzie zburzona, a gdy ją ukończysz udzielę ci nauk, których pragniesz i zapewnię utrzymanie, gdy będziesz medytował na odosobnieniu".
Mila poprosił żonę mistrza, by tym razem była świadkiem tych słów. Gdy świadek został zaakceptowany, Milarepa rozpoczął wznoszenie wieży. Trzej inni uczniowie Marpy przyglądali się tej pracy i wspólnymi siłami przytoczyli olbrzymi głaz, aby wmontować go w narożnik budynku. Gdy Milarepa przystąpił do budowy drugiego piętra, Marpa przyszedł obejrzeć postępy w pracach. Po skrupulatnej inspekcji zapytał o głaz w narożniku. Gdy dowiedział się jak tak olbrzymi kamień trafił w to miejsce, powiedział rozgniewany: "Nie masz żadnego prawa, aby do budowy używać materiałów przyniesionych przez innych. Zanieś ten głaz tam, skąd został wzięty".
Kiedy uczeń próbował przypomnieć mu o obietnicy mówiącej, że wieża nie zostanie zburzona, mistrz odparł: "Nie pozwoliłem ci przecież zatrudniać moich uczniów jako robotników. A poza tym nie każę ci burzyć całej budowli tylko odnieść głaz, którego nie przyniosłeś osobiście".
Mila zburzył więc wieżę, by odnieść głaz. Jak tylko mistrz to zobaczył, powiedział: "Teraz możesz zabrać go z powrotem i użyć do budowy".
W miejsce jednej rany na plecach Milarepy powstały trzy inne od noszenia kamieni, z których wciąż ciekła krew i ropa. Milarepa wielokrotnie przychodził do mistrza błagając go o nauki i inicjacje, lecz ten za każdym razem wyrzucał go za drzwi, doprowadzając do skrajnej rozpaczy szorstkimi słowami i niezwykle surowym traktowaniem: "Cóż to za zarozumiałość i zuchwalstwo! Tylko dlatego, że skleciłeś marną wieżę, która nie jest nawet szersza od mojego ramienia, mam ci udzielać nauki przywiezionej z Indii za cenę osobistego poświęcenia i wielkich kosztów? Jeżeli możesz ofiarować mi równowartość za moje nauki, to dobrze, jeśli zaś nie, nie pozostawaj dłużej wśród tych, co otrzymują inicjacje do tajemnych nauk".
Dagmema, z powodu wielkiego współczucia wciąż starała się pomagać Milarepie, nawet wbrew woli męża i za jego plecami, jednak na nic się to nie zdawało. W końcu całkowicie stracił on nadzieję, że dokończenie dziesięciopiętrowej wieży może coś zmienić w jego tragicznej sytuacji. Dagmema, która również nie mogła znieść jego cierpienia, zabrała z pokoju mistrza cenne przedmioty, wyposażyła w nie Milarepę i wraz z podrobionym listem Marpy wysłała go do ucznia Marpy, Ngoktona, który sam był wielkim lamą. Ten bardzo się ucieszył widząc "Wielkiego Czarownika", jak nazywał swojego ucznia Marpa, udzielił mu inicjacji do mandali Hewadżry i wysłał na odosobnienie. Jednak mimo zapału ucznia nie pojawiały się żadne wewnętrzne znaki powodzenia w praktyce. Wkrótce, gdy Marpa zaprosił Ngoktona na ceremonię z okazji dojścia do pełnoletniości jego syna, cała mistyfikacja wyszła na jaw. Gniew Marpy był tak straszny, że serca obecnych na uroczystości zamarły z przerażenia. Milarepa, przygnębiony tym bardziej, że gniew mistrza spadł także na jego jedyną dobrodziejkę, Dagmemę, straciwszy ostatnią nadzieję na otrzymanie nauk w tym życiu, postanowił popełnić samobójstwo.
Kiedy już miał to zrobić, powstrzymał go lama Ngokpa, mówiąc, że samobójstwo jest najgorszym ze wszystkich czynów i że zawsze jest jakaś szansa na otrzymanie nauk. Mimo że wszyscy byli bardzo poruszeni jego losem, Milarepa był pełen boleści: "Czyż moje serce nie jest z żelaza? Gdyby tak nie było, to na pewno dawno by już pękło".
I wtedy właśnie Marpa wezwał go do siebie. Gdy wciąż pełen wątpliwości i niedowierzania stanął przed mistrzem, ten przyjął go jak syna. Wyjaśnił jednocześnie, że poprzednie okrutne traktowanie pozwoliło Milarepie oczyścić prawie wszystkie złe czyny, których wcześniej się dopuścił. Dodał też, że gdyby nie powodowana wielkim współczuciem słabość Dagmemy, osiągnąłby już oświecenie. Radość i szczęście ucznia nie miały granic. Złożył ślubowania, obcięto mu włosy, a następnie Marpa dał mu nauki, inicjacje i przekazy tantryczne. Na końcu rzekł: "Za każdym razem, kiedy w bezwzględny sposób odrzucałem cię z kręgu uczniów, co napełniało cię cierpieniem, nigdy nie pomyślałeś o mnie źle. Oznacza to, że twoi uczniowie będą mieć wyjątkowy zapał, wytrwałość, mądrość i współczucie, jakie potrzebne są każdemu praktykującemu. W końcu dzięki wewnętrznym doświadczeniom, duchowej energii, mądrości i współczuciu, zostaną doskonałymi lamami".
Nakazał Milarepie udać się na odosobnienie do jaskini i wytrwale medytować. Przez jedenaście miesięcy Dzietsyn medytował dniem i nocą. Następnie mistrz wezwał go do siebie, by sprawdzić postępy i kiedy te okazały się bardzo zadawalające, odesłał go z powrotem do jaskini.
Pewnego dnia zebrali się wszyscy uczniowie Marpy, aby opowiedzieć swoje sny o przyszłości linii Kagyu, ale tylko sen Milarepy okazał się proroczy. Marpa zinterpretował go jako bardzo pomyślny dla przyszłości nauk.
Ponieważ Marpa wiedział, że jego życie zbliża się do końca, przekazał każdemu ze swoich najbliższych uczniów szczegółowe instrukcje i wysłał ich w różne strony, pozostawiając przy sobie jedynie Milarepę. Tak oto Milarepa pozostawał na ścisłym odosobnieniu, ale w pobliżu swojego guru, medytując z wielka wytrwałością.
Było tak do dnia, gdy przyśniła mu się rodzinna wieś, matka i krewni. Poczuł nagle wielką tęsknotę do swoich bliskich i do rodzinnych stron. Udał się więc do mistrza prosząc go o pozwolenie na odwiedzenie matki i siostry. Wtedy Marpa, wiedząc że już się nie spotkają, przekazał Milarepie nauki, jakie nauczyciel daje tylko swojemu głównemu uczniowi, dzierżawcy linii. Na końcu rzekł: "Jeśli sądzisz, że nie otrzymałeś wszystkich moich nauk, ponieważ ofiarowałeś mi niewiele darów, pozbądź się takiej myśli, gdyż ja nie jestem zainteresowany bogactwem. To ofiara z twojego zapału i wysiłku skierowanego ku urzeczywistnieniu sprawia mi największą radość. Tak więc bądź wytrwały i wznieś w górę chorągiew doskonałości. Spośród instrukcji czcigodnego Marpy nikt inny oprócz ciebie nie otrzymał tajemnego ustnego przekazu dakiń. Przelałem je w ciebie jak z pełnego dzbana".
Otrzymawszy w ten sposób błogosławieństwo swojego lamy, Milarepa opuścił Marpę. Gdy dotarł do rodzinnej wsi, zastał na miejscu domu ruiny, wśród których bielały kości jego matki. Wszystko zostało zniszczone, a siostra zniknęła i nikt nie wiedział gdzie jest. Poruszony do głębi doświadczeniem nietrwałości, Milarepa złożył ślubowanie, że nie opuści odosobnienia i będzie wytrwale medytować, aż osiągnie oświecenie: "Zmysłowe przyjemności wygodnego życia mogą być dobre dla tych, którzy nie doznali takiego nieszczęścia i nie myśleli o cierpieniach śmierci i niższych sfer egzystencji. Jeśli zaś chodzi o mnie, wszystkie te wydarzenia przekonały mnie o konieczności medytacji, bez zważania na pożywienie, odzienie i sławę".
Zanim odszedł, resztę majątku oddał ciotce: "Gdybym miał umrzeć dziś w nocy, na cóż byłoby mi pole? Jest powiedziane, że cierpliwość to najlepszy środek prowadzący do osiągnięcia oświecenia. Ciotka stanowi podporę mojej medytacji. To dzięki ciotce i stryjowi wszedłem na ścieżkę prowadzącą do wyzwolenia".
Od tej chwili Milarepa medytował bez wytchnienia. Mimo, że brakowało mu pożywienia, a jego ciało stawało się coraz słabsze, nie opuszczał swojej jaskini w niedostępnych górach. Aby zachować choć trochę siły, zaczął się żywić wywarem z pokrzyw. Jego ciało przybrało zielonkawy kolor, a długie włosy stały się szare. Po latach rozpadło się jego ubranie, pozostał całkowicie nagi. Nie przestawał jednak medytować.
W czasie tych lat odwiedziło go wielu wędrowców i wszyscy oni otrzymali nauki. Pewnej nocy do jego jaskini przypadkowo trafił pewien wędrowiec, a widząc zatopionego w medytacji jogina, zaczął szukać jedzenia. Słysząc go Milarepa zaśmiał się i powiedział: "Próbujesz w środku nocy znaleźć coś, czego ja nie mogę znaleźć nawet w dzień".
Innym razem, w miejscu gdzie medytował pojawiło się kilku myśliwych. Przybyli oni na południowy odpoczynek i zaprosili jogina na posiłek. Gdy jedli, jeden z nich powiedział: "Wydajesz się być zdolnym człowiekiem. Gdybyś żył światowym życiem, mógłbyś jeździć na wspaniałym rumaku podobnym do lwa. Uzbrojony, odziany w pancerz, pokonałbyś swoich wrogów. Zdobywając majątek, otoczyłbyś opieką swoją rodzinę i zaznał szczęścia. A gdyby ci się to nie udało, zająłbyś się handlem i cieszyłbyś się, będąc swoim własnym panem. W najgorszym wypadku mógłbyś pracować jako służący, mając dzięki temu dobre jedzenie i odzienie, byłbyś zdrowszy na ciele i umyśle. Może o tym wcześniej nie słyszałeś, lecz teraz przemyśl sobie to wszystko".
Mila odpowiedział: "W waszych oczach mogę uchodzić za wyjątkowo nieszczęśliwego. Lecz nie wiecie, że nie ma na ziemi nikogo szczęśliwszego i rozsądniejszego ode mnie. Żyję w największym szczęściu i możecie się o tym przekonać, słuchając pieśni o Galopującym Koniu Jogina:
Składam pokłon u stóp Współczującego Marpy.
W górskiej pustelni mego ciała,
W świątyni piersi
Na trójkącie mego serca,
Koń umysłu pędzi jak wiatr.

Jakiej pętli mam użyć aby go schwycić?
Do czego przywiązać schwytanego?
Gdy spragniony, czym go napoić?
Gdy zimno, gdzie mam dać mu schronienie?

Aby go schwytać użyję pętli tego,
co nieuwarunkowane,
Schwytanego przywiążę do słupa
głębokiej medytacji,
Głodnego nakarmię wskazaniami Lamy,
Spragnionego napoję wodą
z ciągle płynącego strumienia uważności,
Gdy zimno, dam mu schronienie
we wnętrzu pustki.

Jako siodła i wędzidła
użyję zręcznych metod mądrości,
Założę mu silny popręg niewzruszoności,
Utrzymam go cuglami życiowej energii,
Jeźdźcem będzie dziecko uważności,
Nałoży ono hełm bodhiczitty,
Przywdzieje kolczugę utkaną
ze słuchania, rozważania i medytacji,
Z tyłu przywiesi tarczę cierpliwości,
W ręce dzierżyć będzie lancę
doskonałego poglądu,
U boku zawiśnie mu miecz mądrości.

Jeśli zegnie się strzała
jego podstawowej świadomości
Wyprostuje ją brakiem gniewu,
Zakończy piórami czterech niezmierzoności,
Zaostrzy ją przenikliwym wglądem,
Z łuku pustki
o cięciwie zręcznych metod współczucia,
Mierząc w bezmiar niedualności
Wypuści swe strzały w świat.
Ci, których ugodzą strzały zostaną uczniami,
Tym co zostanie zabite,
będzie przywiązanie do ego.
W ten sposób jako wrogów,
pokona on pożądanie i złudzenie,
Jako przyjaciel będzie ochraniał
wszystkie istoty sześciu sfer,
galopuje równiną wielkiego szczęścia,
Jeśli wytrwa,
osiągnie stan wszystkich Zwycięzców,
Odwracając się w tył odetnie korzenie samsary,
Zwracając się w przód
dosięgnie wyżyn stanu Buddy,
Dosiadając tego konia
każdy osiągnie najwyższe oświecenie.

Czy możecie porównać swoje szczęście
z takim stanem?"

Tak zaśpiewał myśliwym, a oni okazawszy szacunek odeszli. Także siostra Milarepy, Peta i jego ciotka odnalazły go i otrzymały nauki w wyniku czego osiągnęły wielkie urzeczywistnienie.
Gdy pytano Milarepę, którego Buddy lub bodhisattwy jest inkarnacją, odpowiadał: "Nigdy nie dowiadywałem się o swoją poprzednią inkarnację. I chociaż wasze przekonanie o tym, że jestem wcieleniem Buddy wypływa ze szczerego oddania dla mnie, to jednak nie ma większej przeszkody w praktyce, niż takie przeświadczenie. Zniekształca ono prawdziwą Dharmę. Błąd polega tutaj na nie rozpoznawaniu prawdziwej przyczyny osiągnięć wielkich joginów. Dharma jest na tyle skuteczna, że nawet tak wielki grzesznik jak ja, osiągnął stan bliski oświecenia".
Medytując w dwudziestu siedmiu różnych jaskiniach Milarepa osiągnął pełne urzeczywistnienie nauk Buddy. Gromadził też wokół siebie coraz więcej uczniów. Wszyscy oni odnieśli nieograniczony pożytek z jego nauk.
Pewnego dnia Milarepa spotkał uczonego lamę Tsaphuwę. Był on bardzo bogaty i wpływowy, ale nie mógł pogodzić się ze sławą i niezwykłością Milarepy. Z powodu wielkiej zazdrości postanowił go zabić. Namówił więc swoją przyjaciółkę, by dała Milarepie do wypicia zatruty napój. Milarepa natychmiast odkrył zamiary przybyłej do niego kobiety, jednak czując, że jego życie i tak zbliża się do końca, a uczniowie są urzeczywistnieni i samodzielni, postanowił wypić truciznę. Gdy to zrobił, zgromadził wszystkich swoich uczniów i przez wiele dni wygłaszał nauki. Wszyscy obecni widzieli tęcze na niebie, obłoki różnych kolorów o symbolicznych kształtach, słyszeli piękną muzykę i doświadczali wielkiej radości.
W końcu do Milarepy przybył sam lama Tsaphuwa, od którego pochodził zatruty napój. Zaczął udawać współczucie dla Milarepy i po-prosił, by przeniósł on na niego swoją chorobę. Milarepa wiedząc, że Tsaphuwa nie zniósłby tego, przeniósł część swego cierpienia na drzwi, które w jednej chwili się rozpadły. Widząc to Tsaphuwa pomyślał, że to iluzja i dalej prosił Milarepę, by przeniósł chorobę na niego. W końcu Milarepa uczynił to na chwilę, a Tsaphuwa pod wpływem niewyobrażalnego bólu zemdlał. Oprzytomniawszy zrozumiał swój błąd. Błagał Milarepę o przebaczenie, a ten udzielił swojego błogosławieństwa.
Podczas choroby Dzietsyna jego najbliżsi uczniowie poprosili o ostatnie wskazówki. Wtedy Milarepa zaśpiewał pieśń:
"Kłaniam się u stóp Marpy Tłumacza!
Wy, moi uczniowie zgromadzeni tutaj,
nakłońcie ucha na ostatnią wolę
Wiekowego Milarepy, ojca duchowego.
Ja, jogin Milarepa,
Dzięki współczuciu Marpy z Lhodrak
Wypełniłem z powodzeniem
wszystkie moje obowiązki.

Jeśli wy, moi uczniowie i następcy
Będziecie przestrzegać moich rad,
W tym życiu wypełnicie
Wielkie zadanie dla siebie i dla innych,
Zadowalając mnie i najwyższych Buddów.
Wszystkie inne czyny są bezwartościowe
Dla was samych i dla innych
i nie zadowolą mnie.

Bez przewodnictwa guru
i nieprzerwanej linii przekazu,
Jakaż jest korzyść z inicjacji?
Bez jedności Dharmy z własną naturą,
Jakąż korzyść przynosi
znajomość tantry na pamięć?
Bez porzucenia światowych celów,
Jakaż jest korzyść
z medytacji nad wybranymi naukami?
Bez zharmonizowania
ciała, mowy i umysłu z Dharmą,
Jakaż jest korzyść z odprawiania
religijnych ceremonii?
Jeśli nie potrafisz znieść zniewagi,
Jakaż jest korzyść z medytacji
nad cierpliwością?
Jeśli nie pokonasz przywiązania i awersji,
Jakaż jest korzyść z ofiarowywania modlitw?
Jeśli nie wykorzenisz egoizmu,
Jakaż jest korzyść z dawania jałmużny?
Jeśli wszystkie istoty sześciu światów
nie zostaną rozpoznane jako ukochani rodzice,
Jakaż jest korzyść
z zajmowania wysokiego stanowiska?
Jeśli czysta miłość i szacunek
nie zrodzą się w sercu,
Jakaż jest korzyść z budowania stupy?
Bez medytacji przez cztery pory dnia,
Jakaż jest korzyść z robienia tsa-tsa?
Jeśli modlitwa nie zrodzi się z głębi serca,
Jakaż jest korzyść
ze świętowania rocznicy mojej śmierci?
Jeśli nie szanujecie mnie za życia,
Jakaż jest korzyść
z kontemplowania moich relikwii i wizerunków?
Bez odrazy do samsary i pragnienia wyzwolenia,
Jakaż jest korzyść z wyrzeczenia?
Jeśli nie umiesz
kochać bardziej innych niż siebie,
Jakaż jest korzyść ze słodkich słów litości?
Bez wykorzenienia iluzji i pożądania,
Jakaż jest korzyść ze służby dla lamy?
Jeśli nie słuchacie mych słów,
Jakaż jest korzyść z wielkiej ilości uczniów?

Porzućcie wszelkie bezużyteczne działania,
Bo nie przynoszą one nic ponad krzywdę.
Jogin, który wypełnił swoje zadanie
Nie ma potrzeby o nic się starać".

Milarepa odszedł w 1136 roku Drewnianego Zająca, w wieku 84 lat. Zdarzeniu temu towarzyszyły liczne cudowne znaki. Wielu ludzi widziało bogów i dakinie, którzy witali Milarepę. Stos kremacyjny przybrał formę mandali, płomienie miały kształty ośmiopłatkowych kwiatów lotosu. Ciało Milarepy manifestowało się w formie różnych jidamów. Wszyscy zebrani doświadczyli nieopisanego szczęścia. W dniu kremacji spadały z nieba różnokolorowe kwiaty rozpuszczające się pod dotykiem ludzkich rąk.

W ten sposób Wielki Pan Joginów, Mila, odszedł do czystej krainy Buddy.

 | W TYM NUMERZE RÓWNIEŻ:

"PRZESTRZEŃ JEST WIEDZĄ" - Lama Ole Nydahl | MACIE GODNOŚĆ | TASZI OZER | Droga Mahamudry Część czwarta - Mahamudra - Künzig Szamar Rinpocze | Cytat - Dhammapada | Cytat - Saraha | Wykład w Poznaniu listopad 1989 - Dziamgon Kongtrul Rinpocze | Drukpa Kunlej | O MEDYTACJI - Lama Ole Nydahl | Wywiad z Khenpo Czodrakiem Rinpocze Virginia, lipiec 1995 - Buddhism Today | Cytat | Cytat - Dzigten Sumgon | MIŁOŚĆ I PARTNERSTWO - Lama Ole Nydahl | Jesze Tsogjal odnajduje partnera na ścieżce | HISTORIA ŻYCIA MILAREPY - Na podstawie biografii Milarepy opracowali Klaudia Żerebiec i Rafał Olech. | PRZEMÓWIENIE NA MIĘDZYNARODOWEJ KONFERENCJI KARMA KAGYU. 28 marca 1996, New Delhi, Indie - KÜNZING SZAMAR RINPOCZE | Beskidzka Wadżrajana - Piotr Jankowski | Pytanie 2: Co mógłbyś powiedzieć o panowaniu nad umysłem, o koncentracji? |

 | PODOBNE ARTYKUŁY: