DIAMENTOWA DROGA JEST WEWNĘTRZNYM CZASOPISMEM BUDDYJSKIEGO ZWIĄZKU DIAMENTOWEJ DROGI LINII KARMA KAGYU

Diamentowa Droga -> Nr 14 -> Przemówienie na Międzynarodowej Konferencji Karma Kagyu New Delhi, Indie, 30.03.1996

-> TU MOŻNA KUPIĆ NAJNOWSZY NUMER DIAMENTOWEJ DROGI

Przemówienie na Międzynarodowej Konferencji Karma Kagyu New Delhi, Indie, 30.03.1996

Lama Ole Nydahl
_________


Künzig Szamarpo, mój pierwszy nauczycielu Lobpynie Tseczu, wszyscy inni Rinpocze, koledzy, przyjaciele, najdrożsi Hannah, Caty, Tomku i inni podróżujący ze mną!
Przede wszystkim: dziękuję, że przylecieliście. To spotkanie jest bardzo ważne. Jeśli chodzi o obecne położenie, nie ma żadnych wątpliwości że wszyscy trzymamy się razem, cieszę się, że Francja stoi teraz także ramię w ramię z naszym zjednoczonym frontem.
Nasze poparcie dla Karmapy Thaje Dordże brzmiało zupełnie jasno we wszystkich przemówieniach, chciałbym jednak powiedzieć także kilka rzeczy związanych z przeszłością i przyszłością, byście mogli łatwiej zobaczyć, iż nie chodzi tu o spór o własność w dalekim kraju w Himalajach, lecz o pełne znaczenia wartości.
Jeśli cokolwiek kiedykolwiek było święte, to był to Rumtek. Kiedy szło się drogą pod górę do klasztoru, często obok leciały dwa czarne ptaki. Specjalnie czekały, aż podejdzie się bliżej i leciały później wzdłuż ulicy. Wielu ludzi miało tam szczególne, ukazujące przyszłość sny. Rumtek był tak pełen błogosławieństwa i mocy, że nie sposób tego wyrazić słowami.
Wchodziło się do środka i spotykało XVI Karmapę, człowieka potrafiącego się śmiać tak głośno, że słychać go było jeszcze pięć domów dalej. Widziało się górę pełną mocy, coś czego nie znało się wcześniej. Obiecuję wam: jeśli byłby teraz w tej sali, wszyscy kolejno zostaliby wręcz przyciśnięci do ścian, tylko na skutek jego mocy. Nigdy nie spotkałem kogoś takiego jak on. Widziałem wszystkich wielkich Rinpocze, wszystkie Świątobliwości, ale nikogo takiego jak on, nikogo z jego błogosławieństwem, z jego energią.
Już w pierwszej chwili, kiedy zobaczyliśmy go w 1968 roku, powinniśmy powiesić mu na szyi magnetofon kasetowy, gdyż każde jego słowo było prawdą, wszystko miało znaczenie. Mówił nam rzeczy, których wówczas nie potrafiliśmy zrozumieć. Na przykład często radził: "Nie stańcie się nigdy tacy jak Akong". Albo stwierdzał: "Situpa musi wrócić i otrzymać przekaz Mahamudry", który Hannah i mnie dał trzykrotnie. Mówił również ogólne rzeczy istotne dla wszystkich: "Nigdy nie stańcie się dumni. Nigdy nie próbujcie być kimś szczególnym. Pracujcie skromnie. Pracujcie wśród ludzi." I dalej z naciskiem: "Stwórzcie buddyzm ludzi świeckich, żywy buddyzm, taki który na Zachodzie każdy będzie w stanie zrozumieć." Spróbowaliśmy spełnić każde jego życzenie i z pewnością dlatego wszystko tak dobrze się rozwija.
I teraz oto spotykamy się tutaj, a Rumtek jest zniszczony.
Zostało tam złamanych tak wiele ślubowań, że nie wiemy, czy będziemy kiedykolwiek znowu mogli używać tego miejsca. Jeśli chcielibyśmy, trzeba by wykonać wiele, bardzo wiele oczyszczeń. Duchy pozostają i Rumtek jest teraz pełen widm.
Co możemy jednak powiedzieć o pozytywnych stronach tego, co się stało, czego się nauczyliśmy? Dobre było to, że wszyscy oprzytomnieliśmy i zostaliśmy zmuszeni do myślenia. Nie tylko do wiary, ale również do zajmowania własnego stanowiska i samodzielnego myślenia. Właśnie to się stało, jest to coś wspaniałego.
Mamy wszyscy tysiąc powodów, żeby nie lubić chińskiego przewodniczącego Mao, lub też by go wręcz nienawidzieć, jednak znam jedną inteligentną rzecz którą powiedział: "Potrzebujemy co każde dziesięć lat rewolucji, w przeciwnym wypadku ludzie zasną i staną się mieszczańscy". Sam myślę to samo: również my potrzebujemy co pięć lub dziesięć lat skandalu. Potrzebujemy go, by zachować przytomność, by uniknąć stania się kościołem, siedzenia tylko dookoła i wierzenia we wszystko. Potrzebujemy tego, byśmy zachowali świeżość w umyśle i byli pełni mocy we wszystkim co robimy.
Teraz jest to bolesne i historie mnichów, którzy zostali tak nieludzko potraktowani, bardzo nas poruszyły. Chętnie towarzyszylibyśmy im w tym co przeszli i pomoglibyśmy im. I mogę wam powiedzieć: mam przez cały czas w gotowości dziesięciu komandosów, mogących w każdej chwili wedrzeć się do Rumteku i wydostać stamtąd Czarną Koronę. Są gotowi od dłuższego czasu. Prawdziwi mężczyźni, nie żadne maminsynki. Sam oczywiście również wziąłbym w tym udział.
Zostaliśmy więc zmuszeni do myślenia, "wytrząśnięci" z postawy "tylko wierzę" i chociaż teraz jest to przykre, jestem pewien, że w przyszłości wyjdzie nam to na dobre. Czasami trzeba schudnąć o kilka kilogramów. Wiemy o tym wszyscy, przynajmniej na Zachodzie, gdzie ideał piękna mniej jest zbliżony do kuli, niż na Wschodzie. W ten sam sposób również my, Kagyupowie, musimy od czasu do czasu zrzucić trochę zbędnej wagi. Myślę, że teraz to zrobiliśmy. Sądzę również, iż Chińczycy także czegoś się nauczyli. Przynajmniej nowy Panczen Lama, którego próbują osadzić na tronie, jest dobrze wychowany i inteligentny, w przeciwieństwie do Karmapy, którego chcieli nam sprzedać.
Myślę, że nauczył się czegoś również tybetański rząd emigracyjny. Bardzo pospieszyli się z uznaniem wybranego przez Chińczyków Karmapy, może dlatego, że nie był im na rękę Karmapa działający w wolnym świecie? Woleli by został w Tybecie, który coraz bardziej traci moc z powodu okupacji. Kiedy jednak komuniści wybrali następnie również nowego Panczen Lamę, Dharamsali zupełnie się to nie spodobało.
Dlatego myślę, że niektórzy z tamtejszych urzędników są teraz bardziej szczerzy. Że uznają nas i zrozumieją, iż mamy wspólne trudności i że zapomną o całym sekciarskim utrudnianiu innym działania.
Nauczyliśmy się kilku rzeczy, prawda? Mamy kilka kilogramów muskułów więcej i możemy teraz więcej zrobić. Jesteśmy bardziej przejrzyści i silniejsi niż dawniej.
Niech żyje XVII Karmapa!

Opracowanie: Wojtek Tracewski